Diabeł XXI

 

To służący zjawił się by poinformować, że wszystko jest przygotowane. O żesz, a ja naiwna myślałam, że na żartach się skończy. Okazało się, że nie. Wino osłabiło moją samokontrolę i widocznie niepewność malująca się na mojej twarzy była bardziej widoczna niż bym chciała, bo Angela z triumfującym uśmiechem powiedziała.
- Czyżbyś się bała?
Owszem. Bałam się. Cholernie dawno nie trzymałam broni w ręku. I byłam ewidentnie wstawiona. To chyba też nie było dobre. Westchnęłam, bo niestety nadszedł ten moment, w którym trzeba wziąć byka za rogi.
- Owszem, broń jest niebezpieczna. Ale chodźmy. Jestem ciekawa co Raoul przygotował.

Och ta jej mina. Miała widocznie nadzieję, że stchórzę. Cóż sama miałam na to ochotę, ale nie mogłam się teraz wycofać nie tracąc twarzy.

Niestety Diabeł wstawszy do stołu, znowu podszedł do Angeli. Chcąc nie chcąc musiałam znowu przyjąć ramię jego wspólnika. Zbytnio zamarudziłam i okazało się, że zostałam z Ramonem daleko w tyle. W sumie nie wyszliśmy jeszcze z jadalni, a Ramon z Angelą już mi zniknęli z pola widzenia.

- Poczekaj chwilę, proszę. – Te słowa wypowiedziane prawie szeptem przez Ramona skutecznie mnie zatrzymały. Spojrzałam na niego, zaskoczona tym bardziej, że nie ograniczył się tylko do słów, ale dodatkowo złapał mnie za ramiona blokując w miejscu.
- Ramon, coś się stało? – Wytrzeźwiałam błyskawicznie, rozumiejąc doskonale co Tara miała na myśli. Facet przystojny i miły (przynajmniej teraz), ale wszystko we mnie krzyczało żeby się od niego odsunąć. Niby nic się nie kryło za jego gestem, ale trzymał mnie na tyle mocno, że nie mogłam się ruszyć.
- Chciałbym z Tobą porozmawiać. – Patrzyłam na niego przez chwilę w milczeniu. Miałam kompletną pustkę w głowie. Co chciałam już coś powiedzieć, natychmiast dochodziłam do wniosku, że to nie jest dobry pomysł. W efekcie nie mówiłam nic. A on widocznie uznał to za przyzwolenie do kontynuowania rozmowy, bo mówił dalej.
- Dlaczego jesteś z Raoulem?

Bezwiednie otworzyłam usta. Spodziewałam się wszystkiego tylko nie takiego pytania. Zmarszczyłam brwi i po chwili zamknęłam buzię. Co ja mam mu do jasnej cholery odpowiedzieć?
Tym razem moje wahanie było widoczne. Okazało się, że moje dylematy również odczytał jako zachętę do kontynuowania tematu.
Pchnął mnie delikatnie w stronę krzesła. Byłam tak zaskoczona, że nie stawiałam oporu. Kiedy usiadłam, przykucnął przy mnie, trzymając dłonie na moich kolanach.

Patrząc mi prosto w oczy z wyraźną troską mówił dalej.
- Annie, ten człowiek jest niebezpieczny. Myślisz, że nie wiem dlaczego nie odpowiadasz? Boisz się go prawda? Ja wiem, że Ciebie porwał. Wiem skąd Ciebie porwał. Czy zdajesz sobie sprawę, że jesteś jedyną osobą która to przeżyła. Zamordował wszystkich a Ciebie tu ściągnął bo miał taki kaprys. To nie jest mężczyzna, który jest wierny jednej kobiecie. To nie jest mężczyzna, który jest dłużej z jedną kobietą. Czy wiesz, że dzisiaj już obściskiwał się z Angelą? Po tych gorących chwilach z Tobą? On Ciebie skrzywdzi. Jeśli już tego nie zrobił to zaraz to uczyni. Zabija bez skrupułów. Czy zdajesz sobie sprawę z tego kim my jesteśmy i co robimy? Czy rozumiesz, że też zabijamy ludzi? Czy rozumiesz czym się zajmujemy? Myślisz, że zwykłych bogaczy stać na takie życie?

