Paradoks XVI

 

Teraz czekał aż jego przyjaciel się ocknie. Liczył się z tym, że nie tylko oberwie. Maks w szale mógł go zabić. Jęk poderwał go na równe nogi.
- Maks, spokojnie. Nic tobie nie jest. – Spodziewał się wszystkiego tylko nie zadanego martwym głosem pytania.
- Czy ja ją skrzywdziłem?
- Nie.
Maks usiadł na podłodze i złapał się za głowę. Dokładnie w tym miejscu, w które mu przyłożył. Dopiero po chwili ponownie się odezwał.
- Powstrzymałeś mnie w ostatniej chwili? – Josh nie widział sensu by go okłamywać.
- Tak.
- Nie mogłem nad sobą zapanować. Od momentu, gdy wtuliła się we mnie z jękiem nie mogłem nad sobą zapanować. – Teraz Maks bardziej mówił do siebie niż do niego i widział jak na dłoni, że przyjaciel stacza w sobie jakąś walkę. Gdy podniósł się z podłogi Josh już wiedział, że wygrał bezkompromisowy mężczyzna, którym był zanim zjawiła się ona.

- Wyjeżdżam na kilka dni. Cokolwiek się stało widać, że post mi nie służy. Rzucam się na wszystko jak leci. Dasz sobie radę sam. Jak wrócę to porozmawiamy. Muszę odreagować.
Obaj wiedzieli, co ma na myśli. Od kiedy Anna zjawiła się u nich, Maks się zmienił. Złagodniał i nie był już tym bezwzględnym zimnym draniem.
Do jakichkolwiek wniosków doszedł ewidentnie zamierzał przekreślić wszystko to, co się zdarzyło pomiędzy nim a nią.
Anna wydobyła z niego coś, co mu się nie podobało.
Słabość?
Tak Maks to musiał widzieć. Był przy niej słaby.
Lekko chwiejąc się wstał i wyszedł z komnaty.
Nawet nie musiał mówić gdzie jedzie. Maks zwykł to nazywać relaksem, Josh polowaniem na dziwki, a prasa skandalicznymi wybrykami ekscentrycznego milionera.
Raz na jakiś czas Maks wypuszczał się na swoistego rodzaju wypady, które sprowadzały się do jednego – dzikich orgii.
Teoretycznie była to przykrywka, ale Josh zbyt dobrze znał przyjaciela, by nie widzieć jak tego potrzebuje.
To było mu tak niezbędne do życia jak innym powietrze.
Ale Maks szybko się nudził, nie mówiąc o tym, że gustował w niezbyt delikatnym seksie. Musiał zdominować partnerkę, uczynić ją całkowicie posłuszną i uległą.
Z reguły trafiał na chętne kobiety tym bardziej, że seks z nim, nawet ten brutalny należał do niesamowitych przeżyć. Bardziej oporne przykuwały jego uwagę tylko na trochę dłużej. Tylko do momentu, kiedy je złamał.
Potem Josh był wielokrotnie świadkiem, gdy te same kobiety, które wcześniej błagały o ratunek i by przerwał te katusze, również błagały by ich nie zostawiał. Że zrobią dla niego wszystko.
Sam teraz westchnął. Żył złudzeniami. Maks się nie zmieni i może to i dobrze, że Anna z nim nie była. Zniszczyłby ją.
O ile już tego nie zrobił.
I w tym momencie uzmysłowił sobie, że ją zostawił na zbyt długo. Pobiegł do jej pokoi jakby go gonił sam diabeł.
Ocknęła się dopiero nad ranem, ale i tak porozmawiał z nią tylko chwilę.
Nie histeryzowała ani nie płakała.
Była taka cicha.
Trochę się zacinała, gdy nie była w stanie wypowiedzieć na głos tego, o czym oboje myśleli. Poczuł jak ściska go coś w gardle, gdy pytała o Maksa.
Szczęście w nieszczęściu, że była tak wykończona, że prawie od razu zasnęła. Czekając aż się przebudzi wrócił do tego, co ostatnio wychodziło mu najlepiej, do myślenia.
Do momentu, kiedy nie rozpętał tego piekła wszystko się układało.
A teraz?
Nie miał zielonego pojęcia, co ma zrobić. Co zrobić z Anną?
Gdyby to był świat idealny to cofnąłby się w czasie.
Gdyby to był świat idealny to nie doszłoby do takiej sytuacji!
Ze złością pomyślał, że jest i będzie niedojrzałym dupkiem, który bawi się w pana i władcę świata.
Wydawało mu się, że to będzie doskonały pomysł. Oświadczyny a potem ślub i najprzyjemniejsza część małżeństwa – jego konsumpcja.
Naprawdę był przekonany, że tym razem da radę.
Że trafił na kobietę idealną i wreszcie się ustatkuje. Porwała go, zaszła mu za skórę, weszła do głowy i stała się jego obsesją.
A on jak niedojrzały szczeniak pchnął ją prosto w ramiona Maksa.
Już nic gorszego nie mógł wymyślić.
Gdy tylko zasygnalizował przyjacielowi, że ten ma zielone światło, wiedział, że Maks już nie odpuści.
Gorzej, uważał, że to doskonały pomysł. Taki związek idealny. Tylko, że zamiast ułożyć życie trójce osób, zepsuł wszystko, co się dało.
Maks? Po raz pierwszy zobaczył rysę w twardym pancerzu, którym otaczał się jego przyjaciel. I wcale nie był zadowolony, że on też może cierpieć. A cierpiał i to bardziej niż okazywał.
A Anna? Zaufała mu, gorzej zaufała im obu. I zawiódł na całej linii. Gdyby ją naprawdę kochał nie dopuściłby do takiej sytuacji. Chroniłby ją a nie narażał na udział w takim eksperymencie.
Jeśli myślał o niej wcześniej, musi zrobić to teraz! Nie wiedział czy da się to naprawić, ale musiał spróbować! Nie wyobrażał już sobie życia bez niej, a wiedział, że jeśli czegoś nie zrobi to ją straci.
Zależało mu na niej i musi to za wszelką cenę udowodnić!
* * * * * * * * * * *
Myślałam, że jeśli zamknę oczy to Josh odejdzie.
Niestety.
Siedział jak przykuty do tego miejsca i tylko co chwilę wzdychał.
I tak mi było ciężko, ale mając go obok czułam się jakby mnie ktoś dusił.
W głowie miałam kocioł.
Byłam sama sobie winna. Bo co do tego, że to ja rozpętałam to piekło, nie miałam żadnych wątpliwości.
Zachowałam się jak suka w rui.
Czego ja się spodziewałam ładując się do łóżka dwóm facetom. I to w dodatku tak naładowanym i podminowanym. Że mnie pogłaszczą po głowie, przytulą i będziemy spać razem szczęśliwi? Przedsmak tego, co może się dziać miałam zarówno na Sali, gdy dziękowałam im za obraz, jak i gdy zajmowali się moją skręconą nogą. Cud, że mnie nie zgwałcili i że skończyło się to tylko na potężnym siniaku na głowie.
Ale ja musiałam przyciągnąć ich uwagę, prawda?
Naiwna kretynka!!
Sierotka czekająca aż się nią zaopiekują!
Żenujące!!!
Czego ja właściwie chciałam?! Mieć ich na wyłączność?! Zawsze i wszędzie?! Dwóch rycerz, niech to jasna cholera! To nie bajka, gdzie zakończenie jest w stylu żyli długo i szczęśliwie. Taka jedna głupia decyzja i straciłam wszystko. Ich szacunek, sympatię i wspaniale rozpoczynającą się przygodę. Co mnie w ogóle pchnęło do tego by to zrobić? By coś takiego zaproponować?
Nie miałam pojęcia co robić, ale jednego byłam pewna.
Im dłużej będę chować głowę w piasek tym będzie ciężej.
Otworzyłam oczy i spojrzałam w kierunku Josha. Siedział na fotelu przysuniętym w pobliże łóżka, pochylony i z twarzą schowaną w dłoniach.
- Josh. – Mimo, iż starałam się mówić spokojnie to podskoczył.
Pięknie, jeśli tak się zaczyna to co będzie potem. Spojrzał na mnie trochę nieprzytomnie.
Po prostu super.
Odetchnęłam głęboko i zaczęłam mówić.
- Josh. Ja wiem, że to moja wina. Ja to zaczęłam i ja to skończę. Wariuję tutaj i niepotrzebnie tak się wygłupiłam. To nie tak miało być. W sumie to mi odwaliło. Nie wiem dlaczego, bałam się że przestaniecie zwracać na mnie uwagę? Że mnie zostawicie? Nie mam pojęcia. Mleko się już rozlało. Ale czy możemy oddzielić się od tego co się działo i zacząć jeszcze raz? Nie będę się zachowywać jak głupia baba, tylko skupię się na pracy. Proszę.
Nawet gdybym była pijana, nie wymyśliłabym gorszego monologu. Poszło, powiedziałam to na głos. Nie miałam już jak się z tego wycofać.
Dopiero teraz zrobiłam z siebie kompletną wariatkę. Pewnie Josh też tak uważał, bo się nie odzywał tylko cały czas mnie obserwował.
Kiedy się podniósł i usiadł obok na łóżku znowu prawie podskoczyłam.
- Wszystkich nas poniosło. Nie powinno tak się stać. – O Jezu! Koniec. To już naprawdę koniec.
A potem poczułam się jak skazaniec, któremu darowano wyrok.
- Każdy z nas popełnił błąd, ale tylko, jeśli nic nie robisz nie możesz się pomylić. Czuję, że to ja cię zawiodłem. Ty nawet nie powinnaś pomyśleć, że nie jesteś dla nas ważna. Ja wiem, że jest ciężko. Zwłaszcza, że jesteś sama i my sami ograniczamy tobie kontakt tylko do naszej dwójki. Błagam cię, nie skreślaj nas tylko ze względu na ten lekkomyślny krok. Obiecuję, że już nie narazimy cię na nic takiego. Przyrzekam.Wiesz, że chcę dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. I prędzej bym sobie rękę odciął niż pozwolił ciebie skrzywdzić. Zdaję sobie sprawę, że to co się teraz stało temu zaprzecza, ale taka jest prawda.  Wiesz ,że cie pragnę?
Musiałam odpowiedzieć? Dlaczego zadał to pytanie? Na szczęście kontynuował.
– Ale też chcę żebyś była szczęśliwa. A za mną nie będziesz. Miałaś wtedy rację. W końcu bym cie skrzywdził i zranił, a ty zasługujesz na kogoś lepszego. Jedyne co wiem, to że będę zawsze cie chronił i dbał o ciebie. Wierzysz mi prawda?
Patrzyłam na niego z rosnącym zdumieniem.
W sumie i dobrze, ze tyle i tak mówił. Mój strach zamienił się najpierw w niedowierzanie a potem z ledwością powstrzymałam parsknięcie.
Co to było?????
Wyglądał na szczerze przejętego i zatroskanego, ale mówił takie bzdury jakby czytał jakiś chory scenariusz.
Najśmieszniejsze było to, że mi pomógł.
W sumie ta cała przemowa było jak wiadro zimnej wody na głowę. Powinnam oberwać już dawno, ale jakimś cudem mnie to omijało.
Po raz pierwszy od dawna zaczęłam przytomnie myśleć.
Od nadmiaru szczęścia w głowie mi się poprzewracało i zgłupiałam. Znany aktor, przystojny wspólnik, rabunki dzieł sztuki i jeszcze romansu stulecia mi się zachciało.
Było za dużo, za szybko i zupełnie nie z tego świata.
Kompletnie inna czasoprzestrzeń!
A tak dostałam brzydko mówiąc w pysk i wszystko wróciło do normy. Świat przestał być idealny!
Prawdziwy świat taki nie jest! Nie ma księżniczki i rycerza z bajki.
Po prostu nie ma!
W końcu musiała znaleźć się rysa. Dotychczas to co się działo było nieustającym spełniającym się koncertem życzeń i marzeń.
Nic dziwnego, że w końcu mi odbiło i zrobiłam to co zrobiłam!
Lubiłam ich obu.
Josh mnie kręcił od samego początku, ale ile w tym było prawdziwego czystego uczucia, a zauroczenia wynikającego z tak niezwykłych okoliczności i tym kim był?
Jego role filmowe przesłoniły mi prawdziwego Josha Calvadosa. Widziałam w nim przystojnego podwójnego agenta, średniowiecznego rycerza albo niebezpiecznego terrorystę.
Owszem, dał się poznać jako cudowny człowiek, genialny strateg i organizator, ale przy tym był pierwszej klasy amantem.
Z ręką na sercu dałabym się za niego pociąć, ale niekoniecznie powinno to oznaczać pójście z nim do łóżka.
Gdy to sobie powiedziałam, odetchnęłam z ulgą.
Wiedziałam, że pewnie będzie mnie do niego ciągnęło, ale nie byłam krową, żeby dać się prowadzić na postronku!
Dobrze, że Josh w samo-poświęceniu i samobiczowaniu nie miał w sobie równych.
Mogłam to wykorzystać i wykaraskać się z tego bałaganu.
Nie rozwiązywało to niczego, ale mogłam cały ten bajzel przynajmniej czasowo przypudrować.
Kompletnie zignorowałam cichy szept, który rozległ się w mojej głowie.
- A Maks? Zobaczyłaś go takim, jakim jest naprawdę. Jaką tu znajdziesz wymówkę? Potrafisz znaleźć jakąkolwiek?
Nagle nad uchem rozległ się krzyk.
- Anka!! Ty mnie w ogóle nie słuchasz!
Miał rację! Kompletnie się wyłączyłam. Ale miałam to gdzieś. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i przytaknęłam ochoczo.
- Tak, nie słucham. Ale masz rację. Wszyscy powariowaliśmy. Idź do gabinetu. No, może najpierw doprowadź się do ładu. Ja zrobię to samo i ustalimy nowy grafik na kolejne dni. W jakiś sposób muszę pozbyć się nadmiaru energii.
Po czym wycisnęłam siarczystego buziaka na czole Josha i oniemiałego wypchnęłam z sypialni.
Ale gdy zamknęłam drzwi już się nie uśmiechałam. Byłam w stanie wykrzesać z siebie tylko tyle, ale gdy zostałam sama dopadło mnie z powrotem całe to napięcie i stres.
Problem wcale nie był rozwiązany, a ja mimo dobrej miny wcale nie byłam spokojna.
To ci się stało, tego nie da się wyjaśnić przez jedną rozmowę.
Gorzej, tego nie da się zapomnieć!
Pod prysznicem zabrakło mi na tyle siły, że najpierw oparłam się o ścianę, a po chwili osunęłam na podłogę.
Z nerwów zaczął mnie boleć brzuch. Zaczęłam głęboko oddychać, by opanować narastającą we mnie panikę, ale nic nie poradzę na to, że wróciła do mnie ta noc.
I to nie to co się działo w łóżku tak mnie przerażało, tylko to co było potem. Gdy dopadł mnie Maks, ten jego głos i mocny uchwyt.
Josh co prawda powiedział, że Maks mi nic nie zrobił i mnie tylko wyciągnął spod łóżka. Wierzyłam, że nie okłamałby mnie w takiej sprawie. Poza tym Maks był potworem i gdyby nawet próbował we mnie wejść to na pewno teraz byłabym co najmniej obolała.
Ale mimo to czułam, że nie dowiedziałam się całej prawdy.
- Oddychaj. – Nakazałam sobie głośno. – Zaczynasz panikować a histeria to już jest szczyt głupoty. Nie masz powodu. Josh był spokojny. Obiecał tobie, że jesteś bezpieczna.
I ten sam głosik, który poprzednio tylko cichutko szeptał odezwał się ponownie, tym razem głośniej.
- O tak, obiecał. Że ciebie nie tkną też obiecał. A nie zastanowiło cię, że Maks wyjechał? Tak nagle? Czy nie myślałaś, że może tylko Josh ma takie zdanie na temat tego co się stało? Czy wiesz co się naprawdę stało gdy uciekałaś?
Odpowiedź była błyskawiczna.
- Nie! Tym sposobem poprzednio wpędziłaś się w kłopoty! Właśnie takie zastanawianie się i gdybanie doprowadziło do tej sytuacji. Żadnych teorii. Żadnego spiskowania. I żadnych pytań o Maksa. Koniec. Spokój!!!!
Myślałam, że wariuję.
Zaczynałam rozmawiać sama ze sobą!
Gorzej, ja się ze sobą kłóciłam!
Doprowadzenie się do ładu zajęło mi więcej czasu niż myślałam, ale gdy wychodziłam z pokoju Josh czekał na mnie pod drzwiami.
- Dobra mała. Mówisz, że musisz się wyszaleć i trzeba cię zmęczyć? No to do gabinetu nie idziemy. Przebieraj się i idziemy najpierw pobiegać.
W południe plułam sobie w brodę. Dotychczas, nawet uwzględniając treningi moje życie tutaj przypominało leżakowanie.
Jeśli myślałam, że jestem w dobrej kondycji to Josh przez ostatnie godziny konsekwentnie udowadniał mi, że tak nie jest.
Po bieganiu i krótkiej przerwie na prysznic i zmianę odzieży, wziął mnie w obroty na macie.
Nie obrywałam jak powinnam tylko dlatego, że mnie oszczędzał, ale i tak wszystko mnie bolało.
Myślałam, że po lunchu będzie czekał mnie ciąg dalszy tej mordęgi, ale zdziwiona usłyszałam, że teraz czas na francuski.
- Ale dlaczego?
- Maks ci wyjaśni jak wróci. Nieźle sobie już radzisz, ale musisz przypomnieć sobie i przyswoić jak najwięcej. To jest bardzo ważne.
Sama z siebie bym o to nie zapytała, ale słysząc to imię zareagowałam jak pies Pawłowa.
- Kiedy wróci Maks? – Cholera! Nie gdzie jest, dlaczego wyjechał, tylko kiedy wróci. Jakby to było najistotniejsze.
Josh tylko spojrzał na mnie, wgryzł się w kawałek kurczaka i gdy skończył bardzo starannie przeżuwać, powiedział.
- Z reguły zajmuje mu to około 3 no może 4 dni.
- Ale co? – Uparłam się jak koza.
- Takie wypady. – Mówił o tym tak niechętnie, że odpuściłam. Chyba czułam, że odpowiedź zupełnie by mi się nie spodobała.
Po lunchu zabrałam dodatkowe książki i zamknęłam się u siebie. Nie wiem dlaczego, ale o ile wcześniej do tego francuskiego siadałam bo po prostu lubię ten język, to teraz po prostu mnie pchało żeby nauczyć się jak najwięcej.
Tym bardziej, że miałam wymówkę. I to dobrą.
Ucząc się języka nie myślałam. Ani o tym co się wydarzyło, a tym bardziej o Maksie.
Gdyby nie Josh, to kolacja zupełnie by mi uciekła.
Wymógł na mnie wprowadzenie na stałe takiego grafiku jak dzisiaj. Najpierw ostra jazda, a potem nauka. Miało to swój sens. Teoretycznie powinno być na odwrót, ale okazało się, że Josh zna mnie lepiej i tylko w taki sposób – najpierw zmęczyć ciało a potem umysł, jestem w stanie funkcjonować. Przynajmniej teraz.
Po jedzeniu tak mnie nosiło, że znowu wróciłam do notatek i w efekcie świt zastał mnie nad jakimś tekstem o budowie maszyn.
Brak snu zadziałał stymulująco i przez cały kolejny dzień chodziłam jak nakręcona.
Padłam dopiero wieczorem.
Gdy się obudziłam było ciemno. Byłam przekonana, że drzemałam kilka godzin. Nie wiedziałam, że ta jedna nieprzespana noc, plus cały stres i nerwy tak mi dokopały, że przespałam cały jeden dzień, a Josh wiedząc, że w moim przypadku sen jest najlepszym lekarstwem po prostu pozwolił mi spać.
Byłam pewna, że jednak spałam tak krótko i zdziwiona w jakim tempie się zregenerowałam stwierdziłam, że szkoda marnować czas na bezproduktywne leżenie.
Zamiast gapić się w sufit równie dobrze mogę zajrzeć do francuskiego.
Łykałam kolejne teksty jak nawiedzona.
Nie było opcji, musiałam iść do biblioteki po nowe materiały.
Jednak w mojej podświadomości tkwiły poprzednie wydarzenia, bo nie wygłupiałam się z błąkaniem po zamku w negliżu, tylko zarzuciłam na siebie normalne ubranie.
Przechodząc obok gabinetu usłyszałam głosy.
Rany boskie, Maks wrócił!!!!
Serce podeszło mi do gardła, bo odpychałam od siebie cały czas myśl, co się stanie jak on mnie zobaczy.
To było silniejsze ode mnie.
Drzwi były uchylone, więc przystanęłam za nimi i słyszałam wyraźnie dialog pomiędzy dwoma mężczyznami.
A raczej jego fragment. I to bardzo dziwny.
Josh płakał ze śmiechu, a Maks z niedowierzaniem powtarzał w kółko.
- 1939. Jakim cudem?
Nie wytrzymałam i zajrzałam do środka. Josh siedząc na fotelu praktycznie wył ze śmiechu, a Maks powtarzając cały czas tę datę, ze zgrozą wpatrywał się w szafkę z alkoholami.
A dokładniej w miejsce, z którego wyłowiłam wtedy butelkę whisky.
Josh mnie zobaczył i machnął ręką, żebym weszła.
Serce waliło mi jak oszalałe, ale powoli wsunęłam się do środka. Maks na mnie spojrzał i to zatrzymało mnie w miejscu.
Brałam pod uwagę wszystkie możliwości tylko nie to, że będzie patrzył na mnie z taką furią.
- Ruszałaś ją??? Czy brałaś stąd butelkę??!!!
Nie byłam w stanie wykrztusić ani słowa.
Patrzyłam tylko na niego, bojąc się nawet mrugnąć powieką.
- Do diabła! Weź coś z nią zrób bo ją uduszę!!!!! – Po czym wyszedł. Walnął drzwiami tak mocno, że myślałam że je po prostu rozwalił w drzazgi.
Przerażona spojrzałam na Josha, ale on się nadal śmiał. Gdy już się względnie uspokoił, wykrztusił.
- Kochanie, piłaś jego whisky, prawda? – Jezu! Na śmierć zapomniałam o tej butelce. Potem odstawiłam ją do barku u siebie w saloniku i kompletnie wyleciało mi to z głowy.
Byłam w stanie tylko kiwnąć głową. Josh otarł łzy i pokręcił głową.
- Trochę nim to wstrząsnęło. Widzisz. Ta butelka jest, a raczej była dość niezwykła. Niedawno udało mu się ją kupić. Powiedzmy, że miała wartość kolekcjonerską. Nie chodzi o to, że była bardzo droga. Akurat go na to stać. Gorzej, że on już takiej drugiej butelki nie kupi. Wszyscy o tym wiedzieli. Nikt by się nie ośmielił nawet w tą stronę kichnąć. Jedyną osobą, która nie wiedziała, jakim sentymentem darzy swoją kolekcję jesteś ty.Więc według Maksa tylko ty mogłaś ją tknąć– Nie wytrzymał i zaczął ponownie się śmiać.
Akurat mi do śmiechu już tak nie było.
Co prawda odsuwałam to od siebie, ale w zdenerwowaniu czekałam na przyjazd Maksa.
Miałam cichą nadzieję, że … no właśnie. Chyba liczyłam na cud, bo akurat tutaj zależało mi, żeby było tak jak dawniej. Do momentu feralnego wieczoru i pościgu.
Akurat tu nie chciałam powtórki.
A z niebywałym talentem i konsekwentnie znowu wszystko zawaliłam.
Usiadłam na drugim fotelu.
- Bardzo jest na mnie zły? – Musiał być wściekły skoro Josh nie zaprzeczył, tylko oznajmił, że Maksowi przejdzie.
Swoim zwyczajem dodał coś więcej.
- Widocznie wyjazd mu nie pomógł tak jak tego oczekiwał. – Było mi już wszystko jedno.
- Josh, w czym miał mu pomóc? – Jeśli chciałam uspokoić tego wesołka, to właśnie osiągnęłam swój cel.
Josh błyskawicznie spoważniał. Chwilę trwało zanim się odezwał. I mówił w bardzo niepokojący sposób. Powoli, ostrożnie, zupełnie jakby ważył każde wypowiedziane słowo.
- Maks uważał, że to, co się stało było jego winą. Ponieważ dawno nie miał kobiety zareagował w taki sposób. I wyjechał, żeby móc wrócić do równowagi i odzyskać trzeźwy osąd sytuacji. -  Dostałam, co chciałam. Po raz kolejny ktoś mi przyłożył. Z tym, że teraz to nie było wiadro zimnej wody, a nokaut. No tak. Czego mogłam się spodziewać. Taki mężczyzna bez kobiety musiał wariować. Ja nie dość, że swoim przybyciem skomplikowałam im życie, to niejako zmusiłam ich do czasowego celibatu. Poświęcali mi całą uwagę i wolny czas, nic więc dziwnego, że w końcu odbiło się to na nich. I wyjechał, żeby się wyszaleć. Trzy lub cztery dni seksu. Z inną lub innymi.
Nie zdawałam sobie sprawy, że wszystko aż tak wyraźnie odbija się na mojej twarzy.
Josh się nie odzywał, ale bardzo uważnie mnie obserwował.
Na szczęście zanim zareagował w jakikolwiek sposób, pozbierałam się sama.
- Josh, rozumiem. Ja wiem, że nakręciłam wam nieźle w życiu. Szłam teraz do biblioteki po nowe rzeczy do przejrzenia. Pójdę już. Nie mogłam zasnąć i sam rozumiesz, zamiast leżeć to się pouczę.
Powtarzałam te same rzeczy po kilka razy, gubiąc sens wypowiedzi. Jednym słowem totalna porażka intelektualna.
Ale mimo silnego postanowienia, nie byłam w stanie przejść do porządku dziennego nad zasłyszaną informacją.
Josh mnie nie zatrzymywał.
Szybko wzięłam z biblioteki to co potrzebowałam i na szczęście nie spotykając nikogo, wróciłam do siebie.
Położyłam przyniesione książki i pisma na biurku i podeszłam do barku. Wśród wielu różnych butelek stała ta cholerna whisky. Z prawie ¾ zawartości.
- Cześć mała. To przez ciebie tak na mnie krzyczał. Ale wiesz co? I tak by na mnie krzyczał. Przynajmniej miał ten powód. A Ty co głupia? – Teraz już mówiłam patrząc w lustro.
- Czego oczekiwałaś? Że przyjedzie stęskniony i uśmiechnięty? To nie pluszowy misiu, tylko drapieżnik, któremu ty przeszkadzasz. Dla którego nic nie znaczysz.
Byłam przygnębiona. Ale co mnie podkusiło, że wzięłam nieszczęsną butelkę i w niecałe pół godziny wypiłam wszystko?
Nie mam pojęcia.
Tak samo nie mam pojęcia jak potem znowu przebrałam się w koszulę nocną, umyłam zęby i trafiłam do łóżka.
Obudziło mnie walenie w drzwi sypialni. To był Josh.
- Anka, wstawaj.  Czekamy na ciebie w jadalni. Słyszysz?
Jęknęłam. Huk rozchodził się jak echo po mojej czaszce. Bolała mnie głowa, suszyło mnie, raziło mnie światło. Miałam klasycznego kaca.
- Już wstaję. – Powiedziałabym mu wszystko byleby przestał tak łomotać.
- Masz 10 minut. Maks już jest. – Jeśli myślał, że to doda mi przyspieszenia to się mylił. Zawlokłam się do łazienki, spojrzałam na rozsmarowaną po umywalce pastę i przez dobrą chwilę piłam wodę prosto z kranu.
Super!
Mając gdzieś narzucone ramy czasowe wzięłam prysznic, umyłam głowę, starannie wyszorowałam zęby i ubrana w dres oraz z ręcznikiem na głowie ruszyłam w stronę jadalni.
Ręcznik nie był ekstrawagancją.
Po prostu szybciej wyłączyłam suszarkę do włosów niż ją włączyłam. Nie byłam w stanie znieść tego hałasu.
Czekali na mnie ponad 20 minut. Gdy weszłam do jadalni w moją stronę zerknęły dwie pary oczu.
Jedne lekko zaintrygowane, należące do Josha. Z oczu Maksa wyzierała czysta furia i złość.
- O raju, nieciekawie. – Tyle zdążyłam pomyśleć i dopadła mnie najgorsza rzecz na świecie.
A przynajmniej najgorsza w tym momencie. Pijacka czkawka.
Obiło mi się raz.
Spłoszona zasłoniłam usta i spojrzałam na Josha.
W jego oczach pojawił się błysk zrozumienia. Niestety zabarwiony nutą rozbawienia.
Po drugim czknięciu nie wyrobił i się uśmiechnął.
Za to Maks z niedowierzaniem oznajmił.
- Ty jesteś pijana!!!. – Wolałam na niego nie patrzeć, ale widok Josha był jeszcze gorszy. Odbiło mi się po raz trzeci.
- Coś ty do cholery wypiła, że jeszcze nie wytrzeźwiałaś?!!! – W tym momencie Josh parsknął śmiechem.
A ja miałam uczucie deja vu z nocy, gdy tak samo śmiał się w gabinecie.
- Stawiam każde pieniądze, że wypiła twoją ukochaną whisky. A patrząc na efekty jestem pewien, że opędzlowała za jednym zamachem całą butelkę. Bardzo jest ci niedobrze, skarbie?

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XV
Paradoks – część XVII

Polubienia 9
Wyświetlenia 4397

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    Cudne i wspaniałe
    Może Ci się tak rozrastać jeszcze w nieskończoność!!!

  • Anonymous

    boskie ale nie dostyt mam to co w końcu zlizywał josh? a teraz spacerek z psinka :) dziekuje za twoje opowiadania oderwanie od rzeczywistości to jest to co potrzebujemy a u ciebie odlatuje :)

    • Winy, grzechy i prawie dokonał samospalenia.

      Też lubię to czytać (tylko ciii…), dzisiaj mam w perspektywie sprzątanie i proza życia mnie po prostu przygniata.

  • Anonymous

    opowiadanie idzie w dobrym kierunku – w kierunku Maksa tak jak chciałam od początku – świetnie!

  • Anonymous

    A propos czy masz w planach scenę łóżkowa

    • Ależ oczywiście, że tak :)

    • Właśnie widać jak poświęcam się obowiązkom domowym.

    • Anonymous

      to tak jak ja wena do sprzątania w ogóle nie przychodzi ;/

  • Anonymous

    Ooo nie, zmieniłaś date w harmonogramie a tak się cieszyłam, że do jutra dodasz diabła ;( a teraz termin się wydłużył no ale okejj :D

    • Wolałam zmienić teraz niż później. Ale za to wczoraj, pod wpływem jednej z czytelniczek (nawet nie wiem o tym) weszło mi do głowy jeszcze inne zakończenie.
      Czyli będzie tak jak planowałam na samym początku – dwie wersje końcowe.

    • Anonymous

      Historia sama się zmienia :D
      Ogroooomnie się cieszę, że weszłam na Twojego bloga! To jak piszesz, pochłonęłam Paradoks i Diabła i od razu się w tych opowiadaniach zakochałam. Świetne są te Twoje podpisy typu „…ja swoje, opowiadanie swoje.” :D Gratuuluje pomysłów i dużo weny :D a widzę, że tego Ci nie brakuje :D coś czuję, że dzisiaj zarwę nockę czekając na jakiś nowy fragmencik :D

  • Anonymous

    Anna czekam na kolejna cześć.
    Mała śpi. Nakarmiona.
    Moj mezczyzna też śpi.
    Tęsknie za nim.
    Za szalonymi wypadami. Za nocna wloczega po krakowskich . Twoje opowiadania przypominaja mi tamte chwile. Dzieki za nie..
    Nie mam pomyslu jak w nim wzbudzic tamta bestie:)
    To miłe , że zajmuje się Mała . Chcę, żeby znów był jak Maks czy Diabeł…

    • Eh … co ja mam powiedzieć…. te opowiadania to tez odskocznia i dla mnie … (jeśli to Ciebie pocieszy)…..

      Od razu uprzedzam, że nie wiem czy dzisiaj coś będzie. Znowu zaczęłam coś sprawdzać do Paradoksu, a mam straszną wadę. Wchodzę w szczegóły. Za bardzo!!!!
      Miałam sprawdzić tylko jeden drobiazg, a trzecią godzinę już kopię ten temat i pokrewne przy okazji, bo mnie zaciekawiło bardziej niż myślałam.
      Masakra!

      Pomijam, że w tej chwili dojrzewam do otwarcia wina. Wiem, że Ty jako mama karmiąca nie możesz, a ja teoretycznie nie powinnam, ale to jest przepyszne sauvignon blanc z takiej małej winnicy w NZ.
      Wytrawne, ale z niesamowitym posmakiem owoców cytrusowych.
      Po prostu poezja.
      Czyli jednym słowem mam gdzieś, że nie powinnam i otwieram. Może mnie pchnie do pisania, a nie czytania :D

  • Anonymous

    Sorry chyba mi hormony działają. :)

  • Anonymous

    Ja jak piję herbatkę ziołową. Hihi
    Hormony mi buzują.
    Może moje hormony powodują, że zaczynam się wypłakiwać.
    Gdy patrzę na niego czuje mrowienie…

    Ten facet tak działa na mnie…
    czy Wasi faceci też zmienili się gdy urodziło się dziecko ???

    • Eh, ja w tej chwili nie doradzę. Mam na mord w oczach i każda porada sprowadzałaby się do ‚udusić, worek na zwłoki zaraz podrzucę’.
      :)

  • Anonymous

    Cudo prosze o next.

  • Pingback: Paradoks XVII | Skrywane pragnienia()