Diabeł XIX

 

Musiałam spać dłużej niż trochę, bo kiedy Diabeł mnie obudził dzień zdecydowanie zmierzał ku końcowi. Do świata wróciłam z nerwowym drgnięciem. W jednej chwili wróciło do mnie to co się działo wcześniej. Sytuacji bynajmniej nie polepszył sam Diabeł, który pochylony nade mną intensywnie wpatrywał się moje oczy.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć czy zareagować, odezwał się. W ten cholernie spokojny i beznamiętny sposób.
- Zbieramy się. Zaraz będą tu Ramon z Angelą. – Po czym na jego ustach zagościł znowu ten grymas.Kontynuował, bo wcześniejsze słowa nie wywołały żadnej reakcji.
- Chyba, że zmierzasz się przebierać przy nich.
Teraz to nie było drgnięcie. Wypaliłam spod niego w tempie ekspresowym, kompletnie nie przejmując się, że ma ponownie okazję by mi się przyjrzeć. I tak sobie obejrzał wcześniej wszystkie wałeczki, a ja bardziej obawiałam się lustracji przez Ramona. Niby ten człowiek nic nie zrobił, otwarcie mnie nie adorował (rany, co za staroświeckie słowo), ale jakoś przy nim wszystko co miałam w sobie krzyczało żebym zwiewała.
Kiedy walczyłam z kolejnymi rzeczami ten potwór po prostu wstał i się odwrócił. Dla mnie oczywiste było, że nie ma ochoty patrzeć na takiego pączka szamoczącego się z kolejnymi szmatkami. Zupełnie nie przyszło mi do głowy, że on powoli zaczyna tracić panowanie nad sobą i ma coraz większą ochotę na powtórzenie sytuacji sprzed kilku godzin.

Powrót z plaży wyglądał dziwnie. Nawet bardzo dziwnie.

Angela znowu wepchnęła się do przodu i chcąc nie chcąc siedziałam z Ramonem z tyłu.  Nadal lusterko wsteczne było tak ustawione, żeby Raoul mógł kontrolować sytuację.
Tylko, że jego wspólnik odpuścił. Uśmiechał się miło, ale nie zwracał na mnie większej uwagi. Rozmawiał z Angelą i Raoulem, spoglądał za okno, ale nie próbował mnie dotykać czy przypatrywać mi się dłużej.

Diabeł tym razem prowadził spokojniej więc i droga powrotna trwała dłużej. Tylko, że styl jazdy nie przekładał się na szamoczące się w  nim myśli i emocje.
Najzwyczajniej w świecie był wściekły. Najbardziej na siebie, ale przyczyną jego nastroju byłam ja.
Decyzja o zabraniu mnie z samolotu była impulsem. W planach przewidział likwidację wszystkich pasażerów i załogi. W końcu i tak chodziło tylko o jeden z ładunków. Bardzo cenny dla niego.
Jego plany zaczęły ulegać zmianie, gdy mnie zobaczył. Zupełnie nie pasowałam do tego otoczenia, byłam zbyt naturalna jak na damulkę z pierwszej klasy i kompletnie go zaskoczyłam swoją reakcją na jego zachowanie. Spodziewał się wszystkiego tylko nie takiej miny i wystawionego języka.
A potem to już była równia pochyła.
Złapanie mnie w czasie przebierania w samolocie podniosło mu ciśnienie. Gdyby nie to, że czekało ich przejęcie ładunku to bez pardonu wcisnąłby się do kabiny i pokazał mi czym grozi takie lekceważące zachowanie. Na kolanach błagałabym go o przebaczenie. Przy ‘na kolanach” prawie nie zjechał z drogi bo w tym samym momencie wyobraził sobie mnie, na klęczkach z jego członkiem w ustach.
Ostateczna decyzja, że nie zginę zapadła w momencie gdy postawiłam się jemu człowiekowi.
Przerażona, ale na tyle dumna, że nie pozwoliłam się szantażować. To mu się spodobało i to nawet bardzo.
Od tego, że nie kochał się ze mną od razu po przybyciu do rezydencji uratowały mnie paradoksalnie środki nasenne którymi mnie nafaszerowali. Nie chciał kłody w łóżku.
Wziął prysznic i kiedy wyszedł na taras by odetchnąć przed czekającą go nocą, zobaczył mnie. Stojącą w jego koszuli, z szeroko rozpostartymi ramionami i chłonącą całą sobą zapach morza. Włosy pieszczone przez wiatr i ta radość na twarzy zafascynowały go jeszcze bardziej. Spodziewał się, że nie zareaguję zbyt entuzjastycznie na jego widok, ale przerażenie i rezerwa jaką odczytał w moich oczach jego samego zatrzymały w miejscu. Nie poznawał siebie, ale chciał bym miała taką samą rozkosz i zachwyt w oczach gdy będę go miała w sobie. I po raz pierwszy od kiedy pamiętał powstrzymał się i nie sięgnął po to, na co miał taką ochotę. Widział, że zauważyłam jego podniecenie i moje zawstydzenie spowodowało, że pragnął mnie jeszcze bardziej.

