Pechowa ósemka XIV

 

Uśmiechnęłam się niejako w powietrze pomiędzy moim szefem i sprawcą mojego kretyńskiego zachowania.

Również w przestrzeń rzuciłam informację, że to nic takiego – w końcu koledzy z pracy muszą sobie pomagać i używając czekających na mnie pacjentów, jako wymówki, zmyłam się błyskawicznie. Nie byłam gotowa, by spojrzeć mu w oczy i odezwać się do niego bezpośrednio. A szczerze mówiąc, nie byłam też pewna, czy mam na to ochotę.

Czekając u siebie na pierwszego delikwenta, przeczytałam już na spokojnie wiadomości od Agi.
Wszystkie oprócz ostatniej informowały, że Pan Doskonały pojawił się w pracy. Złośliwie pomyślałam, że jeden sms by wystarczył, ale odpisałam tylko:
- Olej gościa. Wszystko ok. – I przywitałam pierwszego pacjenta.
Po raz pierwszy błogosławiłam taką ilość zapisanych osób. Machnęłam ręką na przerwę i przyjmowałam do końca dyżuru.

Gdy żegnałam ostatnią osobę i uzupełniałam wpis w kartotece wiedziałam kilka rzeczy.

 

Po pierwsze nigdy więcej. Nigdy więcej tak durnej histerii, kretyńskiego zachowania i utraty kontroli nad swoimi reakcjami.

Po drugie żadnych facetów. Co jak co, ale przez szalony i niszczący związek już się przeczołgałam, szczęśliwie rozwiodłam i nie potrzebowałam żadnych komplikacji. Nie chciałam powtórki z rozrywki i wcale na nią nie zasłużyłam. Faceta z fantazją i polotem przeżyłam. Drugi raz się nie właduję świadomie w coś podobnego.

Po trzecie to chyba mi odwaliło, bo wyobrażałam sobie coś, czego nie ma. To, że pod moją czaszką coś się kotłuje, nie znaczy, że u kogoś innego też zachodzi coś więcej niż brak luzu w spodniach. Wsadziłam faceta na konia i założyłam mu zbroję, a on nie ma ochoty na zdobywanie księżniczki tylko wizytę w zamtuzie.

Przy zamtuzie dodałam punkt czwarty. Jestem cholernie zmęczona i zaczynam bredzić.

 

Z pewną obawą wyjrzałam na korytarz, ale prawie natychmiast trzasnęłam się dłonią w czoło.

Popierniczona idiotka!

Myślałaś, że będzie czekał?!

Pokręciłam głową w geście politowania – nad swoją głupotą. Ja przeżywałam dramaty i rozrywało mi duszę, a Pan Doskonały zastanawiał się pewnie jak niezobowiązujący biurowy romansik – no dobra – jak niedoszłe niezobowiązujące bzykanko, tak się wymknęło spod kontroli.

 

A takiego!

Nakręciłam się. Zresztą celowo.

Wiedziałam, że jak będę zła to nie zrobię żadnego głupstwa. Jeszcze nie daj boże, chciałabym wyjaśnić co się stało. A w tej chwili byłam tak wkuta, że para prawie szła mi nosem. I żadne kretyńskie kontakty nie były mi w głowie.

 

Będąc na fali, zrobiłam zakupy i udałam się w ekspresowym tempie do domu.

Zamierzałam napchać się do oporu truskawkami, obejrzeć jakiś stuknięty horror i iść po raz pierwszy od dawna spać jak człowiek.

 

Ledwo zatrzasnęłam za sobą drzwi i pozbyłam się tobołów zadzwoniła komórka.

Zastrzeżony.

Paweł?

Wahałam się przez chwilę, ale unikanie go nie miało sensu. Wyprostowałam się, jakby to miało w czymkolwiek pomóc i odebrałam przychodzące połączenie.

 

Nie wiem, kto bardziej był zdziwiony. Ja telefonem od byłego. Czy były tym, że nie zalewałam się łzami i nie jestem w stanie histerii.
- Czego? – Bojowy nastrój przeniósł się na wszystkie sfery życia. Po takim miłym wstępie, nie miałam za bardzo wyjścia i musiałam się zgodzić na wizytę.

Musiał być blisko, bo dziesięć minut później siedzieliśmy razem w kuchni.

Jacek pił kawę, smętnie patrząc na moje truskawki. A ja pożerałam jeden owoc za drugim.

