Kura bojowa IV

 

Wiedziałam, że relacja którą będzie składać moja ukochana teściowa mojemu równie ukochanemu mężusiowi potrwa, więc mam dla siebie trochę czasu. Postanowiłam stawić czoła tej parze odświeżona. Ponieważ nikt mnie nie gonił, a tym bardziej ja nie zamierzałam się spieszyć, to zdecydowałam się na cały szereg zabiegów pielęgnacyjnych i relaksująca kąpiel w wannie.

W czasie gdy woda lała się do wanny, wyciągnęłam z bagna (dyplomatyczne określenie pokoju mojego pierworodnego) iPoda. Relaks miał być jak się patrzy. Podziękowałam w duchu za długie włosy, związałam je przy wykorzystaniu gumki i w ten węzeł wepchnęłam iPoda.  Niezły patent.

Słuchając rytmicznego walenia i wrzasków zwanych muzyką, zakręciłam wodę w wannie. I nagle doszłam do wniosku, że dlaczego nie wykorzystać spokoju w całości. Po chwili miałam już przygotowany cały zestaw akcesoriów, od depilatora po peelingi. Zajęta byłam dbaniem o siebie, muzyka była super i generalnie byłam w dobrym nastroju. Po zrobieniu nóg, wykonaniu pod prysznicem peelingu ciała, chciałam jeszcze tylko zrobić pachy i wskoczyć do wanny, ale nagle mnie zastopowało. A gdyby tak…? Wzruszyłam ramionami, ale po chwili uśmiech rozświetlił mi twarz. A niby dlaczego nie?!

Przystąpiłam do realizacji, kompletnie nieświadoma cyrku jaki rozgrywał się częściowo dzięki mnie, ale bez mojego udziału.

Teściowa z mężem pogadali, ruszyli w stronę domu, mąż wyciągnął klucze i na tym się skończyło.

Kompletnie zapomniałam, że ustawiłam blokadę tak, że nikt z zewnątrz nie mógł otworzyć tych cholernych drzwi, a co za tym idzie dostać się do środka. Kilkuminutowe grzebanie w zamku i walenie w drzwi nie przyniosły rezultatu.
Mąż sięgnął po telefon i zadzwonił na numer domowy. Nikt nie odbierał. Wykręcił tym razem na moją komórkę i to samo – z tym, że dla urozmaicenia po kilku sygnałach odezwała mu się poczta głosowa. Dźwięk mojej komórki słyszeli nawet na schodach. Teoretycznie byłam więc w domu.

Tomek spojrzał lekko już zdenerwowany na swoją matkę. Jeśli oni słyszeli dzwoniący telefon, to tym bardziej ja powinnam. A tymczasem cisza.
Oczywiście, że słyszałabym ich już na etapie walenia w drzwi, gdyby moich uszu nie wypełniał Rammstein.
Tomek zdenerwował się na poważnie. Znał swoją matkę i znał mnie. I wiedział, że jeśli wykopałam ją za drzwi, to musiała zdrowo przegiąć. Teraz jednak coraz bardziej się bał, co ja takiego mogłam robić w środku, że nie otwierałam.
- Mama poczeka w samochodzie – pozbywszy się tego problemu, zadzwonił do Marka.
Mareczek był ewenementem na skalę światową. Wychowywałam się z nim niejako od piaskownicy. Starszy o ładnych kilka lat, ale przez wzgląd na sąsiedztwo i mój charakter spędziliśmy ze sobą cudowne dzieciństwo, jako kumple od grania w piłkę i latania po śmietnikach. Potem kontakt już osłabł, ale widywaliśmy się od czasu do czasu. Z Marka wyrósł pogromca i pożeracz damskich serc. Chyba ze względu na dawne czasy mnie oszczędził, bo prawda była taka, że co przeleciał to porzucił. Ciężko przystojny brunet, teraz już lekko szpakowaty, policjant pracujący w jakiejś tam jednostce specjalnej (mówił o tym mętnie, więc chyba jakiś cięższy kaliber). I przy jakiejś tam okazji wciągnął mnie w krąg swoich znajomych, gdzie jednym z nowo poznanych kolegów był mój przyszły mąż. Znający nas oboje, był niejako pierwszym kandydatem, z którym Tomek mógł się skontaktować w takiej dziwnej sytuacji.

