Paradoks II

 

Nieznajomy nie był uderzająco podobny do Josha Calvadosa. To był Josh Calvados. Znany z wielu ról filmowych i telewizyjnych, ale mający też na swoim koncie kilka epizodów teatralnych. Przynajmniej takie oblicze znał świat.
Ten sam Josh Calvados od kilkunastu lat był również jednym z szefów niesamowicie zorganizowanej grupy, zajmującej się zdobywaniem i sprzedażą dzieł sztuki, zdobytych niezbyt legalnymi sposobami.
Spektakularne kradzieże lub niewykryte do dziś podmiany nie były tylko sposobem zarabiania pieniędzy,  były jego sposobem na życie.
Wszystkie role aktorskie i oficjalne życie jakie prowadził, stanowiły doskonałą przykrywkę do prowadzenia właściwej działalności.
Uwielbiał to, te emocje, wyzwania i wysiłek związany z pozyskiwaniem kolejnych eksponatów. Jego drugie oblicze znało tylko kilka zaufanych osób.
Od czasu do czasu wywoływał zamieszanie, na kilka tygodni znikał ze sceny i wtedy też bardziej angażował się w swoje drugie życie.

Tym razem wywołał skandal związany z odwołaniem ślubu. Kolejnego!
Głupia idiotka!. Utrzymywał jak długo mógł pozory związku i narzeczeństwa. Nie dało się jednak ukryć, że Georginia była beznadziejnie tępą, nadmuchaną silikonem lalą, przy której się nudził. Niesamowicie się nudził.
Jedyną dobrą rzeczą jaka miał dzięki niej było alibi – ale był to w stanie tolerować do czasu.
W końcu gdy cały ten cyrk ze ślubem zabrnął za daleko powiedział basta. Zostawił wszystko w cholerę, oznajmiając tylko przez swojego agenta, ze ślub jest odwołany i zapadł się pod ziemię.
Oczywiście zanim zniknął, pozwolił żeby wcześniej zrobiono mu z ukrycia kilka zdjęć, kiedy to niechlujny i zarośnięty, wlecze się w brudnych ubraniach do domu z siatkami pełnymi butelek alkoholu.
Tym sposobem w gazetach i na portalach plotkarskich ukazała się kolejna seria informacji o zapijającym problem aktorze.

Tym razem musiał odwiedzić swojego wspólnika w jednej z ich kryjówek w Irlandii. Uśmiechnął się na samą myśl. Stary zamek w hrabstwie Galway, położony na ponad 1000 hektarowym terenie był schronieniem doskonałym. Olbrzymi obszar zapewniał prywatność, a udoskonalenia które wprowadzili na przestrzeni ostatnich lat ułatwiły im prowadzenie intratnej działalności.

Doskonała baza wypadowa była stałym schronieniem dla jego wspólnika, gdy on tymczasem korzystał z niej tylko w skrajnych przypadkach lub nietypowych sytuacjach.
Teraz było i jedno i drugie.
Odwołany ślub plus nietypowe zamówienie wymagające więcej planowania i przygotowań niż dotychczas.

Udało mu się wyrwać prywatnym samolotem na jedno z zaufanych, lokalnych lotnisk w hrabstwie Cork. Powinien polecieć na inne lotnisko w hrabstwie Galway, ale potrzebował chwili spokoju i wyciszenia.
Stwierdził, że kilka godzin jazdy jest tym czego potrzebuje. Cisza, samotność i wystarczająco czasu by móc zastanowić się nad sposobem pozyskania kolejnego obiektu. Poinformował tylko swojego wspólnika, Maxa O’Donnella że jest w drodze do niego. Następnie skorzystał z jednego z samochodów przygotowanych właśnie na takie nieprzewidziane sytuacje i po chwili czarna toyota landcruiser mknęła na północ.
Jadąc myślał o szykującej się pracy, w międzyczasie doszła śnieżyca oraz zmęczenie i znużenie wywołane ostatnimi wydarzeniami. I po kilku godzinnej jeździe, gdy rozejrzał się dookoła stwierdził, że cos jest nie tak.
Nawigacja przestała działać, nie miał zasięgu w telefonie, śnieg zamienił wszystko w zimne pustkowie i nigdzie nie widział żadnych drogowskazów czy zabudowań.
Zerknął na zegarek i zmarszczył brwi. Powinien być już od dawna w innym miejscu, a on wjeżdżał w coraz to większe bezdroża.

