Diabeł IV

Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna. Do rzeczywistości powracałam w typowy dla siebie sposób – powoli i niechętnie. Na pewno było mi ciepło, wygodnie. I otaczała mnie cisza… chociaż nie do końca. Ciszy towarzyszył przytłumiony szum morza. Morza? Jakiego morza?!

Otworzyłam gwałtownie oczy, ale wcale nie miałam wrażenia, że się obudziłam. Wręcz przeciwnie – to co zobaczyłam spowodowało, że byłam przekonana, iż śnię nadal. Niewątpliwie na zewnątrz panował mrok, ale pokój w którym się znajdowałam był delikatnie i dyskretnie skąpany w świetle lamp. Leżałam na czymś w rodzaju szezlongu, przykryta kocem i nadal w rzeczach które miałam na sobie będąc w samolocie. Miałam doskonały widok na ogromne łoże z baldachimem stojące na wprost mnie.

Kiedy przeszła pierwsza faza osłupienia zauważyłam eleganckie biureczko, kilka wygodnych foteli, obrazy – a wszystko zlokalizowane na niewyobrażalnie ogromnej powierzchni. Na litość boską – ile to miało wszystko metrów?

Jednak ciepłe kolory wypełniające wnętrze – stanowiące połączenie wanilii i ciemnego drewna, oraz niesamowite oświetlenie sprawiało, że pomimo ogromu przestrzeni czułam się tu idealnie.

Jedne z uchylonych drzwi w tej komnacie (ta nazwa pchała mi się natrętnie na usta od samego początku) prowadziły na korytarz, ale drugie – otwarte na całą szerokość, odsłaniały wnętrze pokoju kąpielowego. Raczej nie łazienki – obrazą byłoby nazywanie tego przybytku tak pospolicie.

Usiadłam i odwróciłam powoli głowę w drugą stronę. Nie zawiodłam się. Połowę pomieszczenia zajmowały ogromne okna – wliczając w to równie ogromne i przeszklone drzwi wyjściowe na balkon. Ale balkon chwilo zostawiłam w spokoju, ponieważ trochę zablokował mnie widok, który rozpościerał się za nim. Morze skąpane w świetle księżyca, bezchmurne niebo. Plaża i palmy stanowiły niejako kropkę nad i.

Naprawdę byłam przekonana, że śnię. Nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy coś takiego mnie spotykało. Kiedy teraz o tym pomyślę to ręce aż opadają – jedynym usprawiedliwieniem dla takiego toku rozumowania może być fakt, że musieli mnie nafaszerować naprawdę mocnymi środkami i że nie doszłam jeszcze do siebie.

A więc uspokojona faktem, że to jest sen, w dodatku całkiem fajny skoro jestem w takim miejscu, wstałam. Na próbie się skończyło ponieważ nogi mi zdrętwiały i najzwyczajniej w świecie klasycznie wyrżnęłam o podłogę. Jest mi trochę wstyd, ale cudowną ciszę przerwał mój krzyk:

- Kurwa mać!

W odpowiedzi rozległ się łomot na schodach. Ktoś gnał w moją stronę na złamanie karku. Po chwili dysząc jak lokomotywa wtoczyła się do komnaty kobieta. Ale jaka! Nieźle zakonserwowana – mogła mieć równie dobrze 70 jak i sto lat. Wyglądała jakby ją żywcem przeniesiono z XIX-wiecznej plantacji bawełny. Ciemna karnacja, ogromne oczy, tłuściutka, ubrana w białą bluzeczkę z bufkami i obwiązana w talii toną kolorowych chust. Obrazu dopełniała skomplikowana konstrukcja ze zwoju materiału, cudem trzymająca się jej na głowie. Widząc mnie na podłodze, załamała ręce i sama wydała niezgorszy od mojego okrzyk:

- Jesum Peeze! – i pewnie byłby ciąg dalszy biadolenia w tym dziwnym języku gdyby nie moja karygodna reakcja:

- O ja pierdolę! – Na szczęście wypowiedziane po polsku słowa wyhamowały torpedę i odezwała się do mnie znowu, ale już po angielsku jdnocześnie bacznie obserwując czy ją zrozumiem:

- Nie się Tobie nie stało? – Patrzyłam na nią jak na postać z innego świata i jedyne co byłam w stanie zrobić to wykonać przeczący ruch głową. Uśmiechnęła się szeroko błyskając białym uzębieniem:

- Zdrętwiałaś. Chodź słoneczko. Nie chciałam żebyś się denerwowała, więc Missa położył Ciebie tutaj. Ale teraz się wykąp i zmień te ubrania. Będziesz mogła położyć się spać w łóżku, czyściutka i pachnąca. – słowa wylatywały z niej jak pociski z karabinu. Nawet nie usiłowałam jej przerywać. Kto to jest ten Missa?

Zniknęła na sekundę w pokoju kąpielowym, ale zanim zdążyłam zdecydować co powinnam teraz zrobić już była z powrotem. Pomogła mi wstać i chwiejnie bo chwiejnie, ale jakoś przeszłam z jej pomocą do łazienki. Nie protestowałam gwałtownie, bo sama już czułam się nieświeżo. Rzuciłam tęsknym spojrzeniem w stronę szezlongu, a potem łóżka, ale się poddałam. Co mi szkodzi najpierw się umyć, a dopiero potem się położyć?

Milczenie z mojej strony bynajmniej nie wprowadziło kobiety w zakłopotanie:

- Missa powiedział, że źle się poczułaś i dał Tobie silne lekarstwo. Martwi się o Ciebie, ale chyba nie za dobrze zrobił. Jesteś cały czas blada. Wanna już się napełnia wodą, jak będziesz potrzebowała pomocy to zawołaj. Mów mi po imieniu. – zamilkła ale tylko dlatego, że zabrakło jej tlenu. Chciałam się zapytać jak ma na imię, ale sama tylko zdążyłam nabrać powietrza i …

- Mam na imię Tara – oznajmiła z dumą. No tym mnie zastrzeliła! Gdyby jeszcze widok za oknem był inny, czułabym się żywcem przeniesiona do „Przeminęło z wiatrem”.

Spojrzałam na nią uważniej. Anka – powtarzałam w myślach, tylko spokojnie. Na pewno na to wszystko jest jakieś logiczne wytłumaczenie. Do diabła, musi być na to jakiekolwiek wytłumaczenie! Coś takiego nie zdarza się w zwykłym życiu. Musiałam wyglądać żałośnie i widocznie jednak to, że za nic nie ogarniałam tego co się dzieje wychodziło ze mnie samo, bo Tara przytuliła mnie do siebie i szepnęła:

- Będzie dobrze słoneczko, będzie dobrze. – A potem weszłyśmy do łazienki, pardon do pokoju kąpielowego. Z daleka wyglądało to zwyczajniej, z bliska złudzenie się rozwiało. Ogromna wanna stojąca pośrodku, toaletka z fotelem, prysznic, lustra na ścianach. Wszystko w marmurach i złocie. I do tego Tara.

- Masz już przygotowaną kąpiel – powiedziała, zakręcając kurki przy wannie. – Dodałam trochę soli, żebyś się zrelaksowała. Tu już masz uszykowane ręczniki, koszulkę nocną i szlafrok. Nie wiem czy takie mydełka, balsamy i kremy Tobie odpowiadają, ale w razie czego jutro kupimy nowe. – Zerknęłam uważniej na to o czym mówiła. Produkty o których wspominała były wiernym odzwierciedleniem miniaturek z mojej kosmetyczki. Nie miałam szans, żeby wbić się chociaż z jednym zdaniem, bo niania (tak, dorobiła się w międzyczasie przezwiska) kontynuowała.

- Zaraz przyniosę Tobie coś do picia i lekką przekąskę. Ale drzwi zostawię otwarte na wszelki wypadek. Widzę, że jesteś trochę słaba. – zakręciła się jak fryga i już jej nie było.

Co miałam robić? Zrzuciłam z siebie wszystko rzeczy i wskoczyłam do wody. Rany, co za uczucie. Dopiero teraz poczułam jaka byłam brudna i nieświeża. Po chwili leżenia, zabrałam się za szorowanie skóry, umyłam głowę, wysuszyłam się, nakremowałam ciało i zastopowało mnie dopiero kiedy usiłowałam się ubrać.

Z lekkim niesmakiem zerknęłam na to coś, co było koszulka nocną. Różowe, jedwabne i z koronkami. Niewątpliwie komuś musiało się podobać, ale na pewno tą osobą nie byłam ja.
Z lekkim wstrętem zerknęłam na ściągnięte z siebie przed chwilą rzeczy, ale mimo ogromnych chęci nie byłam w stanie założyć tego z powrotem. Wzruszyłam ramionami i poddałam się. Trudno, założę to badziewie na jedną noc, a na jutro wykombinuję coś bardziej ludzkiego do spania.
Jak zwykle życie przeprowadziło szybką weryfikację, ponieważ koszulka była w porządku poza jednym drobiazgiem. Biust mi się nie mieścił. Spowity wcześniej w specjalną bieliznę, był optycznie o wiele mniejszy. Ale jego rozmiarów niestety nie dało się zignorować. Kiedy byłam o krok od rozerwania różowego koszmarku poddałam się. Założyłam na siebie szlafrok i zawołałam:

- Tara?

Natychmiast usłyszałam tupot. Rany boskie, to maszyna nie kobieta. Wleciała zdyszana, więc od razu zaczęłam mówić:

- Nie biegnij , przepraszam. Zawołałam Ciebie, ponieważ mam mały problem. No w sumie nie taki mały. – dodałam po chwili.

Spojrzała na mnie zaskoczona. Cholera, jak jej to wyjaśnić delikatnie? Niestety zaczerwieniłam się pokazując w wyciągniętej dłoni koszulkę:

- Jest za mała, nie mieszczę się. – Nadal w jej wzroku nie widziałam zrozumienia.

- Jakim cudem, przecież powinnaś wejść. – I zrobiła coś, czego głupia nie przewidziałam. Podeszła do mnie i jednym gestem rozchyliła poły szlafroka. Odruchowo szarpnęłam się do tyłu w panice starając się zasłonić, ale Tara jak na swój wiek miała wręcz sokoli wzrok i dostrzegał wszystko co chciała. Aż się zachłysnęła:

- Dziecko, chowasz przed światem takie skarby. – Po tych słowach moja twarz płonęła już żywym ogniem. – Jesteś słoneczko pełna niespodzianek. Zakupy zrobimy jutro, śpij nago.- Spojrzałam na nią z niedowierzaniem i jęknęłam. Wszystko tylko nie to. Wyczarowałam najwspanialsze błagalne spojrzenie na jakie mnie było stać i wyszeptałam:

- Tara, przepraszam. Ja nie umiem spać nago. Ja nie potrzebuję nic wymyślnego. Wystarczy T-shirt albo koszula. Nawet męska.

Głupia, głupia, głupia!!! Powinnam to sobie wytatuować wszędzie. Oczywiście nie zauważyłam błysku w oczach Tary kiedy wspomniałam o męskiej koszuli. Zakręciła się i tyle ją widziałam. Kiedy rozczesywałam mokre jeszcze włosy wróciła, niosąc śnieżnobiałą koszulę. Prostą, miękką, po prostu cudowną. Wręczyła mi z uśmiechem na twarzy:

- Załóż od razu, zobaczymy czy pasuje. – I odwróciła się do mnie plecami.

Wolałam nie czekać, aż zacznie mnie popędzać, więc szybko zrzuciłam szlafrok i założyłam moje nowe ubranie. Nie da się ukryć, że koszula należała do mężczyzny. Kim był jej właściciel? Mimo, że świeża, uprana i wyprasowana, miała w sobie coś co spowodowało, że przebiegł mnie dreszcz. Sięgała mi do połowy uda i nawet po zapięciu nie opinała mi się na piersiach. Tara się odwróciła, zmierzyła mnie wzrokiem i uśmiechnęła się pod nosem:

- No proszę, kobieta Jaguara w jego skórze. – Nie byłam pewna czy się nie przesłyszałam, więc wolałam siedziałam cicho. Po ostatnich doświadczeniach szybko nauczyłam się, że milczenie jest złotem. Nie zawsze, ale czasami udawało mi się do tego dostosować.

Pomogłam podnieść Tarze moje ubrania. Chociaż głośno protestowała, że nie jest stara i da sobie rade, to tym razem postawiłam na swoim.

- Owszem, ale czułabym się źle. Już i tak czuję się fatalnie, że nie posprzątałam po sobie sama. – Znowu spojrzała na mnie badawczo i mruknęła do siebie:

- Missa, komuś Ty taki skarb ukradł. – Potem już dodała głośniej:

- Dziecko, wodę i jedzenie masz w sypialni. Połóż się jak najszybciej i wypocznij.

Kiedy zostałam sama jeszcze chwilę zamarudziłam w łazience usiłując jakoś spiąć włosy. Rzadko nosiłam je rozpuszczone, ale były jeszcze mokre i w końcu stwierdziłam, że nie będę ich katować. Plus minus zapanowałam na grzywką, a resztę pozostawiłam żywiołowi.

Wracając do sypialni zobaczyłam swoje odbicie w jednym z luster.

O raju! Wyglądałam jak nie ja.

Te całe idiotyczne przeżycia odjęły mi dobrych kilka lat. Z lustra patrzyła na mnie młoda kobieta, z błyszczącymi oczami, zarumieniona, która w dodatku wyglądała jakby dopiero przed chwilą wyrwała się kochankowi z łóżka. Koszula i rozpuszczone włosy robiły swoje. Obróciłam się dookoła własnej osi podziwiając odbicie. Nawet moja nadwaga nie wyglądała tak źle. Skłaniałam się ku apetycznym krągłościom. Bolesna depilacja u kosmetyczki i kilka krótkich wizyt na solarium były warte bólu i ceny. Prawie w pląsach opuściłam łazienkę.

Senność przeszła jak ręką odjął, kiedy zerknęłam w stronę okien. Widok zaparł mi dech w piersiach. Przecież się nie położę teraz!!!

Chwilę zajęło mi rozgryzienie jak się to cholerstwo otwiera, jedno szarpnięcie i dotarł do mnie ten jedyny w swoim rodzaju zapach morskiej wody. Wyszłam na balkon, a właściwie nie balkon tylko ogromny taras, biegnący w obie strony domu.

Brzydko mówiąc olałam to, bo zostałam zahipnotyzowana przez rozpościerający się przede mną widok.

Czy kiedykolwiek mieliście wrażenie, że śnicie bo spełnia się Wasze najskrytsze pragnienie? Tak właśnie miałam teraz.

Przez chwilę było mi wszystko jedno kto, po co i jak mnie tu przytargał. To było warte wszystkiego.

Zbliżyłam się do barierki i chłonęłam całą sobą to co widziałam. To było tak nierealne, jak w bajce. Niestety to czym mnie nafaszerowali opuszczało mój organizm i po raz pierwszy od dawna do głosu doszedł rozsądek. Mimo, iż było bardzo ciepło zadrżałam. Objęłam się ramionami i cały czas wpatrując się w morze, zaczęłam rozmyślać.

Gdzie ja do jasnej cholery byłam? Jak się tu znalazłam i dlaczego?!

I najważniejsze pytanie którego starałam się nie wypowiadać – co się ze mną stanie?

Wiedziałam jedno – nic na razie nie zrobię, a jeśli te strzały, które słyszałam były prawdziwe i oznaczały to, co mi się wydaje to powinnam być bardzo, ale to bardzo ostrożna.

Wyprostowana patrzyłam przed siebie, a wiatr którego podmuchy czułam cały czas, wprawił w niesforny taniec moje włosy i koszulę. Pomimo tych wszystkich obaw i strachu, który powoli zaczynał wbijać we mnie swoje pazurki, zrobiłam coś co było silniejsze ode mnie. Oparłam się przodem ciała o barierkę, rozłożyłam szeroko ramiona i odchyliłam głowę do tyłu. Kosmyki włosów muskały moją szyję i twarz. Poczułam łaskotanie i wbrew wszystkiemu zachichotałam. Westchnęłam głęboko – dobrze, wystarczy tego dobrego. Muszę się położyć i złapać chociaż trochę normalnego, nie wzmocnionego żadną chemią snu.

