Paradoks XII

 

I w tym momencie zobaczyłam stojącego na korytarzu Maksa. Nie wyglądał na zadowolonego. Gorzej, wyglądał na wściekłego. Zesztywniałam, z obawą czekając na reakcję drugiego mężczyzny. Josh tylko zerknął w stronę przyjaciela i zbliżając się do niego rzucił.
- Skręciła nogę, przeze mnie. Niosę Annę do jej pokoi, przyjdź z lodem, maścią i bandażami. Może nie jest tak źle.
W najgorszych koszmarach nie wymyśliłabym sobie tego, co się potem działo. Josh nadal ze mną na rękach wszedł do moich apartamentów (tak, zajmowane przeze mnie pokoje już zastały ochrzczone) i usiadł na sofie, sadzając mnie jednocześnie na swoich kolanach. Maks chyba biegł, bo wszedł do środka w tym samym momencie co my.

Podczas gdy jeden mężczyzna trzymał mnie w swoich objęciach, drugi klęcząc przed nami ściągał mi but, skarpetkę a potem zaczął badać delikatnie opuszkami palców stopę.
Syknęłam, gdy jego palce przemieściły się wyżej.
- Spokojnie maleńka. To lekkie nadwyrężenie. Zaraz będzie lepiej.
W milczeniu obserwowałam kolejno wykonywane czynności. Obłożenie bolącego miejsca lodem, a po dłuższej chwili rozprowadzenie kremu i masaż. Teoretycznie mający pomóc, ale w praktyce powodujący jeszcze większe zniszczenia.
To, że nic nie mówiłam nie znaczy, że siedziałam spokojnie. Nie jestem przyzwyczajona, żeby ktokolwiek dotykał mnie w ten sposób. A w tej chwili wszystkie moje zmysły atakowane były podwójnie. Siedząc u Josha na kolanach, oparta o niego czułam jak drgają wszystkie jego mięśnie.

Na początku się wierciłam, ale gdy nagle coś zaczęło mnie uwierać w pupę, coś co wcześniej nie było tak twarde, znieruchomiałam.
Nie wiem czy on zwrócił nawet na to uwagę, bo przez cały czas jego ręce głaskały moje plecy i ręce, a głos uspokajał, że to nic takiego.
I Maks. Potężny i groźny. Teraz klęczący u moich stóp, sprawiający swoim dotykiem ból, ale jednocześnie przynoszący ulgę. Na chwilę zahipnotyzował mnie widok jego dużych dłoni na skórze.

I przez głowę przemknęła myśl, czy tak samo delikatnie obchodziłby się ze mną, gdyby dotykał innych części ciała. Głos Maksa wyrwał mnie z tego stanu zawieszenia.
- Już, jeszcze tylko bandaż.
Zacisnęłam z całej siły zęby, żeby nie jęknąć. Tego było zdecydowanie za dużo. Gdy skończył, starałam się delikatnie wyswobodzić z objęć drugiego mężczyzny, ale ten subtelnie zaprotestował.
- Zwariowałaś? Zaniosę Ciebie do łóżka i ani mi się waż stawać przez najbliższą godzinę. Im dłużej będziesz leżała tym lepiej. Jak zobaczę Ciebie stojącą, dostaniesz lanie! – Spojrzałam na niego badawczo. Może i żartował, ale w jego wzroku było coś takiego, co mówiło, że chętnie by widział moją niesubordynację.
Przeniesiona na łóżko, otoczona poduchami byłam w stanie tylko dziękować niebiosom za to, że moje rozkojarzenie i przyspieszony oddech obaj przypisują stresowi i bólowi.
Zmartwieni, że przyczynili się do mojego cierpienia, nie byli świadomi, że owszem to oni byli powodem, ale czegoś zupełnie innego.
W głowie mi szumiało, byłam rozogniona i kontrolowałam się ostatkiem sił.
Gdy zamknęli za sobą drzwi, mocno złapałam w objęcia poduszkę i nieobecnym wzrokiem patrzyłam przed siebie.

Co to było u licha? Przecież jeden tylko mnie trzymał, a drugi rozmasował nadwyrężona nogę. Nic niezwykłego, nic co mogłoby spowodować taką reakcję. Więc dlaczego?
A co jeśli będą chcieli naprawdę mnie uwieść? Jeśli niewinny dotyk wywoływał aż takie reakcje to co, gdy będą celowo …
Nie odważyłam się skończyć tej myśli. Po chwili niepewność przerodziła się w gniew. Na mnie samą. Na to, że jestem taka słaba i zachowuję się jak suka w rui, która leci na wszystko ci się nawinie. Ale zaraz odezwał się ten cholerny głosik.
- Wcale nie na wszystko. Tylko na tą dwójkę. – Sapnęłam wściekła, bo to była szczera prawda.
Wystarczył uśmiech Josha, bym leciała jak ćma do ognia. Wystarczyło, że Maks mnie dotknął, a płonęłam.
Nikt inny nigdy tak na mnie wcześniej nie działał, jeszcze nigdy wcześniej nie zachowywałam się w tak beznadziejny sposób i nie byłam w stanie zapanować nad swoimi emocjami.
To był absurd. Cokolwiek się ze mną działo, musiałam jak najszybciej położyć temu kres. A przynajmniej próbować nad tym zapanować. Może trafili na zły moment, kiedy ciało i umysł były podatne na pokusy?
W końcu komu nie zawróciliby w głowie? Obaj przystojni, silni i sprawiający, że na ich widok każdej kobiecie ugięłyby się kolana.
Cholera, ja się miałam od nich uwolnić, a nie znajdować kolejne powody dla których … no właśnie, dla których co?
Basta!