Nagle wydało mu się, ze coś wtargnęło tuż przed samochód. Na wydawaniu się skończyło. Gorzej, ze przy jego zmęczeniu źle zareagował i w efekcie zarył samochodem w zaspę.
Nie było szans na wykopanie, ściemniało się coraz szybciej i uświadomił sobie, że nie ma szans na przetrwanie nocy w samochodzie przy tej śnieżycy i coraz niższej temperaturze.
Kiedy wyszedł z toyoty i uważnie się rozejrzał w oddali zobaczył coś co wyglądało jak drogowskaz. Co prawda mocno zaśnieżony, ale jednak.

Wiedział, że nie ma na co czekać, więc ukrył broń w skrytce w samochodzie, zapakował kilka rzeczy do torby, założył na siebie kilka dodatkowych ubrań by ochronić się przed zimnem i ruszył w stronę tablicy.
Po chwili zobaczył napis ‚Smithscastle – 500 metres’. Była szansa, że znajdzie tam schronienie.
Silny wiatr i coraz gorsza śnieżyca nie ułatwiły mu sprawy. Parł pochylony na przód, nie będąc wcale pewnym, że idzie we właściwą stronę i właściwą drogą. Kiedy już myślał, że jednak znowu zabłądził, zobaczył światło. A raczej tańczące w kilku punktach płomienie.
Był tak wykończony, że dopiero po chwili dotarło do niego, że nie umiera, tylko widzi blask zapalonych świec obijający się w nielicznych szybach czegoś przed nim.
To musiało być to! Ostatkiem sił dotarł do drzwi, zaczął w nie walić. Trochę go zdziwiła cisza panująca w środku. To co się działo potem zapamiętał jak przebłyski.
Otwieranie bramy i kobiecy krzyk. Fala gorąca która go dopadła sprawiła, że zatoczył się jak pijany, wpadł do środka i upadł na podłogę.

Myślał, że ma omamy. Czuł się jak jednym ze swoich filmów, kiedy grał rolę średniowiecznego rycerza.
Mury, stare toporne meble, ogień na kominku, świece i anioł z niebieskimi oczami w białej, powłóczystej szacie.
Nie do końca niewinny, bo tylko długie brązowe włosy pozwalały na dodatkowe osłonięcie pełnych kobiecych kształtów, których szata nie była w stanie ukryć.

Zamknął oczy i się nie ruszał.
Nie miał siły.
Tymczasem anioł oszalał, starał się go rozebrać i coś do niego mówił.

Kompletnie jej nie słuchał bo skupił się jedynie na trzech rzeczach – cudownym zapachu, dotyku dłoni i barwie głosu.
Kobieta ściągnęła dziwną konstrukcje , która sam sobie założył na głowę. Może nie było to najładniejsze, ale pomogło mu do końca nie zamarznąć. Chociaż było mu coraz bardziej mokro i zimno.
Jej włosy co chwilę muskały jego twarz.
Otworzył oczy i spojrzał na nią. Nie była może piękna w zwykłym rozumieniu tego słowa, ale jej twarz przyciągała go jak magnes. W tej chwili widoczne były na niej skrajne emocje – od gniewu i zażenowania po troskę i zmartwienie.
Mówiła coś do siebie pod nosem, ale kompletnie jej nie słyszał.

Nagle spojrzała mu prosto w oczy i zamarła. Powoli dotknęła dłonią jego twarzy i odezwała się po angielsku. Tak zelektryzował go ten dotyk, że w pierwszej chwili nie mógł jej zrozumieć.
W myślach kilkakrotnie musiał sam siebie uspokoić.

