Kura bojowa I

Czy zostaliście brutalnie zaskoczeni przez życie – gdy rzeczywistość potrząsnęła Wami mocno, wyrywając Was z obłoków nieświadomości i pobożnych życzeń? Ja tak.
Potrząsanie trochę trwało, ale ostateczne szarpnięcie nastąpiło dzisiaj.

Od kiedy pamiętam, zawsze chciałam być żoną i matką. Mieć kochającego męża i dwójkę dzieci – koniecznie chłopca i dziewczynkę. Być w domu, gotować obiadki i dbać o ten cudowny świat.

Tego pięknego dnia w którym nastąpił przełom, stałam w kuchni szykując śniadanie i kanapki do szkoły dzieciom, bardziej wyszukany zestaw dla męża (odchudzał się), usiłując jednocześnie ogarnąć kota mającego właśnie w tej chwili maniakalny przypływ czułości. Byłam rozczochrana i spocona – mimo, że brałam o poranku prysznic. Starałam się cierpliwie odpowiadać na pytania młodszej córeczki, która mimo iż była już w pierwszej klasie chodziła przyssana do mnie tak samo jak kot. Negocjowałam z synem wstanie z łóżka, a z mężem taki a nie inny dobór kolorystyczny koszuli i krawata na dzisiaj. W końcu miał ważne spotkanie.

- Nie kochanie, kotek nie będzie jadł z Tobą chlebka. Wstań w końcu bo będziesz jechał do szkoły autobusem, a nie samochodem z tatą. W niebieskim wyglądasz lepiej niż w różowym. Nie karm kota serem. Masz pięć minut żeby się umyć. Jeśli założysz różową koszulę i krawat w tym samym odcieniu nie będziesz wyglądał poważnie. – wyrzucałam z siebie słowa starając się trafić z właściwą treścią do właściwego odbiory.
Córka nadal trajkotała, syn mamrotał przez sen, mąż stał przed lustrem w różowej koszuli podziwiając swoje odbicie.

W tym całym cyrku największą konsekwencją wykazał się kot, który w równym stopniu spragniony był w danej chwili atencji, co sera i stojąc w rozkroku na stole wyżerał w tempie ekspresowym maasdamer z talerza mojego aniołka. Trochę bezmyślnie pomyślałam, że cholerny sierściuch dostosował się do swojego imienia. Moja córeczka, postanowił nazwać małego ślicznego białego kotka „El Diablo”. Z białego, słodkiego futerka wyrósł kot z piekła rodem. Manipulant najwyższej klasy, połączenie psychopaty ze słodkim mruczącym futrzakiem. Potem się okazało, że to jest kotka. Ale El Diablo został.

Oparłam się o blat i tym razem zerknęłam na moją córkę. Asia, słodka 6-latka i dumna uczennica pierwszej klasy. Na pierwszy rzut oka dziecko idealne – grzeczniutka blondyneczka, niebieskie oczy, ułożona i zawsze uśmiechnięta. Od jakiegoś czasu obserwowałam z rosnącym przerażeniem jak wychodzi z niej mała despotka ( a raczej rośnie mini klon mojej uroczej teściowej). Nie ta sukienka, nie taka serwetka, tato ale tak nie wypada. Z westchnieniem pomyślałam, że papierowe serwetki były dla niej nie do przyjęcia, ale kot na stole zmiatający z jej talerza śniadanie jest już do przyjęcia.
Mój starszy potomek, zbuntowany-9 latek, walczył z całym światem. I świat z nim. Począwszy od ubrania, wychowawczyni, rodziców i skończywszy na wszechświecie. Nikt go nie rozumiał, wszyscy się na niego uwzięli. Zwłaszcza budzik. Chociaż nie, obecnie to ja byłam wrogiem numer jeden. Usłyszałam ryk bawołu i wołanie Kuby:
– Mamo, jak mogłaś mnie nie obudzić. Znowu zapomniałaś, spóźnię się przez Ciebie.
Wołanie zbiegło się z łomotem, jaki wydaje gnający na złamanie karku 9-latek. Kolejnym dźwiękiem powinno być trzaśnięcie drzwiami od łazienki, ale zamiast tego usłyszałam zadane mojemu mężowi subtelne pytanie:
- Tata, dlaczego ubrałeś się jak pedał?
Moje dziecię, tym jednym prostym zdaniem dokonało więcej niż ja przez ostatnie kilkanaście minut dyplomatycznymi zabiegami.

Mój małżonek wpadł do kuchni wrzeszcząc :
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że wyglądam jak idiota?!

