Paradoks XX

 

Może i bym się przejęła, ale po tej metamorfozie czułam się cudowna, piękna i jedyna w swoim rodzaju. Uśmiechnęłam się szeroko do Sean’a i przechodzącego w tym samym momencie managera hotelu. Francuz spojrzał na mnie, odpowiedział odruchowo uśmiechem i zatrzymał się w miejscu. Widocznie dotarło do niego na kogo patrzy.
- Mademoiselle Anna? – Zdziwienie brzmiące w jego głosie było muzyką dla mojej duszy. O ile było to w ogóle możliwe, uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i lekko skinęłam głową. Byłam gotowa na konfrontację z bestią.

- Sean, jadę na górę. – Odpowiedziało mi stęknięcie i jęk.
- To ja idę do baru. Napiję się chociaż, zanim mnie Maks zastrzeli.
- Oj nie przesadzaj. – Byłam w takim nastroju, że góry mogłam przenosić. – Zawsze możesz mu powiedzieć, że wykazałam się skandaliczną niesubordynacją. Zignorowałam jego zalecenia, twoje groźby i miałeś do wyboru zapłacenie rachunku, albo wywołanie mega skandalu ze mną w roli głównej. Możesz mi wierzyć, uwierzy w to bez żadnych zastrzeżeń.

Sean nie wyglądał na zbytnio pocieszonego moimi słowami, ale ja już w podskokach przemieszczałam się w stronę windy. Nie mogłam doczekać się chwili, gdy Maks mnie zobaczy. Czy też mu się spodobam i zareaguje na mój widok tak jak inni?
Nie mogłam się opanować i jeszcze jadąc do góry podziwiałam swoje odbicie w tafli lustra. Cholera! Było idealnie! Sama się sobie podobałam, nigdy wcześniej nie czułam się tak piękna. Patrząc na swoje odbicie widziałam niesamowity blask oczu. Cała jakoś promieniałam.
Totalnie w nosie miałam Alice. Chciałam by jak najszybciej zobaczył mnie on. N,awet się nie zastanawiałam co zrobić czy jak się odezwać. Po prostu musiałam jak najszybciej mu się pokazać.

Winda wjechała na ostatnie piętro, drzwi się otworzyły, ja wyszłam i na tym się skończyło.

W apartamencie panował półmrok, rozświetlony tylko małymi lampkami i światłami miasta.

- Jeffrey? – Nie wiem dlaczego zawołałam drugiego mężczyznę z ochrony, a nie Maksa. Odpowiedziała mi cisza. O cholera! Czyżby nikogo nie było? Jeśli Jeffrey był nieobecny, to Maks i jego flama pewnie też. Zajrzałam do salonu i gabinetu, jakby jakimś cudem coś mogło mi uciec.

Pustka.

Nie było nikogo.

I tak jak byłam pełna energii, tak straciłam skrzydła. Przecież raczej oczywiste było, że nikt nie siedział bezczynnie i czekał, aż się objawię w mojej nowej postaci. Nie za bardzo wiedząc, co powinnam teraz zrobić, po prostu poszłam do siebie. Czy powinnam zostać w pokoju? A może jednak zejść na dół i dołączyć do Sean’a? Albo w ogóle wykazać się całkowitym brakiem subordynacji i wyjść poza hotel? W końcu trwał festiwal w Cannes. Co z tego, że był czwartek. To jest jedno z tych miast, w których nocne życie toczy się na okrągło, a nie tylko w piątkowe i weekendowe wieczory.

Nawet nie wiem, kiedy dotarłam do siebie i skuszona światłami tego szalonego miasta, wyszłam na taras. W takim miejscu mogłabym zamieszkać. Nie miałam na myśli tego miasta, ale miejsce nad morzem, gdy codziennie będę mogła obserwować rozbijające się o kamienny brzeg fale.

Zapatrzona tak samo jak zwykle w morze, trochę za bardzo dałam się ponieść fantazji i zbyt nonszalancko oparłam się o balustradę.

Rozkojarzenie, wysokie obcasy i nagła utrata równowagi zaowocowały gwałtownym skrętem ciała. Prawie wyleciałam na zewnątrz. W ostatniej chwili złapałam się kamiennego muru, ale poleciałam w bok tak mocno, że przekroczyłam „swoją” część tarasu i znalazłam się na terytorium apartamentu Maksa.

Nie wiem czy miałam otwarte usta. Nawet nie wiem czy oddychałam.

Miałam za to doskonały widok na środek sypialni i ciała kochanków.

Alice klęczała, z głową pochyloną w dół, a znajdujący się za nią Maks wbijał się mocnymi ruchami w jej ciało. Widać było, że kobieta jest wyczerpana. Tylko mocne dłonie kochanka podtrzymywały jej biodra w górze. Dreszcz przebiegł mi po całym ciele. Zmusiłam się, by podnieść wzrok wyżej i spojrzeć na twarz mężczyzny.
Maks.

