Pechowa ósemka IV

Przytomnie jeszcze w trakcie jazdy zaczęłam szukać pieniędzy w torbie. Chociaż tak naprawdę to usiłowałam je wymacać, bo kompletnie nic nie widziałam. Przy okazji cudem trafiłam na klucze od domu. Trzymałam je mocno w garści, razem z 50 złotowym banknotem wiedząc, że jeśli którekolwiek z nich wrzucę z powrotem do torby to umarł, przepadł, do zakichanej śmierci nie znajdę ich z powrotem.

Gdy taksówka zatrzymała się pod podanym adresem, rzuciłam okiem na licznik, po czym wyciągnęłam w stronę taksówkarza dłoń z banknotem. Jednocześnie zerknęłam na podjazd. I tym sposobem powiedziałam do Bogu ducha winnego kierowcy
- Reszty nie trzeba kurwa. – Facet odwrócił się gwałtownie w moją stronę, a ja zdałam sobie sprawę, że w płynny sposób bez żadnej pauzy wyszły ze mnie dwa komunikaty. Jeden do taksówkarza, natomiast drugi (tak, tak, chodzi o to przekleństwo) był reakcją na stojący przed moim domem samochód Jacka. Westchnęłam ciężko. Przez chwilę zastanawiałam się, czy jakoś tego faux pas nie wytłumaczyć, ale finalnie machnęłam ręką. I tak ten biedak musiał mnie mieć za dziwaczkę, a dzisiaj miałam takiego pecha, że wszelkie próby wyjaśnienia sytuacji mogły się skończyć katastrofą.

Wysiadając rzuciłam tylko przelotnie ‘Dobranoc’ i w szybkim krokiem przeszłam do drzwi wejściowych. Nie zdążyłam. Jacuś wysiadł z samochodu i szybko do mnie podszedł.

- Kochanie, wszystko dobrze? W szpitalu powiedzieli, że Ciebie zatrzymają. Prosili, żebym z Izą wyszedł, bo i tak mnie do Ciebie nie wpuszczą. Jak się czujesz? – Spojrzałam na niego trochę nieprzytomnie. Jakie go poprosili. Pewnie ich z hukiem wywalili z tego szpitala i sprzedali jakąkolwiek bajeczkę, by się ich pozbyć. Stałam teraz przed moim domem, ubrana jak kretynka, po kompromitacji w szpitalu i z eks-mężem przyczepionym jak pijawka. W dodatku szczęka nadal bolała i miałam już najzwyczajniej w świecie dosyć. Byłam mu wdzięczna, bo w końcu mnie tam zawiózł, ale moja wdzięczność miała swoje granice.
- Jacek. Wypuścili mnie na własne żądanie. Chcę się położyć. Wszystko już jest w porządku. – Nie odpuścił. Może chciał dobrze, ale w tym momencie dla mnie to było najgorsze z możliwych rozwiązań.
- Kochanie. Jesteś pewna? Mogę z tobą zostać. Co jeśli znowu się źle poczujesz? – Westchnęłam ciężko. Irytował mnie coraz bardziej. I namolnością i tym zwracaniem się do mnie ‘per kochanie’, ale nie miałam już sił na awanturę.
- Jacek. Gdybym nie mogła być sama, to by mnie nie wypuścili. Chcę się umyć i iść spać. – Teraz już mówiłam przez zaciśnięte zęby. Otworzyłam drzwi, wyłączyłam alarm i odwróciłam się w strone eks, który na szczęście nie wszedł za mną do domu.
- Ale jesteś pewna? – Odetchnęłam głęboko po raz kolejny i najspokojniej jak mogłam powiedziałam.
- Tak, jestem pewna, dobranoc. – Po czym zamknęłam mu drzwi przed nosem. Idąc do łazienki starałam się nie patrzeć w żadne lustro. Nie miałam wątpliwości, że nie chcę zobaczyć jak wyglądam. I nie chcę zobaczyć, jaką widział mnie Pan Doskonały.

Szybki prysznic, środek przeciwbólowy i zanim zasnęłam, sporządziłam w myślach listę rzeczy, którymi muszę się zająć. Zadzwonić do pracy i potwierdzić, czy naprawdę mam wolne do końca tygodnia. Od razu poprosić Agnieszkę by przyjechała do mnie po swoim dyżurze razem z antybiotykiem. Zamierzałam ją również poprosić, by w moim przydomowym gabinecie zrobiła mi leczenie kanałowe. Zrobić porządek w torebce.
Zasypiając pomyślałam jeszcze o jednym. Korzystając ze znajomości sprawdzić, kto miał wczoraj dyżur w Wojskowym i skończył tam wczoraj pracę.

 

Obudziłam się. Zerknęłam na zegar. Po chwili ponownie zerknęłam i jęknęłam.

Skoro wskazówki pokazywały pierwszą, a było jasno oznaczało to tylko jedno. Połowę dnia mam z głowy.
Nie przejmując się drobiazgami w postaci mycia zębów, ubrania i porannej toalety, poszłam do przedpokoju. Torebka oczywiście leżała na podłodze przy drzwiach wejściowych. Przemieliłam zawartość raz, potem jeszcze raz. Przy kolejnej próbie znalezienia telefony zahaczyłam skórą o ostrą krawędź uchwytu do kubka. Westchnęłam, bo niestety nie było innej opcji. Wróciłam z torbą do sypialni i na rozłożonej kołdrze bardzo powoli wysypałam z niej całą zawartość. Na łóżku powstał sporej wielkości kopiec. Delikatnie rozgarnęłam przedmioty i po chwili trzymałam już w ręku telefon.
- Dzień dobry. Tu mówi dr Leśniewska. Panie doktorze, ja chciałam tylko potwierdzić, czy wolne do końca tygodnia, które od pana wczoraj dostałam jest nadal aktualne? – Odpowiedź była satysfakcjonująca. Już chciałam się rozłączyć, gdy mój szef mnie zaskoczył.
- Ale pani Moniko. W piątek pani jest? – Zgłupiałam, bo coś mi nie zagrało. Przed chwila potwierdził, że nie muszę się zjawiać w tym tygodniu w pracy, a teraz mi mówi, że piątek mam być? Odchrząknęłam.
- A gdzie mam być? – Rubaszny śmiech wzbudził moje zaniepokojenie.
- Ależ pani Moniko. Mamy uroczystą kolację całego zespołu, a potem idziemy się bawić. Jaka ta młodzież w dzisiejszych czasach zabiegana. Trzeba korzystać z życia! – I w tym momencie mi się przypomniało. Już od dawna wszyscy piali o najnowszym pomyśle naszego szefa, a mianowicie integracji po godzinach pracy. Wśród wielu protestów stanęło na tym, że najpierw będzie elegancka kolacja, a potem pójdziemy gdzieś do jakiegoś klubu potańczyć. Mój mózg wpadł w panikę, ja byłam jednak jeszcze zaspana i skutkowało to tym, że dr Nowak usłyszał całkiem nieeleganckie.
- Yyyyyyy – Dobry humor nie opuszczał mojego szefa, bo chichocząc jak dziecko rzucił w locie.
- No to pa. – Po czym się rozłączył. Powoli odsunęłam telefon od ucha, kompletnie nie ogarniając, o co w tym chodziło. Uznałam, że do piątku mam jeszcze bardzo dużo czasu i coś wykombinuję. Problem uznałam za tymczasowo rozwiązany, odłożyłam go na bok i tym razem wykręciłam numer do rejestracji.

Agnieszka od razu załapała, o co chodzi. Dyżur kończyła o osiemnastej, miałam więc jeszcze dużo czasu dla siebie. A skoro tak, to co stało na przeszkodzie abym się jeszcze na chwilę położyła? Absolutnie nic.
W sypialni na chwilę zastopował mnie kopiec na łóżku. Spojrzałam na stos przemieszanych rzeczy i z małym wyrzutem sumienia zrobiłam to co było oczywiste. Wrzuciłam wszystko z powrotem do torby i położyłam się spać.

