Diabeł XXV

 

Zrobiło mi się strasznie zimno. Bałam się ruszyć, odetchnąć, sparaliżowało mnie ze strachu. Nie krzyczałam, nie uciekałam, nie błagałam o to by nikomu nic nie mówił. Po prostu stałam w bezruchu patrząc mu prosto w oczy i czekałam na to co zrobi. Nic nie mogłam wyczytać z jego twarzy. Dopiero po chwili cofnął się o krok i powiedział.
- Niech się Seniorita ubierze. Wracamy do samochodu. – I nic więcej. Dopiero teraz dotarło do mnie, że mam na sobie tylko bieliznę. Spojrzałam na niego pytająco, ale wykonał tylko jeden przeczący ruch głową. Stał nieruchomo, blokując drzwi w przymierzalni i nie zamierzał się już cofnąć ani na milimetr. Nie miałam wątpliwości, że teraz nie spuści ze mnie wzroku nawet na sekundę. Nie było szans, bym przebrała się w spokoju. Narzuciłam na siebie sukienkę, rezygnując już ze zmiany bielizny. Ekspedientka chciała coś powiedzieć, ale zamilkła gdy od Mauricio dostała potężny plik banknotów. Tylko banknotów. Telefon pozostał w ręku mojego strażnika.
W milczeniu opuściliśmy sklep, a ja czułam się jakbym była prowadzona na gilotynę. Mój towarzysz milczał, nie patrzył na mnie, a ja mogłam się tylko zastanawiać kiedy poinformuje o tym Diabła.

Gdy podchodziliśmy do samochodu, Tara i drugi ochroniarz już na nas czekali. Zostałam zapakowana do tyłu i ruszyliśmy. Tara coś tam mówiła, ale zupełnie jej nie słuchałam. Byłam w stanie tylko patrzeć za okno i modlić się, żeby to już wszystko było za mną.
Nikt nic nie zdąży zrobić, by mnie uratować. Raoul pewnie zaraz zostanie poinformowany o moim wyczynie.

Gdy dojechaliśmy, nie patrząc na nikogo poszłam do swojego pokoju.
Upał, stres i nerwy – to wszystko zaowocowało potężną migreną.
Ćmiące fale bólu uderzały raz po raz tak mocno, że robiło mi się ciemno przed oczami. Swoje trzy grosze dołożyła jazda samochodem, więc kiedy tylko weszłam do sypialni to sekundę później ruszyłam ostro w stronę łazienki. Ledwo dobiegłam do muszli.
Dopadły mnie tak silne torsje, że myślałam że wyrzucę z siebie wnętrzności. Nawet nie próbowałam potem podnosić się czy wracać do sypialni, tylko od razu położyłam się na podłodze w łazience.
Była chłodna i przynosiła minimalną ulgę. Zwinięta w kłębek dostałam czegoś na kształt napadu histerii. Zaczęłam płakać, bo już nie miałam siły tego ciągnąć.
Byłam sama i nikt mi nie był w stanie pomóc. Nikt mnie nie mógł pocieszyć, przytulić, zaopiekować się, a ja miałam już dość. Dotarłam do kresu moich możliwości.
Płacz wcale nie przyniósł ulgi. Spazmy tylko wzmogły ból głowy, a co za tym idzie skurcze żołądka.

I nagle w to wszystko wdarł się krzyk Tary.
Ten dźwięk był jak katalizator – wszystko zaczęło się od nowa. Ledwo zdążyłam podciągnąć się do muszli.
Złapałam się kurczowo brzegów i nie puściłam nawet wtedy, kiedy żołądek się względnie uspokoił. Bałam się, że w każdej chwili wszystko ruszy znowu. Nie wiem ile czasu tkwiłam w takiej pozycji.
W pewnym momencie ktoś siłą oderwał moje ręce od muszli, przetarł twarz, ramiona i dłonie wilgotnymi ręcznikami.
Nie byłam w stanie skupić wzroku na jednym punkcie,więc zamknęłam oczy. Głowa momentalnie poleciała mi do tyłu, ale zanim zdążyłam osunąć się na podłogę, zostałam wzięta na ręce i zaniesiona do łóżka. Było mi wszystko jedno kto i po co to robi.
Po raz kolejny w tym domu chciałam, żeby mnie po prostu przestało boleć. Zimny okład na czoło, brak jaskrawego światła, cisza i chłodna pościel przyniosły ulgę. Znajome ukłucie w ramię i zanim zdążyłam pomyśleć, że oni mnie tu uzależnią od narkotyków odpłynęłam w sen.
Na tyle mocny, że nie obudziła mnie ostra wymiana zdań pomiędzy Tarą i Mauricio.

Byłam idiotką uważając, że Tara nie zauważy dziwnej atmosfery panującej w samochodzie w czasie naszego powrotu.
Byłam podejrzanie cicha i milcząca. Błyskawiczna ewakuacjach po przyjeździe tylko potwierdziła jej przypuszczenia, że coś się stało.
To co zobaczyła po wejściu do łazienki przestraszyło ją na tyle, że nie opanowała krzyku.
Nie dałaby rady zaciągnąć mnie do łóżka, a przede wszystkim postawić na nogi. Na szczęście chwilę potem wbiegł Mauricio. To on, podczas gdy Tara pobiegła po swoje lekarstwa, zajął się mną. Wytarł buzię, zaniósł do łóżka i po chwili zrobił zastrzyk.  Na samą końcówkę wróciła Tara, która żywiołowo sprzeciwiła się ładowaniu we mnie takiej ilości chemii.
Wyrzuciła go z sypialni, a sama przez dłuższą chwilę czuwała przy mnie. Oderwała się tylko na chwilę po to, by wykonać kolejny telefon do Diabła.

Gdy otworzyłam oczy było już ciemno. Pierwsze co pomyślałam to, że jakimś cudem jeszcze żyję. I dotyczyło to zarówno tego, że względnie odzyskałam zdolność widzenia i ból prawie ustąpił, ale również tego, że nikt mnie jeszcze nie ubił.
Byłam jednak tak wykończona i kompletnie pozbawiona energii, że się nie ruszałam. Niestety tylko przez chwilę.
Było ciemno, cicho i po ciągnącej się jak wieczność chwili odwróciłam tylko głowę, by spojrzeć która godzina. I to był błąd. Zbyt gwałtowny ruch wywołał nawrót migreny.
Jęknęłam umęczona i w tym momencie poczułam chłodny dotyk na czole. Ktoś był ze mną w pokoju, przyłożył mi zimny kompres i zaczął uspokajająco szeptać.
- Już, nie ruszaj się. Zaraz przejdzie. Leż spokojnie.

Zamknęłam oczy, ale po chwili jęknęłam znowu. Ten głos należał do mężczyzny.  Ból był tak uporczywy, że uczepiłam się kurczowo dwóch rzeczy. Tego, że w mojej sypialni jest facet i że spałam ponad 12 godzin po tym co mi zaserwowali. Nie wiedziałam kto ze mną jest i nie chciałam wiedzieć. Zmagając się z falami bólu wyszeptałam.
- Nie. Zostaw. Nie chcę.

Dotykające mnie ręce się odsunęły, ale kojący głos nie zniknął. Nadal mnie uspokajał. Nie rozróżniałam słów, ale to nie miało znaczenia. Gdy ból zaczął odpływać byłam tak wykończona, że natychmiast zasnęłam.

Tym razem gdy obudziłam się było jasno.
Teoretycznie było już lepiej, ale pamiętałam, że poprzednio też się tak zaczęło. Nie wygłupiałam się już z żadnym zrywaniem z łóżka, tylko leżałam spokojnie.
Gdy po chwili nie wydarzyło się nic niepokojącego, odważyłam się delikatnie podnieść i w trakcie tej czynności zamarłam. Na przysuniętym blisko łóżka fotelu spał Diabeł. Z widocznym już zarostem i podkrążonymi oczami wyglądał na wyczerpanego.
Ostatni raz gdy był przy mnie dyszał z wściekłości, furii i pożądania. Był groźny i bezwzględny.
Ale na fotelu nie spał Diabeł tylko Raoul. Wycieńczony mężczyzna, który tyle razy wcześniej podnosił mi ciśnienie. W całkowitą odstawkę odeszły wszystkie wcześniejsze wydarzenia, obawy i lęki. Nie miało znaczenia nic oprócz tego, że był obok i wyglądał na równie bezbronnego jak ja kilka dni temu.

Nie wiedziałam dlaczego jest tutaj, a tym bardziej dlaczego jest obok mnie. Może jego przyjazd był konsekwencją relacji Mauricio z mojego wybryku? Zdałam sobie sprawę, że to on był ze mną w nocy, uspokajał mnie i czuwał gdy miałam kolejny atak migreny.
Jedno było pewne, przestałam się bać. Nie chodziło o to, że nie byłam przerażona.
Pogodziłam się po prostu z tym, że cokolwiek zamierzał zrobić, to będzie definitywne rozwiązanie problemu. A to niepewność wzbudza zawsze największe obawy. Ja wiedziałam co ze mną zrobią.