Po chwili dotarło do niego, ze chce go przenieść w cieplejsze miejsce, ale że nie da rady sama i musi jej pomóc. Dobrze, był w stanie zdobyć się na odrobinę wysiłku.

Przy jej pomocy podniósł się na nogi, ale zarówno na skutek wyczerpania jak i coraz silniejszych dreszczy, prawie znowu upadł.
Podparła go, a on zupełnie odruchowo sam ją objął.

Jedna z jego dłoni spoczęła z przodu, tuż pod jej biustem. Poczuł miękkie kobiece ciało i zaczął jeszcze silniej dygotać, ale nie na skutek zimna. Wstrzymywał się ostatnimi resztkami woli, by nie unieść się dłoni trochę wyżej i nie objąć pełnej kobiecej piersi. Miała takie ciało jakie uwielbiał – pełne i cudownie miękkie. Nie cierpiał kościstych kobiet. Figura modelki sprawdzała się na zdjęciach, ale nie w łóżku.

Zaciągnęła go na piętro i weszli do komnaty. Powoli zaczynał myśleć, że jednak zwariował. Nigdzie nie paliło się normalne światło.

Wszędzie porozstawiane były zapalone świece, a wnętrze dodatkowo oświetlał ogień na kominku. Łoże z baldachimem spowodowało, że potoczył błędnym spojrzeniem jeszcze raz po komnacie, szukając jakiegokolwiek elementu potwierdzającego, że to jest XXI wiek.

Do równowagi przywrócił go jej jęk. Widział jej spłoszone, zdesperowane spojrzenie i głęboki wdech, który nabrała zanim zaczęła go rozbierać z mokrych ubrań.
To mu się nie mogło śnić. Dotyk jej rąk był tak realny.

Zaciekawiło go czy jednak zostawi coś na nim, chociaż był przemoczony całkowicie łącznie z bielizną?
Obserwował ja spod półprzymkniętych powiek. Wyglądała jak ucieleśnienie pokornej kochanki. Klęcząc rozpięła mu buty, spodnie, ściągnęła kurtkę, koszulę, a potem nie patrząc na niego zsunęła wszystko, włącznie z bielizną.

Natychmiast sięgnęła po olbrzymi, puszysty ręcznik i owinęła jego biodra.

Dopiero wtedy podniosła wzrok.
Jej spojrzenie przemykało po jego nogach, biodrach, brzuchu, torsie. Widział jak mimowolnie przełknęła ślinę i się zarumieniła. Czyli nie był jej tak zupełnie obojętny. Musiała bardziej niż trochę stracić kontrolę nad sobą, bo sama zaczęła drżeć.
Ubrania poleciały w kąt, a jego samego mocno pchnęła na łóżko. Z niemałym wysiłkiem pomogła mu położyć się w miarę wygodnie na materacu i okryła go. W czasie całej tej procedury mamrotała pod nosem.
Jej dywagacje na temat rozebrania go i sposobów na rozgrzanie o mało co nie spowodowały wybuchu śmiechu. Wolał jej nie zdradzać, że jest bardziej przytomny niż uważa.

Było mu cieplej, ale zmarzł wcześniej w takim stopniu, że wcale tego nie czuł. Mimowolnie jego zęby zaczęły szczękać.
Wybiegła zabierając jego ubrania, po chwili wróciła zdyszana z kubkiem w dłoni. Delikatnie przystawiła mu go do ust, wypił kilka łyków gorącego mleka żeby ją uspokoić, ale potem odsunął głowę.
Nienawidził gorącego mleka.

Jego ciałem nadal jednak wstrząsały dreszcze, a anioł (jak zdążył ją już nazwać) stał, patrząc na niego bezradnie i mówił do siebie.
Na jego szczęście po angielsku.

