Paradoks XXI

 

Mężczyzna poderwał się na nogi i odskoczył.
- Pan się zapomniał Monsieur… – pauza była celowa. Chciałam zyskać na czasie, by odczytać nazwisko na jego identyfikatorze.I gdy w końcu dojrzałam ten drobny druk, ciśnienie zeszło ze mnie w takim samym błyskawicznym tempie jak podskoczyło. Spojrzałam z niedowierzaniem na jego twarz, potem na litery i gdy z powrotem wróciłam do twarzy, wyszeptałam.

– Robespierre?! – Mix w postaci ‘Maximiliana Robespierre’ jak byk widniejącego na identyfikatorze, zwizualizowanego błyskawicznie w mojej wyobraźni obciętego łba, niezbyt tęgiej miny managera hotelu i tej całej sytuacji był zbyt absurdalny, by przejść nad tym do porządku dziennego. I może bym się jeszcze opanowała, gdyby nie ciężkie westchnięcie i wyznanie mężczyzny.
- To moje przekleństwo. Od razu uprzedzam, to nie mój krewny.

Pierwsze parsknięcie zatuszowałam kaszlem.

Niestety to było preludium.

Naprawdę było mi wstyd za taką reakcję, ale nic nie mogło powstrzymać niekontrolowanego napadu śmiechu. Popłakałam się, z wdzięcznością przyjęłam podaną przez mężczyznę chusteczkę.

Słysząc.

- Proszę się wyśmiać. Ma panienka cudowny, perlisty śmiech. – Doceniłam dyplomację, bo wydawane przez siebie dźwięki odbierałam jak rżenie młodej szkapy. Może jeszcze uważał, że nie wszystko stracone. Cóż, nie mój problem.
Gdy się względnie wyśmiałam, przywołałam się do porządku i już z poważną miną wygłosiłam monolog.

W skrócie odniosłam się do jego poczucia honoru, opiekuńczości, stanowiska, jakie piastował a co za tym idzie odpowiedzialności za gości hotelowych i mojej dramatycznej sytuacji.

W efekcie tej przemowy stanęło na tym, że się zapomniał, ja nie wyciągnę tego na światło dzienne, a on będzie mi winien przysługę. Co prawda nie wiedziałam jak niby mam z tego skorzystać, ale zrobiło mi się żal człowieka.
Cokolwiek go opętało, to jednak zachował się przyzwoicie. Miał chwilowe zaćmienie. Każdemu się zdarza.
Pomijam już fakt, że chciałam jak najszybciej zostać sama.

 

I znowu wylądowałam w holu, nie wiedząc kompletnie, co mam teraz zrobić. Nie miałam ochoty wracać do apartamentu, przynajmniej jeszcze nie teraz. Bar również nie przywoływał miłych wspomnień.
Postanowiłam wyjść z hotelu i po prostu się przejść. Było to właściwie jedyne rozsądne zachowanie.

Moja intuicja powinna zacząć krzyczeć, bo z reguły, gdy coś uznawałam za rozsądne i logiczne, to kończyło się to dla mnie źle.
Wyszłam z hotelu prosto na zatłoczoną promenadę. Festival filmowy trwał w najlepsze i nic dziwnego, że mimo tak późnej pory na ulicach przewijały się tłumy.
Nie miałam ochoty na coś takiego, więc po prostu poszłam powoli w drugą stronę, kierując się w głąb miasta.

Wąskie uliczki, niesamowita architektura, pięknie udekorowane kwiatami balkony. I z kolejnym każdym krokiem oddalałam się od morza i ludzi.

Oprzytomniałam dopiero po dotarciu do kompleksu sportowego. Montfleury.

Uśmiechnęłam się w duchu na taką nazwę i już z czystej ciekawości poszłam kilkanaście metrów dalej. Francuzi swoim zwyczajem jedną nazwą i w jednym miejscu, ochrzcili kilka różnych budynków. Na końcu tej grupy stał Novotel – a jakże, również z Montfleury w nazwie.

Przystanęłam zapatrzona w olbrzymią tabliczkę z napisem „SPA & Fitness”.

Potem zerknęłam na uliczkę, ale doszłam do wniosku, że idąc dalej zagłębiałabym się na coraz większe pustkowie.

A potem spojrzałam w górę i przestałam myśleć.

Miałam doskonały widok na hotel i na tarasy. Na jednym z nich ktoś się znajdował. To znaczy prawie się znajdował. Potężny i zamaskowany mężczyzna opuścił się właśnie na linach na jeden z balkonów. Następnie wszedł do środka pokoju hotelowego. Zagapiłam się i dopiero po chwili zaczęłam liczyć w myślach. Gdy doliczyłam do 180-ciu, ta sama postać pojawiła się znowu. Błyskawicznie wspiął się na dach i zniknął.
Powoli odwróciłam się i zaczęłam wracać do InterContinentalu.