Ramon mówił do mnie przyciszonym głosem, ale każde jego słowo wbijało się w moją głowę jak kolejny klin.
Miałam nieprzytomne spojrzenie. Słyszałam każde jego słowo, ale jednocześnie w mojej głowie tłukły się non stop dwie myśli. Diabeł się Tobą bawi. On się Tobą znudził.

To właśnie te dwie myśli sprawiły, że moja twarz znieruchomiała. Kompletnie nie zwróciłam uwagi na to, że Ramon schwycił moje dłonie w swoje ręce i ściskał je coraz mocniej.

Widząc jaki skutek odnoszą jego słowa kontynuował.
- Ja też jestem taki sam, nie jestem dobrym człowiekiem. Ale Ciebie nie skrzywdzę. Będę Ciebie chronił. Oszalałem kiedy zobaczyłem ciebie kilka dni temu na koniu. Zawładnęłaś mną. Ochronię Ciebie. Słyszysz. Powiedz tylko jedno słowo, a zabiorę Ciebie stąd. Będziesz bezpieczna.

Spojrzałam na niego zaskoczona, bo to było już déjà vu. Te same słowa, wypowiedziane tylko przez innego mężczyznę.

Nagle dotarło do mnie, że Ramon już nie tylko klęczy przede mną, ale również zawładnął moimi dłońmi. Gorzej, oparł się o moje kolana, a przez ten cholerny dekolt w bluzce miał doskonały widok na zarys mojego biustu. Był za blisko!

I nagle usłyszałam w głowie ten głosik, który od czasu do czasu ratował mi skórę.
Nie znałam Ramona, ale wiedziałam na co stać rozdrażnionego Diabła.
- Nie, proszę odsuń się. Ramon, nie wolno Tobie mnie tak dotykać i tak do mnie mówić. Ja dokonałam już wyboru. Odsuń się! – te ostatnie słowa wypowiedziałam już głośno.

Na tyle głośno, ze istniała obawa, że ktoś ze służby nas usłyszał i zaraz się zjawi, by mi pomóc.
Ramon nie był idiotą. Miał na mnie ochotę, ale nie chciał jawnie zadzierać z Raoulem.
Złapanie go w takiej sytuacji, gdy partnerka Diabła jest temu przeciwna nie byłoby dla niego zbyt korzystne. Wstał gwałtownie i podszedł do okna. Patrząc na ogród powiedział.
- Wybacz. Wiem, że to szaleństwo. Przepraszam. Straciłem głowę

Odwrócił się gwałtownie w moją stronę i mówił dalej.
- Czy zrozumiesz, że chciałem dla Ciebie jak najlepiej? Nie osądzaj mnie źle. Chcę żebyś była szczęśliwa.

Oniemiała patrzyłam na niego. Gdyby nie to, że byłam pewna, że nie śnię, dałabym się pociąć że mam koszmar. Albo biorę udział w przedstawieniu. Przecież to się nadawało na telenowelę.

- Ramon, ja przecież w żaden sposób Ciebie nie zachęcałam. – delikatnie starałam się wyjaśnić sytuację. To był jakiś absurd. – Nie możesz o mnie myśleć w ten sposób. Jestem z innym.

Tym sposobem farsa wymyślona przez Diabła sprawdzała się w najgorszy możliwy sposób.
Ramon z powrotem odwrócił się w stronę ogrodu i nic nie odpowiedział. Teraz ja miałam czas, żeby pomyśleć. Jego słowa brzmiały szczerze,  ale w głowie miałam cały czas słowa Tary, bym uważała na Ramona.
Poza tym i tak gorsze było coś innego. To Diabeł mnie kręcił. Mimo swoich wyskoków, zachowania i brutalności. Kiedy mnie Ramon dotykał nie czułam niczego. Kiedy Diabeł był w pobliżu robiłam się mokra.

