Paradoks XXV

To, że zachowałam kamienną twarz nie oznaczało, że w środku się nie zagotowałam.

Jaki wyskok w Cannes? Mój?!

No dobra. Może rzeczywiście z czymś przesadziłam. Ale, który z moich wyskoków miał według Maksa konsekwencje?

Zauważenie, gdy się włamywał?

Obserwowanie go, gdy rżnął się ze swoją flamą?

Moja metamorfoza?

Oblanie kretyna w barze? Chociaż o tym ostatnim chyba nie wiedział.

Trochę się już gubiłam w rzeczach, które zrobiłam nie tak jak powinnam.
- Alice. – Fajnie! Tylko nic mi to nie powiedziało, a już na pewno nie wyjaśniło.

Ona też widziała, że ich obserwowałam?! Na szczęście zanim powiedziałam coś głupiego, odezwał się Josh. Zmartwiony potarł dłonią czoło. A ja, słysząc, co mówi, dla odmiany zbladłam.

- Wasz pobyt w Cannes był próbą generalną przed docelową akcją. Maks musiał mieć tam alibi. Tym alibi była Alice, jego aktualna kochanka, przy której spędza dnie i noce. Zakochana, zapatrzona w niego, będąca oficjalnie tą, która złapała w sidła naszego utracjusza i przytrzymała go na dłużej. Miała być też alibi na czas premiery. Po twoim koncertowym wystąpieniu już nie jest.

- Nie rozumiem. – Naprawdę nie rozumiałam. O czym on mówił? Jaka próba generalna?! Kradzież biżuterii, o wartości kilku milionów euro, on nazywał próbą? Jakie, do cholery, alibi?! I na co w tym wszystkim ja im tam byłam potrzebna? I niby co ja zepsułam?!

Wzdrygnięcie to byłoby niedopowiedzenie.

Podskoczyłam jakby mnie coś ugryzło, gdy Maks zbliżył się do mnie i pochylił, kładąc dłonie na oparciu fotela.

Zablokował mnie.
Od razu cofnęłam się w czasie o kilka godzin, gdy podobnie postąpił w samolocie. Nie wiem, co zauważył, ale już nie był takim opanowanym dupkiem, jak przed sekundą.

- Alice miała być alibi dla mnie na czas akcji. Zerżnąłem ją tak, że nie miała siły nawet ręki podnieść, a co dopiero otworzyć oczu i myśleć. Wyskoczyłem wtedy na małą robótkę i wróciłem w objęcia wykończonej kochanki. Gdyby komukolwiek przyszło do głowy, że jestem w to uwikłany, miała zaświadczyć, że byłem cały czas z nią. Sprawdziło się teraz, sprawdziłoby się i w lipcu.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami, ale go nie widziałam. A przynajmniej nie tutaj. Widziałam go w sypialni, wbijającego się z całej siły w ciało klęczącej przed nim kobiety.
Do diabła! Co się ze mną działo! Oprzytomniej!

Głośno przełknęłam ślinę.

- To nadal nie wyjaśnia komplikacji i mojego udziału w tym wyjeździe. I chyba w tym przyszłym. – Maks odepchnął się gwałtownie od poręczy i stanął przy oknie.

- Oj dziecko! – Josh westchnął. – Teraz miałaś się tylko oswoić z hotelem i okolicą. Pod koniec lipca w tym samym miejscu będzie odbywać się wystawa Leviev’a.

Kim był Leviev? Josh czytał we mnie jak w otwartej książce i sekundę potem się dowiedziałam.

- Nieważne, kim on jest. Ważne, co ma. A ma kopalnie diamentów. I zamierza kilka ze swoich cudów pokazać publicznie. Od pojedynczych diamentów po biżuterię. Mamy na to ochotę.

- A ile to jest warte? Tak mniej-więcej. – Nie wytrzymałam. Jeśli skok za kilka milionów uważali za próbę, to o ile gra toczyła się teraz.

- Plus minus 340 – 400 milionów euro.

 

To była tak abstrakcyjna kwota, że nie zrobiła na mnie wrażenia. Pewnie powinnam była otworzyć usta z zaskoczenia, albo zareagować w jakiś spektakularny sposób.
- Sporo – westchnęłam. – No dobra, ale nadal nie wiem, o co chodzi z komplikacjami i co ja mam do tego?

- Napad miał być zorganizowany w nocy. Wystawa będzie organizowana w Cannes w Carltonie, a wszystkie eksponaty będą przechowywane w sejfie hotelowym. Są pewni swoich zabezpieczeń, ale już to rozpracowaliśmy. Dodatkowo ta robótka teraz, miała osłabić ich czujność. W końcu, jacy idioci rabują biżuterię, praktycznie pod rząd w tym samym mieście?
Pytanie było teoretyczne, ale to było silniejsze ode mnie.

