Paradoks X

 

Mało brakowało, a wstałabym i tupnęła nogą ze złości.
- Ze mną się nikt nie rozwiedzie. Rozumiesz, powiesz tak i koniec na wieki wieków panie doskonały.
Sapnęłam oburzona i zwątpiłam. Jeśli myślałam, że Josha po tej przemowie zniechęcę to się myliłam. Śmiały się nawet jego oczy i bynajmniej nie wyglądał na niezadowolonego. Szczerzył zęby jak jakiś idiota. Teraz ja nic nie rozumiałam.
- Bez sensu. Dlaczego się nie wściekłeś? W ogóle, to dlaczego chcesz się ze mną ożenić??!!!
Zatkało go. Spodziewał się pewnie wszystkiego tylko nie tego, że będę mu kazała się tłumaczyć.
A u mnie odezwały się złe geny. Nic gorszego niż zabicie, nie mogło mnie tu spotkać, więc w tej chwili cokolwiek innego się miało stać, tylko polepszało moje położenie.
I to był 1%. Pozostałe 99% stanowiła wściekłość, że traktują mnie tak przedmiotowo. Jaśnie Pan oznajmił, że raczy ze mną wziąć ślub.

Zdaje się, że byłam tak zła, że zaczęłam posapywać przez nos. Josh już się nie uśmiechał. Odetchnął głęboko i jak najbardziej serio oznajmił.
- Nie pozwolę Tobie odejść.
Zrozumiałam to jak chciałam. Oczywiste dla mnie było, że tym sposobem zapewnią sobie moje milczenie.
- Nie prościej byłoby mnie po prostu zamknąć?!
- Ale ja chcę z Tobą sypiać!!
Sama się o to prosiłam. Przyparłam go do muru i niestety to były konsekwencje brania byka za rogi, Od czasu do czasu byk może ponieść. Ten poniósł.
Zaskoczył mnie tak bardzo, że już nie siliłam się na konwenanse, tylko wprost powiedziałam co myślę o tym wszystkim, wliczając w to siebie
- Dlaczego?! Nie jestem nikim niezwykłym. Spotkałeś mnie kilka dni temu, bo miałeś najzwyczajniej w świecie pecha! Poza tym, jeśli będę z Wami pracować, to nie odejdę. Więc to nie jest argument. A co do łóżka, to nie przesadzasz? Nie ma za bardzo czym się zachwycać! No bo co do cholery ty we mnie widzisz??!!!!
I w tym momencie Josha poniosło.
Stanął nade mną i po raz pierwszy stwierdziłam, że byłby w stanie zabić kogoś gołymi rękami.
Naprawdę.
Facet po prostu chyba stracił do mnie cierpliwość.
- Jesteś jak uparty osioł i koza w jednym! Do jasnej cholery, co jest nie tak?! Po diabła mnie ratowałaś?! Nie podobam się Tobie?! To dlaczego jęczałaś i wzdychałaś przez sen gdy ciebie dotykałem w wieży i tutaj. Pozwoliłaś mi do cholery spać ze sobą!!!!!!!!!! Wyjaśnij mi, dlaczego to niby nie możesz za mnie wyjść?
I to był jeden z tych momentów, kiedy powinnam się zamknąć. Niestety tego nie zrobiłam.
- Bo nie! – To chyba była najgłupsza odpowiedź, jakiej mogłam udzielić.
Nawet Maks się wzdrygnął słysząc ryk Josha.
- Weź zrób z nią coś, bo ją uduszę! – tylko to usłyszałam, potem już nie rozumiałam, co Josh krzyczy, bo zaczął kląć w nieznanym mi języku.
W sumie nie wiem czy klął, na pewno się darł.
Po chwili usiadł na fotelu i wpatrywał się we mnie takim wzrokiem, że powinnam się spalić ze wstydu.
Ze wstydu to ja byłam czerwona. Czułam jak policzki mi płoną. Sytuację teoretycznie uratował Maks, odzywając się tym spokojnych i cholernie seksownym głosem.
- Wiemy, że to za dużo jak na raz, ale może upewnimy się co do kilku drobiazgów. Jeśli chodzi o współpracę z nami to chcesz to robić?
Gwałtownie pokiwałam głową przy okazji prawie skręcając sobie szyję. Nie miałam odwagi się odzywać.
- Dobrze. Ale wiesz, że musimy jakoś uzasadnić twój pobyt tutaj. Rozumiesz chyba, że całe twoje życie się zmieni, ale musimy coś zrobić. Poślubisz Josha?
Podniosłam tylko brew do góry, a Maks westchnął. Kolejne pytanie było jak grom z jasnego nieba.
-  A mnie?
Zatkało mnie!
Nie powinno to być nawet możliwe, ale chyba zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona.
To wszystko było tak absurdalnie nierealne, że w pewnym momencie doszłam do wniosku, że nafaszerowali mnie miłosiernie jakimiś prochami zanim zdecydowali się mnie utłuc i teraz mam takie omamy.
Dyskretnie uszczypnęłam się w udo i momentalnie wykrzywiłam z bólu. Cholera, to się dzieje naprawdę!
Dotarło do mnie, że od jakiegoś czasu panuje cisza. Maks zamilkł i teraz razem z Joshem wpatrywali się w mnie czekając na reakcję. I to mnie obudziło. Tego po prostu było za dużo.
Stres, strach, nerwy, perspektywa opuszczenia w sposób gwałtowny padołu, a na koniec oświadczyny. W sumie podwójne. To wszystko spowodowało, że najzwyczajniej w świecie nie wytrzymałam i podniosłam głos.
- Że niby co??!!!! Jak nie jeden to drugi?! Blondyn lub brunet?! Mam się zdecydować tylko na jednego, czy zamierzacie mnie sobie przekazywać? Albo stwierdzicie, że w stadzie raźniej i stworzymy razem jedną wielką szczęśliwą rodzinkę? Co??!!!! Was pogięło!!!! Jakim cudem tyle lat robiliście coś tak genialnego, jak teraz zachowujecie się jak …. Ughhhh!!!!!!
Zabrakło mi słów. To mnie wykończyło, schowałam twarz w dłonie i się rozpłakałam. Ja tylko chciałam odpocząć i pojechać na wakacje. Jakim cudem wmanewrowałam się w taki koszmar? Teraz już byłam pewna, że mnie utłuką. Wyprostowałam się, odetchnęłam i jeszcze trochę pochlipując powiedziałam.
- Dobra, to wszystkie tematy mamy już z głowy. Tylko zróbcie to jakoś tak szybko i żeby mnie nie bolało za bardzo.
Dopiero potem podniosłam wzrok.
Widok pochylających się nade mną obu mężczyzn powinien mnie był wystraszyć, ale wyraz troski i zmartwienia malujących się w ich oczach był tak szczery, że nie próbowałam nic zrobić.
- Rany boskie. – Josh już się opanował i teraz próbował uspokoić mnie.
- Kochanie. Nic Tobie nie zrobimy. Aniu, posłuchaj. Wiemy, że to za dużo na raz, ale chyba niezależnie od tego jak próbowalibyśmy to zrobić skończyłoby się tak jak teraz. Chcieliśmy na tobie wymóc podjęcie zbyt dużej ilości decyzji. I w sumie pchnąć ciebie byś to zrobiła. Wiem, że to brzmi idiotycznie, zwłaszcza po tym, co przeszłaś, ale zależy nam na tobie. Gdyby tak nie było to już dawno byśmy się ciebie pozbyli.
Paradoksalnie właśnie to do mnie trafiło. Rzeczywiście. Nie zwlekaliby tak długo i nie odstawiali takiego cyrku. Po prostu by mnie sprzątnęli. Pewnie nawet przytrafiłby mi się wypadek jeszcze w wieży.
- A jeśli nie będę chciała w ten sposób być z żadnym z was? – Musiałam zadać to pytanie.
Głęboki glos Maksa był jak balsam na moją duszę.
- To będziemy cierpieć, ale trudno.
- A jak się nie nadam na wspólnika?
- Oj nadasz się. Nadasz. – Po raz pierwszy widziałam tak uśmiechniętego Maksa. – Wystarczy na dzisiaj. Odpocznij, bo od jutra czeka ciebie intensywna praca i nauka.
Odetchnęłam, ale tylko na chwilę. Nie byłabym sobą, gdybym zadała tego pytania.
- Czyli mamy wszystko wyjaśnione i mam was z głowy? Nie będziecie robili żadnych dziwnych podchodów w stylu kolacji przy świecach czy czegoś podobnego?
Teraz uśmiechnął się Josh, a ja patrzyłam na dwóch mężczyzn, wyglądających jak kocury przed miską pełną śmietanki.
- Ależ oczywiście, że będziemy.
Odpuściłam, by byłam przekonana, że i tak wgram. Dopiero w drodze powrotnej dotarło do mnie co tak naprawdę się stało. To Maks odprowadził mnie do moich pokoi.
- Co się teraz będzie działo?
Maks westchnął i powiedział niby do mnie, ale bardziej chyba sobie to wyjaśniał.
- Nie uspokoisz się bez tych informacji, co? Dobrze, wejdźmy do ciebie.
Gdy weszłam do mojego saloniku, zamknął drzwi i usiadł na sofie. Zamiast usiąść obok niego, klapnęłam ze skrzyżowanymi nogami na dywanie. Z zadartą do góry głową czekałam aż zacznie.
- No dobrze. Prawda jest taka, że będziesz musiała zostać z nami. Nie da się inaczej. Warunki tu są wręcz luksusowe i będziesz miała wszystko, czego potrzeba. Na potrzeby innych sfabrykujemy bajeczkę o zmianie pracy. Lepszy byłby ten ślub, ale nie zamierzamy ciebie do niczego zmuszać. I dlatego stuknięty milioner zatrudnił ciebie, jako asystentkę do spisywania swojej biografii. – Kiwnął w odpowiedzi na moje nieme zapytanie. No tak, tego stukniętego milionera miałam właśnie przed sobą.
- I? – Ponagliłam go. Cały czas nie mówił o tym, co w sumie mnie najbardziej interesowało.
- Jutro przeprowadzisz się do swojego apartamentu.
- Ej. – Przerwałam mu.- Przecież tu jest masa miejsca.
Maks westchnął i lekko się speszył.
- Nie do końca. Tylko tutaj mogłem ciebie zamknąć i mieć jednocześnie na oku.
Nawet się nie obruszyłam, bo do razu wyobraziłam sobie co mogłabym narobić, gdybym miała pełną swobodę zaraz po przyjeździe. Bardzo rozsądnie z jego strony.
- Będziesz w tej części zamku w której my jesteśmy.
- No dobrze, ale jak wyjaśnisz moją dziwną obecność tutaj wcześniej, a dopiero później pracę.
Teraz to już nie było lekkie speszenie.
- Depresja. Byłaś zagrożeniem nie dla otoczenia, ale dla siebie. W tamtej wieży przeszłaś załamanie, znalazł ciebie przez przypadek jeden z naszych ludzi, tak trafiłaś tutaj, a potem to kolejny kaprys bogatego kretyna.
Zamiast się zdenerwować, znowu pokiwałam głową. Bardzo logiczne.
- A moje rzeczy w Polsce? Mieszkanie? Praca?
Po kolej uzyskałam odpowiedzi.
- Niedługo dotrą, sprzedałaś, złożyłaś wypowiedzenie.
Spojrzałam na niego badawczo. Dobrzy byli. Ale jeśli tak to jakim cudem w stosunku do mnie wykazali się wcześniej takim debilizmem.
- A co ja od jutra będę robić?
- Najpierw trochę ciebie ogólnie podszkolimy. Kondycyjnie, wiedza, języki. A potem w zależności od tego jak to będzie wychodzić, zaczniemy od drobiazgów. Tu nie można się spieszyć.
Dużo było tego.
- Myślisz, że to dobry pomysł, żebym się teraz położyła spać? Trochę dużo tego jak na jeden poranek. W sumie czuję się jakbym weszła do gabinetu z tydzień temu.
Uśmiechnął się i wstał z sofy. Usiłowałam zrobić to samo z poziomu podłogi, ale nogi mi zdążyły zdrętwieć. Zatoczyłam się, ale błyskawicznie złapał mnie pod ramionami i podniósł do góry jakbym była piórkiem. Prawie otworzyłam buzię. Rany boskie, jaki on silny. A jednocześnie poczułam dreszcz rozchodzący się od miejsc, których dotknął po całym ciele.
Puścił mnie i skierował się w stronę drzwi. Zanim wyszedł, odwrócił się jeszcze i uśmiechnął.
Tym sposobem zostałam sama, z oną galopujących w chaosie myśli. Położyłam się do łóżka i rozmyślając o tym, co się stało zasnęłam.
Na tyle mocno, że nie słyszałam uchylających się drzwi do sypialni.  Tym bardziej nie obudziłam się, gdy właściciele dwóch par oczu najpierw na mnie patrzyli, a potem chwilę rozmawiali.
- Myślisz, że da radę?
- Wariatka z niej większa niż my. Da radę.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część IX
Paradoks – część XI

Polubienia 12
Wyświetlenia 3608

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Łał, jesteś na prawdę niezła, czekam na kolejna cześć ;)

  • Anonymous

    nadal trzymasz poziom :) i mam nadzieję że Ania wybierze Maksa – czekam na kolejne części

  • Cudny rozdział i ogólnie całe opowiadanie. Pomyślałam że mogła byś dodać część oczami Maksa, ale to tylko moja myśl.

    • Hej, Witam z powrotem :) Mam nadzieję, że wyjazd się udał!

      A co do punktu widzenia Maksa to chyba byście oszaleli … ale z drugiej strony? … Jak mnie nie spalicie na stosie po kolejnej części to nie mówię nie :D

  • Anonymous

    Dodaj oczami Maksa. Opowiadanie super.

  • Dodaj oczami Maksa

  • Cieszę się, że ‚Paradoks’ tez przypadł Wam do gustu.

  • Ale się porobiło :), już nie mogę się doczekać co będzie dalej :)

  • Anonymous

    Proszę, proszę wręcz błagam by wybrała Maksa ! Natalia

  • Anonymous

    A ja nie chce oczami Maksa. I chce żeby wybrała Josha! :) Naprawde świetne świetne opowiadanie

    • Anonymous

      Ja też wolę Josha :))

      A.

  • Anonymous

    A ja proszę tylko o jedno. Żebyś już w żadnym opowiadaniu nie nazywała bohatera imieniem Maks. ;-)

    • Nie byłabym sobą, gdybym nie spytała ‚Dlaczego’? Naprawdę jestem zaintrygowana. Możesz napisać na priv, ale prosiłabym o wyjaśnienie :)
      PS. to mam problem, bo faceta upchnęłam w innym utworze. Żeby było jasne, nie ‚Maksa’ – jako ‚Maksa’, tego tylko pierwowzór. A wymyślać im nowych imion i nazwisk , to ja nie lubię. :(

  • Zagapiłam się (inaczej tego nie da się nazwać) na film, w którym gra moja inspiracja do postaci Diabła’. Już się zabieram za ‚Paradoks’. Ale nie ukrywam, że myśli są gdzieś indziej. Co za porażka. I po co mi to było? Eh …

  • Pingback: Paradoks XI | Skrywane pragnienia()