Pechowa ósemka VII

Staliśmy w holu mając niczym nieskrępowany widok na salon. Walające się wszędzie stosy przemieszanych ze sobą ubrań, butów i torebek.

Było tego bardzo dużo, a wszystko leżało bez ładu i składu.

O ile wcześniej – gdy znosiłam rzeczy w czasie porządków – starałam się je układać w miarę logicznie, to wszystko zostało przemieszane w czasie poszukiwań właściwej kreacji na wieczór. Nie znajdowałam żadnych delikatnych słów na określenie tego, co osiągnęłam. Czułam jak rumieniec wypływa na moją twarz.
- Jesteś zadziwiająca.- Spokojny, głęboki głos bez cienia ironii, ale ja słyszałam tylko coraz głośniejsze dudnienie w uszach, a treść odebrałam po swojemu.

Jęknęłam.

Bardzo dyplomatycznie to nazwał. Ja bym po prostu powiedziała:  „masz koszmarny burdel w domu, kobieto”. Jęknęłam znowu. Konsekwentnie przekreślałam siebie w jego oczach.

- Ja normalnie tak nie mam! – Dlaczego się broniłam? Powinnam mieć gdzieś, co myśli ten facet, a desperacko próbowałam się wytłumaczyć.

- Wiem – odpowiedział z uśmiechem krążącym po ustach.

Tym razem mnie zaskoczył. Skąd niby wiedział? Sodoma i Gomora w torebce, tajfun w salonie – jakoś nie dawałam mu powodu, by myślał inaczej. Najwyraźniej zaskoczenie było aż tak widoczne w moich oczach, że postanowił coś z tym zrobić.

Podszedł do mnie bliżej, złapał za ramiona i delikatnie obrócił w stronę kuchni.

- Widzisz? – Co niby miałam widzieć? Moja kuchnia istniała i wyglądała jak zwykle. Potem znowu mnie przesunął i wskazał na gabinet.

- A tu? – Cudu nie było, gabinet nie zniknął i również wyglądał tak, jak go zostawiłam wcześniej.

Obróciłam się do niego.

- Nie rozumiem. – Rzeczywiście nie rozumiałam, o co mu chodzi. Delikatny uśmiech nie znikał z jego twarzy.

- Wszędzie jest wzorowy porządek. Hm.. pomijając salon, w który rzeczywiście piorun trzasnął. Gdyby ten piorun uderzał tu częściej, inne miejsca wyglądałyby podobnie. – Coś tam jeszcze mówił, ale już nie ogarniałam treści słów. Patrzyłam prosto w brązowe oczy, a gdzieś tam docierał do mnie jedynie sam dźwięk jego głosu.
- Monika? – Ocknęłam się, słysząc odrobinę wyższy ton. Super, po prostu super! Facet, którego prawie rozwaliłam, opieprzyłam w szpitalu, który mnie prawie zgwałcił, wymusił eskortę do domu i się do niego wepchnął, stoi przede mną, a ja nie robię nic innego tylko się wpatruję w jego oczy. I co teraz mam zrobić?
- Wszystko w porządku? Jak dziąsło i ząb? Pokaż jak to wygląda, a potem się położysz. Zobaczymy, jak będziesz się czuła rano i potem porozmawiamy o wszystkim, zaczynając od mojego zachowania w restauracji, a kończąc na tym komitecie powitalnym. – Spojrzałam na niego najpierw zdziwiona, a potem z niedowierzaniem.

Po tym wszystkim, co się stało, spodziewałabym się po nim uprzejmości, wręcz asekuracyjnej grzeczności i ustępliwości.

Tymczasem, owszem – przyznał wcześniej, że źle ocenił sytuację i popełnił błąd, ale nie zmieniało to faktu, że panował nad sytuacją.

Gorzej!

On panował nade mną!
Gdyby to był ktokolwiek inny, miałabym już wysunięte zęby i pokazała, kto tu rządzi. A teraz? Nie poznawałam siebie! Pomijam, że go nie zaatakowałam, ale nawet nie przyszło mi to do głowy.

- Wszystko w porządku – mruknęłam. – Nic mnie już nie boli.

Powiedzmy, że nie była to do końca prawda, ale wolałam się nie przyznawać. Wydarzyło się trochę za dużo i chciałam jak najszybciej zostać sama.
- Możesz jechać i zadzwonisz rano, dobrze? – Na co ja liczyłam? Nie mam pojęcia. Paweł pokiwał tylko głową na tą małą próbę buntu.
- Gdzie mogę spać? – Westchnęłam z rezygnacją. Pokój gościnny był na szczęście zawsze gotowy, a pościel przygotowana na przyjęcie niespodziewanych gości.

Nie obeszło się bez obejrzenia nacięcia, ale nie protestowałam, słusznie wychodząc z założenia, że on i tak to zrobi, więc im prędzej tym lepiej. A potem było już tylko dziwniej.

- Łazienka w korytarzu jest do twojej dyspozycji. Położyłam tam już świeże ręczniki, nową szczoteczkę do zębów i pidżamę mojego byłego męża. Powinna być dobra. Jak nie będziesz mógł spać, to w gabinecie jest masa książek, w salonie TV. – Nie wyrobiłam i zaczęłam się śmiać. – O ile go odkopiesz. Kuchnia stoi otworem. To wszystko. Dobranoc.

I zanim zdążył odpowiedzieć, błyskawicznie cofnęłam się do mojej sypialni.
Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się bezmyślnie w drzwi, czekając Bóg wie na co. Nic się nie stało.

To znaczy.. owszem – słyszałam, kiedy Paweł szedł do łazienki, brał prysznic i wracał do siebie, ale to wszystko. Odetchnęłam, nie wiedząc czy bardziej z uczuciem ulgi, czy zawodu. I prawie uderzyłam się dłonią w czoło, gdy dotarło do mnie o czym myślę!
Stojąc w strumieniach wody pod prysznicem, po raz kolejny błogosławiłam pomysł osobnej łazienki przyłączonej do głównej sypialni. Zapewniała prywatność, wygodę i w takich sytuacjach jak ta, sprawdzała się idealnie. Zakładając męską koszulę – mój ukochany strój także do spania – przez chwilę pomyślałam, czy aby nie przeginam. W końcu mam pod dachem obcego faceta, a taki ubiór można odebrać bardzo różnie.
Wygrało zmęczenie i argument, że zanim mnie zobaczy, to ubiorę się w normalne domowe ciuchy. Czyli problemu, jako takiego, nie ma.

Wsunęłam się pod kołdrę i mając już zamknięte oczy pomyślałam, że trochę to wszystko jest za bardzo pokręcone i dziwne.

Obcy mężczyzna, który chciał mi zrobić krzywdę, jest ze mną sam na sam.

I paradoksalnie czuję się z nim bezpieczniej, niż w takiej samej sytuacji czułabym się z moim mężem.

Zasnęłam błyskawicznie.
Obudziło mnie mocne walenie i dzwonek do drzwi.
Kompletnie nieprzytomna wyskoczyłam z łóżka i na bosaka pobiegłam na dół. Pokonując ostatni poziom schodów, podniosłam wzrok i ledwo wyhamowałam.

Miałam doskonały widok na Pawła stojącego również na bosaka i w samych bokserkach, szeroko otwarte wejściowe drzwi, a w nich stojącego Jacka z olbrzymim bukietem róż.

Byłego męża obrzuciłam spojrzeniem, ale mój wzrok natychmiast pobiegł z powrotem w stronę Pawła.

Wyprostowana sylwetka, mocne ramiona, plecy i uda. Z tej odległości nie widziałam zbyt dokładnie, ale chyba tyłeczek też miał zgrabny. Patrząc na bokserki po prostu się zawiesiłam.
A potem ciało się obróciło.

Potężnie zaspana nie przeniosłam wzroku nigdzie indziej i wpatrywałam się nadal w to samo miejsce – tylko niejako nie w tył a przód. Dopiero parsknięcie rozbawionego Pawła uświadomiło mi, że obaj panowie są doskonale świadomi, w co się zapatrzyłam.
Dotarło to i do mnie. W panice spojrzałam na ich twarze i o ile Jacek był oburzony, to Paweł wydawał się być w doskonałym nastroju.
I wtedy też uświadomiłam sobie, że na zewnątrz jest cały czas ciemno.
Gdybym była przytomniejsza, pewnie bym tego nie zrobiła. Niestety zbyt gwałtownie wyrwana ze snu nie do końca ogarniałam siebie. Na tyle jednak, by mieć dosyć mojego byłego męża i jego wyskoków.

Nie myśląc najzwyczajniej w świecie nic, zeszłam ze schodów, podeszłam do Pawła, przytuliłam się do niego obejmując go w pasie i zapytałam się Jacka.
- Co się stało? – Mój eks patrzył z niedowierzaniem na przygarniającą mnie w odpowiedzi rękę Pawła. Znał mnie i wiedział, jaka jestem pruderyjna.

Mój strój, nieskrępowanie w okazywaniu takich czułości wobec prawie nagiego obcego mężczyzny, oznaczało dla Jacka jedno – ja i Paweł byliśmy razem.
- Czy w czymś można panu pomóc? – Paweł nie był biernym obserwatorem tego zdarzenia.
- Yyyyy.. – Elokwencja Jacka prawie mnie rozbawiła. Prawie, bo mój gest miał swoje konsekwencje.

Byłam w negliżu, przytulona do parzącego mnie ciała Pawła i czułam się tak, jakbym miała za chwilę zemdleć.

Było mi gorąco, duszno, zaczynało mi się coraz bardziej kręcić w głowie i nie byłam w stanie znieść dotyku Pawła ani chwili dłużej.

Zrobiłam, więc jedyną możliwą w tej sytuacji rzecz.

- Dobranoc – powiedziałam, po czym zatrzasnęłam mojemu byłemu drzwi przed nosem.
Wysunęłam się z objęć mężczyzny i starając się nie patrzeć nawet w jego kierunku, zablokowałam porządnie drzwi wejściowe.
- Przepraszam. Nie wiem, o co mu chodziło. I dziękuję za pomoc. Idę spać. Dobranoc. – Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam wchodzić po schodach na piętro.
- Nie ma sprawy. Dobranoc. – Paweł po chwili ruszył za mną.
Jedną z genialnych rzeczy w domu były schody. Szalenie oryginalna konstrukcja – połączenie drewna i szkła – pełniła funkcję użytkowo – ozdobną. Co do użytkowej to raczej oczywiste, że chodziło o w miarę bezproblemowe dostanie się na piętro. Co do ozdobnej to schody stanowiły zwizualizowanie moich pragnień o posiadaniu czegoś nowoczesnego, prostego, lekkiego i oryginalnego. Stopnie wykonane z połączonych podkładów kolejowych były wbudowane w ścianę, a postawiona z drugiej strony szklana barierka dawała poczucie bezpieczeństwa. Dzięki temu dawało się z nich korzystać normalnie, a nie wchodząc na czworakach w obawie o utratę równowagi.
Weszłam na te schody pierwsza. Byłam już całkiem wysoko, gdy zaczął się na nie wspinać Paweł.

 

Pech!

Nic innego tylko pech, nieszczęśliwy zbieg okoliczności i fatum spowodowały, że w tym a nie innym momencie spojrzał do góry.

Wzrok miał niestety dobry. Ja byłam o wiele wyżej od niego, ale przez te nieszczęsne stopnie i tak wszystko widział.

Możliwe, że też jego samokontrola była osłabiona przez wyrwanie ze snu i mój popis przed byłym mężem.
- Śpisz bez bielizny.  – Stwierdził, a ja zamarłam w bezruchu, z jedną noga w powietrzu, bo zamierzałam właśnie wejść na kolejny stopień.

Już chciałam odpowiedzieć, że bzdura, bo sypiam w bieliźnie, gdy uświadomiłam sobie, że ma rację.

Teraz nie miałam na sobie majtek, a on mógł się o tym dowiedzieć tylko i wyłącznie widząc mój goły tyłek.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część VI
Pechowa ósemka – część VIII

 

Polubienia 34
Wyświetlenia 2370

Podobne wpisy:

  • Aga

    Brawa na stojąco za tą część :)
    przez Ciebie musiałam się tłumaczyć rodzince, dlaczego ciesze się do telefonu :D

    • Ups … to kolejnego „Paradosku” proszę nie czytaj przy rodzinie :D

      • Lkolac

        Tak przewidywalnie.

  • lkolac

    Slodko sie zrobilo

    • Oczywiście. Pojawiły się róże, których na marginesie nie za bardzo lubię :D

      • Lkolac

        Tu mialo byc, tak napisane ” tak przewidywalnie”

  • Ania

    Czy Ty wiesz jak ja Ciebie ubóstawiam?!
    O rany, świetna część, ja chcę jeszcze, jeszcze, jeszcze!

    • Dziękuję. Stanowisz przeciwwagę dla tych, którzy na mój widok siekierę łapią :D
      Ale jak to bywa, podstawą w życiu jest harmonia :P

  • To zdecydowanie moje ulubione opowiadanie :D

    • Weronika A.

      I moje :))

  • Lena

    He he świetne jest to opowiadanie. Po prostu mnie znowu rozwaliło. Czekam na więcej:-)

  • Podziękowania dla Alexz_a.
    Pomysłodawczyni perypetii dentystki :)

    Bez niej, nie byłoby „Pechowej ósemki”

  • Wiktor

    Świetne!. Uśmiałem się, oczywiście z opowiadania. To opowiadanie powinny kobiety przeczytać, by nie darły się na facetów ( między innymi mnie) za nieodwieszony jeden ciuch. Aniu ale masz pomysły!. Pozdrawiam Wiktor

    • Jak powiem, że najlepsze pomysły podsuwają własne doświadczenia, to nie skłamię :D

  • Alexza

    Ufff, wracam do żywych po baaaardzo długiej przerwie (nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio mogłam tu zajrzeć). Nadrobiłam zaległości i mogę śmiało powiedzieć, że z luźno rzuconego pomysłu wyszedł naprawdę świetny tekst, który wprost uwielbiam :)
    Przez ostatnie zawirowania i zawirowania od tych zawirowań edytowanie „Diabła” poszło do diabła, ale postaram się go wykończyć, kiedy tylko znajdę chwilę :P
    Buziaki :*

    • Kurcze. Dostałam prezent pod choinkę :D
      Cieszę się, że wróciłaś!!!!

      PS. Diabeł jest tylko Twój :D

  • Lkolac

    Anuh! Co teraz pukasz, tzn piszesz?

    :D

    • Teraz to ja w Warszawie haftuje po jeździe bez aviomariny

  • lkolac

    dzis jest przed ostatni luty :) ja wiem ze do konca lutego stoi w harmonogramie
    1. Diabeł XXXIII (koniec – wersja beta).
    2.Paradoks XXIII
    3.Pogromca wampirzycy III (koniec)
    4.Pogromca wampirzycy II

    nie oczekuje ze wszytsko sie pojawi, pogromce wampirzycy 2 oczekuje na 30 pazdziernika2015 a pogromce 3 na 30 pazdziernika 2016 :D o to wcale nie bede dusic choc moze to byc super opowiadanie, ktore po 3 czesciach wreszcie doczeka sie konca, gdzie nie liczy sie ilosc a jakosc

    ale jak by byl paradoks jeszcze w tym miesciacu, to obiecuje ze sie wezme w garsc i zapisze sie na salse, skocze do warzywnika po sok z marchwii, przestane wypisywac glupie majle, nadal bede ciebie kochac, umyje sie i uczesze, otoczenie przestanie sie mnie obawiac, bede mila i zaradna, i wogole co chcesz

    • hahaha … przeczytam w domu. Ewakuuje się z pracy. Paradoks jest już u korektorki.
      I niech mnie diabli, ale to opowiadanie znowu poszło w bok. Ja swoje – już nawet miałam w głowie plan co się stanie i ….. nic nie poszło zgodnie z nim.

      W sumie to już powinnam się do tego przyzwyczaić :)

      PS> trzymam za słowo a pro pos miła, zaradna i cokolwiek chcę :D

      • lkolac

        Az nie wiem czy sue cieszyc. Gdzies oczekuje konca ale jak sie skonczy to chyba bede smutna. Tak mam powod by cie meczyc regularnie.. ok do jutra moge byc mila i zaradna. Zrobie zakupy i nawet obiad w sobte ugotuje.

        • pięknie :)
          jak ugotujesz coś fajnego to podziel się proszę przepisem :D

          A co do Paradoksu to owszem, chciałam żeby ta część była przedostatnia – i jak zwykle w czasie pisania wszystkie plany diabli wzięli.

    • hahahaha … dobre.
      I kuszące – zwłaszcza jeśli chodzi o „Wapmirzycę”. W sumie to przez Twój wpis zaczęłam się zastanawiać, czy rzeczywiście nie zrobić tak, że teraz dopiszę tylko jedną część, która niejako wniesie trochę więcej i skończyć opowiadanie w najbliższe Halloween :P

      Nie mogę tylko odżałować, że nie mogłam napisać i skończyć „Świąt z piekła rodem”. Pozostaje ruszyć temat pod koniec roku.

  • Pingback: Pechowa ósemka VI | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Pechowa ósemka VII()