Diabeł XXVI

 

Tkwiłam ogłupiała na środku łóżka. Tylko dlatego, że obok nadal stał fotel wiedziałam, że to mi się nie śniło.
On przyjechał i był obok mnie, pewnie przez całą noc. W pytaniach i wątpliwościach mogłam przebierać do woli. Położyłam się z powrotem i leżąc na wznak z zamkniętymi oczami usiłowałam zapanować nad tym szaleństwem kłębiącym się w mojej głowie.
Dlaczego się zjawił i tak nagle wyszedł? Po co tu siedział? Co mi zrobi? Może poszedł po broń i mnie zastrzeli? Nie, bez sensu. I nagle mi się przypomniało najgorsze. Czy on już wie, że dzwoniłam?

Przebiegł mnie dreszcz. Ukrywanie się w pokoju nic nie dawało. Leżałam w łóżku jakby to miało w czymkolwiek pomóc. Kretyńskie przeświadczenie, że dam radę odwlec to, czego tak się bałam. Spotkania z Diabłem.

Z westchnieniem zdecydowałam się opuścić mój azyl. Po szybkim prysznicu zarzuciłam na siebie to, co akurat wpadło mi ręce, przez przypadek wybierając komplet, który miałam na sobie w czasie wyprawy nad zatokę.
Szybko związałam włosy w koński ogon i nie marnując czasu na makijaż zaczęłam powoli schodzić w dół, z przyzwyczajenia wybierając schody kuchenne.
Trochę kręciło mi się w głowie i nie czułam się zbyt pewnie na nogach, więc poruszałam się powoli a co za tym idzie cicho.
Najpierw usłyszałam, że ktoś rozmawia w kuchni. Westchnęłam i dalej schodziłam.
Wolałabym być sama, lub spotkać tam tylko Tarę. Gdy podeszłam jeszcze bliżej byłam w stanie rozróżnić głosy.Tara była spokojna, za to Raoul sprawiał wrażenie mocno poddenerwowanego.
Pomijając momenty, kiedy ja go wyprowadzałam z równowagi nie widziałam go nigdy w sytuacji, w której by stracił kontrolę nad sobą. Teraz chyba za bardzo nie panował nad swoimi reakcjami.

Miałam dwa wyjścia. A na dobrą sprawę trzy. Wycofać się, podejść bliżej i spróbować ich podsłuchać, albo po prostu wejść.
Ale byłam już bardzo zmęczona. Nie tymi atakami migreny. To akurat był najmniejszy problem. Po prostu miałam już dosyć tej niepewności i strachu, który co chwilę łapał mnie za gardło. Czułam się jak na kolejce górskiej i miałam już dosyć.
Dlatego nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam dalej i po chwili stałam już w progu kuchni.
Diabeł stał plecami do mnie i jednocześnie zasłaniał Tarze całkowicie widok na drzwi wejściowe.
A ja zawiesiłam się, bo mój wzrok padł na ramiona i plecy Diabła. Stał w kuchni tylko w jeansach, z mokrymi włosami. Widocznie po wyjściu ode mnie z sypialni wziął prysznic i się przebrał. No może nie do końca.
Zamiast słuchać, o czym rozmawia z Tarą lub się odezwać, stałam jak słup soli zapatrzona w jego sylwetkę.
Gdy się poruszał i jego mięśnie drgały pod skórą, nie byłam w stanie myśleć o niczym innym tylko o chwili, gdy się ze mną kochał.
Czy gdy przytrzymywał mnie też tak napinał mięśnie? Czy jego plecy też wyginały się w taki sposób jak teraz, gdy raz po raz atakował moje wnętrze?

Oparta cały czas o futrynę zamknęłam oczy i wrócił do mnie obraz jego twarzy, stężałej, gdy zaczęła go ogarniać rozkosz i nie panował już nad swoim ciałem. Na samo wspomnienie tych chwil zarumieniłam się i westchnęłam.
Nagła cisza spowodowała, że podniosłam powieki i ujrzałam wpatrzone w siebie dwie pary oczu. Jedne, należące do kobiety wyrażały troskę i zmartwienie. Oczy mężczyzny nie wyrażały nic.
Głośno przełknęłam ślinę. Nie miałam zielonego pojęcia, co powinnam teraz powiedzieć i jak się zachować. Pierwsza ruszyła się Tara.
- Dziecko, dlaczego wstałaś? Przecież ledwo chodzisz i masz chyba gorączkę. Siadaj natychmiast.

