Diabeł XXIV

 

Ze zwichrzonymi włosami, nagi i podchodzący do mnie coraz bliżej. I nagle jakby wszystko zwolniło, a ja zaczęłam dostrzegać to czego nie zauważałam wcześniej. Mięśni drgających tuż pod skórą, unoszącego się gwałtownie w rytm oddechu torsu, oczu błądzących po mojej twarzy, blizny przecinającej kącik jego ust, potężnych dłoni.
Ta wizja zawładnęła mną tak bardzo, że prawie czułam jego oddech i ciepło ciała. Jęknęłam i podniosłam się z łóżka. Ten człowiek mnie opętał!
To nie miało sensu, nie zasnę w miejscu, gdzie wszystko mi się z nim kojarzy. Gdzie czułam cały czas jego zapach!

Złapałam szal, opatuliłam się nim i powoli przeszłam na drugą stronę domu do swojej dawnej sypialni. Byłam bardziej osłabiona niż mi się wydawało. Padłam ledwo dotarłam do łóżka. Tym razem po zamknięciu oczu nie widziałam już niczego i zasnęłam prawie natychmiast.
Kolejne godziny były dziwne. Spałam, budziłam się i po stwierdzeniu, że nikt nie wymaga bym wstawała, zasypiałam dalej. I tak kilka razy. Jedyne co się zmieniało to pora dnia.

W końcu przy którejś z pobudek doszłam do wniosku, że wystarczy. Nie wiem jak, ale Tara domyśliła się co mną kierowało. W efekcie przeniosła z powrotem większość moich ubrań i osobistych drobiazgów do mojego dawnego pokoju. Odetchnęłam z ulgą, bo to była jedna z rzeczy których się obawiałam. Powrotu do sypialni Diabła.
Pod prysznicem zaryzykowałam i delikatnie zbadałam się palcem. Głupia decyzja, bo jedyne co uzyskałam to nawrót bólu i plamienie. Dopiero po chwili zapanowałam nad sytuacją. Dokończyłam toaletę, ubrałam się, ale kiedy wróciłam do pokoju dopadł mnie kryzys.
Kompletnie nie wiedziałam co mam teraz zrobić i jak się zachować. Zejść do Tary, zostać w pokoju, a co z silnym postanowieniem by się stąd wydostać? W głowie miałam totalną pustkę. Silne burczenie w brzuchu podpowiedziało mi pierwszy krok. Szukanie wyjścia z tego bagna to jedno, ale zaspokojenie głodu to drugie. Zaczęłam powoli schodzić do kuchni. Po drodze nie spotkałam nikogo, cała rezydencja była opustoszała. Dopiero w kuchni natknęłam się na pierwszą osobę.

Nie usłyszała kiedy nadchodziłam.
- Tara. – Wyszeptałam. Niedobrze, ze stresu i nerwów zablokowało mi głos.
Drgnęła jakby usłyszała samego diabła. Nóż wyleciał jej z ręki i dopadła mnie jednym susem. Nawet nie wiedziałam, ze jest w stanie tak szybko się przemieszczać.
- Kochanie, nie powinnaś sama chodzić. Usiądź. – Chciałam zaprotestować, ale rzeczywiście ten krótki spacer wykończył mnie bardziej niż mogłam się spodziewać. Uśmiechnęłam się blado w jej stronę i sama nie wiem dlaczego rozpłakałam się.
To było jak pęknięcie tamy. W sekundę potem byłam otoczona przez jej ramiona i usłyszałam jak sama szlocha. Rany boskie. Chwilę to trwało zanim się uspokoiłyśmy. Ja dostałam czkawki, a ona jeszcze lekko zawodząc uszczęśliwiła mnie mlekiem z jakimś dodatkiem. Jednocześnie nadawała jak szalona. Zupełnie nie słuchałam tego co mówi zajęta jednym – zapanowaniem nad własnym organizmem.
Cokolwiek mi podała to podziałało, czkawka przeszła. Aczkolwiek po chwili odkryłam skutek uboczny. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Krytyczniej przyjrzałam się dodatkowi i stwierdziłam, że mleko z rumem i miodem ma moc. Tara wzmocniła się również.
Po chwili obie zgodnie stwierdziłyśmy, że jest to znakomite tylko trzeba dodać więcej rumu i długo nie trwało, gdy obie miałyśmy fazę. Tym razem słuchałam uważniej co Tara miała do powiedzenia.

To, że Diabła nie było nie oznaczało, że nie trzymał ręki na pulsie. Kontaktował się co kilka godzin by sprawdzić co się ze mną dzieje. Na taką rewelację zmarszczyłam czoło. Co to znaczy co kilka godzin? To ile czasu go nie ma, a co gorsze ile czasu ja spałam?
Komunikat, że teraz mija trzeci dzień skutecznie mnie zablokował. Nie byłam w stanie odezwać się przez dłuższy czas, więc Tara bez żadnych przeszkód rozwijała dalej temat Raoula. Włącznie z informacją, że nie będzie go jeszcze przynajmniej z tydzień.

Z tym, że ja już miałam dosyć. Alkoholu we krwi.  Mieszanka w mniejszej ilości zadziałałaby leczniczo, w takiej jak ja wypiłam, w dodatku na pusty żołądek, była zabójcza. Zaczynałam blednąć i nie była to wina stresu tylko rumu.
Tara zamilkła patrząc na mnie zaskoczona. Byłam biała jak ściana i wyglądałam na ciężko chorą. Oznajmiłam jej tylko.
- Jeszcze nie za dobrze się czuję, położę się. – I nie czekając na jakąkolwiek reakcję, modląc się by nie zwymiotować, chwiejnie skierowałam się z  powrotem do pokoju. Tara przekonana, że rzeczywiście zasłabłam, troskliwie pomogła mi wrócić do łóżka.

W błogiej nieświadomości leżałam na materacu, usiłując zapanować nad niekończącymi się zawrotami głowy i buntem żołądka, za które odpowiedzialny był tylko i wyłącznie rum. Tara natomiast, całkowicie już trzeźwa, wykonywała nadprogramowe połączenie do Raoula. Na jego wyraźne żądanie miała go informować o wszystkim co się ze mną dzieje, zwłaszcza o nietypowych rzeczach, a to co się stało było nad wyraz niepokojące.

Rum był z gatunku tych lepszych, zadziałał prawidłowo i tym sposobem przespałam kolejny cały dzień i całą noc. Obudziłam się rano, co prawda bez kaca ale z mocnym poczuciem własnej nieudolności. Nie dość, że nic nie zrobiłam żeby się stąd wydostać, to jeszcze zmarnowałam kolejną dobę bez Diabła. Zamiast zrobić cokolwiek, chociażby poszukać telefonu upiłam się jak debilka. Prawie plunęłam sobie w brodę. Jak ja mogłam od samego początku nie próbować do kogokolwiek zadzwonić?
Jakiś głosik odpowiedział w środku za mnie.
- Bo debilko żadne telefony nie siedziały w twojej głowie. Kręciłaś zadkiem licząc, że piekielnik się Tobą zainteresuje. Romansów z typem spod ciemniej gwiazdę się zachciało. Idiotka.

