Paradoks XI

 

Obudziłam się, gdy na zewnątrz było jeszcze ciemno. Najgorsze, że wcale nie chciało mi się już spać. Spojrzałam na zegarek. Było dopiero kilka minut po 23:00. Kilka razy poprzekładałam się z boku na bok, ale po dłuższej chwili wiedziałam, że ze snu nic już nic będzie.  Miałam do wyboru coś poczytać, albo udać się na wycieczkę. Jakoś na czytanie zbytniej ochoty nie miałam. Trochę się tylko ogarnęłam i wyszłam na korytarz. Pierwsza niespodzianka to, że drzwi nie były zamknięte na klucz. Druga to, że nikt nie próbował mnie zatrzymywać. Bez przesady, spotkałam kilku facetów, ale tylko skinęli głową i szli dalej, każdy w swoją stronę.

Chodziłam sobie powoli, rozglądając się po zamku. Nie wchodziłam do żadnych pomieszczeń, krążyłam po prostu po tych nieszczęsnych korytarzach. Podziwiałam obrazy, mury, gobeliny.No i się zgubiłam.

O ile na początku było mi głupio się pytać gdzie są moje pokoje, to jak już się przełamałam nie miałam żywej duszy obok siebie.
Cholera, to nie było zbyt przyjemne zwłaszcza, że zrobiło mi się coraz chłodniej.
I przede wszystkim było coraz później.
Wcale się nie wyspałam i teraz praktycznie snułam się po zamku jak zjawa. Znając mojego pecha świt mógł mnie przy tej czynności spokojnie zastać.
Po kolejnych ładnych kilku chwilach, gdy doszłam do wniosku, że mam gdzieś jak to zrobię, ale za wszelką cenę muszę dostać się na parter, usłyszałam jakiś hałas. Brzmiało to bardzo rytmiczne uderzenia.
Nic gorszego niż to, co się stało nie mogło mnie spotkać, ruszyłam więc w stronę skąd dobiegały mnie te dziwne brzmienia.

Po chwili stanęłam przed olbrzymimi, podwójnymi drzwiami. W sumie wyglądało to jak brama. Delikatnie pchnęłam jedno ze skrzydeł i zamarłam w bezruchu. Za drzwiami znajdowała się olbrzymia sala. W życiu czegoś takiego nie widziałam. Przystosowana do ćwiczeń, z matami, jakimiś dziwnymi urządzeniami, konstrukcjami i linami zwisającymi z sufitu. I z ćwiczącym Maksem.
Nie wiedziałam, co mam podziwiać najpierw, mężczyznę czy to, co wyprawiał.
Maks miał na sobie tylko spodnie jasne treningowe. Bez koszulki i na bosaka wyglądał jak bóg.

Teraz bez żadnych ograniczeń mogłam podziwiać pracujące przy każdym ruchu mięśnie. I tak jak nigdy nie lubiłam zbytnio owłosionych mężczyzn, to on przywodził mi w tej chwili na myśl niedźwiedzia, do którego mogłabym się przytulić.
Wodziłam wzrokiem po całej jego sylwetce i zastanawiałam się jakby to było, gdybym zanurzyła palce we włosach na jego klatce piersiowej i czy gdyby mnie przytulił to włosy na rękach i ta kilkudniowa broda bardzo by mnie łaskotały.

- Debilko – Pomyślałam. – Co tobie chodzi po głowie? Bądź konsekwentna. Nie możesz faceta odesłać do wszystkich diabłów, a potem gapić się na niego jak sroka w gnat.
Nie za wiele mi to pomogło. Tym bardziej, że ćwiczenie które wykonywał świadczyło o niezwykłej sile i kondycji. Widziałam kiedyś coś podobnego na jednym z treningów Krav Maga. Ale wtedy trener wykonał tylko trzy powtórzenia, a Maks tłukł zdrowo. Przysiad i przy powstaniu kopnięcie w przód lewą nogą, przysiad i powtórzenie wykopu, ale z prawej. I tak rytmicznie raz za razem. W tempie tak szybkim, zupełnie jakby to było ‘sekundowe naliczanie’.

Przy tak kretyńskim porównaniu nie wyrobiłam i zachichotałam. W końcu zmęczona byłam, miałam chyba prawo tak głupio zareagować.
Niestety Maks to usłyszał.

Gdy podniosłam wzrok by spojrzeć na niego jeszcze raz gapiłam się prosto na skierowany w moją stronę brzuch. Prawie jęknęłam, gdy usłyszałam ten chrapliwy głos.
- Wyspałaś się już?
Tym razem bezwiednie ziewnęłam. To wystarczyło Maksowi za odpowiedź. Sięgnął po ręcznik i zaczął iść w moją stronę.
- Oj mała, mała.
Kurcze, prawie zaprotestowałam. Jaka mała! Ale spojrzałam na niego i się zamknęłam. Przy nim rzeczywiście byłam mała. Tym niemniej czułam, że muszę się jakoś wytłumaczyć.
- Obudziłam się, wyszłam po chodzić, trochę się pogubiłam i … – Nie zdążyłam dokończyć, bo zaczął się śmiać.
- No dobrze, chodź. Zaprowadzę ciebie z powrotem.
- Dzięki. – Uśmiechnęłam się do niego szczęśliwa, że wreszcie będę mogła się położyć. Kompletnie nie zwróciłam uwagi, że zatrzymał się w pół kroku i zaskoczony patrzył na mnie przez chwilę.

Szłam za Maksem w pewnej odległości, co pozwoliło mi podziwiać jego muskulaturę z innej perspektywy. Miał ręcznik przewieszony przez szyję, ale bez żadnych ograniczeń mogłam obserwować pracę jego łopatek i mięśni na plecach. Nie mówiąc o pośladkach. W życiu nie myślałam, że będę kiedyś, w taki sposób gapić się na męski tyłek.
Po chwili wróciłam wzrokiem do mięśni. Gdy się poruszał przywodził mi na myśl drapieżnika. Tak się zagapiłam, że prawie wpadłam na niego, gdy się zatrzymał pod drzwiami mojej sypialni.

- Wiesz jak już trafić do siłowni?
Spojrzałam na niego w doskonale bezmyślny sposób. Jakiej siłowni, o czym on do mnie mówi? I dotarło do mnie, że on oczekuje, że zapamiętałam tą drogę. Zwariował! Jedyne to co zapamiętałam to, jak się porusza gdy chodzi na bosaka.
Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na niego spłoszona.
Cholera, taka wpadka! Jeszcze uznają mnie za imbecyla i wycofają się z wcześniejszej propozycji współpracy. Byłam bardziej niż wdzięczna, gdy to sam Maks wytłumaczył moje dziwne zachowanie.

- Aniu, przecież ty jesteś wykończona, Ładuj się do łóżka i idź spać. Jutro oprowadzimy ciebie po zamku, ale teraz marsz do łóżka. Nie możesz się tak forsować.
Pokiwałam smętnie głową i ruszyłam do swoich pokoi, ale żeby wejść do środka musiałam się przecisnąć obok Maksa. Nie cofnął się nawet na milimetr. Nie bawiłam się w bohaterkę tylko ocierając się o niego, szybko wskoczyłam do środka i jeszcze szybciej zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.

Moja samokontrola została dzisiaj poważnie osłabiona. Stojąc w łazience i patrząc w lustrze na swoje odbicie powiedziałam.
- Idiotko. Jaka samokontrola. Ty już nawet nie wiesz co to jest.
Poszłam spać. Wiedziałam, że cokolwiek mnie czeka powinnam być wypoczęta.
Kolejny dzień przywitał mnie dosyć interesująco. I przede wszystkim był to oficjalnie pierwszy dzień mojego nowego życia.
W tym doniosłym dniu, pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, była przeprowadzka do innej części zamku.

Teraz miałam mieszkać w tym samym skrzydle, co Maks i Josh. Miałam wrażenie, że śnię. Moje nowe lokum było spełnieniem marzeń. W sumie śmiało można to było nazwać apartamentami. Ogromna sypialnia z łazienką i garderobą oraz dwa olbrzymie pokoje. Coś w rodzaju salonu i gabinet z biblioteką. Niesamowite.
Spodziewałam się, że … guzik prawda. Nie miałam zielonego pojęcia, co mnie dalej czeka. Z tym większym zaskoczeniem przyjęłam do wiadomości, że pierwsze rzeczy, na których się skoncentruję to powtórzenie i praca nad j. francuskim i oczywiście wzmocnienie kondycji.
- Ej, dlaczego francuski? I dlaczego mówicie, że mam powtarzać? Przecież ja mogę nie znać tego języka.
Maks spojrzał na mnie z pobłażaniem. Cholera. Czułam się przy nim jak kogucik. Jedno jego spojrzenie, a ja miałam ochotę skakać i go wkurzać. A on nawet nie zaszczycił mojego pytania odpowiedzią. Fakt, że francuski znałam kiedyś lepiej niż angielski. Sama kiedyś nawet wróciłam do niego, by sobie przypomnieć ten język. Ale skąd oni o tym wiedzą?
Nie zastanawiałam się długo. Zawsze lubiłam ten język, powrót do niego to była czysta przyjemność.

