Pechowa ósemka VIII

 

- O Jezu! – Wyjęczałam i przykryłam dłońmi tył koszuli, jakby to mogło w czymś pomóc. Zaczynałam czuć nieznośne gorąco na twarzy. Nie miałam wątpliwości, że zaczynam się rumienić i jest to coraz bardziej widoczne.

Zerknęłam szybko w dół i zobaczyłam, że Paweł nadal stał na schodach. W sumie nic dziwnego, skoro blokowałam przejście. Niestety jego wzrok nie spoczywał na bałaganie w salonie, czy na wiszących na ścianie obrazach – aktualnie całą jego uwagę zajmowały moje dłonie, rozpaczliwie próbujące docisnąć tkaninę do ciała i dać mi chociaż odrobinę ochrony.

Ja z kolei usiłowałam za wszelką cenę nie obniżyć mojego wzrok.

- Patrz tylko na jego twarz. Do diabła, trzymaj się twarzy! – powtarzałam sobie w duchu, usiłując nie spojrzeć niżej i jeszcze niżej. Może oczy mnie posłuchały, ale tylko one. Od razu przypomniałam sobie mocny dotyk jego ciała, gdy przycisnął mnie do ściany i kiedy poczułam jego podniecenie.
Aż otworzyłam usta, gdy przez głowę przebiegła mi myśl, że teraz tez może być tak podniecony. Wtedy dzieliły nas warstwy materiału.

A teraz?

Świadomość, że ja mam na sobie tylko koszulę, a Paweł same bokserki spowodowała, że płonęłam już cała. Byłam pewna, że czerwień aż bije ode mnie i purpurowa jest nie tylko twarz, ale nawet nogi i pośladki.
I spanikowałam.
- Odwróć się do cholery! – Zrobiłam pierwsze, co przyszło mi do głowy, czyli po prostu go zaatakowałam.

Co prawda tylko słowami i agresywnym tonem, ale wystarczyło, by go zdekoncentrować. Wcześniej zapatrzony w mój tyłek, po prostu się zawiesił. Teraz zdziwiony taką reakcją zmarszczył czoło.
Nie ogarniał tego, co się dzieje. W sumie mu się nie dziwiłam – mało kto mnie ogarniał, ze mną na czele tej grupy. To co wyczyniałam przechodziło wszelkie pojęcie. Obcy facet, prawie mnie zgwałcił, a ja teraz świecę mu gołą pupą przed nosem.

- Obróć się! – Powtórzyłam. – Chcę wrócić do siebie!

Spodziewałam się, że się speszy, może rozgniewa, ale na pewno nie przewidziałam, że zrobi to, co zrobi.

- Już nie przesadzaj. Nic wyjątkowego tu nie ma, a ja jestem zbyt zmęczony na takie gierki. Rusz się wreszcie! – Słysząc to oniemiałam. Że, przepraszam, co? Ten kretyn uważa, że ja tak specjalnie?! Prawie mnie szlag trafił na miejscu. Kolorystyki twarzy nie zmieniłam, bo, dla odmiany, krew mnie zalała ze złości.

Debil! Już nie mam co robić, tylko podrywać takiego drania. Co za kawał zarozumiałego, męskiego szowinisty!

W złości prychnęłam. Pewnie kilka razy, bo emocje aż we mnie kipiały.

Ostatnie prychnięcie połączone zostało z obrotem. Olałam koszulę i zakrywanie siebie, odwróciłam się na pięcie, cudem tylko nie tracąc równowagi na stopniu i weszłam do góry. Byłam tak wściekła, że w nosie miałam czy na mnie patrzy, mnie widzi i co widzi.

Tylko i wyłącznie obawa, że coś rozwalę nie pozwoliła mi na trzaśnięcie z całej siły drzwiami mojej sypialni. Powinnam być oburzona. Może zanim zamknęłam się w sypialni powinnam mu strzelić umoralniająca gadkę.. Tymczasem zgasiłam światło, usiadłam na łóżku i jak ostatnia kretynka zaczęłam nasłuchiwać, co się dzieje.

Po dłuższej chwili usłyszałam jego kroki.

Pan Doskonały dopiero teraz ruszył się i wspiął po stopniach na górę. A potem powoli zaczął iść korytarzem. Po chwili zorientowałam się, że idzie strasznie wolno i w sumie to już dawno minął drzwi od pokoju gościnnego.
Może idzie do łazienki?

Dobiegło mnie charakterystyczne skrzypnięcie jednej niedopracowanej na korytarzu deski.

Był przy moich drzwiach.

Zanim zdążyłam się zdenerwować, usłyszałam znowu skrzypnięcie i odgłos oddalających się kroków, a po chwili cichy dźwięk zamykanych drzwi jego sypialni.
I nastała cisza.
Dopiero po chwili byłam w stanie się położyć. A gdy już to zrobiłam, dotarło do mnie, jak sama skomplikowałam sobie życie. Kiedy tylko istniała szansa na poprawę sytuacji, to w zadziwiający sposób ładowałam się w coraz większe problemy.
Co osiągnęłam?
Po godzinie męczarni, gdy usiłowałam dojść jak właściwie tak wszystko poplątałam, poddałam się i zasnęłam.
Gdy się obudziłam było późno, bardzo późno.

Świeciło słońce, była sobota i było mi cudownie dopóki sobie nie przypominałam o moim tymczasowym lokatorze. Niech to trzaśnie!
Wcale nie miałam ochoty i siły się z nim widzieć, ale nie było innego wyjścia. Po prysznicu, ubrana w bezpłciowy dres, byłam gotowa stawić czoło bestii.

Tylko, że bestia zostawiła mi kartkę na blacie w kuchni.

Spojrzałam raz. Myślałam, że źle widzę.
Spojrzałam drugi raz.
„Nie chciałem Cię budzić. Samochód wyprowadziłem z garażu i zamknąłem bramę. Drzwi zatrzasnę. Zobaczymy się w pracy i porozmawiamy przy okazji.”

Zupełnie nie rozumiałam, o co chodzi. Olśniło mnie przy drugim kubku kawy.
Ten idiota rzeczywiście pomyślał, że go w tak idiotyczny sposób podrywam. Nie dość, że przytulałam się do niego przy byłym mężu, to w dodatku rozłożyłam się mu przed nosem. I pewnie spodziewał się, że ciąg dalszy tych subtelnych prób uwiedzenia nastąpi rano.

A potem przyszło mi do głowy, że jeśli tak myślał, to pewnie zwinął się skoro świt. Następne, co zrobiłam, to mycie podłogi, bo gdy wyobraziłam sobie Pana Doskonałego wymykającego się cichutko na palcach ,złapał mnie taki atak śmiechu, że wylałam całą kawę.

I co miałam w takiej sytuacji zrobić? Nic.

Po prostu nic.

Przecież nie polecę do niego wyjaśniać, że to pomyłka i głupi zbieg okoliczności. Nawet nie wiedziałam, gdzie mieszka.
Zresztą dlaczego ja miałam się tłumaczyć? To on mnie napadł. To on mnie źle ocenia.W nosie to mam, co on myśli. Niech mi da święty spokój.

 

Z mocnym postanowieniem, że będę pawiana ignorować i nie dam się sprowokować, zabrałam się za pranie i sprzątanie całego domu, z nieszczęsnym salonem włącznie. Wysiłkiem fizycznym postanowiłam zagłuszyć i zakłócić ewentualne durne pomysły, które pomimo postanowień mogły mi przyjść do głowy.
Efekty były łatwe do przewidzenia. Zawzięłam się w sobie i do niedzieli wieczorem wszystko lśniło, a ja chodziłam już chyba tylko siłą rozpędu.

Wykończona, ale zadowolona z osiągniętych efektów padłam i zaspałam.

 

Prowadząc samochód na granicy bezpieczeństwa, dotarłam do pracy mocno spóźniona i z uroczym uśmiechem na twarzy, władowałam się w sam środek poniedziałkowego zebrania całego zespołu. Moje spóźnienie dla nikogo nie było problemem, nikt nie robił mi wyrzutów – oprócz jednej osoby.

Potępiające i zniesmaczone spojrzenie Pawła powinno było wbić mnie w podłogę. W sumie to konsekwentnie udowadniałam mu, jaka jestem lekkomyślna, głupia i rozpierniczona.
Spojrzałam na niego i zrobiłam chyba coś głupiego. Nie wiem jak inaczej można określić zez i wystawienie języka. Natychmiast skoncentrowałam całą swoją uwagę na szefie, nie patrząc już w stronę Pawła.

Po tym, co zrobiłam, uświadomiłam sobie, że wolałabym nie widzieć jego reakcji.

 

Po zakończeniu zebrania szybko przeszłam do swojego gabinetu i na spokojnie rozpoczęłam dyżur.

Ktoś się nade mną zlitował i miałam rzeczywiście ciężkie przypadki. Już przy pierwszej osobie przestałam myśleć o swoich problemach i mój świat i myśli ograniczyły się do pacjentów.

 

I tak było do przerwy. Teoretycznie 45 minut spokoju w pomieszczeniu socjalnym. W praktyce wyszło trochę gorzej. Wybiegając z domu w pośpiechu, nie zdążyłam nic zabrać do jedzenia. Mogłam albo coś zamówić, albo wyskoczyć do pobliskiego sklepu i kupić.

Była jeszcze trzecia opcja – po prostu zrobię sobie tylko herbatę i przez te 45 minut poleżę sobie z zamkniętymi oczami na kanapie.

I to odpowiadało mi najbardziej.

W socjalnym nie było nikogo.

Idealnie.

Szybko zrobiłam sobie picie i po chwili mogłam się znaleźć na kanapie. Kubek postawiłam na podłodze, tuż obok butów i zadowolona z chwili ciszy wygodnie się rozłożyłam.

