Kura bojowa III

 

Nawet się meduza nie zająknęła, kiedy słodkim głosem oznajmiła:
- Anno, musimy porozmawiać. – Spojrzałam na nią wzrokiem harpii i lekko przymrużyłam oczy. Nienawidzę, pełnej wersji mojego imienia.
Mała dygresja – kiedy ktokolwiek zwraca się do mnie per „Anno” od razu oczyma wyobraźni widzę siebie tuż przed spoczęciem w grobie. W roli zwłok. Razem z całą otoczką, począwszy od brązowo-suchych liści otaczających wykopany grób, po suchą ziemię cmentarną i przechyloną starą płytą nagrobną z wyrytym moim imieniem i nazwiskiem. Dreszcz przebiega mi po karku. Doprowadza mnie to do szału. I ta cholera o tym wiedziała i miała to gdzieś.
Tym razem moja teściowa przekroczyła cienką linię po której balansowała od dłuższego czasu. Jej obecność w domu który był zamknięty na klucz, wyczyn mojego małżonka – to już wystarczyło by mnie wyprowadzić z równowagi. Ale to jedno, drobne słówko postawiło kropkę nad i. Absolutnie nie krzyczałam. Z ogromnym spokojem i nieznoszącym odrobiny sprzeciwu tonem oznajmiłam:
- Po pierwsze nie teraz, po drugie mama natychmiast zwróci te dorobione klucze do naszego mieszkania, a po trzecie mama ma wyjść.
Co jak co, ale teściowa była wyćwiczona. Podniosła tylko brew i nadal tym słodkim głosikiem kontynuowała:
- Kochanie, chyba czegoś nie rozumiesz. Musimy porozmawiać zanim Tomeczek wróci.
Gdyby to był inny zwykły dzień, gdyby nie te wydarzenia pewnie bym uległa jak zwykle. Ale linia została przekroczona. To co się potem stało …. no cóż. Trochę mi chyba wstyd. Wchodząc nie zamknęłam drzwi, więc część pracy była już wykonana. Odstawiłam na bok wszystkie pakunki, żeby mi nie przeszkadzały. Mruknęłam bardziej do siebie:
- Pomińmy punkt z kluczami.
Po czym podeszłam do teściowej, która pewnie założyła, że jak zwykle będę tańczyć tak jak mi zagra. Chwyciłam ją mocno i ostrym szarpnięciem wywaliłam na korytarz. Baba była tak zaskoczona, że poleciała aż miło. Dwa kroki, machnięcie ręką i drzwi były zatrzaśnięte. Zablokowałam zamek tak, żeby nic nie zadziałała swoim kompletem kluczy (nie ma co się czarować, inaczej by się dostała do środka). Ignorując walenie i dzwonek do drzwi wsparty przez krzyki teściowej, zebrałam zakupy i przeszłam do kuchni. Odstawiłam wszystko delikatnie na podłogę i na tym skończyła się moja odwaga. Klapnęłam resztką sił na krzesło.

Zaczęły mi drżeć ręce i nie mogłam złapać oddechu. Najzwyczajniej w świecie wpadłam w panikę. Jakim cudem tak zwykły dzień zmienił się w coś takiego? I co ja do jasnej cholery mam teraz zrobić?! Mąż mnie zdradza, wyrzuciłam jego matkę z domu. Coś mi chciała oznajmić, ale co? Może, że mój mąż zamierza mnie zostawić? Tak samo mi przyszło do głowy, ale jak weszło to wczepiło się pazurami na amen. Tomek zawsze unikał ostrych konfrontacji. Jeśli cokolwiek wymagało zdecydowanego działania i podjęcia konkretnych, ale niezbyt miłych decyzji – to wymigiwał się od tego w mistrzowski sposób. Od zawsze. A któż byłby lepszy od wyciągnięcia synka z małżeństwa niż mamusia?

Nie byłam w stanie zatrzymać już tego potoku myśli. Nie ma co, sama sobie dokopałam wywalając teściową za drzwi.

