Paradoks IV

Miał na nią ogromną ochotę, ale był naprawdę wycieńczony. Czuł, że jeśli zacznie się z nią zabawiać to wcale tak szybko nie skończy, ale ciało mogło mieć na ten temat inne zdanie.

Patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Miała charakter. Nawet przez sen widać było, że nie jest potulna i potrafi się zbuntować. I nie wyglądała na głupią idiotkę. Jeśli jeszcze nie skojarzyła kim jest to na pewno wkrótce to zrobi, a on nie mógł pozwolić sobie na żadną wpadkę i domysły, że jednak nie jest do końca taki jakim świat go teraz widzi. Najprościej byłoby ją uciszyć raz a dobrze, ale jakoś nie mógł. W końcu uratowała mu życie. Max pewnie byłby innego zdania, ale spoglądając na nią coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że wzięcie jej ze sobą jest najlepszym możliwym rozwiązaniem.

Musiał skontaktować się z bazą i wydostać stąd zanim ktokolwiek jeszcze odkryje jego obecność. Zerknął w kierunku okna – nic nie zapowiadało, że śnieżyca osłabnie, a co za tym idzie nadal należało spodziewać się kłopotów z nawiązaniem łączności. Z drugiej strony minimalizowało to też szansę na nieproszonych gości.
Westchnął i mocniej objął kobietę, starając się zapanować nad coraz bardziej intensywnym bólem promieniującym z podbrzusza.
Nawet nie wiedział kiedy zasnął.
Obudziło go jej drgniecie. Było już jasno, ale śnieg nadal padał. Zaryzykował zerknięcie w dół. Nie obudziła się jeszcze. Spała słodko posapując, nadal mocno wtulona w jego ciało.

Prawie zaklął, kiedy się przeciągnęła. Był na granicy wybuchu. Zupełnie jak jakiś napalony szczeniak.
Kompletnie nie rozumiał swojego zachowania, ale postanowił jej na razie nie płoszyć.
Ponownie drgnęła, tym razem się jednak budziła. Zmienił się jej oddech. Był cholernie ciekaw jak się zachowa, więc obserwował ją spod przymkniętych powiek.
Widział ten błogi wyraz twarzy gdy przeciągała się ponownie, ocierając się o niego całym ciałem. Nagle zamarła i zmarszczyła brwi. Przypomniało jej się widocznie z kim jest w łóżku. Spodziewał się, że będzie zmieszana, ale kiedy otworzyła oczy była przerażona. Jej twarz była tak wyrazista, że widział iż wspomina wszystkie wczorajsze wydarzenia i zdała sobie sprawę, że ich ciał nic nie dzieli.
Kiedy zaczęła cicho kląć po francusku wyglądała tak uroczo, że aż się prosiła by scałować i zlizać z jej ust te brzydkie słowa.Usiłowała się wydostać, ale była przygnieciona męskim udem.
O tak maleńka. Nie dość, że nie możesz się ruszyć, to jeszcze czujesz dotyk podnieconego mężczyzny.

Sięgnęła powoli za siebie, by przesunąć przygniatające ją udo. Jej dotyk był tak elektryzujący, że nie wytrzymał i jęknął. Aby to zamaskować przeciągnął się tak jak często to robią śpiący, ale tym samym zmienił ułożenie ciała i musiał ją puścić. Nie wiedział czemu cały czas udaje, że śpi.
Ona tymczasem, zupełnie nieświadoma czyhającego tak blisko zagrożenia powoli się podniosła. Sięgnęła po coś ręką – widocznie zamierzała go przykryć.
I na szczęście się nie opanowała i jej wzrok padł na jego tors. Zarumieniła się i szybko zerknęła na jego twarz. Prawie znowu go nakryła. Cudem nie drgnął i starał się nadal oddychać równym tempem.

Wyglądała jak dziecko przyłapane na wyjadaniu łakoci ze spiżarki. W ostatniej chwili powstrzymał się, żeby się nie uśmiechnąć. Znowu ta jej wyrazista mimika pokazała mu szalejące w niej emocje – przyzwoitość i wstyd ścierały się z czystym pożądaniem.
Zaczęła oddychać coraz szybciej, tak samo oczy nabrały niesamowitego blasku. I po raz pierwszy zaczął błagać w myślach, by okazała się słaba. Ktokolwiek to usłyszał spełnił jego prośbę.

Nie wytrzymała i widział wyraźnie jak jej wzrok powoli zsuwa się coraz niżej, ponownie na tors, brzuch i wreszcie zatrzymuje się na jego członku.
Głośno przełknęła ślinę i wodziła oczami po całej jego długości. Nie panowała nad sobą na tyle, że jej usta się rozchyliły, a ciało zaczynało powoli coraz bardziej pochylać się nad jego nabrzmiałą męskością.
Był zachwycony takim rozwojem sytuacji, ale nagle silnie drgnęła i się opanowała.
Na jej twarzy zobaczył tak silne poczucie winy, że prawie zawył. Niech to szlag! Ona myślała, ze go wykorzystuje.
Ten cudowny moment bezpowrotnie minął.
Przykryła go i błyskawicznie wyskoczyła z łóżka. Musiał być jednak jeszcze wykończony, bo kiedy dorzuciła drew do kominka i doszła do niego fala ciepła zasnął ponownie.
Gdy się ponownie obudził nadal było jasno, a w sypialni panowało miłe ciepło. Podniósł głowę. Nie mylił się.

Napaliła w kominku, ale ilość napakowanego tam drewna sugerowała, że nie będzie w stanie uzupełnić zapasów przez jakiś czas.
Momentalnie przyszła mu do głowy myśl, że wyruszyła by odnaleźć jego samochód.
I w tym momencie zarówno poczuł niesamowite zapachy dochodzące go z dołu, jak i zauważył swoje rzeczy i ubrania wysuszone i ułożone obok łóżka. A potem jego wzrok padł na kartkę, leżącą na sąsiedniej poduszce.
Wyglądało to jak miłosny liścik zostawiona przez żonę mężowi. Skąd mu takie porównanie przyszło do głowy? Nie miał zielonego pojęcia.
W pierwszej kolejności sięgnął po kartę. Komunikat, że poszła pobiegać bynajmniej nie wykluczał tego, że będzie starała znaleźć się jego samochód. Potem, nie przejmując się nagością podszedł do swoich rzeczy. Podniósł torbę i sprawdził zabezpieczenia. Nic nie zostało naruszone. Może przesadził z tą manią podejrzliwości i rzeczywiście poszła pobiegać w taką pogodę?

Nie zważając na lodowato zimną wodę szybko się umył się i dopiero potem ubrał. Sięgając do torby i uruchamiając telefon nie liczył na cud. Chciał mieć czyste sumienie, że sprawdził. Dawno nie miał okazji tak się zdziwić, bo nagle zaczęły przychodzić wiadomości. Miał zasięg. Nie bawiąc się w ceregiele szybko wykonał jedno połączenie.
- Maks, nic mi nie jest. Miałem wypadek. Będziecie musieli mnie dyskretnie odebrać. Samochód jest unieruchomiony. Podaję gdzie jestem, ale namierz mnie jeszcze. – Po kilku minutach rozmowy dodał dwie rzeczy, które bardzo zaintrygowały jego rozmówcę. – Odbierzcie mnie jutro. Będę czekał na Was  o ósmej rano. I do wzięcia będzie jeszcze jedna osoba.

Gdy tylko uzyskał potwierdzenie, że mają jego dokładną lokalizację skończył rozmowę. Natychmiast wyłączył i z powrotem schował telefon i zaczął systematycznie przeszukiwać pomieszczenia rozpoczynając od sypialni. Skoro on odzyskał zasięg istniała szansa, że któreś z moich urządzeń również.

Chciał trochę pobyć ze mną sam na sam, zanim odbiorą nas jego ludzie, a nie mógł ryzykować, że w tym czasie ja kogoś powiadomię, że mam niespodziewanego gościa.
Trochę się namęczył zanim odnalazł telefon i komputer. Z jednej strony było czysto, ale lokalizacje przedmiotów jasno informowały, że właścicielka ma fantazję. Krótka wyprawa na zewnątrz i uszkodzenie wszystkich kabli było zdecydowanie łatwiejsze.
Po powrocie zatarł tylko wszelkie ślady mogące potwierdzać, że wychodził i usiadł w Sali kominkowej na parterze w oczekiwaniu na mój powrót. W brzuchu burczało mu coraz bardziej, a rozchodzące się z kominka zapachy bynajmniej nie ułatwiały mu zapanowania nad głodem. Pochylił się nawet nad garnkami. Jakieś warzywa, mięso? Pachniało zabójczo i był szalenie ciekaw jak to smakuje.

Nie chciał jednak zaczynać bez gospodyni. Po chwili jednak zaczął się niecierpliwić i kiedy już doszedł do wniosku, że zamiast biegać postanowiłam znaleźć jego wóz usłyszał hałas, coś jakby skrzypienie śniegu. Tak, ktoś biegł, powoli i z wysiłkiem, ale biegł. Nagłe potknięcie i seria kilkunastu słów w obcym języku wypowiedzianych melodyjnym głosem. To ona, więc pewnie klęła jak szewc. Uśmiechnął się i uchylił drzwi gdy była tuz przy nich.

Widocznie nie spodziewała się tego bo wpadła z impetem, potknęła się i poleciała na podłogę Coś mówiła dysząc, a on jak ostatni idiota zamiast jej pomóc wpatrywał się w jej wypięty tyłeczek.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część III
Paradoks – część V

Polubienia 7
Wyświetlenia 3991

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Fantastyczne :)

    • Mam nadzieję, że nadal będzie się podobać jak trochę zakręcę. Miałam ochotę na stworzenie czegoś … powiedzmy kontrowersyjnego. Ale nikt tu czytać o kwiatkach nie zamierza, a skoro to są fantazje to zamierzam skorzystać z tego przywileju maksymalnie :)

  • Pingback: Paradoks V | Skrywane pragnienia()