Diabeł XXIX

 

- Wezmę tylko prysznic. Rano nie zdążyłem, mieliśmy intensywny poranek, nieprawdaż?
I zniknął w łazience. Swoim zwyczajem nie zamykał drzwi. A ja nie miałam wyboru, chyba, że chciałam oglądać go nagiego.
Odwróciłam się i położyłam z powrotem, tym razem zwrócona plecami do pozostałej części łóżka a co za tym idzie i łazienki.
Nie byłam w stanie zasnąć, więc leżałam i rozmyślałam. Powinnam mu się postawić. Zrobić cokolwiek. Tylko co znaczy to cokolwiek?
Miałam już dosyć tej emocjonalnej huśtawki, którą mi fundował, ale nie miałam też siły na konfrontację.
Ale trochę poteoretyzować sobie mogłam.
Tak różne w przekazie noc i poranek spowodowały, że przestałam cokolwiek rozumieć. Kim on w końcu był. Przecież gdyby naprawdę był takim potworem to czy z taką troską zajmowałby się mną wcześniej? Siedział przy mnie w nocy, zaniedbując siebie. Pomijając już fakt, że mnie nie ruszył. A to, że się chciał wycofać w nocy, gdy widział moje przerażenie? O co w tym wszystkim chodziło??

Jedyne, co osiągnęłam to potężny ból głowy. Dopadał mnie zawsze, gdy byłam zestresowana lub zmęczona. A tej chwili to nerwy miałam w strzępach.
Ból się nasilał coraz bardziej, a ja już nie za bardzo kontrolowałam ciało, wstrząsane dreszczem z każdą kolejną falą.
Mocno przycisnęłam dłonie do czoła i starałam się głęboko oddychać, bo czasami to pomagało.
Byłam tak skoncentrowana na tej czynności, że przestałam zwracać uwagę na cokolwiek innego.
Nie słyszałam więc kiedy ucichł szum wody w łazience, tak samo jak nie słyszałam wychodzącego z niej Diabła. Dopiero uginający się materac zasygnalizował mi, że on wrócił. Położył się nic nie mówiąc.
Dobre chociaż to.
Otworzyłam oczy dopiero wtedy, gdy poczułam jak odwraca mnie na plecy i delikatnie odrywa moje dłonie od czoła.
- Do cholery, umrzesz mi na złość, co? – Nic już nie widziałam, wszystko było rozmazane.
Dlaczego on się mnie czepia? Zamknęłam z powrotem powieki, za dużo światła jak na moje możliwości. Było mi niewygodnie, ale nie miałam siły się ruszyć. Diabeł zostawił mnie, ale po chwili wrócił i przyłożył mi zimny, mokry ręcznik na czoło.
Ulga była tak namacalna, że jęknęłam. Po chwili znowu zmienił letni już kompres na nowy.
Trwało to wieczność, ale w końcu ostry ból przeszedł w delikatne ćmienie. I w tym momencie wróciło do mnie to, co było przed tym napadem migreny. Diabeł i jego obecność w sypialni.
- Raoul? – Rany, ledwo byłam w stanie szeptać. Gardło mi zaschło.
Poczułam uginający się materac i głos zimny tak samo jak w czasie poranka.
- Lepiej? Zaśniesz już? Zmęczony jestem, też chciałbym się przespać. – To był znowu ten mężczyzna, którego miałam ochotę poćwiartować.

Odzyskałam zdolność myślenia i już miałam mu powiedzieć, że gdyby nie latał jak opętany do łazienki po coraz to nowe ręczniki, tylko zostawił mnie w spokoju, to by się wyspał. Nie hałasowałam w końcu leżąc bez ruchu na łóżku, prawda?
Ale coś mnie powstrzymało. Powiedziałam tylko.
- Tak, dziękuję. – I w odpowiedzi usłyszałam przytłumione mruknięcie.

Po chwili odważyłam się zerknąć w bok i oniemiałam. Diabeł leżał rozłożony wygodnie na łóżku, zwrócony plecami do mnie i kompletnie nagi.
Gdybym była mniej upojona brakiem bólu. Ale nie byłam.

Wyleciało mi w z głowy wszystko to, co się działo wcześniej. Lekko przekręciłam się na materacu tak, że też leżałam na boku. Podparłam głowę na zgiętym ramieniu i wodziłam wzrokiem po jego sylwetce. Podziwiałam strukturę napiętych mięśni, tak widocznych pod skórą. Mój wzrok pieścił coraz to kolejne partie jego ciała. Ramiona i barki, długą linię pleców, pośladki, mocne uda, łydki, stopy. Jego ciemne ciało stanowiło taki kontrast na białej pościeli, wywołało w mojej głowie burzę. Od razu wyobraziłam sobie jak wyglądałaby jego skóra przy mojej.
Prawie jęknęłam, bo jedyne, co uzyskałam to wstręt do samej siebie.
Leżałam w łóżku z psychopatą, a jedyne o czym byłam w stanie myśleć to kontrast, jaki stanowiłyby jego dłonie ściskając moje kremowo-białe piersi, jego ciało obok mojego, jego ciało na mnie i we mnie.

- Napatrzyłaś się już? – Nie osiągnąłby lepszego efektu, gdyby wylał na mnie kubeł zimnej wody.
Podskoczyłam na łóżku, ale zanim zdążyłam wymyślić, co mam mu odpowiedzieć, sam udzielił mi wskazówki.
- Jeśli nie masz zamiaru mnie dotknąć i się ze mną pieprzyć, to się odwróć i śpij.

Już chciałam mu powiedzieć, że jak na razie to on pieprzy, ale znowu coś mnie powstrzymało. Przełożyłam się na drugi bok, dla pewności przykryłam kocem i tym razem to ja czekałam, aż on się poruszy.
Nic takiego nie zrobił.
Po chwili jego oddech się wyrównał i ten dupek najzwyczajniej w świecie zasnął.
Po prostu mnie zignorował. Zastanawiając się nad tym jaka w tym wszystkim jestem biedna i że kolejny dzień szlag mi trafia, zasnęłam.

Obudziło mnie niezbyt subtelne szarpnięcie w ramię.
- Wstawaj śpiochu. Jest już prawie 6-ta wieczorem. Masz dwie godziny żeby się wyszykować, a musimy jeszcze porozmawiać. Po prysznicu załóż szlafrok i zejdź do gabinetu. Muszę dać ci jeszcze kilka wskazówek przed kolacją.

Rzuciłam okiem w jego stronę. Zdążył się już wykąpać. Ubrany cały na biało, jeszcze z wilgotnymi włosami właśnie wychodził z sypialni.
Nienawidziłam zrywać się z łózka tak od razu po przebudzeniu. Ale znając mojego pecha, pewnie się zaraz cofnie z byle powodu i gdy zastanie mnie w łóżku to może nie być wesoło.
Wolałam sobie nie wyobrażać jak może wyglądać wyciąganie przez Diabła z łóżka. Niechętnie bo niechętnie, ale w końcu powlekłam się pod prysznic. Stojąc pod ożywczymi strumieniami wody, znowu uruchomiłam myślenie. No, powiedzmy analizę ostatnich wydarzeń.
Dlaczego nie próbował mnie dotknąć i się ze mną kochać, gdy złapał mnie na podglądaniu? Zostawił mi wybór. Mogłam się wycofać, a on mi na to pozwolił.

Naprawdę rozumiałam z tego coraz mniej. Jego zachowanie było tak pełne sprzeczności, że doszłam jedynie do wniosku, że cokolwiek się będzie działo to nie powinnam reagować gwałtownie i emocjonalnie. Wyszłam spod prysznica, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i pogratulowałam sobie dopiero co podjętej decyzji.
- Tak, oczywiście, że się tobie to uda. Tak jak zwykle zrobisz coś z hukiem i w sposób, który wstrząsa światem w posadach. Ale może jednak tym razem powstrzymaj swój cudowny charakterek i najzwyczajniej w świecie czasami się zamknij.

Uzbrojona w nowe postanowienia, szlafrok i z włosami owiniętymi ręcznikiem zeszłam do gabinetu.
I tam Raoul mnie uświadomił, co do mojej roli w nadchodzącym wieczorze.
To, ze jechaliśmy do państwa Morales już wiedziałam. Nie znałam tylko szczegółów.
Po pierwsze ‘sąsiedzi’ mieli posiadłość w zupełnie innej części wyspy. To była również ich letnia rezydencja. Na tą wiadomość lekko drgnęła mi brew. Ten człowiek musiał spać na pieniądzach skoro to był jego letni domek.
Wracając do Moralesów, to obchodzili rocznice ślubu i w trakcie tego przyjęcia chcieli również odnowić przysięgę małżeńską.
Raoul jasno poinformował, że będziemy tam w charakterze pary. Że na przyjęciu mogę spotkać jego byłe kobiety, ale żadna nie będzie mnie zaczepiać. Status jego aktualnej flamy gwarantował mi swoistego rodzaju nietykalność.
Pięknie! On może mówić swoje, ale ja wiedziałam, że wrzuca mnie na głęboką wodę pełną piranii.
Co tu dużo ukrywać, majaczył mi w głowie pomysł, że może jakimś cudem uda mi się coś zrobić, chociaż minimalny krok w stronę wolności, ale przy takim obrocie spraw, chyba nie będzie na to żadnej szansy.

Potwierdzenie, że spotkam tam Ramona i Angelę było już właściwie zbędne. Chociaż dłonie zacisnęły mi się mimowolnie w pięści na wspomnienie drugiego sukinsyna.
Nie byłam aż tak naiwna, by nie zdawać sobie sprawy, że Ramon celowo doprowadził do takiej konfrontacji z Diabłem. Nie wiedziałam tylko dlaczego.

- Jesteś podejrzanie spokojna. Niech tobie nie przyjdzie nic głupiego do głowy w czasie przyjęcia. Jesteś tam za mną, a ja nie pozwolę na żadne ośmieszenie gospodarzy. Będzie tam wiele wpływowych osób i jeśli zrobisz cokolwiek nieprzemyślanego, to będziesz żałowała tego do swojego ostatniego oddechu. Zrozumiałaś?

Spojrzałam na niego i powoli skinęłam głową, cały czas powtarzając sobie jak mantrę wcześniejsze obietnice by siedzieć cicho i z niczym się nie wyrywać.
- I jeszcze jedno – Głos Diabła ciął powietrze jak bat. -  Chodzi o nas.

Tym razem aż się wyprostowałam.
- Twoja obecność w sypialni ma czemuś służyć. Jeśli myślisz, że to jest wszystko czego od ciebie oczekuję to się mylisz. Powinnaś już się zagoić, dla pewności odczekam jeszcze dzień lub dwa. Jednak potem zdecydowanie będziemy urozmaicać sobie takie drzemki jak dzisiejsza.
Zastanawiałam się, czy jeśli złapię karafkę to zdążę mu ją rozwalić na głowie czy nie. Tylko dlatego, że stał za daleko nie zrobiłam tego o czym pomyślałam. Zabrakło mi slow, wiec gdy powiedział.
- Jeśli wszystko jasne możesz iść i przyszykować się na bóstwo. – Tylko skinęłam głową i wróciłam do sypialni.

Miałam półtorej godziny. Wysuszyłam włosy i nakręciłam na wałki znalezione w jednej z szafek w łazience.
I potem rozpakowałam ogromny karton z suknią.  Wizytówka z domu mody Oscara de la Renty trochę mnie zdenerwowała. Oszalał jeśli myślał, że w to wejdę z moim biustem i figurą.
Tym niemniej suknia była cudowna i wyglądała jak ze snów. Biały sztywny gorset połączony z lekkim dołem, składającym się z kilku warstw czarnej koronki. Dół był rozjaśniony białym ornamentem, nadając całości ostatecznego szlifu. Suknia wyglądała jednocześnie na szalenie elegancką, ale z tą niesamowitą nutą drapieżności i czegoś nieuchwytnego.

Dokładnie taką suknię powinna mieć kobieta Diabła. Z rezygnacja przyłożyłam ją do ciała, a potem szybko sięgnęłam po wizytówkę. Na jej odwrocie widniały napisane odręcznie słowa ‘Drogi Raoul. Jest dokładnie taka, o jaką prosiłeś. Oscar’.
Że co?!
Teraz już uważniej przymierzyłam suknię. Sprawiała wrażenie, jakby była szyta na mnie. I w tym momencie powiedziałam na głos.
- Bo była ty idiotko!

