Diabeł XII

 

W ten oto idiotyczny sposób dowiedział się, jak go nazywam. Wcale go to nie rozbawiło.

Ruszył dalej i po chwili dotarł do łóżka w swojej sypialni. Położył mnie na brzuchu, dokładnie w takiej samej pozycji w jakiej ułożyła mnie wcześniej Tara i zamarł po raz kolejny.
Kompletnie nie zwrócił wcześniej uwagi na to, co miałam na sobie. Teraz mógł tylko głośno przełknąć ślinę i obejrzeć mnie sobie dokładnie.
Tara przebrała mnie w delikatną koszulkę, aby nic nie krępowało moich ruchów i nie urażało poranionego ciała. W białym kolorze, krótka, cieniuteńka i ledwo mnie zakrywała. Cudowna dla Diabła, który mógł teraz bez żadnych ograniczeń podziwiać coś czego tylko się domyślał.

Zachmurzył się widząc opatrunki na wysokości pośladków. Widok efektów jego kary wyprostował go do pionu. Cofnął się by zamknąć drzwi, ale na progu nadział się znowu na nianię.
- Missa. Ona jest poraniona. Trzeba jej w nocy zmieniać opatrunki.  – Diabeł się zaczął irytować. Chodziła wokół mnie jak kwoka i zaczynała go tym coraz bardziej drażnić.
- Ja się nią zajmę. – Chciał jej zatrzasnąć drzwi przed nosem, ale stała tak że musiałby ją wypchnąć by to zrobić. Zmierzył ją wzrokiem. Zwykle to działało, ale Tara tym razem nie odpuściła.
W czasie pielęgnowania moich ran zauważyła coś, co spowodowało, że nie zamierzała dopuszczać Diabła do mnie bliżej niż to jest konieczne.
A z odsłoniętą pupą, tuż przy śpiącym Raoul’u byłam tym samym co open bar dla alkoholika. Wiedziała, że się naraża, ale użyła starej jak świat taktyki. Wmówić facetowi coś tak, żeby przyjął to za dobrą monetę i się zgodził.
- Missa. Musisz spać, a Seniorita musi mieć zmieniany okład z ziół co godzinę. Bądź przy niej, ale pozwól mi się zająć jej leczeniem. Ona kiedy się obudzi musi mieć Ciebie silnego. Będziesz obok niej. Niech śpi tu.

Diabeł był za dobry na te numery, ale pomyślał, że Tara rzeczywiście może lepiej zająć się zmianą okładów niż on. Poza tym skoro będzie to robiła tutaj, wszystko będzie miał pod kontrolą. Przytaknął głową i nakazał.
- Przynieś co potrzebujesz. Możesz spać na fotelu lub podłodze jeśli chcesz być przy niej cały czas.

Tym sposobem pozbył się Tary na chwilę z sypialni i mógł zrobić to o czym myślał już od dłuższej chwili. Sprawdzić jakich szkód narobił.
Połowę pracy miał już za sobą – ze względu na opatrunki nie miałam na sobie żadnej bielizny. Delikatnie uniósł i odsunął moją koszulkę. Opatrunek Tary składał się z mocno nasączonej wywarem ziołowym gazy i kawałeczków plastra przytrzymujących to wszystko w jednym miejscu. Cudem to się nie oderwało kiedy mnie przenosił.
Diabeł odkleił plaster i najdelikatniej jak mógł usunął gazę. Moje pośladki miały cały czas barwę purpury, zakłóconej dwoma czarnymi pręgami, z których jedna biegła aż do złączenia pomiędzy udami.
Nie było wątpliwości, że ostatnimi uderzeniami uszkodził skórę pośladków. Jęknęłam przez sen i Diabeł odruchowo przytrzymał mnie w pasie, żebym się przypadkiem nie odwróciła na plecy.
Ale gdy tylko jego dłonie dotknęły mojej skóry, zaczął pochylać się coraz bardziej nade mną i jak zahipnotyzowany przebiegał wzrokiem po moich pośladkach. Nagle zaklął, bo ciszę w sypialni przerwało znaczące chrząknięcie Tary.
Nawet na nią nie spojrzał. Wyniósł się do łazienki, podczas gdy niania bez słowa zajęła się nowym opatrunkiem.

Diabeł stał bardzo długo pod lodowatym prysznicem. Jeden mój jęk błyskawicznie ustawił go do pionu.
Dosłownie!
Tara albo nie zauważyła jak jest podniecony, albo udawała. Nic go to nie obchodziło. W tej chwili przejmował się jedynie całkowitym brakiem kontroli nad własnym ciałem i umysłem w moim pobliżu.
Byłam jedyną osobą, która doprowadzała go do takiego szału, w każdym znaczeniu tego słowa.

Uderzył z całej siły dłonią w ścianę. Był w tej chwili taki naładowany, że mógł zabić gołymi rękami. Szybszą ulgę znalazłby doprowadzając się do orgazmu, ale nie chciał zadowalać się półśrodkami. Wyprostował się i stojąc w strumieniu lodowatej wody powoli uspokajał oddech i przejmował kontrolę nad swoim ciałem.
Dopiero kiedy w pełni zapanował nad sobą wrócił do sypialni. Światło było zgaszone, ale słyszał regularne pochrapywanie Tary dochodzące z podłogi. Położył się po swojej stronie łóżka, wyrzucił jakiekolwiek myśli z głowy i zasnął.