Mareczek nie był mną i telefon odebrał, a małżonek zdał krótką relację, Na szczęście był w Poznaniu i po 15 minutach stał obok mojego ślubnego.
- Kompletnie ignoruje wszystkie telefonu i dobijanie się do drzwi. Jest w środku, bo założyła blokadę na zamek. Musiała się zdenerwować i to bardzo, bo inaczej nie wyrzuciłaby mamy. Nie wiem co robi. Tam jest cicho. Cały czas próbowałem się dodzwonić, ale zyskałem tyle, że rozładowałem jej komórkę.

Dla mojego męża byłam subtelną damą, ale Marek pamiętał mnie z czasów śmietnikowego berka, kiedy jednym celnym kopem potrafiłam wrzucić go do otwartego kontenera. Owszem, widział że bardzo złagodniałam w czasie małżeństwa, ale natury nie da się zmienić.
- Dobra, daj mi chwilę. I załatw mamusię. Nie wiem co Anka zrobiła, ale skoro ją wyrzuciła lepiej żeby jej nie było z Tobą.

Obaj wybiegli na zewnątrz. Mareczek zajął się lustracją domu, a Tomek mamusią. I chyba po raz pierwszy stawił zdecydowanie czoło tej harpii:
- Mamo, mam kryzysową sytuację. Dzieci mają w tej chwili zajęcia. Asia i Kuba kończą dzisiaj o tej samej porze. Pojedzie mama teraz do szkoły, poczeka tam na nie i weźmie je do swojego domu. Jeśli będą musiały zostać na noc to zostają. Tata pojedzie kupi jakieś pidżamy. Jutro sobota. Nie mają szkoły więc nie będzie problemu. Zadzwonię później. – Teściowa była tak zaskoczona zdecydowanym i rozkazującym tonem swojego syna, że tylko przytaknęła głową i odjechała bez słowa Marek stał z zadartą głową i znalazł rozwiązanie. Jedno z naszych okien było otwarte. Odwrócił się do mojego męża z uśmiechem.

- Jeśli tylko sąsiedzi nad Wami albo pod Wami będą, nie ma problemu. Już myślałem, że trzeba będzie wybijać okno.
Tomek spojrzał na niego trochę dziwnie, ale się nie odezwał. Skoro Mareczek mówił, że nie ma problemu to nie ma problemu. Mieli szczęście, starsza Pani nad nami, mająca słabość do Tomka szybko dała się przekonać, że zatrzasnął drzwi w domu i wstyd mu przed żoną, dlatego wejdą do środka trochę inaczej.

Tymczasem ja zakończyłam walkę pod prysznicem i przeniosłam się do wanny. Trochę się zdziwiłam, że jeszcze mi nikt nie przeszkodził, ale widocznie impreza przeniosła się gdzieś indziej. Totalnie wyluzowana, kompletnie się tym faktem nie przejęłam i zanurzona po szyję w aromatycznej wodzie cieszyłam się każdą dodatkową chwilą spokoju.
Tomek z lekkim przerażeniem patrzył na Marka, który bez żadnego zabezpieczenia zsunął się z jednego parapetu na drugi. Po chwili Marek odblokował drzwi od środka. W domu panowała cisza. Panowie rozumieli się bez słów, błyskawicznie się rozdzielili i zaczęli sprawdzać po kolej każde z pomieszczeń.
Tomek wparował do łazienki i był tak zaskoczony, że zatrzymał się dopiero na środku. Leżałam sobie spokojnie w wannie, z jedną noga opartą o brzeg, ze stopą poruszającą się w rytm muzyki.

Nagle otworzyłam oczy i odwróciłam głowę. Spodziewałam się wszystkiego tylko nie mojego ślubnego. Od razu przypomniała mi się scena ze Starego Browaru. No dobra, po kąpieli, czas na awanturę. Wstałam i podniosłam ręce do góry, żeby wyplątać z włosów i Poda. Odłożyłam na bok sprzęt, podniosłam znowu ręce by trochę poprawić potargane włosy, spojrzałam jeszcze raz na męża i zatrzymałam się z rękami podniesionymi do góry.
Zobaczyłam jak Tomek błądzi wzrokiem po piersiach, a potem spojrzał na łono i na nim się zablokował. W sumie mu się nie dziwię, skoro chwilę wcześniej się wydepilowałam. Całkowicie.
Nie musiałam nawet pytać czy mu to się podoba, materiał w jego spodniach zaczął być za ciasny. To była sekunda od myśli do wykonania. Nie ma co ukrywać, że Tomek zawsze działał na mnie jak diabli.

Wyszłam z wanny i podeszłam do niego powoli, kompletnie nie przejmując się tym, że ścieka ze mnie woda. Awantura poszła na bok, w tej chwili ja sama nieźle się nakręciłam.
Miałam ochotę na czysty seks, a brzydko mówiąc na ostre rżnięcie. Już w czasie golenia strefy intymnej wyobrażałam sobie, jak silne będą odczucia gdy pozbędę się włosków i nieźle się przy tym podnieciłam. Kiedy teraz zobaczyłam tą dziką fascynację w oczach mojego męża, poczułam się jak na kolejce górskiej.
Gdy stanęłam przy nim nie przejmowałam się już drobiazgami. I nie miałam ochoty na subtelności. Bezpardonowo rozpięłam mu pasek i spodnie i wydobyłam jego członka na zewnątrz. Stanęłam do niego tyłem w lekkim rozkroku, opierając dłonie i ścianę i odwracając głowę wyszeptałam.
- Zerżnij mnie.
Tomek błyskawicznie znalazł się tuż przy mnie i przytulił do moich mokrych pleców kompletnie mając gdzieś, że właśnie niszczy sobie bezpowrotnie garnitur. Objął mnie mocno i poczułam dotknięcie jego sztywnego penisa na pośladkach. Ale zamiast wykonać mocne pchnięcie, jego dłoń powędrowała od brzucha w dół i mocno objęła moje łono. Przez chwilę trzymał ją nieruchomo rozkoszując się tak samo dotykiem delikatnej skóry, jak ja ciepłem i niesamowitymi doznaniami. A potem zaczął nią lekko masować skórę, delikatnie rozdzielając płatki. Byłam już mokra i wiłam się w jego objęciach, jęcząc. On też już był na granicy wytrzymałości. Pchnął mój kark mocniej do przodu i mając zaciśnięte zęby powiedział
- Wypnij tyłeczek! Natychmiast!
Ochoczo spełniłam żądanie męża, czując najpierw muśnięcie główki penisa, a potem jego samego wdzierającego się do środka. Zrobił to tak gwałtownie, że nie byłam w stanie opanować głośnego jęku. Tomek nie bawił się już w subtelności. Obiema dłońmi złapał mnie mocno za biodra i rozpoczął ostrą jazdę. Żadne z nas nie było cicho. Czułam tylko jego brutalne uderzenia, wbijające się w biodra palce i chrapliwe jęki za każdym razem gdy uderzał tak, jakby chciał mnie przebić. Emocje, głębiej i mocniej odczuwany dotyk, rozkosz i podniecenie na granicy bólu – to wszystko doprowadziło mnie szybko na szczyt.
Zaczęłam drżeć i nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Tomek wbijał się we mnie nadal, nie zważając na mój krzyk i zbliżający się kolejny orgazm.

Kiedy przetaczała się przez mnie druga fala, błyskawicznie wyszedł ze mnie, położył mnie na plecach na podłodze i klęknął między szeroko rozłożonymi nogami. Patrząc na wyeksponowaną i jeszcze pulsującą w falach orgazmu pochwę, sam kilkoma ruchami ręki doprowadził się na szczyt i zalał moją szparkę swoją spermą. Wymęczona, ale zadowolona spojrzałam na męża nadal klęczącego pomiędzy moimi udami i na biały płyn okrywający łono.
I spodziewałam się wszystkiego tylko nie Tomka mówiącego.
- Kurwa, wiedziałem że o czymś miałem pamiętać. Długo na nas patrzysz?
Oczy mi się rozszerzyły, kiedy w drzwiach do łazienki ujrzałam Mareczka. Miał doskonały widok na mnie i Tomka, a w tej chwili z widocznym głodem w oczach wpatrywał się w moją szparkę. Oparty o futrynę, wyglądał tak jakby miał ochotę wykopać Tomka i zająć jego miejsce.
Przerażona szybko zerwałam się na nogi i rzuciłam w kierunku ręczników, żeby jak najszybciej się okryć. Niestety panika w połączeniu z wodą na kafelkach nie jest dobrym rozwiązaniem.
Poleciałam do tyłu i ostatnie co zdążyłam pomyśleć to:
- Żeby tylko w nic nie walnąć.
Po czym uderzyłam głowa w podłogę z taką siłą, że straciłam przytomność.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Kura bojowa – część V
Kura bojowa – część III

Polubienia 9
Wyświetlenia 3383

Podobne wpisy: