Paradoks XXIII

 

Osłabiona otworzyłam oczy.

Sposób, w jaki to się stało, kto to spowodował, splątanie rzeczywistości ze snem – to wszystko działało na moją niekorzyść. Byłam teraz jak podana na tacy. Mógł mnie wyśmiać, wykpić, ośmieszyć.

Nie umiałabym się obronić i nie miałam jak przed nim uciec.

Maks był blisko mnie, bardzo blisko.

Nie śmiał się, nie kpił, nie żartował. Rozpalony, zafascynowany, skupiony, nie odsunął się nawet na milimetr. Twarz miał ściągniętą w dziwnym grymasie. Tak jakbym go zraniła, ale przecież nic nie zrobiłam.

Nie mógł oderwać wzroku od moich oczu. Zupełnie jakby chciał zajrzeć mi w duszę, dowiedzieć się, co czuję i co myślę.

 

I wtedy, gdy próbowałam się ogarnąć, poczułam to znowu. Jego dłoń spoczywająca cały czas na mojej szyi, zaczęła ponownie delikatnie gładzić skórę. To, co miało się wyciszyć, zaczęło narastać we mnie z powrotem. Tym razem mocniej i bez wymówki, jaką stanowił sen.

Spanikowana chciałam się odsunąć, ale już byłam maksymalnie wciśnięta w fotel. Pochylający się nade mną mężczyzna nie tylko blokował mi jedyną drogę ucieczki, ale też przytłaczał mnie.

Ciepło jego ciała, dotyk, oddech – to wszystko otaczało mnie i sprawiało, że czułam się zdezorientowana.

- Ciiiii.. – było odpowiedzią na moją reakcję.

Znieruchomiałam, tylko nie wiem, na co liczyłam. Że przestanie?

Cokolwiek się działo, moja reakcja na jego pieszczotę zafascynowała go na tyle, że nie zamierzał odpuścić. Oddychałam coraz głośniej, czułam coraz mocniejsze mrowienie biegnące od jego palców wzdłuż mojego ciała. Nie próbował mnie pocałować ani rozebrać, po prostu pieścił moją szyję.

W tak czuły sposób, że oszalałam na nowo.

Jęczałam w rytm fal przetaczających się przez moje ciało. Niby znanych, ale po raz pierwszy zostałam ponownie wepchnięta w rozkosz, zanim z niej do końca wyszłam.
Bezwiednie złapałam Maksa mocno za ramiona i wtedy zrobił coś, czego się nie spodziewałam – pochylił się jeszcze bardziej i wpił w moją szyję.

Aksamitny dotyk języka i łakome wargi, wepchnęły mnie do nieznanego wcześniej świata.

Nie byłam w stanie znieść tego, co dzieje się z moim ciałem i z moim umysłem. Zaczęłam się szarpać, by uciec od tych doznań.

Tego było za dużo, nie umiałam sobie z tym poradzić.

A Maks nie zamierzał przestawać.

 

Nawet nie wiem, kiedy się przesunął. Już nie siedział na swoim fotelu, ale klęczał pomiędzy moimi udami, praktycznie leżąc na mnie. Nie dość, że blokował mnie swoim ciałem, to potężne dłonie nie pozwalały mi na żaden ruch, który by mnie od niego oddalił.

Już nie jęczałam, ale głośno krzyczałam. Orgazm maltretował mnie od środka.

Nie próbowałam już uciekać. Moje ciało lgnęło do Maksa, usiłując przez mocny dotyk oddać chociaż trochę rozkoszy, jakby to miało przynieść jakąkolwiek ulgę.
Uda mocno oplotły go w pasie, palce wbiły się jeszcze mocniej w ramiona.

Tylko na sekundę, jego usta przestały się pastwić nad moją szyją. Silne dłonie uchwyciły moją twarz i w tej samej chwili zaatakował moje usta.

Ostro, gwałtownie, głęboko. Oddychał moim krzykiem.

Czułam jego smak, jego zapach wnikał do środka mojej głowy, wypełniał mnie. Jego wargi miażdżyły moje, język atakował wnętrze w takim samym rytmie, w którym zaczęły poruszać się jego biodra. Brutalnie, jakby chciał mnie zmiażdżyć, nie pozwalając jednocześnie wyjść z rozkoszy. Nie przypuszczałam, że cokolwiek więcej jest możliwe, ale okazało się, że po raz kolejny się myliłam.

Miarowe ruchy, które także jemu miały przynieść wyzwolenie, doprowadziły mnie do utraty świadomości.

 

 

Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna. Zresztą nie miało to najmniejszego znaczenia. Liczył się fakt, że ocknęłam się w limuzynie, z siedzącym obok mnie Sean’em.
Chciałam się zapytać gdzie jest Maks, ale z moich ust wydobyło się charczenie. Sean błyskawicznie zjechał na pobocze.

- W końcu się obudziłaś. Nic nie mów. Poczekaj. – Podał mi termiczny kubek z herbatą. Po chwili rozgrzane gardło było w stanie wydać właściwy dźwięk. Tym razem zadałam już inne pytanie:
- Gdzie jesteśmy? – W czasie, gdy piłam gorący napój, wróciły wspomnienia. Samolot, ja, Maks, mój krzyk, moja rozkosz. Nie byłam w stanie zapytać się bezpośrednio o Maksa i dlaczego, do cholery, nie ma go tutaj.

- Wracamy do domu. – Na szczęście Sean kontynuował. – Maks musiał gdzieś lecieć, więc wziął helikopter, a mi kazał odstawić cię bezpiecznie z powrotem. Czujesz się już lepiej?

 

Kiwnęłam głową. Nadal jednak nie rozumiałam, dlaczego obudziłam się w limuzynie, a nie w na płycie lotniska. Ale Sean powtórzył pytanie, tylko ujął je trochę inaczej.

- Czy wszystko jest w porządku? – Spojrzałam na niego, ale zamiast troskliwego spojrzenia ochroniarza, ujrzałam oczy Maksa. Mroczne, ciemne, pełne żądzy. Odruchowo szarpnęłam się do tyłu. Zamknęłam na chwilę powieki i gdy je otworzyłam, ponownie patrzyłam na zmartwiałego Sean’a.
- Nic mi nie jest. – Tyle byłam w stanie powiedzieć.

Widząc, że to koniec rozmowy i że nie zamierzam nic więcej powiedzieć, uruchomił silnik i ruszyliśmy w dalszą drogę. W całkowitej ciszy, którą Sean przerwał tylko dwa razy.

Pierwszy, po chwili jazdy.

- Strasznie krzyczałaś. Ale nie mogliśmy tam wejść, po prostu nie mogliśmy. Przepraszam. – Czyżby się usprawiedliwiał? A potem spąsowiałam. Oni wszystko słyszeli, każdy mój jęk. Nie było ich tam, nie wiedzieli, co się dzieje. Równie dobrze, po tym, co się stało w hotelu, mogli przypuszczać, że Maks po prostu mnie zerżnął wbrew mojej woli.

Drugi, tuż przed dojechaniem do celu.

- My nie jesteśmy w stanie ochronić cię przed Maksem, ale Josh tak. Nikt z nas nie wystąpi przeciwko Maksowi. Nikt z nas nigdy nie powie o tym, co się stało w samolocie. Nikomu. Ty też nie mów. – Zbladłam, bo to brzmiało jak ultimatum. – Nigdy. Josh jest twoim przyjacielem i on jeden może się postawić Maksowi.

To było wszystko.

Nie powiedział nic więcej.

 

Bagaże zostały przeniesione i po chwili znalazłam się w swoim apartamencie. Oprócz zwykłej załogi, byłam na włościach sama.
Josh miał być jutro, a co do Maksa to nie miałam zielonego pojęcia, kiedy się pojawi. Miałam tylko nadzieję, że nie przed swoim wspólnikiem.
Byłam wykończona. Nikogo nie dziwiło, że nie chciałam nic jeść, tylko pomimo wczesnej pory, zdecydowałam się iść spać.

Po orzeźwiającym prysznicu, leżąc nago w łóżku, oddałam się rozmyślaniom.

Czasu na myślenie i zastanawianie się, co właściwie się stało, posiadałam aż nadto. Gorzej, że przez ten cały czas nie wyszłam poza dwie rzeczy – pytania i wspomnienia.

 

Jak muszą się go bać jego ludzie, skoro nie zareagowali, gdy obok nich dochodziło do gwałtu?

Dlaczego Maks mnie zostawił na lotnisku?

Dlaczego tak się zachował w hotelu i potraktował w ten sposób piękną kochankę?

A w samolocie? Co spowodowało, że zaczął mnie pieścić?

Dlaczego nie przerywał?

Dlaczego w taki sposób na niego reagowałam?

Co on mi właściwie zrobił?

Jak sprawił, że umarłam?

