Diabeł XXXI

 

Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nie ciepły uśmiech szczęśliwego człowieka, tylko uśmiech wojownika, który zdobył to, co chciał i zawarł pakt na swoich warunkach.

Mogło mi się to nie podobać. Ale sama przed chwilą dałam mu powód by tak się zachowywał. Coś szepnęło we mnie.

- Dziecko, to tylko ze względu na dziecko. – Ale drugi głosik zaraz zadrwił z tej wymówki.

- Akurat, lecisz w jego stronę jak ćma do ognia. Dziecko! Szanse na to, że jesteś w ciąży są zerowe. Od samego początku go pragniesz. Głupia idiotka! Żebyś była jeszcze konsekwentna, ale tu zachowujesz się jak wahadełko. Raz chcesz, raz nie chcesz. Zdecyduj się w końcu! Powiedziałaś teraz tak, więc do diabła, chociaż raz zrób to, co zadeklarowałaś. Niech się przewali. Poza tym ślub i tak nie będzie ważny! Więc niech on dostanie, co chce i może wtedy przestanie mieć taką obsesję. Gorzej nie będzie.

Miałam dzisiaj zły dzień, bo ten u góry konsekwentnie i z szyderczym uśmiechem podejmował rzucane przeze mnie bezmyślnie wyzwania.

Nie zdawałam sobie sprawy jak uważnie jesteśmy obserwowani dopóki nie dopadło do nas kilka osób.

Mina Diabła musiała mówić wszystko.

Szykował się drugi ślub.

Rozdzielono nas prawie natychmiast. Z powrotem znalazłam się w pokojach Aurelii, ale tym razem to ja występowałam w charakterze panny młodej. Mogłam sobie mówić, że już klamka zapadła, ale nie zmieniło to tego, że byłam niesamowicie zdenerwowana.

Aurelia musiała widzieć, że coś jest nie tak. Trochę jej to zajęło, ale po chwili zostałyśmy same.

Nie bawiła się w subtelności.

- Dziecko, co się dzieje?

Spojrzałam na nią ostrożnie. Jedyne, czego byłam pewna to, że nie mogę zdobyć się na szczerość. Moje milczenie nie było dla niej problemem.

- Kochanie, nie denerwuj się. On może i jest groźny, w sumie to nie może, ale na pewno nie skrzywdzi nigdy swojej kobiety. Kochanie, jest w tobie tak zakochany. Nigdy się tak nie zachowywał. On ma wręcz na twoim punkcie obsesję. – Akurat z tym stwierdzeniem byłam skłonna się zgodzić.

Aurelia z zapałem kontynuowała.

- Taka partia, taki mężczyzna. Mieliśmy nadzieję, że może on i Angela. Ale potem kiedy zjawiliśmy się na tej kolacji. Nie miałam wątpliwości, że on już wybrał. – Na chwilę zawiesiła głos.

- No kochanie, czas się zabrać za ciebie. Raoul już posłał po suknię, no i trochę czasu zajmie powypisywanie wszystkich licencji, ale przynajmniej trochę dojdziesz do siebie. Musisz wyglądać promiennie. To wielki dzień!

Z tego, co mówiła usłyszałam jedno.

- Aurelio, jakie licencje?

- Oj głuptasku, a jak chciałaś brać ślub bez pozwoleń? Nie jesteś rezydentką. Musicie mieć wystawione licencje, żeby ślub był ważny. Na szczęście zaprosiliśmy gubernatora, więc to zdecydowanie ułatwia sprawę … – Już jej nie słuchałam. Dlatego Raoul uznał to za znak. Czyli ślub będzie ważny. Wyjdę dzisiaj za mąż.

Tak mnie to ogłuszyło, że dopiero, gdy mnie dotknęła przestałam bezmyślnie wpatrywać się w przestrzeń.

- Chodź kochanie, przygotowałam kąpiel. Zrelaksujesz się. Lada moment powinni przywieźć suknię. Raoul powiedział mi, że to miała być niespodzianka na później, ale teraz jest idealna okazja byś ją założyła.

Zanurzona w kąpieli starałam się nie wpaść w panikę, choć ostatnio często miałam na to ochotę.

- Co sobie powiedziałaś chwilę temu? Jeśli przyrzekłaś zrób to. Dziewczyno, masz talent żeby nie tylko komplikować sobie życie, ale rujnować je wręcz w sposób doskonały.

To, co się działo zaczynało mnie przerastać. Czułam się jak na karuzeli, obserwowałam kolejne wydarzenia zupełnie tak samo jakbym oglądała jakiś sensacyjny film.Prawda była taka, że cokolwiek miało się dziać nie mogłam wyjść z roli. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

Zamieszanie w pokoju oderwało mnie od tych bezproduktywnych rozmyślań. Owinięta w szlafrok już chciałam wyjść z łazienki, gdy do środka wparowała Angela.

Z wypiekami na ustach zaczęła nadawać.

- Boże, nie wiedziałam, że Raoul zna Oscara de la Rentę. Ale ja nie po to. Pora ciebie szykować. Oni już kończą, a Raoul nie wygląda na zbyt cierpliwego. Pali się do tego ślubu jakby bał się, że mu uciekniesz. Boże, jak ja bym tak chciała spotkać takiego mężczyznę.

Myślałam, że mam już ją z głowy, bo będzie cały czas wzdychać i będę mogła zająć się sobą. Nic mylnego. Nagle się ocknęła i doskakując do mnie rozchyliła mi szlafrok.

- Oj, młoda mama się zaniedbała trochę. Ale zaraz temu zaradzimy. Zrobimy Raoulowi niespodziankę w noc poślubną. – Nie przyłożyłam jej tylko dlatego, że miała rację. Zaniedbałam się, a potem już było za późno i pozostało mi zacisnąć zęby, gdy pomagała mi w depilacji. Bolało mnie wszystko, więc dużej różnicy przy centymetrze czy nawet trzech nie czułam i gdy potem zobaczyłam jej dzieło zabrakło mi słów. Każda z nas miała inną definicję depilacji bikini. Dla niej oznaczało to pozbycie się wszystkiego.

Nie krzyczałam, bo co by to dało? Jedyne co wiedziałam, że teraz muszę już bardzo dokładnie mówić czego oczekuję.

Przeszłyśmy do pokoju, gdzie czekała na mnie cała wyprawka. Potężny karton również z logo domu mody Oscara de la Renty plus dodatkowe pakunki z butami i bielizną.

Gdy otworzyłam karton oniemiałam. Podobnie jak Angela z Aurelią. Piękna biała suknia, z gorsetem i bogato umarszczonym dołem, przepasana w pasie fantazyjnie ciemnoszarą wstążką. Wyglądała jak marzenie.

Pukanie do drzwi i informacja, że wszyscy są już gotowi i czekają tylko na mnie nadała nam tempo w działaniu.

Już nie miałam czasu zastanawiać się, co ja u licha wyprawiam. Zwłaszcza, że i tak nic by to nie dało.

Pomimo wizji obu pań, postawiłam na swoim.

Włosy spięte delikatnie z boku, spływały falą w dół. Delikatny makijaż i żadnej biżuterii, oprócz tego pechowego pierścionka.

Spojrzałam w lustro i wiedziałam, że nigdy wcześniej w swoim życiu nie wyglądałam tak pięknie.

Aurelia wręczyła mi swój bukiet. Ten sam, który tak pechowo złapałam.

- Weź dziecko, przyniósł szczęście. – Wolałam na nią nie patrzeć, bo musiałaby zauważyć, co myślę na temat takiego szczęścia.

Spodziewałam się wszystkiego tylko nie Ramona stojącego za drzwiami. Prawie cofnęłam się z powrotem, ale Aurelia i Angela już stały za mną.

- Będę pełnił honory i zastąpię twojego ojca. Poprowadzę cie do ślubu.

Jezu! Co ja narobiłam w poprzednim życiu, albo kogo skrzywdziłam w tym, że mam tak odpłacane? Nie zdążyłam w żaden sposób zaprotestować, bo zostałam wręcz pchnięta w kierunku Ramona, który bezceremonialnie złapał mnie pod rękę i zaczął prowadzić w kierunku ogrodu.

- Wyglądasz jak anioł. Potrafiłabyś skusić nawet diabła. – O ironio!! Niezamierzenie wpasował się w wydarzenia. Niestety nie zaprzestał na tym.

- Wierz mi, że żałuję, iż pozwoliłem ci odejść i nie przekonałem cie do siebie. – Teraz naprawdę byłam w kropce. Jeśli bym się odezwała, słowa ‚ty skurwielu’, byłyby jednymi z bardziej przyzwoitych. A nie o to chodziło, bym pobiła i zwyzywała przyjaciela i wspólnika pana młodego na jego własnym ślubie. Milczałam, co tylko zachęciło Ramona do dalszych wyznań.

- Wiesz, że ciebie pragnę. Wystarczy jeden twój gest, jeden znak i będziesz tylko moja. Kusisz mnie jak Ewa kusiła Adam w raju .. – Rany boskie! Skąd on brał te teksty. Sytuacja była coraz bardziej kuriozalna, ale na szczęście doszliśmy do wyjścia na ogród.

Zatrzymałam się oniemiała.

O ile wcześniejsza uroczystość była wspaniała, to teraz to co się działo wyglądało jak w bajce.

Nie wiem kiedy zdążyli to zrobić, ale wszystkie wcześniejsze konstrukcje zostały usunięte.

Od drzwi w których stałam po olbrzymi biały ‚ołtarz’, wiodła ścieżka wyznaczona pochodniami wbitymi w ziemię.

Sam ‚ołtarz’ składał się z czterech ogromnych pali, wokół których owinięto zwoje białego materiału. Łączyły też słupy i spływały swobodnie, ale przy najlżejszym wietrze rozpoczynały niczym nie skrępowany taniec.

Na drzewach, w każdym możliwym miejscu pozawieszane zostały lampiony. Z moich ust wydarło się westchnięcie. To było piękne.

Nawet nie wiem jak dotarliśmy do Diabła. Stał zwrócony plecami w moją stronę, z pochyloną głową i spojrzał na mnie dopiero, gdy usłyszał zachwycone szepty innych gości.

Nie uśmiechał się, był poważny a jego wzrok przewiercał mnie na wylot. Byłam tak oszołomiona, że pomyślałam tylko ‚ma pas od smokingu w kolorze wstążki mojej sukni’.

Diabeł nie czekał ani chwili dłużej. Złapał mocno moją dłoń i przyciągnął ją do siebie. Zarumieniłam się i opuściłam wzrok, ale nie powstrzymało go to od przysunięcia się jeszcze bliżej.

Jego pocałunek był tak niespodziewany i tak delikatny, że tylko westchnęłam. Po chwili zaczęłam czuć to niesamowite pragnienie, by jego usta były bardziej zaborcze. Nie wiem czy czytał mi w myślach, bo w tym samym momencie pieszczota stała się bardziej natarczywa. Moje ciało myślało już za mnie. Przytuliłam się do niego z całej siły, a jego ramiona wtulały mnie jeszcze mocniej w jego ciało.

W to szaleństwo wdarły się śmiechy gości i scenicznie głośny szept gubernatora.

- Na litość boską, to jest na samym końcu!

Nie wiem jak przetrwałam całą uroczystość. Diabeł postawił na szczęście na prostotę i obyło się bez żadnych skomplikowanych i dziwnych słów przysięgi. Machinalnie powtarzałam to, co już słyszałam wcześniej w tym samym ogrodzie.

Nie mogłam za to oderwać wzroku od ust Raoula, gdy wypowiadał te same słowa.

Pastor wypowiadał ostatnie słowa i gdy myślałam, że to już jest koniec, Diabeł porwał mnie na ręce i powiedział do mnie, ale na tyle głośno, że słyszeli to wszyscy zebrani.

- W obliczu wszystkich jesteś moja. Należałaś tylko do mnie, należysz tylko do mnie i do nikogo innego nigdy nie będziesz należeć. Jedyną rzeczą, która nas rozdzieli jest śmierć. – I mnie pocałował. Jezu, jemu odbiło!

Bałam się, że będzie mnie niósł, ale na szczęście to sobie odpuścił.

Zresztą ten cyrk i tak przerastał moje możliwości.

Stojąc u jego boku przyjmowałam gratulacje, modląc się by nie zemdleć i zastanawiając, co będzie kolejnym punktem programu. Diabeł szybko to oznajmił, na głos.

Ku powszechnej uciesze wszystkich powiedział, że zamierza jak najszybciej skorzystać z przywilejów młodego małżonka i ma nadzieje, ze goście ze względu na nietypowe okoliczności wybacza tak haniebne opuszczenie domostwa przez Państwa domu.

Żegnani z sympatią, ale i porozumiewawczymi uśmiechami zostaliśmy odprowadzeni do helikoptera. I w tym momencie dotarło do mnie to, co on powiedział i czego teraz oczekiwał.

Przed nami była noc poślubna.

