Diabeł II

Obudził mnie krzyk i  dziwne zamieszanie w klasie ekonomicznej. Nagle do naszej części samolotu wpadło dwóch facetów, ciągnąc ze sobą stewardessę.
- Cisza! – krzyknął jeden z nich. Po angielsku, ale ze strasznie dziwnym akcentem – Niech nikt nie wstaje i nie próbuje być bohaterem bo go zastrzelimy.
Jeden z napastników został z naszą trójką, natomiast drugi poszedł dalej do kokpitu załogi. Siedziałam lekko zamroczona i patrzyłam bezmyślnie na stojącego z bronią faceta. Jeszcze nie do końca się obudziłam i niezbyt bystro ogarniałam rzeczywistość. Porwanie samolotu?! Ale po co?!

Rany boskie – to miały być zwykłe wakacje. Jakim cudem ja się w coś takiego wpakowałam? Odetchnęłam i spojrzałam na porywacza. Jeżeli nie mieli zasłoniętych twarzy nikomu to dobrze nie wróżyło. W filmach, gdy przestępcom nie zależało na ukryciu swojej tożsamości, zakładnikom gwarantowało to krótkie życie. Ale tak jest na filmach, a jak jest w realnym świecie? Cóż, nie wiedziałam jak to bywa w rzeczywistości, bo nie byłam nigdy uczestnikiem czy świadkiem takiej sytuacji. Wiedziałam za to jak jest w kinie akcji. A tam z reguły na pokładzie był pracownik ochrony, który wszystkich ratował. Może to któryś z moich towarzyszy? Albo tajniak siedzi w klasie ekonomicznej? No tak, i z reguły pomaga mu ktoś z pasażerów. Zwykle kobieta. Może na mnie trafi? Musiałam być jednak jeszcze nieźle zamroczona skoro w takiej sytuacji przychodziły mi do głowy takie głupoty. Umysł kontynuował niezwykle oryginalne dywagacje. Kolejną błyskotliwą myślą był pomysł, żeby zorientować się ilu tych porywaczy właściwie jest. Na pewno dwóch, ale ile zostało w klasie ekonomicznej? Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że niekoniecznie wszyscy będą stali. Ale przynajmniej będę wiedziała ilu się ujawniło. Siedziałam w dogodnym miejscu i obracając się ze zdezorientowanym wyrazem twarzy, mogłam zajrzeć do klasy ekonomicznej. Przy okazji zauważyłam jeszcze coś. Porywacz w naszym przedziale zwracał o wiele baczniejszą uwagę na mnie – zamiast na dwóch rosłych mężczyzn. Co najmniej dziwne.

W tylnej części samolotu widziałam 3 stojące osoby – możliwe, ze z drugiej strony był ktoś jeszcze.  Jak zobaczyć czy ktoś tam jeszcze stoi? Idąc do WC bym zobaczyła, ale czy mnie puszczą?
Pomysł, który mi przyszedł do głowy był na tyle głupi, że mógł zdać egzamin. Zaczęłam nagle gwałtowanie przełykać ślinę i oddychać głęboko, jak bym miała za chwilę zwymiotować – facet stojący najbliżej mnie natychmiast do mnie doskoczył.
- Co jest do jasnej cholery?
Spojrzałam na niego zbolałym wzrokiem i wyszeptałam:
- Przepraszam, zaraz zwymiotuje. Ja nic nie zrobię, muszę do ubikacji.
Zlustrował mnie i stwierdził widocznie, że bogata lala na bosaka (w końcu siedziałam w pierwszej klasie) nie zrobi nic głupiego
- Przepuście ją – krzyknął.
Natychmiast zerwałam się ze swojego miejsca i pobiegłam w kierunku ubikacji. Lekko zataczając i z ręką przy ustach, toczyłam błędnym wzrokiem po wszystkim dookoła, mając tylko nadzieję, że z niczym się nie zdradzę. Oprócz ludzi z bronią zauważyła, coś jeszcze. Diabła patrzącego od samego początku na moje popisy.