Kiwnęłam tylko głowa i nie ruszyłam się ani na milimetr, wpatrzona cały czas w Diabła.
Ta chwila zauroczenia minęła. Teraz poczułam jak strach powoli zaczyna wbijać pazurki w moją szyję. Co on teraz zrobi?
Raoul długo się nie zastanawiał. Powoli zaczął się zbliżać, ale jego twarz była nieruchoma. Zero jakiejkolwiek reakcji, uczucia, oznaki zdenerwowania, kompletnie nic. Jakby to był cyborg, nie człowiek. Z każdym jego krokiem moje oczy robiły się coraz większe i gdy w pewnym momencie wyciągnął dłoń, zupełnie bezwiednie silnie drgnęłam i cofnęłam się o krok.
I dopiero wtedy stracił nad sobą kontrolę. Jego usta zacisnęły się mocno, bez słowa ominął mnie i wyszedł.

Opanowałam się ostatkiem woli, bo miałam ochotę osunąć się na podłogę i rozpłakać. Najgorsze, że nie byłam pewna powodu.

Po dłuższej chwili oderwałam się od drzwi i ruszyłam w stronę stołu. Dopiero gdy usiadłam, Tara też się ruszyła i zajęła miejsce obok.
- Dziecko. Co się dzieje?
Spojrzałam na nią zrozpaczona.
Dobre pytanie. Sama chciałabym wiedzieć.

Wcześniej byłam pewna, że chcę się stąd wydostać i uciec od tego bandyty. A teraz wszystko mi się pomieszało. Jak bumerang wracał do mnie obraz Raoula, śpiącego przy mnie w fotelu, wykończonego i zmarnowanego. Jeśli tak mną pomiatał i się bawił to dlaczego czuwał przy mnie.
- Nie wiem, co mam robić. – Powiedziałam żałośnie. Naprawdę nie wiedziałam.
Niania zastosowała sprawdzoną metodę, najpierw nakarmić, potem a pocieszyć.
Do zadania podeszła uczciwie, więc po chwili moim podstawowym problemem było nie zwariować. Co chwilę coś innego lądowało na stole, a ja starałam się jej delikatnie wytłumaczyć, że mocna herbata jest obecnie jedyną rzeczą, jakiej potrzebuję.
Na szczęście po chwili się uspokoiła, dała mi to co chciałam i w końcu usiadła przy mnie.
I po chwili zaczęła mówić. Wolałam się nie odzywać, bo przekazywane rewelacje wprowadziły jeszcze większy chaos w mojej głowie.

Wiedziałam, że Raoul ma zdawane na bieżąco raporty o tym, co wyprawiam. Ale dopiero teraz dowiedziałam się, że Tara miała przykazane dzwonić do niego ze wszystkim.
Więc słuchał codziennie o tym, o której wstałam, jak się czułam, w co byłam ubrana, czy się śmiałam czy płakałam. Zmarszczyłam czoło, gdy Tara relacjonowała jak Diabeł szalał słysząc zarówno rewelacje dotyczące sceny w stajni, mojej niesubordynacji w czasie wypadu do miasta czy też koszmarnej reakcji na migrenę.
- Ale jak to? – Wyrwało mi się, ale miałam na myśli mój telefon. Czyli wiedział, że zadzwoniłam do kogoś i nie jeszcze mnie nie opierniczył? Tara zrozumiała to jednak inaczej.
- Tak dziecko. Jak tylko usłyszał jak się czujesz, rzucił wszystko i przyjechał. Missa wcale nie musiał wyjeżdżać, ale nie był w stanie spojrzeć tobie w twarz po tym, co zrobił. Musiał uciec. Ale kiedy usłyszał jak jest z Tobą źle, natychmiast wrócił i już go nie można było od ciebie odciągnąć. I dopiero rano …

Zdenerwowana ponagliłam ją.
- Co rano?!
Tara ciężko westchnęła i kontynuowała.
- Gdy rano miałaś te koszmary i znowu tak krzyczałaś, on już stracił nadzieję. Missa wie, że te koszmary to przez niego, że ciebie tak skrzywdził, że zniszczył nawet twoje sny.

Opadłam całym ciężarem na krzesło patrząc z niedowierzaniem na kobietę. W życiu nie przypuszczałam, że tak zinterpretują moje zachowanie. A Raoul? Zgłupiałam. Czego on właściwie ode mnie chciał? Jeśli tak się troszczył to dlaczego mnie zmusił do stosunku?
Patrzyłam tępo przed siebie, nie próbując nawet się odezwać. Pewnie zbladłam,więc nic dziwnego, że usłyszałam.
- Kochanie, połóż się jeszcze, dobrze? Nie wyglądasz najlepiej.

Jak automat kiwnęłam głową, podniosłam się, powiedziałam dobranoc, co pewnie tylko utwierdziło Tarę w przekonaniu, że mam gorączkę i ruszyłam z powrotem do sypialni.
Dopiero sięgając do klamki uzmysłowiłam sobie, że stoję przed sypialnią Diabła.
Stałam w bezruchu tylko przez chwilę. Po tym, co usłyszałam, nie mogłam się oprzeć pokusie i nie zerknąć do środka. Byłam święcie przekonana, że Diabeł jest na dole w gabinecie, więc gdy otworzyłam drzwi i ujrzałam go leżącego na łóżku, o mało co nie krzyknęłam.
Już byłam bliska tego by się wycofać, gdy zauważyłam że śpi. Był widocznie tak wycieńczony, że wrócił od razu do sypialni i się położył.
To było silniejsze ode mnie. Weszłam powoli do środka, delikatnie zamknęłam drzwi i jak najciszej mogłam podeszłam do łóżka.
Leżał na plecach, z jedną ręką wyciągniętą wzdłuż ciała. Druga miał podniesioną tak, że ramieniem zasłaniał sobie oczy. Oddychał chrapliwie, ale równomiernie. Spał.
Nie mogłam oderwać od niego oczu. To był ten sam mężczyzna, który tak mnie zauroczył w samolocie i uwiódł na plaży.
Sama musiałam być zmęczona, bo logiki w tym co zrobiłam nawet nie usiłuję się doszukać. Uznałam, że skoro śpi to nie jest niebezpieczny. I w takim razie mogę chociaż na chwilę położyć się obok niego. Nic się nie stanie. Nie zasnę. Tylko poleżę chwilkę.
Zsunęłam jeansy, ściągnęłam staniczek i koszulę, zostając w samych majteczkach i podkoszulce.
Delikatnie wspięłam się na materac i położyłam obok niego. Początkowo na niego tylko patrzyłam.
Rysowałam wzrokiem po skórze wzory, wypatrywałam kolejnych blizn, podziwiałam wyrzeźbione mięśnie. Karmiłam oczy jego widokiem.
Po chwili oparłam głowę na ramieniu i tylko na sekundę zamknęłam oczy. Wsłuchana w miarowy oddech nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

Śnił mi się ogień. Czerwone płomienie najpierw delikatnie muskały mi twarz, dotykały włosów. Nieśmiało zapuszczały się na szyję i dekolt. Było mi gorąco, bardzo gorąco.
Chciałam się odsunąć, ale gdy dotykałam ognia by go odgonić, żar wzrastał.
Ogień był twardy, silny i mój dotyk tylko dodawał mu mocy.
Igrał wokół mnie, muskając moją skórę coraz śmielej.
Gdy dosięgnął piersi nie byłam w stanie powstrzymać jęku.
Płomienie zachowywały się jak kochanek, pieszczący delikatnie ale nieustępliwie, doprowadzając kochankę do utraty zmysłów.
To było nie do zniesienia.
Próbowałam się znowu uwolnić, ale płomienie zaczęły zmieniać kształt i nagle nie dotykałam już ognia, tylko smagłej skóry. Podniosłam wzrok wyżej i zobaczyłam twarz Raoula.
Ściągniętą w grymasie, jakby walczył sam z całym piekłem.
Nie mogłam go zostawić samego.
Wyciągnęłam dłoń i najdelikatniej jak mogłam dotknęłam jego policzka i uśmiechnęłam się do niego.
Odwrócił głowę i ucałował wnętrze dłoni. Nie odsunęłam ręki, gdy przesunął usta na nadgarstek. Jęknęłam chrapliwie. Czułam, że teraz to ja płonę i powoli się spalam.

Nie panowałam nad oddechem, a wyciągnięta dłoń drżała z nadmiaru emocji. Nie panowałam nad swoim ciałem.
Nie panowałam nad żadnym ze zmysłów.
Wystarczyło delikatnie muśnięcie języka na nadgarstku i krzyknęłam tak głośno, że się obudziłam.
Cała drżąc i wijąc się z rozkoszy otworzyłam oczy i spojrzałam prosto w rozszerzone źrenice podnieconego Diabła.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XXV
Diabeł – część XXVII

 

Polubienia 11
Wyświetlenia 5084

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Wiesz, ze to nieludzkie? W głowie mam tylko jedno! Aż mi jest gorąco!!!!

  • Anonymous

    Uwielbiam Twoje opowiadania!

    • A ja bardzo się cieszę, że komuś ta moja pokątna twórczość się podoba! Super! Mam nadzieję, że wszystkie przypadną Tobie w mniejszym lub większym stopniu do gustu!

  • Anonymous

    W takim momencie skończyć ?! To podpada pod znecanie, czekam z nie cierpliwością na kolejna część :)

    • Tak chciałam trochę ciśnienie podnieść … :)

  • Anonymous

    jak zawsze mi malo!!!!!! kiedy znowu bedzie diabel???

    • Jak nie padnę to dzisiaj. Ale nie obiecuję. Nie chcę znowu wrzucać krótkiego kawałka.

      Teraz tylko na chwilę przerwałam prace domowe i zerknęłam co się dzieje na blogu …. możecie mi wierzyć lub nie, ale się od niego uzależniłam.

  • Anonymous

    Przez Ciebie się napalilam :P

    • Hahaha … a co ja mam powiedzieć? To wszystko mi się w głowie kotłowało. :)

      Aż wstyd mi się tłumaczyć, że to wszystko miało zupełnie inaczej wyglądać, ale tak jakoś wszystko mnie pchało do łóżka. I znowu plany swoje, a opowiadanie swoje.

  • Anonymous

    Widzę, że wszyscy wzięli mnie za czarny charakter bloga Pani Anny. A więc tak dla uściślenia „opiernicz” za spóźnienie się w harmonogramie miał zmotywować Autorkę do częstszego wrzucania kawałków Diabła jak i Paradoksu. Mam nadzieję, że Autorka wybaczy moje naganne zachowanie. Po drugie GRATULACJE! Chodź miałam zostawić pochwały na sam koniec Diabła to jednak nie mogę się opamiętać. Jedną z wielkich zalet Autorki jest trzymanie napięcia. W każdym odcinku? zaskakuje Pani czytelników, którzy za pewnie tak jak ja nie mogą się oderwać od czytania i zerkają na Pani bloga co kilka godzin. Więc gratki :D

    • Heh … Autorka orze jak może. A już na poważnie, to ja sama mam ogromne wyrzuty sumienia kiedy się spóźniam.
      Znam to z autopsji, gdy sama chciwie czekam na teksty mojej ulubionej Blogerki (tak, tak, wiecie o kogo chodzi). Obiecała, miała napisać, a tu nic. Ale każdy z nas ma normalnie toczące się życie, rodzinę, inne zobowiązania, albo jest najzwyczajniej w świecie tak zmęczony, że pomimo silnego poczucia winy nie ma opcji, trzeba odpuścić.
      To, że ja będę dusić nic nie da. Zdołuje i ją, i mnie ….
      A co do opóźnień tutaj, to ja mam silne poczucie winy. Nie dołujcie mnie więc proszę jeszcze bardziej :D

      Idę poświęcać się rodzinie :) Wieczorem ogarniam harmonogram i może coś wrzucę, ale nie potwierdzam, Wolałabym dać większy kawałek niż znowu wrzucać drobiazg.

      PS> A ten baran, który się przyczynił do mojego rozstroju nerwowego w czwartek dał mi pomysł na jedną ze scenek w ‚Komedii omyłek’ więc nie jest tak źle :D

  • Anonymous

    Ech jak ja uwielbiam to opowiadanie :D juz nie moge sie doczekać kontynuacji ! :)

    • Siedzę właśnie nad piekielnym, ale nie mogę z łóżka ich wyrzucić. :)

    • Anonymous

      Ja też tak mam :) Co jakiś czas sprawdzam bloga, czy nie ma czego nowego :DDD

      Pozdrawiam i dziękuję za super opowiadanka,
      A.

  • Anonymous

    Cudne :-) Opłacało się czekać. Ale żeby przerwać w takim momencie… Toż to sadyzm Szeherezado!

  • Anonymous

    hehe ..w sumie to dobrze :) przydałoby się małę bzykanko :P ale tak ogólnie to rzeczywiście mogliby w końcu ze sobą porozmawiać bo jak na razie to ona się go boi?(albo sama nie wie o co kaman) a on ciągle chodzi wkurzony :) czyli jak to zwykle bywa w związkach..chcieliby się dogadać niby ale nie za bardzo wiedzą jak :D
    Ps. jemu tez by się przydało porządne lanie XD

  • Anonymous

    Heh zapomniałam się podpisać, to z wrażenia. Pozdrawiam serdecznie Szeherezado – Paula

  • hehehe … jak to w fantazji, niby wszystko poukładane, a cały scenariusz diabli biorą i znowu nie wiadomo o co chodzi. Uprzedzałam, że Diabeł może być jutro ( jutro u mnie zawsze oznacza wieczorem jutro :)

    Hm …. pisałam, że z łóżka ich własnie wyrzucam. jestem w trakcie, kompletnie to nie idzie w tą stronę w którą planowałam. Dialogów na razie niet. A nie, przepraszam. Na dwóch stronach, łącznie wypowiedzieli 11 słów. Mi samej ręce opadają na takie karygodne zachowanie! :P

    PS. chwilkę mnie nie było a tu 5 komentarzy. Nie muszę chyba pisać, że mi uśmiech z twarzy nie schodzi. :) Wracam do piekielnika.

  • Teraz jest pora, gdy zwykle coś dodajesz, więc pewnie dla tego taki tu ruch :) Pisz sobie spokojnie, poczekamy :)))

    • Miało być z niedzieli na poniedziałek, a jest wcześniej. Nieźle jak na mnie :D