Kura bojowa VI

Po kilkunastu minutach myślałam, że oprócz utraty pamięci dostanę jeszcze obłędu. Wiedziałam tylko jedno. Chcę do domu, chcę się schować i niech ktoś mnie obroni.
Dokładnie w chwili, kiedy byłam bliska rozpłakania się do pokoju wszedł lekarz, Mareczek oraz ten patafian. Spojrzałam na nich i wskazałam palcem na towarzysza dziecięcych zabaw..
- Ja chcę do domu. Z Markiem.
A potem wskazałam palcem na pobladłego nagle ‘niby mojego męża’.
- Ja nie chcę iść z nim. – I w tym momencie rozbeczałam się tak mocno, że dostałam czkawki.
- Jasna cholera! – Tym razem to lekarz się zdenerwował.
- Won! Wynocha! Natychmiast!! – Słowa były ewidentnie skierowane do dwóch mężczyzn, stojących jak słup soli. Lekarz nie czekał, aż oprzytomnieją tylko najzwyczajniej w świecie wypchnął ich na korytarz. W uchylonych drzwiach zobaczyłam stojącą na korytarzu zdenerwowaną blondynkę i w tym momencie wszystko mi się przypomniało.

Studia, Marek, pierwsze randki z Tomkiem, moje cokolwiek rozwydrzone dzieci, niesamowity seks w łazience i to, co było wcześniej – mój mąż trzymający w objęciach blond padlinę, którą wcześniej uważałam za przyjaciółkę.
Drzwi się zatrzasnęły i w sekundę później dopadł do mnie zdenerwowany lekarz.
- Już w porządku, proszę się nie denerwować. Zaraz coś pani podam na uspokojenie.
Spojrzałam na niego trochę nieprzytomnie, pociągnęłam nosem, odbiło mi się jeszcze jeden raz i w końcu machnęłam ręką.

- Nie ma potrzeby. Gdybym miała się denerwować za każdym razem jak ci idioci coś wymyślą, dawno by mnie już zamknęli za zabójstwo w afekcie.
- Nie, nie. Musi pani trochę ochłonąć. Taki stres może pani bardzo zaszkodzić. Nic nie można przyspieszać. To jest dla pani dobra. – Wchodząca z zestawem leków pielęgniarka uchyliła drzwi na tyle, że zobaczyłam kawałek korytarza. A konkretniej blond sępa z Tomkiem. Cokolwiek tam się działo, było to ewidentnie nie po myśli mojej eks-przyjaciółeczki. Usiłowała przytrzymać jego ręce, a on się od niej odganiał jak od natrętnej muchy.

- Bardzo dobrze. – Pomyślałam mściwie. – Jeśli uważasz wytapirowana wywłoko, że to najgorsze, co może cię spotkać to daj mi chwilę.
Zerknęłam na personel medyczny i momentalnie wyprostowałam się na łóżku.
- Co to jest? – Wskazałam na trzymaną przez pielęgniarkę strzykawkę z czymś w środku.
- Zastrzyk. – Prawie zrobiłam zeza. W życiu bym nie powiedziała, że to jest zastrzyk! Odetchnęłam głębiej. Niestety dopiero co odzyskałam pamięć, ale mój umysł nie dokonał całkowitego przeskoku i nadal pozostała we mnie duża część tej zbuntowano-szalonej nastolatki.
- Państwo sobie raczą kpić. Nie ma żadnej potrzeby by niepotrzebnie faszerować mnie chemią. Mówił pan, że to jest na uspokojenie, prawda?
Teraz już zwracałam się do lekarza.
– A ja jestem spokojna. Przynajmniej na razie. Nie życzę sobie by testowano na mnie jakieś środki psychotropowe, albo cokolwiek co się tam znajduje.
- Proszę ze mną głupio nie dyskutować. Co za brednie. Muszę to pani zaaplikować. – Lekarz tak jak szedł zdecydowanym krokiem w moją stronę, tak widząc moją minę powoli wyhamował. A ja tylko siedziałam wyprostowana na łóżku i lekko podniosłam jedną brew.
- Trafiłam tutaj bo uderzyłam się w głowę i zemdlałam, tak? – Powiedziałam podejrzanie spokojnym tonem. Lekarz miał refleks. Albo silną chęć przeżycia.
- Tak. – Odpowiedział bardzo ostrożnie nie ruszając się z miejsca.
- Przebadaliście mnie już dokładnie? – I znowu przytaknął.
- Super, cokolwiek wyszło? – Spojrzałam na niego i prawie parsknęłam, widząc jego minę.
- Rany boskie! Pewnie wyszło, że mózg jest. Pytam się, czy wyszło coś niepokojącego, czy też wszystko w normie.
- Wszystko w porządku, tylko ta amnezja.
- Czyli nic niepokojącego. Świetnie!
- YYyy .- Tylko tyle zdążył wydukać, bo machnęłam ręką i zaczęłam zsuwać się z łóżka.
- Proszę przygotować wszystko do wypisu. Wychodzę.
- Nie może Pani! – O ile poprzednio temu biednemu człowiekowi zabrało głos, to teraz nagle zrobił się jakiś taki zdecydowany. I pewnie wcześniejsza ja potulnie by się z nim zgodziła, weszła do łóżka i jeszcze przeprosiła za takie zachowanie. Niestety krążyła we mnie krew Bastena.
- Mogę. – Odparłam z zimnym uśmiechem. – Najlepsze w tym wszystkim jest to, że właśnie mogę. Nawet gdybym umierała tutaj, na środku sali lub korytarza, wykrwawiając się na śmierć to musicie mnie wypisać, jeśli tego zażądam. A właśnie to robię. Proszę zawołać mojego męża.
Skończyłam moją przemowę, ale zarówno lekarz jak i pielęgniarka nie ruszali się z miejsca. Teraz oni stali jak słupy soli. Odetchnęłam głębiej i sama uchyliłam drzwi.
- Tomek! – Zawołałam, po czym cofnęłam się z powrotem do środka. Nie zamierzałam nikomu ułatwiać życia. A już na pewno nie temu zdrajcy.
Prawda była taka, że kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić. Odzyskanie pamięci to jedno, ale zdrada męża i to, co się działo to drugie. Wiedziałam tylko, że mam nie tylko problem z tą sytuacją, ale że z niesamowitym talentem sama skomplikowałam sobie życie. Jakim cudem pozwoliłam, by mężczyzna mojego życia  pomyślał o zdradzie, obca baba w postaci mojej teściowej wpierniczała mi się z butami w moje królestwo, a dzieciaki były takie rozpierniczone?!

Jak ja do tego doprowadziłam?
Jak przede wszystkim siebie doprowadziłam do takiego stanu?! Kim ja byłam? Kurą domową?
Chwilowym wyjściem było dalsze ciągnięcie tej szopki z amnezją. Da mi to przynajmniej trochę czasu i może będę w stanie zapanować nad tym chaosem. To była ostatnia w miarę rozsądna rzecz, która mi przyszła do głowy, bo w sekundę później ujrzałam mojego ślubnego.

Wysoki, postawny brunet z najbardziej szaro-stalowymi oczami, jakie kiedykolwiek widziałam. Teraz z delikatnym zarostem, w pomiętym garniturze i rozpiętej koszuli. Z tym niesamowitym wyrazem bezradności i zmęczenia w oczach, który sprawił, że miałam ochotę od razu do niego podbiec, przytulić go i uspokoić. Powiedzieć, że już wszystko jest dobrze, że jestem z powrotem.
Tylko, że to nic by nie dało.
Po tygodniu, góra dwóch wszystko potoczyłoby się starym torem. Znudzony mąż, wredna teściowa, rozjechane dzieciaki i ta wredna suka. Przy wrednej suce ustawiło mnie do pionu.
I w tym momencie Tomek się odezwał.
- Kochanie … – O Jezu, no tak! Zakochałam się też w jego głosie! Tym głębokim, męskim, wnikającym za każdym razem w moje wnętrze i wprawiającym je w drganie. Zamknęłam oczy, odetchnęłam i spojrzałam na mężczyznę mojego życia.
- Wątpię. – Aż miałam ochotę się roześmiać widząc ten wyraz twarzy. Odwróciłam się po prześcieradło, bo dotarło do mnie, że kwitnę na środku pokoju odziana tylko w jakąś koszulkę. Może by mi to nie przeszkadzało, ale lekarz zrobił się podejrzanie nerwowy zerkając, co chwilę tam, gdzie nie powinien. Nie miałam ochoty na darmowe show. A już do szału doprowadzało mnie takie gapienie się na moje piersi.

Zawinięta w skrawek materiału zmierzyłam lekarza wzrokiem. Zdążył się już zorientować, że zauważyłam jego dekoncentrację i znam jej powód. Pielęgniarka wydawała się być zdrowo ubawiona takim zwrotem akcji. No dobrze, przedstawienie czas zacząć.
- Idiotką nie jestem, więc nie będę zaprzeczać, że jednak jesteśmy małżeństwem, mamy dzieci, a Mareczka znam nie tylko ja, ale również ty. Cokolwiek się stało, to nic nie pamiętam. Nie wiem tylko dlaczego. Raczej to nie był drobiazg skoro wymazałam z pamięci całe nasze życie, prawda?  Nie ma sensu przeciągać pobytu w szpitalu w nieskończoność. To i tak nic nie da. Wracam do domu. Z tobą.

Widząc bladego jak ściana Tomka olśniło mnie, że on nie ma zielonego pojęcia o tym, że widziałam go z Blond Pudlem w Starym Browarze. I że pierwsze co mu przyszło do głowy, to że moja amnezja została wywołana szokiem na widok podnieconego Marka obserwującego nas w łazience.
Tego w swoim planie nie przewidziałam. Cholera!
Uratował mnie chrząkający lekarz i dla odmiany mój refleks.
- Gratuluję takich zdolności. – Lekarz spojrzał na mnie ze zdziwieniem. W sumie też bym tak spojrzała, gdybym usłyszała w takiej sytuacji taki tekst.
- Gratuluję takich zdolności. Stoję na środku pokoju czekając cały czas na wypis. Pan nie raczył jeszcze ani nikogo poinformować, ani zadzwonić. Rozumiem, że przekazał pan stosowne dyspozycje telepatycznie. Gratulacje. Proszę mi tylko powiedzieć jak długo jeszcze mam czekać? – Biedna pielęgniarka nie wyrobiła, parsknęła śmiechem i wybiegła z pokoju, przytulając do siebie całą tacę. Cokolwiek na niej było albo zgniotła albo rozlała. Biedna, bo na pewno oberwie za taką niesubordynację i brak solidarności z personelem medycznym. Ale przynajmniej się uśmieje.
Lekarz poczerwieniał, a mój małżonek patrzył na mnie jakby widział mnie pierwszy raz w życiu. W sumie była to prawda, bo normalna ja byłaby miła, uprzejma i subtelnie delikatna. Żeby broń boże nikogo nie urazić.
- Yyyyyy … – Brew znowu podskoczyła mi do góry. – Ależ już, oczywiście. Proszę poczekać tutaj. Zaraz wszystko przyniesiemy. Niech pani nigdzie nie wychodzi. – To ostatnie zdanie zabrzmiało dosyć desperacko.
Gdy wychodził, z okazji skorzystali Mareczek z Blond Pudel. Nie mogłam się przemóc by nazywać Monikę inaczej.
Nie ma opcji, cokolwiek się stało, zmiany w moich charakterze były pewne. Może byłam poszkodowana, może w oficjalnej wersji dla świata miałam amnezję, ale byłam wykończona, poobijana, stałam na bosaka w koszuli nocnej i dodatkowo owinięta prześcieradłem.
Nastroju na wizyty towarzyskie będąc w takim stanie nie miałam.
I co ja do cholery mam z tą brwią?! Patrząc prosto w oczy Markowi dosłownie czułam jak sama z siebie podnosi się lekko do góry.
A Marek znał mnie ze starych czasów, gdy nie byłam potulną owcą. Idiotą nie był wcześniej i idiotą nie został. Nie miał zamiaru sprawdzać, czy za starym gestem idą stare nawyki.
Uśmiechnął się.

- To my już pojedziemy. Zadzwońcie później. – Rzucił w przestrzeń pomiędzy Tomkiem i mną, jednocześnie obracając Pudla o 180 stopni i wypychając ją z salki. Pudel na zewnątrz zaczął jazgotać, ale postanowiłam nie zwracać na to zbytniej uwagi.
Gdy Tomek spojrzał w moją stronę, rzuciłam tylko.
- Wyszczekana ta jego panienka. – I usiadłam na łóżku.
Nie patrzyłam w stronę męża. Siedziałam i wpatrywałam się w podłogę, usiłując wymyślić jak mam dalej postępować. Nie zdawałam sobie sprawy, że wyglądam jakbym usiłowała zapanować nad sobą, emocjami i przede wszystkim strachem związanym z niepewnością.
Z tym, że Tomek widział w tym strach związany z brakiem wspomnień, a ja z
obawą patrzyłam w przyszłość.
To dziwne milczenie przerwał lekarz przynosząc za jednym zamachem wszystko, od ubrań po papiery.

Musiałam wywrzeć na nim niezłe wrażenie, skoro sam pofatygował się i wszystko przyniósł. Składając podpisy na kolejnych formularzach pomyślałam, że o wiele bardziej prawdopodobne jest to, iż chce się osobiście upewnić, że opuszczę szpital.
Po chwili wszystko był już załatwione. Gdy wyszedł i sięgnęłam ręką po odzież, nagle mnie natchnęło. Cicho poprosiłam Tomka.
- Odwróć się.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Dlaczego?! Przecież mamy dwójkę dzieci na litość boską! Znam każdy kawałek twojego ciała!!
- Ale ja tego nie pamiętam.- Moja odpowiedź nim wstrząsnęła.
- Będę czekał na zewnątrz. Przebierz się w spokoju. – I wyszedł.
Szybko założyłam ubranie. Trochę się już łamiąc, bo jednak zafundowałam mu niezłą jazdę z tą amnezją, ale w tym momencie przypomniałam sobie scenkę z Pudlem.
- Dobrze kochana. Będzie ciężko, ale to dla ich i twojego dobra. – I dołączyłam do mojego małżonka.
Jak konsekwencja to konsekwencja. Pozwoliłam zaprowadzić się do samochodu, potem do mieszkania. Stanęłam bezwolnie na środku korytarza rozglądając się po własnych kątach jakbym widziała je po raz pierwszy w życiu.
Na szczęście byliśmy sami. Zresztą dosłownie w sekundę później, gdy o tym pomyślałam Tomek powiedział.
- Zadzwoniłem do rodziców. Będą mieli u siebie dzieciaki tak długo jak potrzeba.
- Dobrze. – Rozejrzałam się po kuchni. – Do których?
- Co do których? – Rany, czy ja wyrażam się niejasno? Cierpliwie powtórzyłam.
- Do których zadzwoniłeś? Moich czy twoich?
- Do moich. Twoi są we Francji.
- Dziękuję.
Oprowadził mnie, pokazał pokoje dzieciaków, gabinet, salon, naszą sypialnię i łazienkę. Zanim do niej weszliśmy zrobił się trochę nerwowy. W sumie mu się nie dziwię.
Obejrzałam wszystko spokojnie.
Był już wieczór, ale wcale nie miałam ochoty iść spać. Po kąpieli, przebrana w świeże wygodne rzeczy nie chciałam jeszcze kończyć tego dnia.
- Tomek, opowiedz mi o mnie?
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Co proszę?
- Pomóż mi przypomnieć sobie moje życie. Opowiedz mi, jaka jestem. Proszę.
Po chwili, siedząc wygodnie w fotelach w salonie popijaliśmy whisky z dodatkami. Doprecyzowując, on whisky a ja, gdy krztusząc się po pierwszym łyku prawie go oplułam, ograniczyłam się do wody z lodem.
- Nie wiem co mam tobie powiedzieć.
- O rany, po prostu zamknij oczy i mów, jaka jestem. Tak jakbyś opisywał mnie swojemu przyjacielowi.
Tomek odchylił lekko głowę do tyłu i po chwili zaczął mówić. O mnie, małżeństwie, jak spędzamy dzień, co ja robię. Chyba dobrze, że na mnie nie patrzył.
Wątpię czy słuchając tego byłam w stanie zachować kamienną twarz.
Z każdym kolejnym słowem byłam coraz bardziej przerażona. Sobą!
Z tego, w jaki sposób mnie opisywał wynikało jedno. Pomijając seks, a mówił tylko o ilości, byłam przewidywalna, schematyczna, stereotypowa i nudna. Jak flaki z olejem. Zapracowana matka polka, całkowicie poświęcająca się dla dobra domu i rodziny, z wytatuowanym na czole napisem ‘darmowa służąca’. Równie dobrze mógłby tam widnieć napis „wyposażenie domu”.
Żadnych pasji, żadnych zainteresowań z pominięciem dobrze ugotowanego obiadu, perfekcyjnie wyprasowanych koszul i wypolerowanych rodowych sreber.
Tak widział mnie mój mąż.
Rany boskie, co ja z siebie zrobiłam????????

 

** ** ** ** ** ** ** **

Kura bojowa – część V

Polubienia 15
Wyświetlenia 4295

Podobne wpisy:

  • Ciekawa jestem ogromnie, co będzie dalej :)

  • Anonymous

    Boże u mnie też musi być amnezja….. Podobnie jak bohaterka zatracilam się w szarej rzeczywistości.
    Kura niebojowa

    • Ale czy to nie jest prawda? Stajemy na głowie a potem się okazuje, że nasi bliscy odbierają to zupełnie inaczej …

  • Anonymous

    Kiedy diabeł?