Cokolwiek to było, nie powinnam chyba być tego świadkiem, a już na pewno nikt nie powinien wiedzieć, że coś takiego zobaczyłam. I miałam na myśli zarówno tego mężczyznę jak i policję.

Cały czas coś nie dawało mi spokoju. Coś w tym włamywaczu było znajomego.

I do licha, czego on mógł szukać? Przecież był tam chwilę. W dodatku wszedł do konkretnego pokoju hotelowego. Co on tam mógł ukraść?
Najróżniejsze możliwości i scenariusze, od jakiejś afery szpiegowskiej po prywatnego detektywa włącznie zajęły mnie tak, że nawet nie zauważyłam, gdy dotarłam do celu.

Pełna obaw wjechałam winda do apartamentu, ale przywitała mnie cisza. No, względna cisza. Sean skinął na powitanie głową i rzucił.
- Idź spać. Wszyscy już są. Jutro mamy ciężki dzień.
Odpowiedziałam tylko.
- Dobranoc. – I w tej samej chwili zamykałam drzwi od swojego pokoju. Nie miałam ochoty na konfrontację z Maksem. Bałam się jak ognia jego spojrzenia i kąśliwych uwag odnośnie mojego zachowania na balkonie.

I tak było przez jakieś 10 minut.

Potem znowu w głowie pojawił mi się widziany wcześniej obraz potężnego mężczyzny wbijającego się w Alice i to co zrobiłam było silniejsze ode mnie.

Najciszej jak mogłam uchyliłam drzwi na balkon i bardzo powoli przeszłam tarasem do części należącej do apartamentu Maksa.

Delikatnie się wychyliłam i zobaczyłam to na co zasłużyłam.

Maks leżał rozłożony na łóżku, a głowa Alice spoczywała na jego brzuchu. Spali wykończeni wcześniejszym seksem. Czego ja się spodziewałam?!
Delikatnie się wycofałam, nie patrząc już do środka. nawet gdybym patrzyła, nie zauważyłabym pewnie, że mężczyzna tylko leży i obserwuje mnie spod wpółprzymkniętych powiek.

Wzięłam szybko prysznic i długo tłukłam się na materacu, nie mogąc zasnąć.

W głowie znowu miałam Maksa, widok jego bioder uderzających o ciało kobiety, dłoni zaciskających się mocno na pośladkach Alice i wyrazu jego twarzy, gdy mnie zobaczył.
A potem zasnęłam i miałam koszmary.

W sumie jeden absurdalny koszmar.

Śniło mi się, że to ja włamywałam się do tego pokoju hotelowego i z sejfu ukradłam biżuterię. Uciekałam, ale nagle wszędzie pozapalały się światła i zamiast na ulicy, znalazłam się w pokoju przesłuchań na posterunku, a dziwnie wytatuowany policjant wysypał z woreczka to, co ukradłam. Po stole potoczyły się drogocenne naszyjniki i kolczyki i się obudziłam.
Oczywiście zaspałam, czego nie omieszkał wypomnieć mi Maks.

Śniadania jadaliśmy w apartamencie, ale obsługiwani byliśmy w tym czasie przez pracowników hotelowych. To mnie uratowało i reprymenda ograniczyła się tylko do pełnego niezadowolenia mruknięcia.

Popijając sok pomarańczowy i czekając na świeży omlet, sięgnęłam po poranną gazetę.

Na pierwszej stronie znajdowała się sensacyjna notatka o zuchwalej kradzieży.

W nocy z czwartku na piątek włamano się do pokoju w hotelu Novotel Cannes Montfleury, zajmowanego przez przedstawiciela znanej jubilerskiej marki Chopard. Z sejfu w pokoju skradziono biżuterię o wartości ponad 1 mln euro, którą miały na siebie założyć gwiazdy filmowe w czasie parady na czerwonym dywanie.
Złodziej dostał się do pokoju przez balkon.
Gazetę odłożyłam nawet spokojnie. Na szczęście podano mi omlet. Skupiłam całą uwagę na jedzeniu, bo dotarło do mnie, czego byłam świadkiem.
Sięgnęłam po croissanta, ale niechcący potrąciłam kryształową solniczkę, stojącą na brzegu stolika. Zdążyłam tylko jęknąć, ale zanim ten piękny drobiazg spadł na ziemię, Maks błyskawicznie się przysunął i złapał ją tuż nad podłogą.

Spojrzałam na jego dłoń i nagle wszystko ułożyło się w jedną całość.

Te dziwnie znajome ruchy włamywacza. Ja już to wcześniej widziałam, gdy obserwowałam ćwiczącego Maksa.Tam na balkonie, to był Maks.

A zabawa z Alice, pewnie rozpoczęta na dole przy większej ilości świadków – to wszystko miało mu dać alibi. Nikt nie miał prawa go podejrzewać, ale się zabezpieczył.
Zerknęłam szybko w jego stronę. Patrzył na mnie podejrzliwie.

Cholera, nie może się zorientować, że go zobaczyłam. Na samo słowo zobaczyłam, od razu przypomniałam sobie to co faktycznie widziałam, ale w jego sypialni i błyskawicznie się zarumieniłam.

Maks wcześniej był spięty, ale teraz się odprężył. Widocznie skojarzył moje zmieszanie z jego wyczynem w łóżku i wyraźnie się uspokoił.

 

I nagle dotarło do mnie coś o wiele ważniejszego.

Owszem, ta kradzież była znacząca, ale to nie ona była najważniejsza.

To była próba generalna przed czymś o wiele większym.

Wiedziałam, że stanę na głowie i pewnie szlag mnie trafi, ale się dowiem przed czym.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XX
Paradoks – część XXII

Polubienia 22
Wyświetlenia 2438

Podobne wpisy:

  • Basia S

    Jak dobrze znów móc coś przeczytać..

  • Lkolac

    Nu, co mam powiedziec, krazysz…ciekawe do czego?

  • Lkolac

    Ja wcale nie chce bys konczyla

    • oczywiście … a w kolejce są
      - Kura bojowa
      - Poskromienie wampirzycy
      - Montana (mój kolejny faworyt po Diable)
      - Niezdrowa fascynacja (tu zamierzam zaszaleć, w nosie będę miała krytykę, porównania do innych utworów. Dzieło jest moje i będzie niemoralne w stopniu wysokim)

      - Święta z piekła rodem (które miały wlecieć na gwiazdkę, ale siła wyższa załatwiła je za mnie)
      - Pechowa ósemka

      Mam w głowie jeszcze kilka zapowiedzi …

      Jednym słowem – jak nie skończę to nie zacznę nic nowego :)
      A facet będący niejako inspiracją dla Maksa pojawi się tez w Montanie :D

      Ale tak się zastanawiam, czy ja kiedyś napiszę coś krótkiego? :D

      • Lkolac

        To ze po drodze masz wiele planow to bardzo fajnie, czego ja nie lubie to szybki galop konczacy dane opowiadanie a to daje sie wyczuc, ciagle czekam na wiecej

        • Zapomnij u mnie. Ja sobie planować mogę, a te teksty i tak się tworzą po swojemu. Przykład – ostatni Paradoks :) Nic nie miało tak się potoczyć. Ja swoje, a opowiadanie swoje.

  • Em.

    Mam pytanie chociaż zdaję sobie sprawę że możesz mi nie odpowiedzieć ale ile części przewidujesz? Bo chciałabym tak za jednym razem sobie przeczytać a jak tak czasami zerkam to bardzo fajny tekst :) pozdrawiam Em. :)

    • Moim życzeniem byłyby trzy – maksymalnie cztery. Ale wszystko zależy od czasu. „PXXI” zaczęłam na nowo pisać po północy i po prostu padłam szybciej niż myślałam. W głowie mam trzy sceny, które muszę napisać choćbym miała się wściec, ale jak tekst znowu mi gdzieś bryknie …

      Niestety albo ‚stety’ jest to kolejne opowiadanie, które pisze się samo

      PS. aczkolwiek bazuję na prawdziwych zdarzeniach :)

  • Wiktor

    Witaj Anno!!!. Chciałem Ci bardzo, ale to bardzo podziękować, że wróciłaś do nas i znowu piszesz. Strasznie się stęskniłem za Twoimi tekstami. Pozdrawiam Wiktor

    • Dziękuje.
      Ja tez sie za Wami bardzo stęskniłam. Postaram sie już w miare możliwości regularnie wrzucać posty.
      Pisząc odrywam sie od teraźniejszości. Możliwe, ze nie tylko ja tego potrzebuje :)

      • Ania

        Witaj!
        Ty pisząc odrywasz się od rzeczywistości, ja to robię czytając!
        Zagladam co jakis czas, czy już jest coś nowego, jak takie małe dziecko czekające na niespodziankę :-), a jak juz jest to uśmiech od ucha do ucha i dalej jazda z czytaniem.
        Pozdrawiam
        Ania

  • Wiktor

    Witajcie obie Anie. Masz rację Aniu. Jak dzieciak. Pracuję teraz na nocki, wstałem dzisiaj wszedłem na Twojego bloga. Sprawdzić czy nie ma nic nowego i z powrotem poszedłem spać. Takie są wciągające Twoje opowiadania. Często czytam opowiadania na telefonie, w pracy czekając na syna, czyta je się wszędzie. Czasami człowiek się zaduma nad tekstem, innym razem się uśmiechnie lub śmieje się do łez. Takie są opowiadania. Odpisuje teraz z pracy. Przepraszam za błędy. Pozdrawiam Wiktor

    • :) to miłej i spokojnej pracy. Ja właśnie tworzę kolejną część Paradoksu i ręce mi opadają, bo znowu opowiadanie poszło w swoją stronę.

      Poddaję się już i nawet nie próbuję z tym walczyć, czy korygować :)

  • Pingback: Paradoks XX | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Paradoks XXII | Skrywane pragnienia()