Byłam obolała, ale nie aż w tak złym stanie jak myślałam. Mikstury, okłady i maści Tary, aplikowane co godzinę zdziałały cuda. Leżąc na brzuchu, powoli się budziłam czując przyjemny dotyk na plecach. Delikatnie muśnięcia, krążące po całej powierzchni pleców, układające się w skomplikowane wzory.
Bosko!
Dopiero po dłuższym czasie dotarło do mnie, że głaskać mogła mnie tylko jedna osoba. Gwałtownie otworzyłam oczy i spojrzałam prosto na Diabła. Leżał na boku, podpierając głowę jedną ręką.
Druga dłoń błądziła po moich plecach.
- Przyjemnie? – jego chrapliwy głos poczułam w środku. Uśmiechnął się, ale grymas objął tylko usta, jego oczy pozostały bez wyrazu.
Nie zareagowałam, ale kompletnie mu to nie przeszkadzało. Pieszcząc nadal moje plecy kontynuował.
- Zastanów się teraz co wolisz. Być dla mnie miła, czy jednak zachowywać się nierozważnie. Co jednak wiąże się z takimi lekcjami jak wczorajsza.

Nie oszukiwałam się, że go nie pragnę bo każda komórka mojego ciała mdlała na samą myśl o nim. Ale ten szaleniec wczoraj mnie skatował, wcześniej mnie pieścił i dał taką rozkosz jak nikt inny. A teraz leży w łóżku i przemawia do mnie jakby informował o wyborze materiału – weźmiemy ten, ma ładniejszy odcień. Ale jeśli nie zdecydujesz się, to nie zrobimy remontu salonu.

Niestety mam zły charakter. Mogę sobie obiecywać solennie, że zachowam spokój i nie będę się wydurniać. Mogę tłuc do głowy godzinami, że muszę zachowywać się mądrze. W takich sytuacjach jak ta, wszelkie postanowienia diabli biorą.
Błagam, niech mi nikt nie każe wyjaśniać dlaczego zrobiłam to co zrobiłam.
A mianowicie zamknęłam oczy i znudzonym głosem powiedziałam.
- Weź rękę. Nie ma tu Ramona. Nie musisz udawać, że jestem Twoją kobietą.

Głaskanie ustało.
Poczułam ruch. To Raoul musiał podnosić się z materaca. Słyszałam jak idzie do łazienki, potem do garderoby. Czekałam na gwałtowną reakcję, ale poczułam jak otacza mnie chłód gdy usłyszałam jego słowa wypowiedziane tym samym spokojnym głosem, co wcześniejsze zdania.
- Jak sobie życzysz moja droga. Sama rozumiesz, że przy Ramonie będziemy zachowywać się jak para. Jeśli nie będzie go w pobliżu nie musimy się poświęcać.
I wyszedł.

Łzy spłynęły mi po policzkach. Co ja znowu najlepszego zrobiłam. Jakim cudem oddalam się od niego coraz bardziej. Na własne życzenie idiotko! Tyle razy wyciągał do mnie dłoń, a ja za każdym razem psułam wszystko i doprowadzałam go swoją głupotą lub impulsywnym zachowaniem do szału.
To samo teraz!
Co mi szkodziło na jego pytanie czy jest mi przyjemnie odpowiedzieć z jękiem, że tak!
Dokładnie tak jak czułam?! Miałam ochotę się prężyć i mruczeć, a nie leżeć jak kłoda. I co z tego, skoro zachowałam się przy nim jak zimny trup!

Tłumione emocje, natłok myśli i stres zaowocowały potężną migreną. Oszołomiona falami bólu owinęłam się szlafrokiem i powlekłam się do łazienki, zupełnie odruchowo blokując zamek w drzwiach.
Usiadłam na sedesie.
Ostry krzyk, który wydobył się z moich ust przeszedł wszystkie moje wcześniejsze produkcje. Raoul ostatnim uderzeniem szpicruty przeciął skórę nie tylko na pupie, ale także w kroczu. Medykamenty Tary przyniosły ulgę obitym pośladkom i przyspieszyły gojenie, ale rany we wnętrzu nadał były świeże.

Jak myślicie dlaczego, aby zwiększyć cierpienia torturowanych posypuje się ich rany solą? Lub polewa moczem? Ponieważ ból jest nie do zniesienia.

Sama zafundowałam sobie właśnie coś takiego. Skuliłam się na podłodze i rozszlochałam się z bólu. Nie byłam w stanie złapać oddechu i musiało to brzmieć jakbym dostała spazmów, albo jakiegoś ataku. Dobiegł mnie łomot w drzwi od łazienki i wołanie Raoul’a bym je natychmiast otworzyła.
Zapewne zareagowałam o sekundę za długo względem jego oczekiwań, bo w tym samym momencie zamek ustąpił.
Musiałam zdrowo wrzasnąć, bo za bladym Raoulem do łazienki wbiegła Tara. Niania już w momencie gdy krzyczałam zorientowała się pewnie co się stało. Tym bardziej, że mój wrzask usłyszała będąc w kuchni.

