Paradoks IX

 

Dopiero po chwili oprzytomniał i pomógł jej wstać. Od razu tego pożałował, bo gdy tylko złapał ją w objęcia, tylko ostatkiem woli powstrzymał się od tego by jej nie pocałować.  To miękkie, kusząco zaokrąglone ciało aż krzyczało, żeby go zakosztował. Miał nadzieję, że się nie zorientowała jak na niego działa.
Rzeczywiście musiała biegać i nieźle to jej dokopało.
Spodziewał się serii pytań w stylu ‘Kim jest’, ‘Co tu robi’ i oczywiście ‘Czy wie, że wygląda jak ten aktor Josh Calvados”. Pytanie o kolor jego oczu zastrzeliło go. Dosłownie. Nawet nie czekała na odpowiedź, tylko oznajmiła, że musi się ogarnąć i zniknęła na piętrze. Chciał coś powiedzieć, ale mówiłbym do jej pleców.

Uwinęła się w tempie. Minęło może 10-15 minut i była z powrotem na dole. Miał nadzieję, że spodobała jej się niespodzianka czekająca na nią w łazience. Sam nie wiedział, czemu to zrobił. Uśmiechnął się widząc zarówno jej zarumienioną twarz, gdy zeszła na dół jak i zaskoczenie widząc nakryty stół.
- Moja kocica. – Pomyślał. – Jeśli to Ciebie zaskakuje, to jestem ciekaw, co powiesz na jutro.
Szybko uwinęła się z podaniem wszystkiego na stół. Jeśli to smakowało, chociaż w połowie tak jak pachniało to czekała ich uczta. Zarumieniła się jeszcze bardziej i teraz już był pewien, że zada pytanie o to, kim jest. Brew mimowolnie mu drgnęła, gdy usłyszał trochę inne słowa.
- Lubisz wino? – Był tak zaskoczony, że odpowiedział pytaniem za pytanie.
- Jakie?
Zaczęła się śmiać i przyznała się, że wino jest zdobyczne, z piwniczki w wieży. Gdy postawiła na stole dwie zakurzone butelki westchnął z zachwytu.
Wino mogło być całkiem niezłe.
Jednak, gdy chciał otworzyć butelkę i rozejrzał się za korkociągiem, usłyszał tylko zwięzły komunikat, że nie ma.
Czytała w myślach?

Gdy się zarumieniła i poprosiła, żeby nie patrzył, zaintrygowany odmówił. Wzruszyła ramionami, cofnęła się do kuchni i wróciła z mieczem. Zamierzała tym wydłubać korek? Podbiła jego serce ostatecznie, gdy się przyznała, że czytała kiedyś o czymś takim. Bezbłędnie wykonane cięcie było godne ręki mistrza. Jedzenie było boskie, wino również.
I gdy było już tak miło zapytała się, kiedy stąd się wyniesie. Do diabła, ma charakterek. Obcy facet siedzi w jej samotni, a ona kompletnie nie traci rezonu. Na razie.
Był ciekaw czy cały czas będzie taka odważna. Oj stępi trochę te pazurki. Mając w perspektywie oswajanie takiej kocicy, nie zdenerwował się ani trochę jej pytaniem.
Po uzyskaniu informacji, że opuści ją jutro, uspokoiła się na chwilę. A potem przypuściła frontalny atak pytając się o jego imię.

A co mu szkodziło. Gdy zaczęła się śmiać, miał ogromna ochotę ja uciszyć. Swoimi ustami. Jakiś obłęd. Zachowywał się wyposzczony szczeniak i mógł myśleć tylko o jednym. Zapanował nad sobą i ograniczył się do przytrzymania jej dłoni. Nawet tak niewinny gest wywołał podniecenie i to nie tylko u niego. Speszyła się. Sprawiło mu to taką satysfakcję, że pozwolił jej uciec pod pretekstem przyniesienia wina.

Po jej powrocie żadne z nich nie wracało do tego momentu. Po chwili toczyli rozmowę jak starzy znajomi. Kominek, dobre wino, błyskotliwa i podniecająca kobieta obok. Nie czuł się tak od dawna. Zrelaksowany i odprężony popełnił błąd. A może chciał po prostu mieć to już za sobą lub zobaczyć zachwyt w jej oczach. Zamarł, gdy usłyszał swoje słowa.
- Kiedy Ciebie zobaczyłem poczułem się jak w jednym z moich filmów.
Była za inteligentna, żeby to przeszło bez echa. Kiedy zmrużyła oczy i zapytała się wprost czy jest tym aktorem, potwierdził. I jej słowa zrównały go z ziemią.
- No cóż, zdarza się.

Powoli pokiwał głową, ale to już był koniec wieczoru.
Poza tym było późno, a jego czekał wyczerpujący dzień. Poza tym ta zawiązana wcześniej nić porozumienia została zerwana. Dziwne, że zrobiło mu się trochę przykro. Informacja, że będą spać w jednym pokoju podniosła mu ciśnienie, ale po chwili czuł się jak dziecko, któremu odebrano prezent urodzinowy.

Mieli spać w jednym pokoju, ale nie w jednym łóżku.
Jego wizytę w łazience wykorzystała na przygotowanie dla siebie czegoś rodzaju legowiska na podłodze. Nic nie mówił, ale nie wyglądało to zachęcająco. Machnął ręką, jak chce się męczyć na podłodze to niech się męczy.
W sumie to był zły. Jeszcze nigdy mu się nie zdarzyło, żeby kobieta nie chciała spędzić z nim nocy w łóżku. Położył się wygodnie na materacu i leżąc z zamkniętymi oczami rozmyślał o wczorajszym dniu i nocy. Jedna lekkomyślna i nieprzemyślana decyzja, a takie nieprzewidziane skutki.

Na samo wspomnienie o jednym nieprzewidzianych skutku prychającym obok w łazience lekko się uśmiechnął. Chyba jednak to ona będzie bardziej zaskoczona skutkami swojej decyzji, bo ratując mu skórę nie pozostawiła nikomu wyboru.
Ciekawe jak zareaguje na jutrzejszą wizytę dodatkowych gości. Analizując możliwe scenariusze, usłyszał jej kroki. Dorzuciła jeszcze drew do kominka i konsekwentnie położyła się na stworzonym przed chwilą barłogu. Co za uparta baba! Niedobrze, bo to może jutro oznaczać komplikacje.

Nagle wytężył słuch. Strasznie się wierciła. Czyżby nie było jej aż tak wygodnie? Gdy usłyszał, że szepcze jego imię, a po chwili ciszy z jego strony, podnosi się i najdelikatniej jak może zajmuje miejsce obok niego na łóżku, prawie uderzył się ręką w czoło. Co za idiota! Gdyby położył się na środku, musiałaby się do niego przytulić. Nie robił żadnych szczeniackich podchodów. Pozwolił jej zasnąć, ale sam spędził całą noc na rozmyślaniach o tym, co się dopiero zdarzy. Wiedział, że powinien ją zabić, pozorując oczywiście nieszczęśliwy wypadek. Ale nie mógł. Diabli nadali! Zupełnie nie wiedział, co ma z nią zrobić. Pewien był tylko tego, że Maks się wścieknie, a on nie zamierza mnie zabić a tym bardziej pozwolić mi odejść.

Wstał, gdy zaczynało się przejaśniać. Czekało go sporo pracy. Dorzucił drew do kominka, by nie zmarzła i zaczął metodycznie wszystko pakować. Nie mógł tutaj pozostać po nich żaden ślad. Najpierw ogarnął sypialnię i łazienkę, sprawdzając co chwilę czy jego kocica przypadkiem się nie obudziła. Spała jak zabita. Zupełnie bezwiednie pomyślał, czy też będzie spała tak twardo, gdy w nią wejdzie w czasie snu. Na samą myśl o wdarciu się w jej wnętrze stwardniał.

Cholera, on rzeczywiście przy niej zachowuje się jak imbecyl. Zapanował nad pragnieniem, by sprawdzić jej reakcje już teraz i zszedł na dół.
Nic straconego. Doskonale wiedział, dlaczego bierze ją ze sobą.
Odetchnął i zaczął metodycznie wszystko zbierać i składać w jednym miejscu. Mając w pamięci sposób, w jaki otwierała wino, nic nie zakładał i szukał jej rzeczy dosłownie wszędzie.

Książki, ubrania, buty, drugi komputer, perfumy.
Cholera, jaka kobieta trzyma perfumy przy drewnie na kominek?! Odruchowo powąchał korek i momentalna erekcja prawie powaliła go na kolana.
Niech to szlag!

Jak tak dalej pójdzie to wcale nie będzie musiał tłumaczyć Maksowi, ani nikomu innemu, dlaczego zabiera ją ze sobą. Wszyscy sami to zobaczą.
Kilka głębokich oddechów i się uspokoił. Dotychczas całkowicie kontrolował swoje ciało, a teraz po raz drugi w ciągu niecałych kilku minut nie mógł zapanować nad zmysłami.
Skończył.
Sprawdził całą wieżę jeszcze raz i gdy miał już wrócić do sypialni usłyszał nadjeżdżający samochód. A więc się zaczyna.
Dwa samochody. Helikopter musiał być niedaleko. Szybko wydał dyspozycje i po chwili jego ludzie rozbiegli się po całym terenie, każdy z konkretnym zadaniem. A on, w towarzystwie dwóch z nich ruszył na górę. W samą porę.

Akurat zdążył stanąć przy jej łóżku, gdy się obudziła. I nigdy nie zapomni wyrazu jej oczu, gdy na niego spojrzała. Musiał być twardy. Spokojnie oznajmił jej, że ucieczka nie ma sensu, że ma się ubrać i słuchać obu mężczyzn.  Musiał ją zostawić i liczył na to, że będzie rozsądna i nie zrobi nic głupiego. Co prawda zostawił swoim ludziom wyraźne wskazówki, że mają się z nią obchodzić jak z jajkiem, ale zawsze istniało zagrożenie, że zrobi coś szalonego.

Dopiero wtedy skontaktował się z Maksem. Wiedział, że jego wspólnik jest wściekły.
- Josh! Cokolwiek ona Tobie zrobiła to jest jeszcze tuzin kobiet, które potrafią to samo. Zwariowałeś? Przez nią cały nasz dorobek, wszystko może runąć. Nie możesz jej zostawić. Trzeba ją bezwzględnie zlikwidować.
Nie miał ochoty się z nim sprzeczać. Krótko uciął dyskusję, a przynajmniej tak myślał.
- Nie! Nie zabijemy jej. Biorę ja ze sobą. Zajmę się nią. Nie będzie stanowić zagrożenia.
Maks z dziwnym spokojem odparł.
- Zajmiesz się nią? Ciekawe kiedy?
Josh lekko się zawahał.
- Jak przyjadę. Spędzę kilka dni w bazie i .. – Maks mu przerwał.
- Pudło. Szczęśliwym trafem w twoim londyńskim mieszkaniu doszło do małego pożaru. Spięcie w instalacji. Zdarza się. Gorzej, że powinieneś tam leżeć spity jak bela. Strażacy najpierw szukali ciebie, potem twojego trupa, a potem to razem z policją jakiegokolwiek twojego śladu. Obawiam się, że zaraz zasuwasz do Londynu, by nagle odnaleźć się w jakimś zaułku.
Odezwał się dopiero po chwili ciszy.
- Niech to diabli.
Maks nie miał nic innego do powiedzenia.
- Dokładnie. Spróbujemy coś z tym zrobić, ale swoją najnowszą zdobyczą się nie nacieszysz.
- Ona nie jest jeszcze moją zdobyczą. – Sam nie wiedział dlaczego mu się to wyrwało. Zebrał się w sobie i kontynuował.
- Maks, zrób to dla mnie. Zajmij się nią tak jakbym ja to zrobił. Ona jest .. – Zabrakło mu słów.
- Dobra Josh. Widzimy się za chwilę w bazie. Od razu będziesz leciał do Londynu, a ja obiecuję, że nic jej nie zrobię. Słowo.
Gdy skończyli rozmawiać, przez chwilę stał w milczeniu. Rzeczywiście czekał go ciężki dzień.

Wrócił pod wieżę i czekał na nią przy samochodzie. Chwila odprężenia, a skutki mogły być katastrofalne. Co prawda nie z takich kłopotów wychodził bez szwanku, ale Maks zawsze się wściekał, że niepotrzebnie ryzykuje. Sam to wiedział. Pytanie, dlaczego tak robił? Gdy zobaczył ją wychodzącą z eskortą, to już znał powód. Oj była wściekła. Była więcej niż wściekła. Wsiedli do samochodu, ale traktowała go jak padlinę i odsunęła się jak mogła najdalej, gdy tylko wyciągnął w jej stronę dłoń. Nic dziwnego, ale miał nadzieję, że jej wkrótce przejdzie.

Obserwował ją w czasie przejazdu samochodem i lotu. Zachowała kamienną twarz prawie do końca. Zbladła, gdy zobaczyła ich bazę.
Maks razem z komitetem powitalnym, już na nich czekał przy lądowisku. Był ciekaw jak ona zareaguje, tak samo jak tego, co Maks o niej pomyśli. Niespodziewanie poczuł niepokój. A jeśli ona mu się spodoba? Bzdura! Nigdy się nie ubiegali o tą samą kobietę. Obowiązywała zasada pierwszeństwa, więc mógł być spokojny o Maksa. Nadal czuł się dziwnie. A co jeśli to Maks jej się bardziej spodoba?

Te myśli nastawiły go tak bojowo, że zaraz po wylądowaniu oddał ją w ręce Maksa i odszedł. Chyba ją tym wreszcie wyprowadził z równowagi, bo słyszał jak wyrzuca z siebie potok słów. Po arabsku? Słyszał kilkakrotnie Maksa mówiącego w tym języku, więc był bardziej niż pewien, że będzie rozumiał, co ona mówi. Spyta się go przy okazji.
Błyskawicznie przewieziono go na to cholerne lotnisko, na które pierwotnie powinien był dotrzeć i w chwilę potem leciał do Londynu. Maks już załatwił co trzeba, a w czasie lotu dograli jeszcze szczegóły. Sześć godzin później został ‘odnaleziony’ przez pokojówkę w jednym z podrzędnych hoteli w Londynie. Oficjalna wersja brzmiała ‘ Gwiazda kina zapija do nieprzytomności niedoszły ślub’.

Kilka dni trwało zanim względnie uwolnił się od tych dziennikarskich hien. Ze względu na stan mieszkania po pożarze, przeprowadził się do Ritza i tam oficjalnie dochodził do siebie po traumatycznych przeżyciach związanych ze ślubem i zniszczeniem mieszkania.  Faktycznie był prawie cały czas w kontakcie z Maksem. Krótkie rozmowy przez telefon satelitarny, w tej chwili dotyczące nie tylko ich normalnej działalności. Dokładnie, wszelkie rozmowy przeplatane były pytaniami o nią. Odetchnął z ulgą, kiedy dowiedział się, że Maks rzeczywiście się przyłożył. Cały czas, pomimo iż jego druh dał mu słowo, miał obawy, że jednak ją sprzątnie.
- I co z nią? – Nie wyrobił.
- Jak co? Już nadana. Tak jak uzgadnialiśmy
- Maks, gdzie do cholery nadana. Jak nadana? Co uzgadnialiśmy?! Miałeś jej nie ruszać! Zabiłeś ją?!
Maks zamiast się wściec odetchnął głęboko.
- Josh. Może najpierw skończmy temat przesyłki do klienta, a potem porozmawiajmy o twojej kobiecie?
Gdy to usłyszał zdał sobie sprawę, że tak właśnie o niej myślał. Jak o jego kobiecie. Bezwiednie jęknął, ale szybko ustawił się do pionu. Zwyciężył obowiązek. Gdy zamknęli już temat zlecenia, wrócił jednak do poprzedniego pytania.
- Maks, teraz Anna. Co z nią?
Po chwili ciszy Maks w końcu wydusił.
- Trochę się rządzi, ale w sumie nie rozrabia.
- A co robiła dzisiaj?
- Pojeździła konno po okolicy. – Josh zgłupiał na tyle, że nie słyszał sarkazmu.
- Czyś ty zwariował? Krzywdę sobie może zrobić. Ktoś z nią był? Na którym koniu jechała?
Maks stracił cierpliwość.
- Josh, oprzytomnij. Siedzi zamknięta na klucz i jej na sekundę nie wypuszczam. Ona jest … – i zamilkł na chwilę. I to zaniepokoiło Josha. – Ona jest trochę za inteligentna jak na twój typ panienek. Muszę ją mieć pod kontrolą, bo jeszcze by sobie krzywdę zrobiła usiłując się stad wydostać. Jest zbyt nieprzewidywalna.

Teraz już Josh się zaniepokoił na poważnie. Normalnie Maks raczej obawiałby się o zachowanie ich sekretów w ukryciu, a nie o bezpieczeństwo więźnia. Czyżbym jego też przekabaciła? I w jego głowie od razu powstał obraz kobiety i mężczyzny splecionych w miłosnym uścisku. Jego kobiety i Maksa, leżących na pogniecionej pościeli i jęczących z rozkoszy. Widział Maksa, wręcz brutalnie ściskającego w swoich potężnych dłoniach jej piersi i atakującego raz po raz delikatne wnętrze.

Otrząsnął się. Nie! Maks nigdy by tego nie zrobił, ale nie był w stanie do końca wymazać tego obrazu z pamięci. Aczkolwiek ta dziwna nuta, której wcześniej nigdy nie słyszał w głosie swojego wspólnika trochę go zaniepokoiła.
Kolejny dzień przyniósł niezbyt miłą niespodziankę. Zresztą w każdej chwili spodziewał się czegoś takiego. Zbyt długo byłam spokojna.
- Nie chce jeść. – Tym razem Maks rozpoczął rozmowę, zdając relację z moich najnowszych wybryków. Jednocześnie stęknął.
- Co znaczy nie chce jeść? – W tym momencie obaj zaczęli się zastanawiać, czy nie są przypadkiem niespełna rozumu prowadząc konwersację na takim poziomie.
-Josh, czasami się cieszę, że ją spotkałeś dopiero teraz.
- Przestań! – Zirytował się. Sam wiedział, że od jakiegoś czasu zachowuje się jak po lobotomii. – Powiedz co się dzieje? Nie je nic? Próbowałeś jej wytłumaczyć, że nie może się tak zachowywać?
I w tym momencie Maks zachował się w sposób tak nietypowy jak dla niego, że Josha zatkało. Zachichotał, a po chwili wybuchnął śmiechem. Jego poważny, potężny i groźny wspólnik, którego się bali nawet jego ludzie śmiał się tak szczerze jak chyba nigdy wcześniej. Gdy po chwili się opanował zdołał powiedzieć.
- Wiesz, w sumie zasłużyłeś na nią. Jest uparta jak osioł. I po dobroci nie będzie jadła. – I znowu stęknął.
- Do jasnej cholery, co tak stękasz. Masz jakąś kontuzję? – I w tym momencie Maks spoważniał. Po dłuższej chwili milczenia odchrząknął i powiedział bardzo nagle surowym głosem.
- Jeśli się zaczniesz śmiać, to oberwiesz. – Josh słysząc to się wyprostował. Co u licha tam się dzieje?. Zaintrygowany obiecałby wszystko. Maks odetchnął i wyznał.
- Poleciałem na ścianę. Kiedy chciałem jej wyjaśnić, że głodówka to jest zły pomysł, poleciałem na ścianę.
- Co? – Josha tak zatkało, że nawet nie pomyślał, by się zaśmiać. – Anna? Ale jak?!
Tym razem w głosie Maksa słychać było wyraźnie podziw i szacunek.
- Jest uparta jak koza. Ale to była moja wina. Chciałem ją zmusić, by zaczęła jeść. Zaskoczyła mnie. W życiu nie powiedziałbym, że zna taki chwyt. Czy ty wiesz, że od razu potem przyjęła dobrą postawę? Ktoś ją musiał szkolić. Nie za długo, ale ma talent. Jakby się jej pokazało … – Josh z lekką zgrozą słuchał zapalonego wspólnika, który zachowywał się jakby odkrył diament do oszlifowania.  Pojął, że cokolwiek się tam dzieje, on powinien wrócić jak najszybciej. Z powrotem zaczął słuchać Maksa.
- … pomijam, że to moja wina, bo ją totalnie zlekceważyłem. Broniła się, a potem poprosiła mnie żebym ją zostawił w spokoju. Wyobrażasz sobie? Taka pchła!
Josheżąc wieczorem w łóżku, cały czas wracał w myślach do tej rozmowy. Wiedział, że nie ma wyjścia i musi jak najszybciej zjawić się w bazie. Przez swojego agenta – idiotę został wmanewrowany w dwa przyjęcia. W normalnych warunkach byłby z tego zadowolony, ale teraz wszystko było dalekie od normalności.

Jedno-dwu dniowa cisza w eterze nie była niczym niezwykłym. Ale wiadomość odebrana trzeciego dnia zatrzymała na chwilę jego serce. Co do diabła znaczy, że jest z nią źle?! Pewnie uparła się jak koza i cały czas nie jadła. Rozmowa z Maksem nie należała do najprzyjemniejszych. Puściły mu wszelkie hamulce i praktycznie zrównał go z ziemią za taką opiekę. Najgorsze w tym wszystkim, że nie mógł teraz znowu zniknąć. Taka okazja trafiła się dopiero kilka dni później, gdy uwaga mediów skierowała się na kolejny wybryk jednego z wnuków królowej. Na tyle duży, że niezauważenie mógł opuścić Londyn.
Do bazy dotarł późnym wieczorem. Wspólnik już na niego czekał. Przez chwilę siedzieli razem w gabinecie, a Maks tylko mu się przyglądał, bardziej niż zaintrygowany takim rozwojem wydarzeń. Obaj myśleli o Annie. Josh widział, że w ciągu tych kilku dni Maks ją polubił. I to trochę niż bardziej. W przypadku każdego innego mężczyzny, byłby tym zaniepokoiłby się, ale jemu jedynemu wierzył i ufał bezgranicznie. Wiedział, że żaden z nich nigdy nie naruszy prawa pierwszeństwa.

Fakt, że Maks rzadko kiedy tak troszczył się o kobietę. A Anna? Cóż, w jej przypadku wszelkie działania daleko wykraczały poza pozostawione przez niego zalecenia, ale nie miał mu tego za złe. Maks wychylił do końca szkocką i powiedział.
- Odpocznij. Wszystko inne może poczekać. – Obaj wiedzieli, o co chodzi. Wszystko inne oprócz niej. Josh tylko kiwnął głowa i wstał. W progu zatrzymał go głos Maksa.
- Nie skrzywdź jej, ona jest inna.
Odwrócił się zły, że mu coś takiego mówi. Ale gdy spojrzał na przyjaciela zrezygnował ze złośliwego komentarza. Maks nie chciał mu dopiec. Widział jak na dłoni, że martwi się o ich oboje. Tylko skinął głową i odpowiedział.
- Wiem. Dziękuję, że się nią zająłeś.

Gdy tylko zamknął drzwi momentalnie przyspieszył krok. Pod koniec prawie biegł. Nie pukał, tylko od razu otworzył drzwi. Zaskoczyła go ciemność i cisza. Nie zamykał na powrót apartamentu na klucz, tylko zamknął drzwi i powoli zbliżył się do sypialni.
Miał wrażenie, że śni. Spała na samym środku olbrzymiego łóżka, kołdra leżała na boku, a ona miała na sobie ta cudowną koszulkę, w której zobaczył ją po raz pierwszy. Miękkie, kobiece kształty, rozpuszczone włosy i wiedział, że przepadł. Chciał zajrzeć do niej tylko na chwilę, ale nie był w stanie wyjść.

Pragnienie by położyć się obok niej było tak silne, że nie zamierzał z tym walczyć. Zdecydował się tylko na szybki prysznic. Zrzucił z siebie wszystkie rzeczy w łazience, poległ przy mydłach pod prysznicem i w końcu, owinięty w biodrach ręcznikiem, znalazł się z powrotem przy materacu.

To było jak déjà vu. Najdelikatniej jak mógł ułożył się obok niej na łóżku i nakrył oboje kołdrą. Poczuł się jakby wrócił do domu. Ale gdy znalazł się tak blisko niej, nie wytrzymał. Musiał przysunąć się jeszcze bliżej. Przytulił się do niej mocno i objął ramionami. Gdy poczuł ten zapach rozgrzanej i śpiącej kobiety nie wytrzymał i szepnął.
- Jak ja tęskniłem.
Zdążył tylko pomyśleć
- Z kim, do licha była wcześniej, że tak chętnie przytula się w łóżku do obcego mężczyzny?

Gdy wyszeptała jego imię oniemiał. I gdy już myślał, że znalazł się w niebie, nagle zesztywniała i zaczęła krzyczeć. Do diabła, wcześniej śniła. Gdy zorientowała się, że ktoś naprawdę jest obok niej wpadła w panikę. Ta reakcja podniosła go na duchu. Czyli nie była tu z nikim. Jest zaskoczona i wściekła, że ktoś władował się jej do łóżka. Po chwili przestał tak się zachwycać, bo leżał w łóżku z rozszalałą i niebezpieczną harpią.  Krzyczała, klęła jak marynarz i próbowała się wyrwać. Pamiętając jak zaskoczyła Maksa nie lekceważył jej, ale nie przypuszczał, że będzie musiał włożyć tyle siły w to, by ją usadzić. Wyrywając się skopała całkowicie jego ręcznik i ostro przemieściła swoją koszulkę, a jego podniecenia nie dało się już ukryć. Cholera, musi pokazać kto tu rządzi, a w tej sytuacji mógł to zrobić tylko w jeden sposób. Jednym mocnym ruchem przerzucił jej dłonie do góry i unieruchomił nad głową, zablokował ją ciałem i mocno schwycił drugą dłonią podbródek. Gdy nabierała oddechu by znowu krzyknąć, zaatakował jej wargi. Smakował jej po raz pierwszy i myślał, że oszaleje. Upijał się jej smakiem, delektował miękkością ust i chłonął ją wszystkimi zmysłami. I w tym momencie usłyszał to żałosne jękniecie i poczuł łzy spływające mi po policzkach. Ona była przerażona, nadal nie wiedziała kim jest!

Nie mógł jej puścić, zbyt mocno nadal się szarpała, ale zaczął uspokajająco wodzić ustami po jej twarzy, językiem zlizywać łzy i szeptać, że wrócił do niej, że to on.
Usłyszał jej zdumiony głos powtarzający znowu jego imię.
– Josh?
Był w stanie uspokajać ją jeszcze tylko przez chwilę. Jak w amoku z powrotem wrócił do ust. Już wiedziała, że to on i się nie broniła. A on mógł delektować się jej miękkością. Gdy chciał posmakować jej wnętrza poczuł jak zesztywniała. Nie była jeszcze gotowa. A on się zapomniał.

Pragnął jej jak nikogo wcześniej, ale po raz pierwszy przedłożył czyjeś dobro nad własne pragnienia. Może nie do końca. Jak skończony osioł poprosił, by mu pozwoliła spać obok siebie, gwarantując jej jednocześnie nietykalność. Był przekonany, że się zgodzi i ulegnie, ale milczenie mówiło samo za siebie.
Westchnął i zaczął podnosić się z łóżka. Nie chciał jej do niczego zmuszać.
Kiedy go powstrzymała, poczuł się jak skazaniec, który dostaje drugą szansę. Nie zwlekając ani chwili, nie dając jej szansy za zmianę decyzji, położył się jak najszybciej i przyciągnął ja do siebie. Liczył, ze przy tych emocjach nie zwróci zbytniej uwagi na fakt, iż on jest nagi.

Przytuliła się do niego, choć czuł, ze nie jest w pełni zrelaksowana. Starał się w miarę szybko wyrównać oddech. Tak jak myślał, gdy stwierdziła, że zasnął odprężyła się i sama po chwili odpłynęła w sen.

Przez długi moment leżał rozmyślając o tym, co się stało. Dlaczego tak naprawdę ją tu ściągnął i dlaczego sam zachowuje się w ten a nie inny sposób. Wcześniej zawsze brał to, na co miał ochotę. To samo Maks. A teraz obaj zachowywali się jak nieopierzeni smarkacze, wpatrzeni z zachwytem w ta niesamowita kobietę. Nawet nie wiedział, kiedy zapadł w sen.
Obudził go hałas w dziennej części apartamentu Anny. Zwykłe krzątanie się służby. Już chciał się podnieść, ale nagle zorientował się jak wygląda sytuacja w sypialni i nagle przestał mieć na to taką ochotę. W czasie snu przesunął się tak, że leżał na niej całym ciałem. Lepiej! Jego głowa spoczywała na jej krągłych piersiach, mocno obejmował ją ramionami i splótł jej nogi ze swoimi. Jego pozycja aż krzyczała, to jest moja kobieta.
Skopana kołdra leżała gdzieś na boku. Podobnie jak ręcznik, którym wcześniej był okryty. Leżał na niej jak go Pan Bóg stworzył. I było mu dobrze. Tym bardziej, że wplotła palce jednej z dłoni w jego włosy. Zamknął z powrotem oczy i zaczął się rozkoszować doznaniami, jakie zapewniała mu ta pozycja.

I w tym momencie usłyszał Maksa. Wszedł do apartamentu, chwilę stał w ciszy i w końcu zdecydował zajrzeć się do sypialni.

Znając spostrzegawczość Maksa był pewien, że zauważył wszystko to, co było warte uwagi. Pomijając oczywiste fakty, że jedno z nich było ubrane, a drugie nagie, to na pewno nie umknęły mu zasinienia na nadgarstkach Anny, ani jego poorane kobiecymi paznokciami plecy. Dopiero po dłuższej chwili jego wspólnik się wycofał i wtedy skupił swoja uwagę na kocicy pod nim.

Co za charakterek, a przy całej swojej zadziorności była jednocześnie taka słodka i kusząca. Naprawdę miał ochotę zostać, ale wiedział, że jeśli teraz jej skosztuje to będzie koniec. A musiał z Maksem załatwić jedną, niecierpiącą zwłoki sprawę. Annę.
Ewakuował się w tempie, ale jeszcze szybciej wrócił. Wiedział, że to beznadziejnie romantyczny gest, ale musiał położyć obok niej różę. Westchnął. To był koniec tego dobrego.

Gdy się ogarnął przeszedł do gabinetu. Maks już na niego czekał. Nawet nie musieli nic uzgadniać. Najpierw omówili bieżące tematy, a główny gwóźdź programu zostawili sobie na sam koniec.
Josh rozsiadł się wygodnie i po chwili Maks wręczył mu potężną teczkę.
- To wszystko o niej? – Josh był zdziwiony. Maks nalał sobie solidną porcję whisky i wypił wszystko jednym haustem. Szykowało się coś ciekawego. Jego wspólnik nigdy wcześniej nie pił z rana takich alkoholi. Gdy skończył przeglądac imponujące dossier, cicho zamknął teczkę.
- Co zamierzasz z nią zrobić? – Tego pytania ze strony Maksa się nie spodziewał.
- Nie chcę jej wypuścić z rąk. Ale nie ukrywam, że liczyłem na rozmowę z Tobą. Coś mi chodzi po głowie, ale wolałbym sam nie decydować.
Maks nadal stał przy barku, odwrócony plecami do Josha.
- No właśnie. Sam nie wiem. Jest w niej coś, co powoduje, ze miałbyś ochotę ja złapać i podjąć walkę. Oj byłaby godnym przeciwnikiem. Żeby było jasne, ty znalazłeś pierwszy, więc sobie to muszę odpuścić. Z wielkim żalem. Mówię o tym, żeby nie było nieporozumień. Kręci mnie jak mało kto, ale to temat zamknięty. A teraz na poważnie, co ty o niej wiesz?
Stal do przyjaciela plecami wiec nie widzial zmarszczonych brwi Josha i kontynuował.
- Nie chodzi mi o te papiery i informacje. Czy jej można zaufać? Czy myślisz, że mogłaby z nami pracować? Obserwowałem ją od samego początku. Jest cicha. No dobra, pomijając akcję z posiłkami i chyba dzisiejszą noc. Ale nie robi głupich numerów, i mogę sobie dać uciąć rękę, że mimo wszystko wie o wiele i widzi o wiele więcej niż się wydaje. Ale jest przy tym, nie wiem. Taka uczciwa? Nie próbuje nic wykorzystać. Ten bunt – sam nie wiem.
Josh nagle się zaczął się śmiać.

- Wiesz, przypomniało mi się kiedy jadłem z nią kolację i potwierdziłem, ze jestem aktorem, tym aktorem , wiesz co powiedziała? Zdarza się.
Maks wybuchnął śmiechem.
- No widzisz, właśnie o tym mówię To nie jest głupie, zmanierowane dziewczę, a sam wiesz ile by nam tematów ułatwiła kobieta w naszym gronie. Ale z drugiej strony, ona jest kwintesencja tego, czego powinniśmy unikać. Jak myślisz, co zrobi jak się dowie, czym się zajmujemy? Zdajesz sobie sprawę, że nie da się jej więzić cały czas. – I potem dodał sarkastycznym tonem, mającym oznaczać, że gadanie to jedno a realizacja to kompletnie inna bajka.
- Jeśli jej nie przekonasz do siebie do trzeba będzie ja zlikwidować.
Josh zupełnie bezmyślnie powtórzył ostatnie słowa.
- Trzeba będzie ją zlikwidować.
Wpadłam do gabinetu, gdy zastanawiali się jak mają jej w miarę delikatnie, przekazać swoją propozycję. Byli tak zaskoczeni monologiem, że nie dość, że pozwolili jej wszystko powiedzieć, to nie przeszkodzili jej w opuszczeniu gabinetu.
Kiedy zamknęła za sobą drzwi, Maks wybuchnął śmiechem, a Josh spojrzał na niego zdumiony.
- Co to było?
- Wydaje mi się, że nas podsłuchała trochę wcześniej. Pewnie ten niewłaściwy fragment o likwidacji i ją poniosło. W sumie mamy szczęście, bo mogła w nas czymś rzucić. Wściekła się.
Rozbawiony tą komedią omyłek Maks kontynuował.
- Spójrz na to obiektywnie. Jest na wyjeździe, sama żeby odpocząć od ludzi. Zwala się jej na głowę samotny wędrowiec, który ląduje jej w łóżku.
- Nago. – Uzupełnił Josh.
Maks podniósł tylko brwi i dopowiedział resztę.
- Jeszcze lepiej! Nago! Okazuje się nim być znany aktor. Później ten aktor ją porywa. Jest w zamknięciu. Ma starcie z jego przyjacielem. Nie patrz tak na mnie! Ta kobieta mnie pobiła, nie ciebie. Później Ty prawie ją gwałcisz.
Josh się obruszył, ale Maks tylko pobłażliwie się uśmiechnął.
– Stary powiedziałem prawie! I nie zaprzeczaj, słyszałem te jej wrzaski. Pomijam fakt, że kobieta potrafi tak wspaniale kląć. Widziałem też jej nadgarstki i twoje plecy i ramiona. Ostra jest, co? Potem z nią śpisz, a potem się dowiaduje, ze chcemy ją sprzątnąć. Jak na tyle rzeczy to nie uważasz, ze jest całkiem spokojna?
- Ale czemu nie uciekła? – To nadal gnębiło Josha.
- Hm … bo to mądra kobieta jest. Jak miała uciec? Widziała, ze to pustkowie, nie miałaby szans. Więc zrobiła jedyną rzecz jaką każdy by z nas zrobił. Pokazała, kto tu rządzi. Z jej punktu widzenia może straci życie, ale nas zagięła i pokazała, kto ma klasę. A ona przyjacielu, ma wielka klasę.
- Co czyta?
- Teoretycznie ‘Raj utracony’ Miltona, ale zna to. Jest zdenerwowana i pewnie boi się, że wpadnie w panikę. Jest pewna, ze ją zabijesz.  Albo ja.
- Co robimy?

Podniesiona brew i łobuzerska iskra w oku Maksa potwierdziły to, co chciał usłyszeć.
- Też Ciebie kusi, żeby ją w to wciągnąć?
Maks odetchnął.
- Tak, ale z drugiej strony przez tyle lat nie zdecydowaliśmy się na nikogo. Chcesz mi powiedzieć, że po kilku dniach, przypadkowo znaleziona kobieta będzie tym kimś. Aż tak jej ufasz, żeby tyle zaryzykować? Ale z drugiej strony ile i po co mamy czekać? To co? – Z ostatnim pytaniem zwrócił się już do Josha.
- Bierzemy byka za rogi?
Josh tylko skinął głową. Zgadzał się z przyjacielem, trzeba było wrzucić ją na głęboką wodę.
- Tylko Maks. Ja bym ją chciał związać z nami na stałe. – Jeśli myślał, że już z niczym go nie zaskoczy to właśnie, to musiał zweryfikować swoja opinię. – Chciałbym ją związać ze sobą na stałe.
Maks patrzył na niego zaskoczony, ale nie zły. Dopiero po dłuższej chwili się odezwał.
- Bardzo dobry pomysł ze ślubem. Będzie z nami na dobre i na złe. Cholera, idź po nią. Nie ma sensu dłużej zwlekać.

Josh bardzo szybko przebył drogę dzielącą gabinet od jej sypialni. Gdy zobaczył ją stojącą przy oknie, wróciły wszystkie wspomnienia z nocy.
Do diabła, powinien bardziej się przy niej kontrolować. Czytała w nim jak w otwartej księdze i prawie doskoczyła do niego. Nie bawiąc się w ceregiele zaciągnął ją z powrotem do gabinetu. Szła dumnie wyprostowana, widocznie zakładała, że jeszcze tylko chwila i będzie miała z głowy problemy tego świata. Uśmiechnął się w duchu, ale nie zdradził się na zewnątrz. Był ciekaw jak się zachowa.
Cholera, rzeczywiście była dobra. Trochę straciła rezon, gdy weszli do gabinetu z już zasłoniętymi oknami i usłyszała dźwięk blokowanego zamka, ale nie spanikowała.
Zabrali ją do swojej kryjówki. W czasie drogi na dół cały czas ją obserwowali. Strach zastąpiła ciekawość i zachwyt. Pozwolili jej bez ograniczeń rozejrzeć się w ‚Salach Westchnień’. Uśmiechnął się w duchu, bo tak nazwali cały kompleks dowodzenia, gdzie jednocześnie ukrywali bardziej kontrowersyjne eksponaty ze swojej kolekcji.
Po chwilowym bezładnym chodzeniu, zaczęła metodycznie rozglądać się po wnętrzach. Bardzo dobrze. Jeśli sama z siebie jest taka, to po szkoleniu będzie mistrzynią w swoim fachu.
Obaj rozsiedli się wygodnie i obserwowali ją krążącą po sali głównej, korytarzach i pozostałych pomieszczeniach.