Nie byłam jedyną osobą, która się w ten sposób regenerowała. Nikogo więc nie dziwiło ciało z zamkniętymi oczami rozłożone w socjalu. Nawet, gdy komuś zdarzało się zdrzemnąć, to nikt nie robił z tego powodu problemów.
Tak więc, gdy leżąc usłyszałam, jak otwierają się drzwi i ktoś wchodzi do środka, najzwyczajniej w świecie nie zareagowałam.
Podniosło mnie do pionu dopiero, gdy usłyszałam ociekające złośliwością i lekceważeniem słowa:
- No jasne. Chyba bym się zdziwił gdybym zobaczył, że pracujesz.

Byłam wykończona i gdyby to powiedział ktokolwiek inny – kto mnie zna, pewnie przyjęłabym to, jako żart lub przekomarzanie się. Zresztą nie raz tak sobie dogryzaliśmy.
Ale to nie był ktokolwiek inny. To był tak naprawdę obcy człowiek, który nie miał o mnie pojęcia. Już chciałam się odezwać, by wyjaśnić, że to nie tak, gdy Paweł kontynuował:
- Jakim cudem dostałaś tę pracę? Jakim cudem w ogóle skończyłaś studia?!

Tego było za dużo.

Obcy dupek szkaluje mnie na podstawie szczątkowych i wybiórczych informacji, nie zadając sobie nawet trudu sprawdzenia, o co tak naprawdę chodzi i co się stało.

I pękłam.

Moja wizyta w szpitalu, perypetie z Jackiem, scena w łazience, moja wpadka na schodach.

 

Bez słowa chwyciłam kubek z herbatą i chlusnęłam zawartością w jego stronę.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część IX
Pechowa ósemka – część VII

Polubienia 36
Wyświetlenia 3082

Podobne wpisy:

  • ania

    Brawo, brawo, brawo,
    lekki niedosyt, ale warto było czekać!
    Tez bym mu chlasnęła w twarz, ale…… kawą, lepszy efekt!
    Pozdrawiam
    Ania
    ps. jesteś wielka:)

    • Dziękuję.
      Przez tydzień byłam wyłączona z użytkowania – fizycznie i umysłowo.
      A co do herbaty … możesz mi wierzyć – mina faceta, oblanego w ten sposób jest bezcenna (i tak była to herbata. Zasłużył) :)
      Już pisałam do jednej z czytelniczek, że chyba cudem bo cudem, ale wyrobię się z harmonogramem :D
      Tak więc Kochane – powinnyście mieć urodzajny „Dzień Kobiet”.

      PS> Wracam do pisania

      • lkolac

        A ja musze zaczac czytać ze zrozumieniem.

        Ja bym przywalila gadowii ewentualnie zemsta serwowana na zimno smakuje bardziej.

        YES. bedzie urodzaj!!!!!

  • Lena

    Bardzo dziękuję za kolejny cudny rozdział! Czekam na więcej:-) Pozdrawiam

  • lkolac

    Choc ironicznie zlisliwi faceci podobaja mi sie najbardziej.nigdy nie wiesz czy taki cie podpuszcza czy juz sie z ciebie smieje. Zawsze mozna takiego walnac w zebra bo zasluzyl i nie wymaga to myslenia i analizowania trudnego przypadku mezczyzna

    • Przemoc fizyczną stosować będę tylko na moim biednym trenerze :D.
      W sumie nie wiem, kto wtedy będzie miał gorzej.
      Hm .. ewentualnie mogę rozważyć ostateczne rozwiązanie problemu, ale kto mi będzie trupy grzebał? Hę? :)

      • lkolac

        Jak masz miejsce to pomoge

        • trzymam za słowo, tylko potem proszę nie narzekaj, że cały boży dzień łopatą machasz :D

          • lkolac

            Juz mnie rece bola

  • Hm .. chyba zacznę zwyczajem Miki pisać … :jeśli się podoba to proszę ten post polubić” :D

    • lkolac

      E a co to da? Nie kepiej miecmoich 10 bezsensownych komentarzy?

      • to też :D

        • lkolac

          To ile potrzebujesz czeszcze by zamiescic jeszcze jeden kawalek?

  • I już nie mogę się doczekać reakcji pana nadętego przystojniaka ;)

  • Wiktor

    Witaj!!!. Super część!!!. Dzięki Ci!!!. Dziewczyny ale nie linczujcie mnie jestem niewinny. Pozdrawiam Wiktor

    • lkolac

      Niewinnosc tez jest powodem. Niecstarasz sie

      • Wiktor

        Skąd wiesz???.

        • Starasz się :) Ja potwierdzam – jestem pod wrażeniem ilości komentarzy :)

  • Hannah

    Jak zwykle rewelacyjny kawałek – aż się tupie nogami z niecierpliwości na dalsze części ;)
    Jeśli harmonogram się ziści – to będzie czysta ekstaza :D

  • Nie ma to jak niezawodny sposób na „uspokojenie emocji” :)

  • Wiktor

    WSZYSTKIM KOBIETOM WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI 8 MARCA

    • Dziękuję :)

    • Lkolac

      Kto by pomyslal, a dzieki

  • Pingback: Pechowa ósemka IX | Skrywane pragnienia()

  • Pingback: Skrywane Pragnienia | Pechowa ósemka VII()