Paradoks XXVII

 

Nie odezwałam się.

Nie dlatego, ze nie chciałam. Ten arogancki dupek wkurzał mnie tak, że miałam ochotę rozbić mu na głowie wszystko, co miałam pod ręką. Tylko to nic by nie dało.

Musiałam zachować spokój. Tylko tak mogłam cokolwiek zdziałać.

Złapałam go za dłoń i odciągnęłam od swojej twarzy. Az dziwne, że mi na to pozwolił.

- Będę miała siniaki. Za mocno mnie złapałeś. – Cudem nie drgnęłam słysząc parsknięcie Josha. Nie miałam wątpliwości, że oboje pomyśleliśmy o tym samym. W nocy tak mocno wbił swoje palce w moje ciało, że musiał pozostawić ślady.
- Zbieramy się, już czekają na nas. – Powoli podniosłam się z krzesła. Jeśli mi się uda, to teraz widziałam się z Joshem po raz ostatni.
- Josh. – Wyszeptałam. Zyskałam jedynie to, że podniósł wzrok. Zimne, bezosobowe spojrzenie.

Skinięcie głową i słowa:
- Udanego wyjazdu. Zobaczymy się po powrocie. – Były wszystkim, na co mogłam liczyć. Przez głowę przemknęła mi myśl, że może powinnam podejść do niego, ale stłumiłam ją równie szybko jak się pojawiła. Nic by to nie zmieniło.

- Dziękuję. – I to by było na tyle.

Nie mogłam sobie pozwolić teraz na chwilę słabości. Na żałobę i rozpacz będzie czas później. Wyprostowana i nie oglądając się za siebie ani razu ruszyłam za Maksem.
Najpierw przelot helikopterem na lotnisko, a później lot samolotem do Francji. Miałam nadzieje, że podróż upłynie w milczeniu. O ile pierwsza część lotu rzeczywiście była spokojna, to w samolocie znowu zostałam z Maksem sama.

Ten sam samolot, ta sama ekipa i powrót do Cannes – wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie.

- Zostały nam jeszcze drobiazgi. – I to było na tyle z ciszy.
- Jakie? – Nie było sensu zgrywać urażonej. Zresztą im chętniej będę współpracować, tym większą będę miała możliwość by coś wymyśleć. Niestety coraz wyraźniej docierało do mnie, że porywam się z motyka na słońce i wprowadzenie w życie mojego planu będzie samobójstwem.

Mimowolnie parsknęłam myśląc o planie, bo dysponowałam jedynie mocnym postanowieniem, że im podwędzę biżuterię i zwieję.

Czysta abstrakcja.

Podniosłam wzrok i napotkałam zdezorientowane spojrzenie Maksa. Nie dziwię się mu – biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, to chyba powinnam się zachowywać trochę inaczej.
- Nie przejmuj się, trochę jestem przemęczona. – Machnęłam ręką i uśmiechnęłam się do niego. Zupełnie jakby nic się nie stało. Jakby znowu nas łączyły relacje, sprzed incydentu z nim i Joshem w sypialni.

Zaskoczony zaczął mówić.

Ten sam hotel, ten sam apartament, ta sama sypialnia.

 

- Stop! – Nie wytrzymałam. – Jak to ta sama sypialnia? Która? Ta, w której rżnąłeś Alice? A teraz będziesz tam ze mną? Moment! My śpimy razem! – Teraz ja byłam zaskoczona. Nie wiem, dlaczego łudziłam się, że będziemy spali w osobnych pokojach. Zdawałam sobie sprawę, że było to co najmniej naiwne, ale liczyłam, że jeszcze nie teraz.

Nie przed ślubem.

- Co ci nie odpowiada? – Maks był spokojny, aż za spokojny. Informacja, że wszystko mi nie odpowiada, nie wchodziła w grę.

Już nie.