Wleciałam do WC, zamknęłam i tym razem zablokowałam za sobą drzwi. W ekonomicznej stały 4 osoby. Chwilę stałam w bezruchu zastanawiając się co dalej, ale po chwili życie samo podpowiedziało mi dalsze działania. Samolotem szarpnęło, a ja dzięki temu przypomniałam sobie, że aviomarin, który wzięłam w Warszawie już dawno przestał działać. Kolejnej dawki nie zażyłam. Od momentu kiedy to sobie uświadomiłam do chwili kiedy zawartość żołądka stwierdziła, że trzeba się pokazać na zewnątrz minęły sekundy. Niestety choroba lokomocyjna była jedną z moich wstydliwych przypadłości. Ledwo zdążyłam dopaść muszli. Po chwili kiedy już nie miałam czym wymiotować, wypłukałam usta, obmyłam twarz i wyglądając jak siedem nieszczęść odblokowałam drzwi. Nie uczyniłam żadnego kroku, bo stanęłam twarzą w twarz z jednym z porywaczy – tym który kazał mnie przepuścić. Oczy rozszerzyły mi się z przerażenia i zarówno na skutek stresu jak i osłabienia, będącego następstwem torsji, zaczęłam dygotać. Zdałam sobie sprawę, że ten człowiek cały czas stał pod drzwiami i słuchał co robię w środku. I gdybym nie zwymiotowała, to nie wiadomo jak by się to dla mnie skończył. Mężczyzna zlustrował mnie i pchnął z powrotem na moje miejsce. Usiadłam sztywno wyprostowana. Nagle pojawiła się przede mną ręka z butelka wody mineralnej:
- Masz, pomoże Tobie.
Szybko wzięłam wodę i starałam się siedzieć cicho. Przez chwilę się nie ruszałam, ale wścibstwo zwyciężyło. Dyskretnie zerknęłam w bok. Zdążyłam zauważyć, że porywacz nagle się wyprostował i przeszedł do klasy ekonomicznej. Ale zanim to zrobił spojrzał w kierunku Diabła i jego towarzysza. Nie miałam inklinacji samobójczych, więc nie zaryzykowałam i nie spojrzałam też w ich stronę. Cokolwiek to miało znaczyć, byłam już więcej niż pewna, że Diabeł i jego towarzysz nie zaliczają się do grupy zwykłych pasażerów. I wnioskując po ostatnim wydarzeniu, nie są też pozytywnymi bohaterami.  Do licha. W co i jakim cudem się władowałam. O co w ogóle chodzi z tym porwaniem? Przecież to zwykły samolot rejsowy. Co chcą porwać? Ładunek? No przecież nie pasażerów. W trakcie snucia tych teorii spiskowych doszłam do jednego wniosku. Dopóki będą mnie uznawać za niegroźne i nieszkodliwe stworzenie, to nie będę im przeszkadzać. Może i nas planują utłuc, ale nie w powietrzu. I tak im nie uciekniemy, a ewentualne próby zastrzelenia spanikowanych ludzi dla samych porywaczy mogły się źle skończyć. Czyli dopóki jesteśmy w powietrzu jest w miarę ok.

Podkuliłam pod siebie nogi, objęłam się ramionami i w myślach jak mantrę zaczęłam powtarzać – nie denerwuj ich, zachowuj się spokojnie. Jak zwykle moje postanowienia szlag trafił szybciej niż przypuszczałam.

Nagle poczułam, jak zaczęliśmy się przechylać. Samolot musiał zmienić znowu trasę lotu. Jednocześnie usłyszałam hałas. Odwróciłam się w stronę przejścia i zobaczyłam jak jeden z pasażerów (ten blondyn) idzie w stronę kokpitu załogi. Czyli teraz zostałam z Diabłem sama. Spojrzałam natychmiast na niego i prawie mnie cofnęło, bo on patrzył mi prosto w oczy. Nie odrywając ode mnie wzroku podniósł się z fotela i powoli ruszył w moją stronę. Jestem zdrowo pogięta, bo zamiast się martwić co chce zrobić, byłam w stanie tylko myśleć o tym, jak jego mięśnie poruszają się pod spodniami i koszulą. Poruszał się płynnie, jak drapieżnik nie chcący spłoszyć swojej ofiary.

Przełknęłam ślinę i czekałam co zrobi. Usiadł obok mnie i cały czas patrząc w oczy zadał pytanie:
- Jak masz na imię? – Rany co za głos. Dotarł do mojej klatki piersiowej i szedł w głąb ciała powodując drżenie. Niski, chropowaty. Musiałam z całej siły się zmobilizować, by zachować spokój. Cholera, o co on się pytał? Rany, weź się idiotko w garść.
- Ania. A Ty? – jednak jego bliskość trochę mi zaszkodziła.
Podniósł brew i uśmiechnął się lekko. Ja może uważałam, że się dobrze maskuję, ale taki facet jak on widział, że czuję się nieswojo i nadrabiam miną.
- Raoul – Potaknęłam  głową i czekałam na ciąg dalszy słusznie uważając, że skoro podszedł to nie po to żeby się przedstawić aby konwenansom stało się zadość. Myślałam, że to chwilę potrwa zanim przejdzie do sedna, ale facet nie bawił się w subtelności.
- O co chodziło z tym nagłym wyjściem?

