Pechowa ósemka III

Zamurowało mnie. Najzwyczajniej w świecie zamarłam z szeroko otwartymi oczami. Nie ma co ukrywać, że od wypadku tkwił w mojej głowie, ale absolutnie nie liczyłam na to, że go jeszcze zobaczę. Teraz wziął mnie niejako z zaskoczenia. Na chwilę wszystko wokół przestało istnieć. Poczekalnia, ludzie, awantura. Wszystko znalazło się daleko, poza mną. Istnieliśmy tylko on i ja.

Zapatrzona jak cielę w mojego wybawcę, dopiero po chwili zorientowałam się, że nie odwzajemnia mojego spojrzenia, tylko ze zmarszczonymi brwiami wodzi wzrokiem po mojej szczęce. W tym momencie łupnęło mnie solidniej i od razu przypomniałam sobie, dlaczego chciałam jechać na ostry dyżur.
Jęknęłam, a w odpowiedzi usłyszałam wypowiedziane głębokim, chropowatym głosem słowa.
- Genialne. Wiedziałem, że pożegnam szpital spektakularnie i z hukiem. Jak można się doprowadzić do takiego stanu?

Nie wiem czy to było pytanie do mnie, czy nie. Zignorowałam je, bo ból powrócił ze zdwojoną mocą i dopiero teraz zaczęło mnie solidnie rwać. Okazuje się, że fizyczne cierpienie jest niezłym lekiem na wszelkiego rodzaju rozterki. W nosie miałam już, że trzyma mnie w ramionach Pan Doskonały, że mój eks i jego aktualna flama przyczyniają się do powstania kolejnej miejskiej legendy. Bolało mnie tak, że byłam tylko w stanie wybiórczo rejestrować kolejne wydarzenia.

Mój wybawca ze mną na rękach, idący korytarzem.

Oddalający się odgłos potężnej awantury w izbie przyjęć.

Stukot butów po szpitalnej posadzce.

Ułożenie mnie na fotelu dentystycznym.

Ostry zapach środków antyseptycznych.

Ostre światło lampy.

Zapach pochylającego się nade mną Pana Doskonałego.

I ten chropowaty, doskonały męski głos mówiący.
- Weź ją mocno przytrzymaj. Jeden wielki ropień. Tniemy na żywca. Nie wbiję się ze znieczuleniem.

Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ciąć będą właśnie mnie. Zanim zdążyłam zareagować, ktoś objął mnie mocno od tyłu przyciskając do fotela jedną ręką i unieruchamiając głowę drugą, a potem zemdlałam.
W końcu opatrzność się nade mną zlitowała, bo w swojej głupocie pobiłam wszystkie możliwe rekordy. Stan zapalny, zbierająca się ropa i opuchnięta szczęka. Byłam na granicy utworzenia się przetoki. Za sam fakt doprowadzenia się do takiego stanu powinni mnie wywalić z roboty. Cholera, sama bym wywaliła takiego głupiego pracownika na zbity pysk. Tymczasem tym głupkiem okazałam się być ja. Utrata przytomności uchroniła mnie od atrakcji w postaci cięcia dziąsła skalpelem bez znieczulenia, by uwolnić ropę.

Ocknęłam się po fakcie. Bolało nadal, ale co to było w porównaniu z poprzednim rwaniem. Leżąc nieruchomo z zamkniętymi oczami, dochodziłam powoli do siebie. I usłyszałam głosy. Najpierw dotarło do mnie, że rozmawia ze sobą dwóch mężczyzn. Potem, że jednym z nich jest Pan Doskonały. A potem usłyszałam co mówią.

- Daj spokój. Jak nie ma ubezpieczenia to zapłacę za to z własnej kieszeni. W końcu tu się nie będzie leczyć. Spójrz na nią. Pewnie urwała się z burdelu w czasie robienia loda. Zarzuciła byle co. Zresztą widać, że to nawet nie potrafi dobrać stroju. Kto w dzisiejszych czasach nosi takie spodnie ze szpilkami? A szkoda, wygląda całkiem sympatycznie. Sprawdzaliście jej torebkę? Może ma jakieś dokumenty? – Drugiego rozmówcę niezbyt interesowały moje dane osobowe.

- Skąd wiesz, że to dziwka?

- Był taki jazgot w izbie, że aż tam zajrzałem. Jakaś inna panienka awanturowała się, chyba z klientem. Jednoznacznie określała naszą pacjentkę. Mówię Tobie, w życiu nie myślałem, że będę świadkiem takiej sceny. Niezły ubaw. Postałbym dłużej, ale nasza panienka leżała na podłodze. Najpierw myślałem, że jest pijana, ale jak zobaczyłem jej szczękę to już wiedziałem co jest. Skąd taki bezmiar ignorancji? Przecież ją musiało już wcześniej nieźle boleć. Wkurza mnie to, że zawsze czekają do ostatniej chwili.

Przestałam go słuchać. Nie mówił nic innego od tego co ja sama powtarzałam niektórym pacjentom.

Teraz miałam inny problem. Jakim cudem ja mam wyjść z tego cyrku z twarzą. Najchętniej bym po prostu uciekła, ale niestety po pierwsze oprócz mnie na sali było przynajmniej dwóch innych ludzi, po drugie jak mam stąd się cichcem ulotnić, a po trzecie gdzie do jasnej cholery może być moja torebka?!

 

Nagle usłyszałam stukot obcasów. Szybkie i coraz głośniej rozbrzmiewające kroki.

- Panie Doktorze. Proszę tu podpisać. O i tutaj również. Niestety nie zdążyła się zarejestrować i … – monolog pielęgniarki przerwał zdecydowany męski głos.

- Jeśli się nie da inaczej trudno, zapłacę ja. W końcu samodzielnie zdecydowałem o przeprowadzeniu zabiegu, bez wcześniejszej konsultacji. – Kobieta jednak nie odpuszczała.

- Oj Panie Doktorze. Na pewno coś się uda zrobić. Czy ktoś już sprawdzał jej torebkę? Znaleźliśmy ją na izbie przyjęć. Mam ją nawet ze sobą. – I zanim ktokolwiek zareagował usłyszałam dźwięk rozsuwanego zamka. Zdążyłam tylko pomyśleć, że chyba w środku mam dużo rzeczy, ale niekoniecznie dokumenty bo jakoś ostatnio je wyciągałam, ale już nie pamiętam żebym z powrotem je wrzucała do środka, gdy nagle usłyszałam ten drugi męski głos.

- O żesz, ja pierdolę. - Po czym nastała cisza. Ale taka cisza, cisza. Żadnego dźwięku.

Zaryzykowałam, otworzyłam oczy, powoli odwróciłam głowę w stronę skąd wcześniej dobiegała rozmowa i moim oczom ukazał się całkiem komiczny widok. Pielęgniarka trzymała moją szeroko otwartą torbę na biurku. I cała trójka wpatrywała się z osłupieniem w środek. Gorączkowo zaczęłam myśleć co u diabła ja mam takiego w środku, co wywołało aż taką reakcję. Nie przychodziło mi do głowy nic niezwykłego. Na szczęście towarzystwo przy mojej torebce odblokowało.

Pan Doskonały, z wyczuwalnym w głosie niedowierzaniem zapytał.

- Rany boskie, co to jest?

Nie wiem czy to kwestia płci, czy podobnej zawartości torebki spowodowała, że pielęgniarka zaczęła wymieniać.

- Widzę jakieś kable, chyba mysz komputerową, pilot do telewizora, klucze, słuchawki, butelkę z wodą, karton soku pomidorowego, ładowarkę do laptopa, korale, lakier do paznokci, dezodorant, kawałek drewna, doniczkę, książkę, komórkę, notes, długopisy, nawóz do orchidei, buteleczkę z atramentem, kubek, uchwyt od kubka, młotek, śrubokręt, zszywacz, chusteczki higieniczne, dysk przenośny, kalkulator, chyba kalendarz, drugi kalkulator. – W tym momencie spojrzała z niedowierzaniem na obu mężczyzn i zadała pytanie.

- Ale dlaczego dwa kalkulatory?

Pan Doskonały odezwał się, chyba sam nie wierząc, że to jest prawidłowa odpowiedź.

- Jeden biały, drugi czarny?

 

I w tym momencie kichnęłam.

Trójka szperaczy odwróciła się jak na zawołanie w moją stronę. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę w milczeniu, ale spojrzenie Pana Doskonałego utwierdziło mnie w jednym. Za nic w świecie się nie przedstawię, nie podam moich danych. Zbłaźniłam się już okropnie i wolałam bardziej nie.

Wystarczająco wstydu najadłam się doprowadzając się do takiego stanu. Połączenie tego z moim nazwiskiem przekraczało moje możliwości. Wolałam już być dziwką bez kasy niż durną lekarką, która idealnie wpasowuję się w dowcip o dwóch architektach.

‘ Stary jak sobie przypomnę jak myśmy studiowali, to boję się iść do lekarza’.

 

Byłam w stanie ruszać szczęką, wydałam więc dźwięk, postanawiając wpasować się w przypisaną już mi rolę.

- Ile? – Wiedziałam, że gdzieś w torebce mam pieniądze. Niedawno wypłacałam większą sumę z bankomatu, w tym chaosie nazywanym torebką nie mogłam znaleźć portmonetki, więc wszystko wrzuciłam luzem do torby. Czyli kasa gdzieś jest.
Zsunęłam się wdzięcznie z fotela. Dziwką mogę być, ale nie będę lazła jak krowa. Delikatnie dotknęłam dłonią policzka. Opuchlizna się zmniejszyła, zresztą nie czułam już tego bolesnego napięcia. Cholera, dobry był! Rozciął mi dziąsło i otworzył ząb, przygotowując go już do leczenia kanałowego. Dokładnie to samo zrobiłabym w identycznym przypadku. Czułam tylko lekkie ćmienie, ale nic dziwnego. Ropa nie rozpychała mi się już od środka.

No dobra, czas wziąć byka za rogi. Podniosłam brew i powtórzyłam już głośniej.

- Ile się należy?

Dziwiło mnie, że obaj mężczyźni stoją jak słupy soli, wpatrując się we mnie bez słowa. Za to pielęgniarkę odblokowało.

- Dokumenty proszę. Co Pani sobie myśli? – Spojrzałam na nią i odetchnęłam głębiej. Wyglądało na to, że nie wywinę się tak łatwo. Wyobraźnię zawsze miałam dobrą, pomyślałam tylko co kobieta upadła by powiedziała w takiej sytuacji i stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia.

- Weź lala nie przesadzaj. Zapłacę i po krzyku. – Po czym wzruszyłam ramionami.

Już wcześniej wiedziałam, że coś jest inaczej tylko nie potrafiłam sprecyzować co. Gdy wykonywałam ten gest olśniło mnie. Nie mam stanika. Moje niczym nie skrępowane, okryte tylko koszulką piersi, swobodnie się kołysały. Niestety nawet uwięzione w biustonoszu przyciągały wzrok. A teraz? Wyrwane na wolność postanowiły zaprezentować się w pełnej krasie. Na sali było chłodno, nawet nie musiałam zerkać by wiedzieć, że sutki z zimna zesztywniały. Nic dziwnego, że obaj panowie siedzieli cicho, mając niejako płacone w naturze za wcześniejszą pracę.

To było silniejsze ode mnie. Zresztą zawsze byłam przeczulona na punkcie moich piersi. Zawsze za duże, przyciągające uwagę mężczyzn i za cholerę niedające się zamaskować. Zawsze peszyło mnie takie zachowanie mężczyzn. Myślałam, że się już uodporniłam, a okazało się, że jednak nie.
Odruchowo owinęłam się swetrem i skrzyżowałam ramiona, by się zasłonić. Speszyłam się i poczułam obnażona. Teraz syknęłam.

- Ile płacę? – Już nie trzymałam się roli głupiej dziuni.
Coś błysnęło w oku Pana Doskonałego, ale byłam zbyt zażenowana by to zauważyć.

- Jakoś się dogadamy. Zwłaszcza, że musi pani kontynuować leczenie. – Nie wiem, co miał na myśli, ale nie mógł dać gorszej odpowiedzi. Wyczerpana bólem, Jackiem, Izunią, cięciem na żywca, ogromem własnej głupoty i wstydem związanym z takim obnażeniem, zapętliłam się na moich piersiach. Nie wiem dlaczego ubzdurałam sobie, że teraz będzie chciał sobie pomacać to co zobaczył. Dziwka się nawinęła, to trzeba skorzystać. Przestałam myśleć i zareagowałam odruchowo.

Ostro zaatakowałam.

- Co Ty sobie myślisz?! Że taka robótka kilka minut na fotelu już jest warta więcej niż kilka banknotów? Zrobiłeś swoje i wystarczy. Zapłacę i żadnych więcej wizyt w tej trupiarni!
Skurczybyk był opanowany. Nawet nie drgnął. Aczkolwiek musiałam poruszyć w nim jakąś strunę, bo też przeszedł na ty.

- Nic sobie nie myślę. Martwię się o pacjenta, a Ciebie bym kijem nie tknął. Zresztą w tej trupiarni, jak raczyłaś określić to miejsce, mnie już nie zastaniesz. Od jutra już tu nie pracuję. Byłaś moją ostatnią pacjentką. Ale obawiam się, że z takim podejściem trafisz to ponownie i to niedługo.

Ja miałam już stan, który nazywam szarżą. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że należy mnie zostawić w spokoju, nie odzywać, nie oddychać. Atakuję wtedy na oślep wszystko, co się rusza. A tej chwili w ręce pchał mi się Pan Doskonały.

- Należy tylko pogratulować, że takiego konowała już nie będzie. Wyrzucili Cię, czy jest to tak zwane rozstanie za porozumieniem stron? Pytanie ile zdążyłeś mi zębów spieprzyć. – Przesadziłam. Już wypowiadając te słowa wiedziałam, że zdrowo przegięłam. Był cholernie dobry w tym co robił i o tym wiedział. Wściekł się, ale tylko profesjonalizm i chyba dobre wychowanie nie pozwoliły mu podejść do mnie i mi przywalić. Ja chyba bym się nie opanowała.

Stał nieruchomo i tylko wyraz jego oczu powiedział mi jaki jest wkurzony.

- Wynoś się. Natychmiast! – Nigdy nie słyszałam tak zimnego i martwego głosu.

To było jak oblanie kubłem zimnej wody. Przez moją głowę przetoczyło się w błyskawicznym tempie stado myśli. Debilka, kretynka, suka były najłagodniejszymi określeniami, które mi przemknęły. Zachowałam się jak pomylona wariatka, prostaczka i imbecyl. Musiałam stamtąd jak najszybciej uciec. Czułam jak na moje policzki wpełza krwisty rumieniec i że wyglądam teraz co najmniej komicznie, o ile nie żałośnie.

Podbiegłam do osłupiałej pielęgniarki, wyciągnęłam z jej rąk torbę nie sprawdzając zawartości i wybiegłam na korytarz.

W błyskawicznym tempie opuściłam szpital i ruszyłam w stronę Sheratona. Przed hotelem powinny stać jakieś taksówki. Nie odważyłam się zatrzymać żeby poszukać telefonu i zadzwonić po taryfę. Chciałam stąd jak najszybciej zniknąć. Przebiegłam ulicę modląc się by akurat nie nawinął się jakiś nadgorliwy policjant i wsiadłam do taksówki.
Taksówkarz nie tak ubrane osoby pewnie widywał, bo nawet mu powieka nie drgnęła gdy mnie zobaczył. Początkowo planowałam zmienić środek transportu, ale potem pomyślałam, że przecież nikt nie będzie o mnie wypytywał.

Takie indywidua to się omija z daleka i wspomina ze zgrozą na kolacji u znajomych. Podałam mój adres i obserwując mijane domy zaczęłam się zastanawiać co się u licha stało.

Jakim cudem zachowałam się jak chamka i niepoczytalna wariatka.

I przede wszystkim jak zemści się na mnie ta sytuacja. Bo, że zemści to wiedziałam na pewno.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część IV
Pechowa ósemka – część II

Polubienia 26
Wyświetlenia 3627

Podobne wpisy:

  • Cam

    Kocham to opowiadanie, a opis torebki jest genialny (wstyd sie przyznac ale jakze prawdziwy). Nie moge sie doczekac na dalsze czesci :)

    • Wstyd się przyznać, Otworzyłam swoja torebkę :D

      • Agata

        Nosisz ze sobą torbę podróżną? Jak w normalną torebkę może się to wszystko zmieścić? :D

        • zrobię jej zdjęcie i wrzucę link .. torba jest super … :D
          ja jestem w niej zakochana – ze wzajemnością :P

          • A Wiesz, że robili badania i okazało się, że z zawartością przeciętnej damskiej torebki można przeżyć w dżungli pół roku? Z zawartością mojej pewnie ze dwa lata :D
            Mój mąż często pyta:
            - Masz miarkę?
            - Mam :D
            - Nóż?
            - Śrubokręt?
            - Ognia?

            Zawsze wszystko mam :D

          • Hahahaha …. wiem, wiem .. zdaje się, że o tym jakiś czas temu rozmawiałyśmy :D

            I problem polega na tym, że jak zrobię „porządek” (co polega na usunięciu teoretycznie zbędnych rzeczy), to akurat to właśnie co wywaliłam jest mi niezbędnie potrzebne i konieczne.
            Po kilku takich wpadkach staram się nie ryzykować:P

          • Tutaj o tym pisałam i nawet zważyłam swoją torebkę :D
            http://mikakamaka.pl/tak-se-mysle/poduszka/chaos-pod-moja-pacha/

          • O cholera. Nie czytałam tego :P
            Jednak mi mówiłaś, ale zaraz będę wchłaniać w siebie ten tekst.
            Dzięki :D

  • jasmine

    Serdecznie dziękuję za tą kolejną część ;> Jak zwykle genialna :3 Czekam z utęsknieniem na kolejne opowiadania – Kurę, Paradoks i te, których zapowiedzi pojawiły się na blogu. <3 I przyznaję się – to ja tak namiętnie wchodziłam na tą stronę podbijając licznik ;p Obyś znalazła na nas jak najwięcej siły i czasu :*

    • Proszę :) Największa dla mnie radość, że innym też się podoba.
      A z pisaniem to jest tak, że … samo mi się pisze. Po prostu muszę mieć tylko względnie wypoczęty umysł i głowę czystą od problemów świata doczesnego.

      A z licznikiem, to nie wiem czy widzisz, ze go usunęłam. Oczywiście, że widać ilość odwiedzin przy poszczególnych opowiadaniach, ale opieram się na Google Analytics, które wyłapuje bardzo dużo ciekawych rzeczy :)

  • lkolac

    Nie powiem podobalo mi sie. Torebke powinnas uporzadkowac, ja robie przeglad co tydzien i co tydzien wywalam czesci od rowerow,kawalki rur i ogolnie smiecii. Ja czekam na paradoks a ty tu oczy mylisz!!!!!

    • Nie powiem – dzięki!

      Hehe .. i w tyłek dostałam :P
      Do ‚Paradoksu” muszę sprawdzić jedną rzecz i uczciwie się przyznaję, że mi się nie za bardzo chce :(
      PS. Ale siedzę teraz przed kompem i płodzę kolejny wpis! O! :D

      • lkolac

        No i prosze bez gwaltu sie obeszlo :D

  • django

    Zaglądam do Ciebie co chwilę i wreszcie się doczekałam, jestem zachwycona tym opowiadaniem! Część genialna – jak zwykle zresztą :) Przy opisie torebki padłam!
    P.s. planujesz wersję beta Diabła?

  • ja

    kochana szukaj tej potrzebnej rzeczy i pisz paradoks bo z utesnieniem czekam

  • Lena

    O Boże, Boże – jeszcze nie zaczęłam czytać, a już się uśmiecham do siebie:-) Jesteś kochana, że akurat wrzuciłaś nowy rozdział Pechowej ósemki. Bardzo mi się spodobało to powiadanie i już nie mogę się doczekać, aż zacznę czytać to cudeńko (nadal beka na twarzy). Dzięki, dzięki wielkie. Z góry mogę napisać, że rozdział jest fantastyczny:-) xD

    • hahahaha … :D
      dzięki za olbrzymie zaufanie ( w końcu dokonałaś oceny nawet nie czytając)

      A na poważnie to olbrzymie podziękowania powinny iść również do Oli. Dała życie ‚Pechowej ósemce’.
      Dziękuję Alexz :)

      • Lena

        I nie myliłam się. Rozdział był fantastyczny. Reakcje bohaterów po prostu mnie rozbroiły:-) Jeszcze raz wielkie dzięki Tobie i Oli:-)

  • Ach te kobiety, ciekawa sytuacja się wywiązała. Cóż, lecę dalej, Nie ukrywam, że zżera mnie ciekawość, w jakim miejscu się teraz spotkają.

  • Pingback: Pechowa ósemka II | Skrywane pragnienia()