Diabeł X

W niecałe dwadzieścia minut pokonali trasę, która zajęła im wcześniej ponad godzinę. W prawie całkowitej ciszy, przerywanej jedynie kolejnymi przychodzącymi telefonami. Raoul był oszczędny w słowach.
- Tak. Nie. Wszyscy. Zostawić dla mnie.

Ramon był coraz bardziej zaintrygowany o co mogło tu chodzić. Kiedy prawie dojeżdżali do rezydencji, ostatni telefon naprowadził go na właściwy trop.
- Do stajni. I tego idiotę, który ją miał pilnować też. Ma być żywy.
Brwi Latynosa podniosły się do góry. Czyżby kochanka pokazała rogi? Był już pewien ,że chodzi o mnie, ale szalenie go zaintrygowało co zrobiłam i jakim cudem doprowadziłam Raoula do takiego stanu.

Diabeł niszcząc starannie wypielęgnowany trawnik zahamował ostro przy lądowisku i niezbyt elegancko wsadził Angelę do helikoptera. Coś tam krzyczała odlatując, ale żaden z mężczyzn nie zwracał już na nią uwagi. Ramon sam z siebie widząc zimne spojrzenie Diabła zaproponował, że może przejdzie do biblioteki. Przez dobrą chwilę nie ruszył się jednak z miejsca, tylko obserwował Raoula idącego zdecydowanym krokiem w stronę stajni.

Tymczasem ja modliłam się na końskim grzbiecie o cud. Diablo lekko przyspieszył. Istniała więc nadzieja, że albo się zbliżamy do celu albo do wody. Było mi już chyba wszystko jedno. Nie wiedziałam ile czasu spędziłam w siodle i jak daleko oddaliłam się od rezydencji.
Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam w oddali coś wysokiego. Co także się poruszało. Zanim zdążyłam się przestraszyć, rozpoznałam sylwetkę jeźdźca. Ulga jaką poczułam była niewyobrażalna. Nawet jeśli to nie jest pracownik Raoula, to przynajmniej wskaże mi drogę.

Jeździec na mój widok przyspieszył. Zupełnie umknął mi fakt, że zanim do mnie dojechał rozmawiał z kimś przez jakieś urządzenie. Przez ten czas przetoczyło się przeze mnie wszystko od ulgi, że chyba znowu mój tyłek ocalał po strach, że za ten wybryk będę musiała odpokutować. Pozostało mi tylko twardo trzymać się wersji nudy i fanaberyjnej przejażdżki na koniu by podziwiać widoki. Przecież za nic w świecie nikomu nie przyznam się, że chciałam śledzić Raoula.
Z zaciśniętymi zębami zmusiłam się do tego, by przybrać swobodną pozę i ze spokojem patrzyłam na zbliżającego się wybawiciela.
Jeździec na koniu był jednym z pracowników i wyglądał na zdrowo przestraszonego.
- Seniorita Anna. – Wydyszał. – Co Seniorita tu robi??

Spojrzałam na niego z delikatnym zdziwieniem, po raz kolejny błogosławiąc w myślach lata grania w pokera i ćwiczenia przy okazji mimiki twarzy. Co mu miałam powiedzieć? Prawdę?? Nigdy w życiu!!! Koń był z tej samej gliny co ja, zatrzymał się i trzepnął ogonem. Nie tyle zobaczyłam co poczułam jak mnie walnęło po udzie. Dobra, rozpoczynamy teatr.
- No przecież widać, że jeżdżę. A coś się stało?
Jose (dopiero teraz przypomniałam sobie jego imię) przenosił zszokowane spojrzenie ze mnie, na konia i z powrotem. Widział stateczną i spokojną amazonkę na równie spokojnym arabie, która wybrała się na wycieczkę. Gdyby sam na własne oczy nie widział tego szalonego galopu jakiś czas temu, to w życiu by nie przypuszczał, że to ten sam koń i ta sama kobieta.
Głośno przełknął ślinę i wyszeptał.
- Musimy wracać. Seniorita pojedzie za mną. Proszę.
Ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę był jakikolwiek bunt. Poza tym ładnie poprosił. Chciałam również jak najszybciej zsiąść z Diablo, wykąpać się i położyć do łóżka. Czułam każdy mięsień.

Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że ten cyrk odbywa się tylko z udziałem przestraszonej ochrony i służby, przy błogiej nieświadomości Raoula. Z całym dostępnym mi spokojem ruszyłam za Jose. Po chwili zaczęłam rozpoznawać okolicę. W ciągu kilkunastu minut dojechaliśmy do stajni. Cholera, byłam rzeczywiście blisko rezydencji. Myślałam, że Jose wjedzie do budynku ze mną, ale on tylko uchylił kapelusz i powiedział:
- Muszę już jechać. Proszę wjechać do środka. – Spojrzałam na niego z promiennym uśmiechem i odpowiedziałam.
- Dziękuję za miłe towarzystwo. Spokojnego dnia.
Po jego twarzy przemknął dziwny wyraz, coś jakby poczucie winy. Ale za bardzo bolał mnie tyłek, więc nie zwróciłam na to baczniejszej uwagi. Niestety tak samo jak na jego słowa.
- Niech Bóg Ciebie chroni dziecko.

Wtoczyłam się do stajni, z jękiem zeskoczyłam z Diablo i wprowadziłam do go jego bosku. Bolało mnie wszystko, ale nie miałam sumienia zostawić konia bez oporządzenia. Wyswobodziłam go z uzdy, chwyciłam za zgrzebło i zaczęłam wyczesywać, prowadząc jednocześnie monolog po hiszpańsku (tak jakoś mnie naszło).
- Co kochanie, pobiegałeś sobie chociaż trochę? Też Ciebie zostawił? Ja Ciebie nie zostawię. Musisz mi wybaczyć, bo zaraz mi nogi odpadną. Jak wstanę później wyszczotkuję Ciebie jak należy. Jaki Ty śliczny jesteś. Mądry konik.

Zamarłam z podniesioną do góry ręką słysząc głos Diabła.
- Wyjdź z boksu i podejdź do mnie.
Zamarło we mnie wszystko i poczułam ostre ściskanie w dołku. To już nie była obawa. Prawie mnie sparaliżowało ze strachu. Złamałam jego zakaz po raz drugi. Opanowałam się, zamknęłam boks, odłożyłam szczotkę i powoli ruszyłam w stronę, z której dobiegł mnie jego głos.
Nie widziałam wyraźnie, bo jednak w stajni panował półmrok, ale po chwili zobaczyłam Diabła stojącego obok jakiegoś kłębowiska szmat. Gdy to coś się poruszyło i jęknęło, moje oczy otworzyły się szerzej z przerażenia. U jego stóp leżał skatowany człowiek. Nie mogłam oderwać wzroku od zakrwawionego, poprzecinanego ubrania i tego różowego czegoś pod nim, co najprawdopodobniej było poranioną skórą.

Nagle rozległ się trzask. Cudem nie podskoczyłam. To Diabeł uderzył szpicrutą w cholewę swojego buta. Opanowałam się jednak i spojrzałam na niego. Był ubrany prawie tak samo jak ja. Gdyby nie okoliczności, wyglądalibyśmy jak para wracająca ze wspólnej przejażdżki.
Ale kiedy spojrzałam mu w oczy wiedziałam, że przekroczyłam granicę, do której nawet nie powinnam się zbliżać. Już raz widziałam podobny wyraz twarzy i to spojrzenie – tego pamiętnego wieczoru w bibliotece, gdy doprowadziłam go do szału.
Tym razem ośmieliłam się złamać jego zakaz po raz kolejny, ośmieszyłam go w oczach jego ludzi. Teraz w jego oczach nie było żadnych uczuć poza lodowatym zimnem i niewyobrażalną furią. Uważałam wcześniej, że to Ramona powinnam się bać?
Bzdura!!! Przede mną stał potwór!!

Wyprostowana patrzyłam mu prosto w oczy. W jednej chwili przestała mieć znaczenie jego deklaracja opieki, ogniste spojrzenia, dotyk w samolocie i mój sen gdy obiecywał, że będzie mnie chronił. Tak! Obiecywał, ale tylko na jego warunkach. A ja się nie podporządkowałam. Skoro i tak miałam wylądować w worku, przynajmniej nie będę błagać. Kolejny jęk dobiegający z podłogi zweryfikował moje zamiary, by siedzieć cicho.
- Kto to jest? Co się z nim stało? – starałam się, by mój głos zachował spokojną i ciepłą barwę. Wszystko byleby tylko nie spanikowany pisk. Głos Diabła brzmiał bezosobowo, jakby odczytywał listę.
- Zawiódł mnie. Miał Ciebie pilnować. Zapłaci za to. Ktoś musi. – Błyskawicznie przeniosłam spojrzenie na Diabła. Jedyną rzeczą, którą jeszcze mógł zrobić temu nieszczęśnikowi to rzeczywiście go zabić.
- Nie! – prawie plunęłam sobie w brodę kiedy się odezwałam, bo oczy Diabła już płonęły. – Nie wiem o co tu chodzi, ale on nie jest niczemu winien. Jeśli już kogoś chcesz karać to mnie.

Zastanawiałam się czy zastrzeli nas oboje na miejscu, czy poczeka. Nie zdawałam sobie sprawy, że swoją postawą doprowadzałam go do jeszcze większej furii. Zawsze, wszystko było podporządkowane jego woli i życzeniom.
Zawsze, oprócz tego jednego wyjątku który się ciągnął się za nim od samolotu, a teraz stał tuż przed nim, patrząc tymi swoimi błękitnymi oczami z wyrazem oburzenia, pogardy i buntu.
Miał ochotę to zetrzeć za wszelką cenę i wszystkimi możliwymi środkami. Wywołać żywiołową reakcję i doprowadzić do tego bym go błagała. Nie chciał wracać do tej chwili słabości w nocy, kiedy miałam koszmary i uspokoiłam się gdy mnie objął. I gdy stracił głowę w chwili gdy wyszeptałam przez sen jego imię i zaczęłam wić się z rozkoszy w odpowiedzi na jego dotyk. Chciałam być ukarana? Proszę bardzo, miał ochotę sprawić bym wyła z bólu, żałowała każdej sekundy w której mu się sprzeciwiałam i błagała go na klęczkach o przebaczenie i łaskę.
Zmartwiałam widząc jak zmienia się twarz Raoula i poczułam lodowate pazury paniki mocno wpijające mi się w kręgosłup. Tylko duma i poczucie, że zachowanie się z godnością to jedyne co mi zostało pozwoliły mi stać prosto.
- Decyduj. Ty albo on. Kto ma ponieść karę.

Głośno przemknęłam ślinę. Nie umknął mi błysk rozbawienia w oczach tego potwora. Byłam przerażona, bo od razu zaczęły mi krążyć w myślach sceny z odcinaniem głowy nożem, ale nie potrafiłabym żyć gdyby za moją głupią decyzję i działanie miał zginąć ktoś inny.
- Ja.

Myślałam, że głos mi będzie drżał z przerażenia, ale zaskoczyła mnie jego spokojna i mocna barwa. Nie wiedziałam co mnie czeka, ale przecież nawet jak będzie to przeciągał w nieskończoność to w końcu umrę i to się skończy.
- Nawet nie wiesz co Ciebie czeka. Nie zamierzam Ciebie oszczędzać tylko dlatego, że jesteś kobietą. Złamanie zasad to złamanie zasad.

Cholerne gardło mi zaschło, bo dopiero po chwili byłam w stanie wydobyć z siebie głos.
- To nie ma znaczenia. Nie pozwolę, żeby ktoś inny płacił jeśli uważasz, że to ja zawiniłam. Według Ciebie ja jestem winna, więc ja poniosę karę. – Znowu błysnęło mu w oku. Obserwowałam go bez słowa, pogodzona już z losem.
- Dobrze. Jedno uderzenie za każdą minutę. – Spojrzałam na niego kompletnie nie rozumiejąc o co mu chodzi.

Jego usta drgnęły, ale nie nazwałabym tego grymasu uśmiechem.
- Jedno uderzenie szpicrutą, za każdą minutę spędzoną na Diablo.
Czyli mnie nie zabije. Chyba! Bo po chwili szpicruta z ostrym świstem przecięła powietrze i już nie byłam tego taka pewna. Już chciałam się odezwać, ale kontynuował.
- Ponieważ zachowałaś się jak rozpuszczony bachor, to też tak zostaniesz potraktowana. Pójdziesz teraz ze mną do sypialni, ściągniesz spodnie i dostaniesz lanie na goły tyłek, przełożona przez kolano jak rozwydrzony dzieciak. Nie było Ciebie 47 minut. Dostaniesz 47 uderzeń i pamiętaj. Nie będzie żadnej taryfy ulgowej. Masz żałować chwili w której zobaczyłaś tego konia. I wierz mi, będzie bolało.

Będzie bolało?!! On oszalał!!! Ja zwariuję z bólu, nie mówiąc już o bliznach!!! Jeśli tak łatwo robiły mi się zwykłe siniaki, to po takiej karze będę miała krwawą jatkę zamiast pośladków. I może zrobiłabym jakąś głupotę, gdyby ten biedak na ziemi nie jęknął.
Diabeł był lepszy ode mnie i czytał w tym momencie z mojej twarzy jak z otwartej księgi. Wzmocnił przekaz machnięciem szpicruty i już był przekonany, że się złamię gdy ten idiota musiał zajęczeć. W jednym momencie z przestraszonej dziewczynki zamieniłam się znowu w upartą jak koza babę.

Jego gniew już trochę osłabł, ale nie było mowy żeby się wycofał. To był jedyny sposób, bym w końcu zaczęła go słuchać.
- Idziemy. Nie ma na co czekać. – równie dobrze mógł mnie trzasnąć w głowę. Podskoczyłam w miejscu.
- A on – zdołałam wyszeptać. Diabeł nawet nie spojrzał pod nogi.
- Zaraz się nim zajmą. Nic mu nie będzie.

Lekko się zachwiałam, ale natychmiast odzyskałam kontrolę. Nie pozwolę temu rzeźnikowi nawet na minutę satysfakcji. Nawet nie czekał na moją reakcję. Ruszył pierwszy, a ja natychmiast podążyłam za nim starając się utrzymać to samo tempo. Na zewnątrz czekało dwóch mężczyzn. Musieli słyszeć wszystko. Nie miałam odwagi na nich spojrzeć, bo to z mojej winy ich kolega leżał skatowany w stajni. Słyszałam szmer głosów, ale wiedziałam, że jeśli bym tylko zobaczyła pełne potępienia twarze to bym się rozpłakała. A musiałam do jasnej cholery być twarda. Nie zobaczyłam więc, że są zaskoczeni.

Starałam przypomnieć sobie te wszystkie momenty kiedy mnie coś bardzo bolało: od okropnego bólu zęba, po szycie na żywca czy też hamowanie kolanami kiedy rower odmówił posłuszeństwa w czasie jazdy. Do Diabła. Wytrzymam. A jak nie to przynajmniej jak padnę to wyśpię się za wszystkie czasy.

Raoul po wejściu do salonu, skierował się od razu w stronę schodów. W drzwiach biblioteki mignęła mi postać Ramona, ale nawet na niego nie spojrzałam. Diabeł też nie. Nie zwalniając kroku, rzucił tylko w powietrze.
- Absolutnie nikt nie może nam przeszkadzać! Będę za trzydzieści minut.

Czyli czeka mnie 30 minut piekła. Kiedy weszliśmy do sypialni, Diabeł pchnął mnie na środek pokoju i zamknął drzwi na klucz.
- To na wszelki wypadek. Jeszcze się znajdzie jakiś wariat, który będzie chciał Ciebie ocalić.

Stałam nieruchomo, ale czułam, że powoli przestaję panować nad kolanami. Diabeł złapał krzesło i postawił tuż obok mnie. Usiadł na nim i wydał kolejne polecenie.
- Rozbieraj się. – Spojrzałam na niego przerażona, ale jego oczy niebezpiecznie się zwęziły.
- Ściągaj buty, spodnie i zsuń bieliznę. – Jezu, w co ja się władowałam. Nie czekając aż sam mnie rozbierze, szybko zrzuciłam buty, spodnie i dziękując niebiosom za przydługawą koszulę, która zakryła mi pośladki i łono, zsunęłam również majtki. Kompletnie zapomniałam o czarnych pończochach, które założyłam pod spód. Stałam bez ruchu czekając na następne polecenie, ale Diabeł się nie spieszył. Bardzo dokładnie lustrował to co było widać i wydał kolejne polecenie.

- Połóż się na moich kolanach. – Spojrzałam na niego zaskoczona. Naprawdę nie wiedziałam jak, nigdy nie dostawałam tak lania, ani nie byłam świadkiem czegoś takiego.
Nie zdawałam sobie sprawy, że moja uparta postawa i to cholerne zacięcie działało na Diabła jak płachta na byka. Nakazując mi ściągnąć spodnie i bieliznę chciał mnie upokorzyć, ale ukręcił bat sam na siebie, bo nie mógł oderwać oczu od moich nóg i ud w pończochach. Teoretycznie okrywała mnie koszula, ale świadomość, że pod nią jestem naga i na wyciągnięcie ręki, wydobyła na wierzch jego najgorsze cechy.

Nie wstając z krzesła, szarpnął mną tak, że poleciałam w jego stronę. Po chwili szamotaniny leżałam częściowo brzuchem, a częściowo udami na jego udach. Palce u stóp były w stanie dosięgnąć podłogi z jednej strony, ale moje ramiona wygiął do tyłu, skrzyżował na plecach i przytrzymał jedną dłonią. W drugiej miał szpicrutę, którą na razie delikatnie gładził moje udo.

Roześmiał się chrapliwie. Czuł każde drgnięcie mojego ciała, a ja w takiej pozycji byłam praktycznie całkowicie oparta o jego nogi.
Gdyby mocniej wychylił się w prawo mógłby ujrzeć wszystko co przed chwilą odkryłam. I to właśnie ta świadomość, że może zobaczyć jak wyglądam sprawiła, że straciłam panowanie nad sobą. Chciałam to już mieć za sobą. I jak ostatnia kretynka syknęłam.
- Na co czekasz? Chyba, że to już to, ale wybacz, bijesz gorzej od baby.

Jeśli myślałam, że go zdenerwuję i szybko wymierzy mi karę, to grubo się myliłam.
Raoul końcem szpicruty lekko podniósł i odsunął koszulę. Uzyskałam tylko tyle, że teraz miał niczym nie skrępowany widok na moje pośladki.

- Pół godziny – powtarzałam to w myślach jak mantrę. To potrwa tylko pół godziny.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część IX
Diabeł – część XI

Polubienia 11
Wyświetlenia 8785

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    No nie! Kiedy następna część???

  • Anonymous

    nie ładnie tak przerywać… poproszę prędko ciąg dalszy :)

    D.

    • Dobrze, ale coś za coś. Odkładam „Pętlę czasu” :) i będzie „Diabeł”.

    • Anonymous

      „Diabeł” działa na mnie jak narkotyk :) a Pętli jeszcze nie znam :P

      D.

  • Pingback: Diabeł XI | Skrywane pragnienia()