Pechowa ósemka XIII

Chciałam zatrzasnąć drzwi, ale Jacek był szybszy. Zdążył wcisnąć stopę i nocną ciszę przerwał ryk.
- Kurwa! – Drzwi było solidne, ja machnęłam nimi uczciwie i w efekcie przywaliłam mojemu byłemu z całej siły.

Chyba po raz pierwszy w życiu kryzys wieku średniego na coś się przydał. Jacek ostatnio chodził w Martensach i tylko dzięki temu nie zmiażdżyło mu stopy.
- Co się pchasz? – Warknęłam i to mi pomogło. Nie wiem co prawda dlaczego, ale przestałam głupio histeryzować.
Zostawiłam ich w progu i poszłam do kuchni. Ruszyli tuż za mną – a dokładniej Romek. Jacek sycząc z bólu, dokuśtykał się z minimalnym opóźnieniem.

Kawa się robiła, a ja z pewnymi oporami powiedziałam jeszcze raz, co chcę wiedzieć. Starałam się nie przekazywać informacji w tak emocjonalny sposób jak wcześniej. Na szczęście Roman nie nawiązywał w żaden sposób do naszej telefonicznej konwersacji. Musiałabym wytłumaczyć, dlaczego przedstawiłam się innym nazwiskiem, a kompletnie nie miałam pomysłu jak z tego wybrnąć.
Słuchał uważnie, po czym zostawił nas na chwilę samych.

Wiedziałam, że zrobi coś, czego absolutnie nie powinien był robić. Sprawdzi czy coś wiadomo o Pawle.

Dlaczego? Jakoś mnie to nie obchodziło co lub kto wpłynął na takie postępowanie. Ważny był dla mnie efekt.
Czekając na jakiekolwiek wieści, siedziałam w kuchni ze stękającym i siorbiącym kawę Jackiem. I po raz pierwszy od dawna jego zachowanie było mi najzwyczajniej w świecie obojętne.
Wcześniej – co ja mówię wcześniej – jeszcze wczoraj bym go za to pogryzła. Wkurzałoby mnie to i irytowało niesamowicie. A teraz było mi wszystko jedno jak się zachowuje.

- Ty się naprawdę o niego martwisz. – Spojrzałam na niego zdziwiona, ale zanim zdążyłam się odezwać wszedł Romek.

Nikt nic nie wiem, nikt nic nie słyszał.

Żadnego wypadku, incydentu czy zatrzymania z udziałem Pawła. Jak sprawdzili rejestr przyjęć do szpitali nie wiem, ale tam też go nie było.

I mimo, że o to mi chodziło to wcale nie poczułam ulgi.
W końcu chciałam tylko wiedzieć czy nic mu nie jest. I najwyraźniej w świecie był w jednym kawałku.
Tylko, że w takim razie coraz bardziej prawdopodobna była opcja, że tak go wkurzyłam, że nie chciał mieć już ze mną nic do czynienia.

Po chwili zorientowałam się, że obu mężczyzn wpatruje się we mnie wyczekująco.
- Pojedziecie już? Chcę zostać sama. – Była to najszczersza prawda. Osiągnęłam limit tego co jestem w stanie udźwignąć. Było po trzeciej w nocy, a ja rano musiałam zjawić się w pracy czy tego chciałam czy nie.
Dopiero gdy byłam w łóżku zorientowałam się, że nawet nie podziękowałam Romkowi.

Rano litościwie zaspałam i nie miałam czasu na myślenie o Pawle.

Do pracy zdążyłam na styk.

A pacjenci jakby się wściekli. Zjawiały się same ciężkie przypadki i tym razem nie mogłam działać automatycznie. Urobiona po łokcie, nie miałam czasu nawet na przerwę na kawę, a co dopiero na myślenie o Pawle i moim ostatnim wyskoku.

Tym sposobem dotrwałam do końca dyżuru.

Pakując się do domu, odruchowo sprawdziłam telefon. Moim starym zwyczajem był ustawiony na milczy.

Błyskające na niebiesko światełko już nie wywołało tak nerwowego drgnięcia jak wczoraj.
I słusznie, bo to znowu Aga pytała się czy wszystko w porządku.
Wzruszyłam ramionami i odpisałam ‘tak’, po czym ruszyłam do domu.

Trzymałam się względnie do chwili wejścia pod prysznic.

Razem z wodą, uwolniły się łzy. Zatrzymałam je dopiero rano.

 

Kolejne dni wyglądały prawie identycznie.

Praca – wypełniona pacjentami. Tylko pacjentami.

Zachowanie, które było interpretowane, jako całkowite skupienie na konkretnych przypadkach.

Jedynym wyjątkiem był kontakt z Szymciem.