Wydobyłam komórkę z torebki i już siedząc zadzwoniłam do jedynej osoby z którą w takiej chwili mogłam porozmawiać.
- Aga?  – co jak co, ale na moją przyjaciółkę zawsze mogłam liczyć. Zwariowana kobieta, naukowiec, po rozwodzie, z dwójką dzieci i masą kochanków. Bez żadnego zbędnego wstępu kontynuowałam dalej.
– Rany boskie, posłuchaj mnie przez chwile i nie przerywaj. Tomek mnie zdradza, widziałam go z Magdą, nakryłam moją teściową u mnie w domu i wywaliłam ją na zbity pysk. Teraz się zamknęłam w domu i …
Na szczęście zabrakło mi tlenu i się zamknęłam, więc Aga miała szansę żeby coś powiedzieć. W sumie nie było tego za dużo.
- Nareszcie.
Byłam na tyle zdenerwowana, że nie za bardzo panowałam też nad słownictwem.
- Co kurwa nareszcie? Nareszcie się zamknęłam, on mnie zdradził, ja się o tym dowiedziałam czy wywaliłam ropuchę?
Aga westchnęła i ze stoickim spokojem odparła.
- W sumie to chyba wszystko, nie uważasz? – Nie da się ukryć, że miała rację. Spojrzałam smętnie na siatki z zakupami i wsparłam ją równie mocnym westchnięciem.
- Wiesz, tylko trochę za dużo widziałam i zrobiłam, żeby to rozeszło się po kościach. Jak myślisz?
- Anka, a może przestań nastawiać tyłek do kopania co? Obracają Ciebie jak chcą. Z całym szacunkiem, mądra babka z Ciebie ale przy Tomeczku i jego mamusi zachowujesz się jak lachociąg po lobotomii.
Pokiwałam głową, chyba sama do siebie. Ale co prawda to prawda. Mój tok rozumowania jest dziwny. Usłyszałam lachociąg i od razu wyobraziłam sobie mnie z mężem …. . No ale co ja biedna mogłam za to, że mój mąż na mnie działał jak żaden facet. Cały czas.
Zrobiłabym dla niego wszystko, a mamusię dostałam w pakiecie z dobrodziejstwem inwentarza. Diabła bym wzięła w pakiecie z takim facetem. Co prawda nie był bez wad, ale co tu dużo ukrywać wszystkie po prostu znikały, kiedy bawiliśmy się w tatusia i mamusię.
- Cholera! Tylko co? Dobre rżnięcie usprawiedliwia, że będę tolerować bzykanko z połową miasta i mamusię psychopatkę?!
Rżenie i dławienie, które dobiegło mnie z słuchawki uświadomiło mi, że powiedziałam to na głos.
Aga po chwili się względnie uspokoiła i wydukała.
- No cóż, dobre rżnięcie to jednak jest argument. I najwyższy czas, żebyś podjęła decyzję co zamierzasz zrobić? I to zarówno w stosunku do Tomeczka, mamusi, swoich dzieci, ale przede wszystkim w stosunku do siebie. Anka!!! Jesteś inteligentną, błyskotliwą babką, która zamieniła się w kurę domową. Chcesz być do końca życia …– słuchając tego kazania podeszłam do okna, wyjrzałam na zewnątrz i przerwałam wywody Agi w połowie.
- Aguś! Kocham Ciebie, ale się zamknij. Podjechał właśnie Tomek. Mamusia biegnie do niego. – Relacjonowałam jej widok z okna na bieżąco. Cofnęłam się, żeby przypadkiem mnie nie zobaczyli. I kontynuowałam moją wypowiedź.
- I wiesz co? Właśnie się zastanowiłam. Nie zamierzam go zostawić, ale jeśli wszyscy myślą, że będzie tak jak do dzisiejszego poranka to są w grubym błędzie. Odezwę się do Ciebie, pa. – I się rozłączyłam. Nie da się ukryć, że to co mnie dzisiaj spotkało spowodowało u mnie swoistego rodzaju traumę, uraz. Jakiś idiota mógłby powiedzieć, że w wyniku szoku nastąpiły zmiany w osobowości. Zwał jak zwał. Spojrzałam na zakupy leżące cały czas w kuchni i wzruszyłam ramionami. Leżały tyle, poleżą jeszcze trochę. Nie uciekną. Mrugnęłam okiem do El Diablo.
- Co mała? Czas pokazać, że w tym domu są dwie kotki.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Kura bojowa – część IV
Kura bojowa – część II

 

Polubienia 6
Wyświetlenia 3177

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    fajny kawałek:)
    czekam na jeszcze:)
    pozdrawiam

    • Rany! Dopiero co wrzuciłam :) Będzie reszta! Co prawda teraz pora na „Diabła”, ale mam nadzieję, że i jedno i drugie fajnie się czyta.
      PS. I dziękuję! Naprawdę największą frajdę sprawia mi to, że innym czytanie tego co piszę sprawia przyjemność!

  • Pingback: Kura bojowa II | Skrywane pragnienia()