Paradoks VIII

 

Spodziewałam się wszystkiego tylko nie tego, że się uśmiechnie. Spojrzałam na niego podejrzliwie, ale Josh tylko wyciągnął rękę i powiedział.
- Chodź ze mną.
Coś bardzo się nie zgadzało. Stałam przez chwilę w bezruchu, ale w końcu zrobiło mi się wszystko jedno. Złapałam go za dłoń i podążyłam za nim.
Kierowaliśmy się z powrotem w stronę gabinetu. No tak, Maks pewnie chciał się upewnić, że problem zostanie rozwiązany ostatecznie. Josh przepuścił mnie w drzwiach. Zasunęli kotary i w bibliotece panował półmrok. Weszłam do środka pewnym krokiem, ale cała odwaga wyparowała ze mnie błyskawicznie w chwili, gdy usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka. To Josh zablokował drzwi.

Byłam z nimi sama, w zamkniętym pomieszczeniu. W tym samym czasie Max wcisnął coś pod biurkiem, a Josh stanął tuż obok mnie i znowu chwycił moją dłoń.
- Nie bój się i idź tuz za mną.
Pomimo całej tej grozy nie wytrzymałam i spojrzałam na niego z irytacją. Co niby miałam robić, chodzić za nim jak kurczak za kwoką? Dookoła biurka może?!
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo zauważyłam, że fragment jednej ze ścian w gabinecie zaczął się nagle odsuwać.
Po chwili patrzyłam na regał z książkami, pośrodku którego znajdowało się wąskie przejście. Nie było go wcześniej.
Josh pociągnął mnie za sobą, kierując się w stronę powstałej dziury. Maks podążał tuż za nami. Znaleźliśmy się w innym pomieszczeniu. Ogromna sala bez okien, z poustawianymi bardzo chaotycznie stojakami z butelkami i beczkami z winem.
Znowu usłyszałam dziwny dźwięk, ale zanim się obejrzałam Maks na powrót stał tam gdzie poprzednio. Musiał coś gdzieś przycisnąć, ale nie zdążyłam zauważyć, co i gdzie.
I znowu fragment jednej z półek zaczął się łamać. Tym razem to nie było przejście do kolejnego pomieszczenia, ale początek wąskiej klatki schodowej. Coś jakby wąski szyb tylko, że ze stopniami prowadzącymi w dół.

Wystarczyło, że się zbliżyliśmy, a w środku zapaliło się światło. Małe punkty rozmieszczone na ścianie i przy stopniach, które wystarczająco oświetlały drogę.
Byłam zauroczona. To wyglądało jak zejście do komnaty tajemnic. To zestawienie starych murów, z nową technologią podniosło mi ciśnienie.
Miałam zarumienione policzki i oddychałam szybciej, ale nie ze strachu tylko z podekscytowania.

Znowu Josh szedł pierwszy, a Maks zamykał tą dziwną procesję. Zaczęłam liczyć. 168 stopni w dół. Z technicznymi rzeczami zawsze było u mnie bardzo słabo, ale teoretycznie byliśmy już pod ziemią.
Na samym dole czekały na nas kolejne drzwi, Josh wstukał jakiś kod i w tym momencie niebo otworzyło przede mną swoje wrota.
Kompletnie ignorując obu mężczyzn, wepchnęłam się do środka po czym równie szybko zatrzymałam w miejscu rozglądając się jak zahipnotyzowana.
Brakuje słów by opisać miejsce, w którym się znalazłam.
Byłam w korytarzu stanowiącym coś w rodzaju zewnętrznym pierścienia, otaczającym olbrzymią salę.

Zarówno po mojej lewej jak i prawej stronie, co kilka metrów znajdowały się drzwi. Z takich samych drzwi przed chwilą skorzystałam by wejść do środka. Natomiast z korytarza do Sali prowadziły już wykute w ścianach przejścia. Ściany z kamiennych bloków, nie zostały zbezczeszczone żadną farbą czy tapetami. Ciepła wnętrzu dodawały zwoje grubego materiału, drewno i porozwieszane obrazy.
Tego było za dużo. Chciałam jednocześnie obejść szybko korytarz dookoła i zobaczyć co jest gdzieś indziej.
Zdecydowałam, że bardziej interesuje mnie centralna sala. Kilka kroków do przodu i nie powstrzymałam jęku. Przez jedną z wnęk dostałam się do serca tych lochów, a widok był wart wszystkich skarbów na tej ziemi.

Centralnie położona sala była okrągła, olbrzymia i cholernie wysoka. Zadarłam głowę do góry i wiszący nad głową potężny kandelabr wyrwał z moich ust kolejny jęk zachwytu.
Do ścian była umocowana niesamowita konstrukcja, połączenie drewna i metalu. Coś w rodzaju potężnego regału na książki, tylko, że wysokiego na ładnych kilka metrów i z dobudowanymi galeriami i drabinkami by móc dosięgnąć wszystkich księgozbiorów.
Z westchnieniem usiadłam na jednym ze skórzanych foteli stojących na środku i z głową obracającą się na wszystkie możliwe strony usiłowałam, przyjąć do głowy i ogarnąć taką ilość niezwykłości.

Zupełnie zapomniałam o obu mężczyznach, o tym, co się stało i dlaczego tu jestem.
To nie było ważne. Byłam w miejscu ze snów, marzeń i po prostu zakochałam się.
Tego było za dużo. Poderwałam się i w tempie wleciałam z powrotem do korytarza. Idąc wzdłuż ściany przyglądałam się po wiszącym obrazom i artefaktom stojącym w niszach. Zaglądałam też po kolej za każde otwarte drzwi. Laboratorium, coś jak studio nagrań, serwerownia z komputerami??
Stanęłam w miejscu dopiero, gdy dotarłam do jednej z nisz, gdzie stała rzeźba. Bardzo dobrze znana mi rzeźba. Widziałam ją tyle razy na zdjęciach i raz na żywo, gdy byłam we Florencji. Dawid Michała Anioła.
Piękna. Jestem nietypowa, albo nie widzę stodoły, albo przeszkadza mi ryska szerokości włosa.
Będąc we Florencji miałam to szczęście, że mogłam obejrzeć sobie to dzieło bardzo dokładnie. Podobnie wszelkie fotografie.
Zwróciłam wtedy uwagę na takie małe wyłamanie przy stopie. Zupełnie bezwiednie zerknęłam w to samo miejsce teraz i nagle dopadło mnie déjà vu. To samo wyszczerbienie.
Zmarszczyłam czoło. Czyżby kopista aż tak wiernie odtworzył każdy detal? Bez sensu.
I nareszcie siła wyższa straciła cierpliwość i wylała wiadro zimnej wody na głowę. Wyrwałam się z tego otępienia, odwróciłam na pięcie i zaczęłam iść z powrotem korytarzem, tym razem bardziej zwracając uwagę na to, co widzę.
Zainteresowania zawsze miałam wysoce oryginalne i z różnych dziedzin. Jedną z nich była sztuka. Oczywiście wybiórczo.

Zatrzymałam się przed jednym z obrazów. Claude Monet. Piękna rama, bez tabliczki z informacją o obrazie. Ale to był na 100% Monet. Stałam zamyślona, zastanawiając się, gdzie ja do jasnej cholery widziałam już ten obraz.
I nagle mnie olśniło.
Oczywiście! Gdy pokazywano we wszystkich mediach informacje o zuchwałym napadzie na muzeum w Zurychu. Ale przecież akurat ten obraz odzyskano!
Spojrzałam na niego uważniej, tym razem patrząc na niego pod innym kątem. Czy aby na pewno?

Zwróciłam uwagę na kolejne płótno. „Żydowska narzeczona” Rembrandta? Znałam to dzieło na pamięć. Nie powiem ile godzin spędziłam analizując każde pociągnięcie pędzla, dbałość w przedstawieniu dłoni czy biżuterii. Ale przecież on jest w muzeum w Amsterdamie!!!
W tempie wróciłam do Dawida. Ten szlif, te ułamania, kolor marmuru, zabrudzenia przy załamaniach dłuta. Delikatnie dotknęłam dłonią stopy i wodząc koniuszkami palców po marmurze przesunęłam rękę do góry i z powrotem na dół.
Oderwałam się w końcu od rzeźby i z nieobecnym spojrzeniem dotarłam z powrotem do fotela.
Ze stadem kotłujących się myśli, usiłowałam odepchnąć tą jedną pchającą się natrętnie. Na tyle natrętnie, że wypowiedziałam ją na głos.
- Ale numer. To są oryginały.

Otworzyłam oczy i ujrzałam wbite w siebie badawcze spojrzenia obu mężczyzn. Naprawdę o nich zapomniałam.
I nagle zaczęłam się śmiać. Nie spodziewali się takiej reakcji. Maks znowu podniósł brew do góry, a Josh przymrużył oczy. Cholera, u obu wyglądało to nadzwyczaj seksownie. Prawie palnęłam dłonią w czoło. Idiotka! Siedzę jak na dynamicie i tylko jedno mam w głowie.
Tym niemniej mnie nosiło.
Było tego tak dużo, tak niezwykłych rzeczy i w tak niespodziewany sposób, że nie panowałam nad sobą. Wstałam i rozglądając się roziskrzonym wzrokiem dookoła zaczęłam mówić, zupełnie jak podekscytowana jak dziecko w Boże Narodzenie
- Rany boskie. Od jak dawna to robicie? – I nie czekając na ich odpowiedzi, dalej kontynuowałam monolog.
- Matko, co za organizacja. Że też nikomu nie przyszło to do głowy. Co za skarby. Ale czad! – Mówiąc ostatnie zdanie dosłownie klapnęłam na fotel. Nie byłam jednak w stanie opanować słowotoku i ciągnęłam dalej.
– Ale numer.
Moje trajkotanie przerwał głos Maksa.
- Sama rozumiesz.
Sens tych słów pojęłam po swojemu.
- Rozumiem?! – Zapytałam się głośno.
- Dajcie spokój. Na waszym miejscu już dawno bym siebie sprzątnęła. Nie czekałabym ani minuty! Za duże ryzyko, że cokolwiek się wyda. W ogóle super, że mogłam to wcześniej zobaczyć.
Zamknęłam się na chwilę, tylko po to by podejść znowu do ‘Dawida’ i pomacać go przez sekundę. Z westchnieniem wróciłam na fotel i tym razem skupiłam już uwagę na obu mężczyznach.

- Coś cudownego. – Liczyłam, że któryś się odezwie, zrobi coś. Ale jedyne, co zaobserwowałam to coraz bardziej widoczny uśmiech na twarzy Maksa i rosnące niedowierzanie Josha.
- Szkoda, że nie mogę brać w tym udziału. – Rozmarzyłam się. Zawsze chciałam stać zdecydowanie po stronie prawa, jednej lub drugiej. Już, kiedy byłam dzieckiem, mój wujek mi mówił, że ze mnie wyrośnie albo bardzo dobry policjant, albo jeszcze lepszy bandyta.
Zerknęłam ponownie na nich i trochę mnie zamurowało. To rozbawienie Maksa i niedowierzanie Josha tylko się pogłębiło. Ejże? A może oni właśnie o tym myśleli? Byłam tak zaskoczona tą myślą, że radośnie zapytałam.
- Planujecie coś? Zaczyna wam brakować kobiety i chcecie ze mnie korzystać?
To, że miałam na myśli pomoc w napadach było oczywiste dla mnie. Widząc ten jedyny w swoim rodzaju błysk zarówno w niebieskich jak i brązowo-zielonych oczach zmarszczyłam czoło. Co do jasnej cholery? Nie zważając jednak na tak dziwną reakcję kontynuowałam pchana przez kolejne coraz to bardziej niesamowite myśli.
- Dobra, wchodzę w to, cokolwiek to jest, to jest tego warte. Kradniecie dzieła sztuki na zlecenie, prawda? I nie zawsze dzieła sztuki. Biżuterię też? Ale nie zawsze jest to zwykła kradzież. Tak jak w przypadku tych cudów byłoby to zbyt spektakularne. Podmieniacie na falsyfikat. – Zaczynałam wyjaśniać sama sobie.
– Ale organizacja. Musiałabym się dużo nauczyć. Ale co tam. To jest warte każdego wysiłku.
Maks zaczął się śmiać i wreszcie się zamknęłam. Na chwilkę.
- Chcecie mnie w to wciągnąć? Serio? Mogę? Będę się nadawać?
Śmiał się w najlepsze.
- A my się baliśmy jak Tobie to przekazać.
Niebo po raz drugi otworzyło się przede mną. Jak na stan euforii i ogłupienia, w jakim się znajdowałam, zaczęłam nagle zadawać całkiem logiczne pytania. Oczywiście hurtowo.
- Rany, co będę robić? Wrócę do domu czy zostanę tutaj? Przecież trzeba będzie coś wymyślić, prawda? Ja mogę w każdej chwili rzucić wszystko w cholerę. Będziecie mnie uczyć? Rany jak się cieszę. Zobaczycie, będę najlepsza. Jaką będę miała przykrywkę?
Na ostatnim pytaniu padłam. Po prostu zabrakło mi tchu.
Josh wstał. Widać było, że zaskoczyłam ich obu. Pewnie spodziewali się, że nie pójdzie tak łatwo albo w ogóle nie pójdzie. Ewidentnie nie mieli sumienia by sprzątnąć mnie z tego świata.
- Zostaniesz z nami.
Zbyt duża ilość informacji i emocji wpłynęła jednak na moją inteligencję.
- Świetnie, jako kto? Konsultantka, czy ktoś ze służby.
Patrzyłam zdezorientowana na jednego i drugiego. Tym bardziej, że Maks nadal rozbawiony patrzył na Josha zupełnie jakby chciał powiedzieć ‘ No stary, powiedz jej. To będzie ciekawe.’

Josh przysiadł na oparciu mojego fotela i zaczął tłumaczyć jak dziecku.
- Będziesz nie tylko nam pomagała. Nie ukrywamy, że brakuje nam jeszcze jednej osoby, ale zapewnisz też alibi. Nie będziesz konsultantką. Będziemy razem się pokazywać, bywać na różnych uroczystościach i takie tam … – Zwłaszcza to ‘takie tam’ dużo mi wyjaśniło.
- Czyli? – Trochę się zaniepokoiłam, co usiłuje mi przekazać.
- Zostaniesz moją żoną. – Nie odezwałam się tylko dlatego, że mnie zatchnęło. Josh widocznie będąc już na fali, bo najgorsze było teoretycznie za nim kontynuował.
- Zobacz. Wszystko będzie można idealnie wykorzystać. Moja ucieczka tuż po odwołaniu ślubu, rajd po Irlandii, mój wypadek i spotkanie Ciebie. Zakochanie się. Namówienie, żebyś pojechała ze mną. Tym bardziej, że będziemy mogli uzasadnić moje zniknięcie ukrywaniem nowej miłości. Ślub i mamy raz na jakiś czas pożywkę dla pismaków. Plus wszystko zostanie w rodzinie. – Zdaje się, że ostatnie zdanie miało być śmieszne.
Spojrzał na mnie i zamilkł. Nie wyrobiłam i powiedziałam.
- Błyskawiczny ślub i jeszcze szybsza ciąża już w ogóle zrobią furorę, co?
Maks tylko dołożył drew do buzującego we mnie ognia.
- Idealny pomysł. Uda się wtedy wymiksować ciebie od większej ilości spotkań. Młoda żona, dziecko w drodze. Chociaż nasza pani będzie trochę ograniczona z robotą …. – Mówiąc to spojrzał na mnie i się zamknął.
Patrzyłam na nich z niedowierzaniem
- Jaja sobie robicie?!!!
- Nie. – Odezwali się równocześnie i byli autentycznie zdziwieni, że nie pałam entuzjazmem.
Machnęłam ręką w kierunku Josha.
– Przecież ty co chwilę się z kimś rozwodzisz. Ja nie chcę takiego męża. Chcę męża na dobre i złe, który będzie dla mnie oparciem, który będzie mnie szanował i kochał się ze mną za dziesięć lat tak samo jak to robił za pierwszym razem! Jeśli bym go zobaczyła z jakąkolwiek wywłoką to oczy wydrapię. I w ogóle nie ma mowy o żadnym rozwodzie! – Mało brakowało a wstałabym i tupnęła nogą w złości.
- Ze mną się nikt nie rozwiedzie. Rozumiesz, powiesz tak i koniec na wieki wieków panie doskonały.
Sapnęłam oburzona i zwątpiłam. Jeśli myślałam, że Josha po tej przemowie zniechęcę to się myliłam. Śmiały się nawet jego oczy i bynajmniej nie wyglądał na niezadowolonego. Szczerzył zęby jak jakiś idiota. Teraz ja nic nie rozumiałam.
- Bez sensu. Dlaczego się nie wściekłeś? W ogóle, to dlaczego chcesz się ze mną ożenić??!!!

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część VII
Paradoks – część IX

Polubienia 9
Wyświetlenia 4199

Podobne wpisy:

  • Jak zwykle główna bohaterka rozwala mnie swoim humorem i podejściem do tematu ;) Pomysł ze ślubem- czad! :) Pozdrawiam

    • Jak fantazja to na całego :)

      Mam tylko nadzieję, że nie będziecie potem we mnie rzucać kamieniami …. zaczynam mieć już pewne obawy czy zostawić to opowiadanie tak jak jest czy jednak zmienić ….

      Chociaż to pewnie i tak będzie pestka w porównaniu ze „Złą decyzją’ …

  • A to już decyzja należy do Ciebie :) Nawet jesli będziemy rzucać kamieniami to i tak tylko wirtualnymi więc nie masz się co bać ;) a przecież o to chodzi,aby w czytelniku wzbudzić emocje,prawda? Czasem nawet i te negatywne ;)
    Wiesz już może mniej więcej kiedy będziesz wstawiać następne odcinki opowiadań z zapowiedzi? Wszystkie mnie tak wręciły,że już się doczekać nie mogę.Chyba utknęłam u Ciebie na blogu już na zawsze.. ;)

    • Dzisiaj w nocy wchodzi Diabeł i oczywiście muszę się mocno zastanowić co i kiedy będę wrzucać później.
      Podaję termin, potem siła wyższa no i się zaczyna :) Ale rozumiem, jak się czeka to diabli biorą jak nic z tego nie ma.

      I oczywiście wolałabym zakończyć najpierw tytuły zanim rozpocznę kolejne. Nie mówiąc o porządnym podłączeniu linków.
      I wtedy polecimy po tym co w zapowiedziach …. :)

    • Anonymous

      o tak ja bym chciała zakończenie diabełka Kochana Autorko :D

    • Diabły będą jeszcze dwa. Kończymy telenowelę :)

    • Spokojnie ja nie poganiam ani nic chciałam się tylko dowiedzieć czy już coś mniej więcej planujesz wstawiać z zapowiedzi czy na razie wolisz się skupić na tych dłuższych opowiadaniach. Ja i tak czytam hurtem jak leci, więc może to i lepiej jak najpierw zakończysz te długie opowiadania. Przynajmniej się nie pogubię co w którym się działo ;)

    • Anonymous

      te a moda na sukces już leci ze 20 lat i jakos nikt nie ma dość XD

    • Oj, nikt mnie nie pogania. Po prostu trzeba kończyć póki się jeszcze dobrze czyta. Pomijając fakt, że mnie nosi na myśl o ‚Montanie’. Tam sobie tez poużywam i mam nadzieję, że się zdrowo uśmiejecie.
      Pomysłów mam od groma. Gorzej, że korzystam tez trochę z własnych … hm …. powiedzmy, że wybryków i kompletnie nieprzemyślanych działań. Wy się śmiejecie, a ja teraz trochę ze zgrozą wspominam niektóre chwile. :P

    • I jak zwykle, plany swoje a opowiadanie swoje …

  • Anonymous

    kurcze wkręciłam się w to opowiadanie ;) fajna ta bohaterka, taka trochę szalona :D

    • Bohaterka jest moim zdaniem bardzo zakręcona – z resztąwydaje mi się,że każda bohaterka przedstawiana w opowiadaniach Anny jest taka ;)

  • Anonymous

    a o ktorej tak około diabełek ?;)

    • Siedzę nad nim, ale mi głowę zawracano aktywnie więc wcześniej nie za bardzo miałam jak pisać.
      Już teraz widzę, że tylko dwie części i koniec z wysłannikiem piekła, to marzenie ściętej głowy. Powoli padam na buzię, więc godzina, maksymalnie półtorej i publikuję to co jest. Muszę wybrnąć tak, żeby móc wstawić (teraz lub później) to co mi biega po głowie od dawna :D

      Nie chciałabym mieć nikogo na sumieniu, więc może grzecznie do łóżeczek i lektura rano? Proszę.

  • Anonymous

    ok myslę że to dobry pomysł:) pisz spokojnie :*

  • Anonymous

    OMG, to robi się co raz lepsze! ciekawe ja k potoczy się akcja opowiadania, mam nadzieję, że będzie równie zabawnie jak dotychczas :)

  • Anonymous

    Ty jesteś wspaniała <3 to co wylewasz na papier (czytaj na bloga) jest cudne <3 naprawde moge tylko pogratulować talentu i wyobraźni i z niecierpliwością czekać czekać i czekać na ciąg dalszy :) tylko błagam Cie nie kończ! :)

    • Heh .. zaraz zacznę fruwać z samozadowolenia :) A na poważnie super, że się tak podoba. Co do ‚Paradoksu’ to mam nadzieję, że dalsze części zaskoczą Was – również pozytywnie. Uprzedzę i będziecie czytać na własną odpowiedzialność.

  • Anonymous

    No to teraz zrobiłaś mi „smaka” na te dalsze części :))
    I na pewno masz powód do samozadowolenia – opowiadania są naprawdę świetne.

    • Wchodzę w tryb lotu :D
      Dzięki i dobrej nocy. Paradoks jutro wieczorowo-nocną porą. :)

  • Piękne masz zdjęcia!

  • Pingback: Paradoks IX | Skrywane pragnienia()