Paradoks XXX

 

Jęknęłam. Chciałam coś powiedzieć, ale głos odmówił mi posłuszeństwa.
Nie mogłam opanować drżenia. Musiał to czuć.

- Już. Wiem. Ja też!- Szeptał, nie pozwalając jednocześnie odsunąć mi się nawet na milimetr.

Był w tej chwili ucieleśnieniem najskrytszych marzeń każdej kobiety Czuły i władczy kochanek, pieszczący swoją kobietę i cały czas jej spragniony.

Tylko, że byłam świadkiem jego wcześniejszej rozmowy. Słyszałam to, co mówił Joshowi i wiedziałam, że nie mogę wierzyć w żadne jego słowo czy obietnicę.
Jak na razie byłam osłabiona i wyczerpana, ale powoli ogarniało mnie przerażenie, z jaką łatwością Maks potrafił mną sterować i nade mną zapanować. To, że wiedziałam, iż nie mogę mu ufać absolutnie nie wykluczało, że znów mu ulegnę. A potem będzie już tylko gorzej.

Zwłaszcza, że obok będzie Josh.

Westchnęłam ciężko. Musiałam jak najszybciej od nich uciec i się uwolnić z tego koszmaru.

I nagle podskoczyłam czując usta Maksa na plecach.
- Nerwowa się robisz kochanie. – Był wyraźnie rozbawiony. Mówił, dalej muskając ustami wrażliwą skórę.– Pośpij trochę. Twoje pozostanie w łóżku jest jak najbardziej uzasadnione. Mam rano spotkanie, ale popołudniu zabieram cię na małą przejażdżkę. No i musimy zaliczyć jubilera.

Gdy wstał, zamknęłam oczy i pozostałam w bezruchu, przeczekując tak jego krzątaninę po sypialni, jak i późniejszy prysznic. Liczyłam, że szybko wyjdzie, ale zamiast mnie zostawić, zrobił to co kiedyś, gdy w moim łóżku był Josh.
Przed wyjściem zatrzymał się i stał chwilę w bezruchu. Musiał patrzeć na mnie, – mimo, iż go nie widziałam, to po prostu czułam na sobie jego wzrok. Trwało to długo, bardzo długo. A ja nagle zadrżałam, gdy po całym ciele rozeszło się delikatne mrowienie.

Oczekiwanie było torturą.

Podejdzie do mnie? Dotknie?

 

W końcu usłyszałam szelest i cichy trzask.

Wyszedł.
Moje myśli rozpoczęły szaloną galopadę. Naprawdę nie wiedziałam, co mam już zrobić. Słowa, które słyszałam kilka godzin wcześniej zacierały się coraz bardziej. Za to coraz silniej odczuwałam tą cudowną bliskość, gdy Maks był obok.
- Dosyć! – Z całej siły przywaliłam dłonią w materac. – Nie miej złudzeń! Ten człowiek robi z tobą, co chce i jak chce. To nie jest ten czuły i cudowny kochanek sprzed kilku chwil, tylko zimny i wyrachowany sukinsyn, którego słyszałaś. Jesteś potrzebna mu teraz, pobawi się tobą, a potem pozbędzie szybko i trwale. Uciekaj póki możesz! Josh nie jest lepszy. Rycerski i troskliwy, a jednak założył się ze wspólnikiem. O mnie! A najgorsze, że jak zostanę tu dłużej to zwariuję!

Tych kilka chwil wystarczyło, bym się nakręciła. Tego potrzebowałam – wściekłości i furii. Na siebie i swoje prymitywne reakcje na Maksa, na ich obłudę i bezwzględność. Wcześniej wpadłam w jakiś dziwny stan odrętwienia, który nie służył niczemu. A ja musiałam się stąd wyrwać.

Będąc na fali wyskoczyłam z łóżka.
Szybki prysznic i byłam gotowa do działania.
Gorzej tylko, ze nie wiedziałam, co mam robić.
- Może zaczniemy od tego, że wyjdę z tej złotej klatki. – Mruknęłam.

 

W jadalni zaskoczyło mnie śniadanie na stole.
I Sean siedzący w jednym z foteli z gazetą.
Nie wiem kto był bardziej zaskoczony.