- Zapomnij. – Mruknęłam i zatopiłam zęby w słodkim miąższu. Oboje wiedzieliśmy, o co chodzi. Truskawki dopiero się pokazały, a ja byłam na głodzie. Za truskawki bym zabiła. I absolutnie nie byłam w stanie z nikim się nimi podzielić.
Przytomnie poczekał aż zjem całą porcję i dopiero wtedy się odezwał.
- Wszystko dobrze? – Wzruszyłam ramionami. Co za pytanie!
- Tak. – Cholera! Rozejrzałam się po kuchni, ale cud nie nastąpił. Zeżarłam wszystkie owoce, ale się jeszcze nie nasyciłam.
- Wiesz, że możesz na mnie liczyć. – Spojrzałam trochę nieprzytomnie na Jacka.
- O co ci chodzi? – Może nie do końca chciałam zadać aż tak bezpośrednie pytanie. W końcu widziałam, że coś go męczy, a jednak spędziłam z nim kawałek mojego życia. Ale jakiś cel miał. A ja nie miałam siły na podchody i durne zabiegi dyplomatyczne.

- Martwię się. – Tym razem przyjrzałam mu się uważniej. Coś było nie tak! Wyglądał zupełnie, jak pod koniec naszego związku. Gdy coś kręcił i kombinował, a jednocześnie starał się zachować pozory normalności i swobodnego zachowania. Wychodziło wtedy z niego takie dziwne stękanie i dokładnie te same dźwięki wypełniły teraz kuchnię.

Niestety byłam rozkojarzona.

Udawałam sama przed sobą, że wszystko jest w porządku, ale nawet jak na mnie, było tego za dużo.

Stres, Paweł, zmęczenie i cały wachlarz histerycznych zachowań zrobiły swoje.

Takie nagabywanie przez byłego męża, niezapowiedziana wizyta i dziwne teksty powinny były mnie bardziej zaniepokoić.

Niestety zignorowałam przeczucie i zamiast pożegnać się z Jackiem i pójść chociażby spać, postanowiłam go wykorzystać.

Bardzo aktywnie.
- Jesteś samochodem? – Spojrzał na mnie jakbym zadała mu pytanie po chiński.
- Rany! Przyjechałeś samochodem? Mam jeszcze ochotę na truskawki. Nie chce mi się iść do sklepu pieszo, jestem za zmęczona by prowadzić, a taksówki przecież nie będę wołać skoro jesteś.

To wyjaśnienie go ruszyło.

No to skoczyliśmy do sklepu. Wybrałam dwa koszyczki cudownie pachnących owoców i po chwili wracaliśmy z powrotem.

 

Ale Jacek już mnie męczył.

W sumie samo jego towarzystwo mnie męczyło. Nie po to się z nim rozwodziłam, by go mieć cały czas na karku.

Fajnie, że się martwił, ale do cholery już nie byłam jego żoną.

Cała szalejąca we mnie frustracja – powiedzmy sobie szczerze bynajmniej niewywołana przez Jacka – znalazła ujście w potężnej awanturze.

Którą zrobiłam oczywiście mojemu byłemu.

 

Nawet nie wiem jak ją zaczęłam, ale po chwili trwała w najlepsze.

On prowadził.

Ja się darłam.

Potem on się darł.

A po chwili wrzeszczeliśmy już oboje na raz.
Ja głównie krzyczałam, by się wreszcie ode mnie odwalił i dał mi spokój. Że gówno go obchodzi, z kim sypiał.
On wywlekał moje absurdalne poszukiwania, załamanie i rozpacz z powodu głupiego fagasa. I co chwilę powtarzał, że nie pozwoli mi popełnić błędu.

Jakiego kurwa błędu?!

Co on bredzi?!

 

Byłam tak wściekła, ze nie zwracałam uwagi na nikogo i na nic.

Ledwo Jacek zatrzymał się pod domem, dosłownie wystrzeliłam z wozu.

- Odpieprz się ode mnie! Nie rozumiesz po polsku?! – Prawie zdarłam sobie gardło, po czym z hukiem zatrzasnęłam drzwi samochodu. Truskawki walały się już wszędzie. Podbiegłam do domu, usiłując jednocześnie znaleźć torebce klucze od drzwi wejściowych.

Usłyszałam hałas. To Jacek wyskoczył za mną, nie uznając rozmowy za zakończoną.