Opuściłam ramiona, odwracając się powoli otworzyłam oczy i stanęłam jak wryta. Kilka metrów ode mnie, tuż przy kolejnych drzwiach prowadzących na ten taras stał Raoul. Oczywiście nie zauważyłam tych cholernych drzwi, bo przecież jak na idiotkę przystało nigdzie się nie rozglądałam. Byłam przekonana, że jestem sama i tak też się zachowywałam.

Nie byłam w stanie oderwać od niego wzroku. Stał prawie nagi. Jedyne co go okrywało to biały ręcznik, który miał owinięty wokół bioder. Biel tylko podkreślała ciemny koloryt jego skóry. Bez ubrań wyglądał jak marzenie każdej kobiety, a ja miałam okazję zobaczyć go w całej okazałości. Silne ramiona, wyrzeźbiony brzuch i mocne uda. Widoczne w kilku miejscach blizny dodawały mu dzikości. Musiał niedawno wziąć prysznic, bo byłam w stanie zauważyć kropelki wody nadal lśniące na jego skórze. Powoli przegrywały walkę z grawitacją i spływały w dół po brzuchu. Kiedy podniósł ramię, żeby przeczesać dłonią mokre włosy, widząc grę mięśni pod skórą przełknęłam głośno ślinę. Byłam tak zagapiona na jego ciało, że nie zwróciłam uwagi na to, że on sam bacznie obserwował moją twarz i doskonale widzi w jaki sposób na niego patrzę. Parsknął i powoli ruszył w moją stronę.

To mnie orzeźwiło. A jednocześnie zdałam sobie sprawę, że sama jestem prawie naga. Oprócz koszuli nie miałam na sobie nic. Skrzyżowałam ramiona i czekałam co zrobi.

Zatrzymał się na szczęście jakieś dwa metry ode mnie. Lekko przechylił głowę i lustrując mnie powiedział:

- Dobrze się czujesz? Wyglądasz na trochę zmęczoną. – Ten głos! Poczułam jak twardnieją mi skutki. Cholera! Miałam nadzieję, że tego nie było widać. Ale lekkiego rumieńca, który wypłynął mi na policzki nie miałam jak zatuszować. Skuliłam się jeszcze bardziej w sobie.

- Tara mówiła mi, ze powinnam się jeszcze położyć, ale tak kocham morze, że nie mogłam się powstrzymać i musiałam chociaż na chwilę wyjść.

Diabeł z tym denerwująco kpiącym wyrazem na twarzy nie przestawał wpatrywać się w moją koszulę. Nie wiedziałam już jak mam się bardziej od niego odgrodzić, więc tylko wyszeptałam:

- Tara mi ją dała, żebym miała w czym spać. – Raoul podniósł brew.

- Z tego co pamiętam przygotowała dla Ciebie inną koszulkę. Co się stało, że jesteś w tej?

Mój rumieniec się pogłębił.

- Nie zmieściłam się. – Nagle spoważniał, a jego wzrok zatrzymał się na wysokości moich piersi. Zaczął głębiej oddychać, ale to jego zachrypnięty głos sprawił, że ja z kolej zamarłam.

- Pięknie wyglądasz w mojej koszuli. – Speszyłam się jak nastolatka, opuściłam wzrok i sama zamarłam wpatrzona w jeden punkt. Ręcznik na biodrach nie był w stanie ukryć jego erekcji. Tego było za dużo. Wyszeptałam:

- Przepraszam, naprawdę jestem wykończona. Dobranoc. – Błyskawicznie wskoczyłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. W ekspresowym tempie pogasiłam światła i wskoczyłam do łóżka. Spod przymkniętych powiek widziałam Raoula stojącego tuż przy moich drzwiach balkonowych, wpatrzonego prosto we mnie. Do diabła, przecież on nie miał prawa widzieć mnie w takich ciemnościach. Zamknęłam oczy tylko na chwilę, ale stres, emocje i pewnie pozostałości tego świństwa, które mi podali sprawiły, że natychmiast zasnęłam.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część III
Diabeł – część V

Polubienia 8
Wyświetlenia 4732

Podobne wpisy: