Kura bojowa V

 

Pierwsze co zaczęło do mnie docierać to głosy. Różne. Na pewno męskie i chyba kobieta.
Kompletnie nie rozumiałam co mówią, ale były różne , od spokojnych po bardzo gwałtowne.
Zadziwiające było to, że to kobiecy głos był spokojny i wyważony a mężczyzna był na granicy wybuchu. Potem zaczęłam rozróżniać słowa, ale nadal mi to nic nie dało.
- Zróbcie coś do cholery, przecież ona jest nieprzytomna!

- Niech się Pan uspokoi. – cichy kobiecy głos był kompletnym przeciwieństwem tego furiata.
- Zaraz będą sanitariusze z noszami. Żona oddycha stabilnie, ale nie wiemy dlaczego tak długo nie odzyskuje przytomności. Zabieramy ją, ale dla jej bezpieczeństwa musimy przetransportować ją na noszach. Sanitariusze za chwileczkę będą.
Potem poczułam jak ktoś kładzie rękę na mojej dłoni i jednocześnie poczułam dotyk na policzku. Było to na tyle niezwykłe, że postanowiłam otworzyć oczy. I tak jak otworzyłam oczy, tak z moich ust wydobyły się słowa.
- Ty stary zboczeńcu! Won z tymi łapami! Ratunku!
Facet, który mnie dotykał oniemiał. Rąk nie zabrał, próbował mnie uspokoić, ale nie na wiele mu się to zdało.
Wykonałam gwałtowny ruch ręką i przywaliłam mu w szczękę. Chciałam wstać, ale kiedy zaczął się ze mnie zsuwać koc odkryłam, że pod spodem jestem naga.
Pchnęłam go tak mocno w klatkę piersiową, że się zatoczył do tyłu, zgrabnym ruchem złapałam koc i odskoczyłam w róg pokoju.
- Kochanie. – Tego było za dużo.
- Jakie kochanie??!!!! Ty pedofilu zjechany! Jak mój ojciec Ciebie dorwie to wyciągnie ci jaja przez gardło!!! Coś Ty mi zrobił?!!!!
Byłam w stanie najwyższej furii i tylko brak odzienia, a co za tym idzie konieczność podtrzymywania ciągle zsuwającego koca nie pozwoliła mi na przywalenie mu jeszcze raz.
Facet stał nadal w tym samym miejscu, jakby go zamurowało. Ponieważ nie stanowił teoretycznie zagrożenia mogłam się spokojniej rozejrzeć po pokoju. Były tam jeszcze dwie osoby.

Kobieta w białym kitlu wyglądająca jak lekarka i … o w mordę .. coś jakby Mareczek. Gdybym nie widziała wcześniej jego ojca, to byłabym przekonana, że to naprawdę jego tata.
- Gdzie ja do cholery jestem, kim wy jesteście?! – To że byłam naga (no, prawie naga) nie wpłynęło na złagodzenie mojego charakteru.
Kobieta wpatrywała się we mnie przez dłuższa chwilę i w końcu się odezwała.
- Kochanie, ile masz lat?
Spojrzałam na nią podejrzliwie. O co tej babie chodziło? Wzruszyłam ramionami bo co mi szkodziło powiedzieć.
- 15, no 16 w listopadzie.

Podniosły mi się brwi na widok reakcji jaką wywołały moje słowa. Obaj faceci zbledli, a ten niższy, który mnie wcześniej dotykał z przerażeniem w oczach, zaczął się powoli do mnie zbliżać.
- Kochanie, na litość boską. Przypomnij sobie. To ja, Tomek, Twój mąż.

Po ‘kochanie’ przestałam go już słuchać. Chwyciłam mocniej jedną ręką ten cholerny koc i kiedy podszedł na tyle blisko, że nie musiałam zbytnio się wyginać, przywaliłam mu w szczękę po raz drugi.
Wykonywałam już kolejny zamach by dobić gada, gdy nagle rozległ się krzyk.
- Do jasnej cholerny, Basten!

Zamarłam. Tak wołał na mnie Mareczek. Moje nazwisko było cholernie podobne do van Basten’a. A ponieważ zachowywałam się jak kumpel, latałam z nim jak kumpel i grałam w nogę to i nadał mi przydomek odpowiedni dla kumpla.

Znieruchomiałam z ręką tuż przy szczęce tego przykurcza który walił do mnie per ‘kochanie’, a następnie powoli z niedowierzaniem odwróciłam się w stronę drugiego faceta.
Wysoki, barczysty, stary. No dobra może miał około 40-tki, ale dla mnie nastolatki to już był relikt. Przystojny. Teoretycznie wyglądał jak Mareczek. Ale to nie mógł być Mareczek. Do diabła! To był stary facet. Jakim cudem??

Marek jakby czytał w myślach.
- Basten, zerknij w lustro. – Za cholerę nie widziałam żadnego lustra, ale zauważyłam przeszkloną witrynę w której widać było odbicie. Podeszłam powoli do szklanej tafli i dotarło do mnie, że ja nie wyglądam jak ja. Jakby ktoś mnie przerobił i dodał mi kilkanaście lat.

I tak jak patrzyłam na swoje odbicie, tak w tej samej sekundzie zemdlałam i walnęłam głową o podłogę po raz drugi.
Nienawidzę szpitali. Po prostu skręca mnie, gdy czuję charakterystyczny zapaszek leków. I obudził mnie właśnie ten smród.
Powoli otworzyłam oczy i zdało się to na tyle, że tylko potwierdziły się moje przypuszczenia. Teoretycznie byłam w szpitalnym pokoju. Sama.
Byłam mocno otumaniona i z taką migreną, że nie za bardzo miałam ochotę zastanawiać się co ja tu robię. Ale rozmowy, która rozlegała się zza uchylonych na korytarz drzwi nie byłam w stanie zignorować.
- Marek, nie wiem co robić. Lekarze powiedzieli, że uderzenie w głowę przyczyniło się do takiej amnezji. Przecież nie powiem im, że obejrzałeś sobie nas i Anka się tego przestraszyła. Ani o akcji z matką. Anki rodzice wyjechali na wycieczkę do Francji. Mam do nich dzwonić, że ich córka ma znowu 16 lat?

Drugi głos też znałam.
- Tomek, rany. Może poczekajmy na lekarzy… – Niestety nie dane mi było usłyszeć nic więcej, bo się oddalili.

Zostałam sama. No niekoniecznie sama. Zostałam ze swoimi myślami.
Nie dało się ukryć faktu, że jestem stara. I stało się coś takiego, że wymazałam z pamięci ładnych kilka lat życia. Marka znałam od kilku lat. Cholera, w sumie więcej niż od kilku. Ale go przynajmniej pamiętam. Ale ten przykurcz mnie irytował. Jakim cudem mogłam wyjść za takiego gogusia? Co się dzieje??
Po kilkunastu minutach myślałam, że oprócz utraty pamięci dostanę jeszcze obłędu.
Wiedziałam tylko jedno. Chcę do domu, chcę się schować i niech ktoś mnie obroni!

Dokładnie w chwili kiedy byłam bliska rozpłakania się do pokoju wszedł lekarz, Mareczek oraz ten patafian. Spojrzałam na nich i wskazałam palcem na towarzysza dziecięcych zabaw..
- Ja chcę do domu. Z Markiem.
I wskazałam palcem na pobladłego nagle ‘niby mojego męża’.

- Ja nie chcę iść z nim. – I w tym momencie rozbeczałam się tak mocno, że dostałam czkawki.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Kura bojowa – część VI
Kura bojowa – część IV

 

Polubienia 8
Wyświetlenia 3352

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Zastrzelilaś mnie! Uśmiałam się jak norka :)

  • Anonymous

    Hahahahhahahaha :D Uwielbiam twoje zwroty akcji :D A tak btw mozna liczyć na Diabełka trochę wcześniej? :)

    • jej … ja nie dam rady … dopiero dojechałam do hotelu. Musze chwilę ochłonąć, przezwyciężyć ból głowy i dokończyć ‚Paradoks’.
      Bardzo bym chciała. Wiem, że pewnie czekacie na piekielnego, ale doba ma 24 godziny. Pomijając to, że naprawdę wolałabym wrzucić większy kawałek, a nie tych kilka marnych linijek.

    • Tabletki na ból głowy, pół godzinna drzemka i obudziłam się dzisiaj rano. W wolnej chwili postaram się wrzucić Paradoks.
      Zadziałała siła wyższa, za co przepraszam :(

  • Pingback: Kura bojowa IV | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Kura bojowa VI | Skrywane pragnienia()