Pechowa ósemka XI

 

Zakręciło mi się w głowie i poczułam się jak pijana.
Mocny, zdecydowany dotyk.
Jego zapach.
Muśnięcia ust na karku.
To było czyste szaleństwo.
Nie myślałam nic. Po prostu chłonęłam te doznania całą sobą.

Nie wiem jak daleko bym się posunęła, gdyby nie Paweł. Obejmujące mnie dłonie nie spoczywały nieruchomo, tylko pieściły każdy dostępny fragment ciała. I przesunęły się wyżej na tyle, by musnąć piersi.
To zadziałało na mnie jak kubeł zimnej wody.
Co ja do cholery wyczyniam?!
Błyskawicznie wyrwałam się z jego ramion i zwiałam do najbliższego zamykanego pomieszczenia.

Nie odwracałam się za siebie. Dopiero, gdy dopadłam drzwi od łazienki spojrzałam na Pana Doskonałego.
Stał nieruchomo, patrząc z niedowierzaniem w moją stronę. Nie czekająłam aż go odblokuje, tylko z hukiem zatrzasnęłam drzwi i przekręciłam zamek.

Tkwiłam teraz w ciemnościach, stojąc nieruchomo z uchem przyklejonym do drewna i usiłowałam wyłapać jakikolwiek dźwięk informujący o tym, co się dzieje po drugiej stronie.
Sama też się nie odzywałam. Co niby miałam krzyknąć?
- Wybacz facet, ale mimo tego wszystkiego, co wyczyniam będąc przy tobie, to ja taka nie jestem?! – No właśnie!

Nie mówiąc o tym, że byłam przerażona.

Wszystkim.

Swoim nietypowym zachowaniem i reakcją na Pawła, jego pieszczotami, moją ucieczką, konsekwencjami tego, co się działo.
Stałam więc przy tych nieszczęsnych drzwiach, usiłując złapać oddech i nie odzywając się.
Trochę niepokojące było to, że odpowiadała mi też cisza.
I gdy już myślałam, że będę tu czekać aż padnę z głodu usłyszałam kroki.

Mężczyzna podszedł powoli do drzwi łazienki.
Skrzypnięcie.
Musiał się o nie oprzeć z całej siły!
Zasłoniłam dłonią usta, by mimowolnie nie krzyknąć. Oddychałam coraz szybciej.

Co on zamierzał? Chyba ich nie wyłamie?!

Zanim zwariowałam ze strachu, usłyszałam oddalające się kroki i dźwięk zatrzaskiwanych drzwi wejściowych.
Zostałam sama.

Dopiero teraz adrenalina odpuściła.

Osunęłam się na podłogę dygocząc z zimna. Było mi niedobrze i coraz mocniej kręciło mi się w głowie.
Nie wiem jak długo tkwiłam w takiej pozycji. Ruszyłam się dopiero wtedy, gdy od siedzenia na twardej posadzce rozbolały mnie cztery litery.

 

Drzwi otworzyłam bardzo cicho i bardzo ostrożnie. Co z tego, że słyszałam jak wychodzi? Wcale nie byłam taka pewna, że jestem w domu sama.
Sprawdziłam każde pomieszczenie, opuszczając przy okazji żaluzje i odgradzając się tym samym maksymalnie jak mogłam od świata zewnętrznego.

Jednak byłam sama.

 

Wylądowałam w sypialni tylko po to, by za chwilę zbiec znowu na dół.

Komórka została w torbie.

Torba została na dole.

Komórka właśnie zadzwoniła.

Nieznany numer.

 

- Halo? – Odebrałam w ostatniej chwili. Cudem nie upuściłam aparatu, tak mi drżały dłonie.
- Dzień dobry, nazywam się … – Bla, bla, bla. Jakaś telemarketerka. Miałam w tej chwili w nosie, co o mnie ktoś pomyśli. Rozłączyłam się bez jednego słowa.

Powlekłam się z powrotem do sypialni, tym razem mając już telefon przy sobie.
I siedząc na łóżku, obserwowałam jak za oknem zmienia się świat.

Słońce, ciemniejące niebo, mrok rozświetlony ulicznymi latarniami i pojedynczymi gwiazdami.

I cisza.

Nic.

Żadnej próby kontaktu.

 

Nie powiem ile razy sięgałam ręką nie tylko po to, by sprawdzić cz y może dzwonił, ale ja tego nie usłyszałam. Tak samo często moja dłoń była o krok od tego, by wybrać jego numer telefonu.
Zawsze zatrzymywałam się w tej samej chwili, gdy myślałam, co ja mu właściwie powiem.

- Hej. Przepraszam, ale nie umiem?
- Hej. Dojechałeś bez problemów?
- Hej. Zapomnijmy o tym, co się stało?
- Hej. Przyjedź błagam. Boję się strasznie, ale jeszcze bardziej tęsknię do twojego dotyku, zapachu i smaku?

Najgorsze było dla mnie to, że to właśnie ta ostatnia wersja była najbardziej zbliżona do rzeczywistości.

Byłam przerażona takim rozwojem wydarzeń, ale jeszcze bardziej tym, że Paweł zniknie z mojego życia, albo nie będzie w nim w ten sposób.

 

Zupełnie obcy człowiek stał mi się bliższy niż ktokolwiek inny wcześniej.

