Zapowiedź …. Pętla czasu

A taka mała niespodzianka.
Kiedyś wspominałam o tym opowiadaniu. Daję tylko fragment na zaostrzenie apetytu.

 

 

Dałam się namówić. Z drugiej strony gorzej być nie mogło. Sobotni wieczór mogłam spędzić z kieliszkiem wina i pizzą przed telewizorem, albo dać się zaciągnąć Agacie do pracy.W sumie to była jej praca a nie moja, więc co mi szkodziło.
Tematyczna noc w Muzeum Archeologicznym w Poznaniu. Od jakiegoś czasu organizowali takie wydarzenia. Wkładali w to naprawdę całe serce i duszę  więc wychodziło całkiem ciekawie.
Tym razem była to ‘Magiczna noc w muzeum’. Mieszanka wykładów i prezentacji multimedialnych o wierzeniach i czarownicach, przeplatana warsztatami. Pracownicy, masa studentów-wolontariuszy w charakterze zarówno statystów jak i animatorów. Jeden wielki spęd wariatów i bynajmniej nie mam na myśli zwiedzających.

Pojechałyśmy wcześniej. Agata puściła mnie samopas wierząc, że nie zginę. Poza tym i tak większość pracowników mnie znała, więc mogłam sobie chodzić i zaglądać w różne zakamarki niedostępne dla zwykłych śmiertelników.
Nie powiem, sprawiło mi to frajdę. Blokada z napisem ‘Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”, a ja mogę!
Nie ukrywam, że kilka razy wlazłam w idiotyczne miejsca tylko po to by zobaczyć miny zwiedzających. Każdy ma w końcu swoje słabości.
Mimo, iż pierwotnie byłam dość niechętna by przyjechać, musiałam zmienić zdanie. Odwalili kawał dobrej roboty.
Gdy dotarłam do dziedzińca najzwyczajniej w świecie otworzyłam buzię. To co zrobili to był majstersztyk. Nawet obelisk Ramzesa II nabrał złowrogiego wyglądu. To było niesamowite.

Kawałki materiału zwisające z okien na różnych poziomach, kilka rekwizytów i wkroczyłam nie na dobrze znany mi dziedziniec, ale do lochów którymi władał świat czarów i magii.
To było tak nieprawdopodobne, że chciałam chociaż przez chwilę być sama. Zamknęłam za sobą cicho drzwi licząc, że będę miała przynajmniej kilka minut dla siebie.
Stałam w absolutnej ciszy, podziwiając zarówno pomysł jak i wykonanie, gdy nagle dotarł do mnie dziwny dźwięk. Coś jakby szuranie.
W duchy nie wierzę, poza tym może i tu byłam sama, ale za ścianą miałam przynajmniej kilkadziesiąt osób.
Rozejrzałam się uważniej i zauważyłam, że sznur, który zwykle powstrzymywał zwiedzających od zejścia do podziemi zniknął.
Oczy mi rozbłysnęły. Postarali się! Widocznie przygotowali coś na najniższym poziomie. Podeszłam do schodów i zerknęłam w dół. Było trochę ciemno. Gdybym wtedy tylko pomyślała!!

Nikt o zdrowych zmysłach, a już na pewno nikt z muzeum nie pozwoliłby schodzić zwiedzającym do takiej ciemnej nory. Zaliczyłam te podziemia nie raz i wiedziałam, że jest tam pełno durnych zakrętów nie mówiąc o wystających fragmentach oryginalnych fundamentów.
Niestety byłam już tak nakręcona żeby sprawdzić co za niespodziankę przygotowali, że bez chwili wahania odpaliłam komórkę i zaopatrzona w dość oryginalną latarkę zaczęłam powoli schodził.

Dźwięk się powtórzył. Podążyłam w tamtą stronę, prowadzona jak po sznurku. Jeszcze jeden zakręt i moją twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
No nie! Naprawdę muszę pogratulować Agacie pomysłu.
Pod jedną ze ścian, na skórach siedziała poowijana w zwoje materiałów postać. Siwe włosy, pomarszczona twarz. Chyba kobieta, ale nie dałabym sobie za to uciąć głowy.
Skąd oni ją wytrzasnęli? Może któryś ze studentów namówił swoją babcie albo dziadka do udziału w tym cyrku? Nie miałam pojęcia, zresztą czy to ważne jeśli osiągnęli taki efekt. Byłam naprawdę pod ogromnym wrażeniem.
Dookoła kilka pozapalanych świeczek. Zdążyłam tylko pomyśleć, że fajnie to wygląda ale zaraz pewnie ktoś się wmiesza, że nie można i w tym momencie postać się odezwała.
- Znalazłaś mnie. – Czyli kobieta. Spojrzałam na nią uważniej. W sumie mogła myśleć, że jestem już pierwszą zwiedzającą. Nie chciałam jej stresować i stwierdziłam, a co mi szkodzi wejść w rolę. W końcu niech kobieta też coś ma od życia i ma tą satysfakcję z dobrze odegranej roli.

- Tak. – Odparłam i czekałam na ciąg dalszy. Nie zawiodłam się.
- Podejdź bliżej i usiądź. – Na skórach siedziała babcinka, do mojej dyspozycji pozostawała twarda i najprawdopodobniej brudna podłoga. Wzruszyłam ramionami. W końcu miałam jeansy, a w smole się nie będę tarzać. Jak się ubrudzi to i się wypierze.
Podeszłam do niej tych kilka kroków, usiadłam skrzyżowawszy nogi i podniosłam wzrok. Ciszę zakłócił mój głośny, gwałtowny oddech.
W sumie tylko cudem nie krzyknęłam.
Babcinka miała białe oczy. Całkowicie. Nie było widać tęczówek, źrenic, tylko jedną, białą powierzchnię.
Cholera, przesadzili z tą charakteryzacją! Jak wejdzie tutaj ktoś o słabszym sercu to zaliczy zgon.
Tym niemniej byłam cholernie zaintrygowana co wymyślili. Cały czas wczuwając się w rolę milczałam.
- Podaj mi dłonie. – Posłusznie wyciągnęłam ręce do przodu. Złapała mnie za nadgarstki i odwróciła tak, żeby widzieć ich wnętrze. Cóż, tak mocnego uchwytu nie spodziewałabym się po osobie w jej wieku.
Pochyliła się jeszcze bardziej i z twarzą prawie przy mojej skórze, zaczęła oglądać centymetr po centymetrze. Poczułam gęsią skórkę. To było naprawdę upiorne gdy tymi niewidzącymi oczami wpatrywała się w moje dłonie.
Na jej twarzy zagościł uśmiech. Tak jakby była zadowolona z tego co zobaczyła. Nie wypuszczając z silnego uścisku moich dłoni, zamknęła oczy i zaczęła coś mamrotać, kołysząc się w przód i tył.
Miałam do wyboru albo się z nią zacząć szarpać, albo poczekać aż skończy. Czyli żaden wybór. Z westchnieniem poddałam się tym zabiegom.
Blask świec, monotonny głos i zmęczenie mogły skończyć się tylko w jeden sposób. Zasnęłam.

Polubienia 8
Wyświetlenia 3040

Podobne wpisy: