Pechowa ósemka V

- O Jezu! – Wyszeptałam, wpatrując się w prześladującą mnie twarz. Pan Doskonały spojrzał w naszą stronę, obdarzył uśmiechem z rodzaju „jestem dobrze wychowany, nie znam Was jeszcze, dałyście już plamę spóźniając się na to spotkanie, ale macie drugą szansę”, po czym odwrócił się do siedzącego po jego drugiej stronie Szymcia.

Patrzyłam na niego oniemiała, oczekując wykrzywionej w złości twarzy, krzyku, kąśliwych słów, po prostu jakiejkolwiek reakcji wskazującej, że mnie poznał i nie daruje. Nic takiego nie nastąpiło.  Nie rozpoznał mnie. Powinnam czuć ulgę, bo jednak konsekwencje byłyby straszne, ale zamiast tego poczułam się dziwnie.

Obaj panowie pogrążyli się w konwersacji. Aczkolwiek chyba to był monolog. Widziałam tylko twarz Szymcia i jęknęłam znowu – nasz kolega z pracy znalazł guru i bóstwo do czczenia w jednym. Wpatrywał się uważnie w usta swojego rozmówcy, nie chcąc uronić ani słowa z tego, co było mu przekazywane. Jego mina jednoznacznie wskazywała uwielbienie, fascynację i widać było, że nasz szanowny kolega odkrył właśnie swojego mentora.

- Rany boskie, jaki samiec. – Skomentowała z westchnieniem Aga. Niestety zbiegło się to z moim komentarzem mającym podsumować całą tą sytuację.
- Kurwa. – Byłam bardziej bezpośrednia. W tym samym czasie spojrzałyśmy na siebie i zadałyśmy to samo pytanie.
- Gdzie?

Wybuch śmiechu przebił się przez dyskusje toczone w towarzystwie. Pan Doskonały spojrzał na nas. Tym razem nie było to zwykłe spojrzenie. Patrzył na moją twarz i zmarszczył brwi. Cholera, za głośno się śmiałam, zwróciłam jego uwagę i teraz coś mu się skojarzyło. Pewnie się zastanawia gdzie mnie już widział. Zakręciłam elegancko Agą i usiadłyśmy na jedynych wolnych miejscach, znajdujących się naprzeciwko osoby, której tak chciałam zejść z pola widzenia.
Chwile trwało zanim kelnerzy ogarnęli nas z zamówieniami.

I w końcu przyszedł czas na przemowę szefa. Przygotował się. Wyciągnął karteczki i zaczął podsumowywać mijający rok. Wyłączyłam słuch po trzecim zdaniu. Patrząc na mojego bossa, myślałam tylko o jego towarzyszu. Bolesne szturchnięcie łokciem w bok przywróciło mnie do pionu. Zupełnie odruchowo poderwałam się z krzesła. Chwilę trwało, zanim zrozumiałam, że zostałam nagrodzona. Nieważne już za co, bo i tak nie słyszałam początku. Ważne było to, że miałam podejść do dr Nowaka, a co za tym idzie zbliżyć się też do niego.

Starałam się w miarę zgrabnie wydostać ze swojego miejsca i po chwili odbierałam z rąk szefa dyplom. Szybko zerknęłam na napis „Dla najlepszego pracownika roku”. Moją twarz rozświetlił szeroki i szczery uśmiech. Po pierwsze było mi miło, a po drugie przypomniałam sobie mój ostatni wyczyn z docentem Kozłowskim i od razu wyobraziłam jego minę, gdy zobaczy ten dyplom wiszący na ścianie w recepcji. Jakoś wiedziałam, że nie omieszkam tego zrobić.

Tradycyjny pocałunek w policzek i zdarzyło się coś, czego nie przewidziałam. Mój szef namiętnie używał wody Diora. Pięknej, wyrazistej, niesłychanie męskiej i niestety mocno piżmowej. Poczułam ją, zakręciło mnie w nosie i kichnęłam. Na tyle cicho, że nie wszyscy usłyszeli. Ktoś jednak usłyszał i zareagował. Dotarło do mnie wypowiedziane głębokim, męskim głosem.
- Na zdrowie.
- Dziękuję. – Odpowiedziałam, odruchowo spojrzałam w stronę Pana Doskonałego i zamarłam. Wcześniej jego spojrzenie było obojętne. Teraz patrzył na mnie z uwagą i w skupieniu. Poczułam dreszcz przebiegający od karku w dół pleców.
Szybko wróciłam na miejsce koncentrując całą swoją uwagę na szefie.

Nie mogłam spojrzeć w stronę Pana Doskonałego. Czułam jednak, że na mnie patrzy i dziękowałam w duchu za dobry fluid, który maskował moje rumieńce.

Nagle usłyszałam szept Agi.
- Cholera. A już miałam nadzieję na świeże mięso. – Spojrzałam na nią trochę nieprzytomnie.
- Co? Jakie mięso?! Przecież nie lubisz Carpaccia. – Aga zrobiła zeza i wykonała bardzo dyskretny ruch głową wskazując na nieznajomego.
- Oprzytomnij wariatko. Mam ochotę na tego pana. – Tym razem zeza dla odmiany zrobiłam ja i parsknęłam poirytowana.
- No i dobrze. A co mi do tego? A bierz go sobie w cholerę z całym dobrodziejstwem inwentarza. – Aga patrzyła na mnie zdziwiona. Zareagowałam zbyt gwałtownie jak na nasze zwykłe przekomarzanie. Niestety kontynuowała i to tonem świadczącym o tym, że odkryła sensację.
- Ocho. Ocho! – Byłam poddenerwowana, bo zahaczyłam spojrzeniem o przeciwległy koniec stołu i zobaczyłam, że mężczyzna otwarcie mi się przypatruje. Odparłam ostrzej niż bym chciała.
- Odczep się i daj mi spokój! Podoba się tobie to go złap, ale mi go nie wmawiaj! – Na szczęście w tą koszmarną rozmowę wdarł się tubalny głos dr Nowaka.

- A teraz przywitajmy naszego nowego kolegę, który od nowego miesiąca rozpocznie oficjalnie z nami pracę.  Już go znacie, ale dokonajmy oficjalnej prezentacji. Pan Paweł Orleański.

Przestałam oddychać.

W myślach powtarzałam ‘tylko nie on”, co było o tyle idiotyczne, że tylko on był nową osobą w naszym gronie. Gdy zaczął się powoli podnosić, czułam jak odpływa ze mnie cała krew.
Coś tam mówił, grupa się śmiała, a ja byłam w stanie tylko patrzeć nieruchomo przed siebie.

Koszmar mojego życia właśnie się materializował i nabierał realnych kształtów. Przez własną głupotę, zapalczywość i gwałtowny charakter wplątałam się w sytuację bez wyjścia.Istniał cień szansy, że mnie nie rozpoznał i nie rozpozna i chyba tylko to względnie mnie jeszcze trzymało w pionie. W innym przypadku byłby koniec i to dosłowny. Moje zachowanie było tak skandaliczne, że na pewno wylaliby mnie z pracy. Gorzej – pewnie poszłaby fama po środowisku i nie miałabym szansy na żadne zatrudnienie w swoim zawodzie.

- Już skończył, zacznij oddychać i przestań zabijać go wzrokiem, bo zwrócisz na siebie uwagę. – Szepnęła Aga i dała mi znowu lekkiego kuksańca w bok na przyspieszenie reakcji.  Odwróciłam się do niej, chcąc przeprosić za moje głupie zachowanie, ale napotkałam ciepłe i współczujące spojrzenie. Znała mnie wystarczająco długo i wiedziała, że coś jest nie tak. I to nie tak, związane jest z tym kimś siedzącym naprzeciw nas.

- Potem wyjaśnię. – Rzuciłam cicho i odwróciłam się w stronę kolegi siedzącego po mojej drugiej stronie, rozpoczynając zwykłą konwersację o wszystkim i niczym z gatunku tych prowadzonych zwykle przy kolacjach służbowych. Na tyle luźnej, że mówiąc jednocześnie myślałam o swoim problemie, a praktycznie o tym jak go rozwiązać. Jak rzep psiego ogona uczepiłam się szansy, że Paweł mnie nie pozna. W końcu byłam ubrana i wyglądałam tak dziwnie chyba pierwszy i mam nadzieję ostatni raz w życiu. Od razu postanowiłam pozbyć się tych rzeczy, w których mnie widział, z największym żalem kładąc krzyżyk na torbie i jej zawartości. Pyszne jedzenie, dobre wino i szansa na wyjście z kłopotów obronną ręką poprawiły mi humor.

Przy deserach dr Nowak razem z najnowszym nabytkiem zaczęli okrążać stół, zamieniając po kilka zdań z każdym z pracowników. Ponieważ kilka innych osób też się tak przemieszczało, postanowiłam w odpowiednim momencie wstać i się ewakuować, by uniknąć bezpośredniej konfrontacji z Panem Doskonałym. Na razie jednak byli na tyle daleko, że mogłam jeszcze spokojnie siedzieć na swoim miejscu. Rozmawiając z powrotem z Agą i pochłaniając kolejne truskawki, dyskretnie obserwowałam obu panów.

Co ja mówię! Patrzyłam Pawła, sposób w jaki się uśmiecha, słucha drugiej osoby, jak potakuje i lekko przechyla głowę, jak jego dłoń opiera się o krzesło.
Przypomniałam sobie chwilę, gdy te dłonie dotykały i obejmowały mnie i odleciałam myślami do tej chwili. Tym sposobem mając rozmarzony wyraz twarzy i nieprzytomne spojrzenie, usłyszałam wypowiedziane z troską słowa dr Nowaka.
- Jak się czujesz kochanie?

Podniosłam wzrok i ujrzałam oczy Pana Doskonałego.

Merde, merde, merde. Sierota! Nie zdążyłam zwiać!

Teraz trzeba było zrobić dobrą minę do złej gry. W środku szalał mi tajfun, a ja musiałam przybrać przyjemny wyraz twarzy i ignorować te nerwowe drgania, które wywoływały we mnie oczy Pawła. Co ja do cholery mam odpowiedzieć, by się nie pogrążyć?

Na szczęście odezwała się Aga.
- Już wszystko w porządku.  – Chwilowa wdzięczność została zastąpiona przez przerażenie, gdy kontynuowała. – Jak dobrze, że po tym wypadku mogła mieć wolne. Doszła już do siebie.

Proces myślowy jednego z mężczyzn widoczny był jak na dłoni. Na słowo wypadek w jego mózgu zaczęły uruchamiać się poszczególne zapadki. Co prawda nie miał prawa skojarzyć wypadku ze szpitalem, ale wolałam nie ryzykować, że Aga z czymś się wyrwie, a Pan Doskonały w myśleniu i wyciąganiu wniosków pójdzie za daleko.

Wykonałam piękny zamach i przywaliłam tej gadule w nogę.

Niestety nie przewidziałam, że zadziała odruchowo i błyskawicznie odpowie tym samym. Przywaliła ostrzej i trafiła czubkiem buta prosto w moją kostkę. Zabolało i to mocno!

- Kurwa! – Soczyście syknęłam, wywołując skrajne reakcje.

Panikę u Agi, która zrozumiała, że w ten dyskretny sposób chciałam, żeby się zamknęła, że to było przyczyną mojego zdenerwowania i chyba właśnie spowodowała katastrofę.

Konsternację u dr Nowaka, którego protegowana nie dość, że zna to jeszcze używa takich wulgaryzmów i to przed honorowym gościem.

Z obawą zerknęłam na Pawła i zamarłam. Wcześniej w jego wzroku przewijała się cała gama emocji, od chłodnego zainteresowania przez uprzejmość po pobłażliwość.

Teraz jego oczy były zimne.

Wściekłe, lodowate i jasno informujące, że mnie poznał i doskonale pamięta każde wypowiedziane przeze mnie słowo.

 

Aga ratowała sytuację, tłumacząc się niechcącym kopnięciem. Szef odetchnął i coś tam mówił, a ja miałam ściśnięte gardło i czekałam na egzekucję.
Gdy panowie przeszli do kolejnych osób, oparłam się o stół.

Czyli koniec. Tak to wygląda? Gdy człowiekowi świat wali się w gruzy?

Czułam się jak w czasie wypadku. Stało się coś strasznego, ale ja nie byłam w stanie nic już zrobić. Po prostu byłam bezwolnym uczestnikiem zdarzenia.

To samo było teraz.

 

Nawet nie wiem kiedy skończyła się kolacja.

Rozbawione towarzystwo powoli przemieszczało na niższy poziom do Słodowni. Rozejrzałam się, ale nigdzie nie widziałam Pawła. Nikt też nie patrzył na mnie dziwnie, nikt nic nie komentował. Wszystko wyglądało tak jak wcześniej, jakby nic się nie stało. Czyli jeszcze nic nie powiedział. Bynajmniej nie było mi z tego powodu lepiej.

- Aga, skoczę jeszcze do łazienki. Idź już, zejdę za chwilę. – Odwlekałam konfrontację jak mogłam. Wiedziałam, że Paweł musi być już być na dole. Głupie i dziecinne, ale kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić.

Próbować się tłumaczyć?

Wyjaśnić? Prosić, by zapomniał i nic nie mówił?

Wątpię czy to by coś dało. Nikt normalny nie zachowałby się tak, jak ja wtedy. Facet może chwilę odczeka, ale nie ma opcji. Zrobi coś z taką wariatką w swoim otoczeniu.

Wszyscy zeszli  już na dół i w restauracji zostałam tylko ja i obsługa powoli sprzątająca salę. Weszłam do łazienki i utknęłam przy lustrach.

Po chwili odkręciłam kran i patrzyłam jak woda wytyczając coraz to nowsze szlaki we wnętrzu umywalki, ucieka w dół.

 

Nagle poczułam mocne szarpnięcie i poleciałam na ścianę.

Oburzona chciałam kopnąć napastnika, ale mężczyzna przyblokował mnie swoim ciałem.

Mocna dłoń brutalnie złapała mnie za brodę i podniosła do góry tak, że musiałam spojrzeć mu w twarz.

Patrzyłam we wypełnione furią oczy Pawła i usłyszałam jego zimny głos.

- Czy ktoś wie, że dorabiasz sobie po godzinach jako dziwka?

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część VI
Pechowa ósemka – część IV

 

 

Polubienia 26
Wyświetlenia 2075

Podobne wpisy:

  • Co prawda po północy, ale dla mnie jeszcze jest niedziela :)

  • To jedno z tych opowiadań, gdzie oczy stają się rozbiegane, aby szybciej pochłonąć literki i jednocześnie chcą zwolnić, aby delektować się każdym słowem. Motyw czekania zabija, ale za każdym razem tortura jest tego warta. Dziękuję! :)

    • Dziękuje. :)
      Miód dla mojej duszy. Postaram sie poprawić z częstotliwością tekstów.
      Natomiast to opowiadanie pisze sie samo. :)

      • Lkolac

        To jak sie pisze to pisz dalej. Mi juz sie podoba, nawet coraz bardziej.

        • No coś Ty taka łaskawa?!!!
          Oj, Lkolac, takiej drugiej, jak Ty, to nie ma w całym necie :-)

          Anka! Nareszcie wróciłaś! I nie odpuszczaj.
          Nie odmawiaj sobie przyjemności pisania :D

          • Jedyna w swoim rodzaju jest. Lacina az mi sie przypomniala.
            Dzisiaj zapowiedziałam Paradoks to będzie Paradoks. Inaczej znowu ktoś do mnie będzie strzelać- i słusznie, nie po to jest harmonogram by nim rzucac na lewo i prawo. Coś może dojść, ale nic nie usunę. Nawet kosztem zakopania któregoś z bohaterów

          • lkolac

            Mika.to mialo byc motywacyjnie. Jak Ania jest na fali to niech plynie.
            Co nie znacY ze sie nie ciesze. Wyobraz sobie dzis bedzue paradoks i to bez ponaglania ;) swieto. Rosen montag dzis jest i normalnie brak slow. Potem bedzie haloween do konca i to nie za 9 miesiecy. Az dech mi zaparlo jak to zobaczylam co bedzie do konca miesiaca. A na dobicie jeszcze pechowa ktora tez jest fajna.

            Rozpieszczacie oatatnio.

          • Szalejemy na maksa :D
            Ja aż się nie poznaję.

  • Wiktor

    Witaj Anno!!!. Dziękuję bardzo za dodanie nowej części!. Z miłą chęcią przeczytałem(pochłonąłem tekst), aż mnie ciekawi co będzie dalej. Pozdrawiam Wiktor

  • Askaa

    Aniu jak miło Cię znów widzieć. Kobieto mam w sobie Tyle emocji,że jestem chaotyczna:)
    Doczekać się nie mogę kolejnych części:D

  • Lena

    O kurde, ale końcówka!!!He he. Jak zwykle świetne opowiadanie i czekam na więcej:-)

  • Mona

    Uduszę! Skończyć w takim momencie :( ale cieszę się, że wróciłaś. Brakowało nm tego.
    Pozdrawiam

  • Basia S

    Jeeej! Aż serduszko dam. Bo czemu nie? ♥ <3 Będą dwa.
    Musiałam wrócić do trzeciej części, żeby zrozumieć pytanie, które jej zadał. :D Dałam radę.

    Pozdrawiam,
    B.

    • Uff… Na szczęście to nie był ‚diabel’

      • Basia S

        Wyobrażasz to sobie? Zapomnisz, co było wcześniej i musisz wracać tyle rozdziałów! :o Co prawda, czytałam całego diabła kilka razy, ale tak wyrywkowo.. byłoby ciężko. ;)

  • Dominika

    Uwielbiam Twoje poczucir humoru ♥