Diabeł XIII

 

I nagle uświadomiłam sobie, że teraz to ja już naprawdę tkwię po uszy w bagnie i to z własnej winy, próżności i głupoty. Kiedy przez głowę przelatywały mi wszystkie możliwe związane z tym konsekwencje, Tara ze spokojem obserwowała moją twarz.
Widoczny cały szereg emocji, od konsternacji i zagubienia po zmieszanie tylko potwierdził to czego się domyślała. Kropkę nad i postawił ten mój cholerny rumieniec, pogłębiający się z każdą sekundą.
Tara zaczęła wpychać we mnie resztę zupy, posprzątała i z dziwnym uśmiechem błąkającym po twarzy oznajmiła.
- Słoneczko, spróbuj jeszcze pospać. Missa nie będzie Tobie przeszkadzał.
Po czym zakręciła się i wyszła.

Owinęłam się mocniej kocem, bo przez moje ciało zaczynały przebiegać dreszcze.
Dotarł do mnie ogrom konsekwencji. W sumie pal licho konsekwencji, ale komplikacji związanych z tym o czym była przekonana Tara.

A przekonania nabrała pewnie opatrując moje rany powstałe w wyniku poglądowej lekcji Diabła dotyczącej trzymania dyscypliny w domostwie.
Gdyby mi nie sprawił lania, to bym nie była poraniona.
Gdybym trzymała swój niewyparzony język za zębami to nie trzasnąłby mnie na końcu tak, by zranić mi krocze.
A gdybym nie była poraniona to Tara nie opatrywałaby mnie tak skrupulatnie i nie miała bliższej możliwości przyjrzenia się mojemu łonu, a raczej temu co jest w środku.
Jeśli tak się zna na ziołach i leczeniu, to oczywiste, że pokątnie zajmuje się też leczeniem spraw kobiecych, porodami i diabli wiedzą czym jeszcze wśród zaprzyjaźnionych kobiet.
Pewnie miała wątpliwości, ale obejrzała mnie sobie już mega dokładnie rano po wypadku w łazience.

Uważacie, że istnieją granice kretyńskich pomysłów? Otóż nie istnieją!!!!

Wspomnienia wróciły do mnie jakby to było wczoraj.

Kilka lat temu przechodziłam dosyć skomplikowany zabieg ginekologiczny związany z endometriozą. Ponieważ miałam dosyć pedantycznego prowadzącego lekarza, to zabezpieczał się na wszystkie sposoby, opcje i miał rozpisane wszystkie możliwe scenariusze przed tym zabiegiem. Zadawał też wszystkie możliwe pytania.
Byłam wtedy z kimś i byłam na tyle przerażona czekającym mnie cięciem i ewentualnymi konsekwencjami, że targałam chłopa na każde konsultacje.
To był błąd! I to duży.
Pomijam, że facet nie powinien w czymś takim brać udziału. Ale mój cholerny lekarz, przyzwyczajony już do obecności partnera walił wszystko prosto z mostu. Wśród wielu pytań które miał skategoryzowane w chirurgii estetycznej krocza (oczywiście wszystko na wszelki wypadek) zadał to jedno cholerne, które się tam znajdowało.
- Robimy rekonstrukcję błony? Będziecie mieli zabawę i nagrodę po tym całym stresie.
Ja zsiniałam, mój facet dostał bzika.

Myślałam, że zabiję obu. Kłapiącego dziobem lekarza i śliniącego się faceta. Mój partner oszalał, perspektywa rozdziewiczenia przysłoniła mu rozum, mózg poszedł na spacer.
I w końcu dałam za wygraną.
Lekarz potem już na osobności wyjaśnił mi jak to wygląda, że to nie jest całkowita rekonstrukcja, tylko cos tam fałdują, naciągają i łączą. Dla partnera wrażenia niesamowite. Ja owszem, trochę pokrwawię, ale włóżmy to do koszyka atrakcji. Po tym zabiegu nawet dla ginekologa różnica pomiędzy prawdziwą, a zrekonstruowaną błoną będzie niewidoczna i tylko lekarz medycyny sądowej będzie w stanie stwierdzić, że miałam robioną hymenoplastykę.
Mając w perspektywie cięcie i ogłupiałego nagle partnera uczepionego tego pomysłu jak rzep, po prostu odpuściłam i się zgodziłam.
Lekarzowi chyba potwierdziłam, że ma wolną rękę. A lekarz debil, a raczej jego kolega chirurg przyłożył się jak rzadko kiedy.

Wszystko było pięknie aż do pierwszej nocy.
Po pierwsze lekarz był genialny i wykonał robotę po mistrzowsku, starając się zapewnić maksymalny realizm. W moim przypadku oznaczało to absolutną niemożliwość odbycia stosunku ze względu na straszny ból przy każdej z prób przebicia błony.
Postawiłam się ostro i facet zamiast spodziewanych atrakcji dostał szlaban na łóżko do momentu wizyty u ginekologa. Ogarniał mnie wtedy pusty śmiech, że skończy się tak samo jak za prawdziwym pierwszym razem, kiedy ginekolog musiał dokonać kilku cięć, bym nie wyła z bólu w czasie defloracji. Ja się tak czy inaczej zraziłam do pomysłu, w efekcie wizytę u lekarza przekładałam, a potem się rozstaliśmy.

Nie miałam ochoty wiązać się z żadnym palantem, a akurat tylko takich miałam obok siebie. Seksu dla zabawy nie uprawiam i skupiłam się na innych aktywnościach niż łóżko.
Wizyta u ginekologa tym bardziej nie była potrzebna. Poza tym z wrodzonym talentem starałam się jak najbardziej odwlec w czasie ten nie za przyjemny jak pamiętałam zabieg.
A do którejś z rzędu wyznaczonej wizyty nie doszło, bo postanowiłam polecieć na urlop do Nowego Jorku.

A teraz Diabeł dobierał mi się do tyłka. W sumie nie do tyłka, a obok.
I w tym wszystkim najbardziej niedorzeczne było to, że przez te wszystkie perypetie i przez Diabła, zapomniałam o tym zabiegu na śmierć.

To oznaczało jedno.
Nawet jeśli wcześniej mdlałam, dygotałam i miękły mi kolana – to teraz absolutnie nie zrobię nic co zachęcałoby Raoula do bliższej znajomości!!
Przy wizji tego bólu, który by mnie czekał w czasie przebijania dzieła chirurga, codzienne lanie jakie miałam wcześniej byłoby delikatnym głaskaniem.

W sumie zrobiłam już niezły początek by ochłodzić wzajemne relacje. Teraz pozostawało tylko być konsekwentną.
Jak zwykle zawsze najłatwiej podejmowało mi się takie decyzje, kiedy nie miałam tego piekielnika przy sobie. No ale teraz go tu nie było.

Z mocnym postanowieniem, że dam radę się opanować znowu zasnęłam.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XII
Diabeł – część XIV

Polubienia 11
Wyświetlenia 5000

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Ale jazda! Czekam z utęsknieniem na ciąg dalszy.
    I mam nadzieję, że z wypadkiem to nic poważnego.

  • Anonymous

    Widzę, ze jak u Hitchcocka. Na początku trzęsienie ziemi, a potem napięcie stopniowo rośnie. Dobra! Suprise me :D

  • Anonymous

    Swietne:-) uwielbiam to opowiadanie:-)

  • Pingback: Diabeł XIV | Skrywane pragnienia()