Co ja o nim wiedziałam?

Co on wiedział i myślał o mnie?!

 

Po raz kolejny sięgnęłam po komórkę, ale tym razem wybrałam numer.
Sygnał.
Nikt nie odbierał.
W tym samym momencie, gdy zerknęłam na stojący obok zegarek i zobaczyłam, ze jest druga w nocy, usłyszałam zachrypnięte.
- Halo!

Przepadło, umarło! Tym bardziej, że nie miałam zastrzeżonego numeru i odbiorca widział, kto do niego dzwoni.

- Mogę do ciebie przyjechać? Błagam!
Musiałam brzmieć strasznie, bo po chwili, mając wrzuconych do torby kilka drobiazgów i ubrania do pracy, jechałam do Agnieszki. Na klatce schodowej minęłam się z zaspanym i potarganym blondynem, który obrzucił mnie niezbyt przyjaznym spojrzeniem.

Rozczochrana Aga przywitała mnie z kubkiem kawy w dłoni. Nic nie mówiąc rzuciłam torby na podłogę i poszłam za nią do kuchni.
- Cholera! Nie dość, że sama marnuję swoje życie towarzyskie, to jeszcze twoje rozpierdzielam!
Aga dolała mi więcej mleka do kawy i machnęła ręką.
- To Piotruś. Olej go. Taki przyjaciel z bonusem.
Ten ‘przyjaciel z bonusem’ rozwalił mnie do końca.

Rozpłakałam się i opowiedziałam o wszystkim. Zaczynając od tego, co przed nią zataiłam, na moim ostatnim wyskoku kończąc.
- Przepraszam, że zwalam się takimi rzeczami, ale już nie umiem sobie z tym poradzić.
- Kretynka. – Aga nie przebierała w słowach. – Masz do mnie z tym przychodzić. Tylko nie umiem ci powiedzieć, co masz z tym zrobić. Nie tym razem. Najlepiej by było, gdybyś się z nim przespała. – Spojrzałam na nią z niesmakiem. Aga niezrażona moją reakcją kontynuowała. – Nie przesadzaj. Wiem przecież, że nie robisz takich rzeczy. Najgorsze, że nie umiem go odczytać. Każdego potrafię, a jego nie.

Miała rację.

Zaprzyjaźniłyśmy się błyskawicznie, bo uznała mnie za przyzwoitą jednostkę. I miała rację, bo jestem przyzwoita.
Mojego byłego już męża nie trawiła, uznając go za gnojka i tchórza. Szymcia tolerowała, uznając go za nieszkodliwego błazna.
Przykładami mogłyśmy obie sypać jak z rękawa.

Ale Paweł był dla niej terra incognita.
Zastanawiając się, o co w tym właściwie chodzi, przywitałyśmy świt.

- Nie rób nic. – Akurat hamowałam na czerwonym. Na szczęście nie wzięłam słów Agi dosłownie. Zatrzymałam się na skrzyżowaniu i dopiero wtedy spojrzałam w jej stronę.
- Nie rób nic. – Powtórzyła.  – Niech on się jakoś zdeklaruje, co chce.
Pomyślałam smętnie, że on cały czas deklaruje, co chce, tylko mu konsekwentnie spierniczam. Zanim się odezwałam ktoś zaczął za nami trąbić jak wariat. No tak – światła zmieniły się już na zielone.

Wjechałam na służbowy parking i w pierwszej chwili odetchnęłam z ulgą. Jak okiem sięgnąć widoczne były tylko samochody.

A potem trafiłam na dr Nowaka i zostałam ogłuszona wiadomością, że ze względu na nagłą nieobecność nowego kolegi musi rozpisać jego pacjentów do innych lekarzy.

- Oj. A co się stało? Jak długo Pawła nie będzie? – Dobrze, że Aga zadała te pytania. Ja nie byłam w stanie.

- Na razie do końca tygodnia. – Znałam dobrze mojego szefa. Nie był zły, tylko potężnie zmartwiony.

 

Zbladłam. Była tylko jedna możliwość.

Coś się musiało stać z Pawłem.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka  – część XII
Pechowa ósemka – część X

Polubienia 34
Wyświetlenia 3161

Podobne wpisy:

  • ania s

    To sie porobilo! Znowu zanieszalas tak ze nie wiadomo w ktora strone pojdzie:)
    Pozdrawiam

  • Ehem… Chciałam tylko nieśmiało napomknąć, że lubię Pawła. I pozwolić sobie na maleńki szantaż (taki tyci): jeśli biedaka zbyt dotkliwie uszkodzisz, przestanę tu zaglądać… I nic to, że i tak pewnie długo bym nie wytrzymała, no czekam przecież na ciąg dalszy Paradoksu i innych ;) Ale pogrozić troszeczkę nie zaszkodzi, a co :P, tak na wszelki wypadek…

    • no dobra, raczej go nie uduszę :). Powiedzmy, że ja przyjęłam do wiadomości.

  • Hannah

    Jak zawsze warto czekać na Twoje teksty :) czekanie wzmaga apetyt :D jestem w fanclubie Pawła – więc mam nadzieję, ze będzie happy endzik ;)

  • Pingback: Pechowa ósemka XII | Skrywane pragnienia()

  • bla bla

    może nie zmieścił motoru do taksówki?

  • Właśnie siedzę nad pechowa :)