    • Hej. Do końca tygodnia. Teraz wykańczam ‚Paradoks’. Jestem na fali więc jak mi się uda to wrzucam dzisiaj całość. Do końca.
      Jeśli nie, zakończenie będzie jutro.
      Potem wchodzi piekielny

    • Kochani, przepraszam. Wczoraj odpaliłam wieczorem komp, wrzuciłam komentarze i nawet na jeden odpowiedziałam, a potem przeczytałam email z firmy dotyczący wczorajszej katastrofy lotniczej. Teoretycznie nie było tam nikogo z naszych (chyba, że ktoś leciał prywatnie na wakacje). Po prostu nie byłam .. nawet do głowy mi nie przyszło cokolwiek wrzucać.
      Solidny kawałek tekstu jest. Jeśli nawet dzisiaj nic nie napiszę to i tak jest co publikować i czytać.
      Najwyżej będzie kolejna cześć.
      Proszę o zrozumienie.
      Proszę o

    • To chyba oczywiste, że rozumiemy. Życie realne jest ważniejsze niż blogowanie. Trzymaj się, pozdrawiam!

    • Wszyscy chyba jesteśmy tym wydarzeniem (mniej lub bardziej) wstrząśnięci :(

  • Anonymous

    Mnie tez wstrzasnela ta tragedia. Pomyslec , ze mamy lecuec na urlop z symkiem. Teraz die panicznur boje…. 80 dzieci. Rany

  • Anonymous

    Skromnie zapytam Czy będzie dziś wrzucone ? Pozdrawiam

    • Tak, właśnie siedzę nad ‚Paradoksem’ i wygładzam to co mam. W ciągu godziny powinnam wrzucić.

    • Anonymous

      Będę czekać :P

  • Anonymous

    Dziekuje. :) Przepraszam jeśli mój komentarz zabrzmiał nie miło . Z tym wrzuceniem.
    Lubię Ciebie czytać i chyba nie tylko ja ;)
    Wracając do wydarzeń. To bardzo jestem zszokowana.
    Pozdrawiam

    • Ale skąd :) W sensie jakie niemiło. Ja po prostu mam w głowie ‚Paradoks” :) i dlatego rzuciłam odpowiedź krótką i na temat.

      A co do wydarzeń to dzisiaj doszedł Izrael i się okazuje, że sami tkwimy w bańce mydlanej. Złudnie przekonani, że jest bezpiecznie i że pewne rzeczy nas nie dotyczą …
      Dużo by pisać.

  • Babeczka

    A gdzie kolejna część???

    • Anna Valetta

      hahahahaha … nie ma jak opiernicz, że nie ma kolejnej części,
      No nie miałam nastroju na pisanie.
      Będzie w następnym tygodniu :P

  • Nom. to… Gdzie ta następna część?
    Ok, ok… to ja sobie tymczasem coś jeszcze… :)

  • Basia S

    Będzie ciąg dalszy?

  • Eva

    Kiedy dodasz następną część???

  • Wiola

    Czy jest gdzieś ciąg dalszy?

  • Babeczka

    „Kury” zwłaszcza „bojowej” mi trzeba ;-D

  • Natalia Jaranowska

    zatraciłam się w czytaniu tego! :)

  • Babeczka

    A ja czekam i czekam! (Rzewne zawodzenie)

    :-)))

    • Nie zawódź rzewnie dziewczę :)
      Toż z myślą o Tobie wrzuciłam Kurę na styczeń (zerknij na harmonogram).
      Jak nie wrzucę to zrobisz sobie wycieczkę i mi dokopiesz :)

      A na poważnie byłam wyeliminowana z pisania przez dość długi czas i zaczynam nadrabiać :P

      Kura będzie, będzie.

      • Babeczka

        Nie dokopię. Też mam grzeszki w postaci niedokończonych tekstów na sumieniu ;-)))

  • Babeczko. Musiałam kure wykopać na chwilkę . Wybaczcie

  • Miss B

    Aniu? Mam pytanko, czy jest szansa że kiedyś pojawi się ciąg dalszy KURY? :)

  • @Basia – przepraszam, że usunęłam komentarz. Odpowiedziałam na FB (szukaj w folderze „inne”)