Paradoks XVIII

 

Jeśli chciał mi dogryźć to mu się udało. Odetchnęłam głębiej. Z jednej strony powinnam czuć ulgę. Czyste i jasne relacje zawodowe. Tego chciałam, prawda?
Tylko nie wiedziałam dlaczego jest mi tak źle, bo jednocześnie coś ścisnęło mnie w gardle. Zdławiłam to szybko.
Trudno, takie są konsekwencje mojego wyboru i decyzji. Jak widać Maks też przyjął już za pewnik, że ja i on będziemy działać razem tylko w jeden sposób. Na płaszczyźnie zawodowej.
Nie pozostało mi nic innego tylko zapytać.
- To od czego zaczynamy?

Gdybym wiedziała, od czego, a raczej, od kogo zaczynamy, to trzymałabym język za zębami. Mogłam tylko w milczeniu obserwować jak Maks się podnosi i ze złośliwą satysfakcją oznajmia.

- Ode mnie! Jak skończysz zrób coś z tym ubraniem, tym czymś na głowie i przyjdź do gabinetu. I ogarnij się jakoś! Czeka nas dużo pracy! – Po czym wyszedł. Patrzyłam przez chwilę na zamknięte już drzwi, a to dziwne ściskanie w gardle powróciło. Coś czułam, że nie po raz ostatni.

Dopijałam kawę próbując zrozumieć, dlaczego z Joshem pomimo tego, co się stało jestem w stanie się dogadać i przy nim funkcjonować, a z Maksem nie?
Nagle poczułam delikatne muśnięcie. To Josh przykrył moją dłoń i ją uścisnął. Wiem, że chciał mnie pocieszyć, ale w efekcie mnie dobił.
- Nie przejmuj się nim, on tak zawsze się zachowywał. W sumie to porządny człowiek, ale jak czasami coś w niego wstąpi to sam diabeł zwiewa gdzie pieprz rośnie. Po prostu nie należy się nim zbytnio przejmować. I nie martw się ostatnimi wydarzeniami, już z nim rozmawiałem.

Spojrzałam na niego przerażona. Jeśli Josh z Maksem zaczął wyjaśniać sprawę po swojemu to cud, że ten drugi jeszcze nikogo nie zabił. Ja mogłam strawić wywody Josha, ale stąpający twardo po ziemi Maks mógł być tylko doprowadzony do furii przez takie gadanie. Plus jeszcze mój wyskok z whisky. Nic dziwnego, że jest taki wściekły.
- Josh, czy to jest dobry pomysł żebym teraz z nim wyjeżdżała?
- Nie mów, że się boisz? Jesteś już gotowa na taki wyjazd. I nie marudź! Co za bzdury. Gdybyśmy tak nie uważali, ja a tym bardziej Maks nie zdecydowalibyśmy się na to. Mamy teraz tydzień na przygotowania, ale spokojnie damy radę. Nie martw się.

Westchnęłam, bo to nie o to chodziło. Po tym wszystkim, co się stało miałam zostać z Maksem sam na sam. Sama myśl zabierała mi oddech w piersi, a co dopiero, jeśli do tego naprawdę dojdzie. Tylko on i ja? Sami?
Josh nie był jednak tak niedomyślny jak myślałam.
- I nie martw się. Co prawda będziecie w jednym apartamencie, ale po pierwsze oprócz ciebie będą tam jeszcze Sean i Jeffrey, jako ochroniarze. A poza tym z Maksem będzie jego najnowsza zdobycz. Alice. A on będzie nią całkowicie zajęty. Zdecydowanie będzie nią zajęty.

Patrzyłam na Josha doskonale bezmyślnym wzrokiem.

Wspólny apartament?! W czwórkę?! Z jego najnowszą flamą?! Ostatnie zdanie zdecydowanie nie przypadło mi do gustu.
Zmarszczyłam brwi w wyrazie protestu, ale moja wyobraźnia zwyciężyła. Nic nie mogłam poradzić na to, że słowa ‘wszyscy’ oraz ‘wspólny apartament’ wywołały w mojej głowie dosyć dziwny obraz. Miałam chyba jeszcze sporo tej whisky we krwi, bo ujrzałam siebie, Maksa i jego diwę razem w łóżku, a obaj ochroniarze leżeli w pozycji embrionalnej bezpośrednio na podłodze, w nogach olbrzymiego łoża. No, mieli poduszki pod głowami.
To było tak absurdalne, że prawie parsknęłam śmiechem. W efekcie zakrztusiłam się.
Jeśli Josh widział cokolwiek nietypowego w moim zachowaniu, nie dał po sobie znać.
- Nie chcę Cię popędzać, ale zmykaj już. Jak za długo będziesz kazała mu czekać to się zrobi złośliwy.

Rozweselenie przeszło mi jak ręką odjął. O żesz! Jeszcze bardziej złośliwy? Pewnie w innej sytuacji, co najmniej ochoczo bym sprawdziła, co to oznacza, ale teraz nie byłam w nastroju na takie eksperymenty.
Głos Josha zatrzymał mnie tuż przy drzwiach.
- Ania, nie bój się go. On cię nie skrzywdzi. Zależy mu na tobie tak samo jak i mnie. A to, że okazuje i będzie okazywał to w dziwny sposób to już taki jego urok. Rozumiesz? Nawet jak będzie na ciebie wrzeszczał, to pamiętaj, ze mimo wszystko bardzo cię lubi.

Spojrzałam na niego krzywo.
- Tak oczywiście, po prostu pała do mnie sympatią. Co? Gdyby mnie nie lubił to by mnie dawno ubił, hę?
Josh się nie roześmiał, nie zaprzeczył, a mnie w tym momencie zmroziło. Co za durne pytanie! Oczywiście, że już by się mnie dawno pozbył.

Kiwnęłam tylko głową i wróciłam do siebie. Z bólem głowy, suchością w gardle i nadwrażliwością na światło. Nie było sensu zaprzeczać, że mam klasycznego kaca. W dodatku perspektywa sam na sam z Maksem nie dodawała mi energii.

Nie marnowałam już czasu i zarzuciłam, co mi wpadło w ręce – zwykłe spodnie i kaszmirowy sweter, Z włosami nie bawiłam się zbytnio, tylko po przeczesaniu palcami po prostu związałam je w luźny węzeł, delikatnie opadający na kark.
Nie starałam się, nawet nie przejrzałam w lustrze i w związku z tym byłam kompletnie nieświadoma tego jak wyglądam. Miało być szybko, skromnie i praktycznie. Wyszło delikatnie i romantycznie. Bledsza niż zwykle skóra, wyeksponowany przez sweter kolor oczu, niesforne włosy, sprawiły, że nie wyglądałam jak skacowana nabzdyczona pannica, tylko jak zmęczona, zagubiona, eteryczna kobieta, którą trzeba się zaopiekować.
I może dlatego, kiedy w pośpiechu wpadłam do gabinetu przywitały mnie nie zgryźliwe słowa tylko cisza.

Maks stał, patrzył na mnie i nic nie mówił. Nie czekałam, aż się odblokuje, tylko usiadłam w fotelu. Kac mnie jednak męczył, więc z prawdziwą ulgą przywitałam ciszę. Siedziałam w spokoju i dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że chyba jednak takie milczenie nie powinno trwać aż tak długo.

Powoli podniosłam powieki i spojrzałam na Maksa. Stał w bezruchu i patrzył na mnie z nieodgadnionym wyrazem oczu. Jak ostatnia kretynka, zadziałałam zupełnie odruchowo i podniosłam do góry jedną brew. To go niestety ocuciło.

Przy całym ty cyrku, jedno trzeba mu przyznać. Kiedy była potrzeba, potrafił oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych. Całkowicie skupiony i skoncentrowany na zadaniu, zdawał się nie pamiętać o tym, co zdarzyło się kilka dni wcześniej.
Czy nawet kilkanaście minut wcześniej.
Cały dzień poświęcił na zapoznanie mnie z dwoma tematami. Moimi obowiązkami, jako jego asystentki oraz z planami całego hotelu.
Ilość danych była porażająca i to w obu przypadkach. Uznanie, że głowa mi pękała od nadmiaru informacji byłoby niedopowiedzeniem. Miałam wrażenie, że czaszka za chwilę mi imploduje.

Dochodził do tego jeszcze jeden mały drobiazg. Tak uczciwie patrząc wcale nie taki mały – a mianowicie Maks we własnej osobie.
Niby sobie wszystko wytłumaczyłam.

Niby wiedziałam, że powinnam trzymać się od niego z daleka i nie myśleć o nim inaczej jak o moim mentorze, nauczycielu a finalnie wspólniku.

Że nie powinnam wracać w myślach do tych chwil sprzed kilku dni.

Tylko, że to była teoria.

Wszystko było w miarę w porządku, dopóki trzymał się daleko ode mnie. Jednak, gdy tylko podchodził bliżej, albo pochylał się nade mną być coś mi pokazać, byłam w stanie myśleć tylko o tym czy mnie dotknie i jak cudownie pachnie. I tak jego zapach mnie otaczał, ale ta nieznośna intensywność, gdy był bliżej sprawiała, że przestawałam myśleć.

Oliwy do ognia dolały plany apartamentu. Po informacji, że będziemy mieszkać na 380m2 wbiłam do glowy, ze wszystkie pokoje będą odseparowane. I się uspokoiłam.
Okazało się, że nic bardziej mylnego. Patrzyłam na plany i czułam jak coś zimnego zaciska się na moim gardle.

Odseparowane od reszty były tylko dwa pokoje, najmniejsze, te które mieli zająć Jeffrey z Sean’em. Natomiast dwie pozostałe sypialnie – w tym główna, znajdowały się tuż obok siebie. Gorzej, wchodziło się do obu przez wspólny korytarz. Główną sypialnię miał zająć mój problem z wrzodem na tyłku, a drugą ja. Jednym słowem była to całkowita katastrofa.

Całą moją strategię, by unikać Maksa i jego aktualnej kobiety, diabli wzięli.
Nic dziwnego, że nerwy miałam napięte jak postronki. Jak mantrę powtarzałam sobie, że nie mogę rozmyślać o tym co było. Że to nieprofesjonalne i zachowuję się jak smarkata. Że muszę być dojrzała i rozdzielić emocje od prawdziwego życia i realiów. Że muszę być spokojna i opanowana.
Powtarzałam to tak długo aż uwierzyłam, że dam radę.
I byłam spokojna i opanowana do momentu, w którym Maks nie zbliżył się do mnie o dwa centymetry za blisko. Nie wytrzymałam tego napięcia i podskakując, gwałtownie się odsunęłam.

- Nie przesadzasz? – Syknął. – Nic tobie nie zrobię a ty wzdrygasz się jakbym miał się na ciebie rzucić!

Zdziwiona, aż tak gwałtowną reakcją spojrzałam na niego. O, czyżby Pan Niewzruszony jednak miał jakieś uczucia?
Jego uczucia uczuciami, ale mojego charakteru nie zmieniło jedno postanowienie. Tym bardziej, że to całe napięcie narastało we mnie od bardzo dawna, a teraz znalazło ujście.

Poczuwszy szpilę odruchowo zaatakowałam.
- A pro pos wzdrygania i rzucania się. Czy jako twoja asystentka mam cię zaopatrywać w prezerwatywy, gdy będziesz miał zamiar bzykać się ze swoją aktualną panienką? Wiesz, antykoncepcja, bezpieczny seks i te sprawy. Już powinieneś być świadom konsekwencji seksu z przypadkowymi partnerami.
W momencie, kiedy wypowiadałam na głos pierwsze słowa wiedziałam, że to było bardzo głupie. Jak głupie okazało się, gdy wściekły Maks złapał mnie za ramiona.
- Tak ciebie to interesuje?! Po pierwsze z aktualną panienką będę się pieprzył bez prezerwatywy. Ma porobione badania i jest zabezpieczona. Moje kobiety o to dbają. – Rany boskie, był tak wściekły, ze aż syczał.
- Nie muszę się obawiać, że złapię jakąś zarazę albo spłodzę bękarta. Lubię rżnąć bez gumy. Tak żebym czuł kobietę bez żadnych ograniczeń, gdy suwam się w jej wnętrzu i żebym mógł się spuszczać do woli tam, gdzie mam na to ochotę. Jednym słowem nie, jeśli z nią się będę bzykał to nie kupujesz mi prezerwatyw. Chyba, że będę miał ochotę na orgię z dziwkami. Te jednak rżnę w kondomach. Ale one są już zaopatrzone. Więc też nie będą potrzebne. Chyba, że dołączysz do nas. Wtedy kupisz je dla siebie. Jasne?!
Z każdym jego słowem rumieniłam się coraz bardziej, ale nie opuszczałam wzroku. Tylko nozdrza mi się rozszerzały i miałam wrażenie, że jeszcze chwila i zaczynę sapać. Powinnam go strzelić w twarz za takie słowa, ale nie dam dupkowi tej satysfakcji. I gdy skończył byłam w stanie powiedzieć tylko.
- Tak, jasne.

Staliśmy tak przez chwilę mierząc się wzrokiem, po czym puścił mnie równie gwałtownie, jak wcześniej złapał.
- Skończyliśmy na dzisiaj. Idź coś zjedz, a potem się kładź. Jutro w obroty weźmie cię Josh.

Wyszłam z gabinetu bez słowa, chociaż miałam ochotę walnąć drzwiami tak, by wyleciały z futryny. Zanim zamknęłam drzwi, zdołałam usłyszałam jak coś mamrocze gniewnie pod nosem.
Odpuściłam jedzenie i poszłam do siebie od razu. Jedyne, na co miałam siły to prysznic. Myślałam, że po takim dniu nie będę mogła zapanować nad natłokiem myśli, ale się okazało, że zasnęłam szybciej niż myślałam.

 

Kolejne dni spędziłam już z Joshem, praktycznie nie widując Maksa. Do głowy miałam wbijane wszystkie szczegóły i detale dotyczące głównie hotelu i ochrony. Na co i na kogo mam zwracać uwagę, jak nie dać się złapać na obserwacji i pięćdziesiąt tysięcy innych rzeczy, które są ważne i o których bezwzględnie powinnam pamiętać.

Do tego doszły niekończące się przymiarki krawieckie. Josh wszystkie moje pytania dotyczące nowych ubrań kwitował w jeden sposób.
- Jesteś asystentką Maksa. I musisz tak wyglądać.

 

Myślałam, że ostatni dzień przed wyjazdem będzie podsumowaniem, czymś w rodzaju generalnej narady przed akcją. Okazało się, że jednak nie.
Pomijając przerwy na ostatnie przymiarki mojej wyprawki – tak określałam moją nową garderobę przygotowaną pod kątem wyjazdu, Josh postanowił skoncentrować się na Maksie. Albo bardziej obcesowo, na uświadomieniu mi i przekazaniu, jaki Maks jest naprawdę.
Jakie są jego przyzwyczajenia, upodobania, tego, co świat o nim wie i jak go widzi. Ale również, jaki jest naprawdę. Tego, co uważał za ważne. Tego, czego powinnam się dowiedzieć.
Na początku myślałam, że chce mnie przestraszyć, ale po chwili dotarło do mnie, że to, o czym opowiada jest prawdą. Nie owijał nic w bawełnę, po dłuższej chwili zrozumiałam, że też niczego nie wyolbrzymia.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że wcale nie przerażała mnie czy odrzucała wiedza, jaki jest bezwzględny, ani nawet to, że pierwotnie chciał mnie zabić, by pozbyć się niewygodnego świadka. Najgorsza była dla mnie świadomość jak traktuje i postępuje z kobietami. Były dla niego tylko zabawkami i narzędziem w osiąganiu przyjemności. Niczym więcej, nawet nie nikim więcej.

I co z tego?

I nic!

Te wszystkie jego wady zdawały się tylko bardziej mnie przyciągać. Nigdy nie miałam upodobania do grzecznych chłopców, ale teraz biłam już wszelkie rekordy.
Jedyna dobra rzecz to taka, że chociaż zdawałam sobie sprawę ze swojej głupoty. Co prawda nie na wiele to się zdawało, ale zawsze coś. Wiedziałam, że owoc zakazany kusi, ale gdybym mu pozwoliła na jakiekolwiek zbliżenie, to weszłabym do grona naiwnych kretynek, liczących na coś więcej niż chwilowe zbliżenie.

Wejście jednej z osób przygotowujących moją garderobę wyrwało mnie z tych myśli. Niepokojące było jednak nerwowe wzdrygnięcie Josha i jego dziwna mina.
Pełna złych przeczuć czekałam aż się odezwie.
- Chodź kochanie, Twoja wyprawka jest już gotowa.

To co zobaczyłam – tego się nie da opisać.

Najpierw nie wierzyłam własnym oczom. Po chwili nic się niestety nie zmieniło. Nadal nie wierzyłam własnym oczom.

To wyglądało jak koszmarna garderoba starej panny. Długie spódnice o konserwatywnym kroju. Sztywne bluzki z kołnierzykami, zapinane wysoko az pod szyję. Pensjonarskie buty.

Wszystko tak szare, bezkształtne i tak aseksualne, że aż miałam ochotę zawyć.

Kiedy zastanawiałam się jak w miarę delikatny sposób oznajmić Josh’owi, ze ich pogięło do pokoju wkroczył uśmiechnięty Maks.

- I jak? Podoba się. Wszystko przygotowano tak jak mówiłem?

Słowa kierował w stronę Josh’a, ale mną szarpnęło.

 

Co??! To przez tą gnidę będę wyglądała na 20 lat starzej i 40 kilogramów więcej! Odzyskałam władze nad kończynami. Zdjęłam but i posłałam go w stronę Maksa. Chciałam mu dać nauczkę, przestraszyć go, nigdy nie trafiam.

I właśnie to jęknęłam.

- Nigdy nie trafiam. – Dokładnie w momencie, gdy but walnął tego idiotę w czoło.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XVII
Paradoks – część XIX

 

Polubienia 19
Wyświetlenia 3865

Podobne wpisy:

  • Alexza

    Anka, jesteś boska! (ale to już wiesz) Nie wiem, którego z nich bardziej uwielbiam, ale chyba skłaniam się ku złym chłopcom :)

    • Anna Valetta

      Dzięki. Wracam na tory blogowe :D
      hm …. źli chłopcy nie są wcale tacy źli :P

  • lkolac

    Koniec fajny, ale cos ciezko mi sie czytalo ten kawalek. Teraz sie zastanawiam jak bedzie z tym planowanym napadem bo to albo bybylo trzeba znac albo przezyc. Masz zaplanowane jeszcze dwie czesci. Malo zeby to w dwoch odcibkach ujac. Chyva ze nas zaskoczysz co mam nadzieje sie stanie

    • Anna Valetta

      :D jak odpowiem szczerze to mnie zamkną i będzie po blogu.
      Dajcie pisać :D
      Oficjalna wersja: przedstawione postacie i zdarzenia są fikcyjne :D powstały tylko w wyobraźni autorki :D

      • lkolac

        to bylo z mruganiem oczu czy tylko pusty smiech?

        a tak serio to kiedys czytalam cos o Camilli Länckberg, ze wyslali ja na jakies warsztaty pisania czy cos i zaleceniem bylo pisac o miejscach ktore sie zna i prosze wyszla jej bardzo fajna seria o Fjällback, wiec tylko tak o tym napadzie i zwiadzie, chyba ze masz wyobraznie godna hollywoodzkiego scenarzysty

        • Anna Valetta

          Wyobraźnię to ja mam ( i niech licho ją czasami porwie ..) :D

          widząc coś, do wniosków dochodzę takich a nie innych i nie powiem ile razy musiałam się tłumaczyć, że ja tak sobie tylko pomyślałam.
          A że dziwnym trafem tak było…. hm, no cóż :D

          PS> i dzięki za info – zerknę na sagę autorstwa Camilli. Niestety gust czytelniczy mam ukierunkowany dosyć męsko (Mario Puzo itp.) i tym sposobem czasami coś dobrego mi umyka :)

          • lkolac

            Em. Saga o fjallback to sa kryminaly. Zla kobieto o czym ty myslalas. :D

          • Anna Valetta

            hehehe … myślałam to sobie o wielu rzeczach, ale szybko zerknęłam na opis :)
            Juz mam komplet :D

  • Hannah

    Uwielbiam! i czekam z niecierpliwością na więcej :)

  • Agata

    Oj nie :( Dlaczego ona woli Maksa? Czy tylko mi się to nie podoba? Niech wybierze Josha!

  • s

    A ja tam się cieszę że woli Maxa :P jest bardziej męski :d

    • Agata

      tak, ale działa prawo pierwszeństwa :D

      • Anna Valetta

        :) Nieźle się dzieje.

        • s

          OMG poglądy jak ze średniowiecza :D tam z kolei było prawo pierwszej nocy :p

  • Mario

    Świetne, czekam na więcej!

  • Kasia

    Długo będziemy czekali na kolejną część

    • Kasiu, jak skończę robić rzeczy do pracy (tak, pracuję teraz – niedziela, 17:25 na szczęście w domu i przy komputerze)
      Chciałabym móc tylko pisać – wtedy byłabym w stanie publikować teksty codziennie.
      Niestety muszę mieć kasę na rachunki i życie.

  • anna

    Tyle tu się miało dzisiaj dziać i nic.. pusto

    • Kochani! Ja pracuję!
      Wracam do domu. Tu kolejne rzeczy do zrobienia!
      Teraz usiadłam. Litości.

      • Nie licz na litość Aniu :D
        Dobrze piszesz, to wszyscy łakną więcej, ale ludzie! Dajcie luzu, bo doprowadzenie Anię do furii i tylko ją zastopuje w pisaniu. Będzie trzeba jeszcze dłużej czekać :D
        Aniu, ja też czekam, ale na Ciebie :D

        • Ja na razie to mam zęby w ścianie :D
          Dosłownie. Ledwo ciągnę.

  • mama

    Halo mam problem z dodaniem komentarza.

  • Lidzia

    KOCHAM TWOJEGO BLOGA!Jest uzależniający jak narkotyk. Odkryłam go 3 dni temu, a przeczytałam już wszystko co można na nim znaleźć. Czekam z niecierpliwością na kolejną część i o mało bym nie zapomniała KOBIETO WYMIATASZ !!!

  • Basia S

    Droga Anno,
    Ech. Tak, zacznę od westchnięcia. Kolejną serią, za którą się wzięłam po Diable został Paradoks.
    Sam Diabeł okazał się dobry, ale zarówno tam jak i tu, drażni mnie nadużycie zwrotów „Tobie, Ciebie”, jak dla mnie jest tego stanowczo za dużo – wspominałam już pod Diabłem – i lepiej wyglądałoby w formie „Ci”. Devil przypominał mi „Wygraną” Agnieszki, może dlatego w tak krótkim czasie wchłonęłam całość i serię tę darzę już sympatią. Natomiast jeśli chodzi o Paradoks, już się męczę, co przyznaję ze smutkiem.. Mam wrażenie, że strasznie to mielisz. Tu dzielisz niepotrzebnie wydarzenie na widok ze strony jednego, a później drugiego bohatera, nie dodając nic nowego, znaczącego. W Diable był narrator wszystko wiedzący, będący jednocześnie bohaterką – mnie się nawet podobało. Nawet spojrzenie na sytuację z perspektywy R. było tam dobrze zrobione.
    Paradoks nie jest zły, ale podoba mi się mniej. Pamiętaj, że nie trzeba używać dziesięciu wykrzykników, aby zaakcentować podniesienie głosu, wystarczy jeden, serio. ;)
    Pozdrawiam,
    B.

    • Zaimki … zaimki … zaimki .. .moja pięta Achillesa. Walczę, z różnym skutkiem.

      A co do opowiadań, to cóż. Każde jest inne, każde jest moje. Nie każde będzie się podobać.
      Bawię się nimi, eksperymentuję. I nie ma co ukrywać, że i tak dopiero się uczę pisać.
      Błędów wiele za mną i pewnie jeszcze wiele przede mną.

      Ale dziękuję za wszelkie uwagi. Nic nie sprawia większej radości gdy nie tylko ktoś czyta, ale poświęci również czas i da mi znać jakie są jego przemyślenia .
      Dzięki, :)
      Anka

  • Pingback: Paradoks XVII | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Paradoks XIX | Skrywane pragnienia()