Darł się mając na myśli kolor koszuli i krawata. Zachowałam kamienną twarz, bo przyszło mi od razu do głowy, że nie do końca obudzony syn wyraził tylko swoją opinię młodego gniewnego, widząc ojca ćwiczącego przed lustrem władcze miny, bez spodni, tylko w koszuli, krawacie, gatkach i skarpetkach. Syn, nieodrodny przedstawiciel swojego gatunku, przejawiał przerażającą cechę – jedna rzecz na raz. W tym wypadku przerzuciło się to na jedno słowo na określenie wszystkiego. Tępiłam to ostro, ale słowo pedał w najróżniejszych odmianach i postaciach przykleiło się mu do języka i go nie opuszczało. W zależności od sytuacji określenie pedalski mogło oznaczać: głupi, bezmyślny, niezrozumiały, passe, dla starych, obciachowy. Używał go namiętnie i wciskał gdzie tylko mógł. Jedyna nadzieja była w tym ,że przyczepi się niedługo do innego słowa, które może nie będzie aż tak kontrowersyjne.

Niezależnie od tego co miał na myśli syn, to jego ojciec usłyszał co usłyszał. A ja stałam na środku ringu i musiałam zażegnać konflikt.
- Kochanie, wyglądasz jak zwykle niesamowicie. Ale może zobacz ten drugi zestaw? Masz już przygotowany w garderobie. – Wróciłam do pakowania kanapek starając się nie słuchać gderania małżonka.

W końcu wyekspediowałam ich z domu. Błogosławieństwem była codzienna podwózka dzieci przez mojego męża. Oznaczało to, że miałam chwilę by dojść do siebie zanim zabierałam się za codzienne czynności. Tomek pod tym względem był aniołem. Nie był to dla niego wielki wysiłek, bo dzieciaki chodziły do tej samej szkoły, znajdującej się w dodatku tuż obok jego trasy dojazdowej do pracy. Tym niemniej doceniałam ten zwyczaj.
Zrobiłam sobie espresso, zostawiłam chwilowo kuchnię odłogiem i zajęłam na chwilę fotel w salonie. Delektując się kawą, układałam w myślach listę rzeczy do zrobienia na dzisiaj. Dźwięk, który się rozległ w całym mieszkaniu postawił mnie błyskawicznie na nogi. Słyszeliście kiedykolwiek odgłos przetykanej rury? Jeśli tak, to informuję, że dokładnie taki sam odgłos wydaje chcący się odetkać kot. Rzuciłam się na poszukiwanie kotki, bo znając jej upodobania, to ulokowała się w cholernie trudnym do wyczyszczenia miejscu. Znalazłam ją na samym środku mojego małżeńskiego łoża w tym samym momencie, w którym się odetkała i wyrzuciła z siebie mieszaninę żółtego sera i kłaczków. Wywlekłam ją do łazienki by dokończyła „haftowanie” na bardziej przyjaznym dla mnie podłożu i dodałam kolejny punkt do listy zadań na dzisiaj – kapa do czyszczenia.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Kura bojowa – część II

 

Polubienia 16
Wyświetlenia 4223

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Witaj ,bardzo mi się podoba pierwsza część Opowiadania a to ,,Tato, dlaczego ubrałeś się jak pedał?,, mnie po prostu powaliło ;-).Weszłam na Twój Blog że tak powiem dzieki „reklamie ” Miki .Tak polecam zdecydowanie reklamowanie naprawdę dobrych autorów i ich Bolgów,skraca to szukanie po necie ciekawych tekstów do poczytania i refleksji nad tematem ujętym w opowiadaniu.Bardzo ciekawie napisane, porywająco wręcz .Pozdrawiam serdecznie Anna

    • :D
      Dzieci są niewyczerpalnym źródłem takich tekstów …

  • Babeczka

    W końcu się zabrałam za „Kurę bojową” :-)))
    I dodam, że bardzo mi się podoba nowy wygląd bloga. Teraz wiem, że i ja się skuszę.

    • Anna Valetta

      Kuś się kuś.
      Warto!!
      Pamiętaj co pisałam, a będziesz mega zadowolona!

  • Bardzo długo się przymierzałam, nie tyle do odwiedzin, co do zabrania się wreszcie za czytanie. Kurę biorę na pierwszy ogień… I chyba ugrzęznę na dłużej, jest w czym poszperać a plan lista obszerna. Tylko muszę zapamiętać – nie pić kawy przy czytaniu :)…
    Pozdrawiam :)

  • hihi, z chęcią przeczytam ciąg dalszy

  • Agn

    Genialne :D nie wiem czy bardziej podobają mi się dialogi, czy szatański opis zachowania kota, ale uśmiałam się prawie do łez :-D Brawa za technikę pisarską!!! :)