W czasie lotu nie zwymiotowałam chyba tylko dlatego, że byłam sparaliżowana ze strachu. Co innego być pieszczoną i marzyć o jego dotyku, a co innego mieć w perspektywie uprawianie seksu z facetem, który mnie zgwałcił, zbił do krwi i szantażował.

Raoul na szczęście założył, że moje zachowanie jest wynikiem choroby lokomocyjnej, więc nie męczył mnie w żaden sposób w czasie lotu.

Niestety po wylądowaniu nie miałam już czym się wymówić. Nie opanowałam krzyku, gdy zaraz po wyjściu z helikoptera złapał mnie na ręce.

- Jestem za ciężka! Puść! – Ostro zaprotestowałam.

- Kpisz sobie. Lubię czuć, że mam kobietę w ramionach. Jesteś dla mnie idealna.Poza tym w twoim kraju to tradycja! – Zamknęłam się, bo to nie miało sensu. Szedł tak jakby niósł szczeniaka. Zero wysiłku.

W rezydencji było ciemno. Tylko gdzieniegdzie pozapalane świecie dawały minimalną ilość światła.

Diabeł wszedł na górę głównymi schodami i skierował się w stronę sypialni. Nic nie poradzę na to, że się usztywniłam.

W głowie miałam obraz Diabła, rzucającego mnie od razu na podłogę.

Gdy wszedł do pokoju nie opanowałam westchnięcia. Świece były wszędzie, nawet na tarasie. Wyglądało to tak zjawiskowo, że na chwilę zapomniałam, dlaczego się tu znalazłam.

Diabeł mi przypomniał. Postawił mnie na podłogę, ale nie zwyczajnie. Zsunął mnie po sobie tak, że byłam w stanie wyczuć jak jest już napięty i gotowy. Wzdrygnęłam się, ale w odpowiedzi usłyszałam tylko chrapliwy śmiech. Zwierzyna była już w potrzasku.

- Pewnie chcesz się odświeżyć. Łazienka jest do twojej wyłącznej dyspozycji. Ja pójdę do tej w pokoju gościnnym. Będę na ciebie czekał. – I mnie zostawił.

Błyskawicznie wskoczyłam do łazienki, zablokowałam drzwi i dopiero, gdy się o nie oparłam złapałam oddech.

Mogłam próbować to odwlekać, ale nic by to nie dało. Czekała mnie noc z Diabłem i nic nie mogło temu zapobiec.

Tym niemniej starałam się to odsunąć od siebie jak tylko mogłam.

Bardzo długi prysznic, mycie i suszenie włosów, potem ich rozczesywanie. Bezmyślnie skropiłam się Givenchy i gdy skończyły mi się pomysły musiałam w końcu podejść do miejsca, w którym czekały przygotowane dla mnie rzeczy.

Spodziewałam się czegoś wyuzdanego i prowokującego. Tymczasem czekała na mnie zwykła koszulka. Biała, prosta w kroju, luźna, sięgająca do połowy uda i związywana na ramionach.

Zdziwiona takim wyborem założyłam ją, stanęłam przed lustrem i zarumieniłam się. W życiu nie wyglądałam bardziej prowokująco niż teraz. Luźny materiał i tak opinał mi się na biuście, a koszulka tak niewinna w swoim wyglądzie, aż krzyczała by ją zedrzeć.

Nie miałam już żadnego powodu by zwlekać i zostać w łazience jeszcze dłużej.

Najciszej jak mogłam otworzyłam drzwi i aż przystanęłam widząc Diabła leżącego na łóżku.

Już go raz widziałam w takiej pozycji. Leżał na plecach, z ramieniem przykrywającym oczy. Okryty do pasa prześcieradłem, oddychał miarowo. Czekając na mnie musiał zasnąć.

Nie ruszałam się przez chwilę, bo pomimo całego strachu nie byłam w stanie oderwać od niego wzroku.

Muskularne ciało i ciemniejsza skóra tworzyły w połączeniu z delikatną, białą pościelą niepokojący kontrast. Znowu w mojej głowie na sekundę pojawił się obraz jego ciemnej skóry stanowiącej taki sam kontrast w połączeniu z moim jasnym ciałem.

- Basta! Chora nimfomanka! Zastanów się lepiej gdzie masz spać!!!

Cóż. Za dużego wyboru nie było. Nie miałam wątpliwości, że jeżeli Raoul po przebudzeniu znajdzie mnie w innym miejscu niż jego łóżko, to skończy się to dla mnie fatalnie.