- Od dawna tu jesteś? – Słowa wyprzedziły myśli.
- Od wczoraj. – Rumieniec to byłoby niedopowiedzenie. Poczerwieniałam jak piwonia. Sean uśmiechnął się delikatnie. Oboje byliśmy świadomi, że od wczoraj do teraz krzyczałam bardzo głośno kilka razy i to bynajmniej nie z powodu pająka pod łóżkiem. Skoro był tu od wczoraj to widział Josha. Czy wie o zakładzie?
- Nie denerwuj się. Jesteście narzeczonymi. To jest naturalne, gdy dwoje ludzi się kocha. – Nie wiem dlaczego się usprawiedliwiał. Tym niemniej w myślach poprawiłam go błyskawicznie. To naturalne, że dwoje ludzi się pieprzy. Bo wg mnie tym właśnie to było, pieprzeniem a nie kochaniem się. Kochanie oznaczało by, że do siebie coś czujemy, a to nie wchodziło w grę. Nie mogło!
Ale jednocześnie odetchnęłam z ulgą.
Reakcja Seana była tak naturalna. Wyglądało na to, że nikt nie podejrzewa, że wiem o obecności drugiego wspólnika.
- Zjem coś. Zgłodniałam. – Oznajmiłam i najśmieszniejsze, że to wcale nie był wybieg.
Rzeczywiście zgłodniałam.

Powracający Maks mnie przy kawie. Nie wiem dlaczego uważałam, że jego poranne spotkanie będzie dłuższe i będę miała więcej czasu.
A potem pobiłam wszystkie swoje rekordy, bo jedyne co mi przyszło do głowy to myśl:
- Boże, jaki on jest przystojny.

A potem postawił mnie na ziemię krótki tekst:
- Skończyłaś już? To idziemy.

Informację o wyjeździe przekazał mi wcześniej, mój strój odpowiadał jego planom, więc nie widział powodu by zwlekać. A ja nie za bardzo miałam powód by protestować.
Po chwili cała nasza trójka jechała windą w dół.
-Sean przyprowadzi samochód pod hotel, ale my wejdziemy jeszcze do jubilera. – Spojrzałam na Maksa z poniesioną brwią. Z uśmiechem przytaknął.
No tak, wizyta w celach czysto rozrywkowych. Wiedzieli dokładnie co jest prezentowane i jak to mają ukraść. Z jakichś nieznanych pobudek Maks jednak postanowił mnie zabrać do tego miejsca.

I pewnie wszystko przebiegłoby inaczej, ale wychodząc w windy zachwiałam się.
Zupełnie przypadkowo.
Maks objął mnie błyskawicznie ramieniem, chroniąc przed upadkiem.

To było jak porażenie prądem. Jęknęłam i chciałam się uwolnić.
- Nie rób scen. – Wysyczał.
O proszę! Wrócił stary, dobry i wściekły Maks. Nie miałam nic do stracenia.
Spojrzałam mu prosto w oczy i wyszeptałam.
- Nie umiem zapanować nad sobą, gdy mnie dotykasz! – I to była prawda.

Czując jego bliskość po prostu traciłam oddech, wyłączało mi się myślenie, a każdy centymetr ciała, aż rwał się do przodu, byle by być bliżej niego. Nie rozumiałam tego, nie chciałam, ale tak się działo.
I właśnie mu o tym powiedziałam głośno i wyraźnie.

Tylko nie przewidziałam jego reakcji.  Twarz ściągnęła się w dziwnym wyrazie, a nozdrza rozszerzyły łapiąc mój zapach. Nagle opanował się i odsunął.
- Nie przewrócisz się? – Ten spokojny i cichy głos był jeszcze gorszy od wcześniejszego syczenia.
- Już dobrze, dziękuję. – Wpatrywałam się w niego jak zahipnotyzowana, nie mogąc poruszyć się na milimetr.
Dopiero po chwili odblokowało mnie i skierowaliśmy się w stronę sklepu.

Na sam widok uśmiechnęłam się do siebie.
Może byłam stuknięta? Rany, co ja myślę, ja musiałam być stuknięta skoro świadomość, że będę oglądać biżuterię, która za kilka dni zostanie ukradziona, sprawia mi przyjemność.
Taka satysfakcja z wiedzy o sekrecie, znanym tylko małej grupie wybrańców.

Wyparłam i wyrzuciłam na chwilę wszystko co stało się wcześniej. Nie było szalonej nocy z Maksem. Nie było Josha.