- Wy. – Nie zamierzałam być złośliwa. Wyszło tak samo z siebie. Josh nie zwrócił na to uwagi, ale Maks owszem. Po prostu idealnie.

- Skok na Levieva miał być obstawiony przez Maksa i ciebie. Nasi ochroniarze balowaliby w tym czasie w jednym z klubów. Widziani przez dziesiątki kamer i setki świadków. Maks z Alice mieliby kolejny maraton zakochanych. – Aż się skrzywiłam słysząc te słowa. – A ty? Szara, niepozorna myszka? Nikomu by do głowy nie przyszło, że możesz mieć z tym coś wspólnego. Wbrew pozorom dwa miesiące to aż nadto by cię właściwie przygotować.
Resztę dopowiedziałam sobie sama. Na głos.
- Tylko, że ja poszłam do salonu SPA. Z szarej myszki nie zostało nic. Alice się wściekła, poranek był przełomowy i alibi na lipiec szlag trafił. – Nagle mnie olśniło i zwróciłam się do Maksa. – Co za problem? Ja na powrót zostanę szarą asystentką, która bez pomocy specjalistów jest beznadziejnym przypadkiem. A ty znajdziesz sobie jakąś nową kochankę i problem alibi masz głowy.

 

Widząc jak na mnie patrzą powinnam już coś przeczuwać.
- Powiedzmy, że będzie to wyglądać dosyć podobnie. Zresztą mamy już rozwiązanie. Maks nie będzie miał kochanki – mamy już materiał na narzeczoną, a jak dobrze się uwinie to i na żonę. I z nią przyjedzie do Cannes. Coś w rodzaju sentymentalnej podróży. Powrót do początków.

Zmartwiałam.

Jakoś te kochanki mnie bolały, ale żona? Coś tak stałego i ostatecznego? Nie wiem, dlaczego zrobiło mi się przykro i smutno.
I nie wiem dlaczego pomyślałam, że może w czasie lotu stało się coś niesamowitego i na swój sposób magicznego, ale nie dla Maksa.

Zrezygnowana zapytałam:
- Któż jest tą szczęśliwą wybranką? – Złośliwy uśmiech na twarzy Maksa pozapalał w mojej głowie wszystkie światła alarmowe.

- Ty.

Sama się sobie dziwiłam.
Nie zemdlałam.
Niczym w niego nie rzuciłam.
Siedziałam spokojnie wpatrując się w Maksa i czekając, kiedy powie, kogo naprawdę ma na oku. Po chwili do mnie dotarło, że nie żartował.
W diabły poszły wszystkie obawy, że mnie skrzywdzą i mnie odblokowało.
- Chyba cię kurwa pogięło! – Josh jakoś odciągnął mnie od Maksa. Myślałam, że gnojka pogryzę. Co za kawał sukinsyna!

Może i już dużo umiałam, ale w porównaniu z nimi byłam niczym kociak przy tygrysach. Po chwili siedziałam z powrotem na fotelu. Tym razem nie samodzielnie, ale dodatkowo przytrzymywana przez Josha.

Słowa Maksa cięły powietrze jak ostrza noża.
- Sama narozrabiałaś, więc ani waż się protestować. Gdybyś słuchała nie doszłoby do tej sytuacji. Ale może tak będzie lepiej. Josh marudził, że za dużo rozrabiam. Przyszła pora na ustatkowanie się. Z cudowną żoną u boku, szczęśliwie odnajdę się w związku monogamicznym. No, powiedzmy, że dopiero po moim powrocie. – I wyszedł.

- A on co?! – Nie wyrobiłam. Cała aż się gotowałam w środku.

- Pojechał się wyszaleć. W końcu będzie się żegnał ze stanem kawalerskim. Zrobi to z hukiem.

Cała para ze mnie zeszła. Siedziałam już spokojnie, ale musiałam zadać to pytanie.
- Robi to dla mediów czy naprawdę?
- Nie wiem dziecinko. Nie wiem.

Maks wyjechał jeszcze tego samego dnia.Gdy wieczorem zostałam sama, miałam znowu dużo czasu na myślenie.
Czyli to była ta wielka rzecz.. 340 milionów euro i to w tej mniej optymistycznej wizji. Po co mnie w to wszystko wplątali? Przecież nie musieli.
Maks też nie musiał.
Po co się chce ze mną ożenić?

Teraz do mnie dotarło, że jeśli nic nie będzie mogło się wydać, to może oczekiwać czegoś więcej niż pokazówki.
- Och, zamknij się wreszcie. Wymyślasz głupoty i dlatego!

Jeśli myślałam, że kolejne tygodnie będą spokojne, to cholernie się pomyliłam. Josh, mający akurat przerwę pomiędzy kolejnymi produkcjami, siedział cały czas na miejscu.

Dni były wypełnione od rana do późnych godzin nocnych.

Nie tylko samymi zajęciami, ale przede wszystkim nim.