W czasie jazdy jego myśli przeskakiwały do kolejnych wydarzeń. Jego nieobecność, wizyta Ramona, kretyńska w skutkach decyzja chronienia mnie z jednoczesną deklaracją nietykalności.
Coraz mocniej zastanawiał się po jaką cholerę po pierwsze to obiecał, a po drugie dlaczego jeszcze dotrzymuje danego słowa. Tym bardziej, że tyle razy był tak blisko.
Blokowane pożądanie sprawiało, że był coraz bardziej agresywny i bezlitosny. Odezwało się w nim coś w rodzaju poczucia winy, gdy pomyślał o laniu jakie mi sprawił. Zupełnie odruchowo zerknął w lusterko i tylko zacisnął zęby. Trafił na jedyny chyba moment w czasie jazdy, kiedy z Ramonem spojrzeliśmy na siebie i się do siebie uśmiechnęliśmy. To, że ja zrobiłam to zupełnie odruchowo, a Ramon miał w tym ukryty cel, kompletnie zostało przez Diabła zignorowane. Wściekł się. Najzwyczajniej w świecie się wściekł i stwierdził, że nie da się już wodzić głupiej babie za nos.

Podróż powrotna zajęłam nam trochę więcej czasu, ale kiedy dojechaliśmy na miejsce znowu zostałam zaskoczona. Raoul jak gdyby nigdy nic wysiadł z samochodu, ale to Angeli otworzył drzwi, pomógł jej wysiąść i ruszył z nią w stronę domu.
I tak uszło ze mnie powietrze. Przez sekundę nie wiedziałam jak mam się zachować, ale nagle spłynęło na mnie natchnienie. Wyszłam z samochodu i obejrzałam się z uśmiechem za siebie. Ramon też już wydostał się z auta.
- Idziesz? Biedna Angela. Trzeba się nią zająć po zaraz będzie toczyła ogień.

Ramon oniemiał. Widocznie spodziewał się, że się obrażę, będę może zażenowana, ale absolutnie nie oczekiwał, że takie zachowanie Raoula będzie dla mnie czymś normalnym. Po prostu mój mężczyzna zajął się gościem.
Na moje nieszczęście był on bardziej spostrzegawczy niż mi się wydawało. I zauważył również spojrzenie Diabła, które przed chwilą rzucił w naszym kierunku.
Uśmiechnął się do mnie w myślach dziękując za przewrotną naturę. Widocznie z jakichś powodów Raoul się rozzłościł i chciał mi dać nauczkę zajmując się z taką troską Angelą. Był przekonany, że ja zareaguję jakoś gwałtowniej, a tymczasem kompletnie go zignorowałam i nie wykazałam się ani odrobiną zazdrości czy zaborczości.

Tym razem szeroki uśmiech rozjaśnił jego twarz.
- Chodź moja droga. – po czym podał mi ramię.
Skorzystałam z zaproszenia i również skierowaliśmy się w stronę domu. Co prawda coś mi błysnęło w głowie, ale natychmiast stłumiłam wszelkie obawy. Co mi mógł zrobić? W biały dzień ( no … powiedzmy, już zmierzchało), przy ludziach?
Idąc już w stronę domu zaczęłam się zastanawiać co dalej? Wolałabym się przebrać tym bardziej, że jednak miałam cały czas na sobie ten cholerny kostium kąpielowy. Ramon niby mnie mocno nie trzymał i nie przytulał, ale i tak niczym nie skrępowany biust muskał co chwilę jego ciało.