 

Przy ostatnim pytaniu wróciły wspomnienia. Ciężaru jego ciała, dotyku języka i ust. Pocałunku. Delikatności przemieszanej z brutalnością. Czułości połączonej z bezwzględną dominacją.
Leżałam na plecach z zamkniętymi oczami i wrócił do mnie jego zapach, a ręka bezwiednie przesunęła się wzdłuż ciała i wsunęła między uda.

Pierwsze muśnięcie było jak porażenie prądem.

Zachłysnęłam się intensywnością doznań.

W mojej wyobraźni to Maks klęczał między moimi rozszerzonymi udami i wodził palcami wzdłuż szparki. Przyzwyczajał ją do swojej obecności.

Jeden z kolejnych ruchów był już śmielszy – palce delikatnie rozdzieliły fałdki i zanurzyły się w wilgoci.
Kolejny szok – byłam mokra.
Sama myśl o tym neandertalczyku powodowała, że byłam gotowa na jego przyjęcie.

Może umysł jeszcze nie, ale ciało już wiedziało, czego chce – chciało Maksa.

Ale ja chciałam teraz tylko jednej rzeczy – zaspokojenia.
Byłam świadoma, że i tak będzie to namiastka ostatniej rozkoszy, ale potrzebowałam orgazmu jak tlenu.

Mimo, że w rzeczywistości dotykała mnie moja własna dłoń, to  w wyobraźni był to Maks.
To jego palce wnikały głęboko do środka, by po chwili skupić się tylko na pieszczeniu łechtaczki. Nie były to delikatne muśnięcia, gdy sama dawałam sobie rozkosz.
W mojej głowie, to Maks zdecydowanymi ruchami doprowadzał mnie do szału.

Mocne i intensywne pocieranie, tak inne od dotychczasowych pieszczot, dało też inne doznania. Nie byłam w stanie powstrzymać jęków.

Ogarniające moje ciało napięcie sięgało coraz wyżej, ale nadal nie mogłam przekroczyć granicy.

Wygięłam się w łuk, oczekując, że to już, że jeszcze chwila i osiągnę szczyt. Drżałam, ale nie mogłam dojść. Czułam przyjemność, ale nie mogłam pójść o ten jeden, mały krok dalej.

Nie wiem, dlaczego się rozpłakałam.
Możliwe, że z bezsilności lub ze złości, że to nie Maks mnie pieści.
Zaszłam za daleko by przerwać, ale orgazm nie nadchodził.

Łykając łzy, pomiędzy jękami wyszeptałam:
- Maks, błagam.

 

I w głowie pojawił mi się obraz.

Mnie. Wygiętej, jęczącej i błagającej Maksa o więcej.

Jego. Z fascynacją obserwującego moje reakcje i dawkującego mi rozkosz.

 

I w tym momencie doszłam.

Mocno.

Jęcząc i wijąc się na materacu.

Dłoń uwięzła pomiędzy drżącymi cały czas udami.

 

Skulona, ciężko dysząc, wciąż przeżywałam rozkosz, gdy nagle dobiegł do mnie dźwięk zamykanych drzwi i odgłos oddalających się na korytarzu kroków.

 

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXII
Paradoks – część XXIV

 

Polubienia 40
Wyświetlenia 3067

Podobne wpisy:

  • lkolac

    Ojej!

  • lkolac

    No i co dalej. Musialas kogos wstawiac do pokoju? Przeciez to moglbyc teraz kazdy nawet ta kobieta co na poczatku zmieniala posciel a moze pies i przeciag. I teraz o nic nie moge sie doczepIc mial byc paradoks jest. Do konca dnia musze byc mila i nawet nie moge sie spytac kiedy nastepna czesc

    • Co Ci przeszkadza w byciu milszą? Zawsze tak jędzowato mówisz.
      Też jestem jędza, ale nie ciągle :D

    • Biedactwo :P

  • Lkolac

    Nie mam za bardzo sie dzis na kim wyzyc, a na dzieciach nie bede.
    Ance tez sie boje zamiescic zbyt konstruktywny komenarz bo jeszcze sie obrazi i co, cztery miechy bede czekac na kolejna czesc jesli wogole sie doczekam,
    na przecinkach sie nie znam niestety i na „ciebie, tobie, zrobie ci dobrze”, po drugie jakos tak wole zagmatwane przypadki niz prosto i przyjemnie. Jedyne co jak dotad mi sie w tej mini powiesci nie podoba to ta ukryta komnata ze skarbami, ale traktujac to jako zupelnie pojechana fikcje literacka i to moze tak byc. Jakos tak nie za bardzo przepadam za malarstwem holenderskim i za wloskim renesansem, ale moze to bardziej pasuje do szkockiego zamku niz piet mondarin albo franz marc. Ale i nawet wtedy, nadal nie pasuje, to z tymi napadami i podwojnym zyciem tez, trudno-fikcja literacka. Choc i tak jest malo pojechane kiedys czytalam jakies badziewie i facet nie dosc ze byl Wzietym chirurgiem z broda to jeszcze odnosil sukcesy na polu literackim piszac poczytne powiesci, jak by facetow nic wiecej nie interesowalo jak robienie kasy i kariery i czekanie na ta jedyna.
    Ciekawiej oczywiscieby bylo gdyby josh byl kochankiem ekscentrycznego maksa a na to wszystko wpadla ania i rozwalila ten uklad poprostu bedac soba.

    Ale wracajac do bycia milym, staram sie, choc mnie nosi, paradoks lubie cokolwiek Ania napisze, bede z zadowolenia kiwac glowa i pojekiwac z rozkoszy ze wreszcie sie doczekalam nastepnej czesci. Do jutra tez sobie obiecalam zadnych majli do Ani w sprawie ” gdzie paradoks” bo jeszce mnie do spamu przeniesie i juz zadnej formy nacisku nad nia nie bede miec

    Tak wiem duzo i nie na temat
    Milej soboty.

    • A jedź sobie po mnie – byle z klasą. Wolę prawdę i szczerość od gadania z jednej strony, że „super”, a na boku „do d…”.
      Focha nie strzelę. Jedyne co, to mogę odpowiedzieć w takim samym tonie :P
      Od razu uprzedzam, że jedyne czego nie będę tolerować to chamstwa, buractwa i złego wychowania. Nadmiaru przekleństw również ( i jeśli to ostatnie czytają dwie osoby, które mnie znają, a niedawno dowiedziały się o blogu, to bardzo proszę się nie śmiać :D)

      A nowe opowiadania zacznę pisać dopiero, kiedy skończę te rozpoczęte (hm … z „Kurą” mogę mieć mały problem, ale co tam)

      PS. co do napadów to po napisaniu całości podeślę Tobie kilka rzeczy. Wszelkie kradzieże (no pomijając Michała Anioła, ale kto tam wie) – zdarzyły się naprawdę. Nawet nie wiesz jaką mam frajdę interpretując to na swój sposób :)
      Tak na marginesie przerażające co można odnaleźć w sieci. Dokopałam się nawet do nagrania z monitoringu tego, co zrobi bohaterka „Paradoksu”. Pomijając dokumentację z towarzystwa ubezpieczeniowego .. no po prostu się rozpłynęłam.
      W sumie jestem ciekawa jak to pójdzie (mam na myśli reakcję Josha i Maksa), bo wywinie im numer stulecia. I serio nie mam pojęcia w którą stronę to wszystko się rozwinie. Na miejscu Maksa bym ją zabiła.

      PS2. A co do trójkąta – jedna kobieta, dwóch mężczyzn … jest taki dział „Krótko i na temat”. Coś się tam później pojawi :)

      • Lkolac

        Staram sie nie jezdzic, moje dobre maniery zabraniaja mi klnac chyba ze na oswiate i glupote ktora uprawiaja, wczwartek czulam sie jak kazda twoja bohatetka, bolala mnie glowa (jak nigdy bo mnie nigdy nic nie boli, nawet jak jestem chora to musze dzialac a tu mnie tak luplo ze prawie nie widzialam) i musialam zmierzyc sie z glupota szkolna.
        Nieprzytomnosc twoich bohaterek zaczynam rozumiec

        Watki z napadami nie sa najgorsze, tzn jestem w stanie ci uwierzyc ww akcje z diamentami na lotnisku, niedawno tez zniknal caly utarg ze sklepu appla w berlinie po premierze kolejnego iphona, nawet w muzeum narodowym w poznaniu byl przypadek ze gosc podmienil obraz impresjonisty bo chcial w domu sobie na niego patrzec (i prawie by mu sie udalo nadal go miec gdyby bodajze sprawa o alimentx czy jakies male przewinienie bo znalezli jego odcisk palca w bazie i tak wpadl, pare lat temu pisali o tym w gazetach, chyba nawet w glosie wlkp)
        Ja czuje tylko takie naciagniecie ze nagle dwoch asow napadow i zbrodni przyjmuje do teamu zielona anulke i chca zaczac cos z nia dzialac i nawet planuja a ania nie zachowuje sie profesjonalnie bo nagle leci emocjami. Tzn widac ze ona chce, ale brakuje jej opanowania, obycia. Takie rzeczy czasami dopiero widac jak juz tych czesci jest wiecej i fabula jest juz bardziej zarysowana. Troche niezdecydowania u ciebie widze w ktora strone to ma isc, tzn bardzo bys chciala sensacje zrobic ale ciagle jest za malo na romans. Choc hak by sie zrobilo slodko i komplikacje typu co on mial na mysli i dlaczego jestem w ciazy to bym przestala czytac.

        • Lkolac

          Michala aniola by ciezko bylo ukrasc, dawid jest cokolwiek wielki a freski to chybabylo trzeba skuc

          • Fresków nie było. I nie takie rzeczy kradziono.
            A fantazje to fantazje :P
            Dlatego to nie książka a blog. Tak na marginesie w „Diable” bardziej pojechałam po bandzie.

          • lkolac

            Diabel jakos tak splynal. Tzn podobal mi sie, zakonczenie to nie koniecznie slub ale moglo ich jeszcze ponosic w uniesieeniach i zazdrosci przez pare odcinkow. Bohaterka bylo zbyt nie przytonna a jak byla przytomna to tylko poddala sie biegowi wydazen. Jakos tak tych mdlejacych z rozkoszy i polprzytomnych po aviomarinie nue wybaczam (to masz juz troche ograne)
            Choc nie powiem pare scen bylo fajnych, wnosily taka fajna goraczke pomiedzy glownymi postaciami.

            Czasami postacie powinny tez z soba pogadac W dialogach w opowiadaniu a nie strescic tylko „dlugo rozmawiali” dlugo to ja gadac moge z kolezanka i nic z tego nie wynika ani jej lepiej nie znam ani nic nie wiem. Faceci przy kobietach to tak chyba inaczej tikaja. Mojemu moge gadac a na koncu slysze pytanie gdzie ma wbic gwizdzia a bylo o tym jak mi minal dzien

            Jak sie czepiam to mnie nosi? Co to znaxzy ze mam wyluzowac, farbki wyciagnac? Sie bawie moje zadowolenie wzrasta jak sobie glupoty popisac moge. To se pisze. Taki dzien.

          • A pisz :)

          • Inni wolą Diabła, Ty Wolisz Paradoks.
            Tak bywa.
            I tak jak pisałam wcześniej – nie wszystko musi się podobać.
            Niektóre z Waszych uwag biorę pod uwagę, ale nie będę zmieniała bohaterów, albo na siłę dopisywała czegoś, co kompletnie mi nie podchodzi, bo komuś coś nie pasuje. mam nadzieję, że zrozumiesz i nie weźmiesz do siebie.

            PS> jak masz taki dzień na pisanie to pisz na priv :P

          • Wiktor

            Witajcie!!!. Mogę się podłączyć do dyskusji?. Aniu zgadzam się z Tobą. Jak będzie się tak wszystko zmieniać to powstanie zupełnie inne opowiadanie, niż był jego zamysł. Opowiadanie fajne, ale mi bardziej pasują Twoje opowiadania z serii ” co nas nie zabije”. Pomysły masz zarąbiste (pozytywnie), i w fajny sposób opisane. Czekam na następne części, obojętnie co to będzie!. Pozdrawiam Wiktor

  • E.

    Oby tak dalej:)
    Pozdrawiam

  • Sama na włościach i potem nie ma co się dziwić, że takie akcje owocują. „Twoi faceci” to sam ogień. Pozytywnie.
    Pozdrawiam.

  • ania

    No i poprawiłaś mi nastrój, pogłaszczę Ciebie troszeczkę:), jak zawsze, gdy czytam Ciebie!
    Hmmm…., jesteś „wielka”, cokolwiek napiszesz bedzie przeczytane.
    Pozdrawiam
    Ania

    • Dzięki :) Głaszcz, głaszcz .. utknęłam z piekielnym. Przyda się :)

  • Rose

    Bardzo się cieszę, że tak często wstawiasz części. Wreszcie mogę się tym nacieszyć. A co z tymi zapowiedziami opowiadań? Niektóre bardzo mi się spodobały, a ich nie kontynuujesz

  • Aleksandra

    Anno, nareszcie wróciłaś! Czekam z niecierpliwością na kolejne części ósemki i finał Diabła na którego mój apetyt wcale nie zmalał, a wręcz rośnie w zastraszającym tempie! :D Pozdrawiam.

  • Pingback: Paradoks XXIV | Skrywane pragnienia()