Obudził mnie łomot. Po domu roznosił się huk, zupełnie jak gdyby ktoś kopał w drzwi wejściowe. Zdążyłam tylko pomyśleć co za cholera, odwróciłam głowę, zobaczyłam, że jest prawie siódma. Zerwałam się z łóżka i prawie zabiłam w drodze na dół. Zadyszana otworzyłam drzwi Agnieszce. Chciała mnie opieprzyć. Już widziałam jak wściekła otwiera usta.

Tylko, że nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

Sama byłam zaskoczona jej reakcją i dopiero po chwili złapałam o co jej chodzi. Kocham męskie koszule, no po prostu uwielbiam. Sypiam w nich, a jak mam nastrój to pętam się po mieszkaniu. Oczywiste było, że teraz też w takiej spałam. Od razu zrozumiałam, jakie wnioski wysunęła moja koleżanka. Machnęłam ręką i cofnęłam się do środka, ciągnąc ją za sobą.
- Weź przestań. Ja w tym sypiam. Sama!

Dobra kawa zadziałała prawidłowo. Z żalem zrobiłam ją tylko Adze, ale nie wiedziałam, co mam w szczęce i wolałam nie ryzykować. Zostawiłam ją samopas w kuchni, a sama pobiegłam szybko się ogarnąć. Po chwili, wyglądając i czując się o niebo lepiej, wyłuszczyłam jej wszystko. Pominęłam tylko pewne fragmenty związane z wizytą w szpitalu, chociaż bardzo ogólnikowo wspomniałam, że pobyt tam nie należał do udanych.

Agnieszka była jedną z niewielu osób, z którymi mogłam porozmawiać od serca i powiedzieć prawie wszystko. Wysłuchała, pokiwała głową, rzuciła tekst o szewcu bez butów i zaciągnęła mnie na mój własny fotel dentystyczny.
Kac moralny dopadł mnie w czasie jej cmokania. W ten sposób wyrażała podziw nad wykonaną pracą i tym co zostało zrobione w mojej szczęce.
- Kurcze, kto ci to robił? Genialne. A jak ładnie ząb otworzył. Super robota. Mówiłaś, że trochę tam zrobiłaś zamieszania, ale może pogadaj z nim. Ja bym w ciemno oddala mu moje zęby do robienia. – Z każdym kolejnym słowem było mi coraz bardziej słabo. Za to wypowiedziane przeze mnie poprzedniej nocy słowa w stylu konował , pobrzmiewały w mojej głowie coraz mocniej.
- Nie ma szans. Powiedziałam już, że zbłaźniłam się strasznie i nie ma mowy, żebym tam wróciła.

Stanęło na tym, że mój ząb zrobi jednak ona. Pogadałyśmy jeszcze o pierdołach, zostawiła mi antybiotyk i luźno się umówiłyśmy na piątek, przed zapowiedzianą już wcześniej kolacją.

 

Gdy wyszła stanęłam przed perspektywą dwóch dni wolnego – no w sumie to trzech, w czasie których nic nie muszę robić.No i dostałam na głowę. Stwierdziłam, że taką masę wolnego czasu wykorzystam na generalne porządki. Co prawda święta dopiero za dwa miesiące, ale co mi tam.

Była dziewiąta wieczorem, a ja byłam wyspana. Zaczęłam od gabinetu. Odkurzanie półek, ściąganie wszystkich książek, układanie ich tematycznie i autorami. Wyrzuciłam na środek wszystkie papiery, dokonałam ostrej selekcji rzeczy do wyrzucenia i zniszczenia. Przejechałam jeszcze odkurzaczem i skończyłam o czwartej rano. Wyszło fajnie i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku położyłam się spać.

Następnego dnia podjęłam walkę z ubraniami i poległam na całej linii.

Zastosowałam tym razem metodę mojej matki tzn. wyrzucić wszystko na środek, a potem po kolej wybierać i odkładać na swoje miejsce. Uznałam salon za idealne miejsce do tymczasowego składowania takiej ilości rzeczy, przeniosłam do niego wszystko z garderoby, komód i szafy w pokoju gościnnym na parterze. Stanęłam obok, spojrzałam na olbrzymi stos, który zajął całą powierzchnię salonu i mi się odechciało. Ilość ubrań mnie przerosła.

Wzruszyłam ramionami, bo doszło do mnie, że czym ja się przejmuję. Mieszkam sama. Przecież nic się nie stanie jak to poleży godzinkę dłużej, a ja odetchnę.

Tak jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zostawiłam wszystko w cholerę, zrobiłam sobie herbatę i poszłam do gabinetu obejrzeć film. Mimo, iż wygodniej byłoby oglądać leżąc, to jednak nie żałowałam decyzji o wyprowadzeniu telewizora z sypialni. Podpięłam pendrive do telewizora i obejrzałam jeden film. Potem drugi, trzeci, a na końcu stwierdziłam, że już późno, ubrania mi nie zwieją, a ja powinnam się wyspać.
Położyłam się do łóżka całkowicie przekonana, że wstanę wcześniej i zdążę wszystko zrobić zanim przyjdzie Agnieszka. Nastawienie budzika było już poza zasięgiem moich możliwości i tym sposobem obudziłam się po piętnastej.
Klnąc jak szewc usiłowałam najpierw ogarnąć siebie, a później wydobyć ze stosu cokolwiek do ubrania. W przypływie lekkomyślności wywaliłam z szaf wszystko, nawet już poukładane rzeczy i najzwyczajniej w świecie nie miałam co na siebie założyć. Wszystko od bielizny po jakiekolwiek ciuchy leżało luzem w salonie. Gdybym po raz kolejny przywitała Agę w męskiej koszuli alby by stwierdziła, że jestem stuknięta albo, że mi odbiło.
Efekt gorączkowych poszukiwań był łatwy do przewidzenia. Owszem, znalazłam w końcu coś co dało się ubrać, ale wszystko dokładnie przekopałam, przemieszałam o ile wcześniej można było domniemywać co gdzie znajdę, o tyle teraz wszystko było wszędzie.

Aga zjawiła się punktualnie o czwartej, od razu weszła do gabinetu, zmieniła opatrunek i mnie zastrzeliła.
- No dobra, to przebiorę się u Ciebie i jedziemy. – Spojrzałam na nią nieprzytomnie.
- Że co? – Tym razem ona odwzajemniła się takim samym spojrzeniem.
- Jaj sobie nie rób. Mamy dzisiaj uroczyste bratanie kolacyjno-taneczne. Jak mi wywiniesz numer i nie pójdziesz to wyrwę Tobie wszystkie zęby. Zresztą po pierwsze zajmiemy się rozmową, więc łatwo będzie się wywinąć od ewentualnych zaproszeń do tańczenia. A po drugie wyrwiemy się wcześniej. Poza tym szef z tajemniczą miną obiecywał jakąś niespodziankę. I coś mi mówi, że rzeczywiście to jest jakaś sensacja. Chodzi zadowolony jak kwoka. – Patrząc na Agę miałam charakterystyczny dla siebie pęd myśli, czyli w mojej głowie kotłowało się wszystko na raz. Kolacja, ubranie, burdel w salonie, w co mam się ubrać, o żesz w mordę, co ja rzeczywiście mam założyć. Wiedziałam już, że z kolacji się nie wyłgam, a moja nieobecność nie będzie dobrze widziana. Że tez zawsze muszę sobie komplikować życie. Nie było wyjścia, musiałam skorzystać z pomocy Agi.
- Dobra, ale musisz mi pomóc. – Tym stwierdzeniem ją zaskoczyłam.
- Ale niby w czym? – Nie siliłam się nawet na tłumaczenie, tylko zaciągnęłam ją do salonu. Chyba było warto, bo po raz pierwszy usłyszałam Agę wymawiającą.
- Kurwa jasna pierdolona mać.

Westchnęłam smętnie.
- No właśnie. Planowałam zrobić generalny porządek i sił mi starczyło na wsadzenie wszystkich rzeczy tutaj. – Aga spojrzała na mnie badawczo i zaintrygowana zapytała.
- Masz jakieś dziecko? – Zastrzeliła mnie tym pytaniem.
- Nie, a co?
- To dlaczego tu wszystko jest takie jakieś przekopane? – Wiedziałam, że starała się mnie nie urazić, ale rzeczywiście wyglądało to jak po tajfunie. Mi już było wszystko jedno.
- Majtek nie mogłam znaleźć. – Wysoko uniesione brwi, rosnący na twarzy uśmiech i po chwili Aga zaczęła się śmiać.

Machnęłam ręką, zostawiłam ją oparta o ścianę i chichoczącą jak potłuczona i wstawiłam wodę na kawę.

W końcu się opanowała i wspólnie rozpoczęłyśmy poszukiwania czegoś, co będzie odpowiednie na wieczorną galę. Wybór miejsca mówił sam za siebie. ‘Piano Bar’ w Starym Browarze jednoznacznie informowało jak wielkie znaczenie do tej kolacji przywiązuje nasz szef. Nie mogłyśmy go zawieść.

Aga była dobra. Po dłuższej chwili miałam powyciąganych kilka sukienek, etolę, jedwabne szale. Zastanawiałam się co wybrać, gdy nagle usłyszałam.
- Rób co chcesz, ale to musi pasować do nich. – Moim oczom ukazały się jedne z moich ulubionych butów. Całkowicie niepraktyczne, na koturnie i obcasie, beżowe i stanowiące obiekt zazdrości u kobiet. To były buty nie do chodzenia. W tych butach się siedziało i wyglądało.
Od razu pomyślałam, że będę miała idealną wymówkę by nie tańczyć. Wybór ubrania był prosty. Czarna ołówkowa sukienka, beżowa etola z norek, malutka torebeczka. Zaszalałam z fryzurą i makijażem i w efekcie wyglądałam jakbym szła do opery, a nie na służbową kolację.

Aga jęknęła, że teraz wygląda jak Kopciuszek, więc machnęłam makijaż i jej.

Po czym okazało się, że nawet jak się wściekniemy to nie zdążymy dojechać do Browaru. Wykonałam telefon do dr Nowaka, że jesteśmy w drodze, po czym na spokojnie poczekałyśmy na taksówkę i pojechałyśmy na kolację. Byłyśmy spóźnione ponad pół godziny.
Taksówkarz wysadził nas pod schodami na wysokości Andersi.
- Myślisz, że ktoś oprócz nas się tak spóźnił? – Spojrzałam na nią gwałtownie tracąc jednocześnie równowagę. W ostatniej chwili złapałam się poręczy na schodach i dzięki temu nie zleciałam w dół.
- Oszalałaś?! Wszyscy byli pewnie do obrzydliwości punktualnie. Nastaw się psychicznie na wielkie wejście. – Gdybym była wiedziała. Prawie zawsze tak miałam, że jedno mówiłam i to się realizowało, owszem, tylko tak trochę na opak. Kiedyś powiedziałam, że nie mogę gdzieś iść, bo mam w domu awarię – mając na myśli zacinające się w drzwi. Poł godziny później dzwoniłam w panice do speca, bo mi pękła rura i miałam na ścianie w salonie wodospad. Przykładami mogłabym sypać jak z rękawa.

Skoncentrowana na wchodzeniu olałam myśl, która od razu mi przemknęła jak będzie wyglądało to wielkie wejście.

Stanęłyśmy przed drzwiami restauracji, spojrzałyśmy na siebie z uśmiechem. Obie prezentowałyśmy się nadzwyczaj korzystnie, po czym weszłyśmy do środka.
Cała część restauracyjna była przeznaczona dla nas. Szał ciał i uprzęży, Stoły ustawione w kwadrat, białe obrusy, świece.
- O są nasze gwiazdy, drogie panie, zapraszam do mnie, zapraszam – Spojrzałam w stronę z której dobiegł mnie głos dr Nowaka i zbladłam jak ściana.

Zobaczyłam mojego szefa machającego do nas ręką i siedzącego obok niego Pana Doskonałego.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część V
Pechowa ósemka – część III

Polubienia 21
Wyświetlenia 3412

Podobne wpisy:

  • Cam

    O kurczaczek :) już się nie mogę doczekać kolejnej części :)

  • Martix

    Aaaa! Wspaniałe! Pisz dalej! PROSZĘ !!

  • Styna

    Boskie!!! Tego mi było trzeba!!! Czekam na ciąg dalszy…. ;)

  • Lena

    Rozdział cudowny! He he, a końcówka najlepsza:-) Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału. Dzięki:-)

  • Weronika A.

    Rewelacja :) Już się śmieję na myśl, co będzie w kolejnej części :DDD Pozdrawiam.

  • Dzięki :)
    Bawię się świetnie pisząc i cieszę się, że macie równie dobrą zabawę czytając „Pechową ósemkę”

    • lkolac

      No mam tez. Sie ciesze ze znow piszesz, ale dlaczego z glownej bogaterki jest taka spiaca niezorganizowana krolewna. Tzn spiaca krolewna juz byla w diable a teraz jeszcze niezorganizowana. Przeciez nie da sie byc polzycia nieprzytonnym :D

      Gdzie paradoks!!!!:D :D

      • Da się być pół życia nieprzytomnym :D
        Poza tym nie przeginajmy. Gdybyś miała taką akcje z zębem to w końcu, gdy przestałoby boleć też byś spała aż miło :)
        Hm .. ale rzeczywiście … coś monotematyczne te baby. Tylko by spały i spały.
        Złożę skargę, zażalenie, wpiszę się do księgi i tych klientów obsługiwać nie będziemy :D

        Paradoks …
        ttaaaaaaak :D
        No właśnie…….. Coś miałam sprawdzić. Cholera… a jak myślisz? :D

        • Lkolac

          PEwnie gdzies WYJ384NY w kosmosie albo na ksiezycu
          Tak wiem musze poczekac krolewna niezorganizowana jest na tapecie doba ma 24h, dni sa coraz krotsze pracowac trzeba obiad sie nie ugotuja szmata chalupe trzeba posprzatac, a najgorsze ze nie ma kto ci herbaty zrobic, a nawet wody nie zagotuja, bede jeczec co komentarz

          Gdzie paradoks?

          No gdzie on gdzie?

          • Paradoks? Wchodzi w inną czasoprzestrzeń.

            Na razie pracuję. Potem usiądę do „Diabła”.
            Przeżyjesz? Czy wejdziesz w fazę lamentów? :)

          • Lkolac

            Nazrem sie jakis tabletek uspakajajaco nasennych pojdem spac a jak za tydzien sie obudze to moze juz bedzie.

            Oczywiscie ze lament bedzie. I oczywiscie ze nikomu nie dogodzisz.

            A tak serio.
            Gdzie paradoks?

            :D

  • Cieszę się, że wróciłaś i oczywiście czekam na ciąg dalszy… wszystkiego :D

    • :D Dzięki. Właśnie siedzę nad halloweenową opowiastką w dwóch częsciach :D Już zdażyłam się popłakać, mam nadzieję, że się spodoab

  • Cam

    Kiedy kolejna część ??

    • Piszę teraz wampirzycę :D dwie części (powiedzmy takie sezonowe opowiadanie – tak samo jak będzie opowiadanie świąteczne, noworoczne, walentynkowe i na noc kupały ).
      Pechowa ósemka w ten weekend będzie, albo wcześniej :D
      Na razie jestem przesiąknięta Halloween :P

      • Cam

        Super :) juz sie nie moge doczekac :)

  • Lepiej być nie mogło. Z niecierpliwością czekam na dalszy bieg wydarzeń.
    Pozdrawiam

  • Pingback: Pechowa ósemka III | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Pechowa ósemka V()