Liczyłam na to, że zmęczony zasnął, a rano wymówię się czymkolwiek. Choćby mdłościami. Cicho zachichotałam na samą myśl o tak idiotycznej wymówce i najdelikatniej jak mogłam, żeby pod żadnym pozorem go nie obudzić położyłam się na drugiej połówce łóżka.

Jego oddech się nie zmienił. Spał. Czyli był niegroźny.

Leżałam przez chwilę spokojnie zapatrzona w płomienie świec. Wyglądały pięknie, ale głupotą byłoby przy nich zasnąć. Już chciałam się podnieść, żeby je pogasić, gdy nagle materac drgnął. Prawie pisnęłam, ale za tym ruchem nie poszło żadne inne działania. Musiał przesunąć się we śnie.

Zerknęłam jeszcze raz w kierunku świec. Dopiero teraz zauważyłam, że były tak zabezpieczone, że mogły się palić do samego końca bez groźby wywołania pożaru.

Odetchnęłam z ulgą i odwróciłam się, by zmienić pozycję na wygodniejszą. Nie powstrzymałam krzyku, gdy spojrzałam w otwarte oczy Diabła.

Wyskoczyłabym z łóżka, gdyby mnie nie powstrzymał. Mocno mnie złapał i szarpnął tak, że znalazłam się na środku materaca. To był ułamek sekundy i już siedział na mnie, udami mocno obejmując biodra. Drań był tak silny, że nawet nie drgnął, gdy zaczęłam się ostro szarpać.

Zyskałam tylko tyle, że po chwili brakowało mi już sił. Biłam go pięściami, potem starałam się już zranić paznokciami.

Schwycił mnie tak, że nie mogłam się podnieść by go ugryźć. Momentalnie przed oczami stanął mi ostatni raz, gdy tak mnie trzymał.

- Nie! Na litość boską nie! Błagam! Nie rób mi tego! Nie! – Darłam się jak opętana. Gdy po chwili byłam w stanie tylko powtarzać jedno słowo ‚Nie’, do mojej świadomości zaczął się przedzierać jego głos.

- Kochanie, nie skrzywdzę ciebie. Zaufaj mi. Nie tknę cie wbrew twojej woli. Uspokój się.

Chyba tylko dlatego, że całkowicie opadłam z sił, przestałam się szarpać. Oddychałam gwałtownie, ale nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy. Zresztą i tak nic bym nie widziała przez łzy.

Nadal mnie przytrzymywał, ale dotarło do mnie, że nie robił nic więcej. Nie więził moich rąk, nie próbował mnie rozebrać. Po prostu zablokował mnie swoim ciałem.

W tym momencie dotarło do mnie jak się zachowałam Boże, co ja narobiłam! Zareagowałam w sposób najbardziej histeryczny z możliwych.

Nie wiem dlaczego on to zrobił. Może tez miał w pamięci gwałt, ale i też ten koszmar, gdy wkradł się niezamierzenie w mój sen.

Poczułam jak się pochyla, ale zamiast spodziewanego dotyku na ustach poczułam dotyk języka zlizującego łzę.

Nie opanowałam westchnięcia. To było takie kojące. Dopiero, gdy usłyszał ten dźwięk schylił się po raz drugi.

Tym razem po skórze przesuwały się też wargi.

- Boję się. – Musiałam to powiedzieć. Zresztą to była prawda. Z tym, że bałam się nie jego, a siebie. Owszem, miałam cały czas w głowie jego brutalność, ale najgorsze było to, że nawet taki mnie podniecał. Albo właśnie taki mnie podniecał, Władczy i biorący to czego pragnął.

- Kochanie, czego się boisz? – Wyszeptał między kolejnymi muśnięciami.

- Bólu. – Skąd mi się wzięła ta odpowiedź? Nie mam pojęcia, ale w Diabła gdy ją usłyszał wstąpiły nowe siły.

- Kochanie, gdybym wtedy wiedział. Ale teraz już nie będzie bolało. Już nigdy nie będzie bolało. – Jego pocałunki zaczynały być coraz bardziej gorączkowe, a ja – mimo, iż tylko dotykał moich policzków byłam coraz bardziej podniecona. Jego zapach mieszał się z zapachem moich perfum, czułam dotyk jego muskularnych ud, przytłaczał mnie gdy pochylał się nade mną i trzymał twarz w swoich dłoniach. Czułam się jak na karuzeli, oszołomiona doznaniami i już nie taka pewna, czy chcę by przestał.

- Pozwól mi pokazać jak będzie nam cudownie. – gdy tylko to powiedział musnął moje wargi.

To była kropka nad i. Gdy tylko poczułam jego dotyk jęknęłam i wyprężyłam się chcąc więcej. Chciałam jego.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Diabeł – część XXX
Diabeł – część XXXII

 

Polubienia 14
Wyświetlenia 6522

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Ha, nareszcie się doczekałam! Wciąga tak bardzo. Czuję się jak niezrównoważona fanka czatująca pod księgarnią noc przed premierą książki ulubionego autora.

  • Ślub piekny jak z bajki. Widzę,że Diabełek strasznie romantyczny się zrobił..:) tylko płatków róż zabrakło ;)Wszystko toczy sie tak świetnie,że aż ciekawi mnie bardzo jakie zakończenie wymyśliłas. Pozdrawiam! :)

  • Anonymous

    My tez chcemy wiecej!:D

  • Anonymous

    Bosko!!!

  • Anonymous

    OOO, mam nadzieję, że to nie koniec

  • Anonymous

    Umieram z iekawości, co będzie w drugiej części.

  • Rany, co będziecie czytać jak Diabła zabraknie?

  • Anonymous

    Musisz wymyślić coś podobnego, a raczej bohatera z podobnym charakterkiem :-D

    • Raczej czarnych charakterów u mnie dostatek.
      Właśnie sobie wyobraziłam czy byłabym w stanie stworzyć jakiekolwiek opowiadanie z jakimś ofermowatym blondaskiem. Zdaje się, że więcej czasu niż jemu, poświęciłabym na ukrycie zwłok (czyli w sumie jemu :D ).

  • Genialne. A ktory poniedzialek masz na mysli? Dzis ? Bo tydzien to cala wiecznosc, uzaleznilam sie od tego opowiadania (mimo ze zazwyczaj komentuje bez logowania). Prosimy wczesniej kolejna czesc niz za tydzien ;)

    • Na myśli miałam dzisiaj, ale nie powiem jak się pisze sceny łóżkowe w dzień i w taki upał!! Pewnie znowu siądę do Diabła dopiero wieczorem, bo naprawdę chciałam dać długi i mega soczysty kawałek.
      Znając życie wcześniej niż o 2 w nocy piekielnego spodziewać się nie należy.

      Całkiem możliwe, że teraz wyszlifuję ‚Montanę” i wrzucę pierwszy kawałek.

  • Anonymous

    Super opowiadanie. Zastanawiam sie czy te piekne chwile nie przerwie jakas tragedia:(

  • W takim razie Ty pisz sobie spokojnie a My już czekamy na wycieraczce na nastepną część i odpoczywamy od upału ;)

    • Hehe … zaraz podrzucę zimną lemoniadę i ciasto:)

      Przy okazji macie pecha, znowu leci Spartakus :) No żesz lata mi ten facet po życiorysie w te i nazad.

    • O super! :) A jakie ciasto? ;)

      Ogladaj sobie spokojnie,a my w tym czasie będziemy marzyć o Diabełku i wymyslać rózne scenariusze losów Anny i Raula ;)

    • Poezja :) Na kruchym spodzie, z malinami i lekką bezą. Nienawidzę bezy, a kiedy zrobiłam to ciasto po raz pierwszy to zjadłam prosto z blachy, kiedy tylko przestało parzyć.
      Ciasto jest grzechu warte. Serio!!!!
      Kurcze, mam teraz ślinotok!

  • Anonymous

    Cudowne! Droga Autorko, naprawdę potrafisz oszołomić swoich fanów :-) Nie mogę się doczekać na to, co szykujesz w następnej części :-)
    Pozdrawiam serdecznie – Paula.

  • Jak napiszę, że nie wyszłam poza łóżko, to nie uwierzycie. W dodatku planowałam więcej, ale wena dopadła mnie dopiero po Spartakusie (Manu Bennett to nie Diabeł :D – od razu powtarzam).
    Planowałam jeszcze coś im porobić, ale może tej parze wystarczy….
    Zaraz wrzucam Diabła, tylko muszę jeszcze przejrzeć tekst, bo na pewno roi się od błędów.

  • Pingback: Diabeł XXXII | Skrywane pragnienia()