Z wrażenia usiadłam na podłodze i w takiej pozycji zastał mnie Diabeł.
- Sugeruję się pospieszyć. Skorzystam z jednego z pokoi gościnnych by się przebrać. Będziesz miała więcej swobody dla siebie. Mój smoking ma czarny pas, wiec będziemy pasować. – Spojrzałam na niego zdziwiona. O czym on do cholery mówił. I dopiero teraz zwróciłam uwagę, że trzyma coś w ręku. Olbrzymie pudełko stało teraz na stoliku od oknem.
- Nie możesz iść bez biżuterii. Tutaj znajdziesz coś dla siebie. Dobierz tak , żeby pasowało do sukni. – Po czym wyszedł.
Oniemiałam patrzyłam na to wszystko, ale po chwili poderwałam się na równe nogi. Cholera. Rzeczywiście miałam mało czasu.

Jak na mnie to był sprint. Zaszalałam i zdecydowałam się na mroczny makijaż smoky eye, z ledwie tylko zaznaczonymi ustami. Włosy ściągnęłam mocno przy skórze wiążąc je w kok. Ale już sam węzeł był luźny, tak, że tworzył na głowie żywioł. Bielizna, pończochy, suknia, buty i dopiero wtedy podeszłam do pudełka z biżuterią.
- O Jezu. – To starczyło w sumie za wszystkie komentarze. Przed oczami miałam roczny budżet małego państwa. Kolie, naszyjniki, bransolety. Nie wątpiłam, że kamienie były prawdziwie. Musiałam wybrać coś, co podkreśli a nie zepsuje kreację.

Zerknęłam na zegarek, miałam jeszcze 5 minut czasu. I w tym momencie uświadomiłam sobie, że lecimy helikopterem, czyli że będę haftować. Miałam 5 minut nie tylko na wybranie biżuterii, ale również na znalezienie i połknięcie aviomarinu. Wpadłam w panikę, bo aviomarin powinien jeszcze zacząć działać, a na to było już stanowczo mało czasu. Rzuciłam się z jękiem do łazienki i stał się pierwszy cud. Znalazłam go od razu. Z nerwów i licząc na szybsze działanie,  zażyłam dwie tabletki, a nie jedną. Przy okazji sięgnęłam po moje ukochane Givenchy Extravagance, kompletnie zapominając kiedy używałam ich ostatnio.

Kiedy podeszłam z powrotem do szkatułki zelektryzowało mnie pukanie do drzwi.
- Seniorita Anna. Senior Raoul prosi, żeby Seniorita powoli schodziła. Helikopter już czeka.

Trzęsącymi rękami sięgnęłam po pierwszą rzecz, która do mnie krzyczała. Przepiękny pierścionek z dużym błękitnym kamieniem. Nie miałam zielonego pojęcia co to jest, ale był prosty,a co za tym idzie wg mnie bezpieczny.
Założyłam go i stał się cud numer dwa. Pasował! Co prawda na środkowym palcu był trochę przyciasny, ale na serdecznym leżał jak ulał.
Schodząc na dół miałam serce jak na dłoni. Zaczynałam powoli stresować się nadchodzącym wieczorem. Nie dość, że Diabeł doprowadzał mnie do rozpaczy, to jeszcze będę oceniana jako najnowsza zdobycz. Trzeba było wymówić się złym samopoczuciem i prawie plunęłam sobie w brodę, że tak nie zrobiłam. Niestety było na to za późno.

Schodząc podtrzymywałam suknię  obu stron i uważnie patrzyłam pod nogi. Ostatnie czego potrzebowałam, to zlecieć ze schodów na oczach Diabla.
Nie patrzyłam więc na niego i nie widziałam jego reakcji na mój widok. Raoul stał jakby go piorun strzelił i roziskrzonym wzrokiem wodził po mojej sylwetce i twarzy. I wtedy też zwrócił uwagę na pierścionek. Na jego usta wypłynął uśmiech. Ze niesamowitym talentem, sama ładowałam się w kolejne komplikacje. Opanował się jednak, więc kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam poważną twarz i zimne spojrzenie.

Podał mi ramię, ale chyba tylko na potrzeby służby. Starałam się iść prosto i nie potknąć, ale  w głowie miałam tylko Diabla i to jak wygląda w smokingu. I teraz mogłam z czystym sumieniem zacytować fragment usłyszany na jednym z filmów
‘Są smokingi i smokingi. To jest ten drugi.’
Wyglądał jak z marzeń sennych, a ja po raz kolejny musiałam przypominać sobie, że on jest zły i bezwzględny i, że ulegnięcie mu nie będzie dobrym pomysłem.

Dopiero w helikopterze moje myśli opanował inny strach. Czy aviomarin już działa? Dolecieliśmy na miejsce bez większych sensacji, za to z problemem. Aviomarin zaczynał działać. To był lek z silnym środkiem nasennym, a ja wzięłam dwie tabletki. Na szczęście Diabeł, obawiając się co mogę narobić sama, trzymał mnie przy sobie. Jeśli nie pod ramię, to mocno ściskał moją dłoń.
- No moja droga. Zwracaj się do mnie ‘Kochanie’ lub po imieniu. Uśmiechaj się, najlepiej nic nie mówi i nie odchodź. Powinnaś to przeżyć. – Jego mruknięcia ‘Ja też’ już nie usłyszałam.

Walcząc z sennością, uśmiechałam się miło do wszystkich, wdzięcznie dygałam i potakiwałam starając się zbytnio nie zagłębiać w szczegóły kto to jest i czym się zajmuje.
Zupełnie nie zwróciłam uwagi, że większość osób z którymi rozmawialiśmy patrzy ze zdziwieniem na pierścionek na moim palcu. W końcu nastąpił moment, gdy dotarliśmy do Ramona. Pomimo coraz większych kłopotów z percepcją tutaj mój organizm zrobił tutaj wyjątek.
Spięłam się w sobie i od razu poczułam zaciskająca się silnie na mojej dłoni rękę Raula. Rzucił tylko w moją stronę.
- Nie zrób nic głupiego. – I zaczął rozmawiać ze wspólnikiem.
Miałam do wyboru albo w czymś walnąć tego dupka, w sumie to miałam ochotę walnąć obu. Albo patrzeć na coś innego, kompletnie ignorując rozmówcę Diabła.
Wybrałam to drugie, niestety nieszczęśliwie przyglądając się pani Morales. Błyskawicznie wyłapała moje spojrzenie, a ponieważ działo się coś co nie dawało jej spokoju z wdziękiem uwolniła się od towarzyszących jej pań i podeszła do nas.
- Mój drogi – zwróciła się do Raoula. – Czy będziesz bardzo protestował, jeśli porwę na chwilę twoją uroczą towarzyszkę. Miałyśmy okazje rozmawiać tylko krotko, kiedy byliśmy u ciebie ostatnim razem, a chciałabym nadrobić zaległości?
Cóż za dyplomatyczne nawiązanie do tej szalonej kolacji. Ale gospodyni nie wypadało odmówić.
Diabeł niechętnie uwolnił moje ramię, a targające nim uczucia były widoczne dla wszystkich jak na dłoni.
Z tym, że zarówno on jak i ja wiedzieliśmy, że puszcza mnie tak niechętnie bo traci nade mną kontrolę i obawia się jak mogę narozrabiać.
Natomiast dla innych było to jednoznaczne z niechęcią mężczyzny, by pozwolić damie swojego serca odejść. W jego oczach gdy patrzył na mnie było coś takiego, co sprawiało, że pani Morales aż westchnęła. Jej mąż też tak na nią patrzył, gdy jeszcze nie byli małżeństwem.
Ten żar, ten ogień!

Pociągnęła mnie za sobą, zadając jakieś pytania dotyczące sukni. Po chwili mówiła już do mnie po imieniu, ja też. Aurelia. Musiałam mieć już niezłą fazę, skoro to było dla mnie logiczne, że Aurelia ma córkę o imieniu Angela.
Gdy już byłyśmy wystarczająco daleko chciała spytać się o coś innego, ale dołączyły do nas inne panie. A o to czego chciała się dowiedzieć wolałam się nie pytać, zwłaszcza w większym gronie i zdecydowanie nie teraz.

Wszystkie kobiety nadawały jak najęte, a ja marzyłam o fotelu, krześle a po chwili o kawałku podłogi.
Miałam wrażenie, że nawet kiedy idę moja głowa chwieje się na boki. Walcząc z sennością szłam zupełnie jak owca, za stadem i nie widziałam nawet kiedy znalazłam się w domu.
Okazało się, że idziemy pomóc w ostatnich przygotowaniach do uroczystego odnowienia przysięgi, a ja byłam jedną z osób, która dostąpiła tego zaszczytu. Co prawda w ostatniej chwili, ale jednak.
Super! O niczym innym nie marzyłam. Gdzieś mignęła mi Angela, ale byłam w takim stanie, że kompletnie się tym nie przejęłam.

Niestety byłam też w takim stanie, że nie zauważyłam jak Seniorita Morales uważnie mi się przypatruje.
Gdy dotarłyśmy do pokoi pani domu, z westchnieniem ulgi opadłam na sofę.
- Kochanie, napijesz się może wina? – O nie, żadnego łączenia alkoholu z aviomarinem! Wolałam nie ryzykować, zwłaszcza przy podwójnej dawce.
- Nie, nie. Żadnego alkoholu. Dziękuję.
- To może kawę, albo herbatę?
Było ciepło. Oszalały?
- Czy mogę poprosić o szklankę wody?
- Ależ oczywiście. Zaraz przyniosą.

Zupełnie nie zwróciłam uwagi na porozumiewawcze spojrzenie kobet. Ponieważ zaproszono mnie w ostatniej chwili, nie mieszałam się i nie przeszkadzałam innym. Tylko z uśmiechem i potakując głową obserwowałam co robią. I nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudziło mnie delikatne poklepywanie po dłoni. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam pochylone nad sobą zatroskane twarze i zaniepokojony głos Aurelii
- Dziecko, dobrze się czujesz?
O Jezu. Złapały mnie! Niezbyt przytomnie wyprostowałam się.
- Przepraszam, ostatnio co chwilę to mi się zdarza. Nie chciałam nikogo przestraszyć.- Powiedziałam, kompletnie nie przypuszczając, że kręcę sobie właśnie całkiem solidny sznur na szyję. W sumie nie tylko na swoją.

- Ależ dziecko. To moja wina. Ciągnę ciebie wszędzie, na nic nie zważając. Jeśli na pewno wszystko w porządku, to siedź sobie tutaj spokojnie. Jak znowu zaśniesz to nic się nie dzieje. Jak będziemy gotowe to ciebie obudzę – i zachichotała jak dziecko.
Rany, ja chyba tych ludzi nigdy nie zrozumiem. Uśmiechnęłam się do niej życzliwe, jeszcze raz przeprosiłam za zamieszanie, napiłam wody i obserwując krzątaninę zasnęłam znowu.

Docierały do mnie co prawda strzępy zdań, ale rozkoszując się tym, że pozwalają mi spać, nie złożyłam ich w całość.
‘widziałaś go..’, ‘ pierwszy raz tak się zachowywał’, ‘ jaki diament’, ‘który to miesiąc..’, ‘ on chyba naprawdę się zakochał’.

Obudził mnie głos Aurelii.
- Kochanie, pobudka. Będziemy zaczynać, a twój rycerz czeka już na ciebie. – Spojrzałam na nią nieprzytomnie.
- Co proszę? – Nic w tym dziwnego, skoro mnie obudziła.
Aurelia znowu zachichotała jak nastolatka.
- Raoul tupie pod drzwiami jak młodzieniaszek. Musisz do niego wyjść, bo nam drzwi rozwali.
Rozejrzałam się już przytomniej. Wszystkie panie w tym Angela miały niezły ubaw słuchając rozmowy Diabła przez drzwi z jedną z ‘druhen’.
- Z całym szacunkiem, ale ma wyjść, bo inaczej ją stamtąd wyciągnę siłą.
- Ale senior Raoul. Zaraz wyjdzie. Ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego senior tak się denerwuje.

O żesz cholera. Dla nich to było śmieszne, ale ja słyszałam, że Diabeł jest wściekły. Zerwałam się na równe nogi.
- Przepraszam. Dziękuję, że mogłam tu z wami być, ale pójdę… – W moje słowa wdarł się ryk rozjuszonego Diabła.
- Anna!!!!
Spojrzałam w górę błagając niebiosa o wstawiennictwo. Niestety kobiety odczytały to jednoznacznie jako wzrok umęczonej kobiety, której samiec dopomina się o jeszcze.
Odprowadzona chichotami otworzyłam drzwi.

Nie wyglądało to za dobrze. Z oczu Diabła wyzierała furia. Tylko dlatego, że mieliśmy zbyt dużo świadków nic jeszcze nie zrobił. Bez obaw. Pewnie zaraz temu zaradzi. Jakby czytając mi w myślach, Raoul mocno złapał mnie pod ramię i pociągnął w stronę schodów.
- Ani się waż wyrywać. – Wysyczał. – I nic nie mów.

To nie był najlepszy moment, by mu powiedzieć, że wszyscy się patrzą i owszem, ale na niego. Posłusznie dreptałam za nim zastanawiając się, co znowu zrobiłam nie tak, skoro nie zrobiłam nic. Diabeł widocznie szukając mnie wcześniej zrobił rozpoznanie terenu, bo bez wahania zaciągnął mnie na jeden z tarasów. Doprowadził mnie do samej barierki. Byliśmy sami i nikt nas nie mógł słyszeć.

Diabeł odwrócił mnie w swoją stroną i złapał mocno za moje przedramiona.
- Coś ty powiedziała?!
Spojrzałam na niego zdziwiona:
- Nic. – Ja naprawdę nic nie gadałam.
- Powtórz o czym rozmawiałyście z Aurelią. Od początku! – Diabeł był zły, poważny i syczał. Nie był w nastroju na przekomarzanie, więc zdałam mu dokładną relację zaczynając od rozmowy o sukni, przez odmówienie alkoholu i kawy po krótką drzemkę.
- Dlaczego? – Czułam się jak na przesłuchaniu. De facto to było przesłuchanie. Co dlaczego? Kompletnie nie rozumiałam czego on tu nie rozumie.

- Dlaczego nie chciałaś alkoholu i spałaś, mimo całego dnia spędzonego w łóżku? – Jego palce boleśnie wpijały się w moje ciało. I w odpowiedzi poczerwieniałam. Co mu miałam powiedzieć? Było mi wstyd, że mam taką przypadłość. Patrząc w bok wyszeptałam.
- Wzięłam lek. Na chorobę lokomocyjną. Bałam się, że będę wymiotować w helikopterze. Przesadziłam i wzięłam dwie tabletki. To jest ze środkiem nasennym. Potem bałam się, że z alkoholem to źle zadziała i dlatego nie chciałam pić nic z procentami. I dlatego zasnęłam. Po jednej tabletce jestem nieprzytomna, a po dwóch to właśnie zobaczyłam co się dzieje. Głowa mi się strasznie już leciała, a nie chciałam powiedzieć coś nie tak. I wolałam chociaż na chwilkę zasnąć.
- A teraz?
Cholera, nie widziałam powodu dla którego mam kłamać.
- Oddałabym wszystko za pół godziny snu. – Rozmarzyłam się, mając przed oczami wygodne łóżko i poduszkę.
Niestety to były tylko pobożne życzenia.

Spojrzałam na na Diabła ponownie i aż otworzyłam oczy. Przez jeden ułamek sekundy wyglądał jak zagubiony we mgle. To był moment, po chwili znowu patrzyłam na zionącego ogniem furiata, ale już nie widziałam w nim potwora.
Nagle wszystkie elementy układanki zaczęły do siebie pasować.
Kontrolował siebie i swoje emocje, a chyba piekło postawiło mnie na jego drodze. Rozwalałam jego poukładane życie. Nie pasowałam do jego schematu i świata, którymi rządziły bezwzględność i twarde reguły. I to pewnie dlatego był na mnie tak ściekły. Budziłam w nim ludzkie odczucia? Nie chciał tego? Albo przegrywał walkę i dlatego stawiał wszystko na jedną kartę licząc, że traktując mnie w tak okrutny sposób przywróci stary porządek rzeczy.
Byłam jeszcze zdrowo naćpana skoro takie pomysły przychodziły mi do głowy, ale było mi już wszystko jedno.

I nagle zrobiłam coś głupiego. Nie wiem dlaczego. Naprawdę nie mam zielonego pojęcia co mną kierowało. Wysunęłam się się lekko do przodu i go pocałowałam. W sumie nie można nazwać tego nawet pocałunkiem. Po prostu musnęłam jego usta.
W momencie gdy go dotknęłam już wiedziałam, że to było lekkomyślne. Gdy się wycofywałam, usta Diabła podążyły za mną.
To nie był chłopiec, z którym się można było droczyć, tylko mężczyzna którego samokontrola wisiała na włosku. A ja pobawiłam się nożem. Cokolwiek się stało, był na skraju wybuchu, a ja tym gestem nie tylko go wyzwoliłam, ale nadałam jeszcze mu kierunek. Siebie.
Diabeł złapał mnie mocno w pasie i odchylił do tyłu, ale drugą dłonią przytulił do mojego policzka. I zrobiłam drugą durną rzecz. Powtórzyłam jego gest z nocy. Potarłam moją skórą  jego dłoń, zaciągając się jednocześnie zapachem, który roztaczał. To wystarczyło.
W tej samej sekundzie poczułam jego wargi, tym razem już nie tak delikatne. Chciał wymusić na mnie uległość, ale ja byłam daleka od tego by się sprzeciwiać. Po raz pierwszy od dawna nie miałam ochoty się kontrolować. I nie miałam ochoty go odepchnąć. Przytuliłam się mocniej do niego i tylko ciche jęki, gdy już nie byłam w stanie zapanować nad przyjemnością dawały mi znać, że nie chcę by przerywał. Oplotłam mocno jego szyję i rozkoszowałam się każdym dotknięciem i oddechem. W pewnym momencie Raoul przerwał na chwilę i wyszeptał.
- Spójrz mi w oczy. – Oszołomiona zrobiłam to o co prosił i zatonęłam w ogniu. Warknął i znowu mnie pocałował. Kompletnie się w tym zatraciłam i w to wszystko nagle wdarł się roześmiany głos Aurelii.
- Dzieciaki, przyćmicie naszą uroczystość. – Diabeł oderwał się od moich ust ale nadal trzymał mnie w ramionach. Mi już było wszystko jedno, bo sądziłam, że bardziej skompromitować się nie mogłam. Niestety myliłam się.