Patrzyłam na niego bez słowa, zastanawiając się, co mogę zrobić. Na osobne spanie nie miałam, co liczyć, ale do wieczora było jeszcze trochę czasu. Coś zdążę wykombinować. Ale myśl o tym, że będę leżała w łóżku, w którym się pieprzył była nie do zniesienia.

- Nie ma mowy byśmy spali w tym samym łóżku, w którym byłeś z Alice. W tym samym pokoju, w którym byłeś z Alice! – Cokolwiek brzmiało w moim głosie przekonało go.

Miałam gdzieś jak to zinterpretuje. Przymrużone oczy i dziwny uśmieszek błąkający się w kąciku ust dałyby mi jednoznacznie znać, że nie spodobałoby mi się to, co bym usłyszała. Dałyby, gdybym była mniej zmęczona i rozkojarzona.
- Dobrze. Będziemy w twojej dawnej sypialni. – Był zbyt ugodowy, ale nie dociekałam, dlaczego i o co mu chodzi. Już na spokojnie przyjęłam, że wobec wszystkich – wliczając w to naszych ludzi, będziemy odgrywać swoje role.

Zakochani narzeczeni, niezwracający uwagi na nic i na nikogo. Rozkład na najbliższe kilka dni – w tym kolacje z kilkoma oficjelami, wypad na rejs i rekonesans w czasie wystawy.

Był piątek, a napad był planowany na najbliższy wtorek. Mieliśmy kilka dni by wszystko sprawdzić.
- Mamy cały czas trzymać się za ręce i ćwierkać? – Może i byłam już wykończona, ale charakteru mi to do końca nie zmieniło. Mogłam sobie jednak podskakiwać. Maks spojrzał na mnie pobłażliwie i pokiwał głową.

I to by było na tyle z małej próby buntu.

 

- Prawie zapomniałem. – Spojrzałam na niego zdezorientowana, gdy uklęknął przede mną na jedno kolano i złapał moją dłoń. – Pierścionek.
Po chwili na serdecznym palcu lśnił przepiękny brylant. W ostatniej chwili usłyszałam:
- Jeszcze jeden drobiazg. – I w tym momencie miałam deja vu.
Ja, siedząca w fotelu i pochylający się nade mną Maks. Nie zdążyłam uciec, nie zdążyłam się szarpnąć, w sumie to nie zdążyłam zrobić nic.
Poczułam na ustach jego wargi. Muśnięcie.
I w tej samej chwili cofnął się i usiadł z powrotem w swoim fotelu.

- To wszystko. Możesz się zdrzemnąć. Dolecimy za chwilę. – Po czym sięgnął po jakieś dokumenty i zaczął je przeglądać.

Zamknęłam oczy, ale nie zasnęłam.

Cały czas czułam na sobie jego smak i kompletnie nie wiedziałam jak mam się zachować i przede wszystkim, co z tym zrobić.

Lądowanie, limuzyna, przejazd do hotelu.
- Trzymaj mnie cały czas za rękę i się uśmiechaj. – Posłuchałam. Co miałam niby innego zrobić?

W hotelu znane i nieznane mi osoby. W tym jacyś znajomi Maksa. I kilka bynajmniej nie zachwyconych kobiet. Przelotnie się zastanowiłam, czy zdążył je przelecieć, czy tylko miał taki zamiar i nie zdążył. Kropką nad i był Monsieur Robespierre, gnący się w ukłonach i nadskakujący nam obojgu.
Nie wiedziałam jak długo ten cyrk może potrwać – zwłaszcza, że nie wjechaliśmy do apartamentów wszyscy razem jak poprzednio. Z naszymi bagażami na górę pofatygowali się tylko Sean i Jeffrey razem z obsługą hotelową. Ja z Maksem zostaliśmy na dole, rozmawiając z jakimś znanym mu małżeństwem. Chociaż praktycznie odzywał się tylko Maks, ja tylko stałam i się uśmiechałam.

Bolała mnie już twarz. Miałam dosyć.

- Maks. – Szepnęłam, pochylając się lekko w jego stronę. Jego reakcja mnie zaskoczyła. Natychmiast odwrócił się w moim kierunku i troskliwie spytał.
- Tak skarbie? –  Jego spojrzenie nie zabijało i postawiłam wszystko na jedną kartę.

- Przepraszam kochanie, ale nie za dobrze się czuję. Czy byłbyś zły, gdybym poszła na górę i się położyła.

Czekałam na ten błysk w oku informujący, że przeginam, ale nic takiego nie nastąpiło. Stało się coś gorszego.

- Moja wina. Nie powinienem tak cię męczyć. Już idziemy. – Nie wiem, co pomyśleli inni. Dla mnie jego słowa oznaczały jedno. Jesteśmy parą i to w łóżku mnie tak wymęczył, że nie jestem w stanie ustać na nogach. Nie byłam w stanie opanować rumieńca. Przez chwilę łudziłam się, że to tylko ja mam takie dziwne skojarzenia. Niestety, cudu nie było.
- Och, jakie to urocze. – Stojąca z nami kobieta wyraźnie dała do zrozumienia jak zinterpretowała słowa Maksa. Jej towarzysz nic nie powiedział, natomiast Maks nadął się jak paw.

Prawie jęknęłam. Jeszcze tylko to mi było do szczęścia potrzebne – sam na sam z napchanym testosteronem samcem.

Maks nie dał mi możliwości protestu.

Panował nad wszystkim, z moimi reakcjami włącznie. Sprawnie pożegnał się ze znajomymi i nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się w windzie.
- Przepraszam, naprawdę poczułam się strasznie zmęczona. – Czułam, że muszę się usprawiedliwić. Spodziewałam się kazania, wyrzutów i umoralniającej przemowy. I zaskoczył mnie.
- Wiem. – Spojrzałam na niego, ale wpatrywał się w drzwi.

Gdy wjechaliśmy na górę czekała mnie kolejna niespodzianka. Byliśmy sami.

Nie wiem, dlaczego spodziewałam się, że zastaniemy obu ochroniarzy.
Kolejną niespodzianką było pytanie Maksa, czy może mnie zostawić na kilka godzin. Poczułam tak wielką ulgę, że zbędne były informacje, co musi jeszcze zrobić.

Rzeczywiście mogłam chwilę odpocząć.

Zostałam sama.

 

Nasze rzeczy umieszczono w mojej poprzedniej sypialni. Nie mogłam się powstrzymać i otworzyłam szeroko drzwi garderoby. Widok wiszących obok siebie ubrań moich i Maksa był dziwny.
- To tylko gra. – Powiedziałam. – Nic istotnego, tylko gra.

Starałam się nie myśleć o ostatnich wydarzeniach. Nie mogłam. Inaczej bym chyba zwariowała.
Szybki prysznic i owinięta w płaszcz kąpielowy wskoczyłam do łóżka. Na wszelki wypadek nastawiłam budzik. Maks poinformował mnie, że nie będzie go z 4 godziny, ale wolałam nie ryzykować. 2 na drzemkę mi wystarczą.

Problemem wspólnej sypialni postanowiłam zająć się później i nawet nie wiedząc kiedy zapadłam w sen.

Niespokojny.

 

Śniły mi się męskie ręce. Na zmianę przyciągały mnie i odpychały, rzucając mną jak szmacianą lalką. Przy kolejnym takim szarpnięciu, poderwałam się i obudziłam.

Byłam sama. I minęła dopiero godzina.

Nie chciałam jeszcze się podnosić. W pokoju panował orzeźwiający chłód, a zasłonięte żaluzje chroniły mnie od nadmiaru światła.

Wróciło do mnie wspomnienie snu. I męskich dłoni.
A ja nie wróciłam jeszcze całkowicie do jawy.

Leżąc na plecach z zamkniętymi oczami, zaczęłam bezwiednie przesuwać dłonią wzdłuż brzegów szlafroka. Dekolt, blisko piersi, delikatne muśnięcia.

Nie wiem dlaczego zaczęłam to robić, ale zrobiło mi się miło.

Uspokajało mnie to.

 

Kilka razy przesunęłam dłonią po nagiej skórze i zadrżałam. Zawsze byłam wrażliwa na dotyk, nawet swój.
Dłoń powędrowała powoli w dół i wsunęła się pomiędzy uda.

Byłam sama, nikt nie przeszkodzi mi przynajmniej przez godzinę. Ostatnio tyle się stało. Potrzebowałam tej rozkoszy. Jako pocieszenia, przyjemności, wzmocnienia.
Może i będzie to namiastka, ale nawet taka odrobina przyniesie mi ukojenie.

 

Nie bawiłam się już w subtelności.

Pod szlafrokiem byłam naga. Rozchyliłam uda i zanurzyłam palce w swoim wnętrzu.

Jęknęłam.

Przecież nie myślałam o nikim, nie pieściłam się długo wcześniej – dlaczego więc byłam mokra?

Nieważne.

Przesunęłam dłoń trochę wyżej i skupiłam się na łechtaczce. Chciałam orgazmu jak najszybciej. Nie chciałam myśleć o tym co robię ze sobą i dlaczego. Chciałam rozkoszy.

Pierwszy dotyk był zbyt mocny. Jęknęłam i bezwiednie wygięłam się w łuk uciekając przed własnymi palcami.

Ponowny ruch dłonią i ponowne jęknięcie.

 

Zamknęłam oczy i zaczęłam się masować mocno i bez przerwy. Dłoń goniła uciekające i wijące się ciało, a ja nie starałam powstrzymywać jęczenia. Czułam drżenie i mrowienie.

Chciałam więcej. Chciałam dojść.

Jęknęłam głośniej, ale nie dlatego, że znowu za mocno się dotknęłam.

W moje wnętrze wniknęły obce palce. Nie otwierając oczu krzyknęłam:
- Maks.

 

Zostawiły mnie, ale tylko po to by obrócić mnie na brzuch. Mężczyzna położył się tuż przy mnie, praktycznie przygniatając mnie do materaca, a jego dłoń ponownie naparła na moje wnętrze.
- Już dobrze. Już jestem. – Zachrypnięty głos Maksa mnie ocucił.

Rany boskie! To mi się nie śniło!

Ponownie wbił palce do środka, a ja tym razem krzyknęłam.

 

 

Cokolwiek mi robił, nigdy tak się nie czułam. Miałam wrażenie, że eksploduję od środka.

Chciałam się wyrwać, ale mi nie pozwolił. Trzymał mnie mocno, ale po chwili nie było to już potrzebne.
To co się ze mną działo zabierało mi całą energię. Drżałam, jęczałam, krzyczałam.

- Proszę, nie! – Ale nie byłam w stanie się ruszyć.

- Jesteś doskonała. O tak! Właśnie tak! – Powtarzał, gdy wepchnął mnie w rozkosz.

 

Nie mogłam zapanować nad ciałem.

Drżałam, a orgazm wyszedł poza znany mi obszar.

To co się działo wcześniej w samolocie było niczym w porównaniu z tym co robił ze mną teraz.

Osłabłam, chciałam by przestał. Nie chciałam więcej.

- Nie. – Wyszeptałam, ale w odpowiedzi podciągnął wyżej mój szlafrok.

- Już. Cichutko. Przygotuję cię. Nie bój się. – Byłam już tak oszołomiona nim i orgazmem, że nie ogarniałam, co się dzieje.

 

Przygotuje?

Do czego?

Krzyknęłam, gdy wniknął znowu.
- Już skarbie. Dołożyłem tylko jeden palec. Tak będzie łatwiej. – Wyłam.

 

Moja dziurka była maksymalnie rozciągnięta o rozpychana. Rytmiczne ruchy, sprawiające lekki ból.
Palce masujące znowu wnętrze.
Rozrywający mnie orgazm.