- Idiotka! Nie pozwolę ci z nim sypiać! Masz zakaz z nim sypiać! – Absurdalne słowa szły w parze z coraz cieniej brzmiącym głosem mojego eks.

 

Kompletnie umknęło mi, że nie jesteśmy sam.

Wrzaski Jacka przerwało chrząknięcie i rozbawiony głos Pawła.

- A niby to dlaczego?

 

** ** ** ** ** ** ** **

Pechowa ósemka – część XV

Pechowa ósemka – część XIII

Polubienia 44
Wyświetlenia 2692

Podobne wpisy:

  • Hehe, słowa klucze – (moje ulubione) rozważania bohaterki samej z sobą, szczęśliwy rozwód i truskawki.
    Jacek placek… i tu się wszystko zgadza.
    W realu każdy znany mi Paweł jest jakiś ciapowaty. Ten mi się podoba.
    Cóż trzymam kciuki za Pawła, co prawda truskawki poszły w marność, ale może on jej to zrekompensuje czymś więcej niż suchą rozmową :).

  • ania s

    Jeeej truskawki, ale mi narobilas ochoty:)
    A akcja nabiera tepa, strach sie bac jak Monika w takim bojowym nastroju oby tylko ponownie zacmienia przy nim nie dostala;)

  • Wiktor

    Witaj!!!. Super!. Dzięki. Pozdrawiam Wiktor

  • Ha ha :D no za ten odcinek ją lubię zdecydowanie bardziej (w sensie glówną bohaterkę) :D

  • Ewa

    Rewelacyjne. ;) Czekam na więcej. :)

  • Pingback: Pechowa ósemka XIII | Skrywane pragnienia()

  • Jasmine

    Smaka mi zrobiłaś na kolejną część :3 już się doczekać nie mogę jak to się dalej potoczy ;p

  • Askaa

    Przeczytałam w nocy…i czułam lekką satysfakcję.
    No w końcu się coś dzieje:D
    Jednak szczęśliwego rozwodu nic nie pobije:)
    Z mojej strony nic nowego,jak zawsze extra,a co za tym idzie?! Wciąż mi mało!:)

  • ANIA

    Pożycz mi Pawła, proszę :)
    Ależ się uśmiechnęłam….

    • Nie ma takiej opcji :) Paweł nie idzie w pakiecie z opowiadaniem.

      • Ania

        Oj tam, oj tam…..
        Zaraz pakiet…:)

        • aż sobie pozwolę zacytować wypowiedź jednej z osób, która zobaczyła „Pawła”:

          ” … faktycznie niezła dupa. :D…”

          I powtarzam – Paweł nie idzie w pakiecie z opowiadaniem :P

          • Ania

            No i taka dupka by mi się przydała…hihihi

          • Askaa

            Daj nam chociaż nacieszyć oko!:P

          • Opisuję go przecież całkiem dokładnie. Paweł nie idzie w pakiecie :P

            Informacja na pocieszenie – dzisiaj wpadnie cz. XV.

  • Lily

    Kochana, fajne opowiadanie :D:D a te truskawki….tak smaka narobić?! uggrhhrhhr

    Mam tylko jedno pytanie, bo w harmonogramie był paradoks..potem znikł…kochana mniej więcej wiesz kiedy puścisz/napiszesz/przerobisz czy co tam potrzeba?-strasznie nie mogę się doczekać..uciąć w takim momencie^^

    Pozdrawiam;-)

    • Hm… do Paradoksu musze się przygotować z materiałami. Pewnie w weekend. Ten

  • Lena

    He he. Normalnie bohaterka jest świetną wariatką:-) Ale bawią mnie te rozdziały. Bardzo dziękuję i czekam na więcej.

    • Dziękuję – pozwól, że zacytuję znajomym, jak będą mieli ze mną problem :D

  • A jak ktoś ominął „Harmonogram”, to kolejna część „Pechowej” poszła do korekty.
    Myślę, że do dwóch dni będzie na stronie.

    • A., widzę, że jak lecisz, to z siłą rozpędu. :D

  • aaaaa tego się nie spodziewałam :D Pewnie za chwile wyjdzie ,że z Pawła to kawał chu** i reszta skur*****a ale jest motocyklista…czyli swój chłop;)

    • Nic nie mowię

      • dobrze, już Cie nie ciągne za język;) tylko grzecznie czekam na kolejną część… tym czasem sama coś skrobne ;)

  • Pingback: Pechowa ósemka XV | Skrywane pragnienia()