Zakręciła swoim szefem błyskawicznie i wypchnęła go z pomieszczenia. Co mu powiedziała nie słyszałam, ale zostałyśmy same.
- Dziecko, musisz jeszcze uważać. Już. Natychmiast się wyprostuj i rozłóż nogi. Muszę Ciebie umyć, a potem pokażę co robić żeby mniej bolało. Za dwa dni nie będziesz już nic czuła.

Miałam wrażenie, że mam znowu 3 latka. Tara uwinęła się błyskawicznie, dała mi środki przeciwbólowe, ale dopiero po godzinie opuściłyśmy łazienkę.

Blady i poważny Raoul siedział w sypialni i poderwał się na nasz widok. Wyglądałam jak siedem nieszczęść.
- Dzisiaj też możesz zostać w łóżku. – tylko na tyle było go stać.
Tara zapakowała mnie do łóżka, owinęła dokładnie kocami i gdy po chwili uchyliłam powieki, okazało się, że jestem już sama. Musiałam być zdrowo skonana, bo zdążyłam tylko pomyśleć
- Krwiopijca – i zasnęłam.

Ramon z Diabeł znowu utknęli w gabinecie. Po dłuższej chwili Ramon nie wytrzymał.
- Czy wszystko z nią w porządku?
Raoul spojrzał na niego nie okazując żadnych emocji i odpowiedział.
- Wybacz przyjacielu, ale jesteśmy tutaj by ustalić kolejne kroki i podjąć decyzje dotyczące naszej współpracy, czy chcesz rozmawiać o mojej kobiecie?

Ramon nie był samobójcą i wrócił do przeglądanych zestawień. Ale tylko pozornie skupił na nich uwagę.
Znali się i pracowali razem od lat. Wiedział, że Raoul nie przywiązuje się do nikogo i niczego. Oddawał mu swoje kobiety bo taki obaj mieli kaprys. Zabijał ludzi, bo nie tak odgadli jego życzenia lub nie zrobili tego wystarczająco szybko.

I po raz pierwszy widział go z tak silnym poczuciem, że ktoś należy do niego i tylko do niego. Ramon jak najbardziej rozumiał tą fascynację. Zabójcza mieszanka charakteru i zmysłowości, o cudownych, pełnych kobiecych kształtach jego samego pociągała jak narkotyk. I pragnął mnie tym bardziej, że Raoul nie chciał ze  mnie zrezygnować.

Sen jest najlepszym lekarstwem. Po kilku godzinach obudziłam się może nie w pełni zregenerowana, ale przynajmniej bardziej przytomna. Tara miała chyba szósty zmysł. Kilka minut później usłyszałam jej kroki i szelest spódnicy i po chwili wtoczyła się do sypialni niosąc na tacy zupę.
Nie byłam głodna, więc się lekko skrzywiłam, ale zachowała się jak typowa kwoka. Po chwili siedziałam oparta wygodnie o poduszki, wbrew wcześniejszym obawom nie czując żadnego mocniejszego bólu na siedzeniu i w jego okolicach.
Tara zawinęła mi pod brodą prowizoryczny śliniak z jakiejś ścierki, przysiadła na brzegu łóżka i zaczęła mnie karmić łyżką.
Nie chciało mi się z nią spierać. Byłaby to szczerze mówiąc walka z wiatrakami, więc odpuściłam protesty i grzecznie przełykałam pyszny gęsty krem.

I kiedy miałam już kolejną porcję w ustach, ale jeszcze nie zdążyłam jej przełknąć Tara zadała mi jedno pytanie.
- Czy jesteś nietknięta? – w odpowiedzi wyplułam wszystko na nią, na siebie, na pościel i możliwe, że jeszcze na podłogę. Kiedy przestałam się krztusić, zdołałam wydobyć z siebie.
- Co??
Zupełnie nie wytrącona z równowagi Tara powtórzyła cichym i ciepłym głosem pytanie, patrząc na mnie wzrokiem jakim może patrzeć matka tuż przed uświadomieniem córki co ją czeka w noc poślubną.
- Czy miałaś już mężczyznę?

Patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami jak na wariatkę bojąc się odezwać. I jęknęłam bo nagle zrozumiałam dlaczego zadała mi to pytanie!!!!!!!!!!

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XI
Diabeł – część XIII

Polubienia 8
Wyświetlenia 4714

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Dobra! Jestem uzależniona! :D

  • Anonymous

    Nie ładnie krzyczeć o więcej o ciąg dalszy ale nie mogę nie krzyczeć CHCE WIĘCEJ !!!

    D.

  • Anonymous

    Ja też ja też ja też chce więcej !!!!

  • Przepraszam. Pracy mam tak dużo, że się nie wyrabiam w normalnych godzinach. Ostatnio wieczorami rządził Diabeł, ale dzisiaj musiałam odpuścić.
    Zgodnie z planem kolejna część jutro :)

  • Pingback: Diabeł XIII | Skrywane pragnienia()