Klęła jak szewc i prowadziła ożywiony monolog. Nie poznała go. Nazywała ‚obcym’ i przeklęła chyba wszystko co mogło spowodować, że właśnie teraz się tu zjawił.
Zaczęła analizować co może go rozgrzać.
Prawie parsknął śmiechem, kiedy do głowy przyszła jej gorąca kąpiel. Nie chodziło o sam pomysł kąpieli, ale o sposoby jak ma go wciągnąć do wanny i z niej wyciągnąć.
W końcu doszła do wniosku, ze nie ma szansy na nic innego tylko ogrzanie ciepłem drugiego człowieka.

Anna, tak miała na imię. Tak do siebie mówiła, kiedy wyzywała siebie od kretynek gasząc po kolej wszystkie świece.
Na chwilę go zostawiła, ale równie szybko wróciła. Nie mógł jej dokładnie obejrzeć, nie chciał by się zorientowała że już jest przytomny.
Uśmiechnął się jednak do siebie i kiedy poczuł jak przytula się do niego, zupełnie odruchowo zerknął w jej stronę i napotkał jej badawcze spojrzenie.

Złapała go!
Już widział jak nabiera powietrza w płuca i zadziałał zupełnie odruchowo. Po prostu zamknął powieki. Jeszcze chwila napięcia, ale poczuł jak się rozluźnia.

Udało się. Pozostawał w bezruchu i się opłaciło.
Po chwili przysunęła się bliżej i przytuliła do niego. Ale jak!
Objęła go mocno ramionami, a cudowne półkule przycisnęła do jego zbolałego ciała. Wsunęła udo między jego nogi, a ciepła stopa oparta o łydkę stanowiła kolejne źródło dreszczy.
Ostatkiem sił opanował się, żeby nie jęknąć. Nie minęła minuta a sama zasnęła.

Musiała być zmęczona a on dołożył jej dodatkowych wrażeń. Obcy mężczyzna, w śnieżną noc, na takim pustkowiu.

Biedactwo.

Ciepło jej ciała było zbawienne. Kształtna, delikatna i miękka kobieta rozgrzała go błyskawicznie.
Było mu coraz bardziej gorąco, ewidentnie z jej powodu.

Delikatnie podniósł prawą dłoń i musnął jej skórę. W odpowiedzi jej ciało przebiegł dreszcz i momentalnie poczuł na skórze ucisk twardniejących sutków.
Delikatnie westchnęła i zaczęła szukać innej pozycji. Odwrócił się twarzą w jej kierunku i w efekcie oba ciała mocno się ze sobą splotły.
Leżąc na boku objął ją mocno ramionami. Tak mocno wcisnęła się pomiędzy jego nogi, że nie miał wyjścia i musiał również przygnieść ją swoim udem. Zadziwiające!
Jeszcze nigdy nie leżał tak blisko jakiejś kobiety, nie mając w bliskiej perspektywie wejścia w nią.

Uśmiech który pojawił się na jego wargach wcale nie był przyjemny.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część I
Paradoks – część III

Polubienia 9
Wyświetlenia 3984

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Super kawalek:-)

    • Dzięki. Zobaczymy jak spodoba się Wam dalsza część.

  • Anonymous

    Fajne,proszę dalej;)Eternity

  • Anonymous

    Świetne opowiadanie bardzo dobrze się czyta i w ogóle wciąga :D Ale i tak moim faworytem jest Diabełek na którego z niecierpliwością czekam!<3

  • Anonymous

    Anna z tego opowiadania i ta z Diabła to jedna i ta sama bohaterka ?

  • Basia S

    Wróciłam do tej serii i właśnie zauważyłam coś, czego wcześniej nie wyłapałam. W pierwszej części kobieta ma długie, blond włosy, a w tej już blond. :D

    • Anna

      w tej brąz – tez to zauważyłam ale nie czepiajmy się szczegółów;)
      Anno przeczytałam wszystko co masz na blogu i z utęsknieniem czekam aż do nas powrócisz, pomyslności i rozwiązania wszystkich problemów życzę, och i weny oczywiście:)
      pozdrawiam
      również Anna (tym przyjemniej się czyta)

  • Pingback: Paradoks I | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Paradoks III | Skrywane pragnienia()