Potem bezpośredni powrót do domu, niezakłócony żadnymi eskapadami czy wyjściami.

Samotny i rozpaczliwy płacz, gdy nikt mnie już nie widział i nie słyszał.

 

Nie chciałam z nikim rozmawiać.

Nie chciałam z nikim przebywać.

Starałam się nie myśleć o Pawle. Zresztą, po co? I tak go nie było.

- Głupia! – Jego nigdy nie było!
Minęło tylko kilka dni, a ja się czułam jakby to było kilka tygodni.
Wychodząc w piątkowe popołudnie z pracy zostałam złapana przez Agę. Dosłownie.
Schwyciła mnie za rękę, gdy kierowałam się w stronę samochodu.
- Monika! – Uśmiechnęłam się do niej, ale w tym dziwnym grymasie wykrzywiły się tylko wargi. Zauważyła to i natychmiast mnie puściła.
- Wszystko w porządku. Spieszę się. Odezwę się później. – Nawet nie czekałam na odpowiedź. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu.

Chciałam mieć święty spokój.
Oglądając przez cały weekend filmy, jedząc zamówioną pizzę i pijąc wino zyskałam tyle, że w poniedziałkowy poranek byłam nieprzytomna.

Oczywiście zaspałam.

 

Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie wziąć urlopu na żądanie, ale nie doszłam do wniosku, że nie miałoby to kompletnie sensu. Wróciłabym do mechanicznego oglądania filmów i we wtorkowy poranek miałabym powtórkę z rozrywki.
Na spokojnie umyłam się, ubrałam i pojechałam do pracy.

Cotygodniowe zebranie jeszcze trwało.

Westchnęłam.

No tak, znowu spóźnienie. Po czym mając w perspektywie rozmowę z szefem na temat mojego lekceważącego podejścia do poniedziałkowych spotkań, weszłam do środka.

 

Szczęśliwie pierwsze z brzegu krzesło było wolne.
Nie rozglądając się dookoła, a już tym bardziej do tyłu, starałam się skupić na tym, co mówi mój szef.
Niestety nie znając początku wypowiedzi, kompletnie nie byłam w stanie złapać jej sensu i po kilku zdaniach po prostu się poddałam.
Nie pierwszy i ostatni raz. Zapytam się kogoś później, o co chodzi.

Szef coś tam mamrotał, a ja nie chcąc odpłynąć myślami w stronę Pawła, sięgnęłam do torebki. Po cokolwiek. Trafiłam na komórkę.
Znowu błyskała na niebiesko.

Odblokowałam.

Wiadomości od Agi.

Dziewięć.

Pokiwałam głową, by chyba się wściekła z tą ilością.

Zwyczajowo zaczęłam od ostatniej.
- Tylko się nie odwracaj! – Nic głupszego nie mogła napisać.

Oczywiste było, że odwróciłam się, po czym spojrzałam prosto we wkurzone oczy Pawła.

Naprawdę nie wiem, jak zapanowałam nad sobą.
Nic nie powiedziałam, nie zrobiłam żadnej miny.

Odwróciłam się spokojnie z powrotem, schowałam komórkę do torebki i zaczęłam wpatrywać się w chodzącego i gestykulującego szefa.
Nie wiem co Aga pisała wcześniej, ale nie chciałam tego sprawdzać mając go za plecami.

Przez sekundę coś we mnie drgnęło.

Był! Siedział za mną!

Ale błyskawicznie dopadła mnie rzeczywistość. I co z tego?!

Jest teraz, zaraz go nie będzie. Poza tym, co ty go obchodzisz. Do cholery! Trzymaj fason! Tylko to ci pozostało!

Martwiłaś się o niego? Chciałaś tylko wiedzieć, że jest cały? To widzisz!

Odpuść go sobie, bo cię połknie, zmieli i wypluje resztki!

Po skończonym zebraniu chciałam spierniczyć, ale koszmarnie zaczęty poniedziałek ciągnął się dalej.

Z korytarza zawrócił mnie donośny głos bossa.

- Kochanie, chodź do nas. Chodź! Właśnie mówiłem, że bardzo pomogłaś i przejęłaś większość pacjentów. – Nie chcąc robić przedstawienia, posłusznie cofnęłam się z powrotem do salki konferencyjnej. Głębszy oddech i zamieniłam się w skrzyżowanie ‘chłodnej profesjonalistki’ z ‘zimną suką’.

„Lodowa księżniczka” – tak miał to w zwyczaju określać mój były mąż.

Z profesjonalnym uśmiechem podeszłam do dr Nowaka i stojącego obok niego Pawła.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część XIV

Pechowa ósemka – część XII

 

 

Polubienia 59
Wyświetlenia 2836

Podobne wpisy:

  • Accch, zrób coś z nimi, niech się zagryzą, albo inne rzeczy :). Nie wiem, czy bardziej mnie już oni denerwują, że się na siebie sukcesywnie nie rzucą jak koty w marcu, czy niech oboje idą w diabły.
    Dobrze jest :)

    • Właśnie pisałam „blablabla” rozumiejąc coraz bardziej Mikę.
      Patrzę – wchodzą.
      Zerkam jeszcze raz – oooo! Nawet kilku osobom się podoba (co prawda procentowo tragedia, no ale nie czepiam się. Grey to nie jest :P).
      Ale żadnego komentarza? oj – źle.

      A na poważnie (hm … w sumie to co pisałam wcześniej też było na poważnie)

      Myślisz, że ja nie planowałam rozegrać to inaczej?!
      Takie super dialogi poszły w kosmos. No może nie do końca w kosmos, bo są zapisane – więc nadzieja jeszcze jest, że je spożytkuję.
      Tym niemniej opowiadanie znowu bryknęło o swojemu.
      Ale wierzę w Monikę. To nie głupia blond mimoza – mimo chwilowego zaćmienia (ale nie przesadzajmy, każdemu może się zdarzyć).

      • Zaczynając od niedoszłej pary – taka wersja żurawia i czapli dla dorosłych, czy inne zajączki z jeżami… wstydzą się jak czytający. Jak na jakimś filmie oglądam ich, czekam, słucham i aż chce się krzyknąć k..mać, co wy robicie! Są „fajne silne emocje”, które się udzielają. Twoje dialogi są super, często czuję, że mała iskierka tylko by wpadła, a rzuciliby się na siebie jak koty w marcu…ale nie bo żuraw i czapla :).

        Syndrom piszących i czytających, co? Też widząc ilość wyświetleń u Ciebie, a „serduszka” i komentarze to nawet na refleksje nie trzeba długo się zbierać. Wątpię by każdy czytelnik miał tak samo jak ja i jak najdzie, czytał wszystko „od początku”.
        Wystarczy moment by „się nie pisało” i ciach, ludzie jednak są.

        Więc ludziska, dajcie znaki dymne, nie bądźcie anonimowi!

  • Wiesz, ja się tak zastanawiam – nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale przez pewien okres nie byłam pewna, czy to polubienie nie jest powiązane z fb :P I jakoś tak jest, że jest w niewidocznym miejscu. Wydaje mi się, że jeżeli prosisz o polubienie, pierwsze w oczy ludziom rzuca się fb i inne media społecznościowe. Może powinnaś odrobinkę zmienić układ strony i polubienie ustawić nad wyżej wymienionymi znacznikami? I jeszcze jedna moja sugestia, może też inaczej to nazwij, albo zostaw samo serducho?
    U miki, przez tą kolorystykę, jaka panuje na blogu serducho samo krzyczy aby je nacisnąć. A u Ciebie naprawdę muszę wytężyć wzrok praktycznie za każdym razem, gdy po dłuższej nieobecności czytam u Ciebie jakieś opowiadanie.
    Opowiadanie? Cóż, podoba mi się, okropnie mi się podoba. Może postać głównej bohaterki jest odrobinę przerysowana, bo ja nikogo takiego do tej pory nie spotkałam :P Więc tak to odbieram ;) Ale ogólnie w życiu często dochodzi do niedomówień. Czegoś tak bardzo pragniemy, że boimy się sparzyć. Boimy się odkryć przed drugą osobą. Stajemy się względem siebie zgryźliwi, by nie wydało się co w nas siedzi. Tak jest.
    A cóż… Mnie osobiście ostatni około majówkowy tydzień bardzo dał w kość, nie miałam zbyt wiele czasu, więc i komentowanie odeszło na dalszy plan :P Ale zawsze staram się chociaż znaleźć czas na przeczytanie czegoś ;)

    • Jak nikogo takiego nie spotkałaś? Dzień dobry :)
      Bardzo dużo rzeczy złagodziłam tak na marginesie – zwłaszcza, że jak ktoś mnie zna, rozpozna mnie od razu.

      I dziękuję! Skorzystam z Twojej porady – może nie do końca zmiana na stronie, ale pomyślę nad kolejnym wpisem.

  • Askaa

    Kurdeee! Co z nia jest?!:)

    Muszę uzbroić się w cierpliwość,bo za dużo emocji:)

    Czekam powiedzmy,że cierpliwie :)

    • Wkurzyła sie? Sama jestem ciekawa jak to sie potoczy.