- No już Raoul, mykaj do panów. Ania będzie mi towarzyszyć. – Diabeł niechętnie mnie wypuścił z ramion, ale przez chwilę stał jeszcze w miejscu, patrząc na mnie w milczeniu. W końcu odwrócił się i wyszedł. I nie powiedział oczywiście dlaczego się na mnie wściekł. Czyli znowu wszystko przede mną? Po prostu super.
Aurelia błyskawicznie do mnie dopadła.
- Dziecko, co za pasja. Jak wy się musicie kochać. – O czym ona mówiła? Poszłam za nią starając się zapanować nad targającymi mną emocjami. Co to było? Rany boskie, co ja narobiłam?
Jak zwykle wdepnęłam w jeszcze większe bagno, samodzielnie i bez niczyich podpowiedzi czy starań. Mogłam się tłumaczyć oszołomieniem po tabletkach, ale jeszcze nikomu nie rzuciłam się na szyje po zażyciu aviomarinu, więc była to kiepska wymówka.

Nie zwracałam uwagi na innych, ale gdy podeszła do mnie Angela i odciągnęła mnie na bok trochę się przestraszyłam.
- Przepraszam. – O cholera. O czym ona mówi? Na szczęście Angela kontynuowała, a ja mogłam tylko patrzeć na nią w osłupieniu.
- Nie wiedziałam, gdybym wiedziała w życiu bym się tak nie zachowywała. – nauczona doświadczeniem nie wybiegałam przed szereg. O co jej chodziło? Przeszła jakąś przemianę osobowościową? Jej dalsze słowa nic nie wyjaśniły, raczej wprowadziły jeszcze większe zamieszanie.
- mam nadzieję, że nic się nie stało? Dobrze się czujesz?– Nadal nie wiedziałam o co chodzi, ale ton jej wypowiedzi i te dziwne pytania spowodowały, że bardzo ostrożnie i wyważony sposób odpowiedziałam
- Tak? – Angela kontynuowała dla odmiany rozmarzonym tonem.
- A ten pocałunek na tarasie. Pewnie nie wiedzieliście, ale obserwowali Was prawie wszyscy.  I mama z góry was też widziała. Ta namiętność, ta pasja. Raoul jeszcze nigdy nie był o nikogo tak zazdrosny. Mama mówiła, że po prostu wywlókł ciebie z jej pokoi. Stracił ciebie na chwilę z oczu i jak oszalał. A jak ciebie całował. Tak zawładnął tobą. To znaczy, nic złego. – Przestraszyła się, obie pomyślałyśmy o podobnym zawładnięciu którego była świadkiem. Ale po chwili kontynuowała.
- Ale rozumiesz, każda kobieta chciałaby być na twoim miejscu. Chodź, musimy iść do innych Zaraz się zacznie uroczystość. – Nagle zaczęła chichotać.Co oni do cholery maja z tym śmiechem?
Byłam tak zszokowana, że uczepiłam się tego kurczowo, nie dopuszczając do głosu dopiero co usłyszanych rewelacji. Niestety, gdy Angela mnie ciągnęła myśli wróciły ze zdwojoną siłą. O co tu chodzi?!

Pierwsze co mi przyszło do głowy to , że udawał. I scenę na tarasie starannie wyreżyserował i mną pokierował. Ale to jego spojrzenie, gdy przez chwilę się zupełnie nie kontrolował? To akurat nie było udawane. Rany boskie, gorzej już być nie może.

Niestety nie brałam pod uwagę, że ten u góry przyjął wyzwanie.

Po chwili prawie przecierałam oczy ze zdumienia. To nie było odnowienie przysięgi małżeńskiej. Wszystko wyglądało jak prawdziwy ślub. Zmylił mnie wygląd Aurelii, która była ubrana w bardzo szykowną kreację, ale to jednak nie była suknia ślubna! Świadkowie, druhny i ja jak piąte koło u wozu, ale za to w kreacji od Oscara de La Renty. Chyba to wzbudzało tyle zainteresowania. Bo cóż by innego.
Ksiądz? Kurcze, w jakim oni obrządku brali ślub. Zresztą kogo to obchodzi? Starałam się wyglądać na zainteresowaną, ale bardziej stresowałam się czymś innym. Diabłem.
Nie dość, że miałam już w tej chwili zdrowo namieszane w głowie to w dodatku czułam na sobie cały czas jego wzrok.
Tego co się stało później najdurniejszy scenarzysta i to w dodatku tworzący na potrzeby telenowel meksykańsko-wenezuelsko-brazylijskich by nie wymyślił.
Odwróciłam się i spojrzałam temu piekielnikowi prosto w oczy, akurat gdy Aurelia wypowiadała łamiącym się głosem.
- Biorę sobie ciebie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci
Raoul skinął głową i teraz te słowa powtarzał Senior Morales. Gdy skończył usta Raoula ułożyły się w słowo
- Przyrzekam.
Ja chyba na zmianę już bladłam i pąsowiałam. Odwróciłam się, ale i tak pewnie część gości zauważyła tą naszą wymianę spojrzeń i słów. Super. Jeden zero dla mnie za inteligencję.
Gdy okazało się, że Aurelia będzie rzucać bukiet starałam się delikatnie wymigać, ale Angela wyłowiła mnie od razu. W najgorszych koszmarach nie przewidziałam, że oberwę tym wiechciem. Jeśli dostajesz czymś w twarz, nie ma opcji, łapiesz to.
No więc załapałam ten cholerny bukiet.
Gdy Angela zaczęła piszczeć wolałam już nie patrzeć na Diabła. W sumie wolałam nie patrzeć na nikogo. Po raz kolejny rzuciłam wyzwanie temu z góry myśląc, że właśnie osiągnęłam dno.
W tym momencie rozległo się znaczące chrząknięcie Ramona, którego musieli usłyszeć chyba wszystkich.
- No to moi drodzy, kiedy ślub? Z tego co wiem Paulo żeni się w najbliższy weekend, więc zgodnie z tradycją powinniście być pierwsi. Zaręczyny jak widzę były, dziecko w drodze, pora na zaślubiny.
Gdyby wzrok mógł zabijać padłby trupem. Okazało się, że to nie koniec. Angela nagle klasnęła w dłonie i zapiszczała.
- Ojej. A dlaczego nie teraz skorzystać z okazji. Ksiądz jest, goście już są. Pobierzecie się dzisiaj!

