Zapowiedź …Święta z piekła rodem

Nie mogę się pozbyć z głowy ‚Let it snow’. I takie są efekty.
Mała próbka opowiadania, na które już się cieszę …

 

 

- Zabiłaś go! – Usłyszałam krzyk i drgnęłam.
Cholera! Wydawało mi się, że jednak jestem sama i nikt tego nie zobaczy. Piskliwego tonu nie dało się pomylić z niczym innym.
Za moimi plecami musiała stać moja siostra.
To, że widok odciśnie się trwale na jej psychice było bardziej niż pewne. Bardzo się tym przejęłam.

Sama nie lubiłam jadać tego świństwa, więc nie ruszało mnie, że jeszcze ktoś dołączy do tego grona. Młodej się nic nie stanie, a życie jest brutalne.
Niech się przyzwyczaja.
Gorzej, że jej wrzask zaskoczył mnie przy drugim zamachu i ręka mi się troszkę omsknęła. Łazienka wyglądała jakby rzeźnik dał upust swoim sadystycznym skłonnościom.
Pisk siostry wymusił natychmiastowe rozwiązanie tego problemu.
- Takie są skutki pchania się tam gdzie nie wolno. Mówiłam wyraźnie. Nie wchodzić do łazienki! Jak powiesz cokolwiek przy kolacji, stękniesz i nie będziesz chciała tego zjeść to pożałujesz do końca życia. Masz z uśmiechem na ustach wciągnąć wszystko, co dostaniesz na talerz! A teraz wynocha. Już! –
Ostatnie słowo podziałało na nią jak uderzenie. Zamknęła buzię, wycofała się błyskawicznie i po chwili zostałam sama.
Mogłam teraz uważniej rozejrzeć się po łazience. Krew trysnęła imponującą strugą na kafelki, lustro, ręczniki. Wyciągnęłam szyję. Tak, kosmetyki na półce też oberwały.
Cholera ciężka!

W sumie nie powinno mnie dziwić, że coś poszło nie tak.
Od kiedy ruszyłam do domu na święta wszystko szło nie tak.
Zerknęłam do wanny. Cięłam za głęboko, ale może coś da się uratować. Gdy tak patrzyłam na martwego już karpia dotarło do mnie, że jak tylko ojciec przywiezie babkę z lotniska i ta weźmie mnie w obroty będę wyglądać tak samo.
Przemieli mnie, nawet nie pisnę.
A matka przeżuje resztki.

I po raz pierwszy od dawna nie wytrzymałam. Usiadłam na podłodze mając w nosie, że brudzę kolejne rzeczy w tym siebie i się rozpłakałam. Znajdowałam się w ślepym zaułku i nie miałam już jak uciec. A wcale nie tak dawno temu wydawało się, że po raz kolejny wyjdę z tego cyrku obronną ręką.
* * * * * *
Kilka godzin wcześniej byłam szczęśliwa. Był piątek, kończyłam pracę mając po raz pierwszy od dawna pozamykane wszystkie tematy.
Przede mną był długo wyczekiwany urlop i mniej wyczekiwane święta z rodziną. Nie, żebym ich nie kochała.
Problem był inny. A dokładniej problemem była moja matka i jej zapatrywania, że tkwię sama jak taki kołek i koncentruję się tylko na pracy.
Trochę to było wszystko skomplikowane.
Kochałam moją rodzicielkę. Naprawdę! Bardzo mocno! Ale doprowadzała mnie do szału i czasami jej nie lubiłam.
Szczytem moich marzeń nie była rodzina, mąż i dzieci.
Chciałam być szczęśliwa. Ona widziała to inaczej.
Sama ma trójka dzieci. Marek – czterdziestoletni syn, dentysta, ojciec trójki chłopczyków (tak na marginesie diabły wcielone). Julia – 17 letnia córcia, oczko w głowie. I ja, czarna owca. 35-letnia karierowiczka, rujnująca marzenia matki o gromadzie wnucząt.
Na początku były to delikatne sugestie. Potem przeszło to we frontalny atak. Umawianie z synami przyjaciółek, oraz pytania.
Niekończące się pytania i pretensje.
Wyprowadzka z domu po studiach pomogła tylko na chwilę. Nadal żyłyśmy w tym samym mieście. Jeśli nie odbierałam telefonów, mogłam spodziewać się jej wizyty.
Każdego kolegę czy znajomego oceniała, jako potencjalny materiał na zięcia. A mi powoli brakowało tlenu.
Najśmieszniejsze było to, że nie mogłam sobie z nią poradzić. Nie umiałam. Ja, która zarządza grupą ludzi i ma wymagającą pracę, która codziennie zmaga się w firmie ze stresem i umie doskonale z tym sobie radzić. Nie potrafiłam zapanować nad drobną kobietą.
Gorzej, ja się jej najzwyczajniej w świecie bałam.
Efekt był jeden. Uciekłam z Poznania.
Może nie dosłownie, ale inaczej nie da się nazwać przeprowadzki do innego miasta. Uważam, że i tak wytrzymałam długo, bo zwiałam dopiero teraz. Oferta z korporacji w Warszawie spadła mi jak z nieba. Dosłownie.
Sami mnie znaleźli. Inaczej pewnie nigdy bym nawet nie pomyślała, że mogę się starać o to stanowisko. Na szczęście oni uważali inaczej.
I tym sposobem mijało 10 miesięcy, od kiedy przeprowadziłam się do stolicy. Owszem, brakowało mi Poznania, spotkań ze znajomymi, ukochanej strzelnicy. Inne tempo życia, inni ludzie, ale to wszystko rekompensowały mi dwie rzeczy.
Rewelacyjna praca i wspaniali ludzie w firmie, oraz ograniczenie kontaktów z matką.
Telefonu mogłam zawsze nie odebrać, albo mogłam rozmawiać tylko krótko.
A potem wpadłam na bardzo głupi pomysł, który wtedy wydał mi się doskonały. Wymyśliłam sobie faceta.
Lekarz, rozwiedziony, bez dzieci zadowolił moją matkę na tyle, że odpuściła. I tak się przeturlałam do świąt.
Nie cisnęła, żeby nie zapeszać. W końcu taka partia dla takiej starej panny! Istny cud!
Wiedziałam, że z Bożym Narodzeniem może być problem, ale złożyłam sobie gratulacje za wybór takiego, a nie innego zawodu mojego adoratora. Przezornie zostawiłam telefon do mojej matki na ostatnią chwilę.
W ten wydawało się idealny piątkowy wieczór zamknęłam komputer. Spakowałam się rano i wyładowany po brzegi moimi ubraniami i prezentami dla rodziny samochód spokojnie sobie stał na służbowym parkingu. Gotowy do drogi, czekający tylko na kierowcę.
Oczywiście prezenty były ode mnie i Jakuba. W końcu jak kłamać to konsekwentnie.
Sprawdziłam po raz dziesiąty czy wszystko jest ogarnięte lub oddelegowane i patrząc na zaśnieżoną Warszawę zadzwoniłam do matki. Co jak co, ale widok z okien mojego biura miałam zabójczy.
- Hej, będę się powoli zbierać. Trochę pada śnieg, więc pojadę dłużej. Powinnam być do północy w domu.
- Uważajcie. Niech Jakub ostrożnie prowadzi! Już się nie mogę was doczekać.
Odetchnęłam głębiej i rzuciłam się głową w przepaść.
- Mamo, jadę sama. Jakub właśnie do mnie dzwonił, że cofnęli mu urlop. Musi być w szpitalu. Prosił, żeby przeprosić. Jest mu bardzo przykro. Ja też jestem zawiedziona, ale taką ma pracę. – Liczyłam na to, że machając jego zawodem jak chorągiewką odwrócę jej uwagę. 1:0 dla mnie.
- Kochanie, jak przykro. No, ale ma tak odpowiedzialną pracę … – Uff. Najgorsze było za mną. Po raz kolejny mi się upiekło. Poczułam taką ulgę, że trochę przestałam jej słuchać, więc jak grom z jasnego nieba spadło na mnie zdanie.
- Mam nadzieję, że się nie gniewasz. – Rany boskie. O czym ona mówiła?
- Możesz proszę powtórzyć? Miałam jakieś zakłócenia na linii. – Moja matka, zdegustowanym tonem kontynuowała.
- Przecież mówię, że babcia w końcu zdecydowała się przyjechać. Już jej mówiłam o tobie i też się ucieszyła, że pozna wreszcie twojego mężczyznę. A ponieważ tata odbiera ją z lotniska w Berlinie, to ktoś musi oprawić rybę. Wiesz, że Tomeczek jest zajęty i nie da rady. Ja się brzydzę, a przecież Juleczki nie poproszę. Tata miał go zabić wcześniej, ale jeździł z Juleczką w poszukiwaniu sukienki i nie zdążył. Chciałam poprosić Jakuba, w końcu lekarz to powinien wiedzieć jak zabić biedne zwierzę by nie cierpiało. Ale skoro nie przyjedzie, to może ty? Jesteś taka zdecydowana to poradzisz sobie z karpiem.
Nawet nie wiem jak się z nią pożegnałam.
Siedziałam ogłuszona usiłując zapanować nad narastającą we mnie paniką. Zabicie karpia czy cokolwiek miałam zrobić z tą biedną rybą było niczym w porównaniu z moją babcią.
To była katastrofa!
Kobiecina była stara, niesamowicie energiczna, kochana i każde służby wywiadowcze powinny chcieć ją zwerbować.
Wykazywała się tak bezbłędną intuicją i umiejętnością przesłuchiwania, że żaden sekret nie był przy niej bezpieczny. Normalnie byłabym wniebowzięta, że ją zobaczę.
Ale teraz nie było normalnie.
Po dwóch pytaniach w sprawie mojego fagasa będzie wiedziała, że to bujda na resorach.
Dopóki siedziała w Exeter było w miarę w porządku. Przez telefon nie rozmawiałam z nią o sprawach sercowych, a ona się zbytnio nie wypytywała. Nie wątpiłam jednak, że moja nakręcona matka sprzedała jej temat w taki sposób, że gdy mnie zobaczy poruszy go szybciej niż mi się wydaje.
Jednym słowem tkwiłam po uszy w szambie.

Polubienia 10
Wyświetlenia 3298

Podobne wpisy:

  • lkolac

    to nie Let it snow to brak polsatu :)

  • Nawet nie wiem, czy ta ‚Szklana’ leciała na Polsacie. W sumie w tym konkretnym przypadku jestem niezależna, ale jak leci w TV to korzystam. Ra zna ruski rok, (pomijając jeden serial) mogę to pudło odpalić :D

  • Anonymous

    Ooo rozkręca się. Ciekawe co będzie dalej. Pisz pisz spokojnie…. Pozdrowionka Justa. ;)

  • Dalej będzie Kura bojowa. Właśnie mnie zmotywowano :D
    O …. bardzo mnie zmotywowano :D

    A co do ‚Świąt z piekła rodem’ to mam zarys. Oczywiście w czasie spisywania konspektu opowiadanie poszło w zupełnie zaskakującym kierunku ( i teraz mam materiał na dwa). Coś mi się wydaje, że będzie to jedna długaśna historia na święta.
    Żeby tak po Wigilii i Pasterce, kiedy wszyscy nasi kochani pójdą spać, a my będziemy mogli wreszcie odetchnąć, móc sobie usiąść i w spokoju coś przeczytać, pośmiać się i popłakać ze śmiechu.
    Dojrzewam do takiego pomysłu :D
    Zobaczymy czy dojrzeję :D

  • lkolac

    to na calosc bedzie trzeba tak dlugo czekac, jessuss

    a tak swoja droga myslam ze bedzie paredoks

    • O świętach w sierpniu? :D
      Bożego Narodzenia? Chyba bym pobiła wszystkie rekordy.
      Poza tym tych zapowiedzi od groma :) A to, że ja mam świąteczny nastrój w sierpniu … ja to ja. Znajomi już są przyzwyczajeni :D
      Wy dopiero mnie ogarniacie.

      Złość mi przeszła, może będzie Paradoks. Jak na razie wyrwałam się na chwilę z ramion kochającej rodziny i piszę odpowiedzi na maile.
      A mam ochotę na ostrą scenkę. W Kurze co najwyżej teściową zadziabię rożnem, a w Paradoksie mogę sobie pofolgować …..
      Cóż krową nie jestem, decyzję zmienić mogę….
      Zobaczymy co się w nocy urodzi.

  • Anonymous

    A co z sila wyzsza?

    Zaintrygowala mnie tamta zapowiedz ;-) (noe wiem czy dokladnie ten tytul bo mial byc to jako roboczy )

  • Anonymous

    A co z sila wyzsza? Byla juz zapowoedz chyba (o ile nadal jest taki tytul bo mial byc ten jako roboczy)

    • Będzie, będzie … ale się nie rozdwoję.
      Po kolej. :)

  • Anonymous

    bedzie cos dzisiaj ?

    • Ja działam w trybie nocnym.
      Jeśli nie robicie czegoś i przy okazji pod koniec dnia nie zerkniecie na bloga, to proszę nie czekajcie specjalnie.

  • Święta jak zwykle :)