I nagle dotarły do mnie słowa wypowiedziane na samym początku przez Ramona. Że Diabeł porwał samolot i zabił wszystkich pasażerów i załogę za wyjątkiem mnie.
To był bandyta. Nie jakiś tam wymoczek handlujący nielegalnie papierosami. Najgorszy z możliwych przestępca, który nie zawaha się by kogoś zastrzelić, okaleczyć czy zakatować.

Siedziałam pogrążona w myślach. Ramon zaś  grał na zwłokę. Był przekonany, że po swoim wyznaniu i poinformowaniu o masowej egzekucji, będzie miał mnie w garści. Niestety byłam silniejsza i bardziej zapatrzona w Raoula niż się spodziewał.

Nie mógł otwarcie zrazić do siebie Raoula, więc nie wziął mnie siłą. Co innego gdybym to ja sama padła w jego ramiona.
A on nadal mnie pożądał.
Jeśli więc ja nie oddałam mu się dobrowolnie, istniało tylko jedno wyjście. Zniechęcić Raoula do mnie.

Wiedział, że jego wspólnik nie lubi towaru przechodniego i tym bardziej przechodzonego, więc nawet najmniejsze podejrzenie, że on mnie tknął powinno spowodować moje wykreślenie z listy obecnych kochanek.
Całkiem możliwe, że każe mnie potem zlikwidować, ale zanim to się stanie istniała duża szansa, że będzie mnie mógł zerżnąć. Pewnie więcej niż raz. A o to mu właśnie chodziło.

Im dłużej byliśmy sami, tym większa szansa, że Raoul pomyśli, że nie tylko rozmawiamy. W czasie gdy siedziałam, a on na klęczkach usiłował mnie urobić, postarał się poczynić lekkie spustoszenie w ubraniu i fryzurze. Kilka przypadkowo wysuniętych kosmyków włosów, rozpięte rękawy koszuli, lekko pogniecione ubranie.
Już sama rozmowa wywołała na mojej twarzy rumieńce. Gdy usłyszał kroki zdecydował się na ostatni ruch. Podszedł do mnie szybko, bezceremonialnie złapał w dłonie twarz i chciał mnie pocałować. Szarpnęłam się ostro do tyłu zanim dotknął moich ust i wymierzyłam mu ostry policzek.
- Oszalałeś??!!! Jakim prawem chcesz mnie dotknąć??!!

Wyrwałam się z jego uścisku i w drzwiach jadalni wpadłam na szarego z przerażenia służącego. Musiał wszystko widzieć.

Nie zdążyłam się odezwać, gdy tuż za mną pojawił się Ramon wołając.
- Nie możesz teraz odejść i mnie tak zostawić.

Odwróciłam się zdenerwowana, chcąc go wyprowadzić z równowagi, że mogę i to o wiele więcej. Co za imbecyl. Śmiał sugerować, że do czegoś doszło.

- Koniec. – Głos Diabla był jak lodowaty prysznic. Nie widziałam go wcześniej. Stal przy schodach z Angelą, mając doskonały widok na mnie, a teraz i na Ramona, który również wybiegł z jadalni.
Jego oczom ukazała się zarumieniona i potargana kochanka, w pomiętym ubraniu i wspólnik z wybrzuszeniem w spodniach potwierdzającym, dlaczego tak protestuje przeciwko mojemu odejściu.

W moich oczach zalśniły łzy. Do cholery! Nic nie zrobiłam. Otworzyłam usta by wyjaśnić nieporozumienie, ale już było za późno.
- Właśnie skończyliśmy kolację. – Głos Diabła brzmiał jak wyrok. I w tym momencie uwierzyłam jaki z niego potwór. Diabeł podszedł do mnie i złapał mnie tak mocno za ramię, że tylko cudem nie zawyłam z bólu.