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XXVIII
Diabeł – część XXX

Polubienia 12
Wyświetlenia 6339

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    nieoczekiwany zwrot akcji – już sama nie wiem czy lubię czy nie lubię Diabełka :)

  • Kobieto, jesteś mistrzynią słowa. Po prostu rzucasz na kolana :)
    Czytam i czytam i przestać nie mogę :)

  • Anonymous

    chciałabym aby powiedziała nie i opowiedziała wszystkim na sali o tym jak ją traktował :)
    Należy mu się teraz zły los i zwrot akcji aby ona była górą.
    Jest cholernie niezdecydowana.
    Powinna w końcu odciąć serce od rozumu i wygarnąć mu wśród wszystkich co zrobił i jaki jest.

    Tak czy inaczej opowiadanie świetne , czekam na więcej ! :)

    • Też tak na początku myślałam, ale powiedzcie sami, czy kobiety nie są konsekwentne w swoim niezdecydowaniu?
      Samo życie :) I my same, po prostu kwintesencja. Chciałabym, ale się boję …. :)

  • wskoczyłam na chwilkę – mam trochę przerw na szczęście :) Oj porwało Was to opowiadanie :) A bagazu nadal nie mam. …

  • Anonymous

    Powiem tak WOW, dawno nic nie wciągnęło i nie powaliło mnie jak to, jesteś świetna. :)

    • Dzięki :) Odzyskałam właśnie bagaż … i zyskałam pomysł na kolejne opowiadanie.
      W sumie dzisiaj w otoczeniu ekipy z Hiszpanii to mam materiału na kilka historii ….

  • Anonymous

    Mieszaj, mieszaj. Jestem zachwycona.

  • Anonymous

    Chyba w ciąży jest ;P, przynajmniej tak lekko podpada ;)

  • Anonymous

    Jeszcze nigdy nie komentowałam twojego opowiadania , ale ten rozdział skłonił mnie do tego abym w końcu oddała cześć Tobie oraz Diabłu ; ) Od pierwszego rozdziału chcę więcej, więcej i jeszcze więcej ; ) Raoul jest po prostu BOSKI , jestem w nim skrycie zakochana ; 3 nigdy nie pomyślałam źle na jego temat nawet gdy jest tak okrutny dla Anny , która tak na marginesie jest według mnie silną kobietą która nie da sobie w kaszę napluć ; ) Ten rozdział jest moim faworytem ponieważ nasz kochany bohater główny nareszcie się łamie. Wszystko pięknie opisane, mordka sama mi się cieszyła gdy czytałam kolejne zdania. Uwielbiam Cię Droga Autorko oraz padam na kolana przed twoją twórczością ; )) Mam cichutką nadzieję że następny rozdział nie będzie ostatnim, wiadomo wszystko co dobre kiedyś się kończy, ale błagam nie tak szybko ; ))
    Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny ^^

    • jej …… powinien być ostatni. z tego się robi kobyła literacka.
      Mi po głowie Diabeł szaleje na wszystkie strony …co ja mam powiedzieć :D
      A na poważnie to póki ktoś czyta to czas kończyć.

      Odpowiadam hurtowo: siedzę teraz w mojej kochanej centrali. Właśnie skończyliśmy jedną imprezę i wskakujemy na mecz Niemcy – Brazylia. Będziemy kibicować razem z kolegami z landu :) Z tym, że oni się stresują, a ja ….
      Ale ekipa jest mieszana, damy radę.
      Nie wiem czy w związku z tym dam radę wrzucić Diabła zwłaszcza, że:
      1. ten ostatni kawałek to chciałam dać taki długi i solidny
      2. obiecałam dwie wersje, moją i tą wybłaganą, a wolałabym wrzucić wszystko od razu.

      Podsumowując, jeśli po meczu będę miała siły to tak, jak najbardziej :)

  • Anonymous

    Czy możemy liczyć w nocy na nową część?:)

  • Anonymous

    Autorko! Świetne, jak zawsze :-) Z premedytacją trzymasz swoich czytelników takim napięciu :-D Cieszę się, że bagaż się szczęśliwie odnalazł. I życzę miłego kibicowania. Pozdrawiam serdecznie – Paula :-)

    • Dzięki … pomogło :D. Tak jestem tylko ciekawa jaki będzie wynik kolejnego meczu, bo jeśli finał będzie między Holandią, a Niemcami to będzie jazda :D

      A co do bagażu to mam materiał do kolejnego opowiadania. Jakby nie było część z rzeczy które opisuję przydarzyła mi się naprawdę (serio:).

      Dziękuję i udanego dnia :)
      AV

  • Anonymous

    spodziewałam się już po Tobie dosłownie wszystkiego, milion planów i pomysłów, konspiracji było w mojej głowie? Ale końcówka. Kobieto! Rozniosłaś system w pozytywnym sensie, tego nie przewidziałam i mile mnie zaskoczyłaś! Ale jak zwykle urwać w takim momencie, jak mogłaś! Z niecierpliwością czekam na więcej

  • Miałam nadzieję, że Anna okaże się być silną i twardą kobietą. Kobietą, która przezwycięży swój strach i ucieknie. Którą odnajdzie Diabeł i… Ale to przecież twoje opowiadanie ;) To ty jesteś jego reżyserką i scenarzystką. To ty decydujesz o losach swoich bohaterów. Więc z bólem w sercu muszę przyjąć do wiadomości to, że dla swoich bohaterów widzisz przyszłość odmienną od mojej. Niestety. Czytam twoje opowiadania od kilku tygodni (reklama na pokątne zrobiła swoje). Piszesz świetnie. Twoje opowiadania są wciągające. Czyta się je szybko i z zapartym tchem. Po wszystkim ma się ochotę na więcej. Uzależniasz. Gdyby Diabeł był książką miałby pewnie 300 stron i więcej i byłby świetny. Dlatego jedyne co mogę życzyć sobie i Tobie, to to, aby pewnego dnia Diabeł stał się książką na ponad 300 stron. Książką, którą czytałabym bez końca z emocjami wypisanymi na mojej twarzy.

    Powodzenia, Anna Valetta!

    Ps. Czasami czytając twoje opowiadania, mam problem z formami Ciebie, Cie, Ci, Tobie… Mam wrażenie, że w niektórych miejscach lepiej by brzmiała forma Cię, zamiast Ciebie… Ale może to tylko moje mylne odczucia.

