Paradoks XXII

 

Śniadanie przebiegło bez większych zakłóceń. Jedynym zgrzytem były dziwne spojrzenia Alice. Gdy patrzyła na mnie była po prostu wściekła. Nie chcą doprowadzać do niepotrzebnych spięć – zwłaszcza że swoje miałam za uszami, potulnie kończyłam posiłek, nie reagując na jawną wrogość.

Tylko, że po śniadaniu Maks zamknął się z Alice w gabinecie.

Jeśli chciał mieć odrobinę prywatności to osiągnął tylko jedno – nie mieliśmy dostępu do wizji. Z fonią i efektami specjalnymi nie było problemu. Odgłosy awantury, wcale nieprzytłumione przez zamknięte drzwi rozlegały się w całym apartamencie.

Tak naprawdę wrzeszczała tylko Alice.

Nie chciałam być świadkiem takiej kłótni. Nie wiedząc, co mam zrobić spojrzałam bezradnie na Seana.
- Może powinniśmy wyjść? – Ochroniarz spojrzał na mnie z dziwną miną. Zanim zdążył się odezwać, drzwi otworzyły się z hukiem.

Alice wyszła, a raczej wyskoczyła jak rozszalała harpia, spojrzała na mnie, wyciągnęła palec i wrzasnęła.

- Ty … ! – Tylko tyle zdążyła.Natychmiast za nią w salonie pojawił się Maks.

Jeśli uważałam, że wcześniej traktował mnie ostro, był nieprzyjemny i obcesowy, to w tym momencie musiałam zweryfikować swoją opinię. Zaczęłam się modlić, by nigdy w taki sposób nie odezwał się do mnie. Jego głos podniósł mi włosy na karku, mimo iż to nie do mnie skierował swoje słowa.
- Zastanów się, czy chcesz kontynuować. – Niby nie powiedział nic strasznego, nawet nie podniósł głosu, ale czystym samobójstwem byłaby nawet próba przeciwstawienia się jego słowom.

Alice nie próbowała. Spojrzała na mnie z nienawiścią i wyszła nie mówiąc ani słowa.

 

Maks odwrócił się i wszedł z powrotem do gabinetu. Gdy Sean podniósł się z fotela i też skierował w stronę wyjścia, chciałam ruszyć za nim. Ciszę przerwał donośny głos.
- Zostań! – Oboje się wzdrygnęliśmy.

To nie była prośba, to był rozkaz. Spojrzałam bezradnie na ochroniarza, ale wykonał tylko przeczący ruch głową. Zrozumiałam go bez słów. Po pierwsze to się odnosiło do mnie, po drugie mam nawet nie myśleć o nieposłuszeństwie.
Usiadłam z powrotem w fotelu. Nie wiedziałam, czy mam po prostu nie wychodzić z apartamentu, czy w ogóle nie ruszać się z miejsca.

Moje dylematy rozwiał Maks.
- Przyjdź tu! – Cholera! Mimo napiętej atmosfery, zirytował mnie. Odnosił się do mnie jak do służącej, a mimo iż odgrywałam rolę asystentki to nie odczuwałam tego w ten sposób. Wyprostowałam się, podniosłam głowę i wkroczyłam do jaskini lwa.

Maks siedział przy biurku przeglądając jakieś papiery.
- Stań na środku. – Nie odrywając wzroku od kartki papieru, rzucił w przestrzeń kolejne polecenie.

I nie wytrzymałam. Mój niewyparzony język i charakterek dały o sobie znać.
- Oddychać mogę? – Pytanie aż ociekało złośliwością.

Już, gdy wypowiadałam te słowa, wiedziałam, że źle robię. Jak bardzo przegięłam okazało się, gdy Maks na mnie spojrzał.

Wcześniej nie chciałam by się do mnie kiedykolwiek odezwał jak do Alice.

Nie doprecyzowałam, że wolałabym by tak na mnie również nie patrzył. W sumie nie patrzył tak samo.

W Alice wpatrywał się z zimną obojętnością.

A teraz był wściekły.

 

Rzucił trzymanymi w ręku kartkami tak gwałtownie, że część z nich spadła na podłogę.
I nawet nie wiem kiedy znalazł się przy mnie.
Tuż przede mną.
Blisko.
Za blisko.

Wstrzymałam oddech.

Przez głowę przeleciała mi myśl, że przecież mnie nie zabije. Co zrobi z ciałem? A może to nie problem? A jeśli tylko poddusi?

Albo uderzy?

Na samą myśl gwałtownie wciągnęłam powietrze.

I prawie się zatoczyłam, bo odetchnęłam Maksem. Brał pewnie rano prysznic i pachniał sobą. Żadnymi wodami toaletowymi.
Głęboki i wchodzący w głowę zapach otoczył mnie, wdarł się w moje płuca i mną zawładnął.

Staliśmy nieruchomo. Dla mnie to była wieczność, ale naprawdę może to trwało kilkanaście sekund.

A potem przysunął się jeszcze bliżej i poczułam na twarzy jego oddech.

Pił?!
Zapach alkoholu nie da się pomylić z niczym innym.
Rano?! Ale dlaczego?!

Przestałam się zastanawiać, gdy poczułam jego dłoń na twarzy. Palcami musnął policzek, a potem objął podbródek i zmusił mnie bym podniosła głowę. Na tyle, że pochylając się prawie dotykał wargami moich ust.
Nie byłam w stanie opanować drżenia. Wiedziałam, że on też to musi czuć.
Nie mówił nic. Stał nieruchomo, ciężko oddychając. A potem wyszeptał.
- Jeszcze raz wykonasz taki numer, jak teraz z tą zmianą w wyglądzie i pożałujesz. A teraz się spakuj. – Po czym odwrócił się, zebrał leżące kartki i usiadł z powrotem za biurkiem.

Nie czekałam na zmianę decyzji, tylko szybko wyszłam z gabinetu. Weszłam do siebie, zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i osunęłam na podłogę.
Dopiero po chwili byłam w stanie zacząć myśleć.

Na własne życzenie ładowałam się w coraz gorsze tarapaty.

Im solenniej obiecywałam sobie poprawę i unikanie kłopotów, tym większe komplikacje wywoływałam.

 

W złej chwili pomyślałam, że już nic gorszego niż to, co się działo nie wymyślę.

 

Popołudniu byliśmy już na lotnisku. Ze wszystkimi bagażami i tylko w czwórkę, pomijając pilotów.

Te resztki adrenaliny, które mnie jeszcze trzymały w pionie po porannym incydencie ulotniły się bezpowrotnie, gdy Maks wskazał mi miejsce.

Miałam usiąść obok niego.

Nie wiem po co, ale wzrokiem starałam się ściągnąć Seana. I niby co? Jak mi miał pomóc? Odrąbać łeb temu smokowi? To już był akt desperacji, ale nic nie wskórałam.
Obaj ochroniarze unikali nawet patrzenia w moim kierunku i jeszcze przed startem zniknęli w innej części samolotu. Zostałam z tym potworem sama.

Z rezygnacją zapięłam pasy i zamknęłam oczy, chcąc się odciąć od Maksa.

Ten mały objaw buntu spłynął po nim całkowicie. Zignorował mnie.

Słyszałam tylko, jak wykonuje kolejne połączenia telefoniczne, ale rozmawiał w nieznanym mi języku.
Prywatne odrzutowce miały na pewno jedną zaletę. Niesamowicie wygodne fotele.

Zmęczenie, wcześniejszy stres, cichy głęboki męski głos. To była chwila i odpłynęłam w sen.

I zaczęłam śnić z powrotem mój koszmar.

Ale tym razem policjant nie pokazywał tylko ukradzionej biżuterii.

Po chwili milczenia, położył na blacie stołu nóż. Potem go złapał i zaczął wodzić ostrzem najpierw po blacie, a później po mojej skórze. Ostrze wróciło z powrotem na blat stołu, ale tym razem nacisk był tak duży, że żłobiło w nim głębokie rysy. Powoli zbliżało się moją stronę i wiedziałam, że teraz potnie mnie.

- Nie. Proszę. Nie rób mi krzywdy. – Szeptałam przerażona, jednocześnie usiłując odsunąć się jak najdalej od dłoni z nożem.

I nagle poczułam ciepły dotyk. Najpierw na twarzy, potem na ustach. Kojący, bezpieczny.

Westchnęłam.

Nie czułam teraz strachu. Delikatne igiełki przebiegały od szyi, wzdłuż kręgosłupa w dół pleców. Byłam otoczona przez dziwne ciepło. Było wszędzie. Było we mnie.

O ile wcześniej byłam związana i nie mogłam drgnąć, tak nagle odzyskałam swobodę ruchów.

Wysunęłam dłonie przed siebie. Myślałam, że zanurzą się w tym cieple tak jak w wodzie, ale napotkałam na przeszkodę.

Dotknęłam czegoś, co było jednocześnie twarde i miękkie. Szorstkie i delikatne. Stawiało opór, ale jednocześnie ulegało moim dłoniom.

Było blisko. Było gorące i powodowało, że płonęłam.

Nie byłam w stanie zapanować nad zmysłami.

Ciepło nie znikało. Atakowało każdy fragment mojego ciała.

Nie broniłam się przed nim.

Przyciągałam je mocniej do siebie. Czułam jak zmienia się z obłoku w coś twardego. Co coraz mocniej ociera się o mnie, wciskając mnie jednocześnie w fotel.

Ze snu wybudził mnie mój własny jęk i wtedy uświadomiłam sobie, że to był Maks.

To jego obejmowałam, do niego się garnęłam i tuliłam.

Nie całował mnie. Pochylał się nade mną, mocno mnie przytulając. Jego broda i policzki, ocierały się o moją twarz i szyję. Jego dłonie mocno masowały moje ciało, jednocześnie drażniąc je i uspokajając.

I wtedy wszystko stało się na raz.

 

Moje przebudzenie.

Dotyk jego dłoni na mojej szyi.

Mój orgazm.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXI
Paradoks – część XXIII

Polubienia 19
Wyświetlenia 2352

Podobne wpisy:

  • Basia S

    Pierwsza!

    • Szalona!
      Ledwo widzę, o 6 wstaję na trening. Mykam spać:) miłej lektury!

      • Basia S

        Dziękuję, była miła. Dobranoc!

  • Lkolac

    Iii…a gdzie reszta? :D

  • Wiktor

    Fajne. Taka mała odskocznia od pracy. Dzięki

  • Ania

    No fajnie, ale wciąz mało i mało i mało:-), kurdę, ale jestem nienasycona….., nie mam nic na usprawiedliwienie.
    Pozdrawiam

  • Rozważania na temat domniemanego ciała – boskie! A końcówka, o jeja, taka radość jak śnieg na gwiazdkę. super.

  • lkolac

    ty! wez cos napisz bo sie nudze ! :D

  • Pingback: Paradoks XXIII | Skrywane pragnienia()