      • Askaa

        To już nic nie będę wiedziała:D
        Pozabijaj ich jeszcze!:D
        Taki żart,nie bierz tego na poważnie!:P
        Ale wiesz… jacy to oboje są uparcie,żadne nie odpusci,baa…żadne z nich nic nie wyjaśni tylko takie charakterystyczne jeb…iecie drzwiami i koniec:D

        Do jutra może wytrzymam:)
        Ale życzę by pełnia dla Ciebie była owocna:)

  • ania s

    U mnie tez z komemtowaniem slabiej ostatnio ale rodzina sie powiekszyla obowiazkow przybylo a doba nadal trwa tylko 24 godziny. Ale caly czas czytam i doceniam ze dla nas piszesz:)

    • Wiem – sama mam problemy z czasem, a raczej jego brakiem.
      Ale …. Nawet krótkie ‚ok’ daje bardzo duzo. Rozmawiałam dzisiaj zreszta na ten temat …

  • Sandra

    Kocham twoje opowiadania ale ta bohaterka juz zaczyna mnie wkurzać ! Mimo to opowiadanie cudowne <3

    • Dziękuję Sandra.
      Ale co Cię wkurza? Że z nim nie idzie do łóżka i ucieka? Z czystej ciekawości się pytam.

      • Mnie ona denerwuje tym, że przestaje słuchać xd ktoś coś do niej mówi, a ona słyszy tylko to co chce i koniec ;)
        a tak poza tym to moje ulubione opowiadanie jak do tej pory :)

        • Ta kobieta to anioł i uparta jak koza jędza w jednym ciele.
          No po prostu tak ma :)

  • Ewa

    Świetne. :)

  • smerfetka

    Hej;) Opowiadanie jest super! Chociaż muszę przyznać, że troszkę denerwuje mnie to, że przez ostatnie 3 posty praktycznie nic się nie działo, były właściwie o tym samym. Ale to po prostu efekt tego, że czyta się częściami, a nie całość na raz. Ogólnie opowiadanie jest naprawdę fajne;)

  • nienieidealna

    GENIALNE, jak ja lubię zabawę w gonimy króliczka, tylko kto tym razem będzie króliczkiem ;)

  • Coś czuje, że to sie skończy wielka awantura a potem ostrym sexem…czy żle czuje? hmmm? ;>

  • Wiktor

    Witaj!!!. Dziewczyno ty chyba w ogóle nie śpisz?. Czytałem o czwartej rano przed robotą( nie seksem). To jest moje ulubione opowiadanie!!!. Oj mieszasz, mieszasz. To dobrze bo pociągniesz to opowiadanie jeszcze troszkę. Pozdrawiam Wiktor

    • No nie śpię.
      A jak dołożysz sobie do tego rozpoczynanie treningów o 06:40 (dobra, 07:00, o 06:40 to ja nie wiem jak się nazywam i jadę na autopilocie) – to masz plus minus obraz jak ja jestem wyspana :D
      Nie jestem!

      Pewnie dlatego moje bohaterki tak długo i dużo śpią :D

      Nadrabiają za mnie :D

  • Ciekawska

    Anna Valetta to Twoje prawdziwe imię i nazwisko? :))

  • Tuśka

    Jeśli to ma pomóc w tworzeniu to polubiłam wszystkie części i nawet dodaję komentarz, pomimo że jestem z tych, co są cichymi obserwatorami. Czekam z niecierpliwością na każdą kolejną część „Pechowej” i liczę na to, że w niedalekiej przyszłości pojawi się też „Paradoks”. Najwspanialsze opowiadania jakie do tej pory czytałam. Życzę Ci dużo weny twórczej, żebym rano mogła już przeczytać kolejną część. ;) Pozdrawiam, Tuśka.

    • Siedzę i piszę :) I dziękuję.

      • Wiktor

        Widzę Aniu że strasznie dziewczyny Cię wspierają!!!

        • A ja jestem cholernie wdzięczna!
          Mika kiedyś o tym pisała.
          Coś się tworzy, wkładasz w to serce, chcesz wiedzieć czy się podoba, czy jednak wychodzą z tego farmazony i … cisza.

          I nie powiem – czuję się mega pozytywnie zaskoczona, podbudowana i zaszczycona.

  • Pingback: Pechowa ósemka XIV | Skrywane pragnienia()

  • Ważne ze jest :) dziękuję. I miłej lektury!

  • Jeszcze siedzę i pracuje – jak tylko skończę zabiorę się do pechowej.
    Trochę emocjonalnie mi się dziewczyna rozleciała – sama widzę. Jedynym wytłumaczeniem jest pełnia.
    A co do punktu widzenia faceta .. pewnie faceta musiałabym poprosić, by coś napisał. Ja na jego miejscu złapałabym za włosy i do jaskini :D
    Z rogatą babą trzeba ostro. Inaczej zje na przystawkę.