Paradoks V

 

Niech go szlag trafi. Poleciałam z impetem do przodu i teraz klęczałam w środku, z wypiętym tyłkiem jak ostatnia idiotka. Ledwo mogłam złapać oddech a ten idiota stał i nic nie robił. Miałam tylko nadzieję, że nie gapi się na mój wystawiony zadek. Do biegania nie mogłam się ubrać elegancko, więc to co miałam na sobie elegancko mówiąc mocno mnie opinało.
Po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi i silne męskie ramię pomogło ustawić mi się do pionu. O matko, ja byłam ciężka, a ten facet podniósł mnie jakby złapał szczeniaka. Spojrzałam zaskoczona i napotkałam badawcze spojrzenie najbardziej niebieskich oczu jakie kiedykolwiek widziałam u faceta. I naprawdę to nie była pierwsza rzecz którą chciałam powiedzieć Obcemu.
- Masz soczewki kontaktowe, czy to twój naturalny kolor?

Chyba udało mi się go zaskoczyć. Zaprzeczył głową i odparł, jednocześnie lustrując mój strój.
- Moje. – W odpowiedzi wzruszyłam tylko ramionami.
- Lubię sobie pobiegać. – Z lubością wciągnęłam zapach pieczonych ziemniaków i mięsa. – - Daj mi chwilkę, doprowadzę siebie do ładu i możemy jeść.
Po czym najzwyczajniej w świecie go zostawiłam i pobiegłam do sypialni.
Czekające obok wanny garnki pełne gorącej wody były taką cudowną niespodzianką, że dopiero w trakcie kąpieli uświadomiłam sobie, że on to zrobił specjalnie dla mnie.
I w tym momencie przypomniałam sobie skąd znam jego twarz. Widziałam go tydzień temu, w najnowszym odcinku jednego z najbardziej kasowych seriali.
Ale to nie mógł być on! Na takim zadupiu, z bronią w samochodzie?! Wiedziałam, że nic nie wymyślę, więc w tempie się przebrałam w czyste ubrania i zbiegłam na dół.
Nakryty stół był kolejną niespodzianką. Nie próżnował w czasie mojej nieobecności.
- No koleżko – pomyślałam – jeśli jesteś taki szybki to co robiłeś kiedy ja pobiegłam na zwiady.
Uśmiechnęłam się do Obcego stojącego przy kominku i dorwałam się do jedzenia. Wykopane ziemniaki pachniały równie bosko co upieczone mięso i warzywa. Wszystko wylądowało na olbrzymim półmisku. Sałata była praktycznie gotowa. Mogliśmy zasiadać do uczty. Nagle się zatrzymałam. Brakowało mi tylko jednej rzeczy.
- Lubisz wino? – Obcy spojrzał zdziwiony i tylko podniósł brew.
- Jakie? – pewnie spodziewał się listy. Natomiast ja w odpowiedzi zaczęłam się śmiać. Dopiero po chwili byłam w stanie mówić.
– Nie mam zielonego pojęcia. W piwniczce znalazłam. Na pewno wytrawne i czerwone. Co do reszty zabij mnie, nie wiem. Jedną butelkę już wypiłam, ale nie mogłam znaleźć takiej samej. Dobre było. – Westchnęłam na samo wspomnienie o tym cudownym napoju, który był tak dobry i w takim tempie się skończył.
- Mam jeszcze te dwa maleństwa – i postawiłam na stole dwie stare zakurzone butelki. Obok wylądowały dwa kielichy które wiekiem dorównywały chyba winu.
Widziałam jak rozgląda się dookoła, pewnie w poszukiwaniu korkociągu. Westchnęłam i odpowiedziałam.
- Nie ma. – Trafiłam idealnie, bo od razu zadał mi pytanie.
- To jak otworzyłaś poprzednie?
Cholera! Zarumieniłam się. Jeśli mam otworzyć te butelki tak samo jak tamtą to wolałabym bez świadków. Niestety błysk zainteresowania w jego oczach nie był ulotny. Ten facet na serio był zaintrygowany jakim cudem otworzyłam butelkę i dlaczego się rumienię. Nie szkodziło mi spróbować.
- Lepiej się odwróć.
Zaprzeczył.
- Nie ma mowy. Ale obiecuję, ze złego słowa nie powiem.
Wzruszyłam ramionami. W końcu jest dorosły i wie co robi. Zajrzałam do jednego ze schowków, który został tymczasowym schronieniem dla mojego nowego korkociągu.
Obcy patrzył lekko zbaraniałym wzrokiem na trzymany przeze mnie miecz.
Widziałam jak próbuje analizować i pewnie postawił na to, że korek wydłubię.
Speszyłam się, ale wiedziałam, że powinnam zrobić przynajmniej jakiś wstęp zanim zacznę otwierać to wino.
- Hm … widzisz, kiedyś o tym czytałam, I jak znalazłam miecz to tak od razu chciałam spróbować. I wiesz, poprzednio mi się udało – dodałam z triumfem. Na wszelki wypadek dodałam.
- Ale wybacz w razie czego.
Facet patrzył na mnie i ewidentnie do końca nie zrozumiał co chciałam zrobić. Jedzenie nam stygło, byłam głodna jak diabli, więc już nie czekałam ani chwili dłużej.
Złapałam butelkę w lewą rękę i wyciągnęłam ją maksymalnie przed siebie. W prawej trzymałam miecz. Wzięłam olbrzymi zamach i zanim zdążył zareagować wykonałam mocne i czyste cięcie z dołu. Brzdęk i i szyjka butelki została idealnie przecięta.
Bałam się spojrzeć w jego stronę, ale w końcu usiedliśmy do posiłku. Widziałam jak próbuje wszystko po kolej, najpierw bardzo ostrożnie, a potem z olbrzymim zapałem dokłada sobie dodatkowe porcje na talerz.
- Nie wiem co zrobiłaś, ale to jest niesamowite.
Uśmiechnęłam się i pomyślałam „No dobrze kolego. Zjedliśmy, czas na konkrety’. Wyprostowałam się i delektując się winem wypaliłam.
- Nie żebym była nieuprzejma, ale kiedy zamierzasz się stąd wynieść?

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część IV
Paradoks – część VI

Polubienia 7
Wyświetlenia 3583

Podobne wpisy: