Diabeł XVI

 

Po chwili Diabeł, Ramon i Angela przestali się liczyć. Niestety Raoul nie prowadził zbyt delikatnie, więc podskoki i gwałtowne zmiany prędkości dały mi szybko w kość.
A dokładniej mojemu żołądkowi.
Poczułam to charakterystyczne ściskanie w gardle i nasilające się skurcze. Było mi już wszystko jedno jak blisko siedzi Ramon, czy mnie dotyka i jak na to reaguje nasz kierowca. Starałam się patrzeć przed siebie, nie myśleć za bardzo i opanować coraz mocniej nasilające się mdłości.
Początkowo wahałam się czy przypadkiem nie poprosić Diabła o krótki postój. Nie chciałam się jednak ośmieszyć.
A kiedy było tak źle, że miałam to gdzieś co o mnie pomyślą to okazało się, że jest jeszcze gorzej niż przypuszczałam. Jeśli bym teraz otworzyła usta, to śniadanie wylądowałoby wszędzie!
Nie wiem czy wyglądałam aż tak fatalnie, ale nagle samochód się zatrzymał i dosłownie w kilka sekund później zostałam wypięta z pasów i wyciągnięta z wozu.

Oparta o karoserię i podtrzymywana przez Diabła oddychałam głęboko usiłując wrócić do względnej równowagi.
Ktoś tam coś mówił, ale ja chciałam tylko zapanować nad tym koszmarnym odruchem. Po chwili otworzyłam oczy i zamierzałam z powrotem wsiąść do samochodu, ale Diabeł mnie przytrzymał.
- Nie, jeszcze nie.
Spojrzałam na niego z wyrzutem i oboje zrozumieliśmy się bez słów.
Tak, pamiętał o mojej chorobie lokomocyjnej i cyrku jaki odstawiłam w samolocie.
I tak, chciał sprawdzić czy to rzeczywiście była prawda czy jednak kręciłam jak koń pod górkę kiedy mu wyjaśniałam co się działo.
I tak, dlatego prowadził jak wariat. Zdałam test. Co prawda dosyć dużym kosztem, ale jednak!

Tylko dlatego, że jego wzrok przeskoczył obok zorientowałam się, że mamy widownię. I to mocno zaintrygowaną.
Tylko Raoul był najwidoczniej świadom tego co się ze mną dzieje. Ramon i Angela widzieli tylko, że jechał jak wariat, nagle się zatrzymał, gwałtownie wyciągnął mnie z samochodu a teraz stoi ze mną na zewnątrz.

Prawie jęknęłam, bo wolałam sobie nie wyobrażać co każde z nich mogło pomyśleć.
Jeśli poniosło Ramona, to mógł on stwierdzić, że szaleńczo zazdrosny Diabeł najpierw wyładował się prowadząc, a potem żeby przerwać słodkie tête-à-tête wyciągnął mnie z samochodu.
Wersji powstającej w głowie Angeli wolałam nie odgadywać.

Delikatnie dotknęłam ramienia Diabła dając mu znać, że wystarczy. Odsunął się na tyle, że mogłam wrócić do samochodu. Po chwili kontynuowaliśmy wyprawę, ale w zdecydowanie wolniejszym tempie.
Nadal oddychałam głęboko modląc się, by tym razem nie zaliczyć wpadki. Tak się na tym skoncentrowałam, że nawet nie zauważyłam kiedy dotarliśmy na miejsce.

To nie była zatoka. To był raj.
Cudowna piaszczysta plaża otoczona palmami i z lazurową wodą, wyglądała wręcz nierealnie.
Westchnęłam zachwycona.

To Raoul zainicjował dalsze działania, rozłożenie ręczników i kąpiel, a wydobycie zapasów z samochodu odłożył na dużo, dużo później. Całkiem rozsądnie biorąc pod uwagę, że i tak nikt nie był głodny, a w tym upale nasz „piknikowy kosz” miał lepsze warunki w ochłodzonym samochodzie niż na tym upale.

Rozłożyliśmy się tuż przy palmach tak, że padał na nas cień.
Angela pozrzucała z siebie błyskawicznie ubrania i pobiegła prosto do wody. Matko! Nawet ja, widząc ją tylko w kostiumie kąpielowym musiałam przyznać, że jest piękna. Cudowna, smukła, proporcjonalnie zbudowana, z przepięknym biustem. Nikt o zdrowych zmysłach nie mógł nie czerpać przyjemności z patrzenia na nią.
Zerknęłam na Ramona i Raoula i od razu pogrążyłam się w jeszcze gorszym nastroju. Oczywiście gapili się.
Gdy jednak sami zaczęli się rozbierać najzwyczajniej w świecie spanikowałam. Odwróciłam się na pięcie, rzuciłam.
- Idę się przejść. – I oddaliłam się najszybciej jak mogłam.