Uzbrojona w silne postanowienie, że będę zachowywać się poprawnie, a w obu mężczyznach znajdę tylko mentorów, przewodników i finalnie wspólników, zasnęłam.
Od kolejnego poranka dosłownie stawałam na głowie, by wcielić swoje założenia w życie. Podstawą planu było takie zarzucenie się obowiązkami i zadaniami, żebym nie miała czasu myśleć o niczym i nikim innym.
Moim sprzymierzeńcem było kolejne zlecenie, które prawie całkowicie zajęło czas obu mężczyzn.

Tymczasowy zakaz jakichkolwiek ćwiczeń trochę mi utrudnił życie, bo nie mogąc zmęczyć się fizycznie miałam zbyt dużo energii.
Sam francuski mi nie wystarczał, więc gdy miałam dosyć, schodziłam do ‘Komnat Westchnień” – tak ochrzciłam podziemia.
Za każdym razem odkrywałam coś nowego i za każdym razem przynajmniej chwilę spędzałam przy „Żydowskiej narzeczonej”.
Przynajmniej na początku starałam się też maksymalnie wyeliminować towarzystwo Josha i Maksa. Błędnie lub nie uważając, że jeśli dojdę do siebie i minie trochę czasu od stawiających wszystko na głowie wydarzeń, to będę w stanie się na nich uodpornić.
Owszem, spotykaliśmy się kilkakrotnie w ciągu dnia, ale starałam się skracać wszystko do minimum.

Przekazanie instrukcji, śniadanie, a potem tak lawirowałam zajęciami, by mieć ich z głowy do końca dnia.

Po jakimś czasie mogłam wrócić do ćwiczeń fizycznych, a pobyt na siłowni urozmaiciłam porannymi i wieczornymi sesjami na bieganie. Najlepsze w tym wszystkim było to, że zdawało to egzamin i że nikt niczego nie zauważył.
A przynajmniej tak mi się wydawało.
To był taki sam dzień jak inne.
Poranne bieganie, wspólne śniadanie i szybka ewakuacja, pod pretekstem nauki francuskiego.

Nie mogłam się jednak na niczym skupić. Po trzech godzinach męczarni poddałam się. Nie miałam ochoty siedzieć u siebie. Maks z Joshem powinni teraz ćwiczyć na siłowni, więc mogłam bezpiecznie zejść do ‘Komnat’.
Tym razem nie krążyłam po pomieszczeniach, ale stanęłam od razu przed moim obrazem i zapatrzona w niego po prostu odpłynęłam myślami.
Gdy poczułam dotknięcie na ramieniu, z ust wyrwał mi się taki krzyk jak nigdy wcześniej.
- Rany boskie, to ja. Przestań zanim zejdę na zawał albo ogłuchnę. – Sama ledwo żyjąc odwróciłam się, ale wiedziałam kogo ujrzę. Maks musiał dopiero co skończyć ćwiczenia, bo dosyć ciężko oddychał.
Zamknęłam się natychmiast, wściekła na siebie. Nie wiedziałam tylko, co bardziej mnie złościło.

To, że mnie tutaj złapał, czy to, że byłam w stanie ledwo oddychać mając przed sobą wykończonego intensywnymi ćwiczeniami mężczyznę.
Mój umysł zdecydowanie zauważał to, czego nie powinien. Gwałtownie opadającą się i wznoszącą w rytm oddechu potężną klatkę piersiową, wilgotne od potu włosy i ten niesamowity męski zapach, który po wysiłku fizycznym nabrał na intensywności.
I cały mój misterny plan runął. Tyle czasu poszło na marne, przekreślone w jednej sekundzie. Niezamierzenie cofnęłam się o krok do tyłu, musiałam się odsunąć od Maksa, chociaż na kilka centymetrów.
Widziałam jak zmrużył oczy.

- Usiądź, musimy porozmawiać. – Po czym ruszył w moją stronę, zmuszając mnie tym samym do wycofania się z korytarza na sam środek ‘Komnaty’. Usiadłam na fotelu pełna obaw co zrobi Maks, ale on nie podszedł do mnie za blisko, tylko zajął drugi fotel.
- Co się dzieje? – Cholera! Przypuszczałam, że delikatnie będzie chciał wybadać sytuację, ale nie przypuszczałam, że zapyta się prosto z mostu. Chociaż znając go powinnam się tego spodziewać.
Nigdy nie bawił się w dziwne podchody, dlaczego miałby więc teraz to robić.
Spojrzałam na niego usiłując gorączkowo wymyślić jak mogę zinterpretować to pytanie by udzielić bezpiecznej odpowiedzi.
Był za dobry na takie numery.
- Dlaczego nas unikasz? – Westchnęłam ciężko, bo teraz już nie miałam żadnego pola manewru. Odetchnęłam głębiej i zdecydowałam się powiedzieć prawdę.
- Boję się. – Spojrzałam na Maksa i zwątpiłam. Nadal siedział w fotelu, ale nie dał rady zapanować nad dłońmi wpijającymi się mocno w poręcze.
- Przecież wiesz, że nic tobie nie zrobimy. Nie skrzywdzimy ciebie nawet, jeśli zmieniłaś zdanie co do współpracy. Wiesz, że tobie ufamy. – O żesz, to było trudniejsze niż myślałam.
- To nie o to chodzi. – Na tym skończyła się moja wypowiedź, bo nie wiedziałam kal mam delikatnie przekazać, w czym tak naprawdę leży problem. Najgorsze, że Maks wpadł na właściwy trop.
- Ania, chodzi o to co mówiliśmy i o naszej propozycji? Dziewczyno. Chyba nie myślisz, że my ciebie zmusimy. Rany boskie! – Musiało to nim nieźle wstrząsnąć, bo się podniósł. Przez chwilę krążył niespokojnie wokół mnie, ale po chwili usiadł z powrotem na fotelu.
- Posłuchaj mnie uważnie. Wiem, że to zabrzmi głupio, zwłaszcza biorąc pod uwagę sposób, w jaki do nas trafiłaś, ale to my mieliśmy ogromne szczęście, że na ciebie trafiliśmy. Jesteś inna, jedyna w swoim rodzaju i co tu dużo mówić, zawróciłaś w głowie nam obu. Na tyle, że nie chcemy ciebie widzieć tylko w roli naszej wspólniczki. Nie będę ukrywał, bo to nie ma sensu. Pragnę ciebie. Tak samo jak Josh. Nic nie sprawiłoby nam większej przyjemności niż … – Zamilkł na chwilę, a ja nie odważyłam się odzywać. Po dłuższej chwili kontynuował.
- Ale oboje zdajemy sobie sprawę, że to jest i będzie jednostronne. Ale tak bywa. Nie bój się, że będziemy wywierać na ciebie naciski, żebyś wybrała i była z jednym z nas. Nie będziemy ciebie do niczego zmuszać a to, że nie dokonasz żadnego wyboru nie wpłynie na nasz stosunek względem ciebie. Uwielbiamy ciebie, bądź z nami. Nie zawiedziemy ciebie i naprawdę chcemy żebyś była szczęśliwa. Rozumiesz? Nie będziemy ciebie do niczego zmuszać. Nigdy.Nie musisz uciekać od nas, nie skrzywdzimy ciebie. A przyznam się, że zaczyna nam coraz bardziej brakować twojego towarzystwa, śmiechu i panoszenia się. Nie obiecuję, że któryś z nas się nie złamie i ciebie nie przytuli, ale nie przekroczymy granicy.
Spojrzałam na niego jakbym widziała go po raz pierwszy. Bo w tym momencie zdałam sobie sprawę, że problemem nie są oni i ich pragnienia.
Problemem jestem ja i moje pragnienia.

Będąc przy nich czułam się jak na karuzeli. I nie mówiłam tutaj tylko o czysto fizycznym aspekcie bycia obok nich. Także ich zachowanie, sama obecność, to jacy byli – to wszystko powodowało, że nie mogłam już się bez nich obejść. Bez żadnego z nich.
Z jękiem zakryłam twarz dłońmi. Matko, ja jestem chora. Coś takiego powinno się leczyć.
- Anna. – Poczułam jak Maks kładzie mi dłonie na kolana.
- Kochanie, nie! Cholera! Spójrz na mnie!!!! – Posłuchałam go.
- Rozumiesz, co powiedziałem? – Skinęłam głową na tak. Odetchnął i kontynuował.
- Boisz się nas jeszcze? – Tym razem zaprzeczyłam. To była szczera prawda. Nie obawiałam się ich, również wcześniej.
- Będziesz przed nami uciekać? – Dopiero po chwili, gdy uświadomiłam sobie, że Maks czekając na moją odpowiedź wstrzymał oddech, zaprzeczyłam.
- To chodź na górę. Josh umiera z niecierpliwości.
Od tej rozmowy dużo się zmieniło. A dokładniej ich zachowanie w stosunku do mnie.
Nie chcę powiedzieć, że wprost traktowali mnie jakbym była ich kumplem lub siostrą, ale tak się czułam.

Miałam wrażenie, że z ich zachowania w stosunku do mnie zniknął cały erotyzm. Wszelkie rozmowy, kontakty były bardzo serdeczne, ale wyprane całkowicie z jakiegokolwiek seksualnego podtekstu.

O ile wcześniej ich uśmiechy, spojrzenia i dotyk w jawny sposób miały mnie wabić, to teraz były tylko przejawem olbrzymiej sympatii.
Najgorsze w tym wszystkim były dwie rzeczy.

Po pierwsze moja reakcja była diametralnie inna. Dotyk bez podtekstu wzbudzał moje drżenie, a zwykłe spojrzenie sprawiało, że się rumieniłam.
Po drugie było gorsze. Było mi źle. Czułam jakby zabrano mi coś cennego, bez czego nie mogę być szczęśliwa.

I było jeszcze gorzej po rozpoczęciu treningów. Maks zachwycony informacją o mojej wcześniejszej przygodzie z Krav Maga, wziął się ostro za moją edukację. Konsekwencją były dodatkowe godziny spędzone na wspólnych ćwiczeniach, a co za tym idzie nie tylko na przebywaniu w jego towarzystwie, ale i na dotykaniu go.
Josh z kolej wziął się za moją edukację w zakresie broni. Zdawałam sobie sprawę, że nie zawsze działają w białych rękawiczkach, ale miałam jeszcze złudzenia. To mnie ich pozbawiło. Zabawa w strzelanie to jedno, ale byłam świadoma, że kiedyś może nadejść moment, gdy będę musiała skorzystać z nowych umiejętności. Paradoksalnie celniej i lepiej strzelałam, gdy nie było go w pobliżu. Gdy był jego zapach i dotyk, gdy korygował ruchy lub uchwyt totalnie wytrącały mnie z równowagi.

Któregoś wieczoru, leżąc już po prysznicu w łóżku i mając w ciszy wystarczająco dużo czasu by myśleć, w końcu odważyłam się spojrzeć prawdzie w oczy.
Pragnienie i pożądanie zżerało mnie od środka.
Wiedziałam, że nie ucieknę przed tym i w końcu ciało mnie zdradzi. I pewnie dawno uległabym targającym mną uczuciom, gdybym potrafiła jednoznacznie określić, z którym z nich chcę być.

A nie byłam, bo nie wyobrażałam sobie życia bez żadnego z nich.
Musiałam w końcu dokonać wyboru, ale nie miałam pojęcia, kiedy będę w stanie wybrać jednego, jednocześnie odcinając się od drugiego z mężczyzn.
Jeszcze więcej zamętu w mojej głowie wprowadziło jedno wydarzenie.
Któregoś dnia, wchodząc rano z sypialni stanęłam jak rażona piorunem. W saloniku, na ścianie której wg mnie od samego początku czegoś brakowało, zawisł tajemniczo obraz. „Żydowska narzeczona” zmieniła lokalizację. Byłam jeszcze zaspana, ale widok ulubionego obrazu w moich apartamentach wzruszył mnie tak, że nie namyślając się zbytnio złapałam co było akurat pod ręką do okrycia i pobiegłam w stronę siłowni.

Obaj mężczyźni zwykle o tej porze trenowali. Biegnąc śmiałam się do siebie, szczęśliwa nie tylko ze względu na sam obraz, ale też na to, że oni się domyślili jak go lubię i postanowili w ten sposób sprawić mi przyjemność. Dosłownie wparowałam na salę i widząc ich zaskoczone miny uświadomiłam sobie, że przybiegłam tutaj tak jak wstałam.
W męskiej koszuli, w której ostatnio namiętnie sypiałam, z potarganymi i rozwianymi włosami, owinięta tylko szalem i na bosaka. Zarówno Josh jak i Maks stali nieruchomo ciężko oddychając, chociaż wyglądało wszystko tak, jakby jeszcze nie rozpoczęli sparingu. Zaskoczona ich reakcją i trochę speszona swoim wyglądem, podeszłam do nich powoli. Uśmiechnęłam się nieśmiało i pocałowałam w policzek najpierw Josha, a potem Maksa.
- Chciałam wam podziękować za obraz. Nie przeszkadzam już, ja tylko … – I się zacięłam. Cofnęłam się powoli, ale głos Maksa zatrzymał mnie w miejscu.
- Masz na sobie moją koszulę.
O Jezu. Cudownie! Nie miałam już komu podwędzić części garderoby.
- E … znalazłam? Przepraszam, spodobała mi się i lubię w niej spać. Oddam Tobie. Nie chciałam.
- Zaraz mi oddasz? – Dałabym sobie rękę uciąć, że poczerwieniałam jak piwonia.
- Wyglądasz w niej lepiej niż Maks. – Dodał Josh i zaczął się śmiać. To trochę rozładowało atmosferę, ale kolejne słowa olbrzyma znowu podniosły mi ciśnienie.
- No dobrze dziewczynko, chodź tu – Maks nadal ciężko oddychał. Tym razem wspięłam się na szczyt głupoty zadając pytanie.
- Dlaczego?
- Dasz nam po jeszcze jednym buziaku i jesteśmy rozliczeni z obrazem. – Musiało mnie zaćmić. Guzik prawda, po prostu tego chciałam.
Powolutku podeszłam do Maksa. Na szczęście się nie poruszył. To mnie ośmieliło, więc wspięłam się na palce i delikatnie pocałowałam go ponownie, tym razem w drugi policzek. Nie zrobił nic co mogłoby mnie przestraszyć lub spłoszyć. I nagle poczułam tuż nad uchem cichy szept Josha
– Teraz ja.
Stał bardzo blisko, tuż za moimi plecami, ale nie próbował mnie złapać ani przytrzymać. Odwróciłam się powoli i pocałowałam go w policzek tak samo jak wcześniej Maksa. Teraz stałam przodem do Josha i drugiego mężczyznę miałam za plecami. Powinnam czuć się osaczona, ale wcale tak nie było. Czułam jak przez całe moje ciało przepływają dreszcze. Kark, plecy, piersi. Byłam zszokowana, bo tak zareagowałam na ich obu. Musieli to widzieć. Byłam tak zaskoczona, że nie mogłam ukryć targających mną emocji. Nadmiar wrażeń i przede wszystkim olbrzymia dezorientacja i przestrach spowodowały, że zwiałam. Zanim uciekłam zdołałam tylko wyszeptać.
- Nie będę Wam już przeszkadzać w treningu. – I tyle mnie widzieli.
Nieprzytomna dopadłam swoich pokoi, zamknęłam się w łazience i tak jak stałam weszłam pod prysznic. Dopiero strumień zimnej wody uświadomił mi, że nie ściągnęłam z siebie niczego.
Żadne z nas nie wróciło później do tego incydentu. Można powiedzieć, że był to jednorazowy epizod, który nie miał prawa się powtórzyć.
To była zwyczajna kolacja. Siedzieliśmy w trójkę w olbrzymiej jadalni i nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy.
Dla mnie.

Nie wiem dlaczego, ale żyłam w przeświadczeniu, że ich deklaracja jest wieczna.
Co ja sobie wyobrażałam? Że będą czekać na mnie, usychając z tęsknoty?
To byli faceci! Zdrowi mężczyźni, mający swoje potrzeby!
Bardzo długo je tłumili, ale kiedyś musiał nadejść ten moment, w którym się poddali. Gdy Josh oznajmił, że musi wyjechać na dłużej spojrzałam trochę zdziwiona.
- Jak wyjechać? Kręcisz jakiś film? Przepraszam, ale kompletnie się wyłączyłam z śledzenia twojego życia zawodowego, od kiedy mam ciebie obok. – Josh zaczął się śmiać, ale nie wypadło to najszczęśliwiej.
- Muszę trochę poudzielać się towarzysko. – Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Jak towarzysko? – Odpowiedzi udzielił Maks, nakładający sobie dodatkową porcję jedzenia.
- Cóż, każdy z nas musi dbać o swój wizerunek. Nasz przyjaciel jest aktorem amantem, ładującym się od małżeństwa w romans. Z ostatniego małżeństwa się wywinął, potem zniknął na dłuższy czas. Teraz najwyższa pora na ognisty romans.
- Ania. – Nieprzytomnie spojrzałam na mówiącego do mnie Maksa. – Ja też będę musiał wyjechać na kilka dni.
- Tak oczywiście. Wizerunek. Tez jakiś romans? – Musiałam się dobrze maskować, skoro żaden z nich nie zareagował.
- Dokładnie. – Zaśmiał się Maks, po czym obaj mężczyźni zaczęli rozmawiać o jakimś dodatkowym projekcie.
Zajęłam się jedzeniem uważając, by nie podnieść oczu znad talerza. Miałam ochotę wyć. Osiągnęłam dokładnie to, co im z takim uporem komunikowałam. Jesteśmy wielką kochającą się rodziną.
Jak bracia z siostrą, jak przyjaciele.
Nic dziwnego, że się poddali skoro z takim uporem maniaka ich odtrącałam. Zacisnęłam zęby i wykrzesałam na twarzy uśmiech, usiłując za wszelką cenę ukryć targające mną uczucia.
Nie mam pojęcia jak przetrwałam ten wieczór.
Rozpłakałam się dopiero w łóżku. Nie mogłam mieć do nikogo pretensji oprócz siebie. Najgorsze było to, że nawet w obliczu takich wydarzeń, nie potrafiłam podjąć decyzji, którego z nich bym wybrała.
Wyjechali rankiem, zapowiadając zgodnie, że wrócą razem za kilka dni. Pożegnali się ciepło, ale widziałam, że myślami są już gdzieś indziej. Oczywiście, każdy już miał w głowie czekające go rozkosze. Ja pewnie na ich miejscu zrobiłabym dokładnie tak samo.
Zostałam w zamku sama. Oczywiście, że na miejscu byli pracownicy i obsługa, ale bez Josha i Maksa czułam się jak na pustyni. Tylko z obowiązku realizowałam codzienny grafik ćwiczeń, ale kompletnie nie sprawiało mi to przyjemności.
Tak mijał dzień za dniem.
Któregoś wieczoru dopadł mnie wyjątkowy dół. Wiedziałam, że będę miała kłopoty z zaśnięciem i najzwyczajniej w świecie postanowiłam się upić. Sam pomysł był głupi, a wykonanie jeszcze gorsze. Wino wydawało mi się za słabe, więc odwiedziłam gabinet Maksa w poszukiwaniu czegoś mocniejszego. Wśród wielu butelek w barku na chybił trafił wyciągnęłam bursztynowy płyn z napisem ‘Macallan – 1939’.
Whisky? Bardzo dobrze!

Była duża szansa, że szybko się upiję, a to było całkowicie zgodne z moimi planami.
Nie przejmując się detalami, idąc z powrotem do siebie zdążyłam kilka razy pociągnąć z gwinta, więc wchodząc do sypialni miałam już leciuteńką fazę.
Wzięłam prysznic, ze łzami w oczach założyłam koszulę Maksa, której nie byłam się w stanie pozbyć i położyłam się do łóżka razem z butelką.
Nie wypiłam już nic, ale zasnęłam błyskawicznie.
Obudziłam się w środku nocy. Było mi duszno i czułam się niewyraźnie, więc bez chwili wahania podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Zachłysnęłam się świeżym powietrzem i w tym samym momencie ujrzałam, że w gabinecie pali się światło.
Wrócili!

Nie wiem, co mną kierowało, ale tak jak stałam wyszłam z pokoju i powlekłam się w stronę gabinetu. Gdy dotarłam do niego, zatrzymałam się.
Cokolwiek chciałam zrobić, odwaga mnie opuściła. Już chciałam się wycofać, gdy nagle drzwi się otworzyły i na zewnątrz wyjrzał Josh.
- Ania? – To, że widząc mnie był zaskoczony byłoby niedopowiedzeniem.
- Co tutaj robisz?- Cholera. Co miałam powiedzieć? Że tęskniłam jak opętana?
- Ja chciałam tylko .. zobaczyłam światło … chciałam tylko powiedzieć dobranoc.
Logiki w mojej wypowiedzi nie było za grosz. Niestety po chwili dołączył do nas Maks
- Ania. – Ucieszył się. – Chodź do nas.
- Nie, nie, nie chcę wam przeszkadzać.- Po jaką choinkę ja takie rzeczy wygadywałam? No tak, byłam na rauszu.
Josh uśmiechnął się delikatnie.
- Kochanie, jutro tobie wszystko opowiemy. Idź spać. – W odpowiedzi pokiwałam głową.
- To ja już pójdę, dobranoc. – I niechętnie się wycofałam. Zobaczyłam ich, ale zamiast poczuć ulgę wszystko we mnie krzyczało. Nie uszłam nawet trzech kroków, gdy drzwi od gabinetu otworzyły się na całą szerokość. Po chwili Josh był już przy mnie.
- Aniu, wszystko w porządku? – Wyglądał na zaniepokojonego. – Kochanie, jeśli coś jest po prostu powiedz. Nie wstydź się.
Westchnęłam, gdybym nie wypiła tego cholernego alkoholu pewnie bym siedziała cicho. Ale wypiłam, a Josh mnie dotknął. To spowodowało, że na głos powiedziałam to, o czym myślałam.
- Ja wiem, ze to jest głupie. Ja przyszłam do was bo nie chcę dzisiaj spać sama.
Josh delikatnie złapał mnie za ramiona, odwrócił w swoją stronę i podniósł mi brodę tak, że musiałam spojrzeć mu prosto w oczy. Było w nich coś takiego, że musiałam mówić dalej.
- Ja .. nie … ja nie jestem gotowa na nic więcej … ale nie chce być sama. Czy to nie jest hipokryzja? – Josh zaprzeczył.
- Nie kochanie, to jest zupełnie naturalne. Kiedy czujesz inną osobę obok siebie, czujesz się bezpiecznie, czujesz się chroniona. A my zostawiliśmy ciebie na kilka dni. Jak idioci. Powiedz mi tylko i naprawdę się nie denerwuj tym, że któregoś z nas zranisz. Z kim chciałabyś spać?
Zobaczyłam stojącego obok nas Maksa i czułam, że zaczynam się rumienić. Patrzył na mnie z niepokojem, ale z oczu bil jednocześnie niewidziany wcześniej blask
- Ania, – Głos Maksa dotarł w głąb ciała, aż do mojego serca. – Nie urazisz żadnego z nas. Powiedz, który z nas ma ciebie dzisiaj chronić?- Podszedł do nas powoli i ujął moją dłoń.
Teraz już byłam pewna, że jestem czerwona. Ale wiedziałam, że jeśli nie powiem tego teraz, to stracę ostatnią szansę, by odzyskać to, na czym mi tak zależało i jak się okazało w ostatnim czasie, bez czego nie mogłam być szczęśliwa.
W akcie desperacji zamknęłam oczy i powiedziałam to, co od kilku dni szalało w mojej głowie i sercu.
- Ja ….

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XI
Paradoks – część XIII

 

 

Polubienia 12
Wyświetlenia 4127

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Przepraszam że to powiem ale z Anki robi się taka sierotka Marysia.

    • heh .. czyli przerwałam w odpowiednim momencie.
      Ale nie przesadzajmy. Dlaczego sierotka Marysia? :)

    • Anonymous

      Taka biedna samotna hehe. Niech pokaże pazurki. :D

  • Anonymous

    nie!!!!!!!!!! jak moglas w takim miejscu, dlaczego le le jestes wielka kiedy nastepny fragment???

    • no mogłam, mogłam. Jedno zdanie więcej i wszystko byłoby jasne. A tak to na stosie spalicie mnie za kolejną część :D

  • och, jesteś okrutna xd

  • Anonymous

    przeczuwam trójkąt :) ale ja nadal trzymam kciuki za Maksa, Josh jest jakiś taki bez wyrazu dla mnie

  • Anonymous

    Opowiadania cudowne! Ale razi mnie po oczach i aż nadto psuje całość to ‚ciebie, tobie’ którego nadużywasz i zamieniasz gdy powinno być Ci Cię itd. Popracuj nad tym, bo czytelnikom może przeszkadzać (bynajmniej mi) poza tym świetne ;-)

    • Pytanie:
      Mam wątpliwości związane z użyciem krótszych lub dłuższych form zaimków osobowych. Zawsze byłam uczona, że mnie używa się na początku, zaś mi – w środku i na końcu zdania. Tymczasem moja koleżanka trafiła na artykuł, w którym było napisane, że na końcu wypowiedzenia używa się również form dłuższych. Nie pasuje mi to do tej pory (jak to – „Kocham ciebie”?!), jednak postanowiłam się upewnić. Oczywiście pomijam sprawy związane z akcentem, pytam jedynie o zasadę.
      Pozdrawiam,

      Odpowiedź:
      Zacznę od końca listu, gdzie pisze Pani: „Oczywiście pomijam sprawy związane z akcentem”. Akcentu w tej kwestii niestety nie można pomijać, bo od niego zależy odpowiedź. Forma ciebie może wystąpić na końcu zdania, jeśli jest akcentowana. Zdanie „Kocham ciebie” sugeruje, że nie kocham nikogo innego. Można dać temu wyraz, sięgając po odpowiednią partykułę, np. „Kocham tylko ciebie”. W tym ostatnim przykładzie użycie formy cię byłoby błędem, mimo że znajduje się ona na końcu zdania.
      Ogólna zasada jest taka: mi, mię, ci, cię stoją w pozycji nieakcentowanej, mnie, ciebie, tobie – w akcentowanej. Miejsce zaimka w zdaniu jest tu rzeczą wtórną i ma znaczenie tylko o tyle, o ile pozostaje w związku z akcentem zdaniowym.— Mirosław Bańko, PWN

      – — – — – — – — – — – — – — –
      Plus kłania się Chmielewska ze słynnym dylematem … szczerze mówiąc jestem w kropce!

    • I jak mam być szczera to te korekty mnie dobijają. Cała akcja mi zwiewa w przestrzeń a z nią wszelkie chęci by cokolwiek pisać, gdy siedzę i zastanawiam się nad właściwą formą.