Kilkugodzinne sesje treningowe, przeplatane były studiowaniem planów hotelowych, zapoznawaniem się z dossier pracowników hotelu, przygotowaniami do wielkiego wydarzenia i nauką strzelania. To ostatnie mnie zastanowiło.
- Dlaczego? Po co mi to? – zapytałam w czasie ładowania magazynku. Odpowiedź Josha nie przypadła mi do gustu.
- Musisz być przygotowana na wszystko. Jest jedna podstawowa zasada – nikt nie może was rozpoznać. Jeśli coś takiego się stanie, musisz taką osobę wyeliminować. Bez wątpliwości. Teraz wyrabiasz w sobie odruchy, kiedy sięgniesz po broń nie możesz myśleć. Musisz strzelić. Tak czy inaczej byś musiała.

Josh był wyjątkowo cierpliwy, serdeczny i był przy mnie prawie cały czas.

Nawet wieczory spędzaliśmy wspólnie – albo razem oglądając filmy, albo jeszcze siedząc nad dokumentami.

Czy było to dziwne?

Na początku tak, ale z upływem czasu nie wyobrażałam sobie mojego dnia bez jego uśmiechu.

I tak jak mogłam tłumiłam w sobie myśl, co będzie później.
Za to Maksa prawie nie widywałam.
Do czasu.
Nadszedł w końcu ten wielki dzień.
Ogłoszenie zaręczyn było wydarzeniem sezonu. Mimo iż nastąpiło dopiero w połowie lipca, nie było szans, by ktokolwiek to przebił.
Największy utracjusz i playboy wszech czasów zakochał się i oznajmił to światu – jasno, głośno i wyraźnie.

Wśród wielu rzeczy, które musiałam przejść w ramach tej „kampanii informacyjnej” był wywiad i sesja zdjęciowa razem z narzeczonym – na wyłączność dla jednego z najbardziej liczących się tytułów na rynku.

Lista pytań dostarczona dziennikarce, odpowiedzi przygotowane i przećwiczone z Joshem. Żadnego miejsca na wpadkę czy improwizację. Wszystko płynnie i pod kontrolą, aż do samego wywiadu i sesji zdjęciowej.

Byłam spięta.

Nic dziwnego.

Maks wcześniej bywał zły, wściekły, złośliwy, ale nigdy nie był odpychający. A teraz tak się czułam. Przez jego twarz przebiegał dziwny grymas za każdym razem, gdy mnie dotykał lub stał zbyt blisko.
Sesja była torturą. Na szczęście można to było wytłumaczyć tremą i natłokiem emocji – zarówno z jego, jak i z mojej strony.

Nawet się nie zdziwiłam, gdy po wyjeździe dziennikarzy Maks wyjechał. Rankiem był, w południe odleciał.
Najgorsze, że poczułam wtedy ulgę.

Męczyłam się przy nim. Nie wiedziałam jak mam zachować, gdzie patrzeć, co mówić.

Nie przy innych, ale gdy byliśmy sami. A on nie ułatwiał mi sprawy.
Pod koniec dnia powinnam być zmęczona, a tymczasem emocje aż mną szarpały. Nosiło mnie z kąta w kąt i w końcu Josh nie wytrzymał.
- Uspokój się wreszcie. Co się dzieje? – I tama puściła.

Może gdybym nie zbliżyła się tak do Josha w czasie ostatnich kilku tygodni, w życiu bym tego nie powiedziała. Ale zbliżyłam.

Słowa wychodziły same z moich ust. Jak się czuję samotna, że boję się Maksa, że nie chcę być jego żoną, że nie chcę z nim sypiać.

- Chodź do mnie. – Josh pociągnął mnie w swoją stronę i posadził na kolanach.

Mocno objęta i przytulona do niego poczułam się tak, jak powinnam czuć się od dawna. Gorzej – ja tak powinnam czuć się z Maksem – bezpieczna, chroniona i chciana.

Mężczyzna kołysał mnie delikatnie, a dłoń przeczesywała włosy.Wtuliłam się mocniej w jego ramiona i rozkoszowałam tą delikatną pieszczotą.

Nie robiliśmy nic zdrożnego. Po prostu zwykłe przyjacielskie pocieszenie, ale drżałam za każdym razem, gdy czułam jego palce.
- Radziłbym nie robić tak publicznie. – Zimny głos Maksa zadziałał na mnie jak kubeł lodowatej wody. Josh nawet nie drgnął, ale ja tak.
- Nie ma sprawy. – Zamiast załagodzić sytuację, te słowa tylko dolały oliwy do ognia.
- Dotykasz mojej oficjalnej narzeczonej! – Już chciałam prychnąć, ale znowu uprzedził mnie Josh.
- Właśnie, oficjalnej. Teoria niekoniecznie musi pokrywać się z praktyką.

To, co nastąpiło potem nie było starciem dwóch przyjaciół czy wspólników. Zupełnie, jakby dwa samce zaczęły słowną walkę o to samo terytorium.
I w tym przypadku najwyraźniej chodziło im o mnie.
Wyszłam.
Byłam ostatnią osobą, która miała ochotę słuchać tej awantury, a co dopiero brać w niej udział.

Śniadanie następnego dnia przypominało stypę.
Wściekły Maks i zły Josh nie stanowili przyjemnego towarzystwa. Najszybciej, jak to było możliwe, ewakuowałam się z jadalni zabrałam za ćwiczenia.

Wykonywane już mechanicznie, zajmowały ciało, ale nie umysł.

Umysł zajął się czymś innym.

Co ja u diabła właściwie wyczyniam i dlaczego pakuję się w coraz gorsze bagno? Przecież nie będzie lepiej, będzie tylko gorzej.
Maks i Josh stanowili mieszankę wybuchową. Dla mnie i dla siebie nawzajem.
Nic dobrego z tego nie wyniknie, a byłam więcej niż pewna, że wszelkie konsekwencje, jakichkolwiek działań, poniosę ja.
Czy mogłam tego uniknąć albo od tego uciec?
Jakim cudem mogę odzyskać swoje dawne życie?

Jak to zwykle bywa olśnienie przychodzi nagle.
Tak było i tym razem. Pomysł był tak durny i nierealny, że mógł się udać.
Po prostu biżuterię ukradnę ja.
Zwinę ją sama.
W zamiast za klejnoty zażądam gwarancji nietykalności i będę wolna.

Klamka zapadła – przynajmniej w mojej głowie.

Zupełnie nie myślałam jak to zrealizuję, co zrobię, jak ucieknę, jak zapewnię sobie gwarancję.

Byłam tak przekonana, że ten debilny plan wypali, że nie zwracałam uwagi na szczegóły. A przynajmniej na to, co uznałam za detale w tej chwili.

Gdy już ujrzałam szansę na wyjście z tego koszmaru, w głowie pojawiło się inne pytanie.
A co z nimi?
To, co zrobię przekreśli wszystko. Sympatię, ciepło, czy nawet wspomnienia. Nawet, jeśli wyjdę z tego cało, to będzie koniec.

To było absurdalne, ale poczułam ból.
Wolność to jedno, ale oni?
Do końca dnia nie mogłam wyjść poza dwie rzeczy. A właściwie dwie osoby – Josha i Maksa.
W mojej głowie kotłowało się wszystko. Od pierwszych chwil spędzonych z Joshem, do zachowania Maksa, ich podejścia do mnie.

 

Kolację wyjątkowo zjedliśmy razem.
Pełna obaw, jakie atrakcje czekają na mnie teraz, dołączyłam do nich w jadalni.

I niespodzianka.

Obaj mężczyźni już doszli do porozumienia. Nie miałam pojęcia jak i co do tego doprowadziło, ale atmosfera przy stole zdecydowanie zelżała.
Dostosowałam się, więc posiłek przebiegł w wyjątkowo spokojnej atmosferze.

Niezbyt dokładnie słuchałam, o czym mówią, ale zamarłam z widelcem uniesionym w powietrzu słysząc słowa Maksa.
- No to idziemy spać. Nie chcieliśmy cię denerwować, ale jutro popołudniu wylatujemy już do Cannes. Maria spakuje cię rano, a w samolocie omówimy wszystkie szczegóły.
- Już? Tak wcześnie? – Rzeczywiście myślałam, że mamy więcej czasu. W końcu do godziny 0 było jeszcze kilka dni. Zupełnie nie pomyślałam, że możemy pojechać tam wcześniej. Moja wina, mogłam się zapytać.

Trochę było tego za dużo.

Ćwiczenia od rana, lekkie zamulenie spowodowane abstrakcyjnymi wnioskami i decyzjami. Plus obecność obu mężczyzn, o których tak intensywnie myślałam.
Nie wiem, kto był bardziej zdziwiony – oni, że nie zaczęłam się kłócić, czy ja, że przyjęłam to tak spokojnie.

Bez protestów poszłam do siebie, wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka.

 

I dopiero wtedy dostałam ataku paniki.

 

Dotarło do mnie, że to już koniec.
Jeśli jakimś cudem uda mi się przeprowadzić mój plan, to zrealizuje się jedyna pewna rzecz- stracę ich.
Cokolwiek zrobię stracę ich bezpowrotnie.

Już nie będę się mogła do nich przytulić, uśmiechnąć, być przez nich opieprzona.
Godzinę może dwie przekładałam się z boku na bok.

W moich myślach coraz częściej pojawiały się konkretne oczy, uśmiech i dotyk.

Jedyne, co osiągnęłam to coraz większy strach.

Strach, że nie będę mogła, chociaż przez chwilę móc wspominać.

Smaku jego ust, zapachu. Tego cudownego uczucia, gdy osoba, na której ci zależy jest z tobą i w tobie.

 

W jednej chwili to do mnie dotarło.
Chciałam być z nim.
Nawet, jeśli to będzie tylko raz i właśnie teraz.

Poderwałam się z łóżka jak opętana. Narzuciłam szal i najciszej, jak mogłam, przemknęłam się w stronę jego sypialni.
Nikt nie mógł mnie zobaczyć, ani usłyszeć.
Wątpliwości dopadły mnie tuż przed drzwiami.
Tak czy inaczej to było samobójstwo. Wzruszyłam ramionami.

I co z tego!

Odetchnęłam i powoli otworzyłam drzwi.

Cisza. Zakłócana jedynie miarowym oddechem śpiącego mężczyzny. Najdelikatniej, jak mogłam, zamknęłam drzwi za sobą, modląc się żeby nic nie zaskrzypiało.

Podeszłam do łóżka, ale nie byłam w stanie się powstrzymać, by chwilę na niego nie popatrzeć.

 

Uśmiechnęłam się.

Nie zamierzałam żałować tego, co zrobię. Żałowałam jedynie, że nie zrobiłam tego wcześniej.

 

Zrzuciłam z siebie wszystko i naga wsunęłam się do łóżka.
Kompletnie nie wiedziałam, co mam dalej robić. Obudzić go? Ale jak?
I w tym momencie poczułam na skórze mocny uchwyt męskich dłoni.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXIV
Paradoks – część XXVI

Polubienia 72
Wyświetlenia 6895

Podobne wpisy:

  • Zwyczajem Miki proszę o polubienie na blogu jeśli wpis przyciągnął Waszą uwagę.

  • Ubóstwiam Cię :D Dzięki za tekst na miłe popołudnie :D

  • Wiktor

    Witaj!. Już polubione i fajne. Dziki Aniu!. Pozdrawiam Wiktor

  • Iście kobiece myślenie i logika. Tylko pozostaje czekać na następną „burzę”.

  • Hannah

    Uh-uh, to się zaczęło dziać :D mam nadzieję, że to ten, o którym myślę ;) i jak zawsze pozostawiasz w wielkim niedosycie. Dzięki za chwilę relaksu tego pochmurnego dnia! :)

    • O właśnie! Tak myślałam o takiej mini-ankiecie? Kurcze, ankieta to debilne słowo.
      Generalnie chodzi mi o poznanie Waszego wyobrażenia i opinii.
      Przemawia przeze mnie czysta ciekawość, bo prawda jest taka, że kiedy zacznę pisać ciąg dalszy to opowiadanie samo się potoczy.

      Który z nich? Maks czy Josh? I dlaczego?
      Hm?

      • Hannah

        Oczywiści, że Maks :D Przyznaję, ze na samym początku obstawiałam Josha, ale jak ich obu tak zestawiłaś razem to po prostu Maks wypada lepiej – no nie oszukujmy się, gdzieś tam w środku każda chce zmienić niegrzecznego mężczyznę :) A poza tym, cóż ciemnowłosi to mój typ ;) Pzdr

      • Sandra Ol

        Dla mnie tez Maks. Josh jest za grzeczny, taka dupa wołowa. Maks ma z kolei to „cos”.

        • Tak właśnie się zastanawiam co jest w kobietach, że lecą na brutali i drani …

          Od razu uprzedzam, bo już dostałam wiadomość na priv. Wasze odpowiedzi nie mają wpływu na fabułę.
          Tak jak pisałam wcześniej po prostu ciekawi mnie Wasze zdanie i opinia :)
          I dziękuję za odpowiedzi!

          • bellla

            A może życie w trójkę? To byłoby ciekawe :)

          • też już o czymś takim myślałam, ale to nie w tym opowiadaniu :)

          • Sandra Ol

            Oni juz próbowali w trójkę… To Ania uciekła :)

          • jakby chciała to by nie uciekła ;) Widocznie to nie tak miało wyglądać :)

          • Sandra Ol

            Może każda z nas w głębi ducha chce być mała bezbronną dziewczynką i mieć swojego silnego dominującego brutala?

          • Tyko jak na tym wychodzimy, co? :)

          • Sandra Ol

            Zależy gdzie im pozwolimy na takie zachowanie. w lozku moze byc fajnie. Ale na co dzień i tak rządzimy my :)

      • ania s

        Pewnie bede mniejszoscia, ale ja od poczatku kibicuje Joshowi, moze dlatego ze mam dobre serce i mi go szkoda;) Wydaje mi sie tez jego uczucie takie bardziej szczere, on sie skupia na Annie i jej uczuciach a Max na sobie. Ale to moja subiektywna opinia, w kolejnych czesciach moze sie okazac ze prawda jest zupelnie inna;) pozdrawiam:*

        • Sandra

          Całkowicie się zgadzam z tym co napisałaś. Mi też od samego początku podoba się Josh i byłabym szczęśliwa gdyby to właśnie w jego łóżku się znalazła :)

  • lkolac

    Zaschlo mi w GARDLE. SerioLanuenie wody lanie wody i wreszcie ania sie zdecydowLa. Dzieki ci prawdziwa aniu. Szczerze to napiecie bedzie do nastepnej czesci. Nie wiem dlaczegi chcialavym bybyl max. Ake stawiam na josha. O ty nie lubisz latwych rozwiazan.

    • Wiesz co w tym wszystkim jest najlepsze?
      Ja nie mam zielonego pojęcia w czyim łóżku ona wylądowała. Dowiem się, gdy usiądę do pisania kolejnej części.

      No ok, Maks. Ale dlaczego?! Wiem, że nie wiesz (napisałaś), ale ….

      • lkolac

        Dlaczego max. Bo ania od poczatku go zaskakiwala gdzies cos powiedziala to go o sciane rzucila to on zauwazyl co jej sie podoba jest na nia napalony noze zaczal sie w niej zakochiwac choc probowal to odrzucac. Ani tez max nie jest obijetny. Przy maxie josh jest jak dobry brat, ktory w ramach zgody jest nawet wstanie podzieluc sie swoja dziewczyna. Jest typem amanta ktorego kazda kobieta chciala by miec przy boku, tylko na ile on jest staly jak bardzo jest sklonnny porzucic swije dotychczasowe ja imprezowicza, zmiany sa mozliwe. Josh ma tym samym wiecej do stracenia Lacznie z przyjaznia maxa. jakby to byl max to raczej nie zamierza sie ania dzieluc i chyba ania to jedyna kobieta ktora moze cokolwiek na nim wymoc. Max tez jest o anie zazdrosny. Ale ja nic nie wuem namieszasz jak uwazasz.

  • Cam

    Wow..
    Poprostu chce wiecej :)

    • Weronika A.

      Ja mam tak samo :)

      Rewelacja, Aniu :DD

  • Askaa

    Jesteś wielka!:D
    Jak dla mnie to w pokoju Maxa, jest niebezpiecznie intrygujący… Większość kobiet ma sklonnoscibw stosunku do takich mężczyzn…:) Ale czas pokaże…choć i tak się zastanawiam kiedy będzie kolejna część:D

    • lkolac

      No wlasnie wszystko sklania sie ku maxowi.orgazm tylko przez to ze jest obok i dotyka, ania tez jest o niego zazdrosna i nie obojetna, bo alice ciezko bylo jej sie pogodzic, choc josh by zamieszal i jeszcze 10 czesci i by nie bylo konca, josh czeka ale szczerze napalenie na anie trzyma na uwiezi, a po drugie dlaczego juz predzej nie walczyl o anie, byl pierwszy ktory ja znalazl, bronil przed maxem respektowal ja. Ania tez nie wyglada ze jest na josha napalona bo juz by skorzystala z okazji, szczerze to juz jest ania wepchnieta do lozka, tylko ty tego przyznac nie mozesz, jestem za maxem, oczywiscie josh moze mu wtedy facjacje skuc ale co tam.

  • camille

    Eh.. mimo iż nie lubię tego imienia i ten twój wymyślony Maks, bardzo przypomina tego „mojego” Maksa, to zdecydowanie on! Dziewczyny mają rację. Fajnie gdy ten niegrzeczny facet zmienia się dla ciebie. Poza tym wykreowałaś go tak, że nie można oderwać się od czytania i fantazjowania o tym mężczyźnie. Nie pozwól nam zbyt długo czekać , bo przynajmniej ja ubóstwiam Paradoks i usycham każdego dnia czekając na cd:D także proszę by to łóżko należało do Maksa.

  • Gold Flicker

    hej Anno będzie jeszcze coś dzisiaj?

    • się mobilizuję bo ósemkę chciałam wrzucić

  • ania

    Dozujesz napięcie, oj dozujesz…….!
    Grabisz sobie Aniu:),oj grabisz!
    I zagwostka, kto się pojawił w łóżku….?
    Skręca mnie z ciekawości, hmmm, dobrze, że jestem w pracy to postaram się skupić na niej.
    Pozdrawiam
    Ania

    • mam w głowie kolejny Paradoks. Zabijecie mnie.

      • lkolac

        tak? to kiedy napiszesz?

        • lkolac

          Nie wiem dlaczego ale mam wrazenie ze zdecydowalas sie na josha. Tez jestmeskui przystojny siln i bezwzgledny. Przy maxie wypada jak ciepla klucha. Drugi argument za duzo bylo maxa ostatnio ostatnio. Trzeci josh mial duzo czasu by anie rozkochac w sobui. Cztery ania rownie mocno na niego reaguje. Jedynej rzeczt ktorej nie moge mu zapomnoec to to ze chcial sie ania dzielic i wprowadzil jej jeszcze wiekszy haos w glowie. Choc wbierajac maxa chcialabym hak josh mu gebe z zazdrosci obija. Jak juz jest zazdrosc to musi byc knoecznie bojka i zadna na slowa!

          • Wiktor

            Ależ jesteś żądna krwi.

          • ja nie wiem czemu, Ty masz wrażenie, że ja na coś się zdecydowałam :D

          • lkolac

            A sie myle? w kazdym razie jak zlego wybiezesz to bede ciebie gnebic o drugiego. Chyba ze mi sie spodoba. Dwa jak nie bedzie bojki niedzy dwoma samcami o anie to tez nie wybaczE. Przecie oni tryskaha testesteronem. Dhakjajyzuz trenujesz ten swoj sport to wez to wykorzystaj w opisie tej bojki. Tego pewnie jeszcze nie robilas. Takie wyzwanie tobie rzucam. Joshowi juz raz udali sie maxowi sprawic maly lomot ale z zaskoczenia. Dlaczego tego nie powtorzyc? Poza tym dlaczego ania jest im tak ukegla, przecie ma juz prawie40 wiec tez powinna zdecydowanie wiedziec co chce.

            To kiedy dalej ?

          • Wiktor

            A nie?. Kilka dni temu byłaś „kłębkiem nerwów” i bez kija nie podchodź, normalnie na ludzi warczałaś. Bez urazy nie staram się Ciebie obrazić!!!.Jak żona ma takie objawy to ja ewakuuję się się do garażu. Bo ucieczka haniebna jest, ale w większości przypadków pożyteczna jest. Ale wracając do tematu. Sama piszesz, że wczoraj na Maxa no a dzisiaj na Josha. Dzisiaj już pisałem na ten temat. Zostaje ci Joshczoraj ob

          • Wiktor

            Sorki chciałem wkleić tekst, a chyba nie można i coś się po knociło. O końcówkę mojej odpowiedzi chodzi. Za dobrze się na tym nie znam, dorastałem bez kompa i neta, ale się uczę.

          • Ja napisałam? Że wczoraj Maks, a dzisiaj Josh? :) nic takiego nie pisałam :D
            I tak nie powiem który – przeczytacie sobie.

            Cóż … co do kłębka nerwów to jest mi już wszystko jedno – nie wiem czy to jest lepsze.

          • Wiktor

            Wybacz do Likolac było, znowu poknociłem. Za wolno piszę i zanim napiszę to znowu jest nowy komentarz i troszkę nie ogarniam. Możesz go usunąć

          • lkolac

            Wiktorze! ja tu jestem by wprowadzac chaos, zamieszanie i troluje troche, chce na ani wymoc jedynego slusznego faceta i to taka zabawa z mojej strony, pisze duzo i z bledami (tak juz wiem jak sie chaos pisze, ale tak to jest jak cos w telefon wstukuje i nie przeczytam przed wyslaniem, literowki beldy, luzne mysli nie do odczyytania)

            w sumie to jest mi obojetne ktorego wybierze, ja chce mordobicia!
            wiem ze ania podola, nie ma jak dwoch bijacych sie samcow o jedna samice :)

            ogolnie to nie mam zlego humoru i mozna do mnie podejsc, sprawaim ostatnio nawet calkiem sympatyczne wrazenie nikt nie narzekal ze musi uciekac lub chowac sie w gazaru, ostatnio malo co mnie wyprwadza z rownowagi,

          • Mordobicie – słowo klucz, popieram. Zawsze to trochę pary uleciałby „w drugą stronę”.

          • lkolac

            o!!O!! widzisz Ani
            nie tylko ja czekam na mordobicie

            moze ankieta mala,
            my byc mordobicie czy nie

            odpowiedz „nie” jest zla !
            bardzo zla

          • im-ka

            Popieram Popieram;) Zdecydowanie mordobicie- jedyny słuszny sposób na oczyszczenie atmosfery i rozładowanie seksualnego napięcia- już tam chyba puchną od tego

          • Wiktor

            W garażu mam azyl to przed żoną, jak zbliżają się te dni o tym pisałem. Lepiej zejść z drogi, dla świętego spokoju. No i chodziło mi o wybranie Josha (ciepłe kluchy), wiesz kiedy. Dobra spaduje popracować troszkę

          • @ Wiktor: nic nie zamierzam usuwać :)

          • Wiktor

            Aniu ale teraz numer wyciąłem ha, ha, ha jeszcze się śmieje. Możecie się pośmiać, z nadgorliwca. Pojechałem do roboty, ale godzinę wcześniej i się wróciłem.

          • Nic nie mówię :D

          • Askaa

            Przeanalizowalam cały cykl od początku. I sama nie wierzę,ale ja bym chciała mieć ich obu,niemoralne-trudno… natomiast bardzo kuszące:D

  • Wiktor

    Witajcie!!!. Ależ się porobiło, a jaka dyskusja. Poszła do Maxa, ale gdyby miała okres to przytulić się poszła by do Josha. No ale ja się nie znam, posiedzę sobie tutaj w kątku i poczytam. Bo zaraz mi się oberwie. Pozdrawiam Wiktor

    • Jakie się nie znasz. Właśnie wczoraj rozmawiałam ze znajomym i robił za tłumacza męskich zachowań i co oznaczają – w odniesieniu do konkretnych zdarzeń.
      Ręce mi opadły i brzuch rozbolał ze śmiechu :)
      Pisz, pisz – jak tylko masz ochotę to proszę. Ja chętnie przeczytam.

      • Wiktor

        Toż aż tacy jesteśmy?

        • Aż tacy :)
          Nie zdawałam sobie sprawy, albo może przymykałam oko na pewne rzeczy.

          Chciałam teraz nawet zacytować fragment wczorajszej rozmowy, ale czytają to też osoby które mnie znają osobiście i za dużo szkód bym narobiła, bo nie teoretyzowaliśmy tylko podawałam konkretne zdarzenia i się pytałam o co tu chodzi.
          Naprawdę, wczoraj zostałam zastrzelona :)

          • Wiktor

            Tez chciałbym się dowiedzieć, czego rozmowa się tyczyła. Kobiety też mnie czasami zaskakują i ich postrzeganiem pewnych rzeczy. No ale tak szczerze to lepiej mi się rozmawia z kobietami, bo dość mam wysłuchiwania jacy to oni są jou( faceci). Z kobietami też czasami się kłócę, bo zaraz wyjeżdżają z teksem jak to mają źle w życiu ( o samotnych matkach, braku pomocy przez mężów itd., itp.. No i teraz się zacznie.

    • lkolac

      hehe, niezyl pomysl z tym okresem, ja slyszalam ze prawdziwemu mezczyznie takie przeciwnosli losu nie przeszkadzalyby,

      jeszcze ochroniarz zostal, bo byl mily, bo gdze dwoch sie bije tam trzeci korzysta, ania mogla poprostu pomylic pokoje, a jak w amaku jest sluchowo i malo co niej dociaraja to i wzrokowo tez moze nie domagac
      szkoda ze Maria nie jest kamerdynerem, bo tak zawsze wszystko spada na kamerdynera
      choc wczoraj obastawialm maxa dzis bym wolala josha, nie wiem jakas taka logike dziwna mam

      • Wiktor

        Też słyszałem, że prawdziwy marynarz i po czerwonym morzu popłynie. Ja z marynarka nie mam nic wspólnego, chyba tylko ubraniową. Czytałem kiedyś, że kobiety w fazie owulacji potrzebują brutali i neandertalczyków a podczas miesiączki ciepłe kluchy

        • Wiesz, kobiety to zawsze potrzebują swoich mężczyzn :)

          • Wiktor

            Oj tam słowo nie takie, ale wiesz o co mi chodzi

  • Guest

    @lkolac:disqus ,@disqus_iNlNvC8OL8:disqus @ileznaszsposobowzabijania:disqus chcemy mordobicia !!!!

    • Guest

      i @disqus_iNlNvC8OL8:disqus

      • Ale się wstrzeliłam. A ja akurat na coś takiego trafiłam :D

        • Znaki na niebie, ziemi i w Internetach przemówiły :). Nie wiem jak Wy, ale ja już czuję tą ekscytację… chociaż lepiej żeby siekierę zostawili kobiecie – w razie gdyby musiała jednak kogoś „rozdzielać”.

          • Ej! No oczywiste chyba, że siekiera jest moja!

          • lkolac

            Jak szybko do kuchni pobiegniesz to moze tasak bedziesz mogla trzymac,
            To ze umiescilas zdjecie kobiety z siekiera nie oznacza wcale ze dostaniesz ja do zabawy

        • lkolac

          ty wiesz ze ja juz mam siekiere, to dlaczego prowokujesz?

          • Ja nic nie chcę mówić, ale zadeklarowałaś się machać łopata przy grzebaniu trupów!

          • lkolac

            Ale tez mowilam ze bede narzekac zanim zaczne, bo rece mnie juz bola

    • im-ka

      A po co oni całymi dniami trenują? To teraz im się przyda do tego soczystego mordobicia. A ona bedzie z tą siekierą nad nimi stała:) Miodzio

  • camille

    Kiedy coś będzie? Bo miało być wczoraj jakoś i cisza: /

    • wczoraj to ja padłam. Nikomu nie życzę takich dwóch dni jakie ja miałam. Teraz siedzę przy kompie, ale pracuję. wieczorem zabieram się za pisanie. Teksty będą publikowane bez korekty – potem zostaną poprawione i podmienione.

  • Siedzę i piszę …. ale idzie jak krew z nosa.

  • Pingback: Paradoks XXVI | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Paradoks XXIV()