Przez moje ciało przetaczały się fale, gdy Maks wysunął palce i wyszeptał.

- Teraz będzie łatwiej.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXVI

Paradoks – część XXVIII

 

 

Polubienia 116
Wyświetlenia 13580

Podobne wpisy:

  • Tekst przed korektą, ale inaczej nie byłby opublikowany o 02:30 tylko zdecydowanie później. Dobranoc :)

    • lkolac

      Dobrze!

    • lkolac

      Dobrze

      • Już myślałam, że co godzinę będziesz wrzucać „dobrze” :)

        PS :D :D :D :D :D

        • lkolac

          to nie tak :) myslam ze sie nie wpisalo

          ale fajnie wyglada:D

          dobrze!

          • lkolac

            Jak to „dobrze” widze to nadal sie usmiecham.

  • camille

    Jest super, czekam co będzie dalej:))

  • Hannah

    Ty to potrafisz zmienić sytuację o 180° ;) no to teraz czekam niecierpliwie jak zakończysz ;)

  • Styna

    Jak zwykle SUPER! Czekam na ciąg dalszy…. ☺

  • ania s

    Jeszcze jedna czesc i koniec? No nie wierze ze zdazy sie to wszystko wyjasnic:)

    • I dobrze, że nie wierzysz. Miał być ciąg dalszy, ale opisanie tej sceny z Maksem i Anką tak mnie rozwaliło emocjonalnie, że musiałam przerwać ( o godzinie nie wspomnę).
      Tu jest tylko kilka słów, ale to co się działo w mojej głowie … o rany.

      • lkolac

        nie koncz jeszcze, niech ania jeszcze swoj napad dziewiczy zrobi i pokaze ze jest lepsza :)
        silniejsza i wogole

        • napaść musi – nie po to … a nie będę pisać :D
          poza tym z tego co mi się wydaje to Ania z Maksem jeszcze nie skończyli :P

          • lkolac

            ja poczekam moze na to co wymyslisz, choc na jakies mordobicie tez czekam

          • ania s

            Maks nie ma ochoty konczyc, zdecydowanie on sie dopiero rozkreca^^ jak Ania mu pokrzyzuje plany to moze sie biedak zdenerwowac ;p

  • Ile.Znasz. Sposobow.Zabijania.

    Lubię takie zabijające spojrzenia. Nie mówię, że życzę im długo i szczęśliwie, ale do takich akcji każdy i każda z obecnych czekał jakiś czas (żeby nie powiedzieć od ich pierwszego spotkania).
    Wczoraj byłam na „Focusie” i jakby to abstrakcyjnie nie brzmiało, Will Smith mógłby Maksa zagrać ;).
    Wczorajsze sentencje „kolegów-wojaków” się pięknie komponują, oprócz znajomej śpiewki „o kobietach nie jęczących w nocy i warczących w dzień” doszedł „syndrom niedopchania”.
    Samo życie.

  • Natalia

    I love Maks <3

  • lkolac

    Dobrze, a kiedy kolejna czesc?

  • Wiktor

    Witaj!. Musisz tak mieszać?. Czekam na ciąg dalszy?.Przepraszam, że wcześniej się nie odzywałem, ale jestem na wyjeździe i technicznie czasami jest to niemożliwe.Pozdrawiam Wiktor

  • Em.

    No dodaj już kolejną część bo ja już tu nie mogę! :(
    Haha :D
    Pozdrawiam!

    • im-ka

      Przyłączam się do pytania bo też czekam.
      A na blogu cisza i spokój, może to cisza przed burzą? Jakieś trzęsienie ziemi planujesz?
      A może jakieś mordobicie? Chociaż malutkie, niewielkie takie;)
      Bo ja to z tych co były za przelewem krwi i walką samców:)

  • Dominika

    Superrrr ♥♥♥♥♥

  • Jak jakiś narkoman zaglądam tu po swoją „działkę”. Dilerze – Where are you?

    • lkolac

      Stimmt, wo bist du?

  • Styna

    Czy jest cień szanszy, że dziś wrzucisz koleją dawkę naszego narkotyku???

    • Cień jest. W piątek zaczęłam kolejną część Paradoksu. Do 25-ego marca (ewentualnie 26-ego, ale bez korekty) wrzucę do końca Paradoks i Pechową

  • gość

    Niech jej strzeli w łeb i będzie po sprawie! Ile czasu można się bawić w kotka i myszkę?

    • Prędzej ona im :)

      • Sandra Ol

        Odstrzeli ich i znajdzie trzeciego :)

        • Styna

          W końcu gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta….

  • Wybaczcie. technicznie nie dałam rady nic wrzucić. Postaram sie jak najszybciej.

    • Z.Z

      Wybaczamy

  • camille

    Przykro jest tutaj wchodzić już kilkanaście dni z rzędu i nadal nic nie zastac..

    • Wiktor

      Witaj Camille i Aniu!!!. Przecież każdy ma swoje życie i swoje problemy nie tylko skupia się na pisaniu. Każdy chciałby by część była fajna, a nie napisana byle jak(byle dodać). Nie ma wyjścia trzeba poczekać na fajną część. Aniu nie denerwuj się!!!.Spokojnie!!!. Obrobisz się to dodasz. Pozdrawiam wszystkich Wiktor

  • Witajcie. Wybaczcie i dziękuję za cierpliwość. Trochę mam wszystko zbyt skomplikowane, by móc w spokoju pisać. Przepraszam

    • Aska

      Aniu,załatw spokojnie swoje sprawy. Owszem,ciężko przychodzi czekanie,ale rozumiem, . Trzymam kciuki,oby wszystko się poukladalo.
      Buziaki wspomagacze:):*

  • Kroppka

    Świetne opowiadania! : D
    Dodajesz je rzadko i nie ukrywam, że czekanie jest męczące. Ale poczekamy. Zrób, co masz zrobić i dopiero wtedy do nas wróć : D

    • wybacz, rozwaliłam się.
      wiem, że dodaję teksty nie tak jak powinnam i nie ukrywam, że jest mi z tym źle. nie chcę obiecywać, że dzisiaj coś wrzucę – bo co z tego, że teraz mi się pisze, jak za chwilę padnę.
      ale bardzo dziękuję za te słowa. to jest dla mnie ważne, że jesteście. Dziękuję.

      • ania s

        Jestesmy i bedziemy:) poczekamy ile bedzie trzeba. My czytamy i sprawia nam to radosc, Ty piszesz ale dla Ciebie tez powinno byc to przyjemnoscia a nie obowiazkiem bo ktos tam czeka i cisnie. Takimi glosami sie nie przejmuj, to Twoj blog, reszta to goscie czasami majacy zbyt wygorowane oczekiwania a trzeba pamietac ze kazdy ma swoje zycie.pozdrawiam

      • Styna

        Poczekliśmy wcześniej, więc poczekamy też i teraz. W końcu to normalne, że poza hobby jakim jest ta stronka, to masz również obowiązki i inne przyjemności.
        Byliśmy, jesteśmy i będziemy

  • marta

    Kiedy nowa część?

    • Witaj Marto. Siedzę i pracuję. Muszę mieć coś gotowe na jutro rano. Ponieważ wstaję o 5:30-5:45 to bardziej prawdopodobne jest to, że jak skończę usiądę i skończę Paradoks niż pójdę spać.

      • marta

        już nie mogę się doczekać

        • tylko, że ja nadal pracuję :(

          • Wiktor

            Witaj Aniu!!!. Pracuj!. My cały czas czekamy. Pozdrawiam Wiktor

  • Aleksandra

    Cześć wszystkim. :)
    Anno, czy dodasz kolejną część Paradoksu w tym tygodniu?
    Co z Diabłem? Będzie wersja beta czy poprzestajesz na zapowiedzi i kończysz Paradoks i Ósemkę? ;)

    • Witaj Aleksandro.
      ad 1 – tak
      ad 2 – Diabeł jest przeredagowywany na książkę i cały czas mam zagwozdkę co zrobić z alternatywnym zakończeniem. Kusi mnie by opublikować je tu, ale z drugiej strony aż się prosi by to poszło do druku.

      A co do Paradoksu – jak weszli do łóżka to znowu wyjść nie mogą … ręce mi już opadły. Pewnie się w końcu poddam i wrzucę tak jak jest.

      • Aleksandra

        Prawdę powiedziawszy taki punkt kulminacyjny plus ta akcja z rabunkiem zupełnie mnie zadowolą.

      • panikara

        Hej. Szkoda , ze Diabel bedzie miec inne zakonczenie. Podejrzewam kilka alternatywa zakonczenia : bohatera usmiercisz lub zaplaci za swe przewinienie przed sprawiedliwoscia, jej sie to wszystko przysni albo odejdzie od niego.
        Osobiscie wole pierwsze zakonczenie.
        Ps. Nie moge sie juz doczekac ksiazki.
        Paradoks bedzie dzisiaj?

      • camilla

        Paradoks miał być w tym tygodniu, a już jego koniec.. Czyli bedziesz kazała nam czekać kolejny miesiąc

        • Em

          Proponuję idź do księgarni, kup dobrą książkę, a potem poczekaj conajmniej rok na jej kontynuację. Może wtedy docenisz pisanie bloga i częstotliwość wrzucania kolejnych części. I… przestaniesz marudzić

          • camilla

            Rozumiem i może nie uwierzysz, ale czekałam nie raz, nie dwa na kontynuację książek, lecz to jest blog. Sama wiem, co to znaczy brak weny, czy czasu do pisania, ale co innego gdy się tego podejmujesz i robisz czytelników w balona pisząc co tydzień „dodam”, a „dodajesz” miesiąc. Nie lepiej napisać, że się nie da rady i poprosić czytelników o poczekanie niż ciągle przekładać? Nie napisałam tego, by urazić autorkę, lecz po prostu byłam ciekawa Kiedy i czy można się czegoś spodziewać. Ale taka twoja hejterska natura

          • Wiem Camille. :(

          • Dziękuję Em. Aczkolwiek wina tez moja (patrz: harmonogram). Juz skorygowalam. Co z tego,że chęci są skoro sił nie starcza.

  • Sandra

    Fakt czeka się ciężko ale z pewnością warto :)

  • Bella

    Anno, wydaje mi się, że lepiej jest powiedzieć, że nie ma się weny albo czasu i po prostu nie wiadomo kiedy się coś pojawi, bo przecież każdy ma swoje życie, niż za każdym razem mówić, że w tym tygodniu to już na pewno będzie, a potem mmówić, że z przyczyn „technicznych” nie udało się, a potem okazuje się, że po prostu nie ma tego tekstu.
    Takim sposobem, bardzo łatwo jest stracić czytelników, którym się po prostu nie chce wchodzić na bloga i kolejny raz rozczarować niedotrzymaną obietnicą.

    • Eh… jedną nogą tkwię nie powiem gdzie.,cała nadzieja w tym ze druga tam nie dołączy. Chcę, zaplanowany czas na pisanie i ….. no właśnie.
      Przepraszam Was za te komplikacje

  • Przepraszam Was.zdrowotnie rozwalilam się bardziej niż przypuszczałam. Usunęłam na razie daty z harmonogramu-co z tego ze chce, jeśli fizycznie nie mogę. Dziękuję za wyrozumiałość

    • vx

      Na razie nie zapowiada się byś była w stanie wrzucić następny rozdział?

  • Pingback: Paradoks XXVIII | Skrywane pragnienia()