Westchnęłam ciężko i zwlekłam się z łóżka. Stojąc pod prysznicem zaczęłam myśleć. W sumie to najpierw złożyłam sobie gratulacje za taką nieudolność. Gdyby ktoś obserwował mnie z boku byłby przekonany, że podświadomie wcale nie chcę zmienić obecnej sytuacji. I pewnie miałby rację. Takiej bezmyślności nie wykazywałam chyba nigdy. Wzruszyłam ramionami, bo nie było sensu roztkliwiać się nad rozlanym mlekiem. Musiałam skoncentrować się na tym co jest teraz.
Miałam dwie opcje. Albo uciec sama, albo powiadomić kogoś by mnie uwolnił. Pierwsza opcja byłaby cudowna, bo niejako wyzwoliłabym się natychmiast. Problem był jeden, a mianowicie moja lokalizacja. To, że znajdowałam się na wyspie z miejsca przekreślało wszelkiego rodzaju samochody, łapanie na stopa, pociągi itd. Owszem, miałam do wyboru samolot, ale musiałabym mieć bilet, a to wymagało posiadania pieniędzy. Niestety nie miałam ani grosza.
Po przyjeździe tutaj pozbawiono mnie trzech rzeczy: pieniędzy, dokumentów i wszystkich urządzeń elektronicznych. Tym sposobem nie było szansy, abym wydostała się z wyspy legalnie.
Mogłam oczywiście ukryć się na gapę na jakimś statku lub w samolocie, ale szansa, że po pierwsze zostanę złapana i, że ludzie Raoula znajdą mnie od razu była ogromna. Od razu przyszła mi do głowy Joanna Chmielewska i jej sposób na wydostanie się z niewoli korzystając  z drogi wodnej, ale porzuciłam to szybciej niż zaczęłam o tym myśleć.
Z moim podejściem do kwestii technicznych, szybciej sama zatopiłabym cokolwiek niż na tym popłynęła.
Mogłam jeszcze uciec z rezydencji i poprosić o schronienie. U sąsiadów lub na policji. Mieli chyba w końcu tutaj jakąś policję. Pomysł został równie szybko skreślony. Po pierwsze mógł być otoczony samymi sąsiadami w typie Angeli i jej rodzinki. A co do policji to szansa, że nie siedzą w jego kieszeni jest znikoma. W końcu funkcjonuje sobie tutaj, niczym nie niepokojony, pewnie z szefem policji grywa w pokera od czasu do czasu.
Zakręciłam wodę.
Czyli jedynym wyjściem jest powiadomienie kogoś, że tu jestem. Mogę skorzystać z telefonu tutaj, albo z jakiejś budki telefonicznej na zewnątrz. Po raz pierwszy od dawna mój mózg zaczął funkcjonować prawidłowo. Wiedziałam, że od momentu powiadomienia do jakiejkolwiek reakcji upłynie trochę czasu, więc nikt nie mógł się zorientować w tym co zrobiłam.

- Idiotko, to jest bandyta. Czy ty na jego miejscu monitorowałabyś na wszelki wypadek telefony w domu albo miałabyś dostęp do informacji gdzie dzwoniono? Oczywiście, że tak. Więc licz się z tym, że facet ma tutaj wszystko pod kontrolą. Żadnych telefonów tutaj, nawet jeśli zdarzy się okazja. Musisz za wszelką cenę wydostać się na chwilę z tego więzienia i zadzwonić z zewnątrz.  I masz na to mało czasu, kiedy on wróci to już nie spuści z Ciebie oczu.
Patrząc w lustro powiedziałam na głos to, czego obawiałam się najbardziej.
- Albo Ciebie zabije.

Było więcej niż prawdopodobne, że nawet jeśli będzie miał mnie zatłuc to zrobi to własnoręcznie. W końcu tyle się ze mną męczył, że nie odmówi sobie przyjemności ubicia mnie osobiście. Lub nie.
- Dobra. – Przywołałam się do porządku. – Przestań snuć te dzikie teorie, tylko zacznij działać.
Wydostałam jakąś sukienkę, sandały i ruszyłam na dół. Wszystko po kolej, a ja byłam głodna. Rany boskie, ta kobieta jest wiecznie w kuchni, albo ja mam takie szczęście. Po chwili delektowałam się kawą i omletem błyskawicznie zaserwowanymi przez Tarę. Jedno i drugie było nieziemsko pyszne. Nie chciałam wzbudzać podejrzeń, poza tym Diabeł miał wrócić dopiero za kilka dni. Postanowiłam pobyć z Tarą.