Skupiony.

Spoglądał w dół, zapewne patrząc jak jego penis zagłębia się w Alice.

Ale w tym akcie nie było miłości, namiętności. To było tak mechaniczne, że aż odarte z jakiegokolwiek erotyzmu. Taki sam wyraz twarzy mógł mieć człowiek, który w skupieniu dokonywał obliczeń czy pracował na jakiejś maszynie. Zero uczuć, zero pasji. Zwykłe spełnienie potrzeby.

I w tym momencie Maks spojrzał mi prosto w oczy.

To była sekunda. Lekkie podniesienie brwi, błysk w oku, zdziwienie, potem malująca się na twarzy złość, gdy mnie poznał i wtedy Alice krzyknęła. Cokolwiek jej zrobił, spowodowało, że wygięła się i głośno zaczęła jęczeć.

A twarz Maksa ożyła. Nie przerywał. Nadal wbijał się w klęczącą przed nim kobietę, ale robił to coraz mocniej.

Z coraz większą furią. Z coraz większą pasją.

Jego oczy, usta, zaciśnięte brwi – wszystko aż krzyczało. Był wściekły i wyładowywał się na Alice, ale czułam, że to mnie ma ochotę tak potraktować.
Gdy wbił się tak głęboko, że Alice zawyła i padła bezwolnie na materac, odwróciłam się i uciekłam. Zatrzymałam się dopiero w windzie. Nie umiałam zebrać myśli. Musiałam się napić i zastanowić, co do cholery mam zrobić. Jakoś czułam pod skórą, że to, co się stało nie przejdzie bez echa. I nie miałam na myśli mojej zmiany, ale tego, że widziałam takiego Maksa.

 

Na brak Sean’a przy obiecanej szklaneczce nie zwróciłam uwagi.

Zamówiłam whisky, złapałam szklankę, opróżniłam ją od razu i pokazałam barmanowi, ze chcę dokładkę. I w tym momencie poczułam klepnięcie w pośladek. W pierwszej chwili zamarłam, ale gdy ręka po raz drugi zawędrowała w to samo miejsce, tym razem go nie opuszczając, błyskawicznie się odwróciłam. Obok mnie stał jakiś facet. Stał, trzymał rękę na mojej pupie i obleśnie się uśmiechał.

Może powinnam się zachować jakoś inaczej, ale już zbyt dużo rzeczy  wytrąciło mnie z równowagi.

Wykonałam zamach i szklanką – razem z zawartością, przywaliłam mu w twarz.

 

A potem był krzyk jakiejś kobiety, zamieszanie, wrzaski mężczyzn.

Gdy zaczęłam ogarniać co się dzieje, byłam już prowadzona prawie siłą przez managera hotelu gdzieś na zaplecze, oddalając się coraz bardziej od zamieszania, które się rozegrało po mojej zbyt zdecydowanej i bezpośredniej reakcji.

Po chwili siedziałam w małym, ale przytulnym gabineciku. Ze szklanką wody w ręku i otulona jakimś kocem. A przede mną, na kolanach znajdował się manager, z troską wypytujący czy wszystko w porządku i co się stało.

Miałam do wyboru powiedzieć, że po prostu facet mnie wkurzył, ale wtedy ryzykowałabym, że takie wyjaśnienie nie spotka się ze zrozumieniem i poniosę niezbyt przyjemne dla mnie konsekwencje.

Mogłam też zagrać rolę biednej i zdenerwowanej kobiety, która poprzez nieszczęśliwy zbieg różnych zdarzeń zareagowała może zbyt nerwowo, ale jest jak najbardziej usprawiedliwiona. Logiczne było wybranie wyjścia nr 2.

No ale niby co mnie tak zdenerwowało? Posłużenie się moim oficjalnym szefem było równie logiczne.

I chcąc nie chcąc zbolałym i cierpiącym głosem wyjaśniłam, że niechcący nakryłam Maksa jak uprawiał seks ze swoją aktualną dziewczyną, że mnie na tym złapał i się wściekł. Tylko, że nie wiem na co bardziej. Na to, że go widziałam, czy na to, że ośmieliłam się dokonać zmian w swoim wyglądzie bez jego akceptacji. Tą metamorfozą zagrałam w ciemno, ale to był strzał w dziesiątkę.

Maks oficjalnie był widziany jako ekscentryczny milioner, który swoimi zachciankami i absurdalnymi decyzjami utrudnia życie wielu osobom. Widzieli mnie wcześniej – zaniedbaną i zasuszoną asystentkę, która bez zgody swojego Pana i Władcy ośmieliła się rozkwitnąć niczym róża na pustyni.
Manager hotelu wczuł się widocznie w rolę rycerza, który musi obronić uciskaną białogłowę i zaczął coś pleść trzy po trzy o ochronie, możliwości zmiany pracy. Przy deklaracji pomocy przestałam go słuchać, bo zaczęłam się zastanawiać jak mam się wyplątać z tego bigosu i jak najszybciej skończyć jego monolog, bez wzbudzenia zbytnich podejrzeń jakim cudem po takiej traumie dochodzę tak szybko do siebie.

Manager niechcący mi pomógł.

W swoich deklaracjach zapędził się tak bardzo, że poszedł o krok dalej. Usłyszałam nagle i zbyt blisko siebie szept.

- Mademoiselle. Zrobię wszystko. – Po czym poczułam jak mężczyzna mnie przytula i całuje w usta. Tym razem nie zamarłam. Wrzasnęłam raz a konkretnie i go spoliczkowałam. Od momentu uderzenia do chwili gdy oburzona wykrzyknęłam:
- Jak Pan śmie! – minęła sekunda, ale w tym czasie przez moją głowę zdążył się już przetoczyć tabun myśli, wśród których główną była „co jest do cholery z tymi facetami? Ktoś mnie oblał jakimiś feromonami czy co?”

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XIX
Paradoks – część XXI

 

Polubienia 19
Wyświetlenia 2533

Podobne wpisy:

  • Aya

    A jak miło. Zaglądam a tu wyczekiwany Paradoks. Czekam na ciąg dalszy..

  • Lkolac

    Ales bigosu nagotowala

    No i co dalej.?

    Kiedy znow paradoks bedzie?

    • Wrzuciłem tekst ok.2-3. Jest teraz po 7 i juz się zbieram. Czekają mnie ciężkie warsztaty i tak do piątku. Czyli postaram się ale litości

      :). Wszystkim i sobie spokojnego dnia

      • lkolac

        ok ok, powiedzym ze dam ci spokoj do jutra(?)
        nie zartuje
        ale nogi powyrywam i bigos z nich zrobie jak znow bede musial 4 miesaice czekac nanastepna czesc :)

        • Czterech miesięcy to ja nie przeżyję :P Będzie wcześniej :)

          • lkolac

            glupoty gadasz,
            zaraz ja glupoty zaczene pisac jak bedzeisz tak smecic!

            trudno, wykopie i podlacze do elektrowstrzasarki
            !

  • Gosia

    Cieszę się, że wróciłaś :)

  • justa

    Aaaa co za niespodzianka wróciłas bardzo się cieszę i ściskam mocno; )

  • kasia

    anno, a co z alternatywną części ą DIABŁA, będzie? nie zeby nie cieszył mnie paradoks, ale na diabła czekam już pół roku, miej litość kochana ;)

    • Teraz bym go zabiła, więc może lepiej nie.

      • Lena

        Ej no! Nie żartuj nawet, żeby uśmiercić diabła!! Ja liczę na drugą wersję szczęśliwego zakończenia z jeszcze większą ilością seksu:-):-) (Takie małe moje zboczenie:-)

  • lkolac

    Dobra, szkolenie sie pewnie konczy weekend nastaje i jak bys sie nudzila (oczywiscie pewnie nie bedziesz, ale zawsze mozna pomarzyc) moglabys nastapna czesc paradoksu zaczac pisac, bo ponoc juz sie troche do niej przygotowalas (z napadami wlacznie)

    sobie pomyslam ze jka bede intensywinie medzic to ruszy sie cos do przodu,
    i tak bardzo oszczednie dodajesz inne czesci swoich opowiesci, ze az boje sie zaczac medzic za czyms innym np za kura domowa lub pechowa osemka (teraz sie zaczynam zastanawiam kiedy zacazc medzic o opowiadanie co sie na halooweeen ukazalo, ale stwierdzilam ze mama jeszcze troche czasu) :D

    to co kiedy paradoks?
    jak popatrze na statystyke z maja czy kiedys tam to mialas niezla faze na pisanie, ciagle mama nadzieje ze ona ci wroci

    • lkolac

      tylko nie mow ze glowa ciebei boli!
      to nie jest wymowka

      • Akurat głowa to najmniejszy problem. Jestem w podróży, tak napakowana aviomarinem, ze chce tylko spać.
        Zaczęłam już pisać,ale musiałam jednak przerwać.
        I nie musisz marudzić. W sumie wolałabym nie.
        Ja sama póki mogę chce coś dodawać co 2-4 dni. Zobaczymy jaka to wyjdzie w praktyce.

        Ps. Głowa napiermicza i to ostro, ale już sobie nic nie dołożę, bo odjadę :)

        • lkolac

          Mi czasami pomaga picie wody zwyklej. Malo a czesto

  • SS

    Ech znowu każesz nam czekać na kolejną część tyle czasu ?:( kobiety to są jednak bez serca :D

  • Pingback: Paradoks XXI | Skrywane pragnienia()