To było silniejsze ode mnie, że zerknęłam na niego wzrokiem zbolałej nastolatki złapanej na randce z niewłaściwym chłopakiem. Może w normalniejszych warunkach bym nie udzieliła takiej odpowiedzi, ale sami przyznacie, że warunki daleko odbiegały od . Poza tym było mi już wszystko jedno.
- Chciałam zobaczyć ile osób stoi w klasie ekonomicznej. Ale naprawdę zrobiło mi się niedobrze. – dodałam natychmiast. Uśmiechnął się pod nosem i kontynuował:
- Żeby sprawdzić ilu jest porywaczy w samolocie?
- Mniej więcej to planowałam.
Rozparł się wygodniej w fotelu i cisnął dalej:
- I co chciałaś zrobić?
Nie wytrzymałam i parsknęłam:
- A co niby mogłabym zrobić? Nic. Po prostu uważałam, ze taka wiedza nie zaszkodzi.
- Pracujesz dla linii lotniczych? – to powoli wyglądało jak przesłuchanie połączone z odbijaniem piłeczki.
- Nie, bez przesady.
- Dlaczego lecisz w tym samolocie? I dlaczego tu, a nie w klasie ekonomicznej?

No cham, po prostu cham. I w tym momencie diabli wzięli wszelkie postanowienia bycia grzeczną, subtelną i nieuciążliwą.
- Klątwa. Po prostu klątwa. Zamroczyło mnie, kupiłam bilet – wiesz, te drobne kilka euro w tą czy tamtą różnicy już nie robiło. Potem Ty, na dokładkę porwanie. Dorzućmy jakieś tornado i będzie komplet. Mam dzisiaj pechowy dzień.

Jeśli miałam nadzieję, że wyprowadzę go w jakikolwiek sposób z równowagi to się zawiodłam.
- Nie boisz się mnie.  – stwierdził. Niestety nie zamknęłam się, szłam już siłą rozpędu.
- Też się sobie dziwię. A co? Masz takie życzenie? Powinnam zacząć zachowywać się w określony sposób?– O ile wcześniej ten facet mnie fascynował, to teraz zaczął wkurzać. Zupełnie bezwiednie zmieniłam postawę i wyglądałam nie jak stateczna i spokojna kobieta, ale jak mały, rozzłoszczony i prychający kociak. Raoul zaczął się podnosić, ale zamiast odejść pochylił się nade mną:
- Wiem, ze nie zrobisz nic głupiego, ale nie zgrywaj bohaterki. Niezależnie od tego czy mi się podobasz czy nie, jak będziesz sprawiać kłopoty …. – nie dokończył tego zdania. Przez chwilę przyglądał mi się w milczeniu.
-  Zostań tutaj. Jeśli będziesz czegoś potrzebować lub się zrobi Tobie niedobrze (złośliwa świnia), to najpierw zawołaj zanim się ruszysz. Chłopcy mogą być nerwowi. Zrozumiałaś?

Kiwnęłam głową i zmarszczyłam brwi. Powoli zaczynało do mnie docierać, że to się dzieje naprawdę. I że los po raz kolejny zakpił sobie ze mnie. Martwiłam się, że stracę faceta z oczu. Że przemknę obok niego jak jedna z tysięcy kobiet – niezauważona i niezapamiętana. Niech szlag trafi moje prośby do niebios. Chciałam mieć go na karku, no to mam. A to, że nie doprecyzowałam, to już szczegół. Tylko co będzie dalej?

Raoul nie odszedł tylko obserwował moją twarz, kiedy ten cały tabun myśli przewalał mi się przez głowę. Nagle wyciągnął dłoń i dotknął mojego policzka. Przeszedł mnie prąd. Poczułam mrowienie, przebiegające od miejsca które dotknął przez całe moje ciało. Facet wyglądał na równie zaskoczonego co ja.
Bezwiednie rozchyliłam usta, a jego dłoń nieznacznie przesunęła się tak, że kciukiem dotknął delikatnie moich warg. Gwałtownie szarpnęłam się do tyłu, tracąc z nim kontakt. Nie byłam przygotowana na taką siłę i doznania i najzwyczajniej w świecie spanikowałam.
Nie cofnęłam głowy dlatego, że bałam się jego dotyku, ale dlatego że gdyby dotykał mnie o sekundę dłużej to oblizałabym jego kciuk.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część I
Diabeł – część III

 

 

Polubienia 9
Wyświetlenia 4264

Podobne wpisy: