Paradoks XXXI

Okazało się, że jednak spojrzał gdzieś indziej, bo usłyszałam:
- Ten naszyjnik jest idealny. – Zerknęłam zaciekawiona, o co mogło mu chodzić i oniemiałam widząc to małe dzieło sztuki. Złoto, brylanty i szmaragdy.
- Będziesz w nim pięknie wyglądać. Tylko w nim.- Nic nie poradzę, że od razu to zobaczyłam. A dokładniej siebie, ten naszyjnik układający się idealnie pomiędzy moimi piersiami i nic więcej.
Znaczące chrząknięcie mężczyzny z obsługi poinformowało nas, ze nie tylko ja mam dobrą wyobraźnię.

Informacja, że jest to element wystawy i naszyjnik nie jest na sprzedaż pozwoliła Maksowi odegrać małą komedię w stylu „zapłacę każdą kwotę”, a mi złapać oddech i wrócić do pionu.

A później wyszliśmy przed hotel.
Wsiadając do samochodu czułam, że stało się coś ważnego, na co powinnam zwrócić uwagę – problem polegał na tym, że nie byłam w stanie doprecyzować, o co właściwie chodzi.

Dziwnie poddenerwowana, obojętnie obserwowałam mijane budynki i ludzi, kompletnie nie zwracając uwagi na siedzącego obok mnie Maksa.
Zwłaszcza, że on sam nie przejawiał ochoty do rozmowy.

- Wysiadamy. – Jego słowa spadły na mnie jak grom z jasnego nieba.

- Gdzie jesteśmy? – Brew mężczyzny mimowolnie podskoczyła do góry. Nic dziwnego, skoro samochód stał na nadbrzeżu, tuż przy sporej wielkości jachcie.
- Jak ci powiem, że na lotnisku to uwierzysz? – Maks sobie nie odpuścił, ale nic dziwnego. Ja też bym nie podarowała złośliwego komentarza w obliczu takiej wpadki.

Machnęłam ręką – odgryzienie się nic mi nie dawało, a wręcz mogło zaszkodzić.

Już bez rzucania idiotycznych uwag, weszłam za nim na pokład.
Po chwili odbiliśmy od nadbrzeża i jacht zaczął się kierować w stronę pełnego morza.

Sean został na lądzie. Stał oparty o samochód i wpatrywał się w coraz bardziej oddalającą się łódź.

Nic nie poradzę, że od razu zaczęłam myśleć o najgorszym.
Wypływamy daleko po to by nie było świadków.
Sean czeka na powrót. Ale co jeśli tylko na powrót Maksa?
A co jeśli Maks chce mnie utopić?
Bzdury! Przecież nie zachowuje się wobec mnie wrogo!
Jeszcze większe bzdury! A dotychczas to robił ci cały czas dobrze?!
Na hasło „dobrze” na sekundę się zdekoncentrowałam przypominając sobie ostatnie wydarzenia.
I równie szybko dopadło mnie wspomnienie jego rozmowy z Joshem.

Zanim zdążyłam się doprowadzić do stanu porządnej histerii, a już na pewno zakręcić się na dobre, Maks objawił się obok i pociągnął mnie za sobą pod pokład.
- Tu porozmawiamy spokojnie. Nie możemy ryzykować, że ktoś nas usłyszy. W nocy z niedzieli na poniedziałek będziemy zwiedzać. Trochę musieliśmy przyspieszyć akcję, ale wszystko jest pod kontrolą.

Spojrzałam na niego przerażona.

Jakie pod kontrolą?!
Dzisiaj sobota.
Włamanie ma być w niedzielę w nocy?!
A ja nadal nie wiem jak mam to zrobić!
Ja nie byłam gotowa!
Na nic!
Na włamanie i samodzielną kradzież!
Na ucieczkę!
Na to, co mam w ogóle ze sobą zrobić, jeśli jakimś cudem mi się uda!

 

Patrzyłam na Maksa przerażona – tym bardziej, że zauważył moje poddenerwowanie.
Nie wiem czemu można to przypisać – zresztą to nieważne. Najważniejsze, że mój stan skojarzył z „inicjacją” w przestępczym procederze.
Przysunął się bliżej i uśmiechnął.

- Dasz radę. Jestem tego pewien.– A ja zgłupiałam, bo obok mnie znalazł się ten dawny, życzliwy Maks. Opiekuńczy i troskliwy, z najwyższą dbałością przekazujący wiedzę i dzielący się doświadczeniem.

Plany, informacja o zmianach w stosunku do pierwotnego harmonogramu, moje zadania – to wszystko wciągnęło mnie na tyle, że zupełnie zapomniałam o tym, co się działo nie tak dawno temu.

Może i ja o tym zapomniałam, ale Maks nie.

Męska dłoń odgarniająca mi włosy z czoła, byłaby zwykłym gestem gdyby nie dziwny grymas na jego twarzy.

Spojrzałam na niego i poczułam się jak królik w potrzasku, zahipnotyzowany przez czającego się do ataku węża.

Dłoń przesunęła się odrobinę niżej, pieszcząc policzek i szyję. Plany, włamanie – to wszystko zeszło na plan dalszy.

- Chodź do mnie. – To był jego głos.

Niski, zachrypnięty i żądający całkowitego podporządkowania.
A ja czułam ból – będący zarówno konsekwencją wyczerpującej nocy, jak i rosnącego we mnie pragnienia, które mógł zaspokoić tylko on.

 

Nagle uniosłam się do góry.

Maks zniecierpliwiony brakiem reakcji po prostu mnie podniósł i posadził sobie na kolanach.
- Nie! – Zaprotestowałam gwałtownie, bo nasze ubrania nie stanowiły praktycznie żadnej ochrony. Czułam jak bardzo jest podniecony, ale wspomnienie bólu było zbyt świeże bym mogła się zapomnieć.

Nie wiem jakim cudem, ale on wiedział.

Objął mnie mocno i przytulił do siebie.

To było jak porażenie prądem. Czułam dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa.

Chciałam się wyrwać, ale nie pozwolił. I nie robił nic poza mocnym trzymaniem mnie w objęciach.
W końcu przestałam się szarpać, bo to nic nie dawało. Poza tym bardziej sobie szkodziłam niż pomagałam, urażając tak zmaltretowane wcześniej krocze.
- Nie zrobię ci krzywdy. Chcę cie tylko trzymać i mieć przy sobie.– Tylko te słowa przerwały ciszę. Uścisk się nie zmienił, męskie dłonie się nie przesunęły. Twardo udowadniał, ze robi to co mówi.
- Tylko? – Myślałam, ze się wścieknę słysząc wypowiedziane przez siebie słowa. Zamiast siedzieć cicho i cieszyć się, że Maks nie robi nic więcej, drażniłam się i prowokowałam.
- Nie. – Jęknęłam słysząc jego odpowiedź. Sama się o to prosiłam. – Ale na to co chciałbym ci zrobić jest jeszcze za wcześnie.
Po chwili ciszy mruknął, bardziej do siebie niż do mnie.
- No, może poza tym.

I za słowami poszły czyny.
A dokładniej jego usta.
Widząc jak się pochyla, zdążyłam zacisnąć wargi i na tym skończył się mój mały bunt.

Niezrażony taką postawą Maks zaczął mnie całować.

Jego wargi nie przejmowały się moją odmową.

Cierpliwie, wolno i czule zdobywały przychylność moich ust. Nie miałam obok siebie brutalnego dzikusa, tylko uwodzącego mnie kochanka.
Język przesuwał się pieszczotliwie, usiłując wniknąć do środka. Kusił, a nie wdzierał się siłą.
Sama nie wiem kiedy rozchyliłam usta i zaprosiłam go do środka.

Czułam się jak na karuzeli. Świat wokół mnie wirował, a jedynym pewnym punktem był Maks.
Jego usta.
Język.
Dłonie.
Twarde ciało.
Nie próbował nic więcej. W centrum jego uwagi były tylko usta i aż usta.
Nie wiem jak długo by to trwało, gdyby nie nagłe drżenie.
Myślałam, że moje.
Jego głośny jęk.
Odchylona do tyłu głowa
Mocno zaciśnięte powieki.
I nagłe rozprężenie ciała.
Dopiero wtedy zrozumiałam co się stało.

- Maks. – Teraz to moja dłoń czule dotykała jego twarzy. Nie otwierając oczu wyszeptał.
- Nie mogłem się powstrzymać. Nie umiałem. – Mocno go objęłam. Co miałam powiedzieć? Że jego orgazm pozbawił mnie oddechu? To było niesamowite i niespodziewane.
Tak samo dla niego jak i dla mnie.

Lekko kołysana w jego ramionach znowu na chwilę zapomniałam o tym, co się działo.
- A może on nie jest taki zły? – Ledwo zdążyłam to pomyśleć, gdy Maks brutalnie sprowadził mnie na ziemię.
- Czyli jednak byłem dobrym wyborem.

Nieśmiało pojawiająca się nadzieja, że może jednak nie będzie źle i on nie jest taki jak mi się wydawało, rozwiała się szybciej niż pojawiła.
Cud nie nastąpił.
Miałam dzień i trochę by uwolnić się z tego koszmaru.
Kolejnej szansy mogłam nie dostać.

A potem wszystko było brutalnie przyziemne.

Maks zmieniający wyplamione spermą ubranie.

Dyskretne spojrzenia załogi i Seana.

Powrót do hotelu.

 

I znowu wchodząc do Carltona poczułam to coś. Że tu obok jest rozwiązanie moich problemów, patrzę na nie, ale jeszcze go nie widzę.

Wyprawa zajęła nam widocznie więcej czasu niż Maks zaplanował, bo po wejściu do apartamentu zaczął się spieszyć.

Jakaś telekonferencja.

Sean co chwilę wchodził i wychodził.
W końcu oznajmiono mi łaskawie, że obaj znikają na dwie godziny i jak chcę mogę sobie pochodzić po sklepach.
- Tylko żadnych kart. Płać gotówką. – Rzucił w moją stronę Maks, mijając mnie w pośpiechu.
- A jak będę chciała kupić krokodyla i mi zabraknie? – Dotychczas obserwowałam tą krzątaninę spokojnie, ale każdy ma swoje granice.
- To sobie dobierz z sejfu. Tu masz kod. – To go na chwilę zastopowało.  –Otwórz przy mnie. Znając cię pewnie coś pomylisz.

Fuknęłam, ale posłusznie wprowadziłam kod.

I zamarłam.

W środku było dużo banknotów. Bardzo dużo banknotów.

Opanowałam się i zamknęłam to całe ustrojstwo.

 

Zawsze uważałam, że jeśli jesteśmy wystarczająco tępi i nie odczytujemy sygnałów, to natura się niecierpliwi i wpycha nam rozwiązanie przed nos.
Dokładnie tak samo było i tym razem.

Trochę zdekoncentrowana ilością gotówki będącą w moim zasięgu, spojrzałam na wchodzącego po raz n-ty do gabinetu Maksa i mnie olśniło.
Wiedziałam jak mogę ukraść wszystko sama.

Ogłuszyło mnie.

To było tak banalnie proste. Na tyle proste, że mogło się udać.

Gdy zostałam sama wyszłam z apartamentu, ale nie na poszukiwanie zakupowych okazji, tylko managera hotelu.
W końcu go dopadłam, ale dopiero po chwili udało mi się go zaprowadzić w ustronniejsze miejsce, gdzie nikt nas nie mógł podsłuchać.

Postawiłam wszystko na jedną szalę i powiedziałam wprost.
- Maximilien. Ma pan wobec mnie dług wdzięczności. Wiem jak może go pan spłacić. To są dwie drobne przysługi.

 

 

** ** ** ** ** ** ** **

Paradoks – część XXX

Paradoks – część XXXII

 

 

Polubienia 53
Wyświetlenia 4725

Podobne wpisy:

  • Wiktor

    Witaj!!!. Ciut krótkawa ta część, ale to nic. Dzięki, że jest i że piszesz. Jestem ciekawy co wymyśliła. Dzięki Aniu za część. Pozdrawiam Wiktor

    • Wiem. Muszę się ogarnąć czasowo na pisanie to będą jeszcze 3 … no 2 fragmenty. :)

      • Wiktor

        Aniu spokojnie. Jak juz dodałem komentarz to sprawdziłem, jeszcze raz i część nie jest taka krótka. Widocznie tak dobrze się czytało iż odniosłem takie wrażenie. Aniu ja nie piszę kiedy następna część i staram się Ciebie nie poganiać, Co nie znaczy, że nie podobają mi się Twoje opowiadania i zawsze czekam na nową część. Pozdrawiam Wiktor

        • Spokojnie. Pchają mi się na świat kolejne opowiadania, ale muszę najpierw zamknąć „Paradoks”. A inne może puszczę …. :)

  • Pingback: Paradoks XXX | Skrywane pragnienia()

  • klo

    Witaj Aniu :)
    Na początek chce napisać, że uwielbiam Twoje opowiadania i z niecierpliwością czytam każde pojawiające się nowe o 3 w nocy (tyle tytułem wstępu) :)
    Przechodząc do rzeczy, 8 lipca mam urodziny i bardzo Cię proszę (o ile ubóstwiam Paradoks) to do tego czasu (w ramach prezentu) niech ona tych skurw…. wydyma albo niech oni tą niezdecydowaną/niezrównoważoną s.kę wydymają :P Ewentualnie niech się pozabijają bo jedni i drudzy są zdrowo walnięci.
    Pozdrawiam :)

    • Moja Droga
      Mogę Ci obiecać, że ona w kolejnej części wydyma ich obu – ostro, zdrowo i konkretnie.
      Tylko muszę umieścić jeszcze stosowne oświadczenia, bo mnie Interpol ścignie – a potem zmarnuję urlop na tłumaczenia, że to nie ja i że po prostu sobie kilka rzeczy dopowiedziałam, a że się wstrzeliłam i tak to wyglądało naprawdę … :P

      I jestem zachwycona, że uważasz moich bohaterów za walniętych – ostatnia rzecz jakiej bym chciała to obojętność. Dopóki ich lubisz i trzymasz kciuki za rozwój sytuacji, albo Cię wkurzają tak, że miałabyś ochotę ich utopić, spalić albo kopnąć w cztery litery – jest dobrze!

      Jeśli jakimś cudem szlag mnie trafi i tego 8 lipca nie będę miała dostępu do Internetu:
      „Udanych imienin i spełnienia czegoś, co sprawi, że będziesz chodziła jakbyś miała skrzydła u stóp”.
      pozdrawiam
      AV

      PS> do 8 lipca Paradoks będzie już skończony. Chodzą mi po głowie dwa kolejne teksty, ale Mika wczoraj strasznie zaczęła jęczeć”weź no! skończ połowę tego co masz, zanim wrzucisz kolejne”.
      Znając siebie i to co we mnie się kłębi, niestety nie jestem w stanie – ale przynajmniej Paradoks zamknę …. no i może Pechową… ale to może :D

      • klo

        Dziękuję za wyczerpującą i bardzo satysfakcjonującą odpowiedź :)
        I tak bohaterzy wzbudzają emocje, oj bardzo!

        • Pamiętam o 8 lipca :D
          Dzisiaj na szczęście jest 7

  • Camilla

    Aniu, planujesz coś na dzisiejszą noc? Ostatnią część czy nie jest jeszcze gotowa?

    • Planuje. Wczoraj padłam w trakcie pisania. nie wiem czy przed konferencja rano zdążę skończyć.
      Jeszcze dwie części.

  • ja

    Kiedy będzie można się spodziewać kolejnego rozdziału?

    • Dzisiaj :)
      Przedostatnia część jest już prawie skończona.

      • Askaa

        Kobieto,trzymasz nas w napięciu. Teraz co godzinę będziemy sprawdzać czy już coś jest:P
        Doczekać się nie mogę!:D

        • Asiu :) Spokojnie. Ja w pracy jestem – ani teraz nie skończę, ani nie mam jak wrzucić.
          Wieczorem dodam i wieczorem zacznę też pisać ostatnią część. Mam nadzieję, że za tą ostatnią mnie nie udusicie. ..

          • Askaa

            Aniu,nie miałam na celu pospieszania Cię,jeśli tak odebralas,przepraszam!:)
            Oczywiście praca najważniejsza,reszta później. To wszystko przez to,że tak świetnie się Ciebie czyta!!!:)

          • Nie – spokojnie. Nie stresuj się (kurcze – ja już sama się stresuję wystarczająco za wszystkich). Po prostu mam za dużo na głowie i trochę padam.
            Ale sama sobie tyle nakładłam. Cóż … uczę się całe życie.

          • Askaa

            Więc spokojnie,my poczekamy:P

  • jednak jutro. nie dam rady fizycznie – dopiero kończę (jeszcze nie skończyłam) rzeczy do pracy robić.
    jedyne co w tym dobre, to w sierpniu jadę na tydzień urlopu … i będę pisać, pisać i pisać.

  • ja

    A kiedy można się spodziewać dzis tej części najnowszej?

    • Właśnie siadam. Masakra z czasem – ucieka jak oszalały.

  • Weronika A.

    Pytanie z innej beczki: co z Joshem? Bo jakoś nie przepadam za tym Maxem… ;))

    Pozdrawiam :)

    • Sama jestem ciekawa.
      Jeszcze dwie części.
      Ale prawda jest taka, że niezależnie jaki będzie koniec na pewno ktoś będzie chciał mnie utopić.

      Pozdrawiam
      Ania

      • Weronika A.

        Dajesz mi nadzieję, że jeszcze „coś” z Joshem będzie ;) A o utopieniu nie ma mowy, bo może kiedyś pokusisz się o napisanie czegoś o drugim bohaterze :)

        Pozdrowionka.

        • Szczerze? nie mam pojęcia jak to się skończy.