Poza tym było jeszcze coś.
Po tym co się stało kilka nocy temu nikt ko był świadkiem tego zdarzenia mnie nie wiedział. Oprócz Tary. Nie wiedziałam jak mam się zachować wobec osób, które słyszały moje krzyki i doskonale zdawały sobie sprawę z tego co mi zrobił ich szef. Może i wcześniej darzyli mnie sympatią, ale teraz pewnie byłam na równi z innymi kobietami potraktowanymi w ten sposób przez Raoula. Nie wątpiłam, że przede mną były inne. On czerpał z tego upokorzenia i swojej władzy zbyt wiele rozkoszy. Musiał to robić wcześniej i musiało mu się to podobać. I znowu wróciła do mnie ta noc, strach i przerażenie.
Widocznie moje myśli musiały znaleźć odbicie na twarzy, bo Tara pochyliłam się nade mną zmartwiona.
- Dziecko, nie myśl o tym. – Spojrzałam w jej stronę, ale jej słowa nie zatarły tego co siedziało w mojej głowie. Zupełnie odruchowo zadałam pytanie.
- Jaki on jest naprawdę? – Tara westchnęła i usiadła obok mnie. Dopiero po chwili się odezwała.
- Za każdym razem gdy sądzę, że wiem on mnie zaskakuje. Wychowałam go, życie nie było dla niego pobłażliwe i może dlatego jest jaki jest. Na swój sposób sprawiedliwy. Silny. Bezwzględny. I samotny. – Teraz mnie zaskoczyła. Spodziewałam się wszystkiego tylko nie tego ostatniego określenia.
- Myślę, że jego powinnaś się o to spytać. – Spojrzałam na nią przerażona. Powiedziała to takim tonem jakby stał za mną. Nerwowe drgnięcie i z niebywałą ulgą opadłam z powrotem na krzesło. Nikt za mną nie stał. Chwilę mi zajęło odzyskanie równowagi. Tara obserwowała to wszystko w milczeniu.
To jedno zdanie kosztowało mnie tyle, że postanowiłam ją zostawić. Nie miałam ochoty w tym momencie na żadną miłą pogawędkę, a nie chciałam jej do siebie zrażać. Podziękowałam jej za posiłek i skierowałam się w stronę ogrodu. Nie widziałam, że gdy tylko zniknęłam z pola widzenia, Tara znowu zadzwoniła do Diabła.

Dopiero na zewnątrz wróciły do mnie obawy związane ze spotkaniem świadków mojego upokorzenia. Bardzo ostrożnie rozejrzałam się dookoła, ale nie zauważyłam wokół siebie żywej duszy. Uspokojona zaczęłam iść przed siebie, niezamierzenie kierując się w stronę stajni. Dopiero gdy dotarłam do zabudowań zorientowałam się, że dotarłam do zakazanego terenu. Już chciałam się wycofać, gdy zdarzyły się trzy rzeczy. Usłyszałam rżenie Diablo, przypomniało mi się, że przecież Raoul przekazał, że żadne zakazy już obowiązują i ze stajni wyjrzał Jose.
Z rezygnacją czekałam jak zareaguje na mój widok. Szczery uśmiech i ukłon zbiły mnie z tropu na tyle, że tkwiłam nieruchomo w miejscu wpatrując się w niego bez słowa.
O ile to możliwe Jose uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Jak dobrze Senioritę widzieć. – Gdy nadal nie reagowałam podszedł szybko zmartwiony.
- Wszystko dobrze? Niech Senorita usiądzie. Dzisiaj jest duży upał. Nie powinna się panienka nadwyrężać.
Pozwoliłam się zaprowadzić do cienia i usadzić na beli siana. Głośne rżenie wyprowadziło mnie z tego stanu apatii.
Jakiś koń wpadł w szał i Jose wbiegł szybko do stajni. Głośne krzyki, łomot i kwiczenie konia wyrwały mnie z tego marazmu.
Wpadłam za Jose do budynku i zwątpiłam.
W boksie szalał Diablo.
Po prostu się wściekł. Ktoś był w środku, a dwóch innych pracowników w tym Jose, próbowali jednocześnie uspokoić konia, dostać się do boksu i wyciągnąć tego biedaka.
Nagle Diablo kwiknął i z hukiem opadł znowu na cztery kopyta. Kompletnie zapominając o moich obawach względem służby, a tym bardziej ignorując tak niebezpieczne wcześniej zwierzę, podbiegłam do bosku.
- Mój konik. – bez chwili wahania otworzyłam blokadę i podeszłam do nagle łagodnego jak baranek konia.
Objęłam go za szyję i tak przytulona stałam przy tym potężnym arabie. Rozumiałam go doskonale. Więzili go i tylko w taki sposób mógł wyrazić swój bunt. Diablo opuścił łeb i z rozszalałego potwora zamienił się w potulną maskotkę. Stał nieruchomo, pozwalając mi na głaskanie i obejmowanie. Nie
tylko koń znieruchomiał, ludzie również.

Jęk skopanego pracownika zmusił do działania dwóch pozostałych. Gdy już wyciągnęli go na zewnątrz, Jose odważył się odezwać.
- Seniorita, on jest niebezpieczny. Niech Seniorita uważa na litość boską.
Odwróciłam się do niego zostawiając konia.
- Oj, bez przesady. – W tym momencie poczułam na ramieniu dotknięcie aksamitnego pyska. Diablo życzył sobie mieć mnie w zasięgu. Westchnęłam i poklepałam go odruchowo.
- On po prostu potrzebuje towarzystwa. Dlatego trochę rozrabia. – Prawie parsknęłam śmiechem widząc przerażenie w oczach Jose po usłyszeniu ostatniego zdania. Zdaje się, że koń dał im popalić.
Spojrzałam na czarne cudo ponownie. Nawet nie myślałam, że tak się za nim stęskniłam.
- No dobrze. To czego nie mogliście zrobić?
Teraz już się zaśmiałam słysząc odpowiedź.
- Niczego.
Jose i jego towarzysz też po chwili zaczęli się śmiać. Jedynie skopany biedak patrzył na nas z niesmakiem. W sumie mu się nie dziwię.
- No dobrze. Nie mam za bardzo siły teraz, ale mogę go wyprowadzić z boksu żebyście mogli tu ogarnąć i przytrzymać go do szczotkowania. Przepraszam, ale nie dam rady zrobić tego sama. – Zmiana wyrazu twarzy mężczyzn uświadomiła mi co powiedziałam i o czym oni od razu pomyśleli. Nie byłam w stanie tego zrobić, bo ich szef mnie skatował i nie doszłam jeszcze do siebie. Zbladłam i spojrzałam na nich przerażona, bardziej niż wspomnienia, obawiając się zobaczyć w ich oczach odrazę. Nie zapanowałam nad łzami widząc tylko współczucie.

Na szczęście Diabeł zniecierpliwiony sapnął w moje włosy.
- Przepraszam, już go wyprowadzam. – Złapałam go za uzdę i wyprowadziłam z bosku, kierując się powoli w stronę jednego z wybiegów. Wolałam się nie odwracać. Wpuściłam Diablo na ogrodzony teren i sama oparłam się o żerdzie. Cholernik nie chciał biegać, tylko utknął przy mnie jak kołek.  Żadne tłumaczenia nie pomagały. Stał przy mnie tylko, że po drugiej stronie płotu.
Westchnęłam ciężko. Że też wszystkie czarne charaktery tutaj musiały się do mnie tak przykleić.
Sprzątanie trochę trwało, oporządzenie konia również. Okazało się, że gdy trzymałam go za uzdę bez problemu można go było wyszczotkować. Po wszystkim wprowadziłam go do boksu. Stał sobie spokojnie koncentrując się na wyłożonej wcześniej paszy. Niby nic nie robiłam, ale ledwo stałam na nogach. Musiałam się położyć. Pożegnałam się z pracownikami w stajni i ruszyłam w stronę domu. Nie odwracałam się, więc nie widziałam, że Jose odprowadzał mnie wzrokiem do samych drzwi rezydencji.