Gorzej było z pracowaniem nad kondycją. W życiu nie przypuszczałam, że będę się ich krępować. Wspólne ćwiczenia na siłowni i bieganie tak mnie rozstrajały, że nie byłam w stanie się na niczym skupić.
Wymogłam na nich, że będę wszystko robić, ale sama. Czegokolwiek się domyślał, zachowali to dla siebie.
Po kilku dniach na tyle opanowałam plan zamku, że byłam w stanie przejść od swoich pokoi do jadalni, siłowni czy biblioteki nie gubiąc się po drodze.
I polubiłam ten zamek.
Za każdym razem odkrywałam w nim coś nowego. W czasie jednej z przerw, gdy urządziłam sobie mały spacer po korytarzach usłyszałam dziwne jęki. Było to tak nietypowe, że pobiegłam w ich stronę. Na końcu korytarza zamajaczyła mi postać skulonego i jęczącego Josha.

Prawie mnie sparaliżowało ze strachu, ale obawa, że jemu coś jest dodała mi siły. Padłam przy nim na kolana.
- Josh, rany boskie, powiedz, co tobie jest? Możesz oddychać? Boli ciebie coś? Odpowiedz, a ja już biegnę po pomoc.Josh, błagam. Odezwij się do mnie!
Byłam przerażona, bo był blady i wyglądał jakby miał umrzeć. Nie miałam, na co czekać,
Zerwałam się na równe nogi by pobiec po pomoc, gdy nagle runęłam jak długa na posadzkę. Josh złapał mnie za kostkę, żeby mnie zatrzymać, ale ja niestety nabrałam już rozpędu.
Teraz to on klęczał nad mną z troską pytając się czy wszystko w porządku. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

- Czyś ty zwariował? Wyglądałeś jakbyś umierał.
Rozbawienie w jego oczach było również zauważalne w głosie.
- Kobieto, jestem aktorem. Gdzieś muszę ćwiczyć.
Sapnęłam, bardziej wkurzona na swoją głupotę niż na to, co on wyczyniał. Miał rację. To ja zareagowałam jak idiotka. Zdaje się, że nie miał mi tego za złe. To ja bardziej byłam zła na siebie.

Chciałam wstać, ale tylko jęknęłam. Cokolwiek zrobiłam upadając, to bolało. Jęknęłam ponownie, gdy bez żadnego uprzedzenia zostałam wzięta na ręce.
Nie wyrywałam się tylko z jednego powodu. Byłam tak przerażona tym, że mnie podniósł, że bałam się po pierwsze upadku, a po drugie jego kontuzji. Swoje ważyłam, ale Josh był w o wiele lepszej kondycji niż myślałam. Drżałam, ale to nie było związane z wypadkiem i stresem, że coś mu się stało. To była wina Josha.
W jego ramionach czułam się tak niesamowicie. To były tak sprzeczne doznania!
Niewinna i uwodzona, chroniona i porwana, bezpieczna i zagrożona. Jego dotyk, oddech, zapach. Zaczynało mi się kręcić w głowie a moje ciało przebiegały coraz silniejsze dreszcze.Znowu wróciła do mnie pierwsza noc w wieży.
Jęknęłam z bezsilności i własnej głupoty.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część X
Paradoks – część XII

 

Polubienia 10
Wyświetlenia 3623

Podobne wpisy:

  • Maks może jest i fajny,ale niech wybierze Josha! :) Moim zdaniem Josh fajniejszy :)
    Zdradzisz co to za film i aktor? Też bymsię chciala zapatrzeć na pierwowzór Diabełka ;)
    Pozdrawiam :)

    • Te odwieczne dylematy …. jedyne co mogę napisać to, że szkielet ‚Paradoksu’ już jest i tego nie zmienię. Żeby było jasne – wiadomo kogo wybrała.I absolutnie nie powiem! Ale teoretyzować możecie.

      A co do Diabła, to napiszę o tym co mi się kiedyś zdarzyło. X lat temu do kin wszedł ‚Władca Pierścieni”. Uparta jestem jak osioł (chyba nietrudno domyślić się tej cechy mojego charakteru) i stanęłam okoniem na propozycję pójścia do kina. Wszyscy idą jak owce, ja nie chcę! Skończyło się to tak, że od mojego ówczesnego faceta otrzymałam w prezencie komplet książek Tolkiena. Słowo pisane uwielbiam, pochłonęłam je błyskawicznie. I cała trylogia rozegrała się w mojej głowie. Cudo! Ale w mediach, praktycznie wszędzie, film mnie atakował. Zwiastuny, zdjęcia aktorów itd. Wzrokowo kojarzyłam aktorów tam grających i czytając książkę miałam już ich obraz w głowie. Co prawda konsekwentnie odcinałam się od filmu, więc nie zagłębiałam się co, kto itp.
      I kiedy w końcu obejrzałam film przeżyłam jedno z większych rozczarowań w moim życiu.
      A mianowicie gdy okazało się, że Obieżyświatem nie jest Sean Bean. Ten aktor tak mi pasował do tej roli, że zderzenie z faktyczną obsadą aktorką, odebrało mi całą przyjemność oglądania filmu. W sumie wszystkich części, bo o ile jego postać ginie w ‚Drużynie Pierścienia” to Obieżyświat pojawia się we wszystkich częściach ‚Władcy’. I mnie wkurza. Do dziś!

      Mogę iść na drobne ustępstwo. Jak sama zgadniesz (wysyłaj proszę informacje tak jak dotychczas), to potwierdzę Tobie na priv.

      Właśnie z tego powodu zrezygnowałam z pomysłu na konkurs odgadywania kto był inspiracją dla danej postaci.
      Nie! Dajcie proszę działać Waszej wyobraźni :)

  • Skoro szkielet Paradoksu już jest to mogę tylko napisać,że moim zdaniem wybierze Josha i już! Pomiędzy nimi jest taka chemia,że nie ma bata musi być on i koniec! ;) A przynajmniej cokolwiek by się nie wydarzyło to w moich wyobrażeniach oni będą razem ;)

    „Władcę pierścieni” lubię.Chociaż ja akurat mam odwrotnie niż Ty – tzn. przez pierwszy tom nie mogłam przebrnąć natomiast filmy lubię. Z Władcy Pierścieni to własnie Obieżyświat czyli Viggo Mortensen mi się najbardziej podobał.

    Co do Twojego pierwowzoru to pytałam tylko z czystej ciekawości. Przyznam szczerze,że ja jestem taką osobą, która ma swoje wyobrażenie głównych bohaterów i cokolwiek by autor nie napisał o ich wyglądzie w moich wyobrażeniach wyglądają mniej więcej tak samo. Tylko male szczegóły mogą się zmieniać typu kolor oczu czy długość włosów. Ale ogólny typ pozostaje bez zmian. Taka jestem dziwna a co tam! ;) W końcu książki i opowiadania czytamy dla własnej przyjemności ;)

    Dlatego jakbym miała zgadywać kto mógłby być Twoim pierwowzorem z Władcy Pierścieni to wybrałabym Viggo. To jest taki mój mniej więcej typ :D. Chociaż on mi bardziej na Jacka pasuje niż na Diabełka..

    • Ale Ciebie nosi :D
      Mnie też :) Sprawdź proszę pocztę :)

      No dobrze, czas dać odpocząć komputerowi. Miało być słoneczne, a wieje i w sumie zbiera się na deszcz. A ja przed wyjazdem ogród muszę ogarnąć … masakra :(

  • Jak nic, Anna ma syndrom sztokholmski ;))))

    • Oporu jakoś nie stawia. Ja akurat jej się nie dziwię :)

  • Hehe :D Oj nosi nosi.. :P
    Ok lece sprawdzać pocztę i zaraz wyjeżdżam na weekend. U mnie w miarę słonecznie,ale wiatr jest spory:/
    Dzieki za tak szybka odp. :)

  • A ja stawiam na Boromira :) jestem wielka fanka Tolkiena, Moj mąż zreszta tez :) na twojego bloga weszlam przed wczoraj i w dwa dni przeczytałam wszystko :)

  • Kurde, miałam pisać dalej ale telefon mi zastrajkowal… Miałam napisać, ze wybredna ze mnie bestia, a ty ze swoją twórczością… Ehh uzaleznilam się poprostu :D pozdrawiam :)

  • Anonymous

    A ja uwielbiam Viggo :-P Nikt tak mnie nie kręci jak brudny, zakurzony Aragorn <3
    I większość moich prac naukowych tyczyła się właśnie Władcy. W moim przypadku, widzę Josha oczami Skarsgarda z True Blood :-) Droga Autorko, jak zwykle opowiadanie trzyma poziom i napięcie w biednych czytelnikach.
    Pozdrawiam-Paulina.

    • I o to chodzi. Rany, oczywiście nie o biednych czytelników, tylko to co Wy widzicie.
      Czytając te opowiadania macie w głowie obrazy kreowane przez Waszą wyobraźnię!
      Rewelacja! :)