Wiedziałam, że nie spędzę całego dnia na spacerach. Założyłam, że obaj dołączą do Angeli, a ja w tym czasie będę mogła wrócić, szybko się rozebrać i wykorzystać ten szal jak pareo.
I tak będę wyglądać tragicznie, ale przynajmniej nie będę paradować tylko w bikini. Odeszłam spory kawałek, zerknęłam co się dzieje i rzeczywiście. Zgodnie z moimi przewidywaniami, wszyscy byli w wodzie.

Zawróciłam i po chwili dotarłam z powrotem do naszych rzeczy. Jeszcze ostatnie spojrzenie na towarzystwo i zaczęłam się rozbierać w ekspresowym tempie.
Najpierw wyciągnęłam na wierzch szal, skopałam z siebie buty, zrzuciłam koszulę, ściągnęłam podkoszulek, spodnie i właśnie schyliłam się po namiastkę pareo, gdy usłyszałam tuż za sobą głos Diabła.
- Nie tak szybko. Jeszcze trzeba Ciebie posmarować.

Zamarłam z czterema literami wypiętymi w jego stronę. Pozostając chwilę w tej eleganckiej pozycji klęłam w myślach ile wlezie.
Tak się dać podejść!

Powoli się wyprostowałam i mocno przyciskając do piersi szal odwróciłam się w jego stronę.
- Sama się wysmaruję.  – Spróbować nie zaszkodziło. Naprawdę nie cieszyła mnie perspektywa Diabła dotykającego mojego ciała i lustrującego dokładnie każdy mój wałeczek czy fałdkę. Zwłaszcza po show odstawionym przez Angelę. I naprawdę nie mam pojęcia jak on to odgadł.
- Nie wstydź się. Widziałem już Ciebie.
- To nie to samo co kilka sekund w samolocie. – Wyrwało mi się zupełnie bezwiednie.
Nie spodobał mi się ten uśmiech powoli rosnący na jego twarzy. Znowu oczy pozostały zimne.
- Nie w samolocie. Kiedy leżałaś w naszym łóżku po powiedzmy, że lekcji dyscypliny. W tej króciutkiej koszulce. Tylko w koszulce. Taka cicha i bezbronna. I to nie było kilka sekund.

Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. To był potwór. Bez sumienia, wstydu i skrupułów.
Diabeł w czystej postaci. Nie z wyglądu, tylko z charakteru.

- A teraz bądź grzeczna i odłóż tą szmatę. – Raoul zdążył już znaleźć krem.
- Nie, proszę. Pozwól mi samej. – To już przestawało być śmieszne.
- Przestań się zachowywać jak dziecko. Masz rzeczywiście wrażliwą skórę. Sama nie dasz rady wysmarować pleców. A poza tym wątpię czy zrobisz to porządnie.

I znowu jego głos zamienił się w sopel lodu. Diabeł, który widocznie wyczerpał już limit dobrych uczynków i ludzkich odruchów w tym stuleciu, zupełnie najpoważniej dodał.
- Nie każ mi dłużej czekać. Obiecałaś coś, nieprawdaż. Podnieś ręce do góry.

Spojrzałam na niego zdziwiona. Ręce do góry? Po jaką cholerę?

- Już. – To jedno słowo wywołało u mnie nerwowe drgnięcie.
Zamknęłam oczy i podniosłam ramiona. Wolałam na niego nie patrzeć.

Rozległ się dźwięk otwieranej zakrętki, potem wyciskania porcji kremu i rozcierania??
I zanim zdążyłam pomyśleć ‘co do cholery’ poczułam dotknięcie jego dłoni na moich nadgarstkach.

Objął je i kolistymi ruchami zaczął wcierać w moją skórę krem.
To było jak powolna tortura. Tam gdzie mnie dotykał czułam mrowienie, było mi coraz bardziej gorąco i traciłam oddech.
Raoul powoli schodził coraz niżej, łokcie, przedramiona. Przerywał tylko po to by wycisnąć dodatkowe porcje kremu. A ja miałam nadzieję, że nie zemdleję. Myślałam o najbardziej obrzydliwych i okropnych rzeczach jakie widziałam, byleby tylko zachować względną kontrolę nad swoim ciałem i reakcjami.

Jego ręce nanosiły teraz ochronną warstwę na boki. Czułam jak zahacza lekko o piersi, ale nie zatrzymywał się. Jego ręce delikatnie, ale metodycznie dotykały coraz to nowych obszarów.

Nagle złapał mnie ponownie za nadgarstki.
- Możesz już opuścić. – Nie wiem po co mi to powiedział, skoro sam ściągnął moje ramiona w dół.

- Teraz plecy. – Nie ruszyłam się. To on stanął za mną. Najpierw dotknął ramion, ale jego dłonie zamiast zejść w dół, zaczęły lekko masować kark i szyję.
W odpowiedzi na pieszczotę, pochyliłam głowę dając mu bezwiednie maksymalny dostęp.
Głośniej oddychałam już od jakiegoś czasu, ale teraz cichutko pojękiwałam.

Powoli zaczął schodzić w dół pleców.
- Będziesz chciała się położyć? – jego pytanie kompletnie mnie zaskoczyło.
- Co? – Zapytałam się nieprzytomnie. Ja już naprawdę siebie nie kontrolowałam.