- Pozwolicie, że my udamy się na spoczynek. Angelo, jeśli chcesz zostać służba przygotuje sypialnię. – Odwrócił się w stronę wspólnika i skinął głową.
- Ramon, zajmij się naszą sąsiadką.

Po czym odwrócił się i pociągnął mnie za sobą. Szłam jak sparaliżowana. Strach zablokował mój głos, czułam jakby ogromne macki owinęły mnie mocno, ściskając klatkę piersiową.
Po drodze natrafiliśmy na Tarę. Spojrzałam na nią błagalnie, by coś powiedziała, ale ona nawet nie odważyła się spojrzeć w moją stronę.

Słowa Diabła przeraziły mnie jak nic innego.
- Idziemy do sypialni. Nikt nie może mi przeszkadzać. Ktokolwiek to zrobi zastrzelę.

Szarpnął mną ponowie i gdy doszliśmy do naszego pokoju siłą wepchnął do środka.
Byłam tak przerażona, że nie mogłam wykonać żadnego ruchu. Dopiero dźwięk zamykanych drzwi i blokowanego zamka wyrwał mnie z tego stanu.

Odwróciłam się chcąc wyjaśnić to co się stało, ale Raoul zamienił się w Diabła. Był tak wściekły jak nigdy wcześniej. Podszedł do mnie, schwycił za bluzkę i rozrywając ją wysyczał.

- Zachowujesz się jak dziwka, to potraktuje Ciebie jak dziwkę. Widać, nie zasługujesz na nic innego.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XX
Diabeł – część XXII

 

Polubienia 8
Wyświetlenia 4554

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    O nie! O nie! W takim momencie?! Eh…cudowne opowiadanie :D

    • Dziękuję za dobre słowo :) Właśnie dlatego umieszczam dalej.
      Z Diabeł się zapętliłam i od niego uzależniłam – dlatego tak go przeciągam. Ale daję słowo! W końcu się skończy, a kolejne opowiadania będą krótsze :P
      PS> ewentualnie wylądują w tej samej kategorii, ale będziecie wiedzieć czego się spodziewać.

  • Anonymous

    jak moglas przerwac w takim momencie?
    znowu:)

  • Anonymous

    proszę kolejną działkę „diabełka’ bo ta była stanowczo za mała :P

    D.

    • DZIĘKI! Zdołowałam się dzisiaj rano i na dobicie weszłam teraz na bloga. Okazało się, że było warto. Oczywiście wejść na bloga :)
      Tak na marginesie Diabła rzeczywiście trzeba będzie kończyć – bo powoli robi się z tego meksykański tasiemiec.

  • Anonymous

    Diabełek byłby dobrym pomysłem na książkę :D Tylko jakieś konkretne zwroty akcji jeszcze dać i rozwinąć obecną fabułę i do dzieła!;) Mam szansę na Diabełka trochę wcześniej?

    • :) Dzięki. Może kiedyś …Jeśli jakimś cudem opanuję wszystkie zasady i będę w stanie ciekawie pisać.
      Prawda jest taka, że to jest totalna improwizacja. Niby szkielet jest, ale i tak wszystko rozrasta się w niekontrolowany sposób. I ucieka wiele szczegółów. No ale to w końcu pierwsze opowiadanie. Podchodzę do niego z ogromnym sentymentem i pobłażliwością. I mam nadzieję, że Wy również.

      A co do kolejnej dawki to niestety jutro. Dzisiaj nie dam rady. Poza tym rzeczywiście pora kończyć to szaleństwo, więc będą jeszcze maksymalnie 4 części, ale postaram się za to nie dawkować tekstu.

  • Pingback: Diabeł XXII – Okiełznanie | Skrywane pragnienia()