Pechowa ósemka X

 

- Będę na korytarzu – odparłam i sił starczyło mi na tyle, że doszłam do okna. Oparłam się o parapet i czekałam na to, co nastąpi jak na ścięcie.

Paweł wyszedł razem z pielęgniarką.Kobieta była nim wyraźnie zauroczona. Niewymuszona uprzejmość Pana Doskonałego mnie wkurzyła. Patrząc na nich pochmurnie, pomyślałam, że jeszcze brakuje by mu zaproponowała herbatki, ciasteczka i podała swój numer telefonu. Skakała wokół niego jak żaba.

Nie wiem, jak wyglądałam, bo niby skąd? Ale gdy Paweł spojrzał na mnie, spoważniał.

Nadal uprzejmie, ale już błądząc myślami gdzieś indziej pożegnał się z pielęgniarką, po prostu ją zostawił i podszedł do mnie.
Znowu mnie zablokował.

Stanął tuż przede mną, dłonie położył po bokach mojego ciała i tym sposobem uwięził pomiędzy sobą a parapetem.
I znowu było go za dużo i za blisko mnie.

Powinnam być przestraszona. W końcu nie dość, że narozrabiałam to jeszcze gdzieś tam majaczyło wspomnienie podobnej sytuacji tylko, że w łazience restauracyjnej. Ale nie byłam.

Za to zdekoncentrował mnie jego zapach.

Usiłując dociec, co to może być za woda, zaciągnęłam się przy kolejnym oddechu. Błędem było, że spojrzałam mu wtedy w oczy.
Nie był wcale wściekły. Owszem, miał ściągnięte brwi, ale jego oczy nie chciały mnie, tak jak wcześniej, zabić.

Zastygłam z szeroko otwartymi ustami, a Paweł wyszeptał.
- Cholera! – Zanim zdążyłam jakoś zareagować na taką inwektywę, pochylił się i mnie pocałował.

Nie gwałtownie.

Dotyk był zdecydowany, ale jednocześnie delikatny.

Spłoszona pomyślałam najpierw, że on zwariował. Potem, że mnie oswaja. Później, że jest mi cholernie dobrze. A potem przestałam myśleć.

 

Dłonie same mi się do niego rwały. Jego do mnie też. Już nie spoczywały na parapecie, tylko obejmowały mnie w pasie i pieściły plecy.

Nie ogarniałam tego, co się działo. Zupełnie jakbym była w tych ramionach po raz tysięczny. Dotyk jednocześnie dawał mi spokój i pewność, ale powodował, że cała drżałam w środku. Nigdy tak nie się nie czułam, nigdy tak nie pragnęłam by to trwało. Usta, lekko drapiący zarost. Ten smak.

Jak dobrze!
- Cześć stary, co tu robisz? – Słowa, wypowiedziane rozweselonym męskim głosem zadziałały lepiej, niż prysznic w socjalnym.

Na mnie.

Podskoczyłam nerwowo i usiłowałam wyplątać się z objęć Pawła, ale mi na to nie pozwolił.

- Cholera – Mruknął znowu i nadal trzymając mnie mocno w ramionach, odwrócił głowę w stronę nadchodzącego lekarza. Spojrzałam tam również i dla odmiany z moich ust wyleciało soczyste:
- Kurwa! – W odpowiedzi Paweł przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej, a ja zaczęłam się zastanawiać czy nie chce mnie przypadkiem udusić. W końcu trup nie gada.
- No cześć! Nie spodziewałem się, ze odwiedzisz nas tak szybko. – Stęknęłam. Zupełnie niezamierzenie, bo jedyne, co próbowałam zrobić, to wysunąć się z uścisku Pawła. Pan Doskonały mnie nie puścił i w uścisku pozostałam, ale dźwięk się wydobył. Byłam wściekła, bo ostatnie, na co miałam ochotę, to przyciągnąć uwagę nadchodzącego faceta, w którym rozpoznałam drugiego lekarza z tego feralnego dyżuru.

- O! – Świetnie. Po prostu rewelacyjnie! Nie oswobodziłam się i właśnie zostałam zauważona. – Nie przedstawisz nas?

Błysk w oku drugiego mężczyzny jasno zasygnalizował mi, że mu się spodobałam. Pawłowi również.

Odchrząknął i przywalił.
- Cześć Robert. Odwiedzamy kolegę. Pozwól, że ci przedstawię moją narzeczoną, Monika Leśniewska. – Po czym zwrócił się do mnie. – Kochanie, to mój kolega z poprzedniej pracy, Robert Karski.

Nie zdążyłam nic zrobić tylko dlatego, że w to wszystko wstrzelił się głos Szymcia:
- Ale jaja!

W nosie miałam kolegę Pawła – Roberta i Szymcia. Wściekła jak diabli, wpatrywałam się w Pana Doskonałego z miną mówiącą „Co ci do tego łba strzeliło?! Teraz to rozplącz!”

Robert na szczęście został tak skutecznie zaskoczony wiadomością, że Paweł się zaręczył, że nie zwrócił uwagi już na nic więcej, w tym ani na debilną reakcję pacjenta, ani na moją minę.

Swoją drogą, bez przesady. W końcu ludzie się zaręczają, więc jego reakcja była doprawdy przesadzona.
Wiedziałam, że wyjaśnienie sobie z Pawłem, co mu odbiło i dlaczego zasugerował coś takiego musi poczekać. Pierwszeństwo mieli były i obecny współpracownik.
- To ja pójdę się upewnić, co mu jutro przywieźć. – Mruknęłam do Pawła, który o dziwo mnie puścił. Skinęłam głowę w stronę oniemiałego Roberta. – Miło było cię poznać.

Po czym zostawiłam ich na na pastwę losu i wróciłam z powrotem do Szymcia, przy okazji wpychając jego samego z powrotem do pokoju.

 

Szymcio sam z siebie władował się z powrotem do łóżka, położył, przykrył kołdrą i spojrzał wyczekująco. Wiedziałam, że się spodziewa wyjaśnień. Niestety nie mogłam mu powiedzieć, że ja też.

- Szymcio. To nie tak. – Spojrzałam na niego bezradnie. Naprawdę zabrakło mi słów i pomysłów. I po raz pierwszy ta pokraka mnie zaskoczyła.

- Pani doktor, niech się pani nie martwi. Ja nikomu nie powiem. Już od tej kolacji widziałem, że coś się dzieje, ale nikomu nie mówiłem i nikomu nie powiem. Pani doktor się zmieniła. Po tym rozwodzie to pani tak posmutniała, a teraz znowu pani oczy błyszczą. Jak dzisiaj oberwałem, to chwilę przedtem widziałem, jak pani promieniała w socjalnym. Ja nikomu ani słowa nie powiem. – Zdębiałam.

Słowo promieniałam w zestawieniu z uczuciem dzikiej satysfakcji, że w gnojka wycelowałam herbatą było delikatnie mówiąc abstrakcyjne. I przede wszystkim, było za dużo jak na jeden raz i na jedną osobę.

Zakryłam twarz dłońmi i się zatrzęsłam ze śmiechu.

To naprawdę była jakaś abstrakcja. W sumie, nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś teraz wyskoczył z okrzykiem: „Mamy cię!”.

 

Zamiast tego usłyszałam groźny głos Pawła.
- Coś ty powiedział, że się rozpłakała? – Błyskawicznie się wyprostowałam. Szymcio wyglądał jakby miał umrzeć z przerażenia. Widok Pawła, który był o krok od potrząśnięcia biedakiem był kropką nad i.
- Nie. Wszystko w porządku. – Cholera. Rzeczywiście mój przytłumiony śmiech można było odebrać, jako płacz.- Po prostu za dużo się dzieje.

Nie wiedziałam, jak dyplomatycznie mam powiedzieć, że czuję się jak w domu wariatów i już nie nadążam za tym cyrkiem.

- Nie denerwuj się, już jedziemy. – Prawie jęknęłam.

Teraz dopiero zaczęłam się denerwować.

Co znaczy jedziemy?

Razem?

Mało mam już problemów?
Skoncentrowana na swojej najbliższej przyszłości kompletnie zapomniałam o Szymciu. A ten, widząc światełko w tunelu, zaczął Pawłowi nawijać to samo, aczkolwiek używał trochę innych słów.Dopiero pokrewieństwo dusz, iskry w spojrzeniu i niespotykana chemia mnie ocuciły. Zatchnęło mnie przy płomiennej deklaracji trzymania w tajemnicy naszego związku, ale zanim zdążyłam się odezwać zostałam elegancko zagospodarowana. A dokładniej moje ciało. Paweł przerywając Szymciowi jego wywody pożegnał się w swoim i moim imieniu, i po raz kolejny znaleźliśmy się na korytarzu.
W tempie błyskawicznym zostałam doprowadzona do swojego samochodu, ale dla odmiany usadzono mnie na miejscu pasażera, a Paweł usiadł za kierownicą.
- Pasy! – Spojrzałam na niego nieprzytomnie.

To tempo było dla mnie zabójcze i źle mi zrobiło na umysł.Złapałam tylko, że czegoś chciał. Nie wiedziałam już czego.
Zniecierpliwiony pochylił się w moją stronę. Widocznie doszedł do wniosku, że sam zrobi to szybciej.

Musiał sięgnąć za moją głowę. Jedna dłoń złapała za zagłówek mojego fotela, a druga pas i tym sposobem znalazł się za blisko.

Nic nie poradzę na to, że westchnęłam.

 

- Cholera! – Zdążyłam tylko się zastanowić, co on ma z tą cholerą, gdy poczułam znowu jego usta.

I było mi już wszystko jedno.

Na ile mogłam, przytuliłam się do niego, dłonią dotknęłam policzka i zatonęłam.

 

Tylko pocałunek? Jakie tylko!

Miałam wrażenie, że wszystko wokół mnie wiruje.

A on mnie tylko całował. Wargi dotykały moich, język delikatnie wdzierał się do środka.

 

Nagłe zimno, które mnie dopadło, gdy się odsunął spowodowało, ze otworzyłam oczy.
Paweł zapiął mój pas i ruszył. Nawet nie pytałam gdzie. Było mi i tak wszystko jedno. Poza tym, nie ufałam swojemu głosowi. Gdy po chwili uznałam, że jestem już opanowana zadałam pytanie:
- Gdzie? – Stać było mnie tylko na to słowo.
- Do ciebie. Musimy w spokoju porozmawiać. Poza tym nie pozwolę ci w takim stanie prowadzić samochodu. Potem wrócę taksówką po motor.

 

Od wieków miałam problemy ze słuchaniem innych. Z przekazu wybierałam to, co mi pasowało i ignorowałam resztę. W tym przypadku pasował mi fragment o powrocie po motor taksówką. Nie wiem, jakim cudem uznałam, że Paweł mnie po prostu odstawi pod dom i odjedzie, ale tylko to do mnie dotarło.

I się uspokoiłam.

 

Znowu siedziałam bezczynnie na miejscu pasażera, będąc wiezioną do siebie.

Samochód został wstawiony do garażu, ja już byłam w domu i właśnie miałam się obrócić, by spytać Pawła o taksówkę, gdy usłyszałam zamykające się drzwi i męskie ciało przytulające się do moich pleców.
Wszystko wyleciało mi z dłoni, gdy na szyi poczułam jego usta.

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część IX

Polubienia 64
Wyświetlenia 5478

Podobne wpisy:

  • Gigi

    Wow…
    Ale ty nas rozpieszczasz ;)
    Nie mogę się doczekać czym jeszcze nas uraczysz…i czy jeszcze dziś :)
    Wszystkiego najlepszego z okazji naszego święta ;)

    • Muszę jakoś zrekompensować dosyć długą nieobecność :) A poza tym jakoś mnie dzisiaj pcha :)

      • Lkolac

        Mocno?

  • im-ka

    Ja tu sobie spokojnie na fejsie … co ja tam właściwie robiłam? siedziałam? oglądałam? fejsowałam? no zresztą nieważne ja sobie fejsuje a tu wyskakuje znienacka że świętujemy i że trzecia część już jest! :) Pisk, krzyk i zawał na miejscu:) Dziękuję dziękuję dziękuję:) Iza
    P.S. Gdzie tacy Pawłowie się rodzą bo u mnie na dzikim wschodzie takich nie spotkałam
    I.

    • Niestety u mnie są. Tak się właśnie zastanawiam czy lepszy ich nadmiar czy brak :)

      Dobra, my tu gadu, gadu, a kolejne części się nie napiszą.
      Od razu informuję, że dzisiaj będą jeszcze kolejne posty :P

      • im-ka

        Eh u ciebie nadmiar u mnie niedosyt a globalnie wyjdzie równowaga. Fuj- statystyka.
        Dobra to ja już nie gadam, też popiszę- może dzienniki w końcu uzupełnię;)

        • Lkolac

          Kwestia Nastawienia i jak sie szuka. Jak sie szuka to sie znajduje. Moze na tym wschodzie sa bardziej mescy niz na zachodzie? Moze twoj obraz faceta sie rozni od ankowego i to na co ona juz zwraca uwage u ciebie ledwo starcza na rzut okim, hehe to potem sie okaze ze Ania ma badzzo nisko zawieszona poprzeczke jesli chodzi o facetow, mi wystarcza jak ma zdrowe zeby i nie smierdzi. :)

          • Cóż … ja nie podejmę dyskusji na ten temat.

          • im-ka

            Oj ja też nie podejmuję się ciągnąć tej dyskusji bo nie ogarniam o co chodzi Lkolac
            Nie no nie ogarniam

          • Lkolac

            Dobra nie bede tlumaczyc.

          • im-ka

            ;) Spoko :*

  • Ale czad … 666

    Czyżby to był znak, że dzisiaj Diabła tknę :D
    Nie mam pojęcia. Piszę Paradoks teraz…. a co do piekielnego to zobaczymy. jak na razie co coś piszę to kończy się trupem.

  • Aska

    Zwariuje z podekscytowania:D

  • ania

    Nie no kurczę depresja murowana!, moja psychika nie zniesie tego oczekiwania!:)
    Jak to kobieta, jestem niecierpliwa, chcę jeszcze i juz teraz!!!!!!
    Aniu, jesteś WIELKA, FANTASTYCZNA, BOSKA I NASZA……., ale chyba wszystkie Anki takie są:)
    Pozdrawiam
    Ania

  • Wiktor

    Aniu po prostu brak mi słów. Nie masz tam w pobliżu jakiegoś zazdrośnika?. Lubię swoje kły.Jak nie to piszę. Aniu kochana, wielka i naj, najlepściejsza jesteś.

  • Em.

    No halo ! Jak można przerwać w takim momencie ? Ja chcę więcej! I to najlepiej jeszcze dzisiaj :)

    • ania s

      Tak tak tak popieram! Nie zniose tego oczekiwania, to opowiadanie zdecydowanie zajmuje 1sze miejsce wsrod moich ulubionych, czytam po kilka razy kazda czesc, pozniej od poczatku calosc i tak co post a i tak ciagle czuje niedosyt. Choc dzisiejsza czestotliwosc nowych czesci mnie zadowala- nie no skad, ja wcale nie jestem wymagajaca ;D ania s

  • Lena

    He he to jest po prostu świetne!!! Czekam z wielką niecierpliwością na ostrą scenę miłosną między nimi:-)

  • Lkolac

    Taa… Juz wszyscy zaspamowali pod tym postem tylko nie ja, no jak to sie stalo?

    Tylko mnie zastanawia ile jeszcze bedzie czesci jak TO juz zrobia, przewaznie jest koniec ewentualnie wyskoczyc moze jakis byly lub byla lub ciaza lub kot, bylabym nie pocieszona, chyba nawet bardzo jak by mialo sie zaraz skonczyc.

    na paradoks tez czekam i nie wiem czy chce czesciej a malo czy duzo i zbiorowo :D

    • Jest taki super dowcip … a pro pos różnego rodzaju dylematów.

      Spotkanie w lesie – lew zbiera towarzystwo i mówi:
      - Teraz podzielimy się: mądre zwierzaki na prawo, a ładne na lewo.
      I tak sowa biegnie na prawo, inne zwierzaki za nią, inne na lewo, a żaba została na środku
      - No i co ty żaba robisz?
      - No przecież się, nie rozdwoję!!!

      :P

      • Lkolac

        Pozostaje ci sie rozmnozyc bezplciowo zeby bylo cie wiecej

        • Pracują już nad moimi klonami, ale ideał jest tylko jeden :P
          PS. jakoś piorun mnie nie trzasnął, dziwne :P

          • Lkolac

            A dlaczego mial cie trafic, przeciez ci tego nie zyczylam.

  • Lesiu

    Stwierdziłam że przeczytam dopiero jak będą wszystkie części. Ale jak czytam wasze komentarze pełne zachwytu to aż mnie korci …

    • Jeśli chcesz, to możesz poczekać :)
      Aczkolwiek ten blog rządzi się swoimi prawami, o opowiadaniach nie wspomnę. Kończą się kiedy mają na to ochotę – one, nie ja.

    • lkac

      Nie czytaj. Nie warto.

  • Aj, potrafisz zagotować :).
    Ach te doktorki, temperamentne.

  • Natalia

    Motocykl, błagam. Piszę się motocykl nie motor. Wiem, że dla Ciebie to nieistotny szczegół, ale bardzo denerwujący. Motor to silnik, sam silnik. Nie znam nikogo kto jeździ na samy silniku. Po za tym osoba jeżdżąca na tej maszynie to motocyklista, a nie motorzysta. Proszę Cię pisz motocykl. :D

    • sylwia

      Czy to Ty się zawsze o to Babeczki czepialas? Sprawdziłam z ciekawości w słowniku języka polskiego i okazuje się, że motor jest poprawna forma potoczna. Może Ciebie to razi, ale większość społeczeństwa mówi potocznie motor, a nie motocykl, dlatego nie powinnaś się czepiać. Czepiać można się, gdy ktoś mówi włanczać czy wziąść. To są błędy, które nie są do przyjęcia w mowie potocznej, a motor takim błędem nie jest.

      • Wiktor

        Witaj!!!. To samo chciałem wkleić,ale coś chyba za dużo i mieli. A ja jeszcze kto prowadzi ciągnik rolniczy?. Nie czasami traktorzysta?. Oczywiście to do Natalii. Pozdrawiam

    • Wiktor

      Witaj Natalio!!!
      Bo dobry motocyklista to i na samym silniku pojedzie
      Wkleję teraz tekst który wkleiłem kiedyś do innego bloga prof. Jana Miodka o motorze z linku który podałem:
      http://motormania.com.pl/felietony/wywiady/jan-miodek-dusza-fleksyjna/
      Panie profesorze, ale niepokoi nas takie pytanie: czy my mamy motor czy motocykl?
      J.M.: W moim dzieciństwie wczesnym było jasne, że się mówiło „jazda na motorze”. Tak, jak się jeździło autem. Dzisiaj to auto już wycofało się prawda? Najwyżej jakieś tam autko można kupić dziecku. Ale w języku dorosłych jak ktoś chce – teraz powiem językiem młodzieżowym – „zaszpanować”, to on nie powie, że on ma nowe auto – on powie: „ja mam nowy samochód”. I podobnie jest z tym motocyklem. Ja bym powiedział, że motocykl nie jest tak obowiązujący w momencie, kiedy ja chcę „zaszpanować”, że znowu użyję tego młodzieżowego określenia, jak samochód czy wóz, ale „motor” jest określeniem dużo bardziej potocznym. Słowo motor jest jednak ciągle poprawnym określeniem motocykla w polszczyźnie mniej fachowej.
      Pozdrawiam Wiktor!!!

      • dzięki Wiktorze :) teraz doczytałam.

        • Wiktor

          Polecam się! A już myślałem, że za dużo tekstu i się nie wklei, bo mieliło z 10 minut. Aniu za młodych lat też się jeździło motorami ( niech będzie i na samym silniku).