    • Co do „Ci/ Ciebie” … wiem

      Co do opowiadania – dlatego będą dwie wersje ( w sumie mam wrażenie, że powtarzam to za każdym razem i tak się zastanawiam, czy ktokolwiek czyta co piszę).
      Opublikuję je razem. I będzie to moja wersja (pierwotna) i taka trochę Wasza (cobyście mnie nie spalili na stosie).

      Natomiast na pewno dzięki piekielnikowi dużo się nauczyłam jeśli chodzi o bloga. Podchodzę do niego z ogromnym sentymentem. Wiem, że nie jest dokonały, widzę ogromne błędy … ale .. no właśnie.
      Diabeł jest takim trochę dziewiczym opowiadaniem, podchodźcie więc proszę do niego emocjonalnie a nie tak krytycznie.

      Przy kolejnych historiach, postaram się ich nie powielać :) Przynajmniej z tym nieszczęsnym ‚Ci, Tobie, mi, mną … jakaś klątwa i rzep)
      :)

  • Anonymous

    Kochana, a kiedy planujesz dodać kolejną część? jest szansa dziś?

  • Anonymous

    Jestem zachwycona Twoimi opowiadaniami! Szkoda tylko, że ta część jest trochę niedopracowana. Marudzić nie będę, napiszę tylko o jednym zgrzycie, który wywołał u mnie ból zębów po przeczytaniu:
    „Odwróciłam się i spojrzałam temu piekielnikowi prosto w oczy, akurat gdy Aurelia wypowiadała łamiącym się głosem.
    - Biorę sobie ciebie za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci
    Raoul skinął głową i teraz te słowa powtarzał Senior Morales.”

    Aurelia brała Seniora Moralesa za żonę? Bez jaj :)

    Pozdrawiam,
    Madź

    • No żesz, wiedziałam! Dzięki. Zaraz skoryguję.
      Oczywiście. Seniora Morales to tak naprawdę facet :D Dobra. Zarty zartami, zaraz skoryguję.

      A tak na marginesie jutro biorę od znajomego namiary na firmę, która walczy z naszymi rodzimymi liniami lotniczymi o odszkodowania.
      Pol godziny temu miałam być w domu. A jestem w innym mieście, bo …… głęboki wdech bo sięgnę po siekierę. Generalnie wszystko polega na tym, że pasażer naszych kochanych rodzimych linio lotniczych powinien:
      Po pierwsze: udowadniać cały czas, że wielbłądem nie jest, ale to i tak nie przesądzone, bo wg lini lotniczych to wielbłąd, baran i osioł w jednym którego można doić na maksa
      Po drugie powinniśmy być wdzięczni, że pozwalają kupować na swoje przeloty bilety. A juz gdzie się leci to drobiazg. W końcu …ku…. r… ten sam kontynent, prawda???????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

      Jak sami widzicie trochę zła jestem.
      Odpowiadam od razu, że dzięki ww. liniom, plan się pierdyknął na całej linii.
      Zaraz też aktualizuję harmonogram,
      Jedyne co pewne, to że w tym tygodniu skończę Diabła i Paradoks.
      Co do reszty nie mam głowy – tak na marginesie stresik i dopadła mnie migrena, że hej!

      I na litość boską co w tym hotelu tak śmierdzi!!!!!!?????????!!!!!!!!!!

  • Winko

    Serio? Ślub z tym sadystycznym dupkiem? Nie rób jej tego…

  • Anonymous

    Witaj autorko! Kocham ciało Diabła, a charakter nienawidzę. A miałam taką piękną wizję: Ana ma dosyć chamstwa Diabła, gra oziębłą, a ze złości i na przekór robi próbę samobójczą (w domu seniory Morales, żeby był większy skandal). Ten wtedy nad jej ciałem zaczyna przepraszać, rozpaczać i żebrać. W ostateczności jej duch z góry to wszystko widzi. Albo też Diabeł żyje w strachu, że Ana próbę samobójczą ponowi znowu i szaleje ze strachu. Druga wizja: FBI dobiera się do Diabła, ten po wielu przykrościach zostaje świadkiem koronnym.
    PS: Mam nadzieję, że Ana nie straci charakteru i w końcu przytrze mu porządnie nosa.

  • Anonymous

    Nie mogd sie juz doczekac tego planowanego komca,a przedluzasz kochana autorko bardzo ten moment…czekam ze zniecierpliwieniem

    • Dzisiaj mam wieczór horrorów, Wy pewnie też :P.
      Ale naprawdę muszę się odstresować :).
      Mam nadzieję, że rozumiecie.

      Tak przy okazji polecam ‚Obecność”, a dzisiaj kolega w pracy uszczęśliwił mnie ‚Naznaczonym’ (druga częścią).

      PS. ostatni Diabeł będzie naprawdę długi. Serio, serio.

  • Anonymous

    kiedy można się spodziewać kolejnego rozdziału?
    E.

    • Siedzę teraz nad ‚Paradoksem’. I potem jednym ciągiem będę go chciała już wykończyć.
      Poza tym na Diabła potrzeba trochę więcej czasu. Każda z wersji zakończenia musi być taka, że jak mnie coś strzeli, zaćmi lub będzie pchać, bym stworzyła drugą część piekielnego, to będę miała taką możliwość. :)

  • Anonymous

    O my God!!!! Dziewczyno – zakochałam się w Twoim opowiadaniu!!! Dzisiaj je odkryłam i od rana je czytam. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! Chyba umrę do tego czasu:-)

    • Polecam inne opowiadania :D
      Mam nadzieję, że przypadną do gustu

  • Anonymous

    To bedzie dzisiaj Paradoks bo nie wiem czy czekac ;) pozdrawiam

    • Lepiej nie czekać! Tak się zakręciłam i zablokowałam na jednej scenie, że sama straciłam do siebie cierpliwość !! :D
      A to ma iść w ostatniej części. Eh … te kobiety i ich wybory.
      To powyższe było o bohaterce ‚Paradoksu’, poniższe dotyczy mnie :) (albo na odwrót, tez pasuje).
      A ja jeszcze dzisiaj skandalicznie zmarnowałam czas na te filmy …. :)

  • Pingback: Diabeł XXX | Skrywane pragnienia()