Jakie wymyślanie sposobów na dostanie się do miasta. Byłam tak wykończona, że chciałam się tylko położyć.
Powlekłam się na górę, byłam w stanie tylko zrzucić buty i tak jak stałam padłam na materac. Zasnęłam natychmiast i zupełnie nie zwróciłam uwagi na fakt, że wylądowałam w łóżku znajdującym się w sypialni Raoula a nie mojej.
Tara od Jose wiedziała, że wróciłam do domu. Domyślała się, że śpię, więc zajęła się codziennymi obowiązkami uważając, że sen jest tym czego potrzebuję. Nie zamierzała mi przeszkadzać.

Byłam zmęczona i zasnęłam mocno, ale to nie znaczy że spałam spokojnie. Znowu miałam koszmary. Byłam otoczona przez ciemność. Nie przenikało przez nią żadne światło, ani żaden dźwięk. Jedyne co słyszałam to własny oddech. Usiłowałam się wydostać z tej pułapki.
Powoli, mając wyciągnięte ręce poruszałam się do przodu, starając się znaleźć wyjście. Nagle zaczęłam słyszeć coś jeszcze. Ktoś był obok mnie, oddychał chrapliwie i był coraz bliżej. I to nie był przyjaciel. Poczułam lęk. Bałam się odezwać, a strach sparaliżował mnie tak bardzo, że znieruchomiałam. Nie byłam w stanie drgnąć.
I w tym momencie poczułam muśnięcie, tak jakby ktoś stanął tuż za mną i jego oddech owionąłby moją skórę. Krzyknęłam jakbym zobaczyła diabła. Usiadłam na łóżku i z każdym oddechem wydawałam z siebie wrzask, który obudziłby umarłego.
To coś mną szarpało, a ja ochrypłam. Przez to wszystko przedarł się głos Tary.
- Dziecko, obudź się, otwórz czy. – No i otworzyłam. Siedziałam na łóżku w sypialni Diabła. Mokra od potu, trzęsąca się i ze zdartym gardłem. Najbliżej mnie była Tara, która szara z przerażenia trzymała mnie za ramiona. Za nią zobaczyłam kilku ochroniarzy z bronią w dłoniach, równie szarych na twarzy co stara niania.

Uspokoiłam się błyskawicznie, bo wiedziałam co się stało. Miałam koszmar, nie pierwszy i nie ostatni pewnie i Tara wbiła mi się w sen. Mój organizm niby się obudził i już rejestrował bodźce, ale nadal tkwił we śnie.
To szarpanie ze snu to była Tara. Tym niemniej ten wrzask mnie samą wykończył. W dodatku dotarło do mnie gdzie leżę. Wiedziałam, że oczywiście sama przyszłam tu jak owca. Wyłączyłam myślenie w czasie drogi do łóżka i bezmyślnie przytelepałam się tutaj.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nadal mi się chciało spać.
Kompletnie nie zważając na pozostające w pokoju osoby, zwlokłam się z łóżka.
Rzuciłam tylko w kierunku Tary.
- Pokoje mi się pomyliły. Zmęczona jestem. Położę się jeszcze. – I poszłam do swojego pokoju.

Sen nie nadchodził, a zza przymkniętych drzwi dobiegł mnie fragment rozmowy pomiędzy dwoma ochroniarzami.
- Biedna dziewczyna, Senior powinien zostawić ją w spokoju, nie zasłużyła …
To, że nie zasłużyłam to sama wiedziałam. Za to byłam kolejny dzień w plecy. Ale biorąc pod uwagę to co się działo dotychczas postanowiłam nie robić żadnych planów. Dotychczas wszystkie brały w łeb. Powierciłam się jeszcze chwilę w łóżku i zasnęłam.
A Tara wykonała kolejny telefon.

Obudziłam się zadziwiająco wypoczęta, nie niepokojona przez żadne dziwne sny. Gdy dotarłam do kuchni czekała na mnie niespodzianka. Tara wybierała się na zakupy.
Podając mi kawę i szykując tosty oznajmiła, że pewne rzeczy można zamówić z dostawą, ale są produkty, które trzeba wybrać samodzielnie. Nie ma siły, musiała wyjechać na targ.
Nie mogłam zmarnować takiej okazji.

Nieśmiało poprosiłam o możliwość pojechania z nią. Okazało się, że moja nocna akcja z koszmarem ma jakieś dobre strony. Tara była tak szczęśliwa, że wykazuję zainteresowanie czymkolwiek, że nawet do głowy nie przyszło jej odmówić. Wyżebrałam trochę pieniędzy dla siebie na ewentualne swoje zakupy.
Prawda była taka, że potrzebowałam cokolwiek na telefon.
Wiedziałam, że pod byle pretekstem tak zamotam Tarę, że nawet nie zauważy kiedy zniknę na chwilę. Nie wiedziałam jaka jest różnica czasu, na pewno kilka godzin.
Musiałam zadzwonić do kogoś kto po pierwsze odbiera telefony o kretyńskiej porze i jest na tyle przytomny, że będę w stanie szybko przekazać ci się dzieje. Nie wątpiłam, że na ewentualną rozmowę będę miała chwilkę.
Tara dała mi chwilę na przebranie się.

Gdy zbiegłam na dół moje radosne podniecenie zniknęło jak ucięte nożem. Oprócz niani przy samochodzie stało dwóch mężczyzn. Miałam jeszcze nadzieję, że może mają jej pomóc w zakupach. Owszem, miał pomóc, jeden. Drugi miał mi towarzyszyć.

Spojrzałam na nią pytająco, ale machnęła ręką.
- Dziecko, jesteś jeszcze słaba. Poza tym to obcy kraj. Mauricio będzie Ci pomagał. – Nawet nie było sensu protestować. Wsiadłam razem z nią do tyłu i smętnie obserwowałam krajobrazy. Nie widziałam niczego. W głowie miałam tylko jedno.
Muszę za wszelką cenę niezauważenie się wyrwać i zadzwonić do Izy.

Dotarliśmy do miasta. Wyglądało jak z reklamówki. Niska zabudowa, kolonialne klimaty, ścisk, zaduch i hałas.
Uzyskałam tyle, że Tara zgodziła się bym sama pochodziła po okolicznych sklepach. Oczywiście z nieodłącznym ochroniarzem.
Miałam dwie godziny.

W trakcie jazdy skrystalizował mi się w głowie plan. Musiałam go niby przypadkowo zgubić  i wykonać szybki telefon. Łatwiej było pomyśleć niż wykonać.
Cokolwiek facet robił wcześniej był dobry w te klocki. Wchodziłam co chwilę do mijanych po drodze sklepików, ale niezależnie od tego jakie uniki robiłam, to co myślałam, że mam go z głowy z uśmiechem pojawiał się obok. Po godzinie takich manewrów byłam wykończona. Oczywiście nie wydałam ani grosza, ale nie taki był mój cel.
I kiedy już myślałam, że sytuacja jest beznadziejna znalazłam się tuż przy sporej galerii handlowej. Oczy mi się rozbłysły. Wyglądało to tak jakbym odkryła zakupowe niebo, a ja po prostu wpadłam na pomysł jak mam się go pozbyć.

Chwilę mi to zajęło zanim zlokalizowałam sklep z damską bielizną po czym wpadłam w szał przymierzania. Po piątym komplecie facet z rezygnacją rozejrzał się dookoła, oznajmił że poczeka na mnie na zewnątrz i usiadł przed witryną.
Nie widział jednak wszystkiego w środku i na to liczyłam. W którymś momencie poprosiłam ekspedientkę o przysługę.
Tłumacząc się pozostawieniem telefonu w domu, poprosiłam o możliwość wykonania połączenia. Wyjaśniłam, że muszę zadzwonić za granicę i że jej za to zapłacę.
Po chwili z kolejnym kompletem bielizny w mojej przymierzalni wylądowała komórka.
Wybrałam numer telefonu do Izy i po dziesięciu najdłuższych w moim życiu sygnałach usłyszałam jej anielski głos mówiący.
- Czego kurwa.