      Wiem – jak już pisać to porządnie! Ale z drugiej strony gdzie ta pasja, gdzie ta spontaniczność? I tak stoję pomiędzy młotem, a kowadłem!!

    • Merde! Sięgnęłam aż po opinię Rady Języka Polskiego PAN. To co piszą też da się różnie interpretować!!!
      Postaram się stosować, ale mam nadzieję, że nie będziecie strzelać. Po prostu zanim wrzucę post na bloga, poświęcę więcej czasu na korektę.

    • Anonymous

      Kochana fakt jest taki, że człowiek błędy popełnia. Każdy bez wyjątku. Po prostu czasami mam wrażenie, że „ciebie” w niektórych momentach jest zbyt długą formą, niestety. I długo się nie zastanawiaj bo my niecierpliwie czekamy na każdą część twoich opowiadań! :-):-)

  • Mnie też to wyglada na trójkąt, choć osobiście wolałabym Maksa. Josh sprawia na mnie wrażenie płytkiego faceta.

  • Anonymous

    Witam.Trafilam na Twoj blog czytajac Babeczke. Oba opowiadania sa z ikra . Chcualbym tylko wiedzuec czy beda jeszcze kolejne rozdzialy. Czytajac Babeczke i Ciebie odnosze wrazenie, ze Wasze bohaterki przypominaja Was. Szkoda, ze ja nie mam takiej takiej odwagi. Pozdrawiam

    • Dzięki!!!
      Akurat oba opowiadania wykańczam, w sumie to one trochę mnie, ale co tam.
      Ale jeśli ‚Diabeł’ przypadł do gustu, to polecam ‚Montanę’. Wskoczy w przyszłym tygodniu :)

  • Anonymous

    Ok. Na pewno zajrze. Tylko jedno mnie tylko w Diabelku mnie irytuje , ze glowna bohaterka ciagle jest spiaca. :) Z ponsami na policzkach czekam na kolejne rozdzialy. Fanka

    • No tak, teraz ją nafaszerowałam prochami.
      W sumie to też co chwilę coś w nią ładują.
      Plus klimat robi swoje.
      A wierzcie mi, jak po porządnej migrenie w końcu ten ból przechodzi to człowiek na nic siły nie ma.
      Nie ma mocnych. Spać musi, ale przyznacie że jak się spojrzy na ww. to i tak nieźle funkcjonuje. :D

      Trochę się rozrusza :D

      PS> Gwoli wyjaśnień, mam aktualnie podgląd na bloga. Teraz siedzę nad Paradoksem. Potem – tylko proszę się nie śmiać – idę spać. A później Diabeł. :) taki jest przynajmniej plan.

  • Anonymous

    Czyli jeszcze kilka rozdzialu Parsdoksu i Diabelka?

  • Anonymous

    Prosimy, prosimy :) O jeszcze :))

  • Anonymous

    Kolejne opowiadanie w którym się zakochałam <3 Weź obu!!! :D
    Może coś specjalnego wrzucisz na bloga gdy bedzię 50 000 odsłon? :>

  • Jasny gwint, niedawno się obudziłam. W trakcie pisania ostatniej części ‚Paradoksu” ścięło mnie wcześniej, a moi ukochani przez aklamację stwierdzili, że potrzebuję snu i pozwolili mi spać. Do oporu!!
    Jestem w plecy ze wszystkim, zaczynając od bloga!!!!!!!!

    Wykańczam właśnie ‚Paradoks’, ale biorąc pod uwagę obowiązki rodzinno- kolacyjne wleci w nocy ( przy okazji – a co nie wlatuje na tego bloga w nocy??).
    O Diable już boję się wspominać.

  • Anonymous

    O której Paradoks? I kiedy Dabieł? Prosze daj diabełka

    • W głowę sobie strzelę, ale się nie rozdzielę. Nad ‚Paradoskem’ własnie siedzę. I naprawdę mam trudne rzeczy do napisania, chyba że chcecie żebym zrobiła to na odpiernicz, ale mam nadzieję, że nie.
      Jeśli ktoś ma wchodzić na bloga by sprawdzić, czy już jest ostatnia część to proszę to zrobić jutro rano. Równie dobrze mogę skończyć o trzeciej jak i o szóstej.
      Proszę nie marudzić tylko docenić, ja jutro do pracy idę!

      Diabeł miał być dzisiaj, ale nie wejdzie.
      Niestety za bardzo weszłam w plątaninę z Joshem i Maksem by się od tego od razu odciąć.
      Wiem, że czekacie ale z tego co widziałam i czytałam historie powstające w Waszych głowach są niezłe :)

  • Anonymous

    Niech będzie trójkąt! W końcu to opowiadania erotyczne, niech zaszaleja! :))

  • Mogę poczekać nawet kilka dni, byleby zakończenie obydwóch opowiadań było satysfakcjonujące ;))) Pozdrawiam i weny twórczej życzę :D

    • Dzięki za te słowa! tego potrzebowałam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • Anonymous

    Jeku tylko nie trojkat .
    Prosze. Ostatnio czytalam na jakis forum polaczonym z sesulogiem. Ludzie zaczeli snow o trojkatach niektorzy o parach itd. Po ich opisach poprostu wszystko w zoladku mi sie wywrocilo . Nie jestem jakas cnotka i dewotka . Seks z partnerem z ktorym sie czuje nie tylko chemie, ale zlaczenie dusz jest wspanialy. Poprostu jestes w raju. Dodam tylko , ze nie jest to seks po bozemu. :)

  • Anonymous

    Swietnie , ze sa takie tworcze osoby :) Pisz dalej i rozwijaj swoj pisarski talent.

  • Anonymous

    Szanowna autorko i radości mego wieczoru! W szybkim konkursie na imię bohaterów Paradoksu określiłaś Maksa jako socjopatę, a Josha jako drania. Czy mam zatem konsekwentnie wierzyć, że Josh jest jednak tym dużo lepszym? Wydaje mi się, że nie rozbudowałaś Maksa dokładniej i widzimy go wyłącznie oczami Anny. Twoje opowiadanie i nie śmiem Ci nic narzucać, ale ciekawe by było poznać Maksa lepiej.

    • Eh ten konkurs. Z ręka na sercu to tak nie do końca przemyślany ( a wiem to dopiero teraz!).
      Pisałam go daawno, daaawno temu i miałam w głowie nie bohaterów opowiadania, a pierwowzory.
      Widzę, że przejrzałaś blog od deski do deski, bo zakładkę z konkursami chwilowo zlikwidowałam. Chapeau bas!

      :)
      Może w ramach ukłonu w stronę autorki bloga uznajmy proszę, że pierwsza próba nie musi być udana. Dobrze?

  • Anonymous

    OK, ale nieśmiałą sugestię o większe rozwinięcie postaci Maksa ponawiam. Dzięki za kolejną część Paradoksu i powodzenia w pisaniu.

    • Nie mówię tak. Nie mówię nie. Te opowiadania żyją własnym życiem.

      Jedyne co mogę potwierdzić, że pierwowzór Maksa ( i nie mam na myśli samej postaci Maksa, tylko istniejącego, prawdziwego człowieka będącego inspiracją), został wykorzystany również w Montanie.
      A tak już jest rozwinięty! Oj, bardzo rozwinięty!! :D

  • Anonymous

    Czy czerpiesz pierwowzory z zycia? Czy raczej z ksiazek, filmow? Pozdrawiam
    cieplutko dzis oj cieplutko

    • Heh …nie ma to jak stały podgląd na bloga. Ale pytanie!
      Jestem w stanie odpowiedzieć tylko podając konkretny przykład.

      Dawno temu oglądałam film. Zafascynował mnie jeden z aktorów. Silny, męski, nawet brutalny. I była w tym filmie scena, kiedy wściekły podnosi się z klęczek. Reżyser genialnie umieścił kamerę i sfilmował scenę z poziomu ziemi. To co można było zobaczyć to samca alfa, który zamierza po raz kolejny udowodnić, że nie bez przyczyny ma taki status.
      A ja zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie …oj, co ja będę się rozpisywać … no i tak powstał Diabeł.

      A Paradoks zaczął się od tej niesamowitej wieży w Irlandii, a konkretniej od portalu z zamkami do wynajęcia. Przeglądałam zamki, potem doszedł wynajem na wyłączność, potem wparowało w to dwóch mężczyzn a finał tych przemyśleń widać powyżej.

      Opowiadania są zaś mieszaniną moich fantazji z (niestety) rzeczywistością. Nie ośmieliłam się jeszcze umieścić cudzych doświadczeń, ale własnych mam aż nadto.
      Chociażby teraz, gdy odpowiadam na ten post przyszedł mi do głowy kolejny idiotyczny wybryk, który popełniłam (muszę to wykorzystać!!).
      Nie przyznam się za żadne skarby świata co narozrabiałam :). Na pewno niektórych granic ( o co może mnie posądzacie) nie przekroczyłam i nigdy nie przekroczę, ale pomarzyć można!!!!!
      Dlatego piszę te opowiadania. Pardon – spisuję fantazje.

  • Anonymous

    Dzieki za odppwiedz.:)
    Hmmm czlowiek czasem kieruje sie impulsem i wtedy …..:)
    Poprostu wsluchuje sie w sama siebie a wtedy to fajerwerki….:)
    Super blog

  • Anonymous

    Nie będziemy ciebie do niczego zmuszać a to, że nie dokonasz żadnego wyboru nie wpłynie na nasz stosunek względem ciebie. Uwielbiamy ciebie, bądź z nami. Nie zawiedziemy ciebie i naprawdę chcemy żebyś była szczęśliwa. Rozumiesz? Nie będziemy ciebie do niczego zmuszać. Nigdy.Nie musisz uciekać od nas, nie skrzywdzimy ciebie. 
    Źle, źle, źle.
    Nie będziemy Cię do niczego zmuszać.
    Uwielbiamy Cię! A nie CIEBIE. itd. Wiem, że chcesz dobrze, ale taką hiperporawnością sobie szkodzisz. ; ( a co do opowiadania to pisz ; ) jest super. trzymam kciuki i mam nadzieje, że weźmiesz sobie moje słowa do serca.

    • NIe, spokojnie. Przerwa nieprzewidziana, aczkolwiek dla mnie cudowna.
      A wracając do bloga, moze dzisiaj sie uda uruchomic. Zobaczymy na ile ja okażę się pojętna :)

      Nie publikuję tutaj nic bo nie wiem co i jak uda się przenieść. Pewnie te ostatnie komentarze tez nie przejdą.
      Biorę słowa do serca. I dziękuję za napisanie!
      bardzo ciepło pozdrawiam.
      I proszę trzymac kciuki. Juz niedługo. Na dniach, moze dwóch? :)

  • Pingback: Paradoks XIII | Skrywane pragnienia()