Otworzyłam oczy, ale przed sobą widziałam tylko plażę, wodę i Ramona z Angela pływających w oddali.
Jego dłonie, mimo iż nie było takiej potrzeby, wróciły do masowania karku i szyi i kompletnie przestałam myśleć.

Popchnął mnie lekko w kierunku jednego z ręczników i już po chwili leżałam wygodnie na plecach.
Odleciałam.
Czułam się jak pijana.

Spojrzałam w górę, ale zamiast nieba i roślin dających cień, zobaczyłam Diabła. Miał tak rozszerzone źrenice, że oczy wydawały się czarne, a twarz była ściągnięta w grymasie, zupełnie jak dzisiaj rano w sypialni.

Popatrzyłam na niego bezradnie. I znowu usłyszałam ten cudowny, ochrypnięty męski głos.
- To był wyczerpujący poranek i ciężka droga. Angela i Ramon są daleko. Dokończę szybko i odpoczniesz. Nikt nie będzie Tobie przeszkadzał. Możesz nawet się zdrzemnąć – Jego kojący głos kusił.

Z westchnieniem przymknęłam powieki i prawie natychmiast poczułam znowu jego dotyk. Najpierw dekolt, szyja i ramiona.
Sukcesywnie zwiększał obszar po którym poruszały się jego dłonie. Znowu lekko zahaczył o bok piersi. Brzuch i znowu wrócił do góry.
- Nie bój się. Teraz nogi. – I zrobił coś czego się kompletnie nie spodziewałam.

Nagle poczułam jak podnosi prawą nogę. Przytrzymując ją w kostce i uginając w kolanie, oparł moją stopę o klatkę piersiową. A potem rozpoczął metodycznie wcierać krem, rozpoczynając właśnie od stopy i kierując się powoli coraz wyżej.

Szum fal, dotyk, ochrypły głos. To wszystko przywołało wspomnienie snu. W którym tylko odrobinę delikatniej dotykał mojej skóry. A ja i tak trzymałam się ostatkiem sił.
Nagle złapał drugą nogę i położył ją identycznie jak poprzednią. Teraz obie moje stopy były oparte o Raoula. Będąc w takiej pozycji czułam się całkowicie bezbronna, odsłonięta i zdominowana.

Po chwili jedynymi niepokrytymi kremem miejscami były moje uda.
Krótka przerwa, sięgnął znowu po krem, ale przez to, że miałam stopy oparte o jego tors nie traciłam kontaktu z jego ciałem. Dotknął mnie dłońmi tuż przy granicy kostiumu i zsunął je minimalnie. Po chwili znowu wrócił wyżej, rozsmarowując krem również po wewnętrznej stronie ud.

Kiedy jego palce delikatnie dotknęły krawędzi materiału wyszeptałam.

- Nie, proszę. Obiecałeś.

Myślałam że przestanie, ale złapał mnie mocno za kostki i rozsunął nogi na bok. Przerażona spojrzałam przede siebie i zamarłam widząc Diabła klęczącego między moimi udami. Zanim zdołałam w jakikolwiek sposób zareagować, pochylił się nade mną, oparł ramiona przy mojej głowie i powiedział.
- No kochanie, mamy problem.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XV
Diabeł – część XVII

Polubienia 9
Wyświetlenia 4685

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    jednak w przerywaniu w nieodpowiednim momencie jesteś mistrzynią :P w ‚paradoksie’ będą spać nadzy nie wiadomo do kiedy a tu… no cóż… pozostaje mi tylko oczekiwać kolejnej części :)

    D.

    • Ha! Czyli ‚Paradoks’ też Was zaskoczy :D

  • Anonymous

    helloo:D mam maly zgryz w tym fragmencie->Nagle poczułam jak podnosi
    prawą nogę. Przytrzymując ją w
    kostce i uginając w kolanie,
    kładzie stopę na klatkę
    piersiową….nie lepiej brzmi *kladac stope…*?tak tylko pytam, moge sie mylic!)ale fragment gorracy:Dpozdrawiam Eternity

    • Dziękuję za info
      Krew we mnie wrzała jak to pisałam :) Serio!
      Dzisiaj wieczorem usiądę i na spokojnie przejrzę wszystko jeszcze raz. Takich kwiatków może być więcej, za co jeszcze raz przepraszam. Ale mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali. Mam czasami taki pęd myśli, że nie nadążam z przeniesieniem tego na papier.

  • Anonymous

    Tak się nie robi! Możesz dać jutro chociaż jakiś większy kawałek? Proszę

  • Anonymous

    Jak cię kopnę w kostkę :pnie przepraszaj, bo nie masz za co! Masz prawo do takich błędów, nikt nie jest doskonały, masz niesamowita fantazje i takie drobne błędy nie wymagają przeprosin! Krzywdy tym nikomu nie robisz, pamiętaj to twoja twórczośc, możesz sie zgodzić z moim zdaniem, bądź nie. Więc nie przepraszaj. No to ci nagadałam:$ Eternity

  • Pingback: Diabeł XV | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Diabeł XVII | Skrywane pragnienia()