Byłam tylko ja i niesamowite skarby wystawione w samym sercu Francuskiej Riwiery.

Co skłoniło jednego z potentatów na rynku biżuterii do zorganizowania wystawy właśnie tutaj?

Nie miałam pojęcia. Wybranie sklepu jubilerskiego w hotelu, jako miejsca ekspozycji drogocennych kamieni i unikatowej biżuterii było niczym innym tylko kaprysem.

Carlton przygotowywał się do tego od miesięcy.

Josh z Maksem również.

Tylko, że oni nie planowali obrabowania wystawy, ale skarbca, gdzie przechowywana była biżuteria. Wiele zabezpieczeń pojawiło się w ostatniej chwili, ale obejmowały one sklep, a nie hotelowy sejf. Nikt nie będzie przeprowadzał ogromnych przeróbek w hotelu – nawet, jeśli postanowiono w nim przechować biżuterię wartą kilkaset milionów euro.

I do tego właśnie sklepu weszliśmy bezpośrednio z holu. Przekroczyłam próg i i w tym momencie przepadłam.

Brylanty są najlepszymi przyjaciółmi kobiety? Bzdura! Wszystkie te cuda były w tym momencie moimi najlepszymi przyjaciółmi.
Zachwycona oglądałam kolejne gabloty, zupełnie nie zwracając uwagi na obserwującego mnie Maksa.

Na chwilę cofnęłam się w czasie, wymazując z pamięci te wszystkie złe doświadczenia.
- Zobacz, jaki piękny. – Zachowałam się zupełnie tak jak dawniej, gdy pokazywałam mu rzeczy, które mnie zachwycały. Tak samo zrobiłam i teraz. Pociągnęłam Maksa za rękę, żeby pokazać mu niesamowicie duży i żółty kamień. – Widzisz?

Dopiero, gdy nic nie odpowiedział spojrzałam na niego i dla odmiany ja zamarłam.

Maks nic nie mówił. Był poważny. Źrenice miał tak rozszerzone, że oczy wydawały się czarne.

- Podoba ci się? Chcesz go? – Ochrypły głos bynajmniej mnie nie uspokoił. Nawet nie spojrzał na pokazywany przeze mnie klejnot.
Wykonałam ruch głową.
- Nie. Nie potrzebuję nic więcej niż to, co mam.

Zostawiłam go i wróciłam do dalszego przeglądania biżuterii. A przynajmniej miałam nadzieję, że tak to wygląda.
Nie wiedziałam i nie rozumiałam tego, co się teraz stało.

Przecież ten klejnot i tak miał być ukradziony.

Po co ta szopka z kupnem? O co mu w ogóle chodzi?

I dlaczego do cholery stoi jak słup i się na mnie gapi?!

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXIX

Paradoks – część XXXI

Polubienia 47
Wyświetlenia 3960

Podobne wpisy:

  • Korekty i poprawki później(w poniedziałek zimna te wszystkie literówki i powtórzenia ). Dwa razy tracilam tekst, ale uparlam się ze dodam.
    2:55,a ja oglądałam Egzorcyzmy Emilie Rose :P

  • Wiktor

    Dzięki Aniu za wstawkę. Jednak się doczekałem. Pozdrawiam Wiktor

    • Proszę bardzo. Napisałam, że będzie to musiało być.
      Ale naprawdę – dwa razy wszystko poszło mi w diabły.

  • Em.

    Super kawałek ! Uzależniasz! :)
    Kiedy następnego możemy się spodziewać ?
    Pozdrawiam Em.

    • Już wrzuciłam do harmonogramu. Jutro – ale standardowo w godzinach nocnych (ta część weszła na stronę ok. 3 w nocy).
      I bardzo dobrze, że uzależniam – takie słowa to miód na moją duszę! Dziękuję!

      Pozdrawiam z deszczowego Poznania
      A

      • ewelina

        Zdecydowanie uzależniasz! Za każdym razem obiecuję sobie, że nowe opowiadanie zacznę czytać dopiero aż ukaże się całość – i co? Ani razu mi się nie udało! Czytam i z niecierpliwością czekam na kolejną część!

        Pozdrawiam!

  • Styna

    Jak zwykle to samo…..,czyli REWELACJA ;)
    Czekam (nie)cierpliwie na kolejną część.
    Pozdrawiam :)

  • Pingback: Paradoks XXXI | Skrywane pragnienia()