Na dłużej zatrzymała się przy ‚Dawidzie’ Michała Anioła. Wpatrzona w jeden szczegół zmarszczyła czoło, odwróciła się za siebie i zerknęła z powrotem na obrazy.
Obaj z Maksem spojrzeli na siebie ze zdziwieniem. Podstawiona we Florencji kopia była genialna. Nie do odróżnienia z oryginałem. Jakim więc cudem coś jest nie tak? Stała przez chwilę w miejscu, a potem wróciła tą samą drogą, tym razem bardzo uważnie przyglądając się obrazom. Gdy stanęła przy Monecie, Maks pokręcił głową.
- To jest talent. Samorodny talent. Mało ludzi nie związanych z branżą zna ten obraz. Pomijając przeboje z nim związane.
Ze swoich miejsc obserwowali powrót do rzeźby. Po dłuższej chwili, z kompletnie nieobecnym spojrzeniem wróciła do sali głównej i usiadła obok, kompletnie ich ignorując. Drgnęli gdy w końcu się odezwała, ale po raz kolejny ich zaskoczyła. Spodziewali się gradu pytań, a tymczasem oznajmiła,
- Ale numer. To są oryginały. – I zaczęła się śmiać. A potem głośno oznajmiła to, co ukrywali od lat.
Maks spojrzał na Josha i szepnął.
- A ty się martwiłeś jak zareaguje. – A potem zwrócił się już bezpośrednio do Anny.
- Rozumiesz?
Gdy patrząc im prosto w twarz oznajmiła, że na ich miejscu dawno by sobie łeb ukręciła i patrząc roziskrzonym wzrokiem dookoła podziękowała, że pozwolili jej to zobaczyć, byli kupieni obaj.
Szczery żal, że nie może brać w tym udziału był miodem dla ich uszu. Nie musieli wcale jej przekonywać!. Ale kolejne pytania wymazały wszelkie myśli związane z ich działalnością.
- Planujecie coś? Zaczyna wam brakować kobiety i chcecie ze mnie skorzystać? – wywołały u obu tą samą reakcję. Tak, chcieli z niej skorzystać na wszystkie możliwe sposoby. Obaj.
Na szczęście kontynuowała temat współpracy zawodowej. Josh wiedział, że wbrew pozorom teraz czeka go najtrudniejsza część. Musiał jej oznajmić jak ta współpraca będzie wyglądać. Tym bardziej, że Maks wcale nie zamierzał mu pomóc. Ten cholerny baran miał jeszcze niezłą zabawę i widać było, że z niecierpliwością oczekuje nie tylko na to jak jej to się powie, ale na samą reakcję Anny. Takiej termy nie miał nigdy.
Delikatnie zaczął jej wyjaśniać po co potrzebują kobiety, jaka byłaby jej rola. Anna nie dawała się zbyć ogólnikami. Gdy zapytała wprost w jakiej roli miałaby być z nimi, zdecydował się w końcu wziąć byka za rogi. Oznajmiając jej, że zostałaby jego żoną spodziewał się wszystkiego tylko nie takiej reakcji.
Była oburzona. Argumenty, które wysnuwała może i były logiczne, ale on miał już w głowie tylko jedno. Ona go nie chce. Ale potem, gdy zaczął jej słuchać zrobiło mu się trochę cieplej na sercu. Nie krzyczała nie, krzyczała, że jeśli go złapie na zdradzie to oczy mu wydrapie.

Czyli dopuszcza do siebie takie rozwiązanie. Na samą myśl o tym uśmiechnął się. Niestety jeśli myślał, że teraz pójdzie już z górki zadała mu bardzo trafne pytanie.
- Dlaczego chcesz się ze mną żenić?

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część VIII
Paradoks – część X

Polubienia 13
Wyświetlenia 4431

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Zaczynam być coraz bardziej ciekawa kogo wybierze. Josh jest ok, ale ren Maks jest taki bardziej mroczny. Ja bym chyba wolała Maksa. Kiedy będzie coś wiadomo? W następnej części? Proszę!

  • Anonymous

    Wyberze Josha. Maks tez jest ok ale tak czy tak wole Josha

  • Anonymous

    ja wolę Maksa :) niegrzeczni chłopcy są ciekawsi :)

    • Niezły dylemat, nieprawdaż? Ja mam teraz tylko czas, żeby komentarze publikować. Dzisiaj w nocy wleci kolejny ‚Paradoks’, a potem żeby wyrobić się z planem to chyba po dwa opowiadania codziennie! Ten harmonogram kiedyś mnie wykończy!

  • A ja wolę Josha :) Choć Maks też może być ;) Bardzo jestem ciekawa co też Josh powie Annie na temat ich „przyszłej współpracy”. Pozdrawiam :)

  • Marzena Blunska

    wkręcam się pomału w „Paradoks”. „Diabła” przeczytałam w dwie noce. w IX części do poprawienia tylko mała literówka: „Takiej termy nie miał nigdy.” – powinno chyba być „tremy”.