Nie chciałam się niepotrzebnie rozmyślać o tym co nieuniknione. Z powrotem skierowałam wzrok w stronę fotela.
Skoro tak zasnął musiał być bardzo wyczerpany. Pewnie po podróży od razu się tu zjawił, potem moje nocne napady. Nic dziwnego, że pomimo tak niewygodnej pozycji gdy tylko nadarzyła się chwila spokoju mocno zasnął.
Czy coś by to dało, gdybym go teraz obudziła?
Wzruszyłam ramionami Wątpiłam. I tak zrobi wszystko wtedy kiedy będzie to uznawał za słuszne. Niech pośpi.
Już byłam bliska by położyć się znowu, ale zrobiło mi się go żal. Podniosłam się powoli z łóżka, złapałam koc i delikatnie go przykryłam. Chwilę stałam obok fotela i obserwowałam go. Ułożenie brwi, nos, usta, dłonie które wyrządziły tyle krzywdy, a które mimo to wywoływały na mojej twarzy rumieniec. Teraz też.
Zganiłam siebie w myślach. Popieprzona nimfomanka. Westchnęłam, wdrapałam się znowu na materac i zanim zdążyłam sformułować pierwszą myśl, zasnęłam.
Nie widziałam, że Raoul czuwał. Tak samo nie zauważyłam gdy obserwował spod przymkniętych powiek to co robiłam.

Znowu śniła mi się plaża. I nagle dzień zamienił się w noc. Na początku nic nie wzbudzało moich obaw, blask księżyca odbijał się wodzie. Wszystko było tak spokojne. Odwróciłam się do tyłu, ale zamiast zieleni zobaczyłam ciemny punkt. Powiększający się, obejmujący swoim zasięgiem coraz większy obszar i zbliżający się coraz szybciej.
Wyglądało to zupełnie jakby ciemność pochłaniała wszystko. Piasek, rośliny, niebo i światło.
Mrokowi towarzyszyła głucha cisza. Tam gdzie światło gasło, znikał też dźwięk. Zaczęłam uciekać, ale okazało się, że im szybciej biegnę, tym ciemność bardziej przyspiesza.
Poczułam irracjonalny lęk, biegnący od kręgosłupa i zaciskający się na gardle. Gdy się potknęłam i leżąc odwróciłam by sprawdzić czy dałam radę, ciemność mnie dogoniła.
Leżałam na plecach, sparaliżowana przez czarną materię. Nie mogłam się ruszyć, nie mogłam się odezwać. Z gardła nie wydobywał mi się żaden dźwięk.
I nagle gdy na moją twarz spadła kropla słonej wody, odzyskałam głos i władzę nad ciałem.  Opętało mnie. Wrzeszczałam do utraty tchu, szarpałam się, próbowałam kopać. Wszystko po to by się wyzwolić.

W moje krzyki wdarł się mocny głos mężczyzny.
- Obudź się, to tylko sen. Annie! – To ostatnie słowo było jak dźgnięcie szpilą. Otworzyłam szeroko oczy i ujrzałam nad sobą Raoula. Leżał na mnie, trzymając mocno w ramionach i praktycznie unieruchamiając. I to on powtarzał w kółko ‘Annie’.

Momentalnie przestałam wierzgać i krzyczeć. Patrzyłam na niego zaskoczona. Nie wyglądał jak bandyta, tylko jak bardzo zmęczony i zmartwiony mężczyzna. Zachrypniętym od wcześniejszych wrzasków głosem chciałam się odezwać, ale tylko wychrypiałam.
- Raoul.

Ale zbyt szybko przeszłam ze snu do jawy. Wszystkie moje uczucia były przemieszane i to co widział w oczach było odbiciem wcześniejszych przeżyć, połączeniem przerażenia i ogromnego strachu. Ze snu.

Jęknął chrapliwie, wstał i wyszedł z pokoju zamykając za sobą cicho drzwi.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XXIV
Diabeł – część XXVI

Polubienia 9
Wyświetlenia 5363

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Cześć!
    znalazłam Twoje opowiadanie na Pokątnych…. zahipnotyzowałaś mnie całkowicie swoim pisaniem. Masz talent do budowania fabuły, do trzymania napięcia na odpowiednim poziomie… Po raz pierwszy komentuje czyjkolwiek blog, gdyż chcę Ci tylko powiedzieć iż zyskałaś stałą czytelniczkę.
    Pozdrawiam ciepło M.

    • Mogę odpowiedzieć tylko jedno – dziękuję! Nie będę ukrywać, że humor mam poprawiony na długo.
      Cieszę się i mam nadzieję, że poziom będę trzymać cały czas :).

  • Anonymous

    Droga Autorko! Trafiłam tu przypadkiem, ale zamierzam zostać, bo jestem szczerze zachwycona Twoją twórczością. Opowiadania są ciekawe, wciągające i z utworu na utwór coraz lepsze. A diabelska seria jest szczególnie intrygująca. Na każdy odcinek czekam z zapartym tchem. Ten jest znacznie lepszy stylistycznie, rozwijasz się :-)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Paula :-)

    • Autorka jest szczerze zachwycona!
      Pierwsze posty były łagodnie mówiąc ‚toporne’, ale mam nadzieję, że się wyrobię. Korekty traktowałam po macoszemu (nie lubię ich robić i nie zamierzam tego ukrywać), ale postaram się przykładać.
      Kiedy pisałam dla siebie to była ‚wolna amerykanka’. Potrafiłam czasami zostawić wątek, żeby przejść od razu do innej sceny która szalała mi w głowie.

      Nie ukrywam, że Diabła sama uwielbiam, ale mam nadzieję, że ‚Paradoks’ a później ‚Montana’ też porwą i zawrócą w głowie.

      Dziękuję i naprawdę życzę świetnej zabawy przy czytaniu!

  • Anonymous

    uwielbiam Twoje opowiadania sa bardzo klimatyczne w moim stylu. Pisz dalej bo sie doczekać nie mogę:-)

  • Anonymous

    Ja też uwielbiam :) i dlatego żałuję że taki krótki fragment bo nie mogę sie doczekac co będzie dalej ;)

  • Emilia

    Zacznę od tego jakie to szczęście, że moje inne ulubione autorki zrobiły sobie wolne. To dość zaskakujące, że doszłam do tego tak szybko, jednak gdy tylko przeczytałam pierwsze 2 części „Diabła” byłam kupiona całkowicie. Czas „obczytania” Twojego bloga wynosił 2 godziny, połknęłam wszystko co mogłam. Teraz doczekać się nie mogę kolejnych części.
    Dziękuje Ci i pozdrawiam E.

    • Cała przyjemność po mojej stronie :) Dziękuję

  • Anonymous

    Diabelek boski :* tylko żal że taki krótki :( Twoją twórczość można by czytać w nieskończoność :)

  • Hej :) Przyciągnął mnie do Ciebie Diabeł i to aż tak,że tydzień temu czytałam go do 4 rano O.o! Czekając na następne części przeczytałam inne umieszczone przez Ciebie opowiadania. Każde jest równie wciągające i z tego powodu z niecierpliwością czekam codziennie na jakiś nowy „odcinek”. Fabuły są fantastyczne.Humor i emocje są rewelacyjnie przekazywane w treści. Kilka (jeśli nie kilkanaście ;)) postów czytałam po parę razy i nie zauważyłam błędów więc moim zdaniem wielkiej korekty Tobie nie potrzeba :) Pozdrawiam i własnie wysiaduję przed kompem czekając na następne notki :D Pozdrawiam :)

    • Dzięki :) Ratujesz moje sumienie, bo już złapałam solidnego doła myśląc o mojej niekompetencji i lekceważącym podejściu do prawideł języka ojczystego :)
      A diabeł… ojjjj .. co ja mam powiedzieć…. sama wzdycham …

    • Nie jestem humanistką anizadnym znawcą jezyka polskiego, ale moim zdaniem najważniejsze jest aby czytelnikowi dobrze i zrozumiale się czytało. A moim zdaniem Twój sposób pisania własnie to sprawia. Jeśli więc nawet lekceważysz trochę jezyk ojczysty to patrząc na ilości dodawanych i czytanych postów ludziom to się podoba ;) Także pisz dalej i nic nie zmieniaj :)

  • Anonymous

    Where are you ?:) i gdzie jest nowa część ?:(

    • Dogorywałam. Serio. Wróciłam do domu po północy, teraz ostatnie korekty ‚Paradoksu” i zaraz wrzucam. Piekło zaprasza w nocy :)

  • Anonymous

    Napisz proszę kiedy możnaby sie spodziewac kolejnej części piekielnego?

  • Pingback: Diabeł XXVI | Skrywane pragnienia()