Pechowa ósemka VI

- Nie. – Wyszeptałam. Był zbyt blisko, przytłaczał mnie. Był obcy. Czym innym było myślenie o nim, a czym innym tak intensywna fizyczna obecność. Mój protest odnosił się właśnie do tej bliskości.

Nie chciałam czegoś takiego!

Kompletnie nie pomyślałam, że on może to odebrać, jako odpowiedź na swoje pytanie.

W olbrzymiej naiwności liczyłam, że słysząc mój protest posłucha i się odsunie.

Zamiast tego jego ciało jeszcze mocniej naparło na moje i po prostu przygwoździł mnie do ściany. Na plecach czułam lodowato-zimne płytki, ale przód ciała płonął pod wpływem dotyku Pawła.

Jedną dłoń oparł tuż przy mojej głowie, a drugą nadal podtrzymywała moją brodę nie pozwalając mi na żaden ruch.

Pomimo moich bardzo wysokich obcasów, górował nade mną.

Było go za dużo.

Osaczył mnie.
Mocny nacisk twardego ciała nie pozostał bez odpowiedzi. Zaczynałam się bać. Oddychałam gwałtownie, usiłując odzyskać równowagę.
Nie odzywałam się, ale moje oczy krzyczały za mnie ze wszystkich sił. Chciałam, żeby mnie puścił, odsunął się chociaż na kilka centymetrów, odezwał się.

To właśnie było najbardziej złowrogie.

Ta cisza, zakłócana jedynie moim głośnym oddechem.
Wściekły patrzył mi prosto w oczy, a potem jego wzrok przesunął się w dół i zatrzymał na ustach.

Jego nozdrza się rozszerzyły i przymrużył oczy, a głowa zaczęła coraz bardziej zbliżać się do mojej.
I nagle dotarło do mnie, że Paweł nie jest tylko wściekły.

Był podniecony.

To, co wcześniej ignorowałam, co boleśnie wbijało się w mój brzuch, nie było niczym innym tylko jego sztywną męskością.

Tak blisko, w tak intymny sposób, nie byłam z nikim poza moim mężem. Może czasami miałam zwariowane pomysły, ale jednocześnie sztywne zasady, które nie pozwalały mi nigdy na przekroczenie pewnej granicy.

Paweł nie przekraczał właśnie granicy. To już była ostatnia faza oblężenia.

Uważał mnie za dziwkę. To, że będzie się chciał mnie pozbyć to jedno, ale może zanim to zrobi zaliczy numerek.
I wtedy mnie odblokowało.

 

Nie marnowałam energii na krzyczenie. Przy tak grubych murach i tak by mnie nikt nie usłyszał. Zaczęłam się ostro szarpać, próbując się wyrwać z jego objęć i uciec.
W pierwszej chwili myślałam, że mi się uda. Był tak zaskoczony, że na sekundę poluźnił uchwyt.

Tylko na sekundę.

Chrapliwy głos, który wcześniej brzmiał tak kojąco, tym razem doprowadził mnie na skraj paniki.

- Chcesz się pobawić ostrzej? – Przycisnął mnie tak, że nie mogłam złapać oddechu. Mocno złapał oba nadgarstki i skrzyżowane nad moją głową, przygwoździł do ściany jedną dłonią.

Druga złapała mocno za podbródek.

Powoli przestawał siebie kontrolować i włożył w to za dużo siły.

Objął mi twarz i brutalnie ucisnął tak, bym musiała podnieść głowę.

Chciał mnie zdominować, zmusić do posłuszeństwa, ale trafił na niezagojone cięcia, powstałe wskutek jego interwencji.

 

Ból był tak ogromny, że przed utratą przytomności nawet nie zdążyłam jęknąć.

Ocknęłam się z zimna i bólu. Czułam takie samo łupanie w szczęce, które zmusiło mnie do wizyty na pogotowiu.

Jednocześnie miałam wrażenie, jakby połowa mojej twarzy była zamrożona. Ktoś przyłożył mi do szczęki okład z lodem. A potem zrobiło mi się zimno już wszędzie i wtedy też jęknęłam.

 

- Już spokojnie. Zaraz będzie lepiej. – Ulga, jaką poczułam rozpoznając głos Agnieszki była nie do opisania. Obok mnie był ktoś, kto nie pozwoli mnie skrzywdzić.
- Dziecko, nie płacz. – Słysząc dr Nowaka otworzyłam oczy. I ujrzałam nad sobą trójkę ludzi. Agnieszkę, mojego szefa i Pana Doskonałego.

Zrobiło mi się słabo, ale to było nic z tym, co nastąpiło potem.

- Już wszystko wiemy. Trzeba było powiedzieć, a nie walczyć samej. Przecież jesteśmy jak rodzina. – Kompletnie nie rozumiałam, o czym mówi. Bezwiednie spojrzałam na Pawła, ale po tym przestałam rozumieć już cokolwiek. Powinien być wściekły, a tymczasem był zmieszany.
A potem nie zabiłam Agnieszki tylko dlatego, że nie miałam siły się ruszyć.

- Powiedziałam im wszystko. O tym wypadku spowodowanym przez twojego durnego byłego męża ze swoją kochanką. O rozwalonym zębie. O wizycie w szpitalu i zamieszaniu, które zrobił twój eks. O tym jak cię potem leczyłam.
Patrzyłam bezradnie na otaczające mnie osoby. Aga opowiedziała tylko to, o czym sama wiedziała.

Nie była świadoma, że Paweł bezpośrednio uczestniczył w pozostałych wydarzeniach, poskładał przed chwilą elementy układanki i miał teraz pojęcie o wszystkim.

- Dziecko. Przecież nie jesteś z kamienia. Ja wiem, że poświęcasz się dla pracy, ale z tego powodu tak zaniedbać siebie. – Boss kontynuował przemówienie, a ja byłam coraz bardziej blada.

W sumie nie tylko ja.

Zawsze byłam twarda, radziłam sobie, ale teraz było tego trochę za dużo. I nie chodziło o ból. Cały czas miałam w głowie podnieconego i wściekłego Pawła, któremu zabrakło chwili do tego, by mnie zgwałcić.

Gdy sobie uświadomiłam czego uniknęłam, poczułam jak po policzkach spływają mi łzy.

Dokładnie tym by to było. Gwałtem.

 

- Pojadę do domu. Muszę jednak odpocząć. – Wyszeptałam.

Chciałam się stąd jak najszybciej wynieść.

Nie przewidziałam tylko tego, że będą chcieli mnie eskortować. A dokładniej jedna osoba, Paweł.

- Nie. – Zaprotestowałam, ale to nic nie dało.

Argumenty Pawła były celne i nie do podważenia. Nie pił, jest silny, samochód jest na parkingu. Pomoże mi i bezpiecznie dostarczy do domu.

Aga coś tam nieśmiało protestowała, ale została prawie zakrzyczana przez obu mężczyzn. Tłok tez nie był wskazany. Jedna osoba, ale taka której pomoc jest możliwa ma sens.

Mnie też nikt nie słuchał. Stanęło na Pawle.

O ile pozwoliłam jeszcze dr Nowakowi pomóc mi podnieść się z fotela, to widząc zbliżającego się Pawła gwałtownie zaprotestowałam.
- Nie! Dam radę sama! – Momentalnie się zatrzymał. Zignorowałam jęczenie bossa na temat mojej niezależności i oślego charakteru. I ja i Paweł wiedzieliśmy dlaczego nie chcę by mnie dotykał.
Aga podała jeszcze adres i ruszyliśmy w stronę parkingu. Samochód na szczęście był blisko.

Jechaliśmy w ciszy. Odwróciłam głowę i obserwowałam mijane domy i ludzi. Nie miałam ochoty się odzywać. Podobnie jak on.
Byłam tak pewna, że po prostu mnie podwiezie, że słysząc pytanie.
- Jest tam w pobliżu parking strzeżony? – Nie zrozumiałam w ogóle o co chodzi.
- Przepraszam, ale co?! – Spojrzałam na niego zdezorientowana. – Po co ci parking strzeżony?!

Paweł nie odrywał oczu od drogi. Musiałam przyznać, że miał jaja skoro odpowiedział mi wprost.
- Gdy złapałem cię za szczękę, musiałem uszkodzić dziąsło i ranę. Krwawiłaś i to mocno. Nie zostawię cię samej na noc. Masz moje słowo, ze cię nie tknę, ale nie odjadę dopóki nie upewnię się, że wszystko jest w porządku. Samochód nie jest mój i nie mogę nim stawać wszędzie.

Podjeżdżaliśmy pod dom.

Już nabierałam oddechu by jasno i dobitnie wyjaśnić jak powinna wyglądać jego pomoc.

Zamiast chłodnej odprawy, usłyszał.

- Kurwa jasna mać!

 

Ten człowiek miał nerwy ze stali. Nawet nie drgnęła mu ręka, nie zahamował gwałtownie, ani nie skręcił nagle, uderzając w latarnię.

Podjechał spokojnie pod dom i zaparkował pod garażem, tuż obok samochodu mojego byłego męża i radiowozu.

Wszystkie światła były pozapalane i dom wyglądał jak choinka na święta.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem i wyleciał stamtąd mój były mąż, razem z mundurowym w ilości sztuk jedna.
Tak jak wylecieli, tak się zatrzymali.

Nie wiem, czego Jacuś oczekiwał, ale na pewno nie mnie otulonej męskim płaszczem, najwyraźniej należącym do siedzącego obok mnie mężczyzny.

Zamarł z otwartymi ustami.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy Paweł wyskoczył z samochodu i otworzył drzwi po mojej stronie.

Pomógł mi wysiąść, objął mnie ramieniem i zdecydowanym głosem zadał policjantowi pytanie.
- Co się tu dzieje?!

Nie wiedząc, jakiej wersji ja mam się trzymać, przytomnie nie odzywałam się wcale. Modliłam się tylko w duchu, by pomimo wcześniejszego zachowania, Paweł okazał się inteligentnym facetem.
Na szczęście nim był.
Po chwili wszystko się wyjaśniło.

Mianowicie Jacek, martwiąc się o mój stan zdrowia, usiłował się do mnie dodzwonić.

Gdy to wyjaśniał, sięgnęłam do torebki po komórkę. Jacka na chwilę zamurowało, ale i policjant i Paweł spojrzeli na siebie z niedowierzaniem, gdy zobaczyli ilość nieodebranych połączeń.
57.

- O rany. No miałam na milczy. Wielkie mi halo. – Mruknęłam, a Jacek dla odmiany obrażony kontynuował.

Zaniepokojony przyjechał pod dom. Nie reagowałam na dzwonek, więc postanowił skorzystać z kompletu dorobionych tuż przed wyprowadzką kluczy i wejść do środka.
Na wiadomość, że posiada klucze do mojego już tylko domu zatkało i mnie, tym razem z oburzenia.

Policjanci już wiedzieli, że jest ciekawie, ale pozwolili mu mówić.

Jacuś wyjaśnił, że wszedł do domu i się przeraził, bo salon jest zdemolowany.
Otworzyłam usta, ale teraz dla odmiany spąsowiałam.

Pedantyczna nigdy nie byłam, ale takiego poziomu chaosu jak teraz nie osiągnęłam też wcześniej. Stosy rzeczy walały się wszędzie, a bajzel został zwiększony przez poszukiwania właściwej kreacji. Nie dziwiłam się, że ktokolwiek widząc te stosy uznał, że doszło do włamania.
Jacek nie był wyjątkiem więc doszedł do wniosku, że ktoś mnie porwał, a dom przetrząsnął w poszukiwaniu kosztowności.

Nie czekał na zbawienie tylko zadzwonił na policję, a ja tymczasem się beztrosko bawię, podczas gdy on się zamartwia.

Już otwierałam usta, nie wiedząc tylko czy zjadę tego kretyna czy odgryzę mu łeb, gdy ubiegł mnie Paweł.

 

Początkowo zła, patrzyłam potem niechętnie z coraz większym podziwem jak Jacek robi się coraz mniejszy.

Paradoksalnie człowiek, który mnie skrzywdził, idealnie się sprawdzał jako mój obrońca. Zamyśliłam się tylko na chwilę i zdziwiona obserwowałam, jak Jacek pokornie wskakuje do swojego samochodu i odjeżdża za radiowozem.

- Ale jak? – Myślałam, że wyjaśnianie potrwa wieki.
- Nie czujesz się dobrze. Wyjaśnią sobie co potrzeba na komisariacie, a z nami skontaktują się w przyszłym tygodniu.
- Dlaczego z nami? – Musiałam być nieźle zakręcona, skoro czepiałam się takich szczegółów.
- Bo jesteś ze mną. – wyjaśnił cierpliwie, po czym zmienił temat patrząc na podwójną bramę garażową. – Zmieszczę się tam?

Samochód wszedł bez problemu. Poczekałam aż zaparkuje w środku. Moje maleństwo jak nigdy stało po jednej stronie, gdy zwykle stawiałam go po środku i na skos.
Wychodząc obejrzał się jeszcze raz i spojrzał na mój samochód. Oboje pomyśleliśmy o tym dniu, gdy zbyt lekkomyślnie otworzyłam drzwi.

 

A potem weszliśmy do domu i ja jęknęłam, a Paweł zaczął się śmiać.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część VII
Pechowa ósemka – część V

Polubienia 29
Wyświetlenia 2106

Podobne wpisy:

  • Miłej lektury i dobranoc :)

  • Dobre psychole – po całości. I to jest majstersztyk, że tutaj nie ma opcji by przewidzieć co się stanie w następnym rozdziale. Brawo!

    • Tak sie zastanawiam o co chodzi z ta ilością przemocy w moich opowiadaniach. Co prawda za siekierę nikt jeszcze nie złapał, ale dokładnie …. Jeszcze.
      A tak na marginesie (znowu), zaczynajac VI cześć w głowie nie miałam nic oprócz tych dwojga w łazience i pytania zadanego przez Pawła… I znowu samo sie napisało. Tylko jak to jest, ze najwieksza wenę mam gdy ledwo widzę na oczy? :D

      • Któż to wie, może jeszcze będzie ktoś drewno rąbał do komika i będzie okazja na siekierę ;)
        Myślę, że Twoje każde „samo się napisało” jest najpiękniejszym potwierdzeniem, że Twoje szare komórki są extra i ludzie powinni je docenić(jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości), nawet jeśli podczas pisania tylko jedno oko funkcjonuje,a drugie śpi ;). Jest super.

  • ania

    Uwielbiam to opowiadanie dziekuje! Jestes wielka:) Ania

  • Wiktor

    Kurcze, świetne. Pozdrawiam Wiktor

  • ania

    Nie ma jak to przyjśc do pracy, odpalić komputer i hura, jest!!!!!
    No, dziękuję bardzo, tak przyjemność z rana, dzień będzie udany :)
    Pozdrawiam

  • Uśmiecham sie od rana :). Dziękuje!

  • Super :D I super, że znów piszesz :D
    A tu coś w Twoim smaku ;-)

    • Wyobraź sobie, ze rano po kolejnej katowni wskoczyłam do sklepu. I NIE MIELI.
      Ale teraz to jestem od krok od polizania monitora :) – chyba by mi ochota na te truskawki przeszła na kilka sekund :)

  • Lkolac

    I co beda sprzatac i froterowac podlogi?

    • Ehhhhh … Taaaaaak. Oczywiście :D
      Skąd ja mam wiedzieć co oni zrobią? Usiądę, zacznę pisać to sie dowiem :)

  • Lena

    Dzięki wielkie. Uratowałaś tym opowiadaniem mój zły dzień.

    • ehh … a ja zaraz robię korektę. Znowu to samo – błąd za błędem

      PS. to się cieszę i do usług :D

      • ania

        Korekta juz chyba byla? Bo czytalam juz po raz kolejny ten fragment i zauwazylam zmiany:) ania

        • tylko wyrywkowo zmieniłam treść. rażące błędy nadal są

  • Kasia

    super się czyta
    jednak
    hihihihi
    chciałabym zobaczyć to mieszkanie;)

    • Hm …. zdjęć nie prześlę, ale z ręką na sercu potwierdzam, że można mieć czysto, ale przy okazji układania zrobić burdel jakiego świat nie widział.
      I naprawdę .. patrzy się na te dzikie stosy i brakuje sił, by coś ruszyć i pomysłu od czego zacząć.

  • AW z WW

    Poza tym, że nadużywasz słowa „ciebie”, wszystko mi się podoba. Ale może czasem takie zwykłe „cię” by wystarczyło? Na pewno ułatwiło by odbiór i pomogło uniknąć powtórzeń, jak na przykład w rozmowie w samochodzie.
    Pozdrawiam.
    AW z WW

    • Wiedziałam. Zaimki to …brak mi już słów na samą siebie i pewnie stanę pod ścianą i będę uderzać w nią czołem. Może to coś da.

      Tak na marginesie to tylko w tych opowiadaniach robię takie byki. Nie ogarniam już tego.

      Patrząc obiektywnie na to co z nimi wyczyniam (zaimki) … to teoretycznie uświadomiona jestem, gorzej z wykonaniem :)

      • Basia S

        Pamiętasz, Anno, mój pierwszy komentarz? Był pod diabłem i dotyczył właśnie zaimków. ;)

        • Nic nie mówię :)

          • Basia S

            Anno, a ja jednak coś powiem. :D Uważam, że w porównaniu do pierwszych części „Diabła”, pozostałe opowiadania zaliczają powolny progress, ale to zawsze coś. ;)

            Ps. Myślę o „posadzie” korektorki. Nie chcesz kogoś „zatrudnić”? :D

          • Basiu S. – czy jesteś świadoma co proponujesz? :)

            Sama już miałaś nie raz „próbki” mojego „anielskiego” charakteru. Co prawda w sumie jestem dobrym człowiekiem, a że gdzieś po drodze dziabnę zębami (również z rozpędu i na wyrost) … powiedzmy, że to wartość dodana.
            Niektórzy do tego tak nie podchodzą, a ja sobie nadal walcem jeżdżę :). Wyrzuty sumienia mam, ale co sobie użyję to moje :)
            Na tej „posadzie” jedyne co będzie pewne to poszerzony zasób słownictwa u Ciebie (powiedzmy, że słowa powszechnie nie stosowane, a uznawane za obelżywe), oczy skierowane w górę i świetna zabawa :D
            Jeśli nadal się uśmiechasz i chcesz zapraszam na FB / mail.
            A tak czy inaczej dziękuję za pytanie i propozycję :)

            A tak z innej beczki, ale też o korekcie
            Właśnie dzisiaj – rozmawiając z przyjaciółką, usiłowałam dojść o co chodzi z tymi błędami i takim moim podejściem do korekty w tych opowiadaniach. Gdy puszczam w świat inne „dzieła” poddaję je 4-5 krotnej korekcie i jeśli zdarzają się błędy to są bardzo sporadyczne (żeby było jasne – poważne, analityczne teksty :D, serio :D )
            A tu? Słów mi na samą siebie brak .
            I kiedy tak na głos analizowałam o co chodzi, powiedziałam coś bardzo mądrego ( ciiiii …. xD), co postaram się przytoczyć.
            ” … wiesz, bo z tym blogiem i pisaniem to jest tak. Gdy piszę to wszystko we mnie krzyczy, rwie się na zewnątrz. To dzieje się w mojej duszy, umysł mi się przegrzewa, a myśli przychodzą tak szybko, że prawie nie nadążam z ich spisaniem. To jest zupełnie tak samo, jakbyś kochała się ze swoim mężczyzną. Szał, namiętność, utrata świadomości, doznania takie, że krzyczysz, masz orgazm rozrywający cię od środka. I po wszystkim kiedy leżysz wyczerpana, szczęśliwa i zaspokojona, to nagle zaczynasz analizować każdą pozycję i ułożenie swojego ciała. Czy miałaś nogę pod dobrym kątem. A może należałoby ją trochę opuścić i wtedy wyglądałabyś lepiej. Albo, że krzyczałaś, ale może w sumie nie powinnaś – pal licho, że po prostu straciłaś nad sobą kontrolę…. ”

            I doszłam do wniosku, że pisanie to u mnie taki właśnie seks. A do korekty mam podejście jak do takiej analizy, czy włosy miałam dobrze ułożone.
            Trochę przeginam, ale tak się czuję. Wiem, że robię błędy (kto ich nie robi), ale korekta zaraz po napisaniu tekstu przekracza moje możliwości .
            Natomiast jeśli ją odłożę, to zanim znajdę na nią czas to mijają wieki. A już kolejne rzeczy kłębią mi się w głowie i chcą ujrzeć światło dzienne.

            I się rozpisałam.
            Ale słońce świeci, ja mam piękne kwiaty na biurku i jest piątek. I nikt mnie jeszcze dzisiaj nie chciał zabić, ale może po prostu żyję w błogiej nieświadomości :D

          • Basia S

            Po tak rozległym wytłumaczeniu Twoich „błędów” myślę, że jesteśmy w stanie Ci to wszyscy wybaczyć. ;)

            Ps. Kwiaty piękne.

          • Wiktor

            Witajcie!. Przynajmniej ja nie zwracam na błędy uwagi. Wiadomo jak ktoś szybko pisze i stara się jak najszybciej zamieścić tekst, to mogą być błędy. Ale za to jakie opowiadania!. U mnie piątek będzie dopiero jutro, ale wam dobrze. Pozdrawiam!

          • Basia S

            To ja zazdroszczę Tobie, Wiktorze – mój weekend skończy się szybciej, niż Twój. ;)

            Pozdrawiam,
            B.

          • lkolac

            dla mnie moze byc z bledami, wazne ze sens zlapie, reszty sie domysle

  • Wiktor

    Witajcie!. Aniu wchodząc na Twojego bloga, aż miło poczytać waszą dyskusję. Tak powinno być, a nie jakieś bezpodstawne oskarżenia, byleby tylko komuś „zabić ćwieka”. Pozdrawiam!!!.

  • Pingback: Pechowa ósemka V | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Pechowa ósemka VII | Skrywane pragnienia()