Paradoks XVII

 

W jego oczach pojawił się błysk zrozumienia. Niestety zabarwiony nutą rozbawienia.
Po drugim czknięciu nie wyrobił i się uśmiechnął.
Za to Maks z niedowierzaniem oznajmił.
- Ty jesteś pijana!!!. – Wolałam na niego nie patrzeć, ale widok Josha był jeszcze gorszy. Odbiło mi się po raz trzeci.
- Coś ty do cholery wypiła, że jeszcze nie wytrzeźwiałaś?!!! – W tym momencie Josh parsknął śmiechem.
A ja miałam uczucie déjà vu z nocy, gdy tak samo śmiał się w gabinecie.
- Stawiam każde pieniądze, że wypiła twoją ukochaną whisky. A patrząc na efekty jestem pewien, że opędzlowała za jednym zamachem całą butelkę. Bardzo jest ci niedobrze, skarbie?
- Chyba oszalałeś! Wypiła wszystko???!!! Zobacz, co ona z siebie zrobiła!!!
I tym mnie dobił, bo niestety miał rację. Zachowałam się jak naiwna i nieopierzona smarkula, która na złość innym, ale najbardziej na złość sobie zrobiła dokładnie to, o co ją oskarżali. Jeszcze tylko tego brakowało, bym się teraz rozpłakała. Biedna sierotka, znowu cały świat się na mnie uwziął.

Konsekwentnie zachowywałam się jak kretynka! Kiedy sobie wreszcie uświadomię i do mnie to dotrze, że Maks najzwyczajniej w świecie ma gdzieś moje uczucia?
Po prostu z jakichś względów miał ochotę mi ostro dokopać, a ja dałam się podejść jak dziecko.
I po co mi to było?
Żeby zwrócił na mnie uwagę?
Czy chciałam coś udowodnić sobie samej?
Narozrabiałam, ale tym razem nie podwinęłam ogona pod siebie i nie uciekłam. Koniec, wystarczy! Musiałam przyjąć do wiadomości, że to co było on uważał za błąd, a ja jeśli chcę zachować twarz i chociaż resztki godności powinnam się z tym pogodzić.
O ile wcześniej siedziałam lekko spłoszona, tak teraz się wyprostowałam.
Dobrze, zrobiłam z siebie kretynkę, ale był to jednorazowy wyskok.
Do diabła!

Z tego co mówił Josh to wynika, że on sam lata regularnie na dziwki, a mnie się czepia? Tego że, oczywiście na złość, wypiłam całą drogocenna butelkę whisky?
Logiki w takim rozumowaniu nie było za grosz, bo akurat o to miał prawo być wściekły, ale miałam to gdzieś.

Wyszedł teraz ze mnie cały wredny charakterek. Byłam wstawiona, już skacowana i zła.
Spojrzałam ponownie na Josha, który widząc moją minę przestał się śmiać. Nie wiem czy spodziewał się, że zrobię coś głupiego, ale zakładając najgorsze tylko lekko zaprzeczył głową dając mi znać, żebym zrezygnowała.
Widziałam, ale nie zareagowałam, bo już szłam niejako siłą rozpędu.
Z tym, że nie przejechałam się Maksowi po życiorysie. Uśmiechnęłam się za to do Josha.
- Josh, możesz mi proszę nalać kawy? – Po czym zwróciłam się w stronę drugiego mężczyzny.
- Z tobą nie będę rozmawiać dopóki się nie uspokoisz. Po pierwsze nie ona. Ja tu siedzę, słyszę i rozumiem. Możesz zwracać się do mnie bezpośrednio. Po drugie nie trzeba było na mnie wczoraj krzyczeć. I owszem, zachowałam się głupio, bo pozwoliłam, żebyś mnie zdenerwował. I owszem mam twoją whisky we krwi. Póki co, ale już niedługo! I było to pierwszy i ostatni raz, kiedy mnie wyprowadziłeś z równowagi i zachowałam się w tak nieodpowiedzialny sposób! Zrozumiałeś??
Nie wytrzymałam i podniosłam głos na sam koniec przemowy. A ten durny głosik od razu podszepnął, że to drugi raz. Pierwszy był, gdy poprosiłam ich żeby ze mną spali, ale po prostu to zignorowałam.
Maksa zamurowało.

Spodziewał się pewnie wszystkiego tylko nie tego, że na niego naskoczę.
Podziękowałam Joshowi za kawę, co prawda ledwo do strawienia, bo czarną i gorzką, ale nie chciałam przeginać z proszeniem o dodatki.
A ponieważ po tym wybuchu totalnie oklapłam, nie kontynuowałam już swojego wywodu.
Nie miałam na to siły.
Josh siedział cicho czekając na rozwój sytuacji, Maks po prostu dochodził do siebie albo zastanawiał się jak mnie zabić.
A ja nagle zgłodniałam.
- Podasz mi proszę croissanta? – Ponieważ to Maks był bliżej koszyka z pieczywem, naturalną rzeczą dla mnie było, że to właśnie jego o to poprosiłam. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem i sięgnął po ten cholerny rogalik. Chyba był zły, bo wziął go po prostu do ręki i wrzucił mi na talerz.
Podniosłam do góry brew, zmierzyłam go wzrokiem mówiącym, ‘co za maniery’ i nie czekając czy i jak zareaguje zaczęłam jeść.
Jakby nie było byłam jeszcze wstawiona i nie miałam już siły na słowne potyczki. A jakakolwiek konfrontacja słowna z tym niedźwiedziem wymagała wspięcia się na wyżyny intelektu chyba, że chciałam się ośmieszyć.
A nie chciałam.
Zjadłam to, co mi podrzucił, wypiłam kawę i dopiero, kiedy przetarłam usta zapytałam.
- No dobrze. To, o co chodzi?
Josh widocznie nie dowierzał, że wspólnik będzie w stanie oddzielić w tej chwili sferę prywatną od zawodowej, więc to on wyjaśnił mi o co chodzi.
Gdy go słuchałam najpierw zaczęłam się zastanawiać, kto jest pijany.
On czy ja.

A potem chłonęłam każde jego słowo z szeroko otwartymi oczami.
Planowali nietypowy jak dla ich zwykłej działalności napad i trzeba było wcześniej zrobić rekonesans. Napad nietypowy o tyle, że nie chodziło o dzieła sztuki tylko szlachetne kamienie. To było jedno z wielu dodatkowych źródeł finansowania ich działalności.
Robili coś takiego od czasu do czasu.
Ostatnim razem, gdy już u nich byłam.
- Pamiętasz ten rabunek diamentów z lotniska w Brukseli? W lutym? Było o tym dosyć głośno. Sama się zresztą śmiałaś, kiedy czytałaś o tym w prasie.
Fakt! To był czysty majstersztyk.

Diamenty były transportowane z Antwerpii do Zurychu. I w trakcie załadunku do samolotu na lotnisku w Brukseli, na płytę lotniska wdarły się nieoznakowane wozy. Rabusie wjechali przez wyciętą w płocie dziurę. Nikt nie strzelał, nikt nie został ranny. Ochronę wzięto z zaskoczenia, bo napastnicy byli przebrani w mundury policji. Cały rabunek zajął kilka minut. Upłynnili się równie szybko jak zjawili i nikt nie doszedł jak i kto to zrobił. Długo mówiono o tym napadzie, ale dopiero w jakiś czas po samym napadzie poinformowano, że znaleziono jeden z użytych w nim wozów. Był opuszczony i doszczętnie spalony. A w napadzie ukradziono diamenty i złoto o łącznej wartości około 37 milionów euro.
Organizacja była po prostu perfekcyjna, nie mówiąc już o przygotowaniu czegoś takiego.
Spojrzałam na nich z takim niedowierzaniem i podziwem, że nawet Maks się rozchmurzył.
- Rany boskie, to wy? Przecież to było idealne! Naprawdę wy? – Zapomniałam, że byłam na jednego z nich wściekła.
- Ile tam zabraliście? Mówili o 37 milionach euro, ale strasznie plątali się z kwotą. Więc ile w końcu tego było?
Josh chrząknął, ale Maks kiwnął przyzwalająco głową.
- Cóż, dołóż jedno zero.
- Jezu. 370 milionów euro??? Ale to były tygodnie jak nie miesiące planowania.
Josh się uśmiechnął.
- Owszem.
Oparłam się całym ciężarem o krzesło. Rany boskie. To już nie były słowa. Czy nauka języka albo ćwiczenia fizyczne. Oni naprawdę uważali, że ja już jestem na coś podobnego gotowa?
- Nie gniewaj się, nalej mi proszę jeszcze kawy zanim będziesz mówił dalej. – Mówiłam do Josha, ale tym razem ubiegł go Maks. Patrzyłam w zdumieniu na to, co robi. Wziął czystą filiżankę i zrobił mi taką kawę, jaką pijam o poranku. Pół na pół z mlekiem i z dwoma łyżeczkami cukru. Straszny ulepek, ale taka mi właśnie najbardziej smakowała. Nie wiem czy bardziej zdziwiło mnie to, że on ją zrobił, czy że wiedział, pamiętał i pomimo złości na mnie przygotował mi ją taką kawę, jaką lubię.
Na szczęście Josh kontynuował, więc mogłam się skupić z powrotem na nim. Inaczej nie wiem, co bym powiedziała lub jak się zachowała.
- Latem w Cannes jeden z potentatów na runku jubilerskim będzie organizował wystawę kamieni szlachetnych. Zamierzamy trochę tam namieszać. Robi nam niezwykłą uprzejmość. Wystawa będzie umieszczona w hotelu Intercontinental. Ułatwia to sprawę, bo nie rozprują hotelu by zabezpieczyć pokaz. Będzie po prostu trochę więcej ochrony, ale na pewno maksymalnie wykorzystają całą dostępną infrastrukturę. Pierwszy rekonesans już mamy, ale trzeba jeszcze posprawdzać pewne rzeczy. Jak szybko reagują na nietypowe zdarzenia, jak wygląda standardowa procedura ewakuacyjna i tym podobne rzeczy. Zwlekaliśmy z tym do podobnego wydarzenia. Teraz będzie odbywał się festiwal, więc tym samym warunki, jeśli chodzi o czujność ochrony i pracowników hotelu, będą zbliżone do tych w czasie wystawy. Tylko teraz będą pilnować celebrytów, a nie kamieni.

Jeśli się jeszcze nie domyślasz to pojedziesz tam z Maksem, oczywiście, jako jego asystentka. Czas uwiarygodnić tą wersję. Zresztą Maks i tak powinien się tam pojawić. Chociażby po to, by zrobiono mu kilka fotek. Maks się porozbija po swojemu, więc wszystkie oczy będą zwrócone na niego, a ty będziesz miała okazję i sposobność żeby się porozglądać. Mamy tydzień na przygotowania.
Spojrzałam spłoszona na Maksa. Miałam z nim wyjechać? Sama? Po tym, co się stało? Gdzie ja będę spać? Jak on to sobie wyobraża?
Zdenerwował się. Bezbłędnie odczytał i zinterpretował moje spojrzenie i nie spodobała mu się moja reakcja.

- Nie jedziemy tam sami. Oprócz ciebie będzie tam oczywiście moja stała ochrona. Pomijam najnowszą zdobycz. Dołączy do nas na kilka dni. Nie patrz tak na mnie. Mam swoje potrzeby i nie widzę powodu, bym miał się przed tobą z tym chować!
Jeśli chciał mi dogryźć to mu się udało.
Odetchnęłam głębiej. Z jednej strony powinnam czuć ulgę.
Czyste i jasne relacje zawodowe. Tego chciałam, prawda?
Tylko nie wiedziałam dlaczego jest mi tak źle, bo jednocześnie coś ścisnęło mnie w gardle.
Zdławiłam to szybko.
Trudno, takie są konsekwencje mojego wyboru i decyzji. Jak widać Maks też przyjął już za pewnik, że ja i on będziemy działać razem tylko w jeden sposób. Na płaszczyźnie zawodowej.
Nie pozostało mi nic innego tylko zapytać.
- To od czego zaczynamy?

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XVI
Paradoks – część XVIII

Polubienia 11
Wyświetlenia 4249

Podobne wpisy:

  • Anonymous

    jak zwykle świetnie – warto nie spać i odświeżać co chwilę Twojego bloga :) oby Anka skopała tyłek nowej lasce Maksa :)

    • I wyrzuty sumienia znowu dopadają. Nie odświeżać! Tekst nie ucieknie :)
      Proszę się wysypiać!

  • Anonymous

    Świetne, kiedy następna część?

  • Anonymous

    Hmmn chyba Anka poczuje się zazdrosna o Maksa.
    Kochana autorko zabrałam Mała na bardzo dlugi spacer.Z zmeczenia dopiero teraz przeczytalam opowiadanie.
    Ufff będzie się działo.
    Trzymam za Ciebie kciuki. Praca, dom , blog itd.
    Wspaniale sobie radzisz.
    Pozdrawiam i czekam na kolejna czesc.
    Mama karmiaca..
    ps. Jutro podrzucam core do dziadkow a w mieszkanku robie porzadki.
    Hormony buzuje musze sie jakos rozladowac.

  • Anonymous

    Mam malusieńkie pytanko….kiedy będzie następna część Diabła? Kobieto czekam już prawie tydzień, wchodzę na Twojego bloga po pięć razy dziennie, a tu go nie ma? Zlituj się nade mną i daj chociaż króciusieńki kawałeczek proooooosze. :)

    • Skończyłam wcześniej jedno spotkanie, wylądowałam w Starym Browarze. Siedzę w Empiku z lemoniadą i właśnie piszę :) Wersję alfa oczywiście :D
      Serio. Mam nadzieję, że skończę. Ale nie wiem.
      Alternatywa – to jedyne co mogę zaproponować, to podaj proszę email (annavaletta@gmail.com) i jeśli jednak nie uda mi się napisać wszystkiego to podrzucę Tobie roboczą wersję dzisiaj wieczorem.
      Jest tylko jedno niebezpieczeństwo – dopóki nie opublikuję, zawsze jest szansa, że mogę coś zmienić.

    • A…. i nie wrzucę nawet tyci. Tylko całość. Dlatego Diabeł ma tyle tych części. Łamałam się jak sierota i jest ich 33 (toż to kobyła, nie opowiadanie)

  • Anonymous

    Kobyła, kobyłą, a i tak wszyscy kochają to opowiadanko… :3

  • Fluorescent

    No więc po „Diable” zabrałam się za to i dobrnęłam aż tutaj. Musisz zwracać uwagę na narracje, bo często zmieniasz osoby w których piszesz. W pewnym momencie wcisnęłaś dwóch różnych narratorów do jednego zdania :) (niestety nie pamiętam w której części).
    Trzymam kciuki za Maksa (ta broda i męskość mnie przekonała) , niech Josh spada.
    No i czekam oczywiście na następną część.

    • Wiem, sama widziałam i nie poprawiłam od razu. Teraz umarł w butach. jeśli Alexa już dotarła do błędu to będzie poprawiony. Albo przy okazji.
      Na moje usprawiedliwienie: kiedy piszę to wszystko siedzi w mej głowie, a te emocje po prostu mną szarpią. A wtedy pal diabli zaimki, przecinki i tym podobne przeszkadzacze.
      Pracuję nad sobą, ale czasami w duszy mi się kotłuje …

  • Lkolac

    A ja czekam na ciag dalszy
    Adresu nowego nie musialas podawac sam sie znalazl

  • Agata

    Zaczęłam wczoraj czytać to opowiadanie bo myślałam, że jest skończone, a tu taki zawód :( będę musiała czekać na dalszy ciąg! grrr.