    • o rany .. Natalia … wybacz, ale poległam.
      Zapraszam do mnie i spróbuj powiedzieć mojemu koledze, że jeździ na motocyklu :D

      Przepiękny Harley tak na marginesie :D

      • Wiktor

        Witaj!!!. Aniu jeszcze dodam od siebie. Kask jest motocyklowy, jest też motocyklista.

        • A ja zostałam właśnie uświadomiona, że motocykl to motocykl, a Harley to Harley i swoimi prawami się rządzi.
          I bądź tu mądry :D

          Na drugi raz wsadzę mojego bohatera na konia i będzie spokój :P

          • lkolac

            a tam, przejmujesz sie

          • Wiktor

            A no tak!!!. A na jakiego?. Konia oczywiście wałacha, rumaka, szkapę ,chabetę

          • magda

            Ja polecam ogiera! Pozdrawiam !

          • Wiktor

            Witaj!!!. A nie wałacha?. Pozdrawiam

    • Basia S

      Jako, że jestem korektorką, wina powinna spaść na mnie, ale nie spada, ponieważ winy tutaj właściwie nie ma. Poniżej kwestia już została wyjaśniona.
      PROSZĘ NIE STRZELAĆ DO PIANISTY, TJ. PISARZA! TJ2. PISARKI!

      • Basiu .. dobra, napiszę, a co tam. Najwyżej będą do mnie strzelać.
        Moja wina.
        Korektorka robi swoje, a potem włosy z głowy wyrywa, bo ja po korekcie tez robię swoje.
        Nie powiem ile razy czytałam „coś Ty wkleiła?” :D

        PS. W Montanie też miał być motor, będzie szkapa.
        PS2. Tak Basiu, siedzę teraz i piszę na nowo ten Paradoks ogłuszając się na zmianę

        i

        • Znam obie, A. :D
          Mogłaś się nie przyznawać. Własną piersią obronię. :D

        • ania s

          Montana? Super! Czekam z niecierpliwoscia, na Zla Decyzje rowniez, ogolnie to na kazdy post czekam z niecierpliwoscia:):*

  • lkolac

    A kiedy bedzie dalej, bo mialo byc szybko, nie tej?

    I gdzie paradoks, ja wiem ze zycie ale nie mam co czytac do kotleta.

    • Cześć, Ikolac.
      Ostatnio się zastanawiam czy częściej chwalisz, czy krytykujesz/próbujesz obrazić i sama nie wiem.
      Ann ma sporo rzeczy do roboty. Kiedy podsyła mi teksty, staram się je sprawdzić w ciągu godziny/dwóch, ewentualnie na drugi dzień i wtedy lądują tutaj.

      Ps. Czy znacie kogokolwiek, kto był zachwycony graniem do kotleta w jakiejś restauracji?

      Pozdrawiam,
      B.

      • lkolac

        Proboje byc mila. Czasami wychodzi.

      • Wiktor

        Witajcie!!!. Część dziewczyny. Aniu jak napiszesz tak będzie. Głupi się nie pozna a mądry powie że tak ma być. Basiu fajnie że się pokazałaś. Dzięki za korektę, dzięki Tobie między innymi tak szybko takie fajne opowiadania mamy. Pozdrawiam Wiktor

        • Cześć, Wiktorze.
          Ktoś się cieszy na mój widok? Wow. :D
          Przyjemność po mojej stronie.
          Pozdrawiam,
          B.

  • Pingback: Pechowa ósemka XI | Skrywane pragnienia()

  • ;)

    Kiedy kolejna część? ;)

    • A jak jest w ulubionym i ukochanym przez wielu z Was harmonogramie? :D

      http://skrywanepragnienia.pl/harmonogram/

      • ;)

        Huhu,nie moge się doczekać :D i przepraszam,mój błąd, nie sprawdziłam :D

        • spokojnie – zwłaszcza, że harmonogram czasem bryka :)

          • I bryknął. Dzisiejszy dzień był dziwny. Na tyle, że słowo nie powstało.
            Montana w poniedziałek, a Pechowa wleci w przyszłym tygodniu.
            Wybaczysz „;)”?