Diabeł XI

 

Kompletnie nie byłam przygotowana na to co się stało. Jaki piekący ból! Kiedy spadło pierwsze uderzenie poczułam, jakby ktoś przeciął moją skórę. Za pierwszym razem krzyknęłam, ale natychmiast zacisnęłam mocno zęby i usta. Ta cholerna kanalia nie usłyszy mojego wołania. Mimo to wydobywały się ze mnie stłumione jęki za każdym razem, gdy ręka Diabła wykonywała precyzyjny i bezlitosny ruch, a szpicruta spadała na moją pupę. Po chwili czułam, że moje pośladki płoną i są jednym wielkim bólem.

Nigdy nie byłam bita, nikt mnie nigdy nie uderzył w taki sposób. Dla mnie to było piekło. Więc nie zdawałam sobie sprawy, że Diabeł mimo, iż sprawia mi lanie to stara się to zrobić w możliwie łagodny sposób uważając, żeby przypadkiem nie uszkodzić mi skóry. Chciał mi tylko dać nauczkę. Starał się uderzać niezbyt mocno i nie trafiać dwa razy pod rząd w to samo miejsce. Czuł moje drżenie i napinanie się mięśni za każdym razem gdy zadawał cios. Po zaledwie 10 razach moja pupa przypominała płomień. Po moich reakcjach widział, że nikt mnie nigdy tak nie potraktował, więc tym bardziej był przekonany, że zacznę go wkrótce błagać by przestał. Nagle zauważył, że z moich zaciśniętych dłoni spływa krew. Przebiłam sobie skórę paznokciami. Pokręcił głową z niedowierzaniem i dalej uderzał miarowo, czekając aż się złamię.

30-te uderzenie.
Nie byłam już w stanie pohamować drżenia i dygotałam przez cały czas. Niezależnie od tego czy czułam cios czy nie.

- Wytrzymaj do jasnej cholery! – Powtarzałam to sobie w myślach co chwilę. Z każdym uderzeniem byłam bliższa tego by zacząć krzyczeć i płakać. Od samego początku wiedziałam, że będzie ciężko więc liczyłam od pierwszego uderzenia. Wiedziałam, że stracę rachubę i będę miała wrażenie jakbym otrzymała 470 uderzeń, a nie 47.

35-te uderzenie.

Boże, jeszcze 12 i będzie koniec. Ból był koszmarny, ale bardziej przerażona byłam stanem mojej skóry. Byłam przekonana, że pupę mam poharataną i będę ją miała całą w bliznach. Wargi miałam pogryzione i czułam smak krwi. Co za cholerny sukinsyn.

45-te uderzenie.

Jeszcze tylko dwa. Tak czekałam na te dwa ostatnie ciosy, że kiedy usłyszałam głos Diabła mówiący
- Koniec. – nie dowierzałam własnym uszom.

Ten pomiot szatana oszukiwał, albo uważał, że nie dam rady znieść całej kary. Tak mnie wszystko bolało, że miałam ochotę wyć. Zamiast tego cały ból wykrzyczałam.
- Ty oszuście! Jeszcze dwa razy! Nagle zwątpiłeś czy należy bić kobietę??????????????????!!!!!

I po raz kolejny tego samego dnia doprowadziłam go do stanu, w którym przestał myśleć.
Od samego początku Diabeł walczył ze sobą by nie użyć dłoni zamiast szpicruty. Chciał mnie podporządkować sobie i przestraszyć , a w efekcie sam doprowadził siebie na skraj wytrzymałości. Widział, że mnie strasznie boli i że cierpię, mimo iż nie użył nawet połowy swojej siły. Chciał mnie oszczędzić. I zamiast być wdzięczną, że to już koniec ośmieliłam się znowu butnie podnieść czoło.
Cholerna baba! Musi dostać nauczkę!
Oczy mu pociemniały ze wściekłości i wysyczał.
- Kochanie, a te dwa ostatnie razy to będzie coś ekstra. – Wypuścił moje nadgarstki z uścisku i zamiast tego złapał mnie ze biodro, podnosząc moją pupę mocno do góry.
Mocnej złapał szpicrutę i dwa razy ciął na oślep tak by zadać jak największy ból.
Myślałam, że mam tak zmasakrowane pośladki i że gorzej nie będzie. Myliłam się jak jasna cholera. Za pierwszym uderzeniem z moich ust wydobył się jęk. Jakby ktoś przyłożył mi rozpalonym żelazem. Uderzając za drugim razem był tak zaślepiony, że niechcący przekręcił trochę szpicrutę i uderzył nie tylko w pośladki, ale zahaczył także o płeć. Nie wytrzymałam i krzyknęłam.

47 uderzenie. Koniec kary.

Czułam, że jeśli będę chciała się w jakikolwiek sposób odezwać to zacznę wyć z bólu. Nie byłam w stanie wstać, więc zsunęłam się powoli z jego kolan. Nie zrobił nic, żeby mnie podtrzymać czy zatrzymać. Kiedy znalazłam się na klęczkach na podłodze obok niego, wstał i odstawiając krzesło powiedział.
- Mam nadzieję, że zapamiętałaś lekcję. Jeśli czegoś nie możesz robić to nie robisz. Ponieważ nie jesteś przyzwyczajona do tego typu kar, nie musisz towarzyszyć dzisiaj mi i Ramonowi, Również w czasie posiłków. Tara Ciebie obsłuży. Wrócę wieczorem kochanie. Jak zwykle śpimy razem. -
I wyszedł.

Ręce i nogi mi drżały, ale nie byłam w stanie się ruszyć. Pośladki były jednym wielkim płomieniem, ale to co czułam pomiędzy nogami po ostatnim uderzeniu przerażało mnie jeszcze bardziej. Bałam się, że wyglądam jakby mnie ktoś pociął tasakiem. I nie byłam w stanie się ruszyć. Dla mnie to była wieczność, ale kiedy tylko Raoul zszedł na dół, dosłownie w chwilę potem do pokoju wbiegła Tara. I krzyknęła.

Musiałam wyglądać strasznie. Byłam cały czas na klęczkach, cała dygotałam, dłonie miałam tak pokrwawione, że zabrudziłam podłogę. Nie było widać twarzy, bo całą zakrywały potargane włosy. Chciała mnie podnieść, ale nie pozwoliłam się ruszyć. Miałam głupie przeświadczenie, że skórę mam tak pociętą, że jeśli przesunę się chociaż na centymetr to mi odpadnie kawałkami.

W końcu, przełamując resztki wstydu jakie mi zostały, zgodziłam się by mnie obejrzała. Tara delikatnie dotknęła koszulki palcami by ją podnieść, ale niechcący uraziła moją skórę. Zabolało mnie tak, że nawet nie jęknęłam, tylko padłam od razu bezwładnie na podłogę.

Tak naprawdę to było to błogosławieństwo, które uwolniło mnie chociaż na chwilę od cierpienia. Tara nie bawiła się w próby przeniesienia mnie, tylko zawołała jednego z zaufanych służących do sypialni Państwa.
Jego dla odmiany zamurowało przy drzwiach, bo widząc mnie leżącą bez ruchu na zakrwawionej podłodze był przekonany, że ma wynieść zwłoki.

Oberwał od Tary w głowę i go ruszyło. Niania widziała że wykończyła mnie mieszanka bólu, szoku i stresu, więc bez ceregieli zakomenderowała przeniesienie mnie do dawnej sypialni. Nie widziała powodu dla którego miałaby o tym informować Raoula. W sumie to była chyba jedyną osobą, która się go aż tak bardzo nie bała.

Wysłała służącego po dodatkowe opatrunki, maści i leki po czym całkowicie poświęciła uwagę moim ranom i ich opatrywaniu. Nie było aż tak źle, ale mimo wszystko tyle uderzeń dla mojej skóry to było aż nadto. W tym te dwa ostatnie razy poczyniły spustoszenie.
Tara westchnęła bardziej do siebie.
- Oj dziecko. Missa Ciebie oznaczył na całe życie. –
Opatrzyła już wszystkie rany, wliczając w to pupę, krocze, dłonie oraz usta.

Siedziała przy mnie do momentu, kiedy zaczęłam odzyskiwać świadomość. Wiedząc, że najlepszym sprzymierzeńcem dla mnie jest sen, bez skrupułów wlała we mnie końską dawkę ziołowej mieszanki, która miała mnie uspokoić i uśpić. Dobra była, padłam jakbym dostała narkozę.

Raoul po zejściu na dół udał się od razu do barku z alkoholem w bibliotece. Kompletnie zignorował siedzącego tam Ramona. Nalał sobie jeden kieliszek whisky i wypił go duszkiem. Dopiero kiedy nalał czwarty, odłożył butelkę i usiadł w jednym z foteli. Ramon nalał sobie to samo i zajął fotel vis-a-vis Diabła.Dopiero po chwili Ramon się odezwał.
- Masz krew na ubraniu. – Diabeł spojrzał przytomniej na siebie i zobaczył krwawe smugi które pozostawiły moje dłonie gdy osuwałam się na podłogę. Jego odpowiedzią było opróżnienie czwartej szklanki alkoholu i zimne spojrzenie.

Jego towarzysz zrozumiał, że jeśli nie chce, żeby znalazła się tam też jego krew to musi się zamknąć.
Dopiero po dłuższym czasie Raoul sam się odezwał.
- Jest moja, ale czasem mam wrażenie, że sprawdza czy jej nie zabiję. – nastroju nie poprawił mu jego towarzysz, który potwierdził z podziwem.
- Fakt. Masz kobietę jedyną w swoim rodzaju. W życiu takiej nie spotkałem. To wypijmy jeszcze jedną kolejkę za następną niespodziankę, która Tobie sprawi i wracamy do tematu LZ. – proroczo zaproponował Ramon.

Ustalenia przerwali tylko na czas kolacji. To był jeden z tematów, który omawiało się tylko za zamkniętymi drzwiami, nawet będąc we własnym domu.

Raoul jednak coraz częściej myślał o mnie. Po wymierzeniu kary musiał mnie tak zostawić, bo inaczej sam by wylądował na klęczkach. Wiedział, że Tara się mną zajmie.
Jednak gniewne spojrzenia rzucane przez jego starą nianię w czasie kolacji trochę go zaniepokoiły. Wiedział, że dwa ostatnie razy były za mocne jak dla mnie i czuł, że trochę nie kontrolował ostatniego uderzenia. Sam był zły na siebie, że tak łatwo tracił przy mnie kontrolę.  Na szczęście Ramon był zmęczony, więc narada nie przeciągnęła się długo.

Wszedł cicho do sypialni i zamarł. Łóżko było puste. Nie był idiotą i wiedział, że w tym stanie nie byłabym zdolna do żadnych wędrówek. Instynktownie udał się do mojego dawnego pokoju.
Leżałam na środku łóżka na brzuchu, cała drżąc i nadal będąc pod wpływem środków odurzających. Kiedy się do mnie zbliżał, nagle pojawiła się Tara.
- Missa, zostaw. Ona nie wytrzyma więcej. Nie zasłużyła na to.

Ignorując ją, Raoul podszedł do łóżka i delikatnie mnie podniósł. Jego oczy pociemniały, gdy zobaczył skrzepniętą krew na wargach i obandażowane dłonie. Złapał mnie jak dziecko – pod kolanami i w pasie i ruszył w kierunku swojej sypialni. Tara widząc wyraz jego twarzy nie odważyła się go zatrzymać ponownie.

A ja czułam się jakbym leciała. Niania wlała we mnie taką ilość leków, że byłam upalona na amen. Diabeł biorąc mnie na ręce wybudził mnie ze snu, ale swoim zwyczajem znowu balansowałam na krawędzi dwóch światów. Widziałam cudowne ciemnie niebo – co w sumie było zgodne z prawdą, bo akurat byliśmy na galerii z pięknym widokiem na gwiazdy.
- Czy ja już umarłam? – To pytanie było tak naturalne, że samo wyleciało mi z ust. Usłyszałam odpowiedź wypowiedzianą znowu tym cudownym, chrapliwym męskim głosem który tak mnie nawiedzał w snach.
-  Nie kochanie, nie umarłaś. – w odpowiedzi zmarszczyłam czoło i z uporem maniaka kontynuowałam.

- Ale obronisz mnie przed diabłem? – Tego, że Raoul zatrzymał się zdumiony już nie zanotowałam, bo jednak prochy były zrobione uczciwie i znowu odleciałam.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część X
Diabeł – część XII

Polubienia 10
Wyświetlenia 5501

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Padnę! Głosuję za wrzuceniem od razu całości!

  • Anonymous

    Ja też :)

  • Anonymous

    ja też bym chętnie poczytała więcej :) masz talent:)

    D.

  • Moje Drogie. Ja wiem, żebyście chciały doczytać jednym ciągiem do końca. Doskonale to rozumiem.
    Ale się nie da! A jeśli bym Was posłuchała, dużo byście straciły. W sumie ja też, bo dodając i zmieniając pewne rzeczy bawię się naprawdę świetnie.
    A to dlatego, że „Diabeł” w swoim pierwotnym kształcie powstał w 2010. Sama zwątpiłam, ale sprawdzałam trzy razy.
    Powiedzmy, że pewne podstawowe założenia zostały, ale opowiadanie naprawdę się pozmieniało.

    Powiedzcie same. Czy wyobrażacie sobie Diabła nie pojawiającego się we śnie? Albo nie próbującego zapanować nad niepokorną kobietą i podporządkować ją swojej woli, nawet przy użyciu tak drastycznych środków?

    A to mi wyszło przy wygładzaniu istniejącego tekstu ;) W sumie kilka części tego co zamieściłam na blogu wyszło tak przy okazji.

    Ale jedno mogę obiecać. KONCENTRUJĘ SIĘ TERAZ NA DIABEL ;)

    • Kurcze, szybko się poprawiam i przepraszam za niepoprawność. Czyli nie tylko „Moje Drogie”, ale „Moi Drodzy”.

      Może jakiś facet też tu zajrzy :D
      W sumie jakby nie było, jest i będzie tu niezły przegląd kobiecych fantazji :P

    • Anonymous

      Dodasz jeszcze dzisiaj kolejną część?

    • Obawiam się, że tak. :) Ja już jestem w grupie uzależnionych.
      Co prawda potem nadrabiam pracę i siedzę do 3 w nocy, ale od czegoś trzeba umrzeć.

      A na poważnie – proszę mi tylko potem nie pisać jak ja mogłam przerwać w takim momencie :)

  • Anonymous

    Ja chcę więcej!!! Kurcze chyba się uzalezniłam od tego opowiadania a Diabeł ciągle mi siedzi w głowie <3

  • Pingback: Diabeł XII | Skrywane pragnienia()