Służba okazała się błogosławieństwem. Kiedy wchodziliśmy do rezydencji przywitała nas Tara, prosząc o wydanie dodatkowych dyspozycji do kolacji. Nie zdradziłam się na szczęście, że kompletnie nie mam pojęcia o czym ona do mnie mówi, tylko z uśmiechem podziękowałam Ramonowi za eskortę i przeprosiłam go, tłumacząc opuszczenie go domowymi obowiązkami.
Nie wiedząc czy ktoś nas nie słucha przezornie nie pytałam się Tary o co jej chodziło, tylko podążyłam za nią do kuchni. A potem już mogłam tylko słuchać, kiedy po zamknięciu drzwi Tara zaczęła mi szeptać do ucha.
- Seniorita. To jest zły człowiek. Zły do szpiku kości. Niech Seniorita nie da się oszukać, to jest wąż.
Po czym wypchnęła mnie w stronę sypialni. Trochę zamroczona skierowałam się  na galeryjkę, gdy nagle coś mi zamajaczyło na tarasie.

Spojrzałam uważniej i myślałam, że mnie szlag trafi. Chyba tylko dlatego, że mnie zatkał wcześniejszy monolog Tary, nie zareagowałam w żaden sposób. Przez szybę widziałam Diabła i Angelę, stojących razem, bardzo blisko siebie i całujących się namiętnie.
Na szczęście moje ciało pomyślało za mnie. Błyskawicznie dostałam się do wspólnej sypialni i zamknęłam za sobą drzwi. Zerknęłam w stronę tarasu – wszystko było zamknięte. Czyli nie wyszli na zewnątrz przez naszą sypialnię.

Szybko przeszłam do łazienki, rozebrałam się, w ostatniej chwili dopadłam do muszli i z nerwów zwymiotowałam.
Po chwili gdy już miałam same torsje, ale nic w żołądku czym mogłabym wymiotować, weszłam pod prysznic.
I na tyle starczyło mi sił. Osunęłam się na podłogę i zaczęłam dygotać. Wcześniej byłam pewna Diabła. No dobrze, też się go bałam, ale byłam przekonana, że jest mną w jakimś stopniu zafascynowany a nawet mnie lubi. To co zobaczyłam uświadomiło mi, że jestem nikim. Może ma ochotę się zabawić, albo miał przypływ dobrego humoru, ale w każdej chwili może zmienić zdanie. Kim byłam dla niego? Chwilowym kaprysem? Pewnie tak.
Ale nagle przypomniał mi się ten cały cyrk i upokorzenie, które musiałam przejść. I moją fascynację tym piekielnikiem.
I w tym momencie wyszedł ze mnie mój osobisty diabeł. Charakter zawsze miałam lekko wrednawy. Przysłużył mi się i teraz. Podniosłam się z klęczek, wyszłam spod prysznica i stojąc przed lustrem powiedziałam do swojego odbicia.

- Pokaż im. Pokaż jemu! Diabeł może i jest z piekła rodem, ale niech na Twój widok zawyje jak pies. Obudziłaś się już z wyraźnym dowodem na tyłku, że możesz mu zawrócić w głowie.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XVIII
Diabeł – część XX

Polubienia 9
Wyświetlenia 4838

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Boski prezent na dzień dziecka:)jesteś cudowna:).. Świetny rozdział i szczerze takiego obrotu spraw sie nie spodziewałam,genialnie! Eternity

    • Dziękuję :) Aczkolwiek to było zaplanowane na 31 maja, tylko jak zwykle spokój zyskałam po północy …. ehh życie.
      A kawałek przewidziany na 1 czerwca dopiero wejdzie :). Tak więc można powiedzieć, że widzicie już pięknie zapakowane pudełko, trzeba tylko dostać się do środka :D

  • Anonymous

    Nie dość ze rozpalasz wyobraźnię do czerwoności, to jeszcze ciekawość:D jedno muszę stwierdzić, ze cieszę sie, ze trafiłam na twojego bloga. Teraz jak jeżdżę do pracy o 5 rano to poranki nie są takie chłodne, gdyż siedzę na peronie z ogromnymi wypiekami na twarzy;) dziękuję za umilenie dnia z samego rana:) Eternity

  • Pingback: Diabeł XVIII | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Diabeł XX | Skrywane pragnienia()