Wiedziałam, że nie mam czasu więc nie bawiłam się w subtelności, ale mówiłam szeptem.
- To ja, Anka. Zamknij się i słuchaj, pisz lub zapamiętaj. Jestem na wyspie Wielki Kajman. Porwali mnie z samolotu Air France lecącego z Paryża do Nowego Jorku. Tego który zniknął. Jestem w posiadłości Raoula Lazcanso. Nie mam jak uciec, możliwe że mnie zabiją.

Usłyszałam jak uchylają się drzwi, ale myślałam, że to obsługa. Zmartwiałam, gdy silna męska dłoń wyrwała z mojej ręki komórkę i rozłączyła połączenie. Przerażona odwróciłam się powoli i spojrzałam prosto w oczy mojego ochroniarza.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XXIII
Diabeł – część XXV

 

Polubienia 9
Wyświetlenia 5392

Podobne wpisy:

  • Łał ale cudne, poprosze o kolejne części.

    • Dziękuję. I oczywiście będą, ale jeśli uda mi się pisać tak długie kawałki do dwie, maksymalnie trzy i kończymy tą ‚Dynastię’.
      Jestem naprawdę ciekawa jak zareagujecie na zakończenie.
      W ostateczności, wzorem filmu ‚Jestem legendą’ napiszę alternatywny finał.

    • Proszę dodasz w poniedziałek kolejną część bo wyjeżdżam we wtorek do afryki a tam nie będę mogła czytać.

    • Nie obiecuję. Mogę nie mieć czasu :(

  • Anonymous

    Opowiadanie jak zwykle boskie i juz nie mogę się doczekać kolejnej części :) no i oczywiście zacytuję” jak mogłaś przerwać w taki momencie” :D
    Ps. ale dlaczego w tej części nie ma Diabła?:( liczyłam jednak na jakiś namiętny seks w ich wydaniu :P taki na zgodę XD

    • A ja tak sobie wchodzę rano na bloga przed śniadankiem. liczę w duchu na chociaż kilka wejść, a tu komentarze :D
      Cieszę, że się podoba. A co do Diabła, to …. hm …

  • Anonymous

    No nie, teraz będę co chwila odświeżać bloga żeby zobaczyć, czy dodałaś coś nowego! Jeśli można prosić – nie katuj nas, dodaj jak najprędzej :)

    • Dzisiaj (standardowo po północy, bo szczerze wątpię żebym dała radę wcześniej) wrzucam ‚Paradoks’.

      A piekielny powinien wejść zgodnie z harmonogramem. Czyli zdaje się 24/06. Po prostu fizycznie nie dam rady wcześniej.
      Dużo wcześniej poleciłabym ‚Powiadamianie o nowych wpisach’, ale przetestowałam tą usługę i powiadamianie po iluś godzinach od umieszczenia wpisu jest kiepskie.

  • Anonymous

    Facet brutal straszny ale jakos tak kręci :) mimo wszystko ciekawe jak to sie wszystko skonczy. Oby facet przyszedł po rozum do glowy bo troche mu odbiło :)

  • Anonymous

    Świetne opowiadanie . Normalnie nie można się oderwać. Czekam z niecierpliwością na następną część . No i też chciałabym ten seks na zgodę ;p No i happy end :D Natalia

    • Tak się zastanawiam co potwierdzić :)
      Na pewno cieszę się, że opowiadanie się podoba :D

  • Anonymous

    jestes niesamowita jestem na twoim blogu 3 dni i mam niedosyt twoje opowiadania sa jak narkot
    kamila

    • Anonymous

      Mam to samo odczucie. Czytalam opowiadania z wypiekami na twarzy i teraz nie mogę się doczekać kolejnych części :))

  • Anonymous

    Raul… taki prawdziwy macho ^^ xd
    ja też chcem kolejną część! Ale wiem ze jak trzeba poczekac to trzeba :-)chociaz juz nie mofe sie doczekac…ach ta kobieca niecierpliwość

  